Dodaj do ulubionych

A może wreszcie zalegalizyjemy MARIHUANĘ ???

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.04, 18:53
Co byłoby bardzo mądrym posunięciem. Co się na tym forum dzieje,trochę mniej
człowiek wpada na forum,a tu już legalizują sprzedaż organów...
Obserwuj wątek
    • Gość: warszawiak Re: A może wreszcie zalegalizyjemy MARIHUANĘ ??? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.02.04, 19:19
      Tak to jest z niewyżytymi polemistami. Sporo ich tutaj. Myślą, że wygrają na
      tym forum trzecią wojnę światową i rozpoczynają działania na całym froncie. Jak
      czasem walną kulą w płot, skłania ich to do jeszcze głośniejszej palby. Ale
      czyta się fajnie:)
    • stradivariusz Re: A może wreszcie zalegalizyjemy MARIHUANĘ ??? 17.02.04, 19:27
      Nie na temat, ale oczywiście jestem za. Wszelkie konkretne argumenty za tym
      rozwiązaniem znaleźć można na stronie Inicjatywy na Rzecz Legalizacji KANABA

      hyperreal.info/kanaba/go.to/index

      Strad
      ---------------------
      Karaoke to moje życie
      • Gość: Klarysa Re: A może wreszcie zalegalizyjemy MARIHUANĘ ??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.04, 19:30
        O kurcze! Ta KANABA działa nawet u mnie wŁodzi!!!Chyba się włączę!!!
    • nadszyszkownik.kilkujadek Jestem za... 17.02.04, 19:27
      Co do reszty: nie przejmuj się, Bogini miewa takie napady. Jak to bogini.
      • Gość: tad Skręt amerykański IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 17.02.04, 20:41
        Konopie indyjskie nie zawsze były nielegalna. Niegdyś uprawiano ją na skalę
        niemal przemysłową. Robiono z nich liny czy papier. Sam Waszyngton był hodowcą
        konopii. Podobno deklaracja niepodległości USA spisana jest na papierze
        zrobionym z konopii indyjskich. Jeśli tak - byłby z niej niezły skręt.
        • nadszyszkownik.kilkujadek Konopie uprawia się nadal. 17.02.04, 21:04
          Niestety tylko odmiana z bardzo niską zawartością TCH, czyli - bez kopa. Wogóle
          historia wprowadzenia zakazu używania marichuany w USA jest dość
          charakterystyczna. W odróżnieniu bowiem od opiatów, których zakazano ze powodów
          medycznych, dowodów (ani nawet: uzasadnionych podejrzeń) na szczególną
          szkodliwość konopii nie było nigdy. Jednak dyrektor agencji nadzorującej
          wprowadzanie opiumowej prohibicji (nie pamiętam już nazwiska) nakręcił anty-
          maryśną histerię w odpowiedzi na pomysły ograniczenia jego osobistego imperium.
          Zwyczajnie po to, agenci mieli co robić. Warto może wspomnieć, że cały ten
          hałas o 'uwolnienie narodu od zgubnych substancji' miał podtekst mocno
          rasistowski.

          Z ciekawostek:
          1. Pod koniec XIX i na początku XX wieku popularne były 'uspokajacze' dla
          dzieci na bazie żywicy konopii (czyli haszyszu).
          2. Do zakazania marichuany w Kanadzie doporwadziła kobieta, skądinąd hałaśliwa
          sufrażystka. Muszę poszukać nazwiska...
          • nadszyszkownik.kilkujadek Jak to się właściwie pisze 17.02.04, 21:06
            Bo jak marijuana - to pewnie marihuana. Ale google, zwykle niezawodne, nie może
            się zdecydować...
            • Gość: Klarysa Re: Jak to się właściwie pisze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.04, 21:30
              Na 100 % prawidłowa pisownia polska to MARIHUANA.Wydaje mi się,że ten wariant
              marijuana to z kręgu meksykańsko-hiszpańskiego.Nie mówiąc już o czywiscie o
              tymch wszystkich "Holly Mary" ,ganja,grass itp.

              A ja jako ciekawostę wyczytałam,że około 1839 roku powszechnie
              stosowano "święte ziele" do łagodzeni bólów reumatycznych i tężcowych.
              • Gość: rusałka jestem za!!! Pozdrawiam, Klarysę i sympatyków M. IP: *.pl / *.one.pl 17.02.04, 22:48
          • nadszyszkownik.kilkujadek Nazwiska... 18.02.04, 16:21
            Na wypadek, gdyby kogoś to interesowało:
            Amerykański oficjel, który doprowadził do zakazania marihuany (Marijuana Tax
            Act, 1937) nazywał się Harry Anslinger.

            Feministka, o której wspominałem to Emily Murphy.


            Swoją drogą, Polki i Polacy mają problem ze wskazaniem, co właściwie
            zawdzięczamy feministkom. Szczęśliwi Kanadyjczycy tego kłopotu nie mają.
          • stradivariusz Re: Konopie uprawia się nadal. 18.02.04, 16:44
            nadszyszkownik.kilkujadek napisał:

            > historia wprowadzenia zakazu używania marichuany w USA jest dość
            > charakterystyczna. W odróżnieniu bowiem od opiatów, których zakazano ze powodów
            > medycznych, dowodów (ani nawet: uzasadnionych podejrzeń) na szczególną
            > szkodliwość konopii nie było nigdy. Jednak dyrektor agencji nadzorującej
            > wprowadzanie opiumowej prohibicji (nie pamiętam już nazwiska) nakręcił anty-
            > maryśną histerię w odpowiedzi na pomysły ograniczenia jego osobistego imperium.
            > Zwyczajnie po to, agenci mieli co robić. Warto może wspomnieć, że cały ten
            > hałas o 'uwolnienie narodu od zgubnych substancji' miał podtekst mocno
            > rasistowski.

            to raz. Dwa, że chodziło o usunięcie konkurencji w produkcji papieru. Papier z
            celulozy jest dużo droższy niż z konopi i ludzie którzy zainwestowali w przemysł
            celulozowy mocno naciskali na delegalizację konkurencyjnej technologii.

            > 2. Do zakazania marichuany w Kanadzie doporwadziła kobieta, skądinąd hałaśliwa
            > sufrażystka. Muszę poszukać nazwiska...

            podobnie zresztą było z amerykańską prohibicją. To też był pomysł silnie
            forsowany przez "ruch kobiecy" gdzie podobnie jak dziś w kwestii prostytucji
            sufrażystki weszły w koalicję z kobietami z ruchów skupionych wokół religii.

            Strad
            ---------------------
            Karaoke to moje życie
    • Gość: bezdenny Re: A może wreszcie zalegalizyjemy MARIHUANĘ ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.04, 16:05
      jestem przeciw. Swą opinię poprę czynem (jeśli zajdzie taka potrzeba)
      • nadszyszkownik.kilkujadek A jakim czynem (n/t)? 18.02.04, 16:15

        • sewer_ Emeryci i rencisci, popierajcie Partie czynem 18.02.04, 16:33
          umierajcie przed terminem.

          A Maryska wczesniej , czy pozniej, bedzie zalegalizowana (ja w Holandii)
          gdyz jest nie do zwalczenia.

          Niech policja zajmie sie ciezkimi narkotykami.
          • Gość: bezdenny Re: Emeryci i rencisci, popierajcie Partie czynem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.04, 16:57
            Bardzo ciężki argument, no nie do obalenia: "maryśka będzie zalegalizowana, bo
            jest nie do zwalczenia".
            • sewer_ to nie moj argument, tylko powazna analiza raportu 18.02.04, 17:12
              Komendy Glownej niemieckiej policji.
              Lekkie narkotyki sa nie do zwalczenia.

              Jezeli mamy zwalczac te ciekie prawdziwe (morfina, LSD itd..)
              lekkie trzeba zostawic w spokoju.
              • Gość: bezdenny Re: to nie moj argument, tylko powazna analiza ra IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.04, 17:21
                Całkiem wierzę, że taki raport istnieje, i że zawrte są w nim wnioski, które
                podajesz. Czy jest jakiś raport dotyczący całkowitej mozliwości wyeliminowania
                kradzieży, albo zwalczenia pijaństwa u kierowców?
                • nadszyszkownik.kilkujadek To nie tak... 18.02.04, 17:29
                  Bo w przypadku kradzieży bez wątpienia istnieje poszkodowany. W przypadku
                  prowadzenia samochodu 'pod wpływem' mamy do czynienia ze 'sprowadzeniem
                  niebezpieczeństwa'.
                  W wątpliwość podaje się nie tylko samą skuteczność zwalczania marihuany
                  (słabszy z niej 'narkotyk', niż z Wyborowej i Klubowych), ale i zasadność
                  zamykania w więzieniu złapanego z 15 gramami liścia w kieszeni 19-latka. Albo
                  jego mamy.
                  Choć przypomnieć wypada, że pomiędzy amerykańską 'war on drugs', a pełną
                  legalizacją istnieje spore pole manewru dla rozsądnych pragmatyków.
                  • Gość: bezdenny Re: To niestety tak... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.04, 17:40
                    Istnieje poszkodowany. ja nim jestem. dziś płacę za odwyk i leczenie
                    alkoholików i narkomanów. jutro będę płacił jeszcze więcej. Jeśli dziś pozolimy
                    na legalną trawkę, to jutro wielkim wysiłkiem (np. akcja policji "znicz" ha,
                    ha, )będziemy ścigać naćpanych kierowców.
                    Ps.
                    15 gram liścia to chyba bardzo dużo?
                    • nadszyszkownik.kilkujadek Jeśli dziś pozwolimy na sprzedaż alkoholu... 18.02.04, 17:52
                      ...to jeszcze dziś będziemy ścigać pijanych kierowców. Jeśli dziś zezwolimy na
                      sprzedaż samochodów, jutro będziemy płacić za leczenie ofiar wypadków. Jeśli
                      dziś zezwolimy na nielicencjonowany seks, to jutro będziemy musieli łożyć na
                      cudze dzieci. I tak dalej.
                      Jeśli postulujesz jednocześnie zakazanie sprzedaży alkoholu i tytoniu, należy
                      Ci się kwiatek za konsekwencję. Jeśli nie - no coż...

                      Naciągana argumentacja. Wymyśl lepszą.
                      • Gość: bezdenny Re: Jeśli dziś pozwolimy na sprzedaż alkoholu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.04, 22:50
                        Nie postuluję delegalizacji alkoholu. Ten sposób walki z alkoholizmem
                        przyniósłby więcej szkody niż pożytku.
                        Moja argumentacja jest tyle warta co twoja : ponieważ mamy problem z
                        alkoholizmem, a alkohol jest legalny, to zafundujmy sobie problem z marihuaną.
                        Jak u rabina, którego pytają: Co robić? jest nam ciasno bo w małej izbie
                        mieszka 8 osób. rabin im na to: weźcie sobie do izby kozę. Pomieszkajcie z nią
                        miesiąc, a potem wyprowadźcie. Zobaczycie jak wam się luźno zrobi.
                        Reasumując: mamy problem w tym kraju problem z gorzałą, więc zafundujmy sobie
                        legalne narkotyki.
        • Gość: bezdenny Re: A jakim czynem (n/t)? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.04, 16:53
          Nie zagłosuję na ugrupowanie, które będzie chciało legalizacji marihuany.
          • Gość: Klarysa Re: A jakim czynem (n/t)? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.02.04, 17:11
            Obawiam się,że legalizacja marihuany nie będzie priorytetowym zagadnieniem w
            programie tej partii...Zresztą i tak jest nieludzko trudno o tzw. naturę,więc
            lepiej byłoby zalegalizować ,a nie kupować "niewiadomo co, niewiadomo jak i nie
            wiadomo gdzie."
            • Gość: bezdenny Re: A jakim czynem (n/t)? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.04, 17:18
              Nalepszym sposobem na sytuację "kupować nie wiadomo co, nie waidomo jak i nie
              wiadomo gdzie" jest nie kupować wcale.
              Ponieważ legalizacja marihuany nie będzie priorytetowym zagadnieniem, to
              najprawdopodobniej nie będę miał żadnych dylematów.
              • stradivariusz Re: A jakim czynem (n/t)? 18.02.04, 17:38
                A tak konkretnie to jakie są twoje źródła wiedzy na temat marihuany i przyczyn
                jej nielegalności?


                Strad
                ---------------------
                Karaoke to moje życie
                • Gość: bezdenny Re: A jakim czynem (n/t)? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.04, 18:19
                  A tak konkretnie to żadne. Nie mam też żadnej wiedzy na temat budowy szkrzypek.
                  Ale jak tylko ktoś zaczyna na nich rzępolić, to rozpoznaję to od razu.
                  • efcia5 Re: A jakim czynem (n/t)? 18.02.04, 21:16
                    To nie jest zbyt dobry argument, właściwie to w ogóle nie jest argument;)
                    Twoi rozmówcy od jakiegoś czasu próbują dac ci do zrozumienia, że marycha jest
                    mniej szkodliwa od papierosów nie mówiąc już o alkoholu. Zostało to
                    wielokrotnie potwierdzone w badaniach - niestety ciebie te badania nawet nie
                    interesują, bo i tak wiesz najlepiej. To nonsens, ze zakazujemy marihuany a nie
                    zakazujemy alkoholu i papierosów. Twoje argumenty miałyby jakiś sens gdybyś
                    okazał konsekwencje i domagał się równocześnie zakazu wszelkich używek
                    (należałoby jeszcze dołączyć powodujące otyłość słodycze i żarcie z
                    Mcdonaldsa) ;))
                    Pozdro
                    Ewa


                    • Gość: bezdenny Re: A jakim czynem (n/t)? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.04, 22:29
                      Pozwolę sobie zauważyć, że to też nie jest żaden argument: zalegalizujmy
                      marihuanę, bo jest mniej szkodliwa od alkoholu.
                      Mamy dość problemów z wódą, po co nam jeszcze dodatkowy z marihuaną.
                      A badania owszem - nie interesują mnie. Wystarczy mi rozsądek. Ja nawet nie
                      znam badań dotyczących alkoholu. (coś wiem, tak jak każdy. I to mi też
                      wystarczy). No przepraszam czy o legalności lakoholu bądź marihuany mieliby
                      decydować medycy, a o powszechnym dostępie do broni wojskowi, lub konstruktorzy
                      broni. (jesteś za czy przeciw powszechnemu dostępowi do broni? Może przedstaw
                      jakieś badania i analizy.....)
                      mam swoje zdanie - uważam po prostu, że nie należy wyciągać ręki po każdą
                      zabawkę jaka nam się akurat podoba.
                      • efcia5 Re: A jakim czynem (n/t)? 19.02.04, 09:20
                        A cz w takim razie poparłbyś rząd, który chciałby wprowadzić pełny zakaz
                        spożywania alkoholu i palenia papierosów?
                        Jeśli nie, uzasadnij dlaczego.
                        Pozdro
                        Ewa
                      • Gość: BD Re: A jakim czynem (n/t)? IP: 195.136.36.* 19.02.04, 09:39
                        Witam,

                        Gość portalu: bezdenny napisał(a):

                        > Pozwolę sobie zauważyć, że to też nie jest żaden argument: zalegalizujmy
                        > marihuanę, bo jest mniej szkodliwa od alkoholu.
                        > Mamy dość problemów z wódą, po co nam jeszcze dodatkowy z marihuaną.

                        Dokładnie. Fakt, że legalna jest szkodliwa substancja X ma się nijak do tego,
                        by legalizować szkodliwą substancję Y, nawet jeśli Y jest mniej szkodliwy niż X.

                        Nie ma tu żadnej niekonsekwencji. Nie ma, jeśli rozpatrujemy sprawę utylitarnie
                        (tj. uwaględniamy rachunek "social costs/benefits"). Pamiętajmy też, ze w
                        przypadku tego typu dóbr jest bardzo wyraźna tzw. "zależność ścieżkowa" (path
                        dependance). Jeśli zalegalizujemy Y, a potem się namyślimy i je
                        zdelegalizujemy, to sytuacja będzie bużo gorsza niż gdybyśmy nigdy nie
                        legalizowali Y.

                        Co więcej - możliwa jest sytuacja, że X jest legalne i ma koszty społeczne, ale
                        delegalizacja X jest w okresie rozpatrywanym przez decydentów nieopłacalna,
                        choć w długim okresie mogłaby być opłacalna (co zależy od tzw. społecznej
                        funcji dyskontowania) - nikt się nie podejmie delegalizacji. Dlatego można np.
                        sensownie optować przeciw delegalizacji alkoholu i jednocześnie przeciw
                        legalizacji marihuany.

                        Wokół używek jest masa mitów, zarówno ze strony "pro" jak i "kontra". Siedzę
                        troche w temacie, a widziałem bodaj tylko jedną pracę, która traktuje ten temat
                        sensownie ("Getting hooked", Elster, Skog (eds.) Cambrdige, 1999).

                        pozdrawiam,

                        BD
                        • efcia5 gratuluję;))) 19.02.04, 13:07
                          Od dawna wiedziałam, ze gładkimi słówkam można uwiarygodnić każdą
                          niekonsekwencję ale przyznaję, ze ty jesteś w tym_naprawdę_dobry :))
                          Domyślam się, ze gdyby wprowadzono "kompromisowy" przepis mówiący że np legalny
                          jest wyłącznie alkohol produkowany w miejscowościach których nazwy zaczynają
                          się na samogłoski, to też z łatwością wykazałbyś jego trafność i konsekwencję?
                          Na marginesie: czy to tak trudno przyznać, że coś jest niekonsekwentne a
                          _mimo_to_ w imię ważniejszych naszym zdaniem racji jesteśmy gotowi to coś
                          popierać?
                          Taka postawa naprawdę wydaje mi się bardziej godna szacunku niż twoje
                          dopasowywanie na siłę argumentów naukowych tylko po to, by podeprzeć swoje
                          wynikające z różnych emocji i ideowych przekonań podejście do marihuany.
                          Moim zdaniem nie ma nic złego w emocjach i ideowości, chociaż czasami brak im
                          konsekwencji. Sama tak naprawdę wcale nie byłabym za legalizacją miękkich
                          narkotyków, ale to nie znaczy że nie zdaję sobie sprawy z niekonsekwencji
                          takiego postępowania (bo oczywiście wiem, ze delegalizacja alkoholu i
                          papierosów to już byłaby zupełna bzdura) Chyba czasami lepiej być
                          niekonsekwentnym niż robić nowe głupstwa.
                          Pozdro
                          Ewa
                          • Gość: bezdenny Re: jeszcze raz o kozie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 14:10
                            BD ma rację. Bardzo dobrze ujął to o co mi chodziło. Mamy od cholery różnych
                            problemów - np. z wódą, a wy chcecie zalegalizować kolejny odurzacz -
                            wprowadzić kozę do ciasnej izby.
                            dziś ludność uwala się gorzałą, po czym wsiada do samochodów. Wy chcecie
                            sprawdzić czy będzie wsiadać do samochodów jak się uwali maryśką. Na pewno też
                            zrobicie zrzutkę na wyposażenie policji w urządzenia badające stan uwalenia
                            maryśką u kierowców.
                            Nie potrzebuję badań, by wyobrazić sobie następującą kolej rzeczy:
                            1 legalizacja maryśki powoduje zwiększenie części populacji sięgającej po
                            narkotyki. (łatwość dostępu, legalność)
                            2 Część z tej powiększonej liczby osób sięgających po miękkie narkotyki
                            uzależnia się i w poszukiwaniu nowych doznań sięga po narkotyki coraz twardsze.
                            Ja nawet jestem w stanie wyobrazić sobie to, że musiałbym dopłacać do rolników,
                            którzy zajęliby się uprawą maryśki, czy czego tam jeszcze.
                            I bęc mamy kolejny problem, który zaczniemy wspólnymi siłami rozwiązywać za
                            ileś tam lat.
                            Gdyby efekt legalizacji maryśki miałby być taki: wszyscy alkoholicy przeżucają
                            się na maryśkę, to być może warto byłoby roważyć takie działanie.
                            Wy zaś mówicie mniej więcej tak; Skoro już jesteśmy ciężko chorzy na serce, to
                            nie zaszkodzi nam zachorować na grzybicę stóp. I dalej - lepiej chorować na
                            grzybicę stóp niż na serce.
                            A co do delegalizacji gorzały: uważam że skutki takich działań byłyby opłakane.
                            Mamy kontekst tradycji, kultury, przyzwyczajeń. Zjawisk, które są obecne setki
                            lat, i które były i są aprobowane lat nie da się wyeliminować z dnia na dzień
                            przepisami prawa.
                            • efcia5 Re: jeszcze raz o kozie 19.02.04, 16:37
                              Nie lubię jak ktoś mówi do mnie w drugiej osobie liczby mnogiej.
                              Poza tym nie rozumiem jakich "wy" masz na myśli. Przecież napisałam, że wcale
                              nie byłabym taka prędka do legalizowania marychy, nie doczytałeś? Podoba mi się
                              to co pisze Nadszyszkownik - że między pełną legalizacją a ściganiem z mocy
                              prawa za jednego skręta jest duże pole do popisu dla rozsądnych ustawodawców.
                              To co ja napisałam możnaby streścić tak: nie ma sensownego powodu aby karać za
                              marychę i nie karać za alkohol. To trzeba sobie jasno powiedzieć zamiast
                              dorabiać sobie ideologię jak to, przyznaję że zgrabnie, zrobił BD.
                              Zupełnie niepotrzebnie na mnie napadasz, ja ci nie wróg.
                              Pozdro Ewa
                              • Gość: bezdenny Re: jeszcze raz o kozie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 18:43
                                Nie napadam, ale jeśli odniosłaś takie wrażenie, to przepraszam.
                                Swoje argumenty wyłożyłem w kilku postach. jestem przeciwnikiem ułatwiania
                                dostępu do marychy - a taki zasadniczy byłby sens i skutek legalizacji. Nie
                                uważam, że należy karać tych co przypalają, albo zażywają nawet cięzkie
                                narkotyki. Uważam natomiast, że należy bezwzględnie ścigać handlarzy, tych co
                                uprawiają, produkują itd.
                                Wejscie w miękkie narkotyki dla wielu niechybnie skończy się ciężką narkomanią -
                                ze wszystkimi konsekwencjami. Po co nam takie eksperymenty? mało mamy problemów?
                                Ukłony załączam
                                • nadszyszkownik.kilkujadek Czyli jednak coś wiesz... 23.02.04, 00:25
                                  > Wejscie w miękkie narkotyki dla wielu niechybnie skończy się ciężką
                                  narkomanią
                                  > ze wszystkimi konsekwencjami. Po co nam takie eksperymenty? mało mamy
                                  problemów
                                  Przecież musisz mieć jakieś dane, aby tak twierdzić. W innym przypadku z
                                  pewnością nie napisałbyś 'niechybnie'.

                                  Rzecz w tym, że palenie marihuany nie powoduje uzależnienia fizjologicznego.
                                  Stwierdzenia, które podawał BD obracają się wokół tego, że palenie może być
                                  szkodliwe dla tych, którzy mają odpowiednie uwarunkowania. Jak naprzykład kawa.
                                  Fakt, że marihuana bywa 'rozbiegiem' do twardych narkotyków to pochodna
                                  okoliczności, a nie fizjologii. Konkretnie zaś tego, że jedno i drugie kupuje
                                  się i sprzedaje w podobnych warunkach. U tego samego 'kolegi'. Przecięcie tego
                                  powiązania wyszłoby z tego punktu widzenia raczej na dobre, a nie na złe.

                                  Tu jedna uwaga. Nie twierdzę, że marihuana jest nieszkodliwa. Przypuszczać
                                  można, że powoduje problemy podobne, jak inne wciąganie w płuca produktów
                                  spalania innych roślin. Ale z drugiej strony, pali się tego mniej, niż
                                  papierosów.
                                  • Gość: bezdenny Re: Czyli jednak coś wiesz... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.04, 12:54
                                    Nie wiem nic więcej poza jakimiś banałami. Żeby się od czegoś uzależnić trzeba
                                    to coś najpierw zarzyć. Żeby zarzyć trzeba mieć dostęp. Legalizacja ułatwi
                                    dostęp, więc większa liczba ludzi zarzyje i większa liczba się uzależni
                                    (oczywiście nie od razu)
                          • Gość: BD Re: gratuluję;))) IP: 195.136.36.* 19.02.04, 14:44
                            Witam,

                            efcia5 napisała:

                            > czy to tak trudno przyznać, że coś jest niekonsekwentne a _mimo_to_ w imię
                            > ważniejszych naszym zdaniem racji jesteśmy gotowi to coś popierać?

                            Trudno. Jeśli niekonsekwencja ma formę logicznej sprzeczności to bieda, to ze
                            sprzecznego zdania można wyprowadzić wszystko.

                            > Taka postawa naprawdę wydaje mi się bardziej godna szacunku niż twoje
                            > dopasowywanie na siłę argumentów naukowych tylko po to, by podeprzeć swoje
                            > wynikające z różnych emocji i ideowych przekonań podejście do marihuany

                            To przeczytaj cytat z "Addiction", który zamieściłem poniżej. Najlepiej jak się
                            czegoś nie rozumie, to zarzucić oponentowi, że udziwnia, sofityskę uprawia,
                            bla, bla, bla. Jak pokazałem jednej polemistce na forum "kobieta", że
                            dyskryminacja jest pojęciem niejednoznacznym w sensie statystycznym, to zamiast
                            polemizować z argumentem, to zaraz "co ja gadam, czy nie widzę, że to mężczyźni
                            rządzą światem" itd. Jak masz merytoryczne argumenty (na poziomie tych z
                            naukowych pism recenzowanych) to pogadamy, jak nie to miłego marudzenia życzę :)

                            pozdrawiam,

                            BD
                      • Gość: BD i jeszcze to... IP: 195.136.36.* 19.02.04, 09:53
                        "Contrary to popular opinion, cannabis use can be problematic for many people
                        (particularly adolescents). Moreover. the drug has become increasingly more
                        potent. Cannabis is currently one of the leading substances reported in
                        arrests, emergency room admissions, autopsies and treatment admissions"

                        To jest cytat z "Addiction" (rocznik 2002, Denis et al., pp. 4-15)
                        najpoważniejszego pisma naukowego poświęconego uzależnieniom.

                        pozdrawiam,

                        BD
                        • nadszyszkownik.kilkujadek Jedno pomijasz 19.02.04, 15:53
                          Mianowicie fakt, że zamknięcie dowolnej osoby (particularly adolescents) w
                          więzieniu może być znacznie bardziej problematyczne, niż używanie marihuany.
                          Osobiście, gdy chodzi o regulacje prawne, jestem zwolennikiem pragmatyzmu i
                          inercji. Krótko mówiąc - stabilność przepisów też ma swoją wagę. Tak więc aby
                          wprowadzić lub znosić zakazy należy mieć dobry powód - i 'permisywistyczna'
                          ideologia takim powodem nie jest. Ustaliliśmy już, że dobrego uzasadnienia do
                          zakazania marihuany nie było. Zakaz niestey jest, odziedziczyliśmy go.
                          Zastanówmy się zatem, dlaczego należałoby go znieść.

                          Po pierwsze - sprawa sankcji 'za posiadanie'. Wsadzanie do pudła (i zapis o
                          ukaraniu) niemądrych nastolatków lub ich mam okazuje się być bardzo złym
                          pomysłem. Zdają sobie z tego sprawę również policjanci i sędziowie. Mogą albo
                          zacisnąć zęby i 'robić swoje', albo stosować prawo 'uznaniowo'. Jedno i drugie
                          ma duże wady.
                          Po drugie - kontrola nad obrotem. Obrót kontrolowany przez państwo okazuje się
                          lepiej chronić przed używaniem przez nieodpowiednie osoby, niż zepchnięcie
                          sprawy do podziemia. Tzw. dilerzy sprzedadzą każdemu, kto zapłaci.
                          Licencjonowani sprzedawcy - w zasadzie tylko tym, którym sprzedać mogą zgodnie
                          z prawem.
                          Po trzecie - kwestie finansowe. Przyznam, że ten argument bezdennego najmniej
                          do mnie trafia. Powszechna opieka medyczna jest dość kosztowną iluzją; ergo -
                          uzasadnianie tym czegokolwiek to sztuczka iluzjonisty. Około 80% całych środków
                          finansowych jakie w życiu przeznaczamy na opiekę medyczną zużywana jest w ciągu
                          2 ostatnich lat naszego życia. I, o ile dociągniemy do emerytury, styl życia ma
                          tu niewiele do rzeczy. Z drugiej strony - legalne istnienie koncernów
                          tytoniowych daje całkiem realne możliwości odzyskania części kosztów. Od
                          ulicznych dilerów ciężko cokolwiek wydobyć.

                          Powtórzę jeszcze raz - pomiędzy zupełną prohibicją a pełną dowolnością jest
                          całkiem spore pole manewru.
                          • Gość: BD Re: Jedno pomijasz IP: 195.136.36.* 19.02.04, 16:43
                            Witam,

                            Trochę się nie rozumiemy. Ja nie broniłem amerykańskiego systemu walki z
                            narkotykami. To, co wynika z moich postów to:

                            1. Jeśli dobro X jest legalne, to nie wynika z tego nijak, że mamy legalizować
                            dobro Y, które jest mniej szkodliwe od X.

                            2. Marihuana nie jest wcale taka bezpieczna jak się uważa. W artykule, który
                            cyotwałem dość ostro polemizują z popularnymi poglądami, pisząc nt. przeróżnych
                            konsekwencji zdrowotnych, wliczając w to nawet przyspieszenie rozwoju
                            schizofrenii w grupach ryzyka, czy np. pogorszenie reakcji mogące być bardzo
                            groźne w pewnych zawodach. Koszty leczenia to rzecz drugorzędna, ważny jest
                            tzw. social impact - koszty _używania_

                            To tyle w kwestii moich starych argumentów. Na to, co napisałeś teraz mogę
                            dodać, że np. problematyczne jest angażowanie się państwa w działaność moralnie
                            dwuznaczą i czerpanie z tego zysków. Państwo może się na tym strasznie
                            przejechać (jest u was coś takiego jak 'class action lawsuit').

                            Masz rację pisząc, że między zupełną prohibicją a pełną dowolnością jest
                            szerokie spektrum, ale z tego niewiele wynika. Czy to twierdzenie pomaga nam
                            zrozumieć, czy np. 2% przywzolenie jest lepsze czy gorsze od 30% czy 98%?

                            A co do zupełnej prohibicji, to też mozna to zrobić na bardzo wiele sposobów
                            lepszych i gorszych.

                            pozdrawiam,

                            BD
                            • Gość: sagan Re: Jedno pomijasz IP: *.desy.de 26.02.04, 08:54
                              mam pytanie. na jakiej podstawie "chcesz" legalizowac/delegalizowac?
                              utylitarnej? moralnej? tzn, co ma byc celem zdelegalizowania jakiegos
                              "procederu"?
                              • Gość: bezdenny Re: Jedno pomijasz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.04, 16:46
                                Na podstawie utylitarnej i moralnej. Celem delegalizacji czegoś, jest
                                utrudnienie dostępu do tego.
                          • Gość: bezdenny Re: Jedno pomijasz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.04, 00:24
                            Ja niespecjalnie jestem zwolennikiem zamykania każdego kto przypalił. Są metody
                            łagodnej represji, utrudniania itd (specjaliści niech wymyślają. Większa
                            represyjność w stosunku do handlujących). Natomiast jestem zdecydowanym
                            przeciwnikiem ułatwiania dostępu. I wcale nie ustaliliśmy, że nie było dobrego
                            powodu by zkazać trawkę.
                            Obrót kontrolowany ma swoje wady. (Cała machina biurokrtayczna - zezwolenia,
                            koncesje, kontrole. Wolę, żeby urzędnicy zajmowali się czymś pożyteczniejszym).
                            Niewierzę też w to, że akurat w Polsce licencjonowani dilerzy sprzedawali by
                            tylko dorosłym itd.
                            Ponadto państwo powinno wyznaczać pewne standardy - inaczej mówiąc trzymać
                            fason. Dlatego nie powinno np. czerpać zysku z kurestwa i narkomanii.
                            Wystarczy, że ma z wódy i tytoniu. Dalej nie powinno się staczać.
                            Argument finansowy. Tu chyba się nie rozumiemy. Jesteśmy biedni i ja wolę
                            wydawać jakieś pieniądze na aparaty dla dzieciaków, żeby miały proste zęby niż
                            dzielić te pieniądze jeszcze na leczenie narkomanów, których sam sobie
                            wyhoduję. Gdybyśmy mieli nie wiadomo ile pieniędzy i byłyby zaspokojone
                            wszystkie potrezby, to mógłbym sobie hodować narkomanów i ich leczyć. A więc
                            nic sobie nie rekompensujemy od koncernów tytoniowych, bo jakakolwiek suma by
                            od nich nie wpłynęła to lepiej ją wydać na zęby dzieciaków, sztuczne serca,
                            tomografy i co tam jeszcze niż na leczenie wyhodowanych przez siebie narkomanów.
                            Dlatego też uważam, że porównywanie nas np. do Holandii jest lekko pozbawione
                            sensu. Tam są inne realia - np. dzieciaki mają wyprostowane zęby.
                            Mam wrażenie, że nasze opinie są zbieżne - ani dla ciebie nie jest tak ważne
                            czy trawka będzie legalna czy nie, ani mnie nie zależy, na tym żeby wsadzać do
                            więzienia każdego napalonego małolata
                            • nadszyszkownik.kilkujadek Re: Jedno pomijasz 23.02.04, 00:27
                              Gość portalu: bezdenny napisał(a):

                              > Mam wrażenie, że nasze opinie są zbieżne - ani dla ciebie nie jest tak ważne
                              > czy trawka będzie legalna czy nie, ani mnie nie zależy, na tym żeby wsadzać
                              do
                              > więzienia każdego napalonego małolata
                              Masz rację, zależy mi umiarkowanie. Zdegradowanie posiadania skręta
                              z 'przestępstwa' na 'wykroczenie' zupełnie by mnie usatysfakcjonowało.
                              Przynajmniej na razie.
                        • Gość: sanch Re: i jeszcze to... IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 01.03.04, 19:00
                          Bry.
                          Bo jest coraz bardziej popularna. Nie można zamykać oczu i wypychać tej KULTURY
                          poza nawias społeczeństwa prawa. Odwracać się od całej rzeszy ludzi dla, dla
                          których jest to codzienność. Np. na wszystkich szczeblach niższych urzędników
                          (bo są młodzi) sie pali. To nie jest margines, tego już się nie powstrzyma.
                          Stanowczo ZA.
                          pozdr
                  • stradivariusz Re: A jakim czynem (n/t)? 20.02.04, 12:14
                    Gość portalu: bezdenny napisał(a):

                    > A tak konkretnie to żadne. Nie mam też żadnej wiedzy na temat budowy szkrzypek.
                    > Ale jak tylko ktoś zaczyna na nich rzępolić, to rozpoznaję to od razu.

                    drogi przyjacielu, po co te nerwy? Czy ja cię atakuję? Po prostu spytałem jakie
                    są twoje źródla wiedzy, bo z doświadczenia wiem, że ludzie głoszący to co ty
                    zwykle wkładają w to co mówią sporo emocji nie wiedząc dokładnie w czym rzecz i
                    walczą z uporem godnym lepszej sprawy.
                    MAryche zdelegalizowano z przyczyn calkowicie pozamerytorycznych. Już tu o tym
                    było. Jej szkodliwość nie zostałą naukowo udowodniona do dzić. Raport WHO
                    twierdzi, że alkohol i nikotyna są dużo groźniejsze. Marycha nie uzależnia.
                    Fakty są jakie są, a propaganda jest jaka jest.
                    Chcesz się czegos dowiedzieć, to wejdź na stronę Kanaby i poczytaj co i jak.
                    Ja na przykład palę od ponad 20 lat tak jak od ponad 20 lat popijam piwko. I
                    nic. zadnego uzależnienia, żadnych dziur w mózgu, problemów fizycznych...
                    Można być uczciwym człowiekiem ale rzucać się na coś nawet w dobrej wierze z
                    powodu zwykłej niewiedzy. Ludzie gardłujący ma marychę są tego dobrym przykładem.

                    Strad
                    ---------------------
                    Karaoke to moje życie
                    • Gość: bezdenny Re: A jakim czynem (n/t)? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.04, 15:11
                      Wiem, że może cię to zaboleć, ale będę z tobą szczery - nie jesteśmy
                      przyjaciółmi.
                      Ponadto naprawdę nie jestem zdenerwowany. A tak poza tym to równie dobrze mogę
                      sobie napisać, że uległeś propagandzie albo modzie i optujesz za maryśką.
                      Na strony WHO albo Kanaby nie będę wchodził, bo cała sprawa mnie aż tak nie
                      angażuje. Ale wierzeę, że są tam jakieś raporty potwierdzające twoją tezę. W
                      innych postach BD cytuje raporty, z których wynika coś zupełnie przeciwnego.
                      Czyli kanaba swoje a inni swoje. Komu wierzyć? No to zawierzę sobie i pozostanę
                      przy swojej opinii.
                      Doceniam to że dzielisz się ze mną informacjami na temat twego stanu zdrowia.
                      Cieszę się również, że jesteś przykładem na to iż można pić i palić i być
                      zdrowym i wcale się nie uzależniać. Gratuluję.
                      Pozwolę sobie jednak odnieść się do poruszonej przez ciebie kwestii dziur w
                      twym mózgu. Otóz w książce "paragraf 22" jest taka scena: Yossarian mówi komuś
                      (nie pamiętam komu): Masz muszki w oczach. Na to ten ktoś odpowiada: Patrzę i
                      nie widzę żadnych muszek w moich oczach. Na to Yossarian: nie widzisz, że masz
                      muszki w oczach, bo masz muszki w oczach.
                      Otóż nie wykluczam, że należy też rozważyć taką hipotezę: nie wiesz, że masz
                      dziury w mózgu, bo masz dziury w mózgu.
                      Pozdrawiam
                      • stradivariusz Re: A jakim czynem (n/t)? 20.02.04, 21:18
                        Gość portalu: bezdenny napisał(a):

                        > Wiem, że może cię to zaboleć, ale będę z tobą szczery - nie jesteśmy
                        > przyjaciółmi.

                        no i co z tego drogi przyjacielu?

                        > Ponadto naprawdę nie jestem zdenerwowany. A tak poza tym to równie dobrze mogę
                        > sobie napisać, że uległeś propagandzie albo modzie i optujesz za maryśką.

                        możesz sobie napisać. Sądziłem jednak że przedmiotem rozmowy (oprócz korzystania
                        z okazji żeby sobie podosrywać anonimowo więc bezkarnie) jest coś oprócz
                        propagandy. Ja się opieram na pewnych doświadczeniach własnych. Marihuane
                        widziałem, wiem jak wygląda, wiem jak działa i znam jej działanie od strony
                        fizjologii. Znam też argumentację jej przeciwników i na bazie mojej wiedzy ona
                        się sprowadza po prostu do frazesów. Ktoś kiedyś czegos zakazał, stworzyl
                        społeczną psychozę i mit pokutuje.

                        > Na strony WHO albo Kanaby nie będę wchodził, bo cała sprawa mnie aż tak nie
                        > angażuje. Ale wierzeę, że są tam jakieś raporty potwierdzające twoją tezę. W
                        > innych postach BD cytuje raporty, z których wynika coś zupełnie przeciwnego.
                        > Czyli kanaba swoje a inni swoje. Komu wierzyć? No to zawierzę sobie i pozostanę
                        > przy swojej opinii.

                        o ile to w ogóle jest opinia. Ja myślę, że to jest raczej wyraz pewnego ogólnie
                        konserwatywno kołtuńskiego stosunku do życia. Środek zmieniający świadomośc w
                        sposób inny niż to robi alkohol niepokoi cię, bo być może trawi cie lęk o
                        strukturę twojego świata ;-)

                        > Doceniam to że dzielisz się ze mną informacjami na temat twego stanu zdrowia.
                        > Cieszę się również, że jesteś przykładem na to iż można pić i palić i być
                        > zdrowym i wcale się nie uzależniać. Gratuluję.
                        > Pozwolę sobie jednak odnieść się do poruszonej przez ciebie kwestii dziur w
                        > twym mózgu. Otóz w książce "paragraf 22" jest taka scena: Yossarian mówi komuś
                        > (nie pamiętam komu): Masz muszki w oczach. Na to ten ktoś odpowiada: Patrzę i
                        > nie widzę żadnych muszek w moich oczach. Na to Yossarian: nie widzisz, że masz
                        > muszki w oczach, bo masz muszki w oczach.
                        > Otóż nie wykluczam, że należy też rozważyć taką hipotezę: nie wiesz, że masz
                        > dziury w mózgu, bo masz dziury w mózgu.

                        no i znowu to dosrywanie. Rozumiem, że pytanie o to czy się onanizujesz i
                        propozycja rączek na kołdrze cie wkurzyły, ale sam sobie zasłużyłeś. Nie można
                        pisać ludziom, że ma się ochote zrobić z nich kryminalistów za to co oni dziś
                        robią legalnie i tobie przy tym nie szkodzac i jednocześnie nie narazić się na
                        propozycję tego rodzaju. Zresztą całkiem logiczną. JEśli chcesz delegalizować
                        prostytucję zacznij od zdelegalizowania elementów własnego życia seksualnego. Na
                        przykład przestań się onanizować. Zmuś się. I nie pal. Bo będziesz miał dziury w
                        mózgu. Lepiej pisz. Jak cię coś wkurzy to wchodź na internet i pisz.

                        Strad
                        ---------------------
                        Karaoke to moje życie
                        • Gość: bezdenny Re: A jakim czynem (n/t)? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 18:00
                          chcesz się zaprzyjaźnić? nic z tego. bardzo potzrebujesz akceptacji i
                          zrozumienia, więc pozwalam ci zwracać się do mnie per przyjacielu.
                          oczywiście możesz przedstawić się z imienia i nazwiska i podać swój e-mail.
                          Będziesz wtedy wyjatkiem wśród tych tchórzy przysrywających anonimowo.
                          ja mam konserwatywno-kołtuński stosunek do życia. ty natomiast jesteś otwarty
                          na nowe idee i doznania. jesteś postępowy, nie ulegasz modom i stereotypom.
                          Gratulacje.
                          O moich dośiwadczeniach z maryśką nie wiesz nic. wystarczy mi ich by
                          stwierdzić, że nie należy jej legalizować.
                          bardzo interesująca jest twoja teza, że w kurestwie nie ma niczego szkodliwego.
                          A gdzie przeczytałeś, że chcę z kurew robić kryminalistki?
                          zastanawia mnie dlaczego tak obsesyjnie chcesz rozmawiać ze mną o onanizowaniu
                          się. Teraz gadamy o marihuanie, a ty znów o onaniźmie. oczywiście jeśli masz
                          ochotę to nie krepuj się. Podziel się z nami swoimi dośiwadczeniami. jak chesz
                          możesz też przytoczyć wyniki jakichś badań.
                          • stradivariusz Re: A jakim czynem (n/t)? 21.02.04, 23:00
                            Gość portalu: bezdenny napisał(a):

                            > chcesz się zaprzyjaźnić?

                            a jak czujesz?

                            > nic z tego. bardzo potzrebujesz akceptacji i
                            > zrozumienia, więc pozwalam ci zwracać się do mnie per przyjacielu.

                            miły z ciebie chłopiec

                            > oczywiście możesz przedstawić się z imienia i nazwiska i podać swój e-mail.
                            > Będziesz wtedy wyjatkiem wśród tych tchórzy przysrywających anonimowo.

                            nie chcę za bardzo różnić się od ciebie. Może wtedy cofnąłbyś akceptacje i nie
                            moglibyśmy rozmawiać przyjacielu?

                            > ja mam konserwatywno-kołtuński stosunek do życia.

                            faktycznie straszny z ciebie tłuk. Chciałbyś to zmienić?

                            > ty natomiast jesteś otwarty
                            > na nowe idee i doznania. jesteś postępowy, nie ulegasz modom i stereotypom.
                            > Gratulacje.

                            dzięki. Już mnie lubisz. Widzisz? To proste.

                            > O moich dośiwadczeniach z maryśką nie wiesz nic. wystarczy mi ich by
                            > stwierdzić, że nie należy jej legalizować.

                            kiepsko weszło i chyba jeszcze nie zeszło co? Współczuję.

                            > bardzo interesująca jest twoja teza, że w kurestwie nie ma niczego szkodliwego.
                            > A gdzie przeczytałeś, że chcę z kurew robić kryminalistki?

                            wystarczy, że zamiast "prostytutki" mówisz "kurwy". Gdybyś taką na oczy zobaczył
                            i nieanonimowo (tak jak radzisz) nazwałbyś ją kurwą dostałbyś od niej po ryju,
                            usmarkałbyś się, polecial do policjanta na skargę i w ten sposób zrobiłbyś z
                            niej kryminalistkę.

                            > zastanawia mnie dlaczego tak obsesyjnie chcesz rozmawiać ze mną o onanizowaniu
                            > się.

                            często się nad tym zastanawiasz?

                            > Teraz gadamy o marihuanie, a ty znów o onaniźmie. oczywiście jeśli masz
                            > ochotę to nie krepuj się. Podziel się z nami swoimi dośiwadczeniami. jak chesz
                            > możesz też przytoczyć wyniki jakichś badań.

                            reasumując pytasz mnie o imię, chcesz adres email, chcesz żebym pisał tu o
                            swoich doświadczeniach z waleniem gruchy, chcesz gadać o moich obsesjach,
                            domagasz się żeby mówić ci per przyjacielu...Nie mam uprzedzeń ale pewne sprawy
                            trzeba sobie wyjaśnić od razu. Nic z tego nie będzie.

                            Strad
                            ---------------------
                            Karaoke to moje życie
                            • Gość: bezdenny Re: A jakim czynem (n/t)? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.04, 17:53
                              Zaczyna mi się podobać nasza relacja s/m. Ja ci dosrywam, a ty próbujesz się
                              zrewanżować i wdzięcznie się nadstawiasz. Jestem hetero, więc nie rób sobie
                              nadziei na więcej, ale oczywiście jakby co, to dam znać swojemu pudlowi
                              Fruziowi. To bardzo postępowe stworzenie, może być wam fajnie.
                              Znowu zaczynasz o onaniźmie. Może napisz o co ci chodzi, może ci wreszcie ulży.
                              oczywiście, że nie pytam cię o nazwisko ani o adres, ani nie domagam się, żebyś
                              nazywał mnie przyjacielem. Troszkę jesteś kłamczuszkiem, prawda?
                              Ps. . Może zanim odpiszesz na jakiś mój post, to najpierw spróbowałbyś na
                              brudno i dał komuś do przeczytania. No wiesz - tak, żeby powiedział ci czy to
                              co piszesz jest dowcipne, z polotem i sensem. Ale jak nie chcesz to oczywiście
                              możesz pisać nadal, tak jak piszesz. Tylko nie gadaj, że dałeś im do czytania
                              moje teksty i nie podobało im się. (Musisz ostrożnie podejść do takich opinii.
                              One mogą wynikać z zazdrości o naszą relację s/m). Głowa do góry. Nie załamuj
                              się. Trzymaj fason.
                              • stradivariusz Re: A jakim czynem (n/t)? 23.02.04, 18:24
                                Gość portalu: bezdenny napisał(a):

                                > Zaczyna mi się podobać nasza relacja s/m.

                                wyglądałeś mi na takiego któremu to się będzie podobało

                                > Ja ci dosrywam, a ty próbujesz się
                                > zrewanżować i wdzięcznie się nadstawiasz.

                                tak sobie teraz to wyobrażasz? Ale wiesz co? Nie męcz forumowiczów swoimi
                                fantazjami. Są nudnawe.

                                > Jestem hetero,

                                i podoba ci się s/m tylko z facetami hetero co? Jasne...

                                > więc nie rób sobie
                                > nadziei na więcej, ale oczywiście jakby co, to dam znać swojemu pudlowi
                                > Fruziowi. To bardzo postępowe stworzenie, może być wam fajnie.

                                to zoofilem też jesteś? Kurde człowieku, ale z ciebie popapraniec.

                                > Znowu zaczynasz o onaniźmie. Może napisz o co ci chodzi, może ci wreszcie ulży.
                                > oczywiście, że nie pytam cię o nazwisko ani o adres, ani nie domagam się, żebyś
                                >
                                > nazywał mnie przyjacielem. Troszkę jesteś kłamczuszkiem, prawda?

                                chciałbyś podrapac mnie po brzuszku? Jezu człowieku niedobrze mi się robi.

                                > Ps. . Może zanim odpiszesz na jakiś mój post, to najpierw spróbowałbyś na
                                > brudno

                                to "na brudno" też cię kręci? To też mi polecasz?
                                Nie no wybacz stary ale jesteś naprawdę obrzydliwy. Ten pies, ten onanizm na
                                gazetę...Twoja internetowa obsceniczność przekracza wszelkie granice.

                                Strad
                                ---------------------
                                Karaoke to moje życie
                                • Gość: bezdenny Re: A jakim czynem (n/t)? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.04, 12:39
                                  Mówłem, żebyś najpierw napisał na brudno i dał komuś do przeczytania.
                                  A tak, niestety piszesz - bez polotu, bez sensu i mało dowcipnie. Znudziła mi
                                  się zabawa z tobą. Pa.
                                  • stradivariusz ;-) (n/t)? 26.02.04, 09:42
    • Gość: doku A dlaczeg nie haszysz? IP: *.chello.pl 18.02.04, 23:19
      • Gość: fafik Re: A dlaczeg nie haszysz? IP: 168.143.113.* 19.02.04, 10:28

        racja,po haszyszu dobrze sie pierdoli
      • Gość: wasza_bogini a dlaczego nie here, amfe i koke??? IP: *.dwi.uw.edu.pl / *.dwi.uw.edu.pl 21.02.04, 14:55
        • stradivariusz Bo są szkodliwe dla zdrowia n/t 23.02.04, 18:19
          • wasza_bogini Re:alkohol i psychotropy tez sa szkodliwe 25.02.04, 12:59
            dla zdrowia. a panstwo to aprobuje. po psychotropach nie wolno jezdzic
            samochcodem. dlaczego ktos kto ma zaburzenia emocjonalne nie moze ich zdusci w
            fajnej atmosferze wciagajac koke, a moze w szpitalu psychitarycznym ladowac
            jakies pigulki z masa dzialan ubocznych?? nie wiem czy hasz jest mniej
            szkodliwy niz koka.
            • stradivariusz Re:alkohol i psychotropy tez sa szkodliwe 25.02.04, 17:05
              wasza_bogini napisała:

              > nie wiem czy hasz jest mniej
              > szkodliwy niz koka.

              drugi raz się zdarzyło, że napisałaś coś szczerze. Nie wiesz czy jest mniej
              szkodliwy. No to się dowiedz. A wiesz chociaż jak wygląda? Widzialaś kiedyś koke
              na oczy albo hasz albo cokolwiek? Wiesz jak to działa?
              A prostytutkę żywą widziałaś kiedyś na oczy? Rozmawiałaś z nia? Bylaś w agencji
              towarzyskiej? Rozmawialaś z klientem prostytutki kiedyś?
              Non stop piszesz o rzeczach o których nie masz pojęcia i dlatego ci bzdury wychodzą.

              Strad
              ---------------------
              Karaoke to moje życie
              • wasza_bogini Re:alkohol i psychotropy tez sa szkodliwe 26.02.04, 14:45
                jednak jestes glupi.
    • Gość: Klarysa Re: A może wreszcie zalegalizyjemy MARIHUANĘ ??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.04, 15:17
      Mata faka ,jak mówią niektórzy z krokiem przy kolanach.Co się porobiło na tym
      wątku to głowa mała -rozmowa od pudla Fruzia i propozycji zabawy "na brudno" po
      wymyślanie sobie od głupków...Hmmmm....Może lepiej nie legalizujmy grassu,bo
      ludzie są zazwyczaj robią się po paru machach bardzo wyluzowani i mogłoby to
      zaszkodzić wizerunkowi wiecznie nabzdyczonego i wściekłego rodaka-katolika,co
      widzi belkę w oku bliźnich,a ta belka to nowy matiss sąsiada w garażu...Kiepska
      sprawa...Powiem jedno ,w Europie odurzamy się wódką,na wschodzie i w Ameryce
      Południowej tradycje mają inne środki z bogatą gamą
      halucynogenną,niekoniecznie święte zioło.Zabawne,że nikt o tym nie napisał.
      • Gość: bezdenny Re: A może wreszcie zalegalizyjemy MARIHUANĘ ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.04, 15:35
        Przecież pisałem, że w Polsce odurzamy się wódą. I mamy z tym wystarczająco
        dużo problemów, żeby fundować sobie następne odurzacze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka