tomekpk
30.12.05, 15:59
W sierpniu na przystanku PKS w Krakowie zza okna autokaru relacji Zakopane -
... spojrzalem na dziewczynę. Pewnie studentka. Sądząc po karnacji i
sposobie ubierania oraz bycia pochodzenia arabskiego. Wystarczyło popatrzeć
na nią a uśmiechała się szczerze. Uśmiech ani zalotny ani wyzywający. Po
prostu uśmiech życzliwy. Uśmiech, którego nie znajdziemy u kobiet z Polski
albo tzw. krajów rozwiniętej cywilizacji. Tu panuje posępność i zimno. Tu
popatrzeć to znaczy być zboczeńcem i śliniącym się podrywaczem. Chore umysły
nie przyjmują ewentualności, że ktoś pragnie tylko przyjaznego gestu. Tutaj
wszystko jest przefiltrowane przez myśl o pożądaniu. Tutaj trzeba się
zastanowić czy to przypadkiem nie dyskryminacja, molestowanie. Mamy być
robotami patrzącymi przed siebie, zakładać klapki na oczy.
Ona była czysta. Biła z niej dostojność. Kobiecość. Łatwość docenienia.
Potrzeba zwykłej ludzkiej bliskości. Potwierdzała wyższość jej kultury, która
trwała, gdy myśmy dopiero raczkowali. Być może są biedni. Doświadczył ich
często najgorszy los. Pojawiali się niegodziwi przywódcy. Są jednak poprzez
to uszlachetnieni. Bardziej ludzcy. Trucizna jeszcze tam nie dotarła.
Kobiecość to nie kuse ubrania. To nie wyzywający sposób bycia. To nie pusty
śmiech blondynek. To nie głupia inteligencja jak w serialach z Joanną
Brodzik. To nie utrzymywanie utrzymanków i władcze gesty. To nie fetysze. To
nie Maria Magdalena.
Kobiecość tkwiła w tamtych oczach...