pazdziernik2009
27.11.09, 23:11
W poprzednim wątku przypomniałem sobie nagle o świetnym podręczniku "Psychologia społeczna", w związku z czym sobie go dziś przez dużą część wieczora wertowałem. Nawiasem mówiąc, okazuje się, że jednak są pewne pożytki z tego, że wszyscy wokół jak jeden mąż studiują – można podkradać im podręczniki i czmychnąwszy w jakieś spokojne miejsce, zgłębiać je sobie do woli. :)
Proszę sobie wyobrazić, jak ogromne było moje zdumienie, gdy po lekturze rozdziału dotyczącego metodologii tejże dziedziny i sposobów testowania hipotez... wszystko zrozumiałem, i to pomimo tego, że "nie przerobiłem elementarnego rozroznienia i nie skumałem specyfiki nauk humanistycznych" oraz że "wiem o naukach społecznych tyle, co Papuasowie o fizyce". Zaryzykowałbym nawet tezę, że część poświęconą prostym metodom statystycznym, które stosuje się w psychologii społecznej, zrozumiałem nawet lepiej niż przeciętny student korzystający z tego podręcznika, gdyż miałem do czynienia ze statystyką na studiach, i dwukrotnie uzyskiwałem z tego przedmiotu najwyższą notę - bo mnie ciekawił.
No a teraz okazuje się, że metodologii gender studies pojąć, choćby w ogólnym zarysie, nie jestem w stanie i nie ma nawet co się zabierać za tłumaczenie mi, gdyż nie mam wystarczającego ku temu przygotowania intelektualnego. Zatem wychodziłoby na to, że gender studies to jedna z najtrudniejszych gałęzi wiedzy. :) Jest to raczej dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że studiować tę dziedzinę może każdy, kto ma dyplom magisterski i uiścił opłatę w wysokości 1000 złotych (słownie: jeden tysiąc złotych), płatne z góry przelewem na podane konto. Przychodzisz z kwitkiem w zębach i heja! możesz zgłębiać niuanse gender do woli. Wbrew pomysłom Kociej_nogi nie trzeba zatem mieć żadnego przygotowania w zakresie nauk społecznych - można sobie skończyć polonistykę, teologię bądź geografię i też będzie dobrze.
I jeszcze jedna rzecz dotycząca rzekomej naukowości tej paradnej dyscypliny. Chodzi mianowcie o to, że nie da się jej krytykować bez posądzeń o problemy psychiczne bądź emocjonalne. Ciężki dysonans poznawczy jest tu najlżejszym z zarzutów, pojawiają się również takie, jak seksizm bądź mizoginia, słowem – z zasady nie ma możliwości, że komuś nie gra gender studies z czysto intelektualnych pozycji, bo na przykład przeszkadza mu, że badaczki i badacze biorą pod uwagę tylko średnią pewnych wielkości, ignorując ich rozkład, oraz że uznają krytykę literacką z pozycji kobiecych za doskonałą metodę pomiarową, uprawniającą do wyciągania ogólnych wniosków na temat rzeczywistości – nie! krytyka gender zawsze powodowana jest: emocjami, konstrukcją psychiczną, uwarunkowaniami kulturowymi, seksizmem, wiarą, przekonaniami, poglądami, fanatyzmem i tak dalej.
Związki z polityką pozwolę sobie już pominąć, gdyż pisanina się niebezpiecznie rozrasta, ale pozsotawiam do przemyślenia takie oto zagadnienie: jak to możliwe, że obiektywna ponoć nauka skupia ludzi jednej tylko opcji polityczno-światopoglądowej?