psycholog.w
10.08.02, 15:11
RUCH WYZWOLENIA KOBIET/FEMINIZM
Początkowo ruch feministyczny nazywano ruchem wyzwolenia kobiet. Zmiana tej
nazwy jest czymś bardzo interesującym. "Ruch wyzwolenia kobiet" był ruchem
radykalnym, sugerującym duże zmiany w sposobie, w jaki kobiety są widziane i
w jaki żyją. W latach 1972-73 byłem gościnnie wykładającym profesorem na
Uniwersytecie Kalifornia w Santa Cruz. Ruch Wyzwolenia kobiet, o którym
czasami mówi się również jako o ówczesnym feminiźmie, był potężnym, twórczym
ruchem sugerującym, że kobiety są tłumione w swej roli gospodyń domowych i że
życie powinno pociągać za sobą więcej niż troszczenie się o dom i
wychowywanie dzieci. Kobiety powinny mieć równość w pracy, w sypialni i w
ogóle. Jak wówczas obserwowałem, ważną częścią tego ruchu była swoboda
seksualna i kobiety sprzeciwiały się temu, co działo się w stosunkach damsko-
męskich. Role seksualne mogą być oczywiście bardzo ograniczające (Cyrus,
1993). Zwolenniczki tego ruchu mówiły, że wyzwolenie kobiet wyzwoli również
mężczyzn i wydawało się to celnym stwierdzeniem. Większa swoboda seksualna
kobiet i odgrywanie przez nie mniej konwencjonalnych ról oznaczałoby większą
swobodę dla mężczyzn. Aby zademonstrować swą swobodę, wiele zwolenniczek
ruchu wyzwolenia kobiet pojawiało się na koncertach rockowych w stroju
topless, demonstrując swą wolność od opresywnych reguł i praw.
W późniejszych latach termin "wyzwolenie kobiet" słyszało się coraz rzadziej
i został on zastąpiony przez "feminizm". Jest mniej jasne, co
znaczy "feminizm". "Wyzwolenie" oznacza radykalną zmianę, podczas
gdy "feminizm" wydaje się oznaczać mniej. "Feminizm" wydaje się oznaczać
prawa kobiet, bez sugerowania jakiejkolwiek potrzeby wyzwolenia od
konwencjonalnych standardów.
NACISK NA PORNOGRAFIĘ I NAPASTOWANIE SEKSUALNE
Pornografia
Ostatnio wiele feministek nie tylko wydało się osłabić swe zainteresowanie
wyzwoleniem i swobodą seksualną, ale stało się seksualnie represywnymi. Dwa
główne przykłady to (1) feministyczne potępienie pornografii i próba
pokazania, że jest ona główną przyczyną gwałtów, i (2) feministyczny nacisk
na napastowanie seksualne.
Co się tyczy kwestii pornografii, feministki wydają się myśleć płytkimi
kategoriami. Gwałciciele nie są motywowani głównie pornografią, o ile w ogóle
są nią motywowani. Mogą być pojedyncze przypadki, gdzie gwałciciele przed
popełnieniem przestępstwa czytają czy oglądają pornografię, ale nie oznacza
to, że gdyby nie było pornografii, to nie byłoby gwałtów. Nie możemy
twierdzić, że coś jest podstawą czegoś innego tylko dlatego, że do drugie
następuje po tym pierwszym. Jeśli tak robimy, to popełniamy błąd
logiczny "post hoc ergo propter hoc". W rzeczywistości praca z gwałcicielami
i czytanie badającej ten problem literatury pokazują, że wielu gwałcicieli
pochodzi z represyjnych, surowych środowisk, gdzie słuchanie i czytanie o
seksie oraz oglądanie jego wizerunków jest tabu. Najlepszą pracą na ten temat
są obszerne badania Committee on Obscenity and Pornography (1970), który
dysponując ogromnymi środkami doszedł do wniosku, że pornografia ma niewielki
lub żaden wpływ na zachowanie. Komisja ta stwierdziła w jednym ze swych
badań, że gwałciciele opowiadali o mniejszym narażeniu na pornografię w swej
młodości niż nie-gwałciciele. Choć musimy zachować tu ostrożność związaną ze
źródłem danych, w oczywisty sposób nie zgadzają się one z feministycznym
kojarzeniem pornografii i gwałtu, i faktycznie dowodzą czegoś przeciwnego.
Mętna jest też kwestia, czym jest pornografia. Feministki zazwyczaj włączają
do swej definicji pornografii stosunkowo łagodną nagość z "Playboya", co jest
rzeczą wątpliwą. Gloria Steinem, czołowa liderka feministyczna (z którą
zazwyczaj się zgadzam), powiedziała, że pornografia jest zła, ale erotyka
jest dobra. Kłopot w tym, że bez jasnej definicji pornografia to erotyka,
której ona nie lubi, a erotyka to pornografia, którą ona lubi. Amerykańskie
społeczeństwo jest bardziej purytańskie i zahamowane seksualnie niż wielu
myśli (Eisenman, 1991a). Wiele krajów na świecie ma mniej tabu niż my, jeśli
chodzi o nagie ciało. Można zrobić tu uwagę, że bylibyśmy zdrowszym
społeczeństwem, jeśli mielibyśmy więcej swobody co do nagości i seksualnie
podniecających materiałów. W krajach skandynawskich zalegalizowanie
pornografii wiąże się z mniejszym, nie większym napastowaniem dzieci. Mógłbym
wyłączyć tu pornografię, która łączy kobiecą nagość z przemocą. Ta
kombinacja, łącząca w czyimś umyśle kobiecą seksualność i przemoc może być
szkodliwa, ale sądzę, że większość innej pornografii jest dobrotliwa. Cała
idea, że nagość i seks są złe jest częścią amerykańskich wartości, którą
trzeba przezwyciężyć, jeśli ludzie mają zostać wyzwoleni. Jeśli tak by się
stało, to to, co nazywamy pornografią (w tym "Playboy") nie byłoby wielkim
problemem i byłoby widziane tylko jako jedna z form rozrywki. Tymczasem
dzisiaj, przy wszystkich naszych seksualnych zahamowaniach, widzimy
pornografię (czy erotykę: używam tych terminów wymiennie, gdyż wątpię, by
można je rozróżnić) jako coś satanicznego.
Napastowanie seksualne
Zamiast dążyć do swobody seksualnej feministki wydają się próbować zabrać
część tej swobody mężczyznom. Prześladowaniu mężczyzn, którzy nie stosują się
do pewnego konserwatywnego standardu seksualnego zachowania posłużyła
koncepcja "napastowania seksualnego". Oczywiście trzeba podkreślić, że
prawdziwe napastowanie seksualne jest czymś okropnym i wywiera na ofiary
niszczący efekt. Ale feministki zarzuciły swe sieci dużo szerzej, tak że jako
napastowanie seksualne uznawane jest opowiedzenie świńskiego dowcipu czy
powieszenie na ścianie plakatów z seksbombami. Kobiety twierdzą, iż chcą, by
mężczyźni byli bardziej szczerzy i otwarci, ale jeśli jakiś mężczyzna jest
szczery mówiąc kobiecie o swym seksualnym zainteresowaniu nią, zostaje
narażony na oskarżenie o napastowanie seksualne, ponieważ można mu zarzucić
czynienie niechcianych awansów. Ponieważ często niemożliwe jest wiedzieć, czy
awanse są chciane, czy nie, stawia to tego mężczyznę, jeśli chce on uniknąć
oskarżeń, w obliczu konieczności hamowania swego zachowania. Rezultat
przypomina mi pewien rysunek, który kiedyś widziałem: mężczyzna i kobieta
mijają się na ulicy. Widzi się, co myślą. Każde z nich chciałoby zbliżyć się
do drugiego, ale boi się negatywnej oceny - tak, że mijają się bez słowa. W
pewnym programie telewizyjnym feministka Robin Morgan powiedziała, że
mężczyźni mogą uniknąć napastowania kobiet stosując się do następującej
zasady: "Jeśli nie jesteś pewien, to nie rób tego". Choć oczywiście spowoduje
to zaprzestanie obraźliwego zachowania, wyeliminuje to także jakikolwiek
rodzaj zachowania twórczego czy wiążącego się z ryzykiem. Jest to porada
represyjna.
Feministki w dużym stopniu wygrały ten bój o napastowanie seksualne. Ich
stanowisko stało się w tym kraju prawem i łatwo jest wnieść skargę o takie
napastowanie. Wiele organizacji, bojąc się procesów, bierze stronę kobiety i
karze mężczyznę, często bez żadnej rozprawy lub z rozprawą jedynie formalną,
gdzie mężczyzna jest pewien, że będzie "skazany", tak by organizacja mogła
powiedzieć: "Patrzcie, sprzeciwiamy się napastowaniu seksualnemu".
Choć innym razem bywa, że wnoszące skargi kobiety są same prześladowane i
organizacja nie zajmuje się rzeczywistym, ciągłym napastowaniem. Przykładem
mogą być gwałty w wojsku, według doniesień prasowych z 1992 r. Wiele kobiet-
żołnierzy jest gwałconych przez żołnierzy-mężczyzn, ale często nie wierzy się
im i są one dalej nękane przez wojsko.