bene_gesserit
15.01.11, 00:47
Jak zawsze ciekawie:
Pierwsza ma awans, wizytówki i markowy ciuch w pepitkę, a przed domem wypasione auto. No tak, ale w oczach jakieś takie napięcie i żal. I dzieci smutne, już niemal wolą nianię. Druga siedzi w domu, pachnie mlekiem, proszkiem do prania. Na kolanach szczęśliwy bobas, baba drożdżowa rośnie w piecu. Ale jak się bliżej przyjrzeć, okaże się, że mama anioł ma coś bezmyślnego w twarzy, jakąś nudę i brak perspektyw. Znacie te dwa obrazki?
Oba są podszyte niechęcią do kobiet. Panią Ambitną otacza aura nowoczesności i poczucie winy. I słusznie, bo, suka jedna, dziecko zaniedbuje. Pani Mamuśka słodka jest i czuła, ale w głębi pastelowego raju czai się wąż: oskarżenie o lenistwo i pytanie, co z nią będzie, gdy dzieci podrosną, a mąż (odpukać) wymieni ją na nowszy model. I słusznie wymieni, kwoka rozlazła, trzeba było pracować. Taki mniej więcej podział wyłania się z mediów. Taka opowieść o kobiecym losie pękniętym, nie do posklejania. Tak źle i tak niedobrze. Ale jest coś na pocieszenie: możecie sobie, drogie panie, skoczyć do oczu.
Ej, chciałoby się powiedzieć twardo, to ściema i patriarchalna propaganda. Podział ideologiczny i przerysowany. Ale wojna mam to nie jest czysta ściema. (...)
Iść czy nie iść na wychowawczy? Wracać do pracy, czy jeszcze dać mu/jej jeszcze kilka miesięcy z mamą? To są realne dylematy. Owszem, chodzi o pieniądze (kredyt hipoteczny!) i presję otoczenia (nie boisz się wypaść z obiegu? Nie tęsknisz za dzieckiem?). Ale chodzi też o emocje. O wewnętrzne rozdarcie. O wizję własnego życia i tego, co dobre dla dzieci. (...)
Nie ma dwóch gatunków matek. Jest pęknięcie w świecie, który się z macierzyństwem nie liczy. Przepaść między prywatnością i pracą. I pragnienie matek: być nie tam, gdzie się akurat jest. Być tu i tam jednocześnie. Twoje poczucie, że coś ucieka, coś przegrałaś, na coś się nieodwołalnie spóźniasz. Tu i tam.
Media na tych trudnych uczuciach żerują, szczując nas na siebie nawzajem. Taki jest kulturowy scenariusz. Łatwiej i przyjemniej opowiedzieć tę historię jako wojnę między kobietami niż jako zmaganie kobiet z patriarchalną rzeczywistością. Z brakiem żłobków. Z rynkiem pracy, gdzie pracujesz od do i nie ma zmiłuj, a "pracownik" to ktoś "dyspozycyjny", czyli ktoś, kto nie ma dzieci. Albo ma żonę, która się tymi dziećmi zajmuje.
Warto przeczytac calosc!