Dodaj do ulubionych

Małe pytanie:

29.07.04, 15:12
czy na to forum wchodzą wszyscy sfrustrowani mężczyźni w necie, żeby próbowac
innym udowodnić, jacy to są świetni i wielcy? Bo poczytałam kilka wątków i
zaczynam się zastanawiać, czy dać sobie spokój, czy poczytać jeszcze.

Ludzie, to forum nazywa się feminizm, a nie antyfeminizm, i jak jesteście
antyfeministami, naprawde nie musicie tu siedzieć. Możecie zrobić coś
pożytecznego: podlać kwiatki, zająć się potrzebującym pomocy sąsiadem albo
ugotować obiad żonie, żeby choć raz ją odciązyć. A, zapomniałam, wy nie macie
żon, bo już żadna nie chce was obsługiwać.
Obserwuj wątek
    • Gość: misiu Re: Małe pytanie: IP: 5.2.* / *.chello.pl 29.07.04, 16:31
      ardzuna napisała:

      > czy na to forum wchodzą wszyscy sfrustrowani mężczyźni w necie

      Nie wszyscy.

      > zaczynam się zastanawiać, czy dać sobie spokój, czy poczytać jeszcze

      Daj sobie spokój. Albo jeszcze trochę poczytaj.

      > Ludzie, to forum nazywa się feminizm, a nie antyfeminizm, i jak jesteście
      > antyfeministami, naprawde nie musicie tu siedzieć.

      Jakbyśmy musieli, tobyśmy nie siedzieli. Ale że nie musimy, to siedzimy. :-)

      > Możecie zrobić coś pożytecznego: podlać kwiatki

      Podlane

      > zająć się potrzebującym pomocy sąsiadem

      Ale on bije żonę. Pomóc mu?

      > albo ugotować obiad żonie

      Żaden problem - "Winiary - dobre pomysły, lepszy smak".

      > A, zapomniałam, wy nie macie żon, bo już żadna nie chce was obsługiwać.

      Założysz się?
      • kochanica.francuza Re: Małe pytanie: 29.07.04, 22:50

        >
        >
        > > zająć się potrzebującym pomocy sąsiadem
        >
        > Ale on bije żonę. Pomóc mu?

        Tak,pomóc mu w resocjalizacji - wezwać policję.
        >
        >
    • Gość: k-s Re: Małe pytanie: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 18:48
      Podobno antyfeminisci sa baaaardzo dowcipni, inteligentni, pelni talentow i dlatego feministki
      bez nich sie nudza. Przynajmniej na tym forum ;-)))
      • ardzuna Re: Małe pytanie: 30.07.04, 09:04
        Gość portalu: k-s napisał(a):

        > Podobno antyfeminisci sa baaaardzo dowcipni, inteligentni, pelni talentow i
        dla
        > tego feministki
        > bez nich sie nudza. Przynajmniej na tym forum ;-)))

        I to antyfeminiści tak twierdzą?
        :D
    • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: 203.162.168.* 01.08.04, 09:36
      To, że ktoś jest antyfeministą, to tylko twoja nadinterpretacja. Ja określiłbym
      to jako poszerzanie horyzontów kobietom, które wpadły w pułapki zastawione na
      nie, przez różnej maści guru. Ubolewam na tym niezmiernie, gdyż istotę
      kobiecości próbują oni sprowadzać na boczne tory, lansując modę na zacieranie
      różnic między płciami w przenośni i sensie dosłownym.
      Co do braku partnerów – co w przypadku sierżantów spódnicy jest jak najbardziej
      zrozumiałe – to pozwolę sobie zaznaczyć, że ja wysunąłem tę hipotezę, więc
      proszę mi tu nie podkradać pomysłów.
      Dziękuję za uwagę. :-)
      • ardzuna Re: Małe pytanie: 01.08.04, 09:49
        Gość portalu: Lord Vader napisał(a):

        > To, że ktoś jest antyfeministą, to tylko twoja nadinterpretacja. Ja
        określiłbym
        >
        > to jako poszerzanie horyzontów kobietom, które wpadły w pułapki zastawione na
        > nie, przez różnej maści guru.

        A dlaczego masz taka misje poszerzania horyzontó kobietom? zyżbys był
        sfrustrowany seksualnie?

        > Co do braku partnerów – co w przypadku sierżantów spódnicy jest jak najba
        > rdziej
        > zrozumiałe – to pozwolę sobie zaznaczyć, że ja wysunąłem tę hipotezę, wię
        > c
        > proszę mi tu nie podkradać pomysłów.

        Pochlebiasz sobie, słyszę tę tezę od dawna i jest oklepana do granic
        niemożliwości (nie mówiąc o tym, ze fałszywa).
        • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: 61.3.129.* 01.08.04, 10:17
          Tak zastanawia mnie, czemu ma służyć ten odnośnik do witryny mensy? Czy to ma
          być jakaś psychologiczna zagrywka – nie zaczynaj, bo dla mnie cienki Bolek
          jesteś? :-)
          Na mnie to większego wrażenia nie robi i wątpię, czy poziom IQ przekłada się w
          bezpośredni sposób na powodzenie w życiu, a tym bardziej spełnienie się jako
          kobieta, czy mężczyzna.

          Zauważyłem też, że im kobieta inteligentniejsza i bardziej wykształcona, tym
          jest mniej kobieca, bardziej zarozumiała, itd. Dla mnie optymalna partnerka
          powinna mieć mgr/licencjat/średnie. Wszystkim, powyżej tego pułapu brak tego
          coś, co przyciąga, nie daje zapomnieć i sprawia, że chce się z nią ciągle
          przebywać.
          • Gość: Sobiepanna Re: Małe pytanie: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.04, 13:29
            Zauważyłam,że wszyscy mizoginisci boją się
            niezależnych,wyksztalconych,atrakcyjnych kobiet.To jakaś epidemia.
            • ardzuna Re: Małe pytanie: 01.08.04, 13:42
              Gość portalu: Sobiepanna napisał(a):

              > Zauważyłam,że wszyscy mizoginisci boją się
              > niezależnych,wyksztalconych,atrakcyjnych kobiet.To jakaś epidemia.

              :) Na szczęście są jeszcze inni faceci na swiecie.
              • Gość: Sobiepanna Re: Małe pytanie: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.04, 15:01
                Miałam na myśli czystą przyjażń,bez podtekstów erotycznych. Pewnie,że są
                jeszcze na świecie faceci dla których liczy się człowiek jako taki,a nie jego
                płeć. Mizoginizm wyrasta z kompleksów i fobii faceta,który chciałby być
                jednocześnie i macho, i moralizatorem , a zgrywa się na
                wszystkowiedzącego ,,Wujka Dobra Rada''.Mężczyżni świadomi swej wartości nie
                boją się wykształconych i mądrych kobiet.
                • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: 200.249.107.* 01.08.04, 18:08
                  Czy może istnieć przyjaźń między facetem, a kobietą? Myślę, że przy odrobinie
                  dobrej woli tak. Aczkolwiek i tak będzie inna, niż przyjaźń między kobietami i
                  facetami, czy to źle?
                  Zgoda, osoby typu macho&moralizator nikt nie lubi, z tym, że tyczy się to też
                  kobiet.
          • ardzuna Re: Małe pytanie: 01.08.04, 13:36
            Gość portalu: Lord Vader napisał(a):

            > Tak zastanawia mnie, czemu ma służyć ten odnośnik do witryny mensy? Czy to ma
            > być jakaś psychologiczna zagrywka – nie zaczynaj, bo dla mnie cienki Bole
            > k
            > jesteś? :-)

            Nie. To jest odpowiedź z góry tym wszystkim dżentelemenom, którzy - a
            zauważyłam ich na tym forum już kilku - zamiast argumentów w dyskusji
            odpowiadają kobietom: znowu nic nie zrozumiałaś, znowu nie zakumałas, głupia
            jesteś itd. (nie tracąc oczywiście zapewne mniemania, że zaliczają sie do
            dobrze wychowanych osob).

            > Na mnie to większego wrażenia nie robi i wątpię, czy poziom IQ przekłada się
            w
            > bezpośredni sposób na powodzenie w życiu, a tym bardziej spełnienie się jako
            > kobieta, czy mężczyzna.

            To jest forum dyskusyjne, nie konkurs na powodzenie w życiu ani spełnienie się.

            > Zauważyłem też, że im kobieta inteligentniejsza i bardziej wykształcona, tym
            > jest mniej kobieca, bardziej zarozumiała, itd. Dla mnie optymalna partnerka
            > powinna mieć mgr/licencjat/średnie.

            Rozumiem, że optymalna partnerka nie powinna przewyższac Twojego poziomu -
            bardzo prawidłowo rozumujesz, bo zauważyłam, że pary, w których właśnie tak
            jest, nie są zbyt trwałe.

            Wszystkim, powyżej tego pułapu brak tego
            > coś, co przyciąga, nie daje zapomnieć i sprawia, że chce się z nią ciągle
            > przebywać.

            Moze daje Ci zbyt wyraźnie do zrozumienia, że to ona nie chce z Tobą ciagle
            przebywać :)

            Argumentow ad personam by w moim poście nie było, gdybyś sam nie zaczął.
            Odwołaj swoje, a ja odwołam natychmiast swoje złośliwości.
            • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: 200.249.107.* 01.08.04, 18:03
              Czy się boję wykształconych kobiet? Hm, to za duże i nieodpowiednie słowo.
              Powiem tak, nie wyobrażam sobie codziennego wzajemnego udowadniania, że coś
              powinno być tak, a nie inaczej. W moim mniemaniu związek powinien się opierać
              na współpracy, a nie rywalizacji. Współzawodnictwo jest dobre na gruncie
              zawodowym, ale nie prywatnym i to do tego pod własnym dachem.
              Wszystko próbujecie tutaj sprowadzać do konfliktu facet-kobieta.
              Przypuszczalnie łatwiej wam przyznać rację innej kobiecie, ale jeśli już
              dochodzi do spięcia z facetem – to nie ma siły, choćby nie wiem co trzeba
              wykazać, że się myli. A prawda jest taka, że są dziedziny w których możecie
              współzawodniczyć i takie w których i tak nie dacie rady.

              Jeśli chodzi o samo wykształcenie to powiem tak – te z doktoratami wzwyż, z
              tego co zauważyłem są kompletnie pozbawione romantyzmu. Nie mówię to o
              konieczności bujania w chmurach, jednakże jakoś one wcale nie pociągają mnie
              jako faceta w sensie fizycznym.
              Miałem kontakt z kilkoma kobietami w stopniu doktora (nie więcej niż 10) i co
              się okazało – cztery z nich były starymi pannami. Dodam, że w osobistych
              kontaktach były bardzo nieprzyjemne.
              O dziwo jedna z nich była mężatką i jej podejście do ludzi było diametralnie
              inne. Choć była wymagająca i zadziorna, robiła to jednak w taki sposób, że z
              chęcią podnosiło się rękawicę. Jej ledwo zauważalny uśmiech i taka pewna
              pozytywna stymulacja powodowała, że z chęcią jej się słuchało i tego właśnie
              wam brak. Wy bowiem prowadzicie ofensywę negatywną, a to niestety budzi reakcje
              obronne i zniechęca. Kobieta posiada zupełnie inny wachlarz metod wywierania
              nacisku niż facet i jeśli zostaną one umiejętnie wykorzystane są o wiele
              skuteczniejsze niż nasze. Natomiast wy walczycie tym co raczej typowo męskie –
              arogancją, grubiaństwem, poniżaniem – to raczej nie może przynieść pożądanych
              efektów.

              Czy takie związki, które podałaś nie są trwałe? Też myślę, że nie są i winy
              tego stanu rzeczy szukałbym raczej w wybujałych oczekiwaniach żony.

              Jeśli która nie chce ze mną przebywać- ok. nie musi. Wyrosłem już z tego, żeby
              żyły sobie wypruwać, aby jakieś się przypodobać. Nikt nie jest w stanie uzyskać
              100% poparcia, a jest jeszcze tyle różnych kobiet, że życia by mi brakło gdybym
              chciał je wszystkie poznać.

              A niby co mam odwoływać? Wybacz, ale ja nie zmieniam zdania jak chorągiewka na
              wietrze.
              • ardzuna Re: Małe pytanie: 01.08.04, 18:31
                Gość portalu: Lord Vader napisał(a):

                > wykazać, że się myli. A prawda jest taka, że są dziedziny w których możecie
                > współzawodniczyć i takie w których i tak nie dacie rady.

                No ja jestem np. słabsza fizycznie od mojego M. Umysłowo nie czuję sie słabsza.

                > Jeśli chodzi o samo wykształcenie to powiem tak – te z doktoratami wzwyż,
                > z
                > tego co zauważyłem są kompletnie pozbawione romantyzmu. Nie mówię to o
                > konieczności bujania w chmurach, jednakże jakoś one wcale nie pociągają mnie
                > jako faceta w sensie fizycznym.
                > Miałem kontakt z kilkoma kobietami w stopniu doktora (nie więcej niż 10) i co
                > się okazało – cztery z nich były starymi pannami. Dodam, że w osobistych
                > kontaktach były bardzo nieprzyjemne.

                Wiesz, akurat moja mama ma stopień doktora i połowa rodziny jest naukowcami,
                wychowywałam się więc od dziecka w otoczeniu osób z tego kręgu (również jesli
                chodzi o związki towarzyskie). I wiesz, co Ci powiem? KAŻDY JEST INNY. Miałeś
                styczność z jakąś przypadkową, niereprezentanywną próbą, na podstawie której
                nic nie można powiedzieć.

                > O dziwo jedna z nich była mężatką i jej podejście do ludzi było diametralnie
                > inne. Choć była wymagająca i zadziorna, robiła to jednak w taki sposób, że z
                > chęcią podnosiło się rękawicę. Jej ledwo zauważalny uśmiech i taka pewna
                > pozytywna stymulacja powodowała, że z chęcią jej się słuchało i tego właśnie
                > wam brak.

                To co, kobieta o stopniu doktora fuj, kobieta o stopniu doktora mężatka jest
                jeszcze jakoś ucywilizowana? Oj, mój panie, widze ze waćpan prowadzisz nie
                tylko ofensywę przeciwko feministkom, ale i przeciwko kobietom robiącym karierę
                naukową. A przecież zaczęło się od Mensy, która bynajmniej nie wymaga stopnia
                doktora.

                Poza tym powiedz mi, czemu akurat te cztery panie o stopniu doktora tak cię
                bolą? Czy nie masz poważniejszych problemów? Dak spokój, chyba bym popadła w
                cieżką depresję, gdybym przejmowała się byle facetem grubianinem, wariatem czy
                kostycznym nudziarzem, nawet gdyby był on profesorem. A niech sobie tam żyją,
                my zajmijmy sie swoim życiem. Osobiście nie boli mnie, że istnieją cztery
                profesjonalnie chłodne kobiety gdzieś tam na jakiejś uczelni.

                Wy bowiem prowadzicie ofensywę negatywną, a to niestety budzi reakcje
                >
                > obronne i zniechęca.

                Ja na razie nic nie prowadzę, tylko zwracam uwagę facetom, których wypoeidzi są
                prymitywne (np. że feminizm jest efektem niezaspokojenia seksualnego) lub
                niegrzeczne ("znowu nie zakumałaś" czy "znowu nic nie rozumiesz").

                Kobieta posiada zupełnie inny wachlarz metod wywierania
                > nacisku niż facet i jeśli zostaną one umiejętnie wykorzystane są o wiele
                > skuteczniejsze niż nasze. Natomiast wy walczycie tym co raczej typowo męskie
                &#
                > 8211;
                > arogancją, grubiaństwem, poniżaniem

                To znaczy mężczyźni mogą być grubiańscy i to dobrze, a kobiety nie mogą być
                grubiańskie?? Nie rozumiem.
                Uważam, że obie płcie mają ten sam wachlarz środkow, i tak samo kobiety mogą
                być agresywne, jak mężczyźni uprzejmi. Co kto wybiera, to już jego sprawa.
                Natomiast nie oczekuj, że będę ci przytakiwać, kiedy bedziesz wychodzić z
                prymitywnymi czy obraźliwymi enuncjacjami.

                > Czy takie związki, które podałaś nie są trwałe? Też myślę, że nie są i winy
                > tego stanu rzeczy szukałbym raczej w wybujałych oczekiwaniach żony.

                Byłam raz w związku z facetem mniej wykształconym ode mnie i głównym problemem
                były jego potężne kompleksy rodzące agresję. To samo mówią inne kobiety, które
                wchodzą w takie związki.
                • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: 200.171.38.* 01.08.04, 19:35
                  Nie prowadzę, kampanii przeciwko kobietom pracującym naukowo, jeśli to lubią to
                  ich sprawa. Każdy robi co lubi, w czym niby problem?
                  Zaznaczam jednocześnie, że dla mnie wyznacznikiem wartości człowieka nie jest
                  stopień naukowy i prostej linii wysokość IQ. Zdobycie doktoratu, też obecnie
                  nie jest jakimś nieziemskim wysiłkiem. Nie oznacza to bynajmniej, że zakładam
                  od razu, że ktoś go dostaje po znajomości, albo za worek ziemniaków.

                  Do puli kierunków, w których kobiety ustępują mężczyznom dorzuciłbym jeszcze
                  specjalności techniczne, a i znalazłoby się pewnie coś więcej, ale szkoda mi
                  czasu na szukanie nowych argumentów do zaprzeczania.

                  Jeśli chodzi o zachowania, to nie toleruję min. arogancji i chamstwa, a już
                  szczególnie w odniesieniu do partnerki. Jeśli z nią jestem to dlatego, że
                  dobrze czuję się w jej towarzystwie. Nie mam skłonności sado-macho i nie
                  czerpię rozkoszy z słuchania kazania kogoś kto traktuje mnie jak małego
                  chłopca. Nie oczekuję pochwały za sknoconą sprawę, lecz również nie znoszę
                  protekcjonalnego traktowania ze strony kobiety tylko dlatego, że ma ona
                  szlachecki rodowód, zwyciężyła w międzynarodowej olimpiadzie, albo ma wyższe
                  stanowisko.
                  I nie będę ci tu tłumaczył sposobów jakimi kobiety manipulują mężczyznami nie
                  używając przy tym wyzwisk, bo widzę, że ten temat jest ci zupełnie obcy.
                  Co do kontaktów z bliską mi kobietą, nie chodzi mi bynajmniej o przytakiwanie,
                  lecz o dreszczyk emocji towarzyszący flirtowi z kimś kochanym. Znacie jeszcze
                  to uczucie?

                  Ty nie masz żadnych kompleksów? No to gratulacje! To wzorcowa postawa
                  wyzwolonej feministki. A jeszcze, gdy weźmie się za partnera kogoś po
                  zawodówce, no to rzeczywiście można je szybko uleczyć. Jak się domyślam to go w
                  nie wpędzałaś. Cóż, kto sieje wiatr zbiera burzę – nie ma się co dziwić.
                  Swoją drogą ten problem sam się nasuwa, więc czego niby oczekiwałaś?
                  • ardzuna Re: Małe pytanie: 02.08.04, 00:49
                    Gość portalu: Lord Vader napisał(a):

                    > Co do kontaktów z bliską mi kobietą, nie chodzi mi bynajmniej o
                    przytakiwanie,
                    > lecz o dreszczyk emocji towarzyszący flirtowi z kimś kochanym. Znacie jeszcze
                    > to uczucie?

                    Przyznaj się, oczekujesz odpowiedzi, że jestem zmechanizowanym humanoidem o
                    wysokiej sterylności i bez uczuć? Mam puścić mojego m. do komputra, żeby ci coś
                    napisał o flirtowaniu i o normalnych męsko-damskich relacjach?


                    > Ty nie masz żadnych kompleksów? No to gratulacje! To wzorcowa postawa
                    > wyzwolonej feministki.

                    Kazdy ma jakieś kompleksy, ale nie kazdy je odreagowuje na partnerze.

                    A jeszcze, gdy weźmie się za partnera kogoś po
                    > zawodówce, no to rzeczywiście można je szybko uleczyć. Jak się domyślam to go
                    w
                    >
                    > nie wpędzałaś. Cóż, kto sieje wiatr zbiera burzę – nie ma się co dziwić.

                    Tiiiaaaa, wpędzałam... Uzywałam takich słów, jak empatia na przykład. Albo
                    ordynacja. A gdybym była współczująca i po prostu taka ciepła i kochana,
                    sporzadziłabym sobie wcześniej listę słów, których mogę używać, a których nie
                    mogę, bo biedaczek ich nie rozumie i będzie mnie tępił za ich zastosowanie.
                    Przyznaję sie i biję się w piersi.
                    • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: 216.65.64.* 02.08.04, 14:52
                      „Przyznaj się, oczekujesz odpowiedzi, że jestem zmechanizowanym humanoidem o
                      wysokiej sterylności i bez uczuć?”

                      Dosadne określenie, aczkolwiek osobiście skłaniałbym się właśnie ku temu.
                      • ardzuna Re: Małe pytanie: 02.08.04, 21:37
                        Gość portalu: Lord Vader napisał(a):

                        > Dosadne określenie, aczkolwiek osobiście skłaniałbym się właśnie ku temu.

                        :DDD
                        W takim razie odpowiem ci, że nie mam pewności, czy w ogóle istniejesz - a może
                        jesteś testowanym w gazecie programem komputerowym najnowszej generacji, który
                        ma za zadanie generowanie ruchu na forach.
                        • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: 216.65.64.* 02.08.04, 22:47
                          Boty zdają się z pozoru trudne do wykrycia, jednak jako osoba "obyta z
                          internetem od dawna" powinnaś wiedzeć, że poprzez umiejętne zadawanie pytań,
                          można go łatwo wykryć.
                          Podstawy ku temu opracował już bardzo dawno temu Alan Turing.
                          • ardzuna Re: Małe pytanie: 02.08.04, 23:40
                            Gość portalu: Lord Vader napisał(a):

                            > internetem od dawna" powinnaś wiedzeć, że poprzez umiejętne zadawanie pytań,
                            > można go łatwo wykryć.

                            Owszem, mozna byłoby to na pewno zauważyć. Ale i tak nie mam pewności, czy w
                            ogóle istniejesz ;-P
                            • Gość: hygropsja Ja nie istnieję IP: *.chello.pl 03.08.04, 00:32
                              ardzuna napisała:

                              Ale i tak nie mam pewności, czy w
                              > ogóle istniejesz ;-P


                              jeśli o mnie chodzi, to bez bicia przyznaję, że nie istnieję.
                            • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: *.block.alestra.net.mx 03.08.04, 14:43
                              A czy to ważne, czy istnieję? Może George Walton Lucas, naświetli ci nieco
                              sprawę? :-)
                      • sagan2 Re: Małe pytanie: 03.08.04, 10:32
                        Gość portalu: Lord Vader napisał(a):

                        > ,,Przyznaj się, oczekujesz odpowiedzi, że jestem zmechanizowanym humanoide
                        > m o
                        > wysokiej sterylności i bez uczuć?"
                        >
                        > Dosadne określenie, aczkolwiek osobiście skłaniałbym się właśnie ku temu.

                        a z jakiego powodu, jesli wolno zapytac, sklanialbys sie do takiego wniosku?
                        bo rozmowczyni (wnioskujac z przynaleznosci do mensy) jest inteligentna? bo ma
                        wyksztalcenie? cos pisales o "bezdusznych kobietach z doktoratem", ale przeciez
                        ona sama przyznala, ze doktoratu nie ma?... "zwykle" wyzsze wyksztalcenie
                        wystarczy, aby byc "bezdusznym humanoidem"? troche sie pogubilam w Twoim toku
                        myslenia, pomozesz mi?...
                        • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: *.block.alestra.net.mx 03.08.04, 14:46
                          Czasem „zwykle wyższe wykształcenie” też wystarczy do bezduszności. Jednak
                          poziom owej bezduszności zdaje osiągać punkt krytyczny właśnie przy przydomku
                          mgr. Powyżej niego wzrasta ona już wykładniczo. Zauważyłem, że takie kobiety
                          podchodzą do tego co robią szalenie emocjonalnie i ambicjonalnie, są przesadnie
                          drobiazgowe i regulaminowe. Mimo iż można by coś zrobić prościej lecz
                          nieprzepisowo – nie zezwalają na to. Tym co je napędza, jest chęć wykazania, że
                          to właśnie one mają rację i czasem angażuje je to do tego stopnia, że
                          zapominają o całym bożym świecie.
                          Nie było jednak moim pierwotnym zamiarem przypisywanie bezduszności do
                          wykształcenia, ale do feminizmu, ten wątek sam, niejako pośrednio wypłynął.
                          • ardzuna Re: Małe pytanie: 03.08.04, 14:53
                            Gość portalu: Lord Vader napisał(a):

                            > Czasem „zwykle wyższe wykształcenie” też wystarczy do bezduszności.
                            > Jednak
                            > poziom owej bezduszności zdaje osiągać punkt krytyczny właśnie przy przydomku
                            > mgr. Powyżej niego wzrasta ona już wykładniczo. Zauważyłem, że takie kobiety
                            > podchodzą do tego co robią szalenie emocjonalnie i ambicjonalnie, są
                            przesadnie
                            >
                            > drobiazgowe i regulaminowe.

                            Stereotypy, aż miło. Może poznaj więcej osób ze stopniem doktora, profesora
                            itd. a dopiero potem się wypowiadaj, co?
                          • Gość: sagan Re: Małe pytanie: IP: *.desy.de 03.08.04, 16:30
                            a mozesz mi powiedziec, ile takich osob (ze stopniem powyzej mgr) znasz? nie
                            pytam zlosliwie, pytam, aby miec podstawy, czy traktowac Twoje rozwazania, jak
                            "opinie wlasne", czy jako cokolwiek znaczace "obserwacje statystyczne".
                            wg mojego doswiadczenia, jesli chodzi o bezdusznosc i regulaminowosc, to klopot
                            stanowi (glownie) tzw "stara gwardia", czyli "komunistyczni profesorowie",
                            ktorych glowna zasluga "naukowa" bylo opowiedzenie sie po odpowiedniej stronie
                            "barykady".
                            we wspolczesnej nauce potrzeba jest naprawde mnostwo samodzielnosci,
                            pomyslowosci, "nieprzepisowosci", aby cos robic z powodzeniem. to sie kloci z
                            Twoja obserwacja, ze kobiety sa drobiazgowo regulaminowe i przepisowe. albo
                            udowodnisz, ze kobiety (generalnie) nie robia zadnej kariery naukowej (tzn te,
                            ktore sie za to wezma, czyli ze stopmnie dr), albo nie masz racji. takie mam
                            przemyslenia
                            czekam na Twoja odpowiedz
                            • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: *.block.alestra.net.mx 04.08.04, 14:57
                              Z pojęciem samodzielności, kłóci się przewalająca się co chwilę afera
                              plagiatowa. Jakie są same dla siebie, nie wiem, nie śledzę ich. Piszę o
                              odczuciach moich i tych których znałem i razem z nimi studiowałem, czyli o
                              styku zwierzchnik-podwładny.
                              Z iloma się kontaktowałem – już pisałem – około dziesięć, z tego pamiętam, że
                              trzy były młode i charakterem za wiele nie odstawały od „komunistycznych”,
                              jeśli chodzi o kontakty „służbowe”.
                              Prywatnie znam dwie kobiety, które niedługo będą bronić doktorat i choć są dość
                              atrakcyjne gdy chodzi o wygląd i prezencję, są jednak samotne. Przypadek? Może
                              tak, nie twierdzę, że tak nie jest.
                            • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: *.block.alestra.net.mx 04.08.04, 14:58
                              „Albo udowodnisz, ze kobiety (generalnie) nie robia zadnej kariery naukowej
                              (tzn te, ktore sie za to wezma, czyli ze stopmnie dr)”
                              Nie rozumiem, już sam stopień dr jest drugi w karierze naukowej, pierwszym jest
                              mgr .
                • Gość: bezdenny Re: Małe pytanie: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.04, 16:01
                  ardzuna napisała:
                  > Wiesz, akurat moja mama ma stopień doktora i połowa rodziny jest naukowcami,
                  > wychowywałam się więc od dziecka w otoczeniu osób z tego kręgu (również jesli
                  > chodzi o związki towarzyskie).

                  A u mnie było tak:
                  Matka szyła
                  ojciec pił
                  sióstr nie miałem
                  brat mnie bił
                • sagan2 Re: Małe pytanie: 03.08.04, 10:05
                  ardzuna napisała:


                  > Bylam raz w zwiazku z facetem mniej wyksztalconym ode mnie i glównym problemem
                  > byly jego potęzne kompleksy rodzzce agresję. To samo mówia inne kobiety, które
                  > wchodza w takie związki.

                  mnie sie wydaje, ze problemem jest nie tyle zdobyte wyksztalcenie, co generalnie
                  rzecz biorac, tzw "poziom intelektualny". sa rozne sytuacje zyciowe, gdy, mimo
                  checi/zdolnosci/mozliwosci "umyslowych" zwyczajnie wyksztalcenia zdobyc nie
                  mozna (albo nie jest latwo). ale jesli czlowiek posiada ciekawosc swiata, jest
                  "rozbudzony intelektualnie", ma wszelkie inne "wartosci" czlowieka
                  wyksztalconego (oprocz samych studiow), to, mam wrazenie, nie powinno byc
                  klopotow w relacjach uczuciowych z wyksztalcona partnerka. oczywiscie, tylko
                  jesli brak studiow nie jest zrodlem frustracji samej w sobie (np typu "wszystko
                  sprzysieglo sie przeciw mnie, sily ciemnosci nie pozwolily mi zdobyc
                  wyksztalcenia"...).
                  znam dwa szczesliwe, dlugoletnie zwiazki (nawet malzenstwa ;), w ktorych kobieta
                  ma "lepsze" wyksztalcenie niz mezczyzna. ale w obu, ten mezczyzna nie mogl
                  zdobyc wyksztalcenia z powodow, ze tam to nazwe "zyciowych", a nie z powodu
                  "niemocy intelektualnej" (w koncu studia to co najmniej 5 lat obciazenia
                  finansowego, nie kazdy moze sobie na to pozowlic). ale obaj panowie sa i zdolni
                  i maja swoje zainteresowania, sa ciekawi swiata, zdobywaja wiedze (niekoniecznie
                  na uczelni) - jednym slowem rozwiaja sie intelektualnie. niczym (oprocz
                  wyksztalcenia) nie ustepuja swoim partnerkom pod wzgledem "umyslowym". i
                  stanowia szczesliwe pary.
                  • ardzuna Re: Małe pytanie: 03.08.04, 11:35
                    sagan2 napisała:

                    > ardzuna napisała:
                    >
                    >
                    > > Bylam raz w zwiazku z facetem mniej wyksztalconym ode mnie i glównym prob
                    > lemem
                    > > byly jego potęzne kompleksy rodzzce agresję. To samo mówia inne kobiety,
                    > które
                    > > wchodza w takie związki.
                    >
                    > mnie sie wydaje, ze problemem jest nie tyle zdobyte wyksztalcenie, co
                    generalni
                    > e
                    > rzecz biorac, tzw "poziom intelektualny". sa rozne sytuacje zyciowe, gdy, mimo
                    > checi/zdolnosci/mozliwosci "umyslowych" zwyczajnie wyksztalcenia zdobyc nie
                    > mozna (albo nie jest latwo).

                    Jasne, masz stuprocentową rację. W rzeczywistości wykształcenie było tylko
                    skrótem myślowym, ten facet miał na tamtym etapie identyczne wykształcenie,
                    tylko inny kapitał wyniesiony z domu i inną otwartość.
                  • nadszyszkownik.kilkujadek Wyksztalcenie wyzsze 03.08.04, 15:22
                    Przekonanie o absolutnej niezbednosci wyzszego wyksztalcenia mezow absolwentek
                    szkol wyzszych to przesad. Na dodatek taki, ktorego przyszle absolwentki
                    powinny sie czym predzej wyzbyc. Dla dobra wlasnego.
                    • Gość: sagan Re: Wyksztalcenie wyzsze IP: *.desy.de 03.08.04, 16:37
                      no przeciez mniej wiecej to napisalam - ze to nie wyksztalcenie jest krytyczne,
                      a inne "intelektualne czynniki".
                      chyba, ze komentujesz nie moj post... ;)
                      • nadszyszkownik.kilkujadek Uzupelniam, nie polemizuje 03.08.04, 16:46
                        Uznalem, ze ozdobniki w rodzaju 'tak, jak napisalas' moglyby urazic
                        inteligencje moich rozmowcow.

                        Jeszcze jedna obserwacja. Proporcja 'panien wyksztalconych' rosnie gwaltownie.
                        Proporcja tych blyskotliwych pozostaje niezmienna. Wiele sfeminizowanych
                        zawodow (np. przedszkolanka; o, przepraszam: specjalista nauczania
                        poczatkowego) wymaga teraz przynajmniej studium zawodowego. Stolarzem ciagle
                        mozna byc bez studiow. 'Przepasc intelektualna' miedzy urzedniczka a frezerem
                        to nowomodny przesad.
                        • Gość: sagan Re: Uzupelniam, nie polemizuje IP: *.desy.de 03.08.04, 17:10
                          oczywiscie, ze przepasci intelektualnej nie mierzymy w "education gap" ;)
                          nie tylko proporcja "panien", ale i "kawalerow" wyksztalconych rosnie. z
                          podobnym brakiem wzrostu blyskotliwosci. to chyba w duzej mierze wiaze sie z
                          lawinowo rosnaca liczba (prywatnych) szkol wyzszych...
                          przebywalam troche w "towarzystwie" studentow niektorych (podkreslam,
                          niektorych!) kierunkow akademii gorniczo-hutniczej w krakowie i, szczerze
                          mowiac, wstydzilabym sie (po tych doswiadczeniach) legitymowac dyplomem tej
                          uczelni... (i tych kierunkow, rzecz jasna...)

                          i (mam takie wrazenie), ze to (generalizujac) nie "panny wyksztalcone" maja
                          problemy z zaakceptowaniem niewyksztalconych "kawalerow", ale wrecz odwrotnie.
                          jakos mezczyzna "nie moze zyc", gdy ma w domu lepiej wyksztalcona zone. nie raz
                          i dwa slyszalam dsykusje moich znajomych, gdzie przewijal sie podobny watek
                          "najlepsza niewyksztalcona/mniej wyksztalcona zona... przynajmniej glupoty sie
                          jej nie trzymaja..."

                          poza tym jest jeszcze sprawa tzw "madrosci zyciowej". czasami osoba po
                          podstawowce moze miec jej wiecej, niz pan profesor...
                          ake to inny temat, tak mi sie przypomnialo (na bazie wspomnien o takim jednym
                          panu profesorze...)
                          • nadszyszkownik.kilkujadek Re: Uzupelniam, nie polemizuje 03.08.04, 17:23
                            > oczywiscie, ze przepasci intelektualnej nie mierzymy w "education gap" ;)
                            > nie tylko proporcja "panien", ale i "kawalerow" wyksztalconych rosnie. z
                            > podobnym brakiem wzrostu blyskotliwosci. to chyba w duzej mierze wiaze sie z
                            > lawinowo rosnaca liczba (prywatnych) szkol wyzszych...
                            Wyrazilem sie niescisle. Mialem na mysli to, ze proporcja kobiet wsrod
                            absolwentow uczelni wyzszych rosnie. Niedawno czytalem, ze np. w Kanadzie
                            studentek jest zdecydowanie wiecej, niz studentow (6/4).

                            > i (mam takie wrazenie), ze to (generalizujac) nie "panny wyksztalcone" maja
                            > problemy z zaakceptowaniem niewyksztalconych "kawalerow", ale wrecz odwrotnie.
                            > jakos mezczyzna "nie moze zyc", gdy ma w domu lepiej wyksztalcona zone.
                            Mysle, ze robisz nieuprawnione generalizacje, nie majac ku temu zadnych
                            przeslanek poza identyfikowaniem sie z wlasna plcia.

                            > poza tym jest jeszcze sprawa tzw "madrosci zyciowej". czasami osoba po
                            > podstawowce moze miec jej wiecej, niz pan profesor...
                            Nie wierze w madrosc zyciowa. Byc moze jestem glupcem.
                            • sagan2 Re: Uzupelniam, nie polemizuje 04.08.04, 09:04
                              nadszyszkownik.kilkujadek napisał:


                              > Wyrazilem sie niescisle. Mialem na mysli to, ze proporcja kobiet wsrod
                              > absolwentow uczelni wyzszych rosnie. Niedawno czytalem, ze np. w Kanadzie
                              > studentek jest zdecydowanie wiecej, niz studentow (6/4).

                              czy jakos to sie tlumaczy, czy tez nagly ped do wiedzy (nadrabianie setek
                              zaleglych lat... ;)

                              > Mysle, ze robisz nieuprawnione generalizacje, nie majac ku temu zadnych
                              > przeslanek poza identyfikowaniem sie z wlasna plcia.

                              a dlaczego sie nie zgadzasz? czy uwazasz, ze mezczyznie, ktory "od malenkiego"
                              dostaje przekazy, ze w rodzinie to on ma robic kariere, latwo akceptuje, ze jego
                              zona jest lepiej wyksztalcona i to ona kariere robi? mam wrazenie, ze taki
                              wlasnie mechanizm czesto wystepuje - "musze byc lepszy". kilka razy tutaj na
                              forum pytalam roznych panow, czy "poswieciliby" swoja kariere dla kariery zony
                              (jesli ma ona na to szanse, rzecz jasna). i w zasadzie zawsze slyszalam cos w
                              rodzaju "a niby dlaczego?". wg mnie wynika to wlasnie z owej niecheci do
                              "wyzszego statusu" zony/partnerki. obserwujac nauke widze, ze aby ktos mogl
                              zrobic kariere, ktos sie musi w rodzinie "poswiecic" (oczywiscie nie zawsze i
                              wszedzie, ale mnostwo tego). i na ogol jest to zona. dlaczego? bo kobiety
                              generalnie "wola" sie poswiecac? bo kobietom nie przeszkadza "wyzszy ststus"
                              mezczyzny? pewnie jest to mieszanka, ale uwazam, ze waznym elementem jest
                              wlasnie fakt, ze mezczyznom trudno jest zaakceptowac "przewage" kobiety w
                              rodzinie (rowniez w wyksztalceniu).
                              moze niesprawiedliwie sie identyfikuje z wlasna plcia, ale do tego prowadza moje
                              rozne obserwacje. chocby i te, ktore juz przytoczylam - zadna z moich znajomych
                              nie "psioczyla" na wyksztalcenie partnera, ale koledzy i owszem - najlepsza zona
                              po "ogolniaku". ciekawe dlaczego? masz jakis pomysl?

                              > Nie wierze w madrosc zyciowa. Byc moze jestem glupcem.

                              naprawde? dlaczego? nie spotkales takiej osoby?
                              przeciez studia czasem *bardzo* ciezko zdobyc (chocby cale pokolenie
                              okolowojenne).
                              • nadszyszkownik.kilkujadek Re: Uzupelniam, nie polemizuje 04.08.04, 18:03
                                > czy jakos to sie tlumaczy, czy tez nagly ped do wiedzy (nadrabianie setek
                                > zaleglych lat... ;)
                                Mozna to chyba tlumaczyc zlozeniem dwoch czynnikow. Pierwszy, mniej istotny, to
                                ten, ze uniwersytety prowadza calkiem skuteczne programy zachecajace wlasnie
                                kobiety do podejmowania studiow. Drugi, nieporownanie wazniejszy, to ten, ze
                                mezczyznom latwiej znalesc wysokoplatne zajecia bez studiow. Rzemioslo, roboty
                                drogowe, armia... W koncu aby wszystkie wyzwolone kobiety swiata mogly swoimi
                                wygodnymi samochodami pojechac po asfaltowych drogach do pracy w biurach, ktos
                                musi wybudowac te drogi i te biura. Wniesc tam meble i je zmontowac. Slowem:
                                praca fizyczna, ale wymagajaca kwalifikacji. Kobieta, ktora chce zostac np.
                                technikiem laboratoryjnym, musi zwykle ukonczyc studia.

                                Bedzie to zapewne proces cykliczny: budujemy biura (wiecej pracownikow
                                budowlanych), potem w nich zasiadamy (wiecej mezczyzn na studia, bo budowac nie
                                trzeba), potem je opuszczamy i burzymy i znow budujemy...

                                > pewnie jest to mieszanka, ale uwazam, ze waznym elementem jest
                                > wlasnie fakt, ze mezczyznom trudno jest zaakceptowac "przewage" kobiety w
                                > rodzinie (rowniez w wyksztalceniu).
                                Przypuszczam, ze ten czynnik gra spora role. Ale to nie wszystko. Otoz wydaje
                                mi sie, ze o ile kobiety sa sklonne zaakceptowac zrownanie rol, wiekszosc z
                                nich nie widzi siebie w roli wiodacej. W koncu byly wychowywane do tego samego
                                systemu rol, co ich mezowi. On nie spelnia swojej roli we wlasnych oczach - to
                                jedno. Dodatkowo - nie spelnia jej takze w oczach swojej zony.

                                Jesli napisalas, ze to przede wszystkim mezczyzni cierpia na kompleks
                                nizszosci, implikujesz, ze ich malzonkom zwykle nic nie jest. Ze to
                                wyrozumiale, szlachetne osoby, ktore za nic maja monete i ocene otoczenia i
                                licza sie dla nich wylacznie uczucia i dobro rodziny. Teraz zas idz na forum
                                Kobieta lub Psychologia i wyszukaj jakis watek o mezaliansach.
                                • tad9 Re: Uzupelniam, nie polemizuje 04.08.04, 18:45
                                  nadszyszkownik.kilkujadek napisał:

                                  > Mozna to chyba tlumaczyc zlozeniem dwoch czynnikow. (...)

                                  Sprawa jest prosta: studia straciły na znaczeniu. Zdemokratyzowały się. Tak
                                  jest ze wszystkim - gdy coś traci jakość, zaczynają się tam gromadzić kobiety
                                  (patrz - polskie szkolnictwo, czy sądownictwo). Cóż z tego, że kobiety kończą
                                  studia, skoro wiele z tego nie wynika? Gdzie są te genialne kobiety? Nie ma.
                                  Cywilizację nadal pchają do przodu mężczyźni. Kobiety mogą mieć "przewagę", co
                                  najwyżej ... liczebną.
                                  • Gość: trevik Re: Uzupelniam, nie polemizuje IP: *.dip.t-dialin.net 04.08.04, 19:02
                                    Az tak zle znowu z tym nie jest. Nie warto uogolniac chyba z tym powiazaniem
                                    tracenia na jakosci w jakiejs branzy, bo nie tylko tam, gdzie pojawiaja sie
                                    kobiety jakosc spada - polskie wojsko kobiet nie ma zbyt wielu w szeregach a
                                    jakosc armii wola o pomste do nieba i to od lat. Armia sie jednak ani nie
                                    zdemokratyzowala ani wbrew powszechnemu mniemaniu nie jest to efekt braku
                                    pieniedzy (oficerowie maja przyzwoite pensje) - po prostu ludzie (tworzacy owo
                                    spoleczenstwo) sa jacy sa.

                                    Co do tego jednak, ze cywilizacje (przynajmniej jej czesc technokratyczna)
                                    pchaja faceci to nie ma wiekszych watpliwosci - miazdzaca wiekszosc przelomowych
                                    odkryc naukowych oraz wynalazkow jest zasluga mezczyzn.
                                    • nadszyszkownik.kilkujadek 'Zdemokratyzowana armia' 04.08.04, 19:21
                                      To chyba zart... ?
                                      • Gość: trevik Re: 'Zdemokratyzowana armia' IP: *.dip.t-dialin.net 04.08.04, 19:37
                                        No jasne a przynajmniej oksymoron, ale powinienem uzyc slowa "jeszcze" przy
                                        stwierdzeniu braku demokratyzacji armii. Strach sie bac, ale trzeba zalozyc
                                        sobie rezerwe na pewne pomysly, ktore moga sie pojawic w przyszlosci.
                                    • sagan2 Re: Uzupelniam, nie polemizuje 05.08.04, 09:33
                                      Gość portalu: trevik napisał(a):


                                      > Co do tego jednak, ze cywilizacje (przynajmniej jej czesc technokratyczna)
                                      > pchaja faceci to nie ma wiekszych watpliwosci - miazdzaca wiekszosc
                                      > przelomowych odkryc naukowych oraz wynalazkow jest zasluga mezczyzn.

                                      oczywiscie, ze w "dawnych czasach" cywilizacje pchali do przodu mezczyzni.
                                      przeciez kobiety nie mialy zadnej realnej szansy zdobycia edukacji oraz oddaniu
                                      sie "pchaniu do przodu", wiec jak mogly cos robic na rzecz cywilizacji??
                                      teraz to sie powoli zmienia. od poczatku XX wieku do konca XX wieku liczba
                                      kobiet wsrod posiadaczy patentow na wynalazki zwrosla od ok promila do ponad 20%
                                      (i nadal rosnie). skad ten 200-krotny wzrost? kobeity rowniez zaczynaja
                                      "napedzac cywilizacje" (jesli da im sie szanse...)
                                      mozna zapytac, dlaczego tylko 20%? bylo juz tutaj kilka watkow, dlaczego
                                      kobiecie jest trudniej (bo JEST) zrobic kariere naukowa i "pchac cywilizacje do
                                      przodu". ale to sie zmienia, kobiety zaczynaja napedzac coraz bardziej, mam
                                      nadzieje, ze niedlugo prawie na rowni z mezczyznami. calkowitej rownosci jakos
                                      sie nie spodziewam, z roznych powodow (uwarunkowania spoleczne, jakies tam
                                      roznice w "roznych inteligencjach", calkiem spory obszar ziemi, gdzie kobiety
                                      musza jeszcze dlugo walczyc o rownouprawnienie)
                                      • Gość: trevik Re: Uzupelniam, nie polemizuje IP: *.dip.t-dialin.net 05.08.04, 11:37
                                        Bynajmniej nie jestem wrogiem pracy naukowej kobiet, bo marnowanie talentow jest
                                        to po prostu glupota - bez wzgledu na to, jakiej plci dotyczy.

                                        Chodzilo mi o to, ze nawet w tej chwili w przypadku ludzi, ktorzy sa pionierami
                                        w jakiejs dziedzinie sa praktycznie sami faceci. A kobietom naukowcom zycze jak
                                        najlepszych osiagniec - zreszta chyba zaczynamy prowadzic dyskusje o wyzszosci
                                        Swiat Bozego Narodzenia nad Swietami Wielkiej Nocy a ja specjalnie tego nie lubie.
                                        • Gość: sagan Re: Uzupelniam, nie polemizuje IP: *.desy.de 05.08.04, 13:01
                                          wsrod tych "pionierow" jest coraz wiecej kobiet. mysle, ze niedlugo nie bedzie
                                          juz mozna (zgodnie z prawda... ;) napisac "wsrod pionierow przoduja faceci"
                                          i bardzo dobrze, po co, jak sam mowisz, marnowac talenty :)
                                          • tad9 Re: Uzupelniam, nie polemizuje 05.08.04, 15:52
                                            Gość portalu: sagan napisał(a):

                                            > wsrod tych "pionierow" jest coraz wiecej kobiet. mysle, ze niedlugo nie bedzie
                                            > juz mozna (zgodnie z prawda... ;) napisac "wsrod pionierow przoduja faceci"
                                            > i bardzo dobrze, po co, jak sam mowisz, marnowac talenty :)


                                            Wymień jakieś szczególnie odznaczające się geniuszki ostatniej dekady.
                                            • sagan2 Re: Uzupelniam, nie polemizuje 05.08.04, 16:38
                                              tad9 napisał:

                                              > Wymień jakies szczególnie odznaczajace się geniuszki ostatniej dekady.

                                              przeciez nie pisalismy o geniuszach!
                                              juz (mialam nadzieje raz na zawsze) odhaczylismy ten temat - geniuszow wsrod
                                              mezczyzn jest duzo, duzo, duzo wiecej, niz wsrod kobiet.
                                              tylko co z tego wynika??? niezbyt duzo
                                              to nie (glownie) geniusze popychaja swiat do przodu, zapomniales?

                                              a jesli uwazasz, ze to glownie geniusze, to podaj prosze przyklady (z ostatniej
                                              dekady, bo o einsteinie i edisonie to wszyscy wiemy...)
                                              • tad9 Re: Uzupelniam, nie polemizuje 05.08.04, 17:11
                                                sagan2 napisała:

                                                > przeciez nie pisalismy o geniuszach!
                                                > juz (mialam nadzieje raz na zawsze) odhaczylismy ten temat - geniuszow wsrod
                                                > mezczyzn jest duzo, duzo, duzo wiecej, niz wsrod kobiet.
                                                > tylko co z tego wynika??? niezbyt duzo

                                                Jak to "niezbyt dużo"? A to chociażby, że geniuszek jest tyle, co kot napłakał.


                                                > to nie (glownie) geniusze popychaja swiat do przodu, zapomniales?

                                                Więc "wybitni" - tak lepiej?

                                                > a jesli uwazasz, ze to glownie geniusze, to podaj prosze przyklady (z
                                                >ostatniej dekady, bo o einsteinie i edisonie to wszyscy wiemy...)

                                                Rozumiem, że nie jesteś w stanie podać przykładów o które prosiłem. To może
                                                chociaż jakiekolwiek znaczęce - Twoim zdaniem - nazwiska?
                                                • sagan2 Re: Uzupelniam, nie polemizuje 23.08.04, 15:48
                                                  tad9 napisał:


                                                  > Jak to "niezbyt dużo"? A to chociazby, ze geniuszek jest tyle, co kot
                                                  > naplakal.

                                                  a geniuszy to niby ile? tyle co 2 koty naplakalay?...
                                                  przeciez rozmawiamy o totalnym marginesie spoleczenstwa. ktorego znaczenie jest
                                                  (wg mnie) przeceniania


                                                  > > to nie (glownie) geniusze popychaja swiat do przodu, zapomniales?
                                                  >
                                                  > Więc "wybitni" - tak lepiej?

                                                  nawet nie wybitni. to znaczy - nie glownie


                                                  > Rozumiem, ze nie jestes w stanie podac przykladów o które prosilem.

                                                  jakich przykladow? wspolczesnych kobiecych geniuszow? pewnie dlatego, ze jest
                                                  ich bardzo znikoma liczba. meskich tez. na razie do glowy przychodzi mi jedynie
                                                  s. howking, a jego bajanie o czarnych dziurach (z ktorych juz mozna wracac, jak
                                                  ostatnio oznajmil) i wszechswiatach niemowlecych, mam nadzieje ze zgodzisz ze
                                                  mna, niezbyt posuwaja swiat do przodu. jeszcze jakies przyklady meskich
                                                  wspolczesnych geniuszow? bo mi nie przychodza do glowy (co nie znaczy, ze ich
                                                  nie ma, czekam na info od Ciebie)

                                                  > To moze chociaz jakiekolwiek znaczęce - Twoim zdaniem - nazwiska?

                                                  popatrz chocby tutaj
                                                  www.enchantedlearning.com/inventors/women.shtml

                                                  sporo wynalazkow bylo dzielem kobiet. Twoim ulubionym przykladem jest pralka, a
                                                  wiesz, ze zmywarke do maszyn (dzialajaca) opatentowana kobieta? tak samo jak
                                                  "papmersy", czy chocby przeciwopryszczkowy zovirax, kevlar oraz wycieraczki
                                                  samochodowe...
                                      • tad9 Re: Uzupelniam, nie polemizuje 05.08.04, 15:51
                                        sagan2 napisała:


                                        > teraz to sie powoli zmienia. od poczatku XX wieku do konca XX wieku liczba
                                        > kobiet wsrod posiadaczy patentow na wynalazki zwrosla od ok promila do ponad
                                        20 %(i nadal rosnie). skad ten 200-krotny wzrost? kobeity rowniez zaczynaja
                                        > "napedzac cywilizacje" (jesli da im sie szanse...)

                                        I wzrośnie do ok. 30% - jak sądzę. To chyba reguła, bez "pozytywnej
                                        dyskryminacji" kobiety są w stanie dość do 30%.



                                        > mozna zapytac, dlaczego tylko 20%? bylo juz tutaj kilka watkow, dlaczego
                                        > kobiecie jest trudniej (bo JEST) zrobic kariere naukowa i "pchac cywilizacje
                                        >do przodu".

                                        50 lat temu, gotów byłbym wziąźć pod uwagę taka argumentację. Dziś mówię -
                                        proszę mnie nie rozśmieszać.


                                        > ale to sie zmienia, kobiety zaczynaja napedzac coraz bardziej, mam
                                        > nadzieje, ze niedlugo prawie na rowni z mezczyznami.

                                        Wtedy pogadamy...
                                        • sagan2 Re: Uzupelniam, nie polemizuje 05.08.04, 16:43
                                          tad9 napisał:


                                          > I wzrośnie do ok. 30% - jak sądzę. To chyba regula, bez "pozytywnej
                                          > dyskryminacji" kobiety sa w stanie dojsc do 30%.

                                          ja mysle, ze wzrosnie bardziej.
                                          pozyjemy, zobaczymy
                                          a skad niby ta regula 30%?

                                          > > mozna zapytac, dlaczego tylko 20%? bylo juz tutaj kilka watkow, dlaczego
                                          > > kobiecie jest trudniej (bo JEST) zrobic kariere naukowa i "pchac
                                          > >cywilizacje do przodu".
                                          >
                                          > 50 lat temu, gotów bylbym wziasc pod uwagę taka argumentację. Dzis mówię -
                                          > proszę mnie nie rozśmieszać.

                                          a co jest takiego "starodawnego" w tej argumentacji, ze az smieszy? czy zmienily
                                          sie az tyle role spoleczne i oczekiwania wobec roznych plci?
                                          moze Cie to smieszy, ale jak do tej pory prawie kazdy "wybitny naukowiec", z
                                          ktorym dane mi sie bylo spotkac, uparcie powtarzal - "gdyby nie moja zona i
                                          troska, jaka ona otoczyla nasza rodzine, to NIGDY nie udaloby mi sie dojsc do
                                          tego, do czego doszedlem". kto utworzy taka rodzine kobiecie-naukowcowi?


                                          > > ale to sie zmienia, kobiety zaczynaja napedzac coraz bardziej, mam
                                          > > nadzieje, ze niedlugo prawie na rowni z mezczyznami.
                                          >
                                          > Wtedy pogadamy...

                                          ... moze tedy nie bede juz chciala z Toba gadac?...
                                          • tad9 Re: Uzupelniam, nie polemizuje 05.08.04, 17:17
                                            sagan2 napisała:
                                            > ja mysle, ze wzrosnie bardziej.
                                            > pozyjemy, zobaczymy
                                            > a skad niby ta regula 30%?

                                            Nie wiem. Tak to jakoś wychodzi. Może 1/3 kobiet to właśnie "babochłpoy"?

                                            > a co jest takiego "starodawnego" w tej argumentacji, ze az smieszy? czy
                                            >zmienily sie az tyle role spoleczne i oczekiwania wobec roznych plci?

                                            Prosiłem już, by mnie nie rozśmieszać. Jeśli jakaś kobieta chce robić karierę -
                                            może się jej poświęcić. Społeczeństwo jej za to nie zlinczuje.

                                            > moze Cie to smieszy, ale jak do tej pory prawie kazdy "wybitny naukowiec", z
                                            > ktorym dane mi sie bylo spotkac, uparcie powtarzal - "gdyby nie moja zona i
                                            > troska, jaka ona otoczyla nasza rodzine, to NIGDY nie udaloby mi sie dojsc do
                                            > tego, do czego doszedlem". kto utworzy taka rodzine kobiecie-naukowcowi?

                                            Jeśli chce robić karierę naukową - może machnąć ręką na takie zaplecze.




                                            >> ... moze tedy nie bede juz chciala z Toba gadac?...

                                            To nawet pewne (chyba, że przyjmiemy że istnieje życie pozarobowe). Obawiam się
                                            bowiem, że nie doczekamy takich czasów.
                                • sagan2 Re: Uzupelniam, nie polemizuje 05.08.04, 09:27
                                  nadszyszkownik.kilkujadek napisał:


                                  > Przypuszczam, ze ten czynnik gra spora role. Ale to nie wszystko. Otoz wydaje
                                  > mi sie, ze o ile kobiety sa sklonne zaakceptowac zrownanie rol, wiekszosc z
                                  > nich nie widzi siebie w roli wiodacej. W koncu byly wychowywane do tego samego
                                  > systemu rol, co ich mezowi. On nie spelnia swojej roli we wlasnych oczach - to
                                  > jedno. Dodatkowo - nie spelnia jej takze w oczach swojej zony.
                                  >
                                  > Jesli napisalas, ze to przede wszystkim mezczyzni cierpia na kompleks
                                  > nizszosci, implikujesz, ze ich malzonkom zwykle nic nie jest. Ze to
                                  > wyrozumiale, szlachetne osoby, ktore za nic maja monete i ocene otoczenia i
                                  > licza sie dla nich wylacznie uczucia i dobro rodziny. Teraz zas idz na forum
                                  > Kobieta lub Psychologia i wyszukaj jakis watek o mezaliansach.

                                  wiesz co, calkiem mozliwe, ze masz racje :) jakos braklo mi spojrzenia od tej
                                  strony. zastanawialam sie, co zaczyna proces "staczania sie zwiazku" i zawsze
                                  mialam wrazenie, ze kompleksy faceta. ale z drugiej strony "tradycjne
                                  wychowanie", nieumiejetnosc zaakceptowania przez kobiety "roli wiodacej",
                                  mezaliansy, powoduja pewnie bledne kolo - jedno wynika z drugiego i napedza...
                                  i tak sobie wlasnie mysle, gdzie to sie zaczyna - czy facet ma kompleksy, co
                                  prowadzi do "frustracji" zony, czy tez moze zona ma "projekce kompleksow"
                                  faceta, w zwiazku z czym mu je "wmawia", potem ona czuje frustracje, itd itp...
                                  rzeczywiscie, patrzylam bardzo jednostronnie na problem, czasami ;) dobrze
                                  posluchac kogos innego (zamiast zachwycac sie tembrem wlasnego glosu...)

                                  ale, jak by nie bylo, wychodzi na to, ze bardzo duze znaczenie ma wychowanie,
                                  ktore dostajemy. jakich oczekiwan/rol/postaw nauczono nas w dziecinstwie, tak
                                  bedziemy sie zachowywac w doroslym zyciu...
                                  ... czyli - madrzy rodzice - do roboty...
              • Gość: Sobiepanna Re: Małe pytanie: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.04, 19:31
                Nasze prababki,które kończyły najwyżej żeńskie pensje,tolerowały wyższy status
                społeczny swoich mężów;lekarzy,prawników,wojskowych,profesorów itp.Dlaczego
                teraz, kiedy kobiety(zwłaszcza w naszym kręgu kulturowym)mogą kształcić się bez
                przeszkód,nie mogą liczyć na tolerancję ze strony swych mężów lub partnerów.-Są
                takie nieromantyczne - powiadasz.Odpowiem Ci krótko:to właśnie romantyczne
                brednie były przyczyną wielu ludzkich dramatów.Tylko człowiek w pełni wolny i
                niezależny(bez wzlędu na płeć), pozostający w dobrych relacjach międzyludzkich
                (rodzinnych,małżeńskich,partnerskich,przyjacielskich,zawodowych itp.)może być
                szczęśliwy.
                • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: 200.171.38.* 01.08.04, 19:39
                  Jeszcze raz powiem, że nie jestem przeciwny wykształceniu kobiet. Natomiast
                  podtrzymuję wcześniejsze stwierdzenie, że drobina romantyzmu dodaje kobiecie
                  uroku. A to chyba nie koliduje z wykształćeniem.
                  • Gość: Sobiepanna Re: Małe pytanie: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.04, 20:32
                    Odrobina empatii i wrażliwości przydałaby się wszystkim męzczyznom , i to bez
                    względu na wykształcenie,które jest rezultatem naszego wysiłku intelektualnego,
                    samorealizacji, zdolności i ambicji,a nie miernikiem wartości człowieka.
                    • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: 200.171.38.* 01.08.04, 20:54
                      No i trudno się z tym nie zgodzić, też tak uważam. Tyle, że w praktyce różnie
                      to bywa.
                      • Gość: ggigus moje pytanie do Lorda IP: *.dip.t-dialin.net 02.08.04, 12:27
                        A co dodaje mezczyznie odrobine romantycznosci?
                        pytam bez ironii, ciekawa jestem
                        • Gość: Lord Vader Re: moje pytanie do Lorda IP: 216.65.64.* 02.08.04, 14:54
                          Nie podejmę się odpowiedzi na to pytanie, bo nie uważam się romantyka i
                          niechybnie wypaczyłbym istotę romantyzmu. Mógłbym też wklepać w google owo
                          hasło i zrobić jakieś wyklejanki, ale przecież nie o to chodzi, do czego
                          potrafię się przyznać. A na temat stosunku kobiet, zdaje się, że jest doskonale
                          zorientowany mąż mojej szanownej oponentki.
                          • Gość: ggigus Re: moje pytanie do Lorda IP: *.dip.t-dialin.net 03.08.04, 00:01
                            aha, czyli jesli juz, to oczekujesz romantyzmu od kobiet(kobiety)
                            ciekawe podejscie
                            • Gość: Lord Vader Re: moje pytanie do Lorda IP: *.block.alestra.net.mx 03.08.04, 14:51
                              Pytasz, czy oczekuję? Nie, nie wymagam, że koniecznie taka musi być, ale w
                              moich oczach czyni to ją atrakcyjniejszą.
                              • Gość: ggigus Re: moje pytanie do Lorda IP: *.bsb-muenchen.de 03.08.04, 14:56
                                szczerze piszac, Twoje preferencje niespecjalnie mnie obchodza.
                                Pop rostu nalezysz do tego - zabawnego wg mnie typu mezczyzn - ktorzy wymagaja.
                                A to od kobiet romantycznosci (a kazdy moze ja zrozumiec inaczej), choc sami
                                owszem nie bardzo do romantykow sie zaliczaja (czy tak jak bezdenny - od kobiet
                                wymagaja dziewictwa, sami skormnie przemilczajac ten temat). Bylam tylko
                                ciekawa, czy Ty do tej grupy nalezysz. To wszystko
                                • Gość: sagan Re: moje pytanie do Lorda IP: *.desy.de 03.08.04, 16:35
                                  Giggus, sprostowanie. Bezdenny wspomnial (wg mnie nie raz), ze wg niego
                                  "wymaganie dziewictwa" obowiazuje tak samo mezczyzn, jak i kobiety.
                                  • Gość: bezdenny Re: moje pytanie do Lorda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.04, 17:47
                                    Pod tym względem powinno być równouprawnienie.
                                    Pozdrawiam
                                • Gość: Lord Vader Re: moje pytanie do Lorda IP: *.block.alestra.net.mx 03.08.04, 16:44
                                  A zatem miło mi, że mogłem zaspokoić twoją ciekawość. Możesz mnie klasyfikować
                                  jak tylko sobie chcesz, nie robi mi to większej różnicy. Dla mnie też jesteś
                                  tylko gościem o nicku ggigus i niczym więcej.
                                  Żebyś miała w kartotece więcej to powiem ci jeszcze, choć nie zaliczam się do
                                  stróżów cnoty, to partnerek wśród panien z dzieckiem też nie szukam, jak
                                  również wśród pracownic agencji towarzyskich - taki staroświecki jestem. Wiem,
                                  że ten temat u was ma jeden z najwyższych priorytetów, jednak tak nas już
                                  natura stworzyła, że większe konsekwencje takiego stylu życia ponosi kobieta.
                                  Odnośnie romantyzmu, nie widzę większych przeszkód by go z siebie wykrzesać,
                                  gdyby była potrzeba, jak są jakieś braki zawsze można doczytać. U mnie został
                                  on „ofiarą” stylu życia, bo nie szkoliłem się w tym kierunku i interesowały
                                  mnie inne rzeczy.
                                • Gość: bezdenny Re: moje pytanie do Lorda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.04, 17:15
                                  Gość portalu: ggigus napisał(a):

                                  > szczerze piszac, Twoje preferencje niespecjalnie mnie obchodza.
                                  > Pop rostu nalezysz do tego - zabawnego wg mnie typu mezczyzn - ktorzy
                                  wymagaja.
                                  >
                                  > A to od kobiet romantycznosci (a kazdy moze ja zrozumiec inaczej), choc sami
                                  > owszem nie bardzo do romantykow sie zaliczaja (czy tak jak bezdenny - od
                                  kobiet
                                  >
                                  > wymagaja dziewictwa, sami skormnie przemilczajac ten temat). Bylam tylko
                                  > ciekawa, czy Ty do tej grupy nalezysz. To wszystko

                                  Wracając do naszego ulubionego tematu dziewictwa i gospodarki hormonalnej -
                                  Chiny lubię, więc przywołam pierwiastki: jing i jang. czarne i białe oko etc.
                                  jak to się pięknie uzupełnia. Przeciwieństwa nie tylko się uzupełniają, ale i
                                  przyciagają. Zwyczajnie jest tak, że ci co mają na dole wypukłości szukają tych
                                  które maja tam wklęsłości. Inazej mówiąc niewielu jest facetów, którzy wymagają
                                  od kobiet, by miały penisy.
                                  Dlatego też rozumiem, że szczególnie rozpasani osobnicy moga gustować w
                                  dziewicach, aczkolwiek na dłuższą metę dobrze jest chyba podzielać ten sam
                                  system wartości. I chyba nie mic złego w tym, że ktoś bardzo praktyczny stojący
                                  twardo krótkimi nogami na ziemi szuka romantyzmu u innych. szuka cech, których
                                  sam nie posiada. nic złego w tym, że ktoś nie przepada za krótkonoznymi paniami.
                                  Ponadto tutaj nie chodzi o wymagania. Nie zdajemy egzaminu i nie stawiamy ocen.
                                  Mówmy więc o oczekiwaniach i poszukiwaniach. Stawianie więc tezy : "X wymaga
                                  romantyzmu u kobiet sam go nie posiadając", nieco upraszcza sprawę. X może
                                  zwyczjnie wolec towarzystwo pań romantycznie usposobionych, co nie oznacza, że
                                  X wymaga od wszystkich przyjęcia lekkodusznej postawy.
                  • ardzuna Re: Małe pytanie: 02.08.04, 00:50
                    Gość portalu: Lord Vader napisał(a):

                    > Jeszcze raz powiem, że nie jestem przeciwny wykształceniu kobiet. Natomiast
                    > podtrzymuję wcześniejsze stwierdzenie, że drobina romantyzmu dodaje kobiecie
                    > uroku. A to chyba nie koliduje z wykształćeniem.

                    Brawo. Jeszcze przed chwilą twierdziłeś co innego.
                    • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: 216.65.64.* 02.08.04, 14:55
                      Owszem twierdziłem, tyle, że było napisane w innym kontekście. A mianowicie
                      chodziło mi o kobiety z doktoratem wzwyż. Ty jesteś dla mnie kolejnym
                      argumentem, który ugruntowuje mnie w tym przekonaniu.
                      • ardzuna Re: Małe pytanie: 02.08.04, 21:39
                        Gość portalu: Lord Vader napisał(a):

                        > chodziło mi o kobiety z doktoratem wzwyż. Ty jesteś dla mnie kolejnym
                        > argumentem, który ugruntowuje mnie w tym przekonaniu.

                        Hmmm, a skąd mniemanie, jakobym miała doktorat??
                        • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: 216.65.64.* 02.08.04, 22:51
                          A tak tylko przypuszczałem, czyżby pani profesor? :-P
                          • sagan2 Re: Małe pytanie: 03.08.04, 10:46
                            Gość portalu: Lord Vader napisał(a):

                            > A tak tylko przypuszczalem, czyzby pani profesor? :-P

                            pani profesor (przynajmniej teraz) *musi* miec doktorat...
                            • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: *.block.alestra.net.mx 03.08.04, 14:52
                              Tak - musi nie tylko mieć doktorat, ale i habilitację. Natomiast czasem gdy
                              ktoś ma tytuł profesorski, opuszcza się człon „doktor”.
                              Bywa też odbierane jako nietakt zwracanie się per doktorze, gdy ktoś jest
                              profesorem.
                              • Gość: sagan Re: Małe pytanie: IP: *.desy.de 03.08.04, 16:34
                                tzn w polsce nie mozna byc profesorem bez habilitacji? a to nie wiedzialam.
                                tutaj, gdzie mieszkam (niemcy) - mozna. profesorem zostaje sie, gdy dostaje sie
                                odpowiednia (profesorska) stala posade na uniwersytecie.

                                poza tym doktor to stopien naukowy, a profesor - stanowisko, prawda?
                                i jeszcze - jak juz pisalam, Twoja rozmowczyni przyznala (takie mam wrazenie),
                                ze nie ma doktoratu. skad wiec wnioski o jej bezdusznosci?
                                • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: *.block.alestra.net.mx 03.08.04, 17:06
                                  No to teraz już wiesz. Zastanawia mnie twoje zdziwienie, gdyż dobrze
                                  posługujesz się językiem polskim, co wskazuje, że stąd pochodzisz.

                                  W Polsce jest tak, że istnieje tytuł profesora nadzwyczajnego i zwyczajnego.
                                  Tytuł profesora zwyczajnego jest nadawany przez prezydenta i obowiązuje zawsze
                                  i na wszystkich uczelniach, żeby go uzyskać trzeba być dr hab. i spełnić parę
                                  innych kryteriów.
                                  Natomiast tytuł profesora nadzwyczajnego nadaje dana uczelnia i obowiązuje on
                                  tylko na niej, żeby go uzyskać też trzeba mieć stopień doktora habilitowanego
                                  (czy wystarcza sam doktor – chyba nie, ale nie jestem na 100% pewien).
                                  Skąd domniemam bezduszność - to proste - z protekcjonalnego sposobu wyrażania
                                  się i tego co tu przeczytałem. Więcej danych nie posiadam, a zatem na tym się
                                  opieram. A powinnaś wiedzieć, że opinię o kimś wyrabia się już po krótkiej
                                  chwili od pierwszego kontaktu z nim. I nie mów mi tu o stereotypach, bo metoda
                                  ta jest szeroko stosowana przez wielu „światłych” ludzi, co szczególnie
                                  uwidacznia się np. podczas rozmów kwalifikacyjnych.
                                  • Gość: sagan Re: Małe pytanie: IP: *.desy.de 03.08.04, 17:15
                                    owszem, "stad" pochodze, ale nie interesuje sie polskim profesorstwem (bo nie
                                    mam potrzeby)
                                    poza tym chyba jednak pomyliles profesora zwyczajnego z nadzwyczajnym. teraz juz
                                    (tam mysle), nie ma tego rozroznienia (zniesiono "pare" late temu). zarowno
                                    profesor zwyczajny, jak i nadzwyczajny byli prof. tzw "belwederskimi", czyli
                                    nadawanymi przez prezydenta. takowy podpisuje sie "prof. dr hab. ..."
                                    profesury "uczelniane", to co innego niz prof nadzwyczajny. tak jak piszesz,
                                    nadaja go uczelnie "za zaslugi", jest mniej wazny od belwederskiego, i
                                    "wlasciciej" podpisuje sie "dr hab. prof. ..."
                                    tak przynajmniej mi sie wydaje (co do prof zwycz i nadzwycz jestem pewna)

                                    czyli Twoja opinia o rozmowczynu jest oparta na "rozmowie z nia", a nie na jej
                                    wyksztalceniu/domniemanym doktoracie? troche sie to pomieszalo w Twoich
                                    postach...

                                    PS. czy mnie tez uwazasz za bezduszna? (pytanie z czystej ciekawosci, ponoc
                                    opinie umiesz sobie wyrobic po krotkiej chwili ;)
                                    • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: *.block.alestra.net.mx 04.08.04, 15:00
                                      „czyli Twoja opinia o rozmowczynu jest oparta na "rozmowie z nia", a nie na jej
                                      wyksztalceniu/domniemanym doktoracie?”

                                      Kopiujesz różne wątki, z różnych miejsc łączysz je każe mi coś o tym
                                      powiedzieć. Tak w tym wypadku na podstawie rozmowy z nią, jak pisze nad twym
                                      pytaniem.

                                      Tak ciebie też uważam za bezduszną, bo dzisiaj jest duszno.
                    • tad9 Re: Małe pytanie: 03.08.04, 19:26

                      > > Jeszcze raz powiem, że nie jestem przeciwny wykształceniu kobiet.

                      Żeby było jasne: ja też nie jestem przeciwny. To kaprys na jaki nas stać.
              • sagan2 Re: Małe pytanie: 03.08.04, 09:53
                Gość portalu: Lord Vader napisał(a):

                > Kobieta posiada zupelnie inny wachlarz metod wywierania
                > nacisku niz facet i jesli zostaną one umiejętnie wykorzystane sa o wiele
                > skuteczniejsze niz nasze. Natomiast wy walczycie tym co raczej typowo męskie -
                > arogancja, grubiaństwem, ponizaniem - to raczej nie moze przyniesc pozadanych
                > efektów.

                wielu mezczyzn, ktorych znam, twierdzi, z kobietom jest trudniej zrobic kariere
                naukowa, poniewaz sa mniej przebojowe, mniej agresywne, mniej walcza o swoje,
                niz mezczyzni. a jak juz sie zdarzy taka kobieta (tzn dorownujaca mezczyzna,
                absoltnie nie bardziej przebojowa, agresywna czy "waleczna" niz kazdy z nich...)
                to co? jak sie ja nazywa?...
                ... "bitch"...
                • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: *.block.alestra.net.mx 04.08.04, 15:05
                  Pisząc to miałem na myśli prywatne i partnerskie stosunki kobieta-mężczyzna, a
                  nie zawodowe. Przyznaję - wtrąciłem w tym miejscu, co nie trzeba - więc
                  wyjaśniam o co mi chodziło.
            • tad9 Re: Małe pytanie: 01.08.04, 18:57
              ardzuna napisała:


              > Nie. To jest odpowiedź z góry tym wszystkim dżentelemenom, którzy - a
              > zauważyłam ich na tym forum już kilku - zamiast argumentów w dyskusji
              > odpowiadają kobietom: znowu nic nie zrozumiałaś, znowu nie zakumałas, głupia
              > jesteś itd.

              A na czym polegać ma "moc" tej odpowiedzi?
              • ardzuna Re: Małe pytanie: 01.08.04, 19:30
                gdybym była równie uprzejma, jak kilku panów tutaj, zapytałabym: "znowu nie
                zakumałeś"?
                • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: 200.171.38.* 01.08.04, 19:43
                  Powtarzasz się. Było pytanie - nie ma odpowiedzi.
                  • ardzuna Re: Małe pytanie: 02.08.04, 00:53
                    Gość portalu: Lord Vader napisał(a):

                    > Powtarzasz się. Było pytanie - nie ma odpowiedzi.

                    Bo nie chce mi się dywagować na ten temat. Wyjątkowo się ujawniam z
                    przynależnością do Mensy, bo na ogół z ludzi bardzo wyłazą kompleksy, kiedy
                    wiedza, że mają do czynienia z mensaninem. Nakładają swoje wyobrażenia na to,
                    co uwazają, że mensanin pewnie sobie myśli itd. itp. Jestem w M. prawie od 10
                    lat, więc nie pierwszy raz sie stykam z taką reakcją i po prostu nie chce mi
                    się kolejny raz odbywać w tej samej rozmowie. A tad9 radzę, żeby poszukał sobie
                    do takiej dyskusji innego mensanina, najlepiej świeżego, ktoremu sie jeszcze
                    nie znudziło.
                    • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: 216.65.64.* 02.08.04, 14:56
                      Jeśli chodzi o powstawanie kompleksów u „prostego” człowieka po konfrontacji z
                      wykształconym to jest to raczej zrozumiałe i myślę, że nie jest to przez ogół
                      źle odbierane. Gorzej natomiast gdy tworzy się sytuacja odwrotna.
                      Chciałbym widzieć jak ty poradziłabyś sobie w środowisku „roboli”,
                      przypuszczam, że po tygodniu przybiegłabyś z płaczem do domu. Wszystkie twoje
                      atuty stały by się twoim ciężarem.

                      Co do nie ujawniania przynależności do mensy to wydawało mi się, że są tego
                      inne powody, jak np. niechęć do wywyższania się z tego tytułu, ale
                      najwidoczniej się myliłem.
                      Wybrałaś sobie taką, a nie inną drogę – ok. tylko dlaczego z tego powodu
                      stawiasz się ponad resztą i podpierasz tym swój autorytet?
                      Kompleksów i to potężnych może się też nabawić początkujący pracownik naukowy
                      po konfrontacji swej listy płac w wypłatą „robola” średnio prosperującego
                      przedsiębiorstwa. I co mu na to odpowie, jestem od ciebie lepszy, bo mam tytuł
                      naukowy? To jest dopiero dramat i załamka.
                      Kariera naukowa jest jedną z dróg, które można obrać w życiu, i jeśli chodzi o
                      finanse wcale nie najlepszą. A jako osoba, bacznie śledząca wszelkie tendencje
                      powinnaś zauważyć, że obecnie ludzi klasyfikuje się pod względem grubości
                      portfela – czyżby jakiś kompleks?

                      Przyznam też, że poprzedni temat założyłem tak trochę dla „jaj” (ale proszę
                      zwróć uwagę na słowo „trochę”), natomiast ty spadasz jak piorun z jasnego nieba
                      rozstawiając wszystkich po kątach. Widzę, że naprawdę brak ci luzu i dystansu
                      do siebie.
                      I nie interesuje mnie twoja rodzina, to czy coś zrobiłaś tak, czy inaczej, bo
                      widzę, że cała dyskusja sprowadza się do ocen mnie czy ciebie jako osoby, a nie
                      samych poglądów. I robi się z tego cholernie toksyczna dyskusja.
                      • ardzuna Re: Małe pytanie: 02.08.04, 21:52
                        Gość portalu: Lord Vader napisał(a):

                        > Chciałbym widzieć jak ty poradziłabyś sobie w środowisku „roboli”,

                        Nie wiem, na razie nie próbowałam.

                        > Co do nie ujawniania przynależności do mensy to wydawało mi się, że są tego
                        > inne powody, jak np. niechęć do wywyższania się z tego tytułu, ale
                        > najwidoczniej się myliłem.

                        Rzecz w tym, że to otoczenie odbiera ujawnianie przynależności do Mensy jako
                        wywyższanie się, nawet jeśli wyjdzie to na jaw przypadkiem. Osobiście nie
                        uwazam, żeby przynależnosć do M. była czyms wielkim, tym bardziej, że nie
                        miałam problemów z dostaniem się tam ;-P

                        > Wybrałaś sobie taką, a nie inną drogę – ok. tylko dlaczego z tego powodu
                        > stawiasz się ponad resztą i podpierasz tym swój autorytet?

                        Nie, nie stawiam się ponad resztą (widzisz, to jest właśnie ten efekt Mensy:
                        wystarczy mieć w sygnaturce M., żeby ktoś od razu zarzucił stawianie się ponad
                        innymi. W istocie stawiam sę ponad resztą zdecydowanie nie bardziej, niż wielu
                        panów tutaj, zwłaszcza miśków (jak ich kiedyś określala Kinga Dunin).

                        > Kariera naukowa jest jedną z dróg, które można obrać w życiu, i jeśli chodzi
                        o
                        > finanse wcale nie najlepszą. A jako osoba, bacznie śledząca wszelkie
                        tendencje
                        > powinnaś zauważyć, że obecnie ludzi klasyfikuje się pod względem grubości
                        > portfela – czyżby jakiś kompleks?

                        Tzn. jaki kompleks? O mnie ci chodzi? Nie robię kariery naukowej.

                        > Przyznam też, że poprzedni temat założyłem tak trochę dla „jaj” (al
                        > e proszę
                        > zwróć uwagę na słowo „trochę”), natomiast ty spadasz jak piorun z j
                        > asnego nieba
                        > rozstawiając wszystkich po kątach. Widzę, że naprawdę brak ci luzu i dystansu
                        > do siebie.

                        Taaak. Bo gdybym miała prawdziwy luz i dystans do siebie, to przyznałabym, że
                        feminizm jest efektem niewyżycia "sexualnego", podziękowałabym za to, że mnie w
                        tym uświadomiłeś, i zachowywała się ogólnie miło i cieplo, tak jak to robi
                        kazda prawdziwa kobieta, kiedy ktoś sie zachowuje z lekka chamsko, prawda?

                        > I nie interesuje mnie twoja rodzina, to czy coś zrobiłaś tak, czy inaczej, bo
                        > widzę, że cała dyskusja sprowadza się do ocen mnie czy ciebie jako osoby, a
                        nie
                        >
                        > samych poglądów.

                        Wybacz, ale w przypadku wątku założonego przez ciebie naprawdę nie było co
                        oceniać w rozumieniu poglądów.

                        > I robi się z tego cholernie toksyczna dyskusja.

                        Sam zacząłeś. Nie oczekiwałeś chyba po takim dicyum (o niewyżyciu) poklepywania
                        po plecach na tym forum.
                        • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: 216.65.64.* 02.08.04, 23:00
                          Odnośnie mensy to powiem tak, jakie znaczenie ma tytuł taki, czy owaki, jeśli
                          podejmuje się dyskusję w temacie z którego owego tytułu się nie posiada. Według
                          mnie niewielki.

                          >Taaak. Bo gdybym miała prawdziwy luz i dystans do siebie, to przyznałabym, że
                          >feminizm jest efektem niewyżycia "sexualnego", podziękowałabym za to, że mnie
                          >w tym uświadomiłeś, i zachowywała się ogólnie miło i cieplo, tak jak to robi
                          >kazda prawdziwa kobieta, kiedy ktoś sie zachowuje z lekka chamsko, prawda?

                          Skoro podjęłaś się z taką determinacją zaprzeczenia tego pomysłu, to widocznie
                          coś masz na sumieniu. :-)
                          Że nie jesteś miła i ciepła to zauważyłem, nie musisz przypominać. :-)

                          >Wybacz, ale w przypadku wątku założonego przez ciebie naprawdę nie było co
                          >oceniać w rozumieniu poglądów.

                          To twoje zdanie, Polska to wolny kraj i masz prawo uznać, że nie mam racji.
                          Mogę tylko nad tym ubolewać.
                          • ardzuna Re: Małe pytanie: 02.08.04, 23:42
                            Gość portalu: Lord Vader napisał(a):

                            > Odnośnie mensy to powiem tak, jakie znaczenie ma tytuł taki, czy owaki, jeśli
                            > podejmuje się dyskusję w temacie z którego owego tytułu się nie posiada.
                            Według
                            >
                            > mnie niewielki.

                            Dla mnie taki, że nie zauważyłam, iz tak jakby średnia uprzejmości dżentelmenów
                            forowych wzrosła. I o tylko tyle mi chodziło (a może o aż tyle).
                          • ardzuna Re: Małe pytanie: 02.08.04, 23:44
                            Gość portalu: Lord Vader napisał(a):

                            > Skoro podjęłaś się z taką determinacją zaprzeczenia tego pomysłu, to
                            widocznie
                            > coś masz na sumieniu. :-)

                            Aha, czyli chcesz wrócić do punktu wyjścia. To może znów ci napiszę, że ty
                            musisz być strasznie sfrustrowany seksualnie, skoro wchodzisz tu i wyżywasz
                            swój nadmiar energii na forum.
                            • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: *.block.alestra.net.mx 03.08.04, 14:55
                              Moim zdaniem frustracja seksualna, bierze się z niemożności znalezienia sobie
                              partnera. W tym wypadku wydaje mi się, że feministki mają ku temu większe
                              predyspozycje. A to z tej racji, że uważają masę „samców” za przygłupów i
                              ustawiają poprzeczkę tak wysoko, że niewielu ją przeskakuje. Zatem dłużej trwa
                              szukanie takowego (jeśli w ogóle odczuwają taką potrzebę?) i tym większa jest
                              strata w przypadku nie dopasowania się, a tym samym większy jest poziom
                              rozgoryczenia.
                              • ardzuna Re: Małe pytanie: 03.08.04, 15:18
                                Gość portalu: Lord Vader napisał(a):

                                > Moim zdaniem frustracja seksualna, bierze się z niemożności znalezienia sobie
                                > partnera. W tym wypadku wydaje mi się, że feministki mają ku temu większe
                                > predyspozycje. A to z tej racji, że uważają masę „samców” za przygł
                                > upów i
                                > ustawiają poprzeczkę tak wysoko, że niewielu ją przeskakuje. Zatem dłużej
                                trwa
                                > szukanie takowego (jeśli w ogóle odczuwają taką potrzebę?) i tym większa jest
                                > strata w przypadku nie dopasowania się, a tym samym większy jest poziom
                                > rozgoryczenia.

                                Ręce opadają. Szczerze mówiąc nie bardzo chce mi sie z tym dyskutować.
                                Stereotypy aż miło, oczywiście niestety nieadelwatne. Znasz osobiście choć
                                jedną feministkę? Bo ja znam kilka (też niedużo) i one są po prostu RÓŻNE>
                                Zarówno tradycyjnie w gruncie rzeczy nastawione, ze zwykłą rodziną, kochającym
                                mężem i dwójką (albo i czwórką) dzieci, jak i rozwiedzione, popierające aborcję
                                itd. Wyobraź sobie,że wygląda to co do joty tak samo, jak wśród całej reszty
                                zwykłych kobiet.

                                Najlepiej przejdź sie do jakiegoś środowiska feministycznego, porób trochę
                                znajomoscii przestań opowiadać wyssane z palca androny.
                                • Gość: Lord Vader Re: Małe pytanie: IP: *.block.alestra.net.mx 03.08.04, 16:51
                                  Ech, wiem „stereotyp” to słowo – wytrych, można nim uciąć każdą dyskusję,
                                  obalić wszystko co starsze niż tydzień. Stereotypy też nie powstają znikąd, ale
                                  mniejsza o to.
                                  Dziwi mnie też sens istnienia organizacji tego typu w cywilizowanym i
                                  demokratycznym świecie, to że nawet w Polsce można się spełnić życiowo – sama
                                  jesteś tego przykładem. Co więc innego pozostaje – nie równouprawnienie, ale
                                  udowodnienie, że to feministka pociąga za sznurki, gdy zechce się z kimś
                                  związać.
                                  Podstawowe pozytywne cechy ruchu, jak równy dostęp do pracy, ochrona przed
                                  wykorzystywaniem z męskiej strony, itp. zostały dawno zrealizowane, więc w czym
                                  problem?
                                  Zostaje już tylko posuwanie się do tak czasem absurdalnych sytuacji, gdy
                                  kobieta oskarża o molestowanie niewygodnego faceta. I co wtedy – jest
                                  ugotowany, a prym wiodą w tym oczywiście najbardziej „nie zacofane” kraje jak
                                  USA.
                              • Gość: pskw Re: Małe pytanie: IP: *.szczytno.sdi.tpnet.pl 03.08.04, 21:25
                                Lordzie Vader, rozsuń zasłony, wpuść światło do pokoju, otwórz okno i odetchnij głęboko kujawsko-pomorskim powietrzem (3,50 PLN, do nabycia w każdym supermarkecie). Napięcie minie... Choc nie bezpowrotnie.

                                Do Ardzuny: niektórzy moi męscy pobratymcy są ofiarami śmiertelnie groźnej choroby - klisze, kalki i ciasnota umysłowa , będące plonem porannej lektury np. "Naszego Dziennika", powodują u nich poczucie posiadania jedynej objawionej prawdy (tzw. zespół nabzdyczenia retrogresywnego). U zawziętych pań wystarczy popuszczenie gumek od kucyka, u panów niestety wszelka terapia zawodzi. Cała nadzieja w pracach ukrytych w głębokim podziemiu uczonych radzieckich.
                                Pozdrawiam.
                                PS.
                                Nie karm trolli. A przynajmniej nie czyń tego na serio.
                        • Gość: bezdenny Re: Małe pytanie: Mensa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.04, 23:01
                          O co chodzi z tą Mensą? czy mogłabyś wyjaśnić.
                          • tad9 Re: Małe pytanie: Mensa 03.08.04, 19:31
                            Gość portalu: bezdenny napisał(a):

                            > O co chodzi z tą Mensą? czy mogłabyś wyjaśnić.

                            Wygląda na to, że niestety - nie może
                            ;-C
                            • Gość: bezdenny Re: Małe pytanie: Mensa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.04, 20:25
                              tad9 napisał:

                              > Wygląda na to, że niestety - nie może
                              > ;-C

                              Może nadal układa odpowiedź.
                    • tad9 Re: Małe pytanie: 02.08.04, 15:43
                      ardzuna napisała:

                      > A tad9 radzę, żeby poszukał sobie
                      > do takiej dyskusji innego mensanina, najlepiej świeżego, ktoremu sie jeszcze
                      > nie znudziło.

                      Chcesz przez to powiedzieć, że to, co zrobiłaś tutaj, to powszechny zwyczaj
                      wśród członków Mensy? I tak być może. Proszę jednak nadal, o wytłumaczenie, na
                      czym polega "moc" Twojej odpowiedzi. Wierz mi, lub nie, ale nigdy się jeszcze z
                      czymś takim nie spotkałem, a, nie wiem, czy los pozwoli mi zetknąć się jeszcze
                      z jakimś mensianinem.
                • tad9 Re: Małe pytanie: 01.08.04, 20:01
                  ardzuna napisała:

                  > gdybym była równie uprzejma, jak kilku panów tutaj, zapytałabym: "znowu nie
                  > zakumałeś"?

                  Tak - znowu mi się to zdarzyło. Dlatego proszę o wyjaśnienie.
    • dokowski Antyfemiści odreagowują tu kompleksy, to ... 02.08.04, 10:59
      ardzuna napisała:

      > czy na to forum wchodzą wszyscy sfrustrowani mężczyźni w necie, żeby próbowac
      > innym udowodnić, jacy to są świetni i wielcy?

      ... przecież oczywiste. Zakompleksiony damski bokser najsilniej właśnie
      przeżywa swoje problemy, gdy styka się z feministkami, gdyż feministki są swego
      rodzaju elitą - inteligentne, atrakcyjne, pewne siebie. Taki sfrustrowany
      facecik przy feministce czuje się zwyczajnym gnojkiem i nie może tego znieść.
      Stąd właśnie bierze się antyfeminizm i potrzeba pisania na tym forum
      antyfeministycznych bzdur.
    • yamadei Re: Małe pytanie: 26.08.04, 10:11
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka