Dodaj do ulubionych

Przeminęło z wiatrem

IP: *.enetwork.pl 30.04.04, 16:38
ostatnio czytałam Cosmopolitan sprzed kilku lat - artykuł "Mężczyzna nad
twoim łóżkiem" podano tam informację, jakoby bardzo wiele kobiet w Polsce
czytało Przeminęło z wiatrem, najczęściej kilkukrotnie.
Nie forum to na analizę lotności tej literatury, ale zastanawia mnie sam ten
fenomen.
Co o tym sądzicie?
Obserwuj wątek
    • e_wok Re: Przeminęło z wiatrem 30.04.04, 20:23
      Zastanawialam sie kiedys nad pozabiologicznymi wyznacznikami bycia kobieta.
      Oprocz lektury wymienionej ksiazki dodalabym jeszcze "Anie z Zielonego wzgorza"
      i nabozne ogladanie kazdej powtorki "Dirty dancing", polaczone z marzeniami o
      tancu z Patrickiem Swayze :-)
      • warshawiak Re: Przeminęło z wiatrem 30.04.04, 20:48
        Oj, nie wiem, nie wiem. Ja na przykład oglądam każdą powtórkę "Przeminęło z
        wiatrem", z niecierpliwością wyczekując sceny, kiedy Rhett mówi "Masz pecha"
        (nie kojarzę jak to leci po angielsku) i oddala się w siną dal.
        • e_wok Re: Przeminęło z wiatrem 30.04.04, 20:54
          Ale jak on ją kochal! Zreszta zestawienie bezbarwnego Ashleya z facetem takim
          jak Rhett jest dla mnie glowna slaboscia ksiazki - trudno sie nie zastanawiac,
          czy aby Scarlett miala rowno pod sufitem. Podobne mysli nachodza mnie kiedy
          ogladam "Niemoralna propozycje", ale to tak na marginesie.
          • Gość: Monika Re: Przeminęło z wiatrem IP: *.chello.pl 30.04.04, 21:03
            Wszysto byłoby w filmie fajne, gdyby nie te uszy :))
            • e_wok Czyje uszy??? nt 30.04.04, 21:15



              • Gość: Monika Re: Czyje uszy??? nt IP: *.chello.pl 30.04.04, 21:28
                Aktora który grał Rhetta Butlera, Clark Gable, nie zauważyłaś ?
                • warshawiak Re: Czyje uszy??? nt 30.04.04, 21:43
                  Eeee tam. Naprawdę beznadziejna była ta burdelmama z którą Gable kręcił. Jakby
                  nie mógł sobie lepszaj zafundować...
                  Oczywiście jeszcze gorsza była żona Ashleya, ale to już przypadek wymiotny;)
                  Vivien Leigh coś w sobie miała:)
                  • Gość: Monika Re: Czyje uszy??? nt IP: *.chello.pl 30.04.04, 22:01
                    warshawiak napisał:

                    > Eeee tam. Naprawdę beznadziejna była ta burdelmama z którą Gable kręcił. Jakby
                    > nie mógł sobie lepszaj zafundować...
                    > Oczywiście jeszcze gorsza była żona Ashleya, ale to już przypadek wymiotny;)
                    > Vivien Leigh coś w sobie miała:)

                    No chyba chodzi o zasadę gradacji. Najpiekniesza miała być główna bohaterka,
                    zeby się publicznośc nie pomyliła na kim ma się koncentrować. Poźniej
                    przyzwoite miały być do rzeczy, ale bez przesady, aby nie wbudzały grzesznych
                    uczuć. Prostytutki miały byc nieciekawe.

                    To chyba były casy kodeksu... jak mu tam było.. no tego co to pocałunek maiał
                    byc bez języczka i nie dłużej niż 3 sekundy. Najlepsze sceny to z pocałunkami w
                    górną lub dolną wargę. Jak byłam mała to mnie dziwiło ze nie trafiają w usta :)
                  • Gość: chili Re: Czyje uszy??? nt IP: *.lodz.mm.pl 01.05.04, 18:20
                    mnie się wydawało że ta "burdelmama" była dobrą przyjaciółką i powierniczką
                    Retha na zasadzie platonicznje, związki nieplatoniczne łączyły go raczej z
                    jej "dziewczynkami". Ja uwielbiam ten film on wydobywa ze mnie schowane gdzieś
                    bardzo głęboko potrzebe "wielkiej miłości";), srturtutu... i faceta takiego jak
                    Reth, facet poprostu ma jaja i nie bał się w tych czasach być indywidualista.
                    No i był wspaniłym ojcem... nie mówiąc już pewnie o kochanku, widząc
                    Scarlett,po nocy gdy się upił zaniósł ją do łóżka. Ale ostatecznie pozostawiał
                    kobiete niepewną i niespełnioną z wypisanym na twarzy: Nie odchodź!!!A Ashley
                    to pantoflarz i ciapciak... ciepłe kluch dobrali się z tą Melnią...oj ale sie
                    rozpisałam;)
            • Gość: ggigus Re: Przeminęło z wiatrem IP: 5.5R* / *.lrz-muenchen.de 03.05.04, 16:06
              no wiesz, Moniko , Clark Gable byl symbolem seksu na owe czasy. Ja tam jakichs
              strasznych uszu u niego nie widzialam. Mysle, ze Clark to fajny facet, ale de
              gustibus...
              • Gość: Monika Re: Przeminęło z wiatrem IP: *.chello.pl 03.05.04, 17:36
                Ze jest/był seksi to mu przynaje, ale jego uszy mnie zawsze rozśmieszały, takie
                duże i mięsiste... coś jak nos Depardieu :)
                • ggigus Re: Przeminęło z wiatrem 03.05.04, 17:41
                  Nie zwrocilam uwagi na uszy (duze i miesiste???), bo mam slabosc do calosci.
                  ale jak pokaza kiedys Clarka, to sie przyjrze.
                  dzieki za sugestie
    • Gość: bezdenny Re: Przeminęło z wiatrem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.04, 20:57
      Sam czytałem ze trzy razy. To dobra książka. pierwszy raz jak miałęm chyba
      10/11 lat i leżałem chory. Mama mnie namówiła.
      • verdana Re: Przeminęło z wiatrem 01.05.04, 20:37
        Przepraszam, ale gdzie tu fenomen? Książka znana, film znany - czy fenomenem
        jest, ze kobiety w ogóle coś czytają? Czy że czytają grube? Czy ze w ogóle
        ktokolwiek cokolwiek czyta? Nie rozumiem...
    • magic00 Re: Przeminęło z wiatrem 02.05.04, 15:25
      Czytałam i podobało mi się. W dodatku uważam, że to naprawdę dobra książka.
      Zachęciła mnie do niej koleżanka polonistka, twierdząc, ze to coś wiecej niż
      romansidło. Polecam spojrzeć na "Przeminęło.." jak na literaturę obyczająwą. To
      koplania informacji o mentalności i obyczajach amerykanów z połowy XIX wieku.
      Panorama stosunków społecznych została przedstawiona barwnie i rzetelnie. Coś
      jak nasza "Lalka".
      To dobrze, że ludziska czytają tę ksiażkę. A jeśli kto lubi romanse to lepiej
      poczytać dobrą klasyke niż jakieś popluczyny.
    • e_wok No i baaaardzo wam dziekuje :-/ 02.05.04, 21:11
      Pol nocy snily mi sie uszy Clarka Gable'a. Uwazajcie troche na to, co piszecie,
      wrazliwi ludzie to czytaja :-P
      • Gość: Monika Re: No i baaaardzo wam dziekuje :-/ IP: *.chello.pl 03.05.04, 00:12
        Te uszy to byłby piękny temat na felieton.... szkoda ze nie mam talentu do
        pisania takich kawałków :)
      • kochanica.francuza Re: No i baaaardzo wam dziekuje :-/ 04.05.04, 14:59
        e_wok napisała:

        > Pol nocy snily mi sie uszy Clarka Gable'a. Uwazajcie troche na to, co piszecie,
        >
        > wrazliwi ludzie to czytaja :-P
        I co te uszy w tym śnie? Uwielbiam sny:-)!
        >
        >
        >
    • Gość: ggigus Re: Przeminęło z wiatrem IP: 5.5R* / *.lrz-muenchen.de 03.05.04, 16:05
      przeciez to jest fajna ksiazka, wiec czemu mialoby dziwic to, ze sie ja pare
      razy czyta. Swietnie napisana, postac Rhetta godna pozazdroszczenia, dowcip,
      wszystko sie trzyma kupy, czego o gniocie kontynuujacym Alexandry Ripley nie
      mozna bylo powiedziec.
      Osobom ,ktre nie rozumieja milosci Scarlett do dupowatego (hm, taka prawda)
      Ashleya, zamiast Rhetta odpowiem, ze to Scarlett byla kobieta uparta, ktora
      sobie wbila do glowy, ze tylko Ashely. Sama znam takich pare przypadkow z
      autopsji.
      JKurcze, ale ja czytalam Przeminelo tylko raz, wiec pewnie niedlugo zajrze.
      • Gość: Konstatacja Re: Przeminęło z wiatrem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.04, 17:58
        nie o to mi chodziło - czy to nie jest przerażające, że w tym, co kochała się
        Babcia kocha się wnuczka? To jakby rzucić zaklęcie na kobiety, na nieszczęście
        nie tylko współczesne - kilku generacji i jeszcze sfilmować to tak dobrze.
        Nie rozumiem tego - czy mężczyźni się niczego nie nauczyli?

        Kilka lat temu widziałąm program dokumentalny w telewizji o pewnej bardzo,
        bardzo już starej profesorce filozofii z Lublina, która opowiadała o takim to
        epizodzie wojennym;
        Siedziała w bunkrze z dwoma nieznajomymi mężczyznami, na zewnątrz ruiny, i
        jakieś niebezpieczieństwo - żeby jakoś zagospodarować sobie czas oczekiwania na
        spodzewaną odmianę losu owa młoda wtedy kobieta zaczęła opowiadać historię
        Przeminęło z wiatrem swoim towarzyszom - kiedy doszła do momentu, kiedy
        Scarlett & Rhett i kompania uciekają na wozie z płonącej Atlanty rozległ się na
        zewnątrz wrask jakiegoś biegającego mężczyzny, krzyczącego Wojna się skończyła!
        Wojna się skończyła!
        I jak zareagowali towarzysze owej panienki? Chwila konsternacji i zapytali ...a
        co było dalej?

        W programie bardzo już leciwa staruszka zaczęła się śmiać i powiadziała "tak to
        fikcja zwyciężyła rzeczywistość"
        To naprawdę był już koniec wojny.

        Tak sobie myślę jak bardzo i dziś ta książka dla kobiet stanowi konkurencję w
        doświadczaniu rzeczywistości.
        Vivien Leigh w jednym z wywiadów z 1937 roku, kiedy jeszcze nie wiedziała, że
        zagra w tym filmie opowiadała reporterce jakiegoś czasopisma na pytanie, 'co
        Pani teraz czyta?"
        Wywyiad był przeprowadzany na planie filmowym.
        Odpowiedziałą, że "Przeminęło z wiatrem", któryś raz z kolei, że jest to
        najlepsza książka, jaką w życiu czytała i że nie ma jej ze sobą, bo gdyby
        miała, nie byłaby w stanie skupić się na czymkolwiek innym. I że samą siebie
        obsadziła się w roli Scarlett ;)
        (Z resztą jej obsesja, by otrzymać tę rolę była wtedy wśród jej znajomych znana)
        Powiedziała to absolwentka, Royal Academy of Dramatic Arts w Londynie,
        uczennica kilku szkół klasztornych w trzech krajach Europejskich, szczęśliwa
        żona doskonale wykształconego prawnika (1-szy mąż), osoba dobrze obeznana z
        Szekspirem, Molierem, Racinem, Dostojewskim, Tołstojem, Czechowem.

        ...

        Dla mnie to fenomen, samo to, że ta notka ma tak duży odzew na forum "Feminizm"
        • tad9 Re: Przeminęło z wiatrem 04.05.04, 18:06
          A ja tego nie czytałem.
          • Gość: Konstatacja Re: Przeminęło z wiatrem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.04, 18:19
            Bo jesteś facetem ;)
            swoją drogą to musiałoby być ciekawe, męski punkt widzenia na tą historię.

            Ja czytałam później Wichrowe wzgórza Emily Bronite, generalnie po to tylko, by
            osłąbić trochę uderzenie, jakie Przeminęło z wiatrem miało na mnie, ale się nie
            udało.
            Wichriwe wzgórza to dla mnie fascynująca, ale jednak książka. A Przeminęło z
            wiatrem to wciąż powracająca obsesja...
            • tad9 Re: Przeminęło z wiatrem 04.05.04, 18:23
              Gość portalu: Konstatacja napisał(a):

              > Bo jesteś facetem ;)
              > swoją drogą to musiałoby być ciekawe, męski punkt widzenia na tą historię.

              Film za to widziałem. Szczerze mówiąc Gable wygląda jak prowincjonalny fryzjer-
              bawidamek (niczego nie mam do fryzjerów, ale ten wąsik...)

        • e_wok Re: Przeminęło z wiatrem 04.05.04, 18:18
          Ja akurat znam inna historie - ze Vivien Leigh niedlugo przed smiercia
          powiedziala,ze kiedy umrze wszyscy beda oplakiwali Scarlett, a ona chcialby,
          zeby mowili "umarla Blanche Dubois".
          Ale tak naprawde to nie rozumiem,dlaczego widzisz niebezpieczenstwo akurat w
          tej ksiazce. Nie widze nic zdroznego w lubieniu meskich bohaterow silnych ale
          wrazliwych, szorstkich ale szczerze i mocno kochajacych. Jest ich w kulturze
          mnostwo - pan Darcy, Wokulski, postacie filmowe - kiedys zalozylam na ten temat
          watek na innym forum i okazalo sie,ze niemal wszystkie zupelnie rozbraja scena
          z "Fortepianu" kiedy Harvey Keitel piesci fortepian. O Casablance nie wspomne.
          Jest to pewna ikona meskiego bohatera - pewniak, ktory na pewno zaskarbi sobie
          sympatie kobiecej widowni. A samo "Przeminelo..." zawiera nie tylko watek
          milosny, jest w nim mnostwo na temat zycia wbrew konwensom,na temat silnej
          kobiety, ktora pazurami i zebami walczy o swoje.
        • Gość: ggigus Re: Przeminęło z wiatrem IP: 5.3.1R* / *.lrz-muenchen.de 04.05.04, 18:18
          wg mnie babcia moze kochac to co kochala wnuczka, o ile to dobrze napisano,
          wiec mnie popularnosc Przeminelo nie dziwi. Sama chetnie czytam Lalke, bo sie
          nie zestarzala.
          Wg mnie to (m.in.) ksiazka o tym, jak to jest, jak sie kobieta zakocha z
          przekonania i kiedy zle ulokuje uczucia. A to problem ponadczasowy. Zmieniaja
          sie tylko dekoracje - np. kiecki. No i takie urocze lajdaki jak Rhett tez
          istnieja. Na szczescie!
          • tad9 Re: Przeminęło z wiatrem 04.05.04, 18:21
            Gość portalu: ggigus napisał(a):

            > No i takie urocze lajdaki jak Rhett tez
            > istnieja. Na szczescie!

            A skąd ta słabość kobiet do uroczych łajdaków

            PS (do Doku)
            Nie musisz przedstawiać wyjaśnienia socjobiologicznego. Znam je. Chodzi mi
            raczej o to, co mają do powiedzena miłośniczki "Przeminęło z wiatrem".
            • Gość: Konstatacja Re: Przeminęło z wiatrem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.04, 21:29
              Because they set us free ... ;)
              • Gość: Konstatacja A co takie kobiety jak Scarlett mogą dać Rhettowi? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.04, 12:23
                No właśnie, tak się zastanawiam, skoro dla przeciętnej czytelniczki osoba tak
                piękna, wyrozumiała, dojrzała, mądra, kochająca/pożądająca i męska (ale chyba z
                silnie rozwiniętą kobiecą stroną ;0 ) jak Rhett jest czymś w rodzaju wyzwolenia
                z niewoli udawania udawania nawet w domu kom się nie jest, co ona może dać
                takiemu mężczyźnie?
                Prawić mu komplementy?
                uch...
                • e_wok Re: A co takie kobiety jak Scarlett mogą dać Rhet 05.05.04, 16:25
                  Jak to co? Przeciez wystarczy, ze byla :-)) W Rhecie i innych bohaterach tego
                  rodzaju najbardziej pociagajace jest to, ze kochaja kobiete nie za cos tylko za
                  to, ze jest.
                  • Gość: ggigus Re: A co takie kobiety jak Scarlett mogą dać Rhet IP: 194.95.59.* 05.05.04, 17:13
                    jak najbardziej popieram!
                  • tad9 Re: A co takie kobiety jak Scarlett mogą dać Rhet 05.05.04, 18:48
                    e_wok napisała:

                    > Jak to co? Przeciez wystarczy, ze byla :-)) W Rhecie i innych bohaterach tego
                    > rodzaju najbardziej pociagajace jest to, ze kochaja kobiete nie za cos tylko
                    >za to, ze jest.

                    O ile pamiętam film (a nie pamiętam dokładnie), to jednak to i owo od niej
                    dostał. Zdaje się, że nawet skończyło się to ciążą.
                    • e_wok Re: A co takie kobiety jak Scarlett mogą dać Rhet 05.05.04, 20:34
                      Chyba niewlasciwie to odbierasz. On po prostu na wszelkie sposoby chcial byc
                      dla niej wazny,przynajmniej wazniejszy niz Ashley. I wszystko,co robil, robil w
                      tym celu, wytrwale, przez lata. W scenie,o ktorej piszesz padly slowa w
                      rodzaju "dzis w nocy bedziemy tylko we dwoje" czy jakos podobnie. Ale potem
                      wzburzony i targany poczuciem winy wyjechal, poniewaz nie potrafil spojrzec jej
                      w twarz, po tym, co sie stalo. Zreszta kluczowa, moim zdaniem, scena rozgrywa
                      sie w innym momencie - kiedy Scarlett po upadku ze schodow, kiedy chciala mu
                      przylozyc, jest w ciezkim stanie, a Rhett zwierza sie Melanii.
                      • tad9 Re: A co takie kobiety jak Scarlett mogą dać Rhet 05.05.04, 20:47
                        Oto miara zaślepienia! Mogłabyś być doskonałą ZAUSZNICZKĄ Rhetta (rozumiesz
                        aluzję?), świetnie usprawiedliwiasz jego łajdactwa.

                        e_wok napisała:

                        > Chyba niewlasciwie to odbierasz. On po prostu na wszelkie sposoby chcial byc
                        > dla niej wazny,przynajmniej wazniejszy niz Ashley.

                        Dzisiejsza młodzież określa to "chciał ją ZALICZYĆ".

                        >I wszystko,co robil, robil w tym celu, wytrwale, przez lata.

                        Wytrwałości mu nie odmawiam. Zresztą nie nudził się w międzyczasie.

                        >W scenie,o ktorej piszesz padly slowa w
                        > rodzaju "dzis w nocy bedziemy tylko we dwoje" czy jakos podobnie. Ale potem
                        > wzburzony i targany poczuciem winy wyjechal, poniewaz nie potrafil spojrzec
                        >jej w twarz, po tym, co sie stalo.

                        Stary numer! Zmył się po konsumpcji.


                        >Zreszta kluczowa, moim zdaniem, scena rozgrywa
                        > sie w innym momencie - kiedy Scarlett po upadku ze schodow, kiedy chciala mu
                        > przylozyc, jest w ciezkim stanie, a Rhett zwierza sie Melanii.

                        Spryciarz. Nabierał kolejną, tym razem "na litość".
                        • e_wok Powinienes przeczytac ksiazke 05.05.04, 21:33
                          jesli chcesz o niej rozmawiac. Bo tematem watku,o ile sie nie myle,jest pewna
                          ksiazka.
                          • tad9 Re: Powinienes przeczytac ksiazke 05.05.04, 22:03
                            e_wok napisała:

                            > jesli chcesz o niej rozmawiac. Bo tematem watku,o ile sie nie myle,jest pewna
                            > ksiazka.

                            Powiadają, że pewnego dnia Franc Fiszer kłócił się w kawiarni z Wieniawą
                            Długoszowskim, o to, czy "W poszukiwaniu straconego czasu", to kicz, czy
                            arcydzieło. Fiszer twierdził, że to kicz, Wieniawa, że arcydzieło. Kłócili sie
                            kilka godzin, wreszcie Wieniawa się wściekł, zerwał i wyszedł. Wszyscy zaczęli
                            gratulować Fiszerowi zwycięstwa, a ten na to: biedak nie miał żadnych szans. W
                            przeciwieństwie do mnie czytał tą książkę.
            • Gość: ggigus zrodla slabosci do lajdakow IP: 194.95.59.* 05.05.04, 17:12
              to proste - nie biora ani zycia ani siebie samych tak strasznie okropnie serio,
              w zwiazku z czym czynia zycie innych ludzi lzjeszym.
              • tad9 Re: zrodla slabosci do lajdakow 05.05.04, 17:27
                Gość portalu: ggigus napisał(a):

                > to proste - nie biora ani zycia ani siebie samych tak strasznie okropnie
                >serio, w zwiazku z czym czynia zycie innych ludzi lzjeszym.

                Zatem kobiet nie należy brać serio, by zyskać w ich oczach?
                • ggigus moja odp. 05.05.04, 17:32
                  Tadzie, odp. na to pytanie jest prosta.
                  Ja - tak samo jak feminizm - nie mowie niczego w imieniu wszystkich kobiet.
                  Osobiscie uwazam, ze zbyt serio podejscie do siebie, swoich klesk i zwyciestw,
                  swojego konta itp., jest okropnie nudne.
                  Ale jest wiele kobiet, ktorym takiep podejscie - bardzo serio - odpowiada.
                  Jednym slowem - Tadzie - elastycznosc to slowo-klucz.
                  pozdrawiam
                • agrafek Re: zrodla slabosci do lajdakow 05.05.04, 20:01
                  tad9 napisał:

                  > Gość portalu: ggigus napisał(a):
                  >
                  > > to proste - nie biora ani zycia ani siebie samych tak strasznie okropnie
                  > >serio, w zwiazku z czym czynia zycie innych ludzi lzjeszym.
                  >
                  > Zatem kobiet nie należy brać serio, by zyskać w ich oczach?
                  Nie licz na to, Tad. Jeśli spróbujesz takiej metody, może się okazać, że jesteś
                  wiecznym chłopcem, masz kompleks Piotrusia Pana i nie wiadomo co jeszcze...
                  Żeby zyskać w kobiecych oczach trzeba mieć uszy filmowego amanta:).
                  pozdrawiam.
                  • tad9 Re: zrodla slabosci do lajdakow 05.05.04, 20:38
                    agrafek napisał:


                    > Nie licz na to, Tad. Jeśli spróbujesz takiej metody, może się okazać, że
                    >jesteś wiecznym chłopcem, masz kompleks Piotrusia Pana i nie wiadomo co
                    >jeszcze...

                    A jednak to prawdopodobne, że kobiety mają słabość do mężczyzn lekceważąco
                    traktujących kobiety (oczywiście INNE kobiety)
                    • ggigus TAdowe klopoty w rozumieniu slowa pisanego 10.05.04, 15:50
                      skoro tak piszesz, Tad, to nie zrozumiales zupelnie (nie mogles? nie
                      chciales?), co ja napisalam (pisalam o braniu zycia lekko, a nie o lekcewazeniu
                      innych kobiet, jest roznica, nie sadzisz?)
                  • ggigus pocieszenie dla agrafka 10.05.04, 15:55
                    agrafek napisał:

                    Żeby zyskać w kobiecych oczach trzeba mieć uszy filmowego amanta:).
                    pozdrawiam.
                    Po pierwsze - pisalam o stos. do zycia owych uroczych lajdakow, a nie o ich
                    uszach(czy tez o uszach amantow)
                    Po drugie - nie pisalam, co zaznaczylam wyraznie, w imieniu wszystkich kobiet.
                    Istnieje wiec jakas szansa, drogi agrafku, ze jesli wyrazisz lekki stosunek do
                    zycia, nie zostaniesz Piotrusiem Panem. Nie wiem, czy szansa jest duza, czy
                    mala, bo wypowiadam sie tylko w swoim imieniu. Moge poradzic - ablo pozostan
                    wierny swoim przekonaniom i czekaj, albo je zmien i zobacz, co nastapi. A moze
                    moje rady nie sa Ci wcale potrzebne? Tak tez moze byc.
                    pozdrawiam
                • nadszyszkownik.kilkujadek Dla zilustrowania uzytecznosci 'szczerych wyznan' 05.05.04, 20:26
                  ... na temat tego, co kobiety lubia, a czego nie, polecam film 'Tootsie'.
                  Konkretnie scena, w ktorej Hoffman dostaje w gebe na przyjeciu.

                  'Zespol Piotrusia Pana' ...hmmm... brzmi jak nowy nick dla mnie. Piotrus.pan?
                  Co Wy na to?
              • e_wok Niezupelnie sie zgadzam 05.05.04, 20:39
                Po pierwsze Rhetta nie uwazam za lajdaka, nawet uroczego. Lajdak to ktos taki
                jak pan Crawford z "Mansfield Park" albo ten, co uwiodl panne Lecka, jak mu tam
                bylo, Starski czy jakos tak. Albo ten gosc z "Dumy i uprzedzenia", ktory mial
                konflikt z Darcym, startowal do Elisabeth i ostatecznie uwiodl jedna z jej
                siostr - zdecydowanie nie mam pamieci do nazwisk:-( Rhett od poczatku ma wobec
                Scarlett szczere intencje i to moim zdaniem dyskfalifikuje go jako lajdaka.
                • nadszyszkownik.kilkujadek Wickham... 05.05.04, 20:56
                  ...ktory uwiodl Lydie. How wicked.
                  • e_wok O wlasnie,dzieki :-) nt 05.05.04, 21:28

                • agrafek Re: Niezupelnie sie zgadzam 06.05.04, 16:10
                  e_wok napisała:

                  :-( Rhett od poczatku ma wobec
                  > Scarlett szczere intencje i to moim zdaniem dyskfalifikuje go jako lajdaka.
                  >
                  >
                  Można mieć od początku szczerze łajdackie intencje>:). Myślę, że to jednak uszy
                  Cię uwiodły i przesłoniły prawdziwy obraz wydarzeń:).
                  pozdrawiam
                • ggigus Re: Niezupelnie sie zgadzam 10.05.04, 15:57
                  pisalam o uroczym lajdaku ogolnie, nie mialam na mysli tylko Rhetta. Chodzi mi
                  o nastawienie do zycia w ogole.
    • Gość: ruda Re: Przeminęło z wiatrem IP: 62.148.79.* 05.05.04, 12:26
      nie czytałam
      ani razu
      filmu też nie widziałam
      nie czytałam też Ani z Zielonego Wzgórza
      (jak można przez to przebrnąć???)

      w wieku 10-15 lat czytałam Juliusza Verne'a, Karola Maya, Victora Hugo itd.

      pozdrawiam
      ruda
      • senior_cohones Re: Przeminęło z wiatrem 05.05.04, 13:33
        Gość portalu: ruda napisał(a):

        > nie czytałam
        > ani razu
        > filmu też nie widziałam
        > nie czytałam też Ani z Zielonego Wzgórza
        > (jak można przez to przebrnąć???)
        >
        > w wieku 10-15 lat czytałam Juliusza Verne'a, Karola Maya, Victora Hugo itd.
        >
        > pozdrawiam
        > ruda

        droga "ruda"
        wyjątkowa z Ciebie babka

        jeszcze jak powiesz że chociaż raz rozwaliłaś sobie kolano, podczas jazdy na
        rowerze........
        to nie żart
        takie babki wydają mi się zawsze bardziej kobiece
        pozdrawiam serdecznie

        dla mnie najlepszy moment filmu to kiedy Gable mówi pannie Leigh
        "szczerze mówiąc kochanie, mam to gdzieś" i sobie idzie
        ;-)

        marcin
        • Gość: graga Re: Przeminęło z wiatrem - tatus IP: *.ny325.east.verizon.net 06.05.04, 03:38
          mysle, ze M. Mitchell przewrocilaby sie w grobie, gdyby sie dowiedziala, ze
          wiele dzisiatkow lat po napisaniu ksiazki mezczyzni beda oceniac, ze jedyna
          interesujaca cecha Rhetta jest to, ze byl dobry ojcem (tak go ocenil jeden, czy
          dwoch autorow postow). Dla wyjasnienia dodaje, ze nie potrzeba glebokiej wiedzy
          psychologicznej, zeby zauwazyc, ze bohater byl przede wszystkim proznym
          rodzicem. Pisze "rodzicem", bo takimi bywaja zarowno ojcowie jak i matki.
          Natomiast wysmiewanie niewspolczesnego wasika C. Gable moznaby porownac z
          ewentualnym wysmiewaniem smiesznego stroju Mony Lizy, staroswieckiej fryzury
          Grety Garbo, czy tuszy M. Monroe. To sie czuje wewnetrznie, ze ci ludzie
          maja "cos", czego nie maja zwykli smiertelnicy - spojrzenie, oczy, meskosc w
          dobrym tego slowa znaczeniu, seksownosc. Dlatego zostali wybrani. Ci, ktorzy
          tego nie zauwazaja sa w miejszosci i dodalabym - jak by nieco poszkodowani.
          • Gość: Konstatacja Re: Przeminęło z wiatrem - tatus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.04, 16:25
            Gable mógł mówić Pani (nie pannie) Leigh, panieńskie nazwizko V. Leigh to
            Hartley, po mężu Holman, pseudonim sceniczny Leigh.

            Ale może wróćmy do fenomenu książki - czy książka może być seksowna?
            Nie głupio wulgarna, ale właśnie urzekająco ... cośtam cośtam, w ten sposób,
            że w owych po polsku trzech tomach wystracza, by M.Mitchell pisała kilka słów,
            by opisać charakter R.Butlera, a my DOKŁADNIE WIEMY, O CO JEJ CHODZIŁO i jaki
            on był. To jakby zaśpiewać czystą nutę, kiedy inni szeleszczą, nucą, nudzą i
            szukają. Opisy charakterów głównych postaci to jak najczystsze akordy.

            A z ciekawostek - ulubioną postacią z powieści i jej "ukrytą prawdziwą
            bohaterką", jak twierdziła autorka jest Melania Wilkes.
            Orginalnie Scarlett miała nosić imię Pansy i dopiero na prośbę wydawców zostało
            ono zmienione, jako źle się kojarzące w stanach północnych USA.

            Faworytą autorki do roli Scarlett była bardzo mało dziś znana amerykańska
            aktorka Miriam Hopkins - urodzona w Georgii, specjalizująca się na scenie i w
            filmie w rolach "ślicznotek z Południa" - mająca opinię osoby równie kłótliwej
            i skoncentrowanej na sobie jak książkowa Scarlett.

            Postać Scarlett i jej przygody są wzorowane m.in. na dwóch osobach - babci
            M.Mitchell, która jej m.in. opowiedziała o swojej ucieczce z oblężonej Atlanty
            na rozklekotanym wozie z dwójką malutkich dzieci - jedno chyba było
            niemowlęciem (nic nie mówiła o towarzyszach ;) ) oraz na przygodach samej
            Margaret, albo Peggy - autorki, z młodości - pierwowzorem Ashleya był jej
            pierwszy eteryczny narzeczony, który zginął podczas pierwszej wojny światowej,
            o bycie pierwowzorem Rhetta posądzano pierwszego męża Peggy, z resztą on sam
            tak twierdził i po przeczytaniu książki zadzwonił do niej, by powiedzieć, że
            przeczytał książkę i wie, że wciąż go kocha, czemu ona zaprzeczyła. (byli już
            dawno po rozwodzie, a Peggy była żoną jego ex-najlepszego przyjaciela).
            Zginął w tajemniczych okolicznościach, najprawdopodobniej popełnił samobójstwo.
            W istocie pierwszy mąż Peggy mógł być co najwyżej jedną z pomocniczych
            inspiracji dla postaci Rhetta - prawdziwą kanwą tej historii jest historia
            życia jest postać George'a Alfreda Trenholma;
            pochodził z Charlestonu, był kapitanem statku, którym to pływał podczas blokady
            (wojna cywilna) tam i z powrotem szmuglując różne dobra - w ciągu pięciu lat
            dorobił się majątku szacowanego dziś na około miliard dolarów. Ożenił się z
            Anna Trenholm (nie mam pojęcia, jakie było jej nazwisko panieńskie), mieli
            córkę, która zmarła w dzieciństwie, po którym to zdarzeniu George żonę opuścił.
            Jest i był posądzany o to, że zatrzymał część lub całość tzw. skarbu
            konfederatów i ten majątek właśnie był podstawą jego bogactwa.

            M. Mitchell, pochodząca z Atlanty od dzieciństwa miała coś w rodzaju obsesji na
            punkcie wojny secesyjnej i całej jego otoczki - Południa USA. Pod wpływem
            przede wszystkim babci była zafascynowana kobietami tego czasu -ratującymi
            majątki mężów i rodziny w czasie, gdy mężczyźni przebywali na froncie.

            Pewnie też przeczytała gdzieś lub usłyszała historię Trenholmów, a w swojej
            książce połączyła wszystkie wątki;
            jest i historia, i wyjazd babci z miasta, i jej pierwszy narzeczony, i
            fascynująca postać kapitana i tragiczna historia jego małżeństwa i farma,
            której tak dzielnie broniła jedna malutka kobieta, i wielka południowa dama.

            Jak przypuszczam posłużyła się własnymi wspomnieniami i trochę swoim pierwszym
            mężem nie po to, by opisać tak naprawdę własną historię, ale by lepiej
            zrozumieć co się stało Trenholmom.

            A kochała tak naprawdę z wzajemnością swego drugiego męża, typ chorowitego
            intelektualisty (okulary), który był wiernym czytelnikiem i redaktorem dzieła,
            które pisała przez dziesięć lat, praktycznie razem z nim.

            Myślę, że on jej podał bez zazdrości bardzo wiele pomysłów, które mogłyby
            zrobić z Rhetta coś więcej niż jednowymiarową postać przystojnego osiłka.

            to tytułem krótkiego wstępu ;)
            • Gość: Ida To wielka powieść IP: *.net.wlnet.com.pl / 80.72.34.* 08.05.04, 22:49
              Esencją dobrej literatury jest dobrze opowiedziana historia.A ta historia jest
              poprostu wyborna.I dlatego książkę tę się poprostu kocha.To bardzo proste,ale
              niestety krytycy literaccy (rodzaju męskiego)już od dawna wmawiają kobietom ,że
              ich literatura to coś gorszego i mniej ambitnego.Nie zgadzajmy się z tym i
              czytajmy "Przeminęło z wiatrem".
              • Gość: x Re: To wielka powieść IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.04, 14:57
                powiedzmy
    • Gość: natka Re: Przeminęło z wiatrem IP: *.torun.mm.pl 10.05.04, 23:38
      A mnie zawsze fascynowała sama Scarlett. Silnie się z nią utożsamiałam w
      trakcie lektury. Miała ten niezwykły dar wyjścia z każdej opresji, motania
      sobie facetów wokół palca chociaż wcale jej na nich nie zależało. Mogła harować
      jak koń i zmusić do tego innych. Potrafiła w jeden dzień odmienić całe swoje
      życie. Miała tą siłę, która biła od niej, i która fascynowała wszystkich,
      którzy ją otaczali. Jeżeli takie były kiedyś kobiety, nawet niektóre, to
      mężczyźni powinni walczyć o równouprawnienie. Przecież oni w tej książce
      wszyscy robią, co ona chce. Zawsze wiedziałam, że na kolejnej kartce tej
      książki, gdyby autorka zechciała ją dopisać Scarlett znalazłaby sposób na Retta.
      Dlatego wszyscy rzucili się tak łapczywie na ten dopisany szmatławiec, ale tej
      historii nie da się dopisać i dobrze.
    • Gość: agga Re: Przeminęło z wiatrem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.04, 21:07
      a ja czytam PZW przed snem, kocham tę książkę i identyfikuję się ze Scarlett,za
      takiego Retta to bym dużo oddała i nie chodzi mi tu o uszy...:) tylko o to,że
      on rozumiał Scarlett i ona nie musiała nic mówić. tylko jedna rzecz mnie
      dziwi,skoro wiedział dobrze co się z nią dzieje,czemu nie przewidział,że ona go
      w głębi serca naprawdę kocha? może to nie pasuje na forum o feminizmie w dobie
      równouprawnienia itd,itp,ale jak czytam ostatni rozdział trzeciego tomu to
      beczę jak bóbr. i jeszce jedno,w scenie kiedy Rett i Bonnie wracają z
      Charlstonu, i Scarlett mówi mu o dziecku i chce go uderzyć,zawsze myślałam,że
      ona się rzuca ze schodów, bo w filmie tak to wygląda...
      • Gość: Konstatacja Re: Przeminęło z wiatrem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.04, 21:33
        A ja dalej mam wrazenie, ze wszyscy unikaja prawdziwego tematu.
        Co w tej ksiazce jest? Uniwersalny mit zachodniej kultury?
    • Gość: endorfina Re: Przeminęło z wiatrem IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 29.09.04, 23:58
      Ja czytałam "Przeminęło z wiatrem" dość dawno, na początku liceum (czy w
      ostatniej klasie podstawówki) - trochę się obawiałam, że będzie słabsza od
      filmu, w którym zakochałam się, jeszcze jako dziecko i odczaruje tę niesamowitą
      historię, bohaterów. Na szczęście, tak się nie stało. Literacko, rzeczywiście
      pozostawia wiele do życzenia, choć nie zasługuje na miano szmiry, jak twierdził
      np. główny bohater "Stref" Kuśniewicza. Jest w niej bowiem coś ponadczasowego,
      uniwersalnego i prawdziwego. Jej fenomen polega, przede wszystkim na micie
      wielkiej, straconej miłości dwójki nieprzeciętnych osobowości, silnych i
      dzikich... Kto z nas nie marzy o takiej pełni? Uch, ten Buttler... (A tak na
      marginesie - jego uszy są OK;-))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka