monikaannaj
16.08.04, 09:47
Piątek, rozpoczęcie olimpiady, w trakcie transmisji bez przerwy słyszę:
pierdekubertę, pierdekubertę...
Niedziela - Otylia Jędrzejczak ma już jeden srebrny medal, zaraz jej kolejny
finał, pan Babiarz odmienia jej imię przez wszystkie przypadki. Sięgam po
Wysokie Obcasy i znajduję taki kwiatek:
"Na początku XX wieku przestrzegano kobiety przed uprawianiem sportu -
intensywny trening miał spowodować maskulinizację, a nawet upośledzenie
umysłowe. Zalecano prace domowe - naukowe opracowania wymieniały nawet, jakie
mięśnie wyrabiają się przy myciu podłogi ruchami okrężnymi, a jakie przy
zamiataniu. Baron Pierre de Coubertin, ojciec idei olimpijskiej, uznawał
żeńskie aspiracje sportowe za "nieestetyczne". "Niech uprawiają wszystkie
sporty, byle się z tym nie afiszowały" - mówił. Ale już w igrzyskach
olimpijskich w 1908 roku mogły startować łyżwiarki figurowe, a w 1912
dołączyły do nich pływaczki i skoczkinie do wody (na słupki wchodziły na
początku w pelerynach)."
Na szczęście nie wszystkie idee barona są wiecznie żywe!