uli
27.01.04, 11:32
JAncio Wodnik użył ciekawego sformułowania w dyskusji o gwałcie: gwałt
partnerski - (teraz wkleję resztę mojego posta z tego wątku): to dobrze
obrazuje pewną mentalność obecną w naszej 'kulturalnej kulturze'. 80%
gwałtów dokonywanych jest przez osoby, które ofiara zna.
kiedyś jeden pan powiedział (wysoko postawiony prawnik) (legislator), że
małżeństwo jest po to, żeby móc gwałcić w majestacie prawa.
Czy nie jest tak w istocie?
Sagan przyłapała mnie na tym, ze sama rozdzielam /nieświadomie/ gwałty na
małżeńskie i pozamałżeńskie.
Jak podchodzicie do sprawy gwałtu małżeńskiego? Czy to cos mniej niż gwałt?
A moze zacznie więcej?
BTW - Spotkałam się kiedyś z teorią, ze małzeństwo jest najlepszym sposobem
kontrolowania seksualnosci kobiety. W tym sensie gwałt małżeński jest
faktycznie wliczony w ogólny rachunek za "romantyczną miłość". Czyktoś zna
statystyki doniesień do prokuratury na własnego męża? Pewnie są
znikome...Czy ideę małżeństwa można obronić jako coś więcej niż wspólnotę
kulinarno-prokreacyjną? Czy kobiety przypadkiem nie zachowują się jak wierne
psy? Można je wyrzucać na mróz i bić kijem, a one i tak wybaczą? Geneza
rodziny?