Gość: Kinga
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
26.03.04, 22:45
Spotkaliśmy się przed drzwiami kamienicy, w której mieści się redakcja. Ja i
facet. Jakiś nieznany mi facet. Zwalisty, z brzuszkiem, w garniturze, pod
krawatem, pewnie biznesmen. Zwolniłam lekko, oczekując, że otworzy drzwi i
przepuści mnie, ale wepchnął się przede mną, o mało nie stratował.
Dżentelmen! -
rzuciłam zgryźliwie, mijając go chwilę później na ulicy.
Zrozumiałam wszystko, kiedy w odpowiedzi wybulgotał po amerykańsku: - Słucham?
O tak, zrozumiałam w lot, że jakby w Ameryce przepuścił przez drzwi kobietę,
mógłby trafić do sądu, jeśli nie za molestowanie seksualne, to w najlepszym
wypadku za seksizm - i bulić jakieś straszliwe odszkodowanie. Bo co to
znaczy,
że facet pozwala kobiecie przejść pierwszej? Otóż znaczy, iż okazuje pogardę
dla idei równouprawnienia, o które tak niezmordowanie walczą feministki.
Równouprawnienie zaś polega na tym, że albo to kobieta przepuszcza przez
drzwi
faceta, albo obydwoje rzucają się do wyjścia jednocześnie, a wygrywa to z
mocniejszymi bicepsami. Taka sytuacja, że rzeczony lekkomyślnie,
instynktownie
okazuje kobiecie grzeczność, jest skandaliczną demonstracją różnic
międzypłciowych.
Biedak najwyraźniej bał się, że te upiory są już wszędzie, nawet na Filtrowej
63.
W przeddzień 8 marca wszelako manifestowały niedaleko. Przeszły ulicami
centrum
Warszawy, przeszły ulicami innych miast Europy oraz świata. Bojowniczki z
transparentami, żeby znieść zakaz aborcji, żeby zalegalizować związki
lesbijek
i gejów. A także przeciw globalizacji.
Cóż za odwaga! Co za empatia z najważniejszymi problemami kobiet!
Kiedy te manifestacje dobrze odżywionych i dostatnio odzianych aktywistek z
namaszczeniem pokazywały telewizje, ja myślałam o kobietach w Czeczenii,
których dzieci - na oczach matek - Rosjanie wrzucają do wrzątku (polecam
wstrząsający reportaż z Groznego Krystyny Kurczab-Redlich
w "Rzeczpospolitej",
6-7 marca). A także o kobietach w Korei Północnej umierających z głodu. O
kobietach w Chinach, gdzie ciągle morduje się ich nowo narodzone córki. O
kobietach na Kubie zamykanych w więzieniach za próbę ucieczki z raju Fidela
Castro. O kobietach w Iranie, Libii - traktowanych jak podgatunek. O
kobietach
kamienowanych w Nigerii i zabijanych w mordach rytualnych w Indiach.
No i tak zastanowiłam się, dlaczego te międzynarodowe feministki nie wybiorą
się z okazji swego ulubionego święta na manifestację na przykład do Czeczenii
właśnie czy do Chin lub na Kubę (a wszędzie teraz można dojechać bez trudu),
by
tam domagać się równouprawnienia, tylko zajmują się tym, żeby mnie jakiś
facet
przypadkiem nie pocałował w rękę i nie przepuścił przez drzwi.