Dodaj do ulubionych

Paradoks tragedii staropanieństwa

16.08.04, 12:20
Dlaczego stara panna jest uważana za osobę nieszcześliwą i przegraną, a stary
kawaler niekoniecznie? Czy pogarda dla starych panien ma jakieś racjonalne
podstawy, czy jest tylko elementem ogólnej pogardy dla kobiet w
patriarchalnej kulturze?

Właśnie uświadomiłem sobie, że rzeczywiście stara panna jest osobą przegraną,
w przeciwieństwie do starego kawalera, który martwić się nie musi, bo prawie
zawsze bez kłopotu znajdzie sobie dobrą żonę, jeśli mu się starokawalerstwo
znudzi. Natomiast stara panna jest w sytuacji o wiele trudniejszej, gdyż
naprawdę ma małe szanse na znalezienie dobrego męża. Czy już domyślacie się
dlaczego tak jest?

Otóż mały odsetek mężczyzn stanowi dobry materiał na męża. Niewielu jest
mężczyzn uczciwych, życzliwych i porządnych. Większość to egoiści, flejtuchy
lub damscy bokserzy. Natomiast kobiety w większości są uczciwe, życzliwe i
porządne. Takim kobietom bardzo źle żyje się w małżeństwie z typowym
mężczyznom. Dlatego dobrzy mężowie żenią się w młodym wieku, bo jeśli kobieta
ma szczęście i na takiego trafi, to zwykle nie szuka już dalej.

Kobieta samotna około 30-stki ma już bardzo małe szanse na znalezienie
dobrego męża, gdyż prawie wszyscy porządni faceci już są mężami. Jest skazana
na nieudane związki, które w oczach jej partnerów - starych kawalerów - są
fajnymi przygodami. Ona jest nieszczęśliwa, oni dobrze się bawią.
Obserwuj wątek
    • ardzuna Re: Paradoks tragedii staropanieństwa 16.08.04, 12:24
      dokowski napisał:

      > Kobieta samotna około 30-stki ma już bardzo małe szanse na znalezienie
      > dobrego męża, gdyż prawie wszyscy porządni faceci już są mężami.

      Coś w tym jest, ale zawsze można sobie jeszcze poszukać młodszego męża ;)
      • titus_flavius Re: Paradoks tragedii staropanieństwa 16.08.04, 15:08
        ardzuna napisała:

        > Coś w tym jest, ale zawsze można sobie jeszcze poszukać młodszego męża ;)

        Chaire,
        tak to świat jest ułozony, ze w kobiecie pociąga faceta przedewszytskim jej
        młodość i uroda. A kobiety poszukują facetów, którzy mają więcej od nich
        inteligencji i wykształcenia, a co za tym idzie pieniędzy, które zależą
        przecież od inteligencji danej osoby.
        Z tych właśnie przyczyn kobiety gustują w facetach starszych do siebie, a
        mężczyźni w młodszych. Ponoć to jest uwarunkowane genetycznie. Ale wiadomo też,
        ze jak nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.
        T.
      • Gość: Sobiepanna Re: Paradoks tragedii staropanieństwa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.04, 21:56
        ardzuna napisała:
        >Coś w tym jest,ale zawsze można sobie jeszcze poszukać młodszego męża;)

        Zauważyłam,że moje koleżanki,które ułożyły sobie życie z młodszymi partnerami są
        szczęśliwsze ,niż pozostałe,mające facetów starszych od siebie.


        Pozdr.S.
        • ardzuna Re: Paradoks tragedii staropanieństwa 17.08.04, 19:09
          Gość portalu: Sobiepanna napisał(a):

          > Zauważyłam,że moje koleżanki,które ułożyły sobie życie z młodszymi partnerami
          s
          > ą
          > szczęśliwsze ,niż pozostałe,mające facetów starszych od siebie.

          Ja też mam młodszego M. :)
    • Gość: misiu Re: Paradoks tragedii staropanieństwa IP: 5.2.* / *.chello.pl 16.08.04, 13:54
      dokowski napisał:

      > Niewielu jest mężczyzn uczciwych, życzliwych i porządnych. Większość to
      > egoiści, flejtuchy lub damscy bokserzy. Natomiast kobiety w większości są
      > uczciwe, życzliwe i porządne.

      ROTFL
      A tom się uśmiał szczerze. Współczuję i zazdroszczę znajomych. :-)
    • uli laurka? 16.08.04, 14:20
      a może niektórzy przechodzą przemianę (nie, nie w karalucha) i dopiero wraz z
      biegiem lat dojrzewają w nich cnoty, umiłowanie porzadku itp?

      poza tym nie idealizowałabym tak kobiet...mimo wszystko...trzeba umieć też
      przezwyciężyć strach i wziąż życie w swoje ręce (np. podjąć niepopularną
      decyzję o porzuceniu męża-durnia, niepopularną decyzję o samotnym posiadaniu
      dziecka itp). samotność nie jest chyba najgorszym wariantem życia, hę? podobno
      męzczyźni gorzej ją znoszą, coś jest widać na rzeczy w kwestii samodzielności.
      za to kobiety całe życie są prymuskami - ofiarami losu, które przecież tak
      dobrze wypełniają swoje role, a jednak ciągle dostaje im się po głowie i nikt
      ich nie szanuje. jedyna konkluzja: trza byc sprytną:-)
      • dokowski Nie idealizuję kobiet. Napisałem "większość" 16.08.04, 14:51
        uli napisała:

        > poza tym nie idealizowałabym tak kobiet...mimo wszystko...

        A nie np. "prawie wszystkie". Myślę, że ocena 60% kobiet za dobre żony nie jest
        idealizowaniem.
      • titus_flavius Re: laurka? 16.08.04, 15:26
        uli napisała:

        > a może niektórzy przechodzą przemianę (nie, nie w karalucha) i dopiero wraz z
        > biegiem lat dojrzewają w nich cnoty, umiłowanie porzadku itp?

        Chaire,
        doświadczenie pokazuje, ze im facet starszy, tym mniej podatny na kształtowanie
        i korzystny wpływ małżeństwa. Tym mniej u niego toleranacji na wady drugiej
        osoby. PO 30-stce zaś stary kawaler jest zupełnie niereformowalny.
        T.
    • apetyt_na_zycie Re: Paradoks tragedii staropanieństwa 16.08.04, 14:25
      dokowski napisał:

      > Kobieta samotna około 30-stki ma już bardzo małe szanse na znalezienie
      > dobrego męża,
      i zazwyczaj wcale już tego nie chce.....
      • ardzuna Re: Paradoks tragedii staropanieństwa 16.08.04, 14:47
        apetyt_na_zycie napisała:

        > dokowski napisał:
        >
        > > Kobieta samotna około 30-stki ma już bardzo małe szanse na znalezienie
        > > dobrego męża,

        > i zazwyczaj wcale już tego nie chce.....

        E nie, bez przesady. Większośc kobiet wcale nie jest aż tak wyzwolona.
        • apetyt_na_zycie Re: Paradoks tragedii staropanieństwa 17.08.04, 13:26
          Możemy się spierać. Większość moich znajomych po 30. nie chce:))
          • ardzuna Re: Paradoks tragedii staropanieństwa 17.08.04, 19:10
            apetyt_na_zycie napisała:

            > Możemy się spierać. Większość moich znajomych po 30. nie chce:))

            A moich nie. Zresztą mam wrazenie, że ci, co nie chcą, raczej tylko mówią, że
            nie chcą. Np. moja kuzynka zarzekała się, że małzeństwo i dzieci to nie dla
            niej, ale kiedy po kilknastu latach bycia razem zmieniła faceta, okazało sie,
            że czemu nie.
            • apetyt_na_zycie Re: Paradoks tragedii staropanieństwa 18.08.04, 08:23
              ardzuna napisała:

              Zresztą mam wrazenie, że ci, co nie chcą, raczej tylko mówią, że
              > nie chcą.

              Ech.... Wrażenie... Może niech się sami wypowiadaja za siebie? Ja nie znoszę,
              jak ktoś wie lepiej ode mnie, czego chcę:))
              • ardzuna Re: Paradoks tragedii staropanieństwa 18.08.04, 10:25
                apetyt_na_zycie napisała:

                > ardzuna napisała:
                >
                > Zresztą mam wrazenie, że ci, co nie chcą, raczej tylko mówią, że
                > > nie chcą.
                >
                > Ech.... Wrażenie... Może niech się sami wypowiadaja za siebie? Ja nie znoszę,
                > jak ktoś wie lepiej ode mnie, czego chcę:))

                Wrażenie to odnosi się do większości osób; oczywiście są nieliczne, które
                naprawdę uwazają, że "Vivat semper wolny stan" (aczkolwiek pierwsi zwolennicy
                tego hasła radykalnie zmienili zdanie, jak wiadomo).
                • Gość: trevik Re: Paradoks tragedii staropanieństwa IP: *.dip.t-dialin.net 18.08.04, 14:00
                  To, ze wiekszosc ludzi stanu wolnego zarzeka sie, ze oni tak wlasnie chca, to
                  jest to normalne. Malo kto ma odwage publicznie sie przyznac, ze mu cos nie
                  idzie. Ja szczerze mowiac malo znam ludzi, ktorzy twierdza, ze chca zyc samotnie
                  - owszem sa np. jacys komputerowi maniacy, ale nawet oni w duchu nie chca byc sami.

                  Stosunek do malzenstwa sie czesto zmienia z wiekiem - wolne zwiazki sa bardzo
                  mile widziane, ale tylko dopoki w podswiadomosci utrzymuje sie na tyle wysoka
                  ocena wlasnej osoby, ze nie bierze sie pod uwage mozliwej samotnosci na skutek
                  utraty obecnego partnera (zakladajac zadowolenie z niego).

                  Najlepiej nie pytac ludzi mlodych, czy malzenstwo to dla nich sprawa warta
                  zachodu, ale tych starszych - tak okolo 50 mozna juz zaczynac. I tych
                  zonatych/zameznych i tych wolnych a zwlaszcza tych wolnych.
                  • apetyt_na_zycie No i kolejny młody człowiek... 19.08.04, 08:21
                    który lepiej niż ja sama wie, czego chcę...
                    Większość ludzi usiłuje mi wmówić, że po prostu nie zdaję sobie sprawy, że chcę
                    tego, czego mówię, że nie chcę..
                    Jak ktoś mi mówi, że chce wyjść za mąż, to nie mówię: tylko tak mówisz, a
                    naprawdę myślisz inaczej. Dlaczego w drugą stronę to działa inaczej?
                    • ardzuna Re: No i kolejny młody człowiek... 19.08.04, 11:15
                      apetyt_na_zycie napisała:

                      > który lepiej niż ja sama wie, czego chcę...
                      > Większość ludzi usiłuje mi wmówić, że po prostu nie zdaję sobie sprawy, że
                      chcę
                      >
                      > tego, czego mówię, że nie chcę..

                      apetyt, nie przeczę, że Ty może rzeczywiście nie chcesz. Niemniej widziałam już
                      tylu ludzi, którzy zaliczyli gwałtowne wolty pogladów w tym względzie (jest to
                      zresztą ulubiony koncept różnych autorów, z literatury polskiej choćby "Śluby
                      panieńskie", a w wersji męskiej "Straszny Dwór" Moniuszki), że jestem trochę
                      sceptyczna. I nie chodzi o to, że uważam, że tylko racjonalizujesz swoją
                      porażkę. Po prostu na danym etapie możesz z największą pewnością uważac jedno,
                      a potem - drugie. Ja sama np. w ogóle nie chciałam mieć dzieci przez dłuższy
                      czas, a potem zapragnęłam i już mam jedno, a chciałabym mieć jeszcze co
                      najmniej troje, jeśli mi się to uda. Ale może znowu mi sie to zmieni.
                      • apetyt_na_zycie Re: No i kolejny młody człowiek... 19.08.04, 12:15
                        Jaką porażkę? Please....
                        Czy to tak trudno zrozumiec, że ktoś ma inne spojrzenie na życie?
                        • ardzuna Re: No i kolejny młody człowiek... 19.08.04, 14:55
                          apetyt_na_zycie napisała:

                          > Jaką porażkę? Please....

                          Tego argumentu użył kto inny, a ja napisałam, że tak NIE UWAŻAM.
                    • Gość: trevik Re: No i kolejny młody człowiek... IP: *.dip.t-dialin.net 19.08.04, 11:55
                      Widzisz.. ja napisalem:

                      "Stosunek do malzenstwa sie czesto zmienia z wiekiem - wolne zwiazki sa bardzo
                      mile widziane, ale tylko dopoki w podswiadomosci utrzymuje sie na tyle wysoka
                      ocena wlasnej osoby, ze nie bierze sie pod uwage mozliwej samotnosci na skutek
                      utraty obecnego partnera (zakladajac zadowolenie z niego)."

                      A Ty znow wciskasz cos innego... Nie twierdze, ze chcesz, twierdze, ze to sie
                      czesto zmienia. I twierdze, ze malo kto chce byc sam.
                      • apetyt_na_zycie Re: No i kolejny młody człowiek... 19.08.04, 12:16
                        Gość portalu: trevik napisał(a):
                        > A Ty znow wciskasz cos innego... Nie twierdze, ze chcesz, twierdze, ze to sie
                        > czesto zmienia. I twierdze, ze malo kto chce byc sam.
                        Niczego nie wciskam. Stwierdzam tylko oczywistość, że sama najlepiej wiem,
                        czego JA chcę. U mnie się nie zmienia:) Proste...
    • ted9 Re: Paradoks tragedii staropanieństwa 16.08.04, 14:29
      dokowski napisał:

      > Otóż mały odsetek mężczyzn stanowi dobry materiał na męża. Niewielu jest
      > mężczyzn uczciwych, życzliwych i porządnych. Większość to egoiści, flejtuchy
      > lub damscy bokserzy.

      Z przykrością muszę przyznać, że sporo w tym racji. Za taki stan rzeczy
      odpowiedzialny jest przede wszystkim patriarchat, który zaszczepia chłopcom
      chore wzorce i nie uczy budowania relacji partnerskich.
    • titus_flavius Re: Paradoks tragedii staropanieństwa 16.08.04, 15:12
      dokowski napisał:

      > Kobieta samotna około 30-stki ma już bardzo małe szanse na znalezienie
      > dobrego męża, gdyż prawie wszyscy porządni faceci już są mężami. Jest skazana
      > na nieudane związki, które w oczach jej partnerów - starych kawalerów - są
      > fajnymi przygodami. Ona jest nieszczęśliwa, oni dobrze się bawią.

      Chaire,
      cóż, tak to jest. Widzę coś jeszcze. Atrakcyjność faceta w oczach kobiet rośnie
      tym bardziej, im bardzie ma on więcej pieniędzy od kobiety. A w Polsce obecnej
      tak to jest, że to kobiety bardzo często dużo zarabiają. Nie dal wszytskich
      starczy facetów bogatszych od nich. Na biedniejszych oczywiście nie spojrzą.
      W POlsce jest bowiem mnóstwo starych panien - zamożnych i wyksztaconych, i i
      starych kawalerów biednych i niewykształconych. GDyby te dwie grupy zmusić do
      małżeńśtw ze sobą, to problem by się rozwiązał :o).
      T.
      • dokowski To jest inny temat 16.08.04, 15:21
        titus_flavius napisał:

        > Atrakcyjność faceta w oczach kobiet rośnie tym bardziej, im bardzie ma on
        > więcej pieniędzy od kobiety.

        Na odwrót to nie działa. Bogata kobieta jest dla przeciętnego faceta
        nieatrakcyjna, gdyż sam ten fakt rozdrapuje jego rany wynikające z jego
        kompleksów.
        • Gość: trevik Re: To jest inny temat IP: *.dip.t-dialin.net 16.08.04, 22:50
          Nie masz racji. To nie jest kwestia wylacznie kompleksow (choc niestety tak
          wielu jest wychowanych, ze gdy zona zarabia wiecej od meza to dostaja nerwicy)
          ale przede wszystkim podejscia kobiet. Taki facet po prostu kobiecie nie
          imponuje i tyle. Tak na to patrzy biologia.
          Poza tym nie chodzi tylko o zarobki - podobnie jest z wyksztalceniem. Kobieta
          przewaznie nie chce wyjsc za gorzej wyksztalconego od niej faceta - tak jest po
          prostu wychowana. Nie bedzie on dla niej "ksieciem z bajki".
          • dokowski To tylko nieporozumienie jak widać 17.08.04, 13:19
            Gość portalu: trevik napisał(a):

            > Nie masz racji. To nie jest kwestia wylacznie kompleksow

            Z tym się zgadzam, nie chciałem dać do zrozumienia, że "wyłącznie".

            > Taki facet po prostu kobiecie nie imponuje... podobnie jest z wyksztalceniem

            I z tym się zgadzam. Podobnie prawdą jest, że faceci z kompleksami kobietom nie
            imponują - mam nadzieję, że i się z tym zgodzisz i to zakończy tę psudopolemikę
            ludzi, którzy mają podobne poglądy.
      • triss_merigold6 Re: Paradoks tragedii staropanieństwa 16.08.04, 17:44
        Te dwie grupy NIGDY się nie zejdą. Zamożna 30-letnia warszawianka z doktoratem
        nie spojrzy na 30-letniego pana Gienia żyjącego pod dawnym geesem (najwyżej
        weźmie go do skoszenia ogródka czy naprawy płotu). Upraszczam oczywiście.

        Jest pewna bariera poniżej której kobiety z opisywanej tu grupy nie zejdą z
        wymaganiami - nawet za cenę samotności, szukania partnera za granicą czy
        samotnego macierzyństwa. Panowie "odrzuty" też nie podciągną się w górę - nie
        ma w nich nic co mogłoby kobietę o wyższym statusie społecznym zainteresować
        (no, może być jurny, młody Jasio na jedną noc, w ramach rozrywki).
        Będziemy mieć społeczeństwo singli albo panowie w kolejnym pokoleniu wyewoluują.
        • titus_flavius obie grupy mają odmienne potrzeby 16.08.04, 17:49
          Chaire,
          związane z płcią przeciwną. Faceci potrzebują kobiet do łóżka, a kobiety nadto
          do płodzenia i wychowywania dzieci, a takze do zaspokajania potrzeb
          psychicznych kobiet.
          Faceci mają łatwiej: potrzeby fizjologiczne zaspokajają w agencjach, które pnoć
          świetnie prosperują nawet w małych miejscowościach.
          A kobiety? Cóż, nic im nie pomoże.
          T.


          triss_merigold6 napisała:

          > Te dwie grupy NIGDY się nie zejdą. Zamożna 30-letnia warszawianka z
          doktoratem
          > nie spojrzy na 30-letniego pana Gienia żyjącego pod dawnym geesem (najwyżej
          > weźmie go do skoszenia ogródka czy naprawy płotu). Upraszczam oczywiście.
          >
          > Jest pewna bariera poniżej której kobiety z opisywanej tu grupy nie zejdą z
          > wymaganiami - nawet za cenę samotności, szukania partnera za granicą czy
          > samotnego macierzyństwa. Panowie "odrzuty" też nie podciągną się w górę - nie
          > ma w nich nic co mogłoby kobietę o wyższym statusie społecznym zainteresować
          > (no, może być jurny, młody Jasio na jedną noc, w ramach rozrywki).
          > Będziemy mieć społeczeństwo singli albo panowie w kolejnym pokoleniu
          wyewoluują
          > .
          • Gość: Klarysa Re: obie grupy mają odmienne potrzeby IP: *.devs.futuro.pl 16.08.04, 18:16
            Hmmm...No cóz, czy tego chciałeś czy nie ,twój portret mężczyzny wygląda
            następująco: jedyne czym myślę, jem ,śpię i po czego uwiądzie umieram to
            penis...Kiepskie masz o mężczyznach, a zatem i sobie zdanie, no chyba ,że 12-
            15 cm rządzi całym Twoim życiem...Smutne...
          • triss_merigold6 Re: obie grupy mają odmienne potrzeby 16.08.04, 18:26
            Być może panowie mają łatwiej, być może nie narzekają na swoją sytuację
            (chociaż z reportaży o wsiach pełnych samotnych mężczyzn na gospodarkach
            wyłania się nieco inny obraz).
            Turystyka erotyczna nastawiona na zaspakajanie potrzeb pań w wieku średnim i
            starszych kwitnie.
            Czy sądzisz, że odmienność potrzeb (zwłaszcza jeśli chodzi o płodzenie i
            wychowywanie dzieci) nakłoni kobiety z grupy o której mówimy do zmiany
            nastawienia i wymagań?
          • Gość: Sobiepanna Re: obie grupy mają odmienne potrzeby IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.04, 20:53
            titus _ flavius napisał:
            >Faceci mają łatwiej:potrzeby fizjologiczne zaspokajają w agencjach,które ponoć
            świetnie prosperują nawet w małych miejscowościach.
            A kobiety?Cóż,nic im nie pomoże.

            Guzik prawda.
            Czasy się zmieniły.
            Istnieją też agencje towarzyskie dla kobiet.

            Pozdr.S.
            • titus_flavius Re: obie grupy mają odmienne potrzeby 16.08.04, 21:20
              Gość portalu: Sobiepanna napisał(a):

              > Istnieją też agencje towarzyskie dla kobiet.

              Chaire,
              to by wystarczyło, gdyby kobiety miały identyczne potrzeby jak faceci. ALe tak
              nie jest. Dlatego też wizyta w agencji nie zaspokoi potrzeb kobiet ...
              T.
              • Gość: Sobiepanna Re: obie grupy mają odmienne potrzeby IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.04, 21:37
                Kobiety mają gusta bardziej wyrafinowane,dlatego agencje towarzyskie dla pań są
                drogie i luksusowe.
                Mężczyżni potrafią zadowolić się ,,byle czym ''
                • titus_flavius Re: obie grupy mają odmienne potrzeby 16.08.04, 21:59
                  Gość portalu: Sobiepanna napisał(a):

                  > Kobiety mają gusta bardziej wyrafinowane,dlatego agencje towarzyskie dla pań

                  >
                  > drogie i luksusowe.
                  > Mężczyżni potrafią zadowolić się ,,byle czym ''

                  Chaire,
                  a więc różnica między płciami polega na tym, że kobiety od życia oczekują seksu
                  wyrafinowanego, a mężczyźni prostego?
                  T.
                  • Gość: Sobiepanna Re: obie grupy mają odmienne potrzeby IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.04, 22:09
                    Sam udzieliłeś sobie odpowiedzi.

                    S.
                    • titus_flavius Re: obie grupy mają odmienne potrzeby 17.08.04, 07:57
                      Gość portalu: Sobiepanna napisał(a):

                      > Sam udzieliłeś sobie odpowiedzi.

                      Chaire,
                      wesołe jest więc Twoje życie - pozazdrościć.
                      T,.
                      • Gość: Sobiepanna Re: obie grupy mają odmienne potrzeby IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.04, 08:55
                        titus_flavius napisał:
                        >wesołe jest więc Twoje życie - pozazdrościć.

                        Za to Tobie nie ma czego zazdrościć.Brak poczucia humoru to duża wada.
                        Czego jednak można wymagać od faceta,który seksualność człowieka traktuje jako
                        obowiązek lub ,,potrzebę fizjologiczną''.
                        Człowiek posiada również duszę,nie tylko ciało.
                        Seks bez miłości niewiele znaczy.

                        Pozdr.S.


                        • titus_flavius Re: obie grupy mają odmienne potrzeby 17.08.04, 09:23
                          Gość portalu: Sobiepanna napisał(a):

                          > Seks bez miłości niewiele znaczy.

                          Chaire,
                          czyli agencje kobietom nie wystarczają?
                          T.
                          • Gość: Sobiepanna Re: obie grupy mają odmienne potrzeby IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.04, 09:31
                            titus_flavius napisał:
                            >czyli agencje kobietom nie wystarczają?

                            A mężczyznom wystarczają?

                            Pozdr.S.
                            • Gość: Klarysa Re: obie grupy mają odmienne potrzeby IP: *.devs.futuro.pl 17.08.04, 12:19
                              Tytusowi flaviusowi w zupełności wystarczają ,krótko mówiąc jest formą ciała
                              pasożytniczego żerującego na tkankach penisa.
                              • zdanka Re: obie grupy mają odmienne potrzeby 17.08.04, 15:20
                                Gość portalu: Klarysa napisał(a):

                                > Tytusowi flaviusowi w zupełności wystarczają ,krótko mówiąc jest formą ciała
                                > pasożytniczego żerującego na tkankach penisa.

                                Mając takiego pasożyta penis musi ledwo zipać. Zapewne jest malutki, chudziutki
                                i w zaniku;-)))
                                • ardzuna Re: obie grupy mają odmienne potrzeby 17.08.04, 19:14
                                  zdanka napisała:

                                  > Mając takiego pasożyta penis musi ledwo zipać. Zapewne jest malutki,
                                  chudziutki
                                  >
                                  > i w zaniku;-)))

                                  :-DDDD O mało nie oplułam monitora :))))
                            • titus_flavius Re: obie grupy mają odmienne potrzeby 17.08.04, 15:18
                              Gość portalu: Sobiepanna napisał(a):

                              > titus_flavius napisał:
                              > >czyli agencje kobietom nie wystarczają?
                              >
                              > A mężczyznom wystarczają?

                              Chaire,
                              tak, najwyraźniej wystarczają. Jest może jedna agencja dla kobiet w Warszawie,
                              zaś dla mężczyzn prawie w każdej wiosce. Mężczyźni ze wsi zaadaptowlai się do
                              tej sytuacji nie dręczy ich depresja z powodu swego starokawalerstwa.
                              T.
      • sloneczko2 Re: Paradoks tragedii staropanieństwa 16.08.04, 19:23
        titus_flavius napisał:

        > W POlsce jest bowiem mnóstwo starych panien - zamożnych i wyksztaconych, i i
        > starych kawalerów biednych i niewykształconych. GDyby te dwie grupy zmusić do
        > małżeńśtw ze sobą, to problem by się rozwiązał :o).
        > T.

        Zapomniałaś o jeszcze jednej grupie starych kawalerów - biednych i dobrze
        wykształconych, a kompletnie pozbawionych talentu do robienia pieniędzy
        (niestety są tacy).
    • Gość: Mariner Re: Paradoks tragedii staropanieństwa IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 17.08.04, 09:30
      Od najdawwniejszych czasów utarł się zwyczaj, że kobieta w małżenstwie powinna
      być młodsza od męża. Dzisiaj jest to raczej sprawa kulturowa, podczas gdy w
      przszłości chodziło o przetrwanie gatunku.
      O ile 20 letnia kobieta znajdzie sobie partnera do 30 lat, o tyle 30 latka już
      w przedziale, powiedzmy do 40 lat. Nie zawsze tak musi być, ale tak jest
      najczęściej.
      I nie chodzi tu wcale o to, że wtedy "odstetek mężczyzn nadających się na mężą
      jest mały" Jest on dokładnie taki sam jak osetek kobiet wartych małżeństwa.
      Pojęcie "warty małżeństwa" jest subiektywne. Fakt, że większośc ludzi żyje w
      parach o tym świadczy. Dla jednego ktoś jest warty tego, dla innego nie.
      Im ludzie sa starsi tym ilość potencjalnych partnerów na "rynku matrymonialnym"
      maleje, choć powstaje "rynek wtórny". Fakt, że kobiety są tu o wiele bardziej
      upośledzone.
      Powoli to się jednak zmienia. Stale rośnie liczba małżeństw rówieśniczych, bo
      przyczyny dla których w przeszłości ta różnica (czasem b.duża) miała miejsce
      powoli zanikaja.
      Największe znaczenie maja tu sprawy prokreacji. Mężczyzna może mieć dzieci do
      późnego wieku. Jeżeli jest dostatecznie bogaty, to (szczególnie w przeszłości)
      nie miało aż takiego znaczenia, że nie doczekał dorosłości swoich dzieci.

      > Niewielu jest
      > mężczyzn uczciwych, życzliwych i porządnych. Większość to egoiści, flejtuchy
      > lub damscy bokserzy. Natomiast kobiety w większości są uczciwe, życzliwe i
      > porządne

      Jest to teza niczym nieuspawiedliwiona, tak jak każde uogólnienie. Np "koty są
      fałszywe" Teza ta najczęściej bierze się z włąsnych smutnych doświadczeń.
      Jeżeli komuś zdarzyło kilka nieudanych związków to może oznaczać tylko pecha.
      Albo istotnie partnerzy byli ne tacy, jak to się oczekiwało, albo te
      oczekiwania były zbyt wygórowane, albo sami się do takich swiązków nie
      nadajemy, czy wreszcie było to poprostu niedpoasowanie charakterów. Nawwt kilku
      napotkanych łajdaków (o ile jeszcze takimi byli) to za mała "próbka badawcza"
      aby ocenić na jej podstawie miliony.
      Odsetek ludzi porządnych i nie, jest podobny w każdej dostatecznie dużej grupie
      ludzi.
      Wiele negatywnych cech powstaje m.innymi poprzez wychowanie dzieci (szczególnie
      jedynaków i jedynaczki) przez samotne matki, które bez reszty poświęcają się
      dzieciom, wychowując egoistów. Bardzo często swoje niepowodzenia przekazują
      swoim dzieciom. Córka samotnej matki bywa często wychowywana w niechęci do
      męskiego rodu. (Ze zrozumiałych powodów chłopcy na takie wychowanie bywają
      odporniejsi.) Łatwo przewidzieć, że tak wychowana kobieta ma potem problemy z
      własnym zyciem. Czytalem, żecórki rozwiedzionych matek, mają znacznie większe
      statystyczne prawdopodobieństwo własnego rozwodu, niż kobiety pochodzące z
      pełnych rodzin. To nawet nie musi być sprawa przelewania an córki swoich
      niepowodzeń, Ale człowiek podczas swojego rozwoju powinien stale mieć do
      czynienia z obydwoma wzorcami osobowości.Dziewczynka, która na codzień widzi
      mężczyznę w domu, łatwiej później może zrozumieć odmienność swojego partnera.
      Do tego należy dodać, że większość ludzi (bez względu na płeć) potrafi robić
      rzeczy wspaniałe, jak i podłe. Zależy to od okoliczności.
      Gdyby przyjąć za prawdę Twoją tezę, że większość mężczyzn to dranie, to
      oznaczało by to, że jest to u ludzi norma A z normą, jak to z normą. Oznaczało
      by to po prostu że tak musi być.
      Na szczęście dla ludzkości, tak nie jest.
      Większość naszych niepowodzeń życiowych bieże sią z nas samych. Człowiek
      niestety, na ogół rzadko jest krytyczny wobec siebie i za swoje nieszczęścia
      wini innych.
      Oczywiście bywają sytuację, że maż - łajdak przuca rodzinę dla młodszej, ale
      porzuconych mężczyzn jest co najmniej tyle samo.
      Najczęściej wina jest rozłożona.
      Na tym forum mówi się o potrzebie partnerstwa. Partnerstwo to nie tylko równy
      udział w wychowywaniu dzieci i prowadzenie domu, ale i a może przede wszystkim
      szanowanie upodobań partnera. Jak że często żony zwalczają nawet
      najniewinniejszy hobby swoich mężów. Z natury praktyczniejsze, nie rozumieją i
      często nie chcą zrozumieć na przykład tego, że mąż lubi wędkować.
      Pani Michalina Wisłocka powiedziała kiedyś w TV, że jednym z najskuteczniejszym
      sposobem wepchnięcia męża w ramiona innej kobiety, jest zwalczanie jego hobby.am
      Na wszystko najlepsze jest zrozumienie partnera i rozsądny kompromis.
      pozdrawiam.
      M.
      • dokowski To niemal bajki z odległej przeszłości 17.08.04, 13:01
        Gość portalu: Mariner napisał(a):

        > 20 letnia kobieta znajdzie sobie partnera do 30 lat, o tyle 30 latka już
        > w przedziale, powiedzmy do 40 lat...
        > Powoli to się jednak zmienia. Stale rośnie liczba małżeństw rówieśniczych

        Juz od kilkunastu lat w krajach cywilizowanych przeciętna różnica wieku między
        małżonkami wynosi około 2-3 lata, a nie 10. To nie może mieć znaczenia dla
        faktu, że starej pannie trudniej znaleźć paertnera niż staremu kawalerowi.

        > Odsetek ludzi porządnych i nie, jest podobny w każdej dostatecznie
        > dużej grupie ludzi.

        Wystarczy porównać statystyki przestępczości kobiet i mężczyzn. Około 10 razy
        więcej jest przestępcami niż kobiet.

        > Czytalem, żecórki rozwiedzionych matek, mają znacznie większe
        > statystyczne prawdopodobieństwo własnego rozwodu

        Charakter i temperament jest częściowo dziedziczony za pośrednictwem genów,
        stąd to większe prawdopodobieństwo. Wyjaśnienia wychowawcze są "takimi sobie
        bajeczkami" - jak mówią naukowcy, które tnie brzytwa Ockhama.

        > Gdyby przyjąć za prawdę Twoją tezę, że większość mężczyzn to dranie, to
        > oznaczało by to, że jest to u ludzi norma A z normą, jak to z normą.

        Podobnie prawdą jest, że większość ludzi to niewykształceni głupcy. Brak
        matury, nie mówiąc już o tytule magistra, jest więc wg Ciebie normą.

        > Oznaczało by to po prostu że tak musi być.

        Na szczęście to, co Ty nazywasz "normą" nie jest tym, co być musi.

        Większość mężczyzn to niewykształceni dranie, ale tak być nie musi.

        > Większość naszych niepowodzeń życiowych bieże sią z nas samych.

        Ciekawe czy o ofiarach gwałtów też masz zwyczaj tak mówić.

        > Na tym forum mówi się o potrzebie partnerstwa.

        Dość rzadko, partnerstwo jest dobre w interesach i grach zespołowych, ale
        miłość i małżeństwo to nie brydż. Partnerstwo w związku, to małżeństwo bez
        miłości.
        • Gość: Mariner Re: To niemal bajki z odległej przeszłości IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 17.08.04, 15:11
          > Juz od kilkunastu lat w krajach cywilizowanych przeciętna różnica wieku
          między
          > małżonkami wynosi około 2-3 lata, a nie 10. To nie może mieć znaczenia dla
          > faktu, że starej pannie trudniej znaleźć paertnera niż staremu kawalerowi.

          Ja też to napisałem i co nie zauwazyłaś tego? Gratuluje spostrzegawczości!

          Przestepczość to także kwesta genów i hormonów. Mamy instynkt walki i
          zdobywania. Jeżeli nie znajduje on ujścia w normalnej rywalizacji, to ulega on
          degeneracji.

          Wykształcenie można zdobyć, natomiast przekreślenie milionów lat ewolucji jest
          niemozliwe.

          Większość mężczyzn to niewykształceni dranie.
          Ciekawe czy o ofiarach gwałtów też masz zwyczaj tak mówić itd

          Trdno dyskutować z kimś kto za odpowiedź ma tylko stereotypy.

          I jeszcze jedno. Gdybym to ja napisał, że kobiety sa podłe i głupie, to
          zostałbym okrzyczany seksistą, lub męskim szowinista, tymczem tak może napisać
          tylko idiota.
          I vice versa!
          M.
          • Gość: misiu Re: To niemal bajki z odległej przeszłości IP: 5.2.* / *.chello.pl 17.08.04, 17:59
            Gość portalu: Mariner napisał(a):

            > I jeszcze jedno. Gdybym to ja napisał, że kobiety sa podłe i głupie, to
            > zostałbym okrzyczany seksistą, lub męskim szowinista, tymczem tak może
            napisać
            > tylko idiota.

            Albo kobieta ukryta pod męskim pseudonimem i chcąca w ten prosty sposób sama
            uchronić się przed zarzutem seksizmu i rozciągania wniosków z własnych,
            nieudanych związków na całą męską połowę ludzkości. :-)
          • dokowski Zauważyłem, a nawet zacytowałem, więc nie udawaj 18.08.04, 16:39
            Gość portalu: Mariner napisał(a):

            > Ja też to napisałem i co nie zauwazyłaś tego? Gratuluje spostrzegawczości!
            >
            > Przestepczość to także kwesta genów i hormonów...

            Dlatego właśnie moja ocena mężczyzn jest prawdziwa

            > Wykształcenie można zdobyć,
            > natomiast przekreślenie milionów lat ewolucji jest niemozliwe.

            Dlatego nawet jeśli wszyscy mężczyźni będą wykształceni, to i tak większość
            będzie draniami

            > Większość mężczyzn to niewykształceni dranie.

            Przekreślenie tego dziedzictwa jest jednak możliwe, gdyż o tym jacy jesteśmy
            decydują nie tylko geny, ale w równym stopniu środowisko (zwane "wychowaniem" w
            tym kontekście). Dobre wychowanie może sprawić, że u co drugiego drania jego
            draństwo nie ujawni się nigdy.

            > Gdybym to ja napisał, że kobiety sa podłe i głupie, to
            > zostałbym okrzyczany seksistą, lub męskim szowinista

            I to byłaby prawda, gdyż tylko idiota wierzy w to, że nie ma różnic między
            kobietami a mężczyznami.

            Większość samców z gatunku homo sapiens jest zła, przypomina samców szympansa,
            a tylko mniejszość jest podobna do samców bonobo, które są z natury dobre.
            Natomiast samice wszystkich trzech gatunków są w większości dobre i co ciekawe,
            właśnie u ludzi ten odsetek dobrych samic jest najwyższy.
        • ardzuna Re: To niemal bajki z odległej przeszłości 17.08.04, 19:19
          dokowski napisał:

          > Gość portalu: Mariner napisał(a):

          > > Czytalem, żecórki rozwiedzionych matek, mają znacznie większe
          > > statystyczne prawdopodobieństwo własnego rozwodu
          >
          > Charakter i temperament jest częściowo dziedziczony za pośrednictwem genów,
          > stąd to większe prawdopodobieństwo. Wyjaśnienia wychowawcze są "takimi sobie
          > bajeczkami" - jak mówią naukowcy, które tnie brzytwa Ockhama.

          Niezupełnie. Masz rację co do częściowej dziedziczności,a częściowego
          naśladowania charakteru i temperamentu rodziców. Niemniej wyższy odsetek
          rozwodów w grupie dorosłych dzieci rozwiedzionych rodziców w skrócie rzecz
          ujmując wynika z tego, że dzieci te raz już zostały porzucone emocjonalnie
          (przez któregoś rodzica), co wplywa na ich dużo wyższy poziom lęku w związku,
          który to lęk sam w sobie jest dla związku zły i może powodowac jego rozpad.
          • dokowski Częściowe dziedziczenie implikuje wyższy odsetek 18.08.04, 16:22
            ardzuna napisała:

            > Masz rację co do częściowej dziedziczności,a częściowego
            > naśladowania charakteru i temperamentu rodziców. Niemniej wyższy odsetek
            > rozwodów w grupie dorosłych dzieci rozwiedzionych rodziców w skrócie rzecz
            > ujmując wynika z tego, że dzieci te raz już zostały porzucone emocjonalnie

            Zdecyduj się więc czy wierzysz w to częściowe dziedziczenie, czy wierzysz tylko
            w takie sobie bajeczki. Wyższy odsetek rozwodów częściowo wynika z cech
            odziedzicznych, a częściowo może wynikać z naśladowania czy innych, mniej
            jasnych powodów.

            Ja nie zaprzeczam możliwości destrukcyjnego wpływu lęku na nastawienie ogólne o
            zaufanie do partnera. Potrafię sobie wyobrazić, że lęk taki może powodować
            skłonność do przypisywania mężowi złych intencji, że niby to kombinuje tylko,
            jak tu doprowadzić do rozwodu i uciec od odpowiedzalności. Zwracam tylko uwagę
            na możliwość, że skłonność do przeżywania takiego lęku może mieć dziedziczne
            podłoże, że takiego leku nie trzeba sie uczyć.

            To jest właśnie to najprostsze wyjaśnienie, naturalnie preferowane przez
            brzytwę Ockhama. Dopóki badania nad bliźniakami i dziećmi adaptowanymi nie
            obalą hipotezy dziedziczenia skłonności do rozwodów, dopóty nie ma sensu
            produkowanie innych wyjaśnień.

            Pamiętaj, że takie badania zrobione już zostały w odniesieniu do maltretowania
            żony przez męża i okazało się, że skłonność do zakochiwania się w damskich
            bokserach jest w znacznym stopniu dziedziczona. Córka takiej matki boi się, że
            popełni taki sam błąd, jak kiedyś matka, świadomie szuka mężczyzny innego niż
            ojciec, a mimo to zwykle daje się oszukać i uwieść damskiemu bokserowi, który
            po ślubie zaczyna ją bijać.

            Dlatego skłonny jestem wierzyć także w genetyczne pochodzenie skłonności do
            nieodpowiedzialnych mężczyzn, tym bardziej, że widać tutaj prosty mechanizm
            selekcyjny, który wspiera geny kobiet dokonujących takiego wyboru. Mianowicie,
            jeżeli kobiecie porzuconej uda się odchować syna takiego lekkoducha, to jest
            duże prawdopodobieństwo, że syn będzie taki, jak jego ojciec, a więc da jej
            wielu wnuków, a więc jej geny odniosą sukces ewolucyjny
            • ardzuna Re: Częściowe dziedziczenie implikuje wyższy odse 18.08.04, 17:55
              dokowski napisał:

              > Zdecyduj się więc czy wierzysz w to częściowe dziedziczenie, czy wierzysz
              tylko
              >
              > w takie sobie bajeczki.

              Już sie zdecydowałam, mój drogi, czemu dałam wyraz w poprzednim poście.
              Dziedzicznosć może miec jakiś wpływ, niemniej większy ma to, co byłeś uprzejmy
              nazwac "takimi sobie bajeczkami".

              > Ja nie zaprzeczam możliwości destrukcyjnego wpływu lęku na nastawienie ogólne
              o
              >
              > zaufanie do partnera. Potrafię sobie wyobrazić, że lęk taki może powodować
              > skłonność do przypisywania mężowi złych intencji, że niby to kombinuje tylko,
              > jak tu doprowadzić do rozwodu i uciec od odpowiedzalności.

              Otóż to.

              Zwracam tylko uwagę
              > na możliwość, że skłonność do przeżywania takiego lęku może mieć dziedziczne
              > podłoże, że takiego leku nie trzeba sie uczyć.

              Można odziedziczyć ogólnie większą lękowość, jednak musisz wiedzieć, ze na
              zachowanie człowieka mogą mieć wpływ czynniki, których nawet sobie nie
              uświadamiamy, np. może być ono dietozależne.

              > To jest właśnie to najprostsze wyjaśnienie, naturalnie preferowane przez
              > brzytwę Ockhama.

              Zapomniałeś, że brzytwa Ockhama eliminuje tworzenie bytów ponad potrzebę, a nie
              więcej niż jednego bytu. Oznacza to, ze jakieś zjawisko wyjaśnia wpływ wielu
              różnych czynników naraz, brzytwa Ockhama nie ma tu nic do roboty.

              Dopóki badania nad bliźniakami i dziećmi adaptowanymi nie
              > obalą hipotezy dziedziczenia skłonności do rozwodów, dopóty nie ma sensu
              > produkowanie innych wyjaśnień.

              Po pierwsze, adoptowanymi. Po drugie, nie są mi znane takie badania. W nauce
              przyjmuje się, że jeśli cos nie jest dowiedzione metodą badawczą, nie można
              odrzucać alternatywnych hipotez; powiem więcej - nawet jeśki coś jest
              dowiedzione metodą badawczą, wskazane jest sprawdzani al;ternatywnych hipotez.
              Gdyby nie takie podejście, nauka stałaby w miejscu.

              > Pamiętaj, że takie badania zrobione już zostały w odniesieniu do
              maltretowania
              > żony przez męża i okazało się, że skłonność do zakochiwania się w damskich
              > bokserach jest w znacznym stopniu dziedziczona. Córka takiej matki boi się,
              że
              > popełni taki sam błąd, jak kiedyś matka, świadomie szuka mężczyzny innego niż
              > ojciec, a mimo to zwykle daje się oszukać i uwieść damskiemu bokserowi, który
              > po ślubie zaczyna ją bijać.

              Otoż właśnie udowodniłeś, że dziedziczność nie ma z tym nic wspólnego; chodzi
              wyłącznie o wpływ środowiska wychowawczego.
              • dokowski Nie podpisuj sie jako Mensa ... 19.08.04, 11:35
                ardzuna napisała:

                > dokowski napisał:
                > > skłonność do zakochiwania się w damskich
                > > bokserach jest w znacznym stopniu dziedziczona.
                > > Córka takiej matki boi się, że popełni taki sam błąd,
                > > jak kiedyś matka, świadomie szuka mężczyzny innego niż
                > > ojciec, a mimo to zwykle daje się oszukać i uwieść damskiemu bokserowi
                >
                > Otoż właśnie udowodniłeś, że dziedziczność nie ma z tym nic wspólnego; chodzi
                > wyłącznie o wpływ środowiska wychowawczego.

                ... kiedy masz podstawy przypuszczać, że zabrakło Ci inteligencji, aby
                zrozumieć to, co przeczytałaś. Napisałem o tym, że jeżeli córka ma genetyczną
                skłonność do damskich bokserów, to wybierze sobie takiego na męża nawet wtedy,
                gdy została tak wychowana, aby zawsze gardzić i nienawidzieć damskich bokserów.
                • ardzuna Re: Nie podpisuj sie jako Mensa ... 19.08.04, 11:40
                  dokowski napisał:

                  > ... kiedy masz podstawy przypuszczać, że zabrakło Ci inteligencji, aby
                  > zrozumieć to, co przeczytałaś. Napisałem o tym, że jeżeli córka ma genetyczną
                  > skłonność do damskich bokserów, to wybierze sobie takiego na męża nawet
                  wtedy,
                  > gdy została tak wychowana, aby zawsze gardzić i nienawidzieć damskich
                  bokserów.

                  Dokowski, nie bądź chamski. to po pierwsze. Po drugie, wyjaśnij proszę, kto
                  dowiódł istnienia "genetycznej skłonności do damskich bokserów" i w którym
                  genie (kombinacji genów) jest zlokalizowana.
                  Widzę, że zażarcie wierzysz w siebie i w swoje hipotezy, ale wytwory twojego
                  umysłu poczęte w oderwaniu od rzeczywistości jeszcze nie wystarczą zamaiast
                  rzetelnej wiedzy, przykro mi. Może odrobina więcej inteligencji i
                  samokrytycyzmu spowodowałaby, że zacząłbyś widzieć miejsce swoich poglądow we
                  właściwych proporcjach.
                  • dokowski Za chamstwo przepraszam 19.08.04, 12:37
                    ardzuna napisała:

                    > Dokowski, nie bądź chamski.

                    Zwykle nie jestem. Teraz będę się też starał nie być.

                    > wyjaśnij proszę, kto dowiódł istnienia "genetycznej skłonności do damskich
                    > bokserów" i w którym genie (kombinacji genów) jest zlokalizowana.

                    Jest na ten temat sporo już literatury, ale juz nie pamiętam, w których
                    książkach akurat o tym było. Pisze o tym Robin Baker w "wojnach plemników" lub
                    w "Wojnach dziecięcych".

                    Natomiast identyfikacja genów i alleli odpowiedialnych za zróżnicowanie
                    zachowań i skłonności, to zupełnie odrębne zagadnienie i bardzo kontrowersyjne.
                    Kiedy już się rozumie genetykę i ewolucjonizm, to staje się jasne,
                    że "lokalizacja" genów jest dla takich zagadnień wiedzą bezwartościową,
                    ponieważ z chemicznego punktu widzenia prawie każdy gen wpływa za zachowanie
                    człowieka.

                    Ewolucja opiera się na zróżnicowanej przeżywalności alleli, ale wywoływana jest
                    zwykle przez oddziaływanie środowiska na cechy fenotypowe, a nie bezpośrednio
                    na geny. W wyniku selekcji naturalnej może więc zdarzyć się (i zdarza się
                    często), że inne geny, a dokładniej geny (podobne) zlokalizowane w innym
                    miejscu, przejmą rolę kształtowania danych cech fenotypowych, a ewolucja nawet
                    tego nie "zauważy".

                    Zdarza się też, że różne geny z różną wydajnością chemiczną uczestniczą w
                    kształtowaniu tych samych cech. W zależności więc od tego, które allele ma
                    który osobnik, zupełnie inne geny mogą kształtować identyczne cechy u różnych
                    osób.

                    Przypomnij sobie badania Mendla, który udowodnił istnienie genów i pokazał, że
                    geny kodują informacje w sposób cyfrowy, a nie analogowy jak to sobie błędnie
                    wyobrażał Darwin. Mendel udowodnił, że cechy, które badał, są dziedziczone
                    przez geny, a nie kształtują się pod wpływem środowiska, mimo że nic nie
                    wiedział o lokalizacji genów. Nie wiedział nawet, jaki jest fizyczny nośnik
                    genów.

                    Domaganie się "lokalizacji" jako dowodu na dziedziczenie, jest skutkiem
                    nierozumienia ewolucji i działania genów. Wszystkie dowody na dziedziczenie
                    podobne są do dowodów Mendla i tylko one dowodami.

                    Natomiast opis lokalizacji genu (DNA) wraz z opisem RNA i białek przez nie
                    kodowanych nie ma nic wspólnego z dowodem na dziedziczny charakter jakiejś
                    cechy fenotypowej.
                    • ardzuna Re: Za chamstwo przepraszam 19.08.04, 14:58
                      dokowski napisał:

                      > Kiedy już się rozumie genetykę i ewolucjonizm, to staje się jasne,
                      > że "lokalizacja" genów jest dla takich zagadnień wiedzą bezwartościową,
                      > ponieważ z chemicznego punktu widzenia prawie każdy gen wpływa za zachowanie
                      > człowieka.

                      Ok, ale pytanie to było pytaniem o twoją wiedzę. Niektóre cechy dziedziczne
                      można w przybliżeniu zlokalizować, i spodziewałam się, że skoro wypowiadasz sie
                      z taką pewnością, może wiesz więcej na ten temat.
            • dokowski Zajrzałem do źródeł i okazuje się, że mam za ... 19.08.04, 11:50
              ... za mało zaufania do własnej pamięci i mądrości - to ciemna strona medalu,
              jakim jest wrodzona skromność. Błąd swój naprawiam.

              dokowski napisał:

              > Dopóki badania nad bliźniakami i dziećmi adaptowanymi nie
              > obalą hipotezy dziedziczenia skłonności do rozwodów

              Ta hipoteza już kilka lat temu uzyskała potwierdzenie, pisze o tym Michael P.
              Ghiglieri, profesor antropolgii z University of Nothern Arizona w
              książce "Ciemna strona człowieka". Skłonność do rozwodów jest w 52%
              uwarunkowana dziedzicznie.

              Zauważcie że wynik około 50% jest zgodny z ogólną zasadą równowagi interakcji
              geny-środowisko (z uwzględnieniem fenotypu rozszerzonego). Taki wynik zwykle
              oznacza, że wpływ genów na zachowanie ludzi (także innych ludzi) jest równie
              silny, jak wpływ zachowania ludzi (a więc także wychowania) na to, które geny
              się rozmnożą, a które wymrą bezpotomnie.
              • ardzuna Re: Zajrzałem do źródeł i okazuje się, że mam za 19.08.04, 15:03
                dokowski napisał:

                > ... za mało zaufania do własnej pamięci i mądrości - to ciemna strona medalu,
                > jakim jest wrodzona skromność. Błąd swój naprawiam.
                >
                > dokowski napisał:
                >
                > > Dopóki badania nad bliźniakami i dziećmi adaptowanymi nie
                > > obalą hipotezy dziedziczenia skłonności do rozwodów
                >
                > Ta hipoteza już kilka lat temu uzyskała potwierdzenie, pisze o tym Michael P.
                > Ghiglieri, profesor antropolgii z University of Nothern Arizona w
                > książce "Ciemna strona człowieka". Skłonność do rozwodów jest w 52%
                > uwarunkowana dziedzicznie.

                Jesteś pewien, że dobrze rozumiesz słowo "dziedzicznie"? Bo po lekturze twojego
                pierwszego postu na ten temat miałam poważne wątpliwosci. Dziedziczność to coś,
                co się odbywa bez jakiegokolwiek wpływu środowiska, w tym środowiska płodowego.
                Jeśli były robione badania na bliźniakach jednojajowych wychowywanych
                oddzielnie i na dzieciach adoptowanych, to może i moglibyśmy uwierzyc w
                wyłączny wpływ genetyczny, ale jest jedno małe ale: jesli bliźnięta były
                wychowywane oddzielnie, a dzieci adoptowane, to znaczy, że ani chybi im się
                pierwsza rodzina rozpadła, więc rozpad założonych przez nie rodzin może być
                równie dobrze wpływem przeżyc w dzieciństwie. Tago się nie da wykluczyć. A
                poniewaz nie da sie wykluczyc, wuięc nie można też chamsko traktowac osób,
                które twierdzą, że nie można tego wykluczyć czy że jest to bardzo
                prawdopodobne. Tym bardziej, że za tą hipotezą przemawia również dotychczasowy
                stan wiedzy w psychologii.
                • dokowski To nieporozumienie 19.08.04, 16:26
                  ardzuna napisała:

                  > Dziedziczność to coś, co się odbywa bez jakiegokolwiek wpływu środowiska

                  Wpływy środowiska decydują o tym, które geny i które allele będą się lepiej
                  rozmnażać, a które gorzej. Na tym polega selekcja, która jest źródłem ewolucji.
                  Dotychczasowa historia pokazała, że najlepiej radzą sobie geny, które
                  programują rozwój organizmu tak, aby rozwój ten zależał od parametrów
                  środowiska. Takie geny wygrały w ewolucyjnym wyścigu.

                  Odbywa się to w uproszczeniu tak oto:

                  1. jeden zespół genów odpowiedzialny jest za zbudowanie termometru, który
                  mierzy tempersaturę powietrza w cieniu;

                  2. drugi zespół genów odpowiada za zbudowanie czujnika, który śledzi wskazania
                  temperatury i jeśli temperatura przekroczy określoną wartość, to produkuje
                  hormon budzący

                  3. Trzeci zespół genów nie robi nic, tylko czeka uśpiony, aż nie obudzi go
                  hormon budzący. Kiedy już zostanie obudzony, to sam zaczyna produkować hormony,
                  które przekształcają młodą samicę w dojrzałego samca.

                  I w ten sposób mamy zaprogramą przez geny reakcję na zmianę w środowisku.
                  Większość naszych cech odziedziczonych po przodkach ma taki właśnie charakter -
                  rozwijają się dopiero pod wpływem określonych sygnałów ze środowiska, sygnałów,
                  które wcale nie muszą w ogóle się pojawić.

                  Sygnałem takim może być niekoniecznie coś tak trywialnego jak temperatura,
                  ale może to być bardzo złożony wpływ wychowawczy, np. pokazanie jakiegoś wzorca
                  zachowania. W taki sposób dziedziczona jest pederastia w części swoich
                  przypadków. Matka przekazuje synowi w chromosomie X uśpiony zespół genów typu
                  3. wrażliwości na męskie wdzięki, jeżeli jednak chłopiec nie zostanie w
                  młodości bzyknięty przez wujka, to czujnik zbudowany przez zespół typu 2.
                  starzeje się i umiera, a w dorosłym człowieku zespół 3. nie ma już szans na
                  przebudzenie. Taki człowiek nigdy się nie dowie, że odziedziczył skłonność do
                  pederastii.

                  > Jeśli były robione badania na bliźniakach jednojajowych wychowywanych
                  > oddzielnie i na dzieciach adoptowanych, to może i moglibyśmy uwierzyc w
                  > wyłączny wpływ genetyczny, ale jest jedno małe ale: jesli bliźnięta były
                  > wychowywane oddzielnie, a dzieci adoptowane, to znaczy, że ani chybi im się
                  > pierwsza rodzina rozpadła, więc rozpad założonych przez nie rodzin może być
                  > równie dobrze wpływem przeżyc w dzieciństwie. Tago się nie da wykluczyć.

                  Na szczęście mamy też badania nad korelacją cech pomiędzy bliźniakami żyjącymi
                  w szczęśliwych rodzinach, a także zwyczajnym rodzeństwem ze szczęśliwych
                  rodzin, a także pomiędzy "rodzeństwem" gdzie jedno z dzieci jest adoptowane,
                  albo gdzie tylko jeden z rodziców jest wspólny. Są to badania całościowe, które
                  uwzględniają wszystkie tego rodzaju zastrzeżenia - nie myśl, że biolodzy są
                  tępakami, którzy nie potrafią wykluczyć ubocznych czynników zakłócających
                  eksperyment.

                  > dotychczasowy stan wiedzy w psychologii.

                  Tak zwana psychologia klasyczna (behawioryzm, psychoanaliza, poznawcza,
                  humanistyczna itd.) to zbiór mitów nawzajem sobie zaprzeczających. Większość
                  tych mitów została juz przez naukę obalona. Np. behawioryzm obalony został
                  przez eksperyment z drucianą i pluszoną matką zastępczą oraz wiele podobnych, a
                  psychoanaliza została obalona przy okazji wielu głośnych w USA procesów
                  sądowych o odszkodowanie, które psychoanalitycy poprzegrywali, kiedy
                  udowodniono, że "leczone" przez nich zaburzenia ustępują natychmiast po podaniu
                  lekarstwa.

                  Wydany ostatnio przez gdańskie wydawnictwo psychologicznme
                  podręcznik "Psychologua Ewolucyjna" pokazuje, że i w Polsce klasyczna
                  psychologia już się skończyła. Już tylko fanatyczni wrogowie biologii
                  ewolucyjnej bronią dawnych mitów.
    • Gość: Karol Re: Paradoks tragedii staropanieństwa IP: 195.85.227.* 19.08.04, 16:37
      moim zdaniem tak się dzieje ponieważ zarówno panie jak i panowie w pewnym wieku
      zaczynają mieć swoje jakieś upodobania, przyzwyczajenia itp rzeczy które w
      młodości jeszcze sie nie ukształtowały lub nie zwracało się na nie uwagi. W
      młodym wieku wielu rzeczy się nie dostrzega. Jak kobieta ma swoje mieszkanie w
      jakiś sposób go urządza, lubi jakieś kolory, przedmioty i nagle pojawia sie
      facet któremu nie podoba się że w jej mieszkaniu nie ma miejsca na postawienie
      kompa bo każdy szczegół w tym mieszkaniu jest już dopracowany i kobieta wcale
      nie jest skora do zmian i wstawienia tam jakiegoś biurka które nie pasuje do
      wystroju. Wówczas powstaje bunt po obu stronach. Co innego jest gdy małżeństwo
      razem kupuje mieszkanie i razem ustala coś.
      Dlatego uważam że najlepsze jest małżeństwo!:)
      Wiadomo że nie każdy znajdzie tą swoją drugą połówkę no ale takie życie...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka