bigoseczek
24.06.05, 03:14
Załóżmy że świat wygląda tak jak sobie feministki wymarzyły. Jesteśmy równi
pod względem praw i obowiązków.
Załóżmy że mój syn żyjący w takich realiach pozna w szkole kumpla na całe
życie, będącego kobietą ich możliwości intelektualne będą równe(jedyne co ich
będzie różnić pod tym względem to fakt że on odróżnia lewą od prawej i
potrafi odwrócić w wyobraźni czterdziestoośmiościan foremny, ale za to nie
potrafi sobie umyć siusiaka i czasem ma problemy z ortografią-ale bardzo się
lubią pomagają sobie rozumiejąc swoje ułomności, szczególnie chętnie ona
pomaga mu myć siusiaka ;P- panuje idealna równość)
I na wycieczce w górach pojawia się problem, bo mój syn wziął mały plecak
pominął mydło i ręcznik gdyż uznał że to nie potrzebne, w końcu nie po to się
chodzi w góry żeby myć siusiaka- pomyślał Za to jego „kolegażanka” zabrała
dwa ręczniczki i dwa mydełka- myśląc on pewnie nie weźmie to wezmę dwa
komplety. I tu pojawia się problem gdyż nie dość że kolegożanka jest słabsza
to jeszcze ma większy plecaczek. Powiedzmy ze wyprawa jest długa i koleżanka
już nie daje rady dalej iść. Mój syn jest zły, bo chciał się zmierzyć z
górami, a jego kolegażanka nic nie rozumie, tylko marudzi i do tego jeszcze
wzięła te mydełka…Kolegażanka jest zła bo przecież mieli sobie pomagać na
dobre i na złe, do tego jest maruderem nie z własnej woli, gdyby była
silniejsza to pewnie by dotrzymywała mu kroku, do tego te ciążące w plecaku
mydełka i ręczniki. Niestety mój syn nie pomoże, bo za darmo nic na świecie
nie ma. Za to że mi myjesz siusiaka ja ci mówię która to lewa, a która prawa,
w zamian za to że mi mówisz co pisze na mapie ja nie pozwalam ci się rozbijać
o drzewa. W kłótni kolegażanka mówi mojemu synowi że idzie wolno, bo niesie
jego mydełko. Na co on odpowiada przecież ja go nie potrzebuję, i wtedy
koleagażanka jest wkurzona, bo poświęciła się dla mojego syna, a on to olewa
i do tego jeszcze bezczelnie nie pomaga, legitymując się równością, a to że
wzięła dla niego mydełko nazywa głupotą.
Powiedzmy że doszli do porozumienia i teraz mój syn niesie dwa plecaczki, w
zamian za to że ona o nim pomyślała- co jest dość głupie z jego strony, bo
niby czemu ma płacić za błędy innych, ale w końcu czego się nie robi dla
przyjaźni. Po kolejnych paru kilometrach kolegażanka znów staje i marudzi że
dalej iść nie może, nie ma w tym jej winy czy złych chęci, ot organizm nie
może… I znów mój syn nie zostawi przyjaciela w potrzebie, weźmie ją na barana
i zaprowadzi do schroniska. Tytko że to już drugie poświecenie, za które nie
dostaje nic…I w duszy pyta samego siebie gdzie ta równość- robie więcej??
Więc rano w schronisku zażąda od kolegazanki by umyła mu siusiaka dwa razy -
bo to lubi(i to właśnie nazywacie dyskryminacją i szowinizmem). Koniec
historii.
Już prościej się nie dało, bo gdy pisze zawilej większość z was nie łapie.
Przyjmując nawet równość intelektualną, do półki będziemy silniejsi równości
nie będzie. A dążąc do niej napotykacie opór większości mężczyzn nie ze
strachu przed równością, tylko jej brakiem. Bo kiedy mówicie, o równości w
pracy myślicie o równości w pracach intelektualnych, a nie fizycznych. Jeśli
by przyjąć że kobieta ma równy start do nauki co mężczyzna i nasza
inteligencja jest równa, a w gospodarce stosunek prac fizycznych do
umysłowych jest 50/50. wszyscy mężczyźni zostają robolami, bo wy się na
stanowiskach fizycznych gorzej od nas sprawdzacie. I tutaj niewątpliwy atut
jakim jest siła, staje się męskim ciemiężycielem. A przecież skoro posiadamy
przewagę, dlaczego mamy ustępować?? Jest to nie dość wbrew logice jak i
ewolucji. W życiu nie uderzyłem kobiet(chociaż posiadam przewagę siły),
zawsze was drogie panie szanowałem i szanować będę, znam dziewczyny
mądrzejsze ode mnie jaki głupsze, ale o „równość” nie ma co walczyć, wasza
równość jest niesprawiedliwa.
PS Pamiętajcie że nietykalność osobistą zawdzięczcie mężczyzną (na długo
przed tym zanim powstał ruch feministyczny), co zupełnie nie jest nam na
rękę, ale nie gwałcimy i nie bijemy kobiet co więcej zabroniliśmy tego
prawem, ze względu na to że was kochamy i szanujemy, a nie dlatego że robimy
wam łaskę- jak pewnie większość z was zrozumiał ostatnie zdania mojej wywodu
A gdyby historia potoczyła by się odrobione inaczej, dziś pewnie
siedziałybyście, w klatkach i tylko służyły do reprodukcji, przyjemności i
wychowania dzieci. Tak nie jest, gdyż ci „źli” mężczyźni wam na to pozwalają,
a powalają gdyż kochają i szanują. Gdyby nie kochali i szanowali to co
stałoby na przeszkodzie temu żeby trzymać was w klatkach i co kilka godzin
jak przyjdzie ochota walnąć w łeb i zgwałcić?? I to nie jest moje marzenie bo
pewnie zraz się takie głosu posypią, tak by wyglądała wasza rzeczywistość,
gdybyśmy woleli was widzieć jako niewolnice, a nie jak księżniczki. Więc
myślę że trochę pokory i zrozumienia z waszej strony nam się należy, bo my
naprawdę lubimy nosić wasze mydełka:)
A jeśli któraś ma wątpliwości co do męskiej przewagi siły, to sześć kobiet
nie jest w stanie poradzić sobie z jednym 55kg wychudzonym facetem w wieku
60lat, który wpadnie w szał. Widziałem nie raz w ochronce w którym jestem
wolontariuszem.