bene_gesserit
14.01.10, 23:49
Wyborcza najwyrazniej poszła tropem ankiety parytetowej i ruszyła
na wieś, szukać korzeni wiejskiego feminizmu:
Najpierw z Hanką, sąsiadką, wymyśliłam, żeby koło gospodyń
wiejskich założyć. Chodziłam od domu do domu i namawiałam
kobitki: 'Nudzicie się, paplacie, łazicie jedna za drugą. Zróbmy
coś. Nie musimy spotykać się przy płotach, możemy w świetlicy. A
jeszcze coś pożytecznego z tego naszego gadania wyjdzie'.
- Chętne były?
- Gdzie tam. Ile się nasłuchałam: 'Co ty myślisz? Że będziemy
pierze darły jak nasze matki?'. No to skrzyknęłam kilka i
zorganizowałam pierwszy festyn rodzinny na boisku. Tysiąc ludzi
przyszło, albo i lepiej. To je zachęciło. Dziś w kole działa
kilkanaście kobitek. Najmłodsza jest koło dwudziestki, najstarsza
po pięćdziesiątce. To my rządzimy wsią. Bo niby mnie na sołtyskę
pchnęły, ale wiadomo: wszystkie pomysły i decyzje koło podejmuje.
No i pomagamy sobie. Jak spalili się sąsiedzi, to z puszką po wsi
chodziłyśmy, albo jak zginęła 11-letnia córka sąsiadom, to każda
pomogła, jak umiała. Normalnie tobym do kostnicy nie poszła, a
wtedy wszystko przy zmarłej zrobiłam. Wysprzątałam kostnicę na
błysk. Spotykamy się, imprezy robimy.
Do Elżbiety Saj przyjechałyśmy, by się dowiedzieć, jak kobietom
idzie rządzenie polską wsią. Potem pojedziemy jeszcze na Pomorze i
Podkarpacie.
- Jak idzie? Jak po maśle. Aż się faceci zazdrośni zrobili. Zaczęli
nam się wtrącać. No my im krótko: 'Straż pożarną sobie załóżcie'.
- Założyli?
Kto nie czytal, niech przeczyta
całość.