Dodaj do ulubionych

Molestowanie a flirt

IP: *.localdomain / 195.117.90.* 05.01.03, 13:21
Gdzie kończy się flirt a zaczyna molestowanie. W jednym z wątków został
poruszony problem molestowania studentek na uczelniach i przeraziło mnie to,
że sprawy takiej nie ma. Że Polacy nie uznają molestowania. Że łapanie za
pupę, przytulanie się, sadzanie na kolanach to wszystko nie jest
molestowaniem. Więc dlaczego Amerykanie potrafią za taką sytuację wsadzić do
więzienia, a Polacy tylko wyśmieją i to nie winnego a poszkodowaną, której
pewnie coś tam się w głowie pomieszało i w dodatku sama chciała.
Więc gdzie kończy się flirt a zaczyna molestowanie?
Obserwuj wątek
    • Gość: maly.k Re: Molestowanie a flirt IP: *.sympatico.ca 05.01.03, 21:15
      Amerykanie nikogo nie wsadzaja do wiezienia za molestowanie.

      Pozdrawiam,

      mk.
      • Gość: barbinator Re: Molestowanie a flirt IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.03, 22:00
        Gość portalu: maly.k napisał(a):

        > Amerykanie nikogo nie wsadzaja do wiezienia za molestowanie.
        >
        > Pozdrawiam,
        >
        > mk.

        A co robią? Bo chyba jakieś kary są, podobno Amerykanie to pod tym względem
        awangarda. Wiesz może coś konkretnego jak to u nich wygląda, jakie wyroki
        zapadają w takich procesach? No i gdzie ich zdaniem kończy się flirt a zaczyna
        molestowanie?
        • Gość: maly.k Re: Molestowanie a flirt IP: *.sympatico.ca 05.01.03, 22:57
          Zdecydowana wiekszosc spraw o molestowanie (poza
          ekstremalnymi przypadkami przesladowania - i poza
          gwaltami, ale to przeciez nie jest molestowanie) nie jest
          sprawami karnymi, a cywilnymi. Po prostu 'ofiara' pozywa
          'sprawce' o odszkodowanie.
          Slowa 'ofiara' i 'sprawca' wzialem w cudzyslow, gdyz
          zwykle nie pozywa sie bezposredniego sprawcy, ale jego
          np. pracodawce, jesli rzecz miala miejsce w pracy.
          Przyczyna jest prosta - firme mozna oskubac na wiecej,
          przecietny pracownik nie jest wart zachodu (ok. 40%
          trzeba odpalic prawnikowi).

          Z tego ukladu wynikaja owe slynne paranoidalne regulacje
          'andyrandkowe' w wielkich firmach amerykanskich. To, ze
          za molestowanie mozna latwo wyleciec z pracy wynika
          wlasnie z tego. Nawet jesli molestowanie bylo czysto
          urojone.

          Pozdrawiam,

          mk.
          • Gość: tad XI - te NIE MOLESTUJ IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 10.01.03, 17:23
            To dziwne, że nikt nie dyskutuje tutaj o zmianach Kodeksu Pracy, przecież była
            o tym mowa w Sejmie. Przyjęto projekt przepisu przeciw molestowaniu. Definicja
            molestowania (cytuję z pamięci): "Jakiekolwiek zachowanie, z podtekstem
            seksualnym, którego celem, albo skutkiem jest naruszenie godności pracownika".

            Proszę o opinie. Jesteście za czy przeciw temu przepisowi?

            PS
            Wpadłem na pomysł kolejnej reformy. Otóż, jak łatwo zauważyć, ludzie są często
            dla siebie nieprzyjemni. Trzeba coś z tym zrobić! Proponuję wprowadzić przepis
            gwarantujący, że wszyscy będą dla siebie mili, a zachowania niemiłe, będą
            karalne. Definicja zachowania niemiłego: "Jakiekolwiek zachowanie, którego
            celem albo skutkiem jest naruszenie dobrego samopoczucia waspółobywatela/ki".
            Jeśli ktoś zarzuca, mi, że sprowadam rzecz do absurdu, to niech wykaże, że moja
            propozycja jest absurdalniejsza od rządowej.
            • Gość: barbinator XII - nie gadaj głupstw IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 10.01.03, 21:21
              Gość portalu: tad napisał(a):

              > To dziwne, że nikt nie dyskutuje tutaj o zmianach Kodeksu Pracy, przecież
              była
              > o tym mowa w Sejmie. Przyjęto projekt przepisu przeciw molestowaniu.
              Definicja
              > molestowania (cytuję z pamięci): "Jakiekolwiek zachowanie, z podtekstem
              > seksualnym, którego celem, albo skutkiem jest naruszenie godności pracownika".
              >
              > Proszę o opinie. Jesteście za czy przeciw temu przepisowi?
              >
              > PS
              > Wpadłem na pomysł kolejnej reformy. Otóż, jak łatwo zauważyć, ludzie są
              często
              > dla siebie nieprzyjemni. Trzeba coś z tym zrobić! Proponuję wprowadzić
              przepis
              > gwarantujący, że wszyscy będą dla siebie mili, a zachowania niemiłe, będą
              > karalne. Definicja zachowania niemiłego: "Jakiekolwiek zachowanie, którego
              > celem albo skutkiem jest naruszenie dobrego samopoczucia waspółobywatela/ki".
              > Jeśli ktoś zarzuca, mi, że sprowadam rzecz do absurdu, to niech wykaże, że
              moja
              >
              > propozycja jest absurdalniejsza od rządowej.


              Absurdalne jest porównanie naruszenia dobrego samopoczucia do naruszenia
              godności osobistej. To tak jakbyś wyśmiewał przepis zabraniający bicia kogoś
              bejsbolem twierdząc, że w takim razie należałoby też karać za przypadkowe
              rzucenie w kogoś piłką plażową.
              • Gość: tad Re: XII - nie gadaj głupstw IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 10.01.03, 21:34
                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                > Absurdalne jest porównanie naruszenia dobrego samopoczucia do naruszenia
                > godności osobistej. (....)

                Przecież NICZEGO nie porównuję. Przedstawiam tylko pewien projekt. Przyznasz,
                że byłoby dobrze, gdyby ludzie byli dla siebie mili.

                Nie napisałaś, czy popierasz przepis o "molestowaniu"
              • Gość: Sebastian Re: XII - nie gadaj głupstw IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 12.01.03, 12:31
                > Absurdalne jest porównanie naruszenia dobrego samopoczucia do naruszenia
                > godności osobistej. To tak jakbyś wyśmiewał przepis zabraniający bicia kogoś
                > bejsbolem twierdząc, że w takim razie należałoby też karać za przypadkowe
                > rzucenie w kogoś piłką plażową.
                Natomiast umieszczanie przepisów o molestowaniu w kodeksie pracy to tak jakby
                umieścić w kodeksie pracy przepisu że nie wolno pracownika bic kijem
                baseballowym. Pracownik pobity kijem baseballowym w pracy przez kolege może
                pozwac zakład pracy (cywilnie) o odszkodowanie przy czym nie musi wnosic opłat
                sądowych i ma do dyspozycji liczne ułatwienia (w przeciwienstwie do podobnej
                osoby pobitej kijem baseballowym przez sąsiada)

                • Gość: barbinator Re: XII - nie gadaj głupstw IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 12.01.03, 12:37
                  Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                  > > Absurdalne jest porównanie naruszenia dobrego samopoczucia do naruszenia
                  > > godności osobistej. To tak jakbyś wyśmiewał przepis zabraniający bicia kog
                  > oś
                  > > bejsbolem twierdząc, że w takim razie należałoby też karać za przypadkowe
                  > > rzucenie w kogoś piłką plażową.
                  > Natomiast umieszczanie przepisów o molestowaniu w kodeksie pracy to tak jakby
                  > umieścić w kodeksie pracy przepisu że nie wolno pracownika bic kijem
                  > baseballowym. Pracownik pobity kijem baseballowym w pracy przez kolege może
                  > pozwac zakład pracy (cywilnie) o odszkodowanie przy czym nie musi wnosic
                  opłat
                  > sądowych i ma do dyspozycji liczne ułatwienia (w przeciwienstwie do podobnej
                  > osoby pobitej kijem baseballowym przez sąsiada)

                  Prawdopodobnie gdyby przypadki pobicia pracownika kijem bejsbolowym przez
                  pracodawcę były częstsze i stanowiły problem społeczny potwierdzony badaniami,
                  to w KP znalazłyby się odpowiednie przepisy na ten temat.
                  Pozdr. B.
                  >
                  • Gość: tad Re: XII - nie gadaj głupstw IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 12.01.03, 15:48
                    Gość portalu: barbinator napisał(a):

                    > Prawdopodobnie gdyby przypadki pobicia pracownika kijem bejsbolowym przez
                    > pracodawcę były częstsze i stanowiły problem społeczny potwierdzony
                    badaniami,

                    To "molestowanie seksualne" jest problemem społecznym potwierdzonym badaniami?
                    Proszę o szczegóły.

                    Nadal nie powiedziałaś JASNO, czy jesteś przeciw czy za przepisem.

                    • Gość: barbinator Re: XII - nie gadaj głupstw IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.03, 10:11
                      Badania OBOP zrobione na zlecenie Rzeczpospolitej w 1996 roku wykazały, że
                      zaledwie kilka procent kobiet 6 procent przyznało, że kiedykolwiek było
                      molestowanych seksualnie w miejscu pracy. W przeprowadzonym w kilka lat później
                      (wrzesień 1999) na zlecenie Gazety Wyborczej sondażu znacznie większy odsetek
                      kobiet przyznał, że doświadczyły one niechcianych zalotów, erotycznych zaczepek
                      oraz seksualnych propozycji. Trzy procent kobiet przyznało, że często spotykały
                      sieę z tego typu zachowaniami, dziesięć procent że kilkakrotnie, piętnaście
                      procent, że rzadko(razem 28%). Sześćdziesiąt procent kobiet natomiast
                      odpowiedziało, że nigdy nie spotkały się z tego typu zachowaniami. Znaczny
                      wzrost liczby kobiet przyznających, że były molestowane seksualnie nie oznacza
                      oczywiście, że tak bardzo wzrosła skala zjawiska. Wskazuje natomiast na zmiany
                      jakie zaszły w świadomości kobiet w ciągu ostatnich lat. (...)
                      całość na stronie: free.ngo.pl/temida/rappraca1.htm

                      Dodam jeszacze, że podobne badania zachodnie mówią o 40-70% kobiet, które
                      zetknęły się z molestowaniem. Ponieważ mało prawdopodobne jest, by na zachodzie
                      zjawisko to zdarzało się częściej niż w Polsce, można założyć, że kolejne
                      badania w następnych latach będą dawały wyższy procent kobiet deklarujących
                      doświadczenie molestowania niż obecne 28%, gdyż zmienia się świadomość w tej
                      kwestii - coraz mniej kobiet jest skłonnych godzić się na "niegroźne"
                      poklepywanie po pupie, obsceniczne teksty rzucane przez szefa czy zaglądanie w
                      dekolt. I bardzo dobrze...

                      Pytasz o moje zdanie...
                      Nie odpowiem ci czy jestem za czy przeciw tej konkretnej ustawie, bo jej nie
                      znam. Mogę natomiast powiedzieć, że ze względów praktycznych i pragmatycznych
                      należałoby ujednolicić i sprecyzować przepisy dot. molestowania.
                      Czy to się komuś podoba czy nie, należy się spodziewać że w najbliższych latach
                      będzie rosła ilość kobiet protestujących przeciw molestowaniu. Orzecznictwo w
                      tych sprawach zaś napotyka na kłopoty wynikające z niejasności prawa
                      i "rozrzucenia" dających się zastosować paragrafów pomiędzy KP, KC i KK.
                      Poza tym, bądźmy szczerzy - żyjemy w kraju w którym umarza się procesy
                      przeciwko prawdziwym bandytom, bo sądy są zawalone zaległą robotą i nie
                      nadążają z orzekaniem. Takie sformułowanie przepisów, które stanowiłoby
                      straszak na firmy sprawi, że ich właściciele sami podejmą odpowiednie kroki
                      zapobiegające molestowaniu - we własnym interesie, by zapobiec procesom o
                      odszkodowania. Nie ma lepszego straszaka na molestującego szefa niż świadomość,
                      że może łatwo stracić pracę i stanowisko jeżeli nie nauczy się trzymać rąk przy
                      sobie.
                      I o to chodzi, a sądy niech zajmą się karaniem prawdziwych bandytów.
                      Pozdr. B.
                      • Gość: tad Re: XII - nie gadaj głupstw IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.03, 20:41
                        Gość portalu: barbinator napisał(a):

                        > Badania OBOP zrobione na zlecenie Rzeczpospolitej w 1996 roku wykazały, że
                        > zaledwie kilka procent kobiet 6 procent przyznało, że kiedykolwiek było
                        > molestowanych seksualnie w miejscu pracy. W przeprowadzonym w kilka lat
                        później
                        >
                        > (wrzesień 1999) na zlecenie Gazety Wyborczej sondażu znacznie większy odsetek
                        > kobiet przyznał, że doświadczyły one niechcianych zalotów, erotycznych
                        zaczepek
                        >
                        > oraz seksualnych propozycji. Trzy procent kobiet przyznało, że często
                        spotykały
                        >
                        > sieę z tego typu zachowaniami, dziesięć procent że kilkakrotnie, piętnaście
                        > procent, że rzadko(razem 28%). Sześćdziesiąt procent kobiet natomiast
                        > odpowiedziało, że nigdy nie spotkały się z tego typu zachowaniami.

                        Malutko tego - wziąwszy poprawkę na nacisk ideologiczny, i niejasności jaki tu
                        mamy. Nie są to liczby zwiastujące aż "problem społeczny", zważywszy, że w
                        pytaniu pomieszano tak wiele kategorii. Widzę pewną różnicę pomiędzy "erotyczną
                        zaczepką" a "seksualną propozycją". Co to wogóle znaczy "erotyczna zaczepka"?
                        Na tak postawione pytanie też odpowiedziałby: "byłem!". Przy tak mgliście
                        postawionym pytaniu dziwię, się, że nie wyszło 100 % molestowanych. Kto u
                        diabła nie był zaczepiany? (niekoniecznie erotycznie). Ewok tutaj
                        np. "molestowała" nas seksualnie. Mam ją zaskarżyć?



                        >Znaczny
                        > wzrost liczby kobiet przyznających, że były molestowane seksualnie nie
                        oznacza
                        > oczywiście, że tak bardzo wzrosła skala zjawiska. Wskazuje natomiast na
                        zmiany
                        > jakie zaszły w świadomości kobiet w ciągu ostatnich lat. (...)

                        No własnie - propaganda robi swoje. Na Zachodzie udalo się wywołać
                        histerię "molestowania". Polki i tak nieźle się trzymają, i nie dają się łatwo
                        zwariować.


                        > Dodam jeszacze, że podobne badania zachodnie mówią o 40-70% kobiet, które
                        > zetknęły się z molestowaniem. Ponieważ mało prawdopodobne jest, by na
                        zachodzie



                        Na Zachodzie "molestować" można już nawet wzrokiem, więc nie mówmy nawet o tych
                        70%.


                        > Pytasz o moje zdanie...
                        > Nie odpowiem ci czy jestem za czy przeciw tej konkretnej ustawie, bo jej nie
                        > znam. Mogę natomiast powiedzieć, że ze względów praktycznych i pragmatycznych
                        > należałoby ujednolicić i sprecyzować przepisy dot. molestowania.

                        Pytam, czy przyjęłabyś taką definicję jaką podałem.


                        > Czy to się komuś podoba czy nie, należy się spodziewać że w najbliższych
                        >latach będzie rosła ilość kobiet protestujących przeciw molestowaniu.
                        >Orzecznictwo w tych sprawach zaś napotyka na kłopoty wynikające z niejasności
                        >prawa i "rozrzucenia" dających się zastosować paragrafów pomiędzy KP, KC i KK.


                        Jak widzisz - są paragrafy dające się zastosować, co to znaczy "rozrzucenie"?
                        Od kiedy to "rozrzucenie" uniemożliwia zastosowanie, i niby w jaki sposób?
                        • Gość: sagan Re: XII - nie gadaj głupstw IP: *.desy.de 14.01.03, 10:00
                          czekaj Tad, a co *Ty* osobiscie uwazasz za molestowanie
                          seksualne? mowimy o molestowaniu w pracy i "w dowolnych
                          kombinacjach plciowych".

                          bardzo interesuje mnie Twoja odpowiedz na to pytanie.
                        • Gość: barbinator Re: XII - nie gadaj głupstw IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 14.01.03, 10:11
                          Gość portalu: tad napisał(a):

                          >
                          > Malutko tego - wziąwszy poprawkę na nacisk ideologiczny, i niejasności jaki
                          tu
                          > mamy.

                          Nie znamy metodologii tych badań, ja mam tylko ten tekst który zacytowałam
                          wyżej. Badań nad zjawiskiem molestowania jest z pewenością więcej, jestem też
                          pewna że teraz, w związku z ustawą zostaną przeprowadzone nowe. Co do twoich
                          obaw odn. wiarygodności, to myślę że przesadzasz. Ostatecznie to nie były
                          badania jakiejś tam feministycznej gazetki tylko przeprowadził je OBOP, oni
                          chyba są fachowcami?
                          Gdvyby intencja pytań była taka, że dotyczą one wszelkich odezwań o charakterze
                          erotycznym, wtedy procent kobiet twierdzących, że "spotykają się z tym często"
                          byłby duuuużo wyższy, nie sądzisz?
                          Aha, głupstwa gadzasz o tym "nacisku ideologicznym".
                          Molestowanie nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek ideologią, sprzeciw wobec niego
                          też. Natomiast inny niż merytoryczny sprzeciw wobec przepisów o molestowaniu -
                          o, tu już można się dopatrzyć ideologii.


                          Nie są to liczby zwiastujące aż "problem społeczny", zważywszy, że w
                          > pytaniu pomieszano tak wiele kategorii. Widzę pewną różnicę
                          pomiędzy "erotyczną
                          > zaczepką" a "seksualną propozycją". Co to wogóle znaczy "erotyczna zaczepka"?
                          > Na tak postawione pytanie też odpowiedziałby: "byłem!".


                          No właśnie - każdy by odpowiedział, że często spotyka się z takim zachowaniem.
                          A w badaniu "tak" odpowiedziało tylko 3% kobiet - to chyba dowodzi, że pytania
                          było jednak zadane bez "nacisku ideologicznego"?



                          Przy tak mgliście
                          > postawionym pytaniu dziwię, się, że nie wyszło 100 % molestowanych. Kto u
                          > diabła nie był zaczepiany? (niekoniecznie erotycznie).

                          No sam widzisz, że mam rację...


                          >
                          > No własnie - propaganda robi swoje.


                          Bzdura nie poparta żadnymi faktami. To jest właśnie ideologizowanie problemu,
                          który z ideologią nie powinien się NIKOMU łączyć.


                          Na Zachodzie udalo się wywołać
                          > histerię "molestowania". Polki i tak nieźle się trzymają, i nie dają się
                          łatwo
                          > zwariować.

                          Na zachodzie nie ma histerii molestowania, za to w Polsce ciągle problem nie
                          jest oceniany właściwie (twoje słowa najlepszym tego dowodem), chociaż poprawa
                          jest widoczna.

                          >
                          > Pytam, czy przyjęłabyś taką definicję jaką podałem.


                          A co w niej było kontrowersyjnego, bo nie pamiętam? Jakaś definicja być musi,
                          jednak raczej nie daje się w jednym zdaniu rozwiać wszystkich wątpliwości,
                          dlatego "goła" definicja nie wystarczy.
                          >
                          >
                          >
                          > Jak widzisz - są paragrafy dające się zastosować, co to znaczy "rozrzucenie"?
                          > Od kiedy to "rozrzucenie" uniemożliwia zastosowanie, i niby w jaki sposób?


                          Wskazuje na to praktyka sądownicza. Jakiś czas temu był w Wyborczej artykuł na
                          ten temat - większość dyskutujących prawników-praktyków poparła nową ustawę,
                          natomiast wśród teoretyków prawa zdania były podzielone.
                          Jeszcze raz napiszę, że IMHO sprawy o molestowanie powinny być załatwiane na
                          drodze pozasądowej, najlepiej byłoby gdyby ustawa stała się formą nacisku na
                          firmy, by lepiej pilnowały przestrzegania praw kobiet. Mam nadzieję, że tak się
                          stanie.
                          Pozdr. B.
                          • Gość: Sebastian Re: XII - nie gadaj głupstw IP: *.tele2.pl 14.01.03, 11:30
                            > Ostatecznie to nie były
                            > badania jakiejś tam feministycznej gazetki tylko przeprowadził je OBOP, oni
                            > chyba są fachowcami?
                            Owszem.
                            Niewątpliwie fachowo stwierdzili ile osób UWAŻA, że było molestowanych
                            seksualnie.
                            Pytanie czy stwierdzili ile osób BYŁO molestowanych seksualnie.
                            > Jeszcze raz napiszę, że IMHO sprawy o molestowanie powinny być załatwiane na
                            > drodze pozasądowej, najlepiej byłoby gdyby ustawa stała się formą nacisku na
                            > firmy, by lepiej pilnowały przestrzegania praw kobiet. Mam nadzieję, że tak
                            się
                            A nie przyszło Ci może do głowy, że zamiast tego wiele firm będzie unikało
                            zatrudniania kobiet.
                            Nie wszystkie i nie zawsze ale, że może to byc jeszcze jednym powodem gorszej
                            pozycji kobiet na rynku pracy.
                            • sagan2 pytanie (do Sebastiana) 14.01.03, 11:45
                              Sebastian, zadalam gdzies tam pytanie i nikt mi nie
                              odpowiedzial :( Ty pewnie wiesz (jako pracodawca)

                              jakie sa przepisy, gdy, w miejscu pracy i w godzinach
                              pracy, jeden z pracownikow pobije drugiego?
                              • Gość: Sebastian Re: pytanie (do Sebastiana) IP: *.tele2.pl 15.01.03, 09:51
                                > Sebastian, zadalam gdzies tam pytanie i nikt mi nie
                                > odpowiedzial :( Ty pewnie wiesz (jako pracodawca)
                                >
                                > jakie sa przepisy, gdy, w miejscu pracy i w godzinach
                                > pracy, jeden z pracownikow pobije drugiego?
                                Szczerze mówiąc nie wiem.
                                Tendencja do regulowania każdego aspektu życia jest obecnie tak silna, że nie
                                sądze, żeby jakikolwiek przcodawca znał wszystkie przepisy regulujące sprawy
                                pracownicze. Przeważnie zna się tylko te najbardziej podstawowe.
                                Nie wierze jednak, żeby absurd sięgnął tak daleko, by pracodawca ponosił
                                konsekwencje pobicia jednego pracownika przez drugiego.
                                • sagan2 Re: pytanie (do Sebastiana) 15.01.03, 10:46
                                  Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                                  > > jakie sa przepisy, gdy, w miejscu pracy i w godzinach
                                  > > pracy, jeden z pracownikow pobije drugiego?
                                  > Szczerze mówiąc nie wiem.

                                  > Nie wierze jednak, żeby absurd sięgnął tak daleko, by
                                  > pracodawca ponosił konsekwencje pobicia jednego
                                  > pracownika przez drugiego.

                                  ja tez nie chce, aby pracodawca ponosil tego skutki!
                                  tylko pytalam, bo uwazam, ze takie sprawy o pobicie i
                                  molestowanie powinny byc traktowane podobnie. w obu ma
                                  miejsce naruszenie czyjejs godnosci (w rozny sposob).

                                  natomiast zmienia punkt widzenia fakt, ze do pobicia lub
                                  molestowania wykorzytana zostala zaleznosc sluzbowa. choc
                                  nadal nie uwazam, aby pracodawca mial ponosic
                                  konsekwencje, po prostu powinien ukarac dyscyplinarnie
                                  bijacego czy molestujacego.

                                  jeszcze inna sprawa jest zaniedbanie sprawy o
                                  molestowanie przez pracodawce - np. gdy ktos zglasza, iz
                                  jest molestowany i, na przyklad, zostaje wysmiany, albo
                                  pracodawca mowi: "to prosze chodzic w habicie, nikt
                                  molestowac nie bedzie"...
                                  wtedy uwazam, ze pracodawca powinien jakos za to
                                  odpowiedziec. ale nie w sytuacji, gdy, po "rozpatrzeniu
                                  sprawy" (uczciwym) nie stwierdzil molestowania. albo gdy
                                  udzieli molestujacemu nagany i przeniosl gdzie indziej,
                                  by nie mogl znow molestowac - takie akcje ze strony
                                  pracodawcy uwazam za wystarczajace (jesli sa robione
                                  uczciwie i bez "usmieszku")
                            • sagan2 Re: XII - nie gadaj głupstw 14.01.03, 11:53
                              Gość portalu: Sebastian napisał(a):


                              > A nie przyszło Ci może do głowy, że zamiast tego wiele
                              > firm będzie unikało zatrudniania kobiet.
                              > Nie wszystkie i nie zawsze ale, że może to byc jeszcze
                              > jednym powodem gorszej pozycji kobiet na rynku pracy.

                              przeciez molestowanie nie dotyczy tylko kobiet...
                              ... ale fakt, ze glownie.

                              a moze spowoduje to...
                              ... wlasnie zatrudnianie kobiet, a nie zatrudnianie
                              mezczyzn - gdy przepis wejdzie w zycie?... lepiej nie
                              miec "molestujacych", niz sie narazac na koszty
                              procesow...
                              • Gość: Sebastian Re: XII - nie gadaj głupstw IP: *.tele2.pl 15.01.03, 10:01
                                > przeciez molestowanie nie dotyczy tylko kobiet...
                                > ... ale fakt, ze glownie.
                                Chwileczkę. Sprecyzujmy.
                                Nie chodzi o MOLESTOWANIE samo w sobie tylko o SPRAWY O MOLESTOWANIE.
                                Nawet jeśli przyjąć, że mężczyzna też może byc molestowany (ja chyba byłem, i
                                to przez amerykankę:-) to "straszakiem" ma byc podobno możliwośc wniesienia
                                oskarżenia przeciw pracodawcy.
                                Nawet jeśli jacys mężczyzni będa molestowani to nie sądzę, żeby w jakiejś
                                szerszej skali chciało im sie robić z siebie idiotów i skarżyć o to pracodawcę.
                                Idąc dalej: pracodawca tym chętniej zatrudni mężczyznę bo pomijając inne powody
                                nie dośc , ze mężczyzna jest mniej narażony na molestowanie to w razie gdyby
                                takie sie zdażyło to nie poleci od razu do sądu ze skargą.

                                > ... wlasnie zatrudnianie kobiet, a nie zatrudnianie
                                > mezczyzn - gdy przepis wejdzie w zycie?... lepiej nie
                                > miec "molestujacych", niz sie narazac na koszty
                                > procesow...
                                Jak wyżej.
                                • sagan2 sprawy o molestowanie 15.01.03, 10:41
                                  Gość portalu: Sebastian napisał(a):


                                  > Nie chodzi o MOLESTOWANIE samo w sobie tylko o SPRAWY O
                                  > MOLESTOWANIE. Nawet jeśli przyjąć, że mężczyzna też
                                  > może byc molestowany (ja chyba byłem, i to przez
                                  > amerykankę:-) to "straszakiem" ma byc podobno możliwośc
                                  > wniesienia oskarżenia przeciw pracodawcy.

                                  tutaj zgadzam sie z Toba. jesli pracodawca nie jest
                                  jednoczesnie molestujacym, to nie widze powodu, dlaczego
                                  on wlasnie mialby byc odpowiedzialny za molestowanie
                                  "wykonywane" przez swojego pracownika. tutaj chodzi
                                  pewnie, jak zauwazyl Maly Ksiaze, o forse -
                                  firme/pracodawce mozna pozwac o kupe pieniedzy, osobe
                                  prywatna raczej nie (mozliwosci wyplaty sa duzo
                                  mniejsze). w ogole uwazam, ze zasadzanie jakis wielkich
                                  sum pieniedzy za molestowanie, ktore nie konczy sie
                                  dramatycznie (gwalt albo cos podobnego) to glupota.

                                  natomiast uwazam, ze jesli molestujacy wykorzystywal
                                  swoja "przewage sluzbowa" nad molestowanym wlasnie w tym
                                  celu (molestowania), to pracodawca powinien podjac jakies
                                  kroki dyscyplinarne (zostalo zlamane prawo). ale tylko
                                  tyle, ciagle nie ma powodu skarzyc pracodawcy - niby na
                                  jakiej podstawie?

                                  natomiast uwazam, ze jesli umieszczenie zapisu o
                                  molestowaniu w kodeksie pracy pomoze molestowanemu
                                  zaskarzyc molestujacego - to czemu nie? oczywiscie o ile
                                  nie bedzie to jakis glupi zapis mieszajacy w to
                                  pracodawcy, jak zastrzeglam powyzej.
                            • Gość: barbinator Re: XII - nie gadaj głupstw IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 14.01.03, 12:37
                              Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                              > > Ostatecznie to nie były
                              > > badania jakiejś tam feministycznej gazetki tylko przeprowadził je OBOP, on
                              > i
                              > > chyba są fachowcami?
                              > Owszem.
                              > Niewątpliwie fachowo stwierdzili ile osób UWAŻA, że było molestowanych
                              > seksualnie.
                              > Pytanie czy stwierdzili ile osób BYŁO molestowanych seksualnie.

                              Oczywiście nie. Te badania miały na celu sprawdzenie, czy w powszechnym
                              odczuciu istnieje problem molestowania i czy w związku z tym potrzebne jest
                              ustawodawstwo porządkujące te sprawy.


                              > > Jeszcze raz napiszę, że IMHO sprawy o molestowanie powinny być załatwiane
                              > na
                              > > drodze pozasądowej, najlepiej byłoby gdyby ustawa stała się formą nacisku
                              > na
                              > > firmy, by lepiej pilnowały przestrzegania praw kobiet. Mam nadzieję, że ta
                              > k
                              > się
                              > A nie przyszło Ci może do głowy, że zamiast tego wiele firm będzie unikało
                              > zatrudniania kobiet.
                              > Nie wszystkie i nie zawsze ale, że może to byc jeszcze jednym powodem gorszej
                              > pozycji kobiet na rynku pracy.

                              Przyszło mi do głowy, ale nie przeceniałabym znaczenia tego czynnika. Kobiety
                              są zbyt wartościowymi pracownikami by tego typu ustawa mogła znacząco wpłynąć
                              na niechęć pracodawców do ich zatrudniania.
                              Ja o tym wiem w skali mojej małej firmy, a duże firmy rozumieją to w swojej
                              dużej skali - tak myślę.
                              Pewnym dowodem na to może być fakt, że w USA aktywność zawodowa kobiet,
                              zwłaszcza na wysokich stanowiskach w biznesie jest większa niż w Europie, a
                              przecież amerykanie to ścisła awangarda walki z molestowaniem.

                              BTW, czytałam ostatnio artykuł w którym padło stwierdzenie, że Europa przegrywa
                              wyścig cywilizacyjny z USA m.in. dlatego, że zbyt słabo wykorzystuje potencjał
                              intelektualny kobiet w biznesie i nauce...
                              Ciekawy punkt widzenia, nie sądzisz? - czy nie powinno to dać do myślenia tym
                              wszystkim, którzy uważają, że kobiety są przeszkodą dla rozwoju gospodarczego?
                              Pozdrawiam, B.
                              • Gość: Sebastian Re: XII - nie gadaj głupstw IP: *.tele2.pl 15.01.03, 10:42
                                > Przyszło mi do głowy, ale nie przeceniałabym znaczenia tego czynnika.
                                Żaden pojedyńczy czynnik nie powoduje pogorszenia pozycji kobiet na rynku
                                pracy. Powoduje je cały zespół czynników.
                                > Kobiety
                                > są zbyt wartościowymi pracownikami by tego typu ustawa mogła znacząco wpłynąć
                                > na niechęć pracodawców do ich zatrudniania.
                                > Ja o tym wiem w skali mojej małej firmy, a duże firmy rozumieją to w swojej
                                > dużej skali - tak myślę.
                                A jakie firmy powodują że kobietysą albo gorzej wynagradzane albo niechętnie
                                zatrudniane?
                                > Pewnym dowodem na to może być fakt, że w USA aktywność zawodowa kobiet,
                                > zwłaszcza na wysokich stanowiskach w biznesie jest większa niż w Europie, a
                                > przecież amerykanie to ścisła awangarda walki z molestowaniem.
                                Tu dochodzimy do kwesti: Jakie jest ryzyko, że pracodawca zatrudniający kobietę
                                będzie mial problemy z molestowaniem a jakie jest ryzyko, że będzie miał
                                problemy z obciążeniami socjalnymi itp.
                                Nie stawiam tezy tylko zadaję pytanie.
                                Jeżeli jest przepis że kobiecie w ciąży należą sie jakies przywileje to
                                pracodawca zatrudniający młodą mężatkę ma "szanse" powiedzmy 80%, że te
                                przepisy na własnej skórze "odczuje".
                                Natomiast sprawy o molestowanie seksualne przeciętny pracodawca może znać
                                głównie z mediów bo są to sprawy niewątpliwie sa atrakcyjne medialni.
                                Przypuszczam więc, że na popyt na prace kobiet w USA znacznie większy wpływ
                                mają ogólne przepisy socjalne (szeroko rozumiane) bo te dotyczą każdej kobiety
                                a nie przepisy o molestowaniu bo te dotyczą ... no właśnie. Tu by trzeba
                                sprawdzić co to znaczy, że "ameryka jest w awangardzie walki z molestowaniem".
                                Być może oznacza to kilkadziesiąt, kilkaset spraw o molestowanie rocznie.
                                Trzeba by to sprawdzić. Kiedyś próbowałem szukac ale bez sukcesu. Może ty masz
                                jakies dane.


                                > Ciekawy punkt widzenia, nie sądzisz? - czy nie powinno to dać do myślenia tym
                                > wszystkim, którzy uważają, że kobiety są przeszkodą dla rozwoju
                                gospodarczego?
                                Szczerze mówiąc nie spotkałem się z tezami, że kobiety sa przeszkodą dla
                                rozwoju gospodarczego. W każdym razie ja tak nie twierdzę, a jeśli ktoś tak
                                twierdzi to jest to istotnie bzdura.
                                Przeszkodą dla rozwoju gospodarczego jest nadmierne wtrącanie się państwa w
                                gospodarkę w tym równiez w polityke zatrudnieniową prywatnych firm.
                          • Gość: tad Re: XII - nie gadaj głupstw IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 14.01.03, 19:14
                            Gość portalu: barbinator napisał(a):

                            > Gdvyby intencja pytań była taka, że dotyczą one wszelkich odezwań o
                            >charakterze erotycznym, wtedy procent kobiet twierdzących, że "spotykają się z
                            >tym często" byłby duuuużo wyższy, nie sądzisz?

                            Nie nie sądzę. Nie wiem tego, i Ty też nie wiesz - sama napisałaś, że nie znasz
                            metodologii tych badań.


                            > Molestowanie nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek ideologią, sprzeciw wobec
                            >niego też. Natomiast inny niż merytoryczny sprzeciw wobec przepisów o
                            >molestowaniu - o, tu już można się dopatrzyć ideologii.

                            Problem "molestowania" ma wiele wspólnego z ideologią. Mój sprzeciw jest
                            merytoryczny - uważam definicję molestowania za "gumową".


                            > No właśnie - każdy by odpowiedział, że często spotyka się z takim
                            >zachowaniem. A w badaniu "tak" odpowiedziało tylko 3% kobiet - to chyba
                            >dowodzi, że pytania było jednak zadane bez "nacisku ideologicznego"?

                            Czy naprawdę nie rozumiesz, że tak "mgliste" badanie nie ma ŻADNEJ wartości
                            poznawczej? Poza tym - jeśli przyjąć te 3% - to BARDZO mało. Trudno nazwać
                            to "problemem społecznym".

                            > No sam widzisz, że mam rację...

                            Pomysl choć trochę!!! Właśnie zaliczyłaś mnie do grupy "molestowanych", nie
                            pytając nawet co takiego miałem na myśli pisząc, że ja też mógłbym
                            odpowiedzieć "tak" w tak przeprowadzonym "badaniu". I to właśnie ilustruje
                            najlepiej "jakość" tego "badania", oraz Twoje podejście do problemu.


                            > Bzdura nie poparta żadnymi faktami. To jest właśnie ideologizowanie problemu,
                            > który z ideologią nie powinien się NIKOMU łączyć.

                            Nie powinien - a feministkom się łączy.


                            > Na zachodzie nie ma histerii molestowania, za to w Polsce ciągle problem nie
                            > jest oceniany właściwie (twoje słowa najlepszym tego dowodem), chociaż
                            >poprawa jest widoczna.

                            Owszem - jest histeria: "Na wydziale jednej z uczelni zdjęto wiszącą obok
                            innych obrazów reprodukcję, arcydzieła Goi, jako "naruszającą godność kobiety".
                            Gdzie indziej profesor został ukarany, bo jedna ze studentek doniosła, że w
                            czasie wykładu za często na nią patrzył (tak to subiektywnie odebrała). 7 latka
                            chciano wyrzucić ze szkoły, za "molestowanie seksualne", bo musnął ustami włosy
                            rówieśniczki.(...). Oskarżony o "brak wrażliwości wobec kobiet" (co ma być
                            formą "molestowania") kierowany jest na przymusowe "kursy reedukacyjne", które
                            prowadzą operujące prostacką antymęską propagandą feministki. Dla świętego
                            spokoju uczelnie i coraz więcej firm wprowadzają takie "kursy wrażliwości"
                            prewencyjnie. Odmowa udziału w tym upokarzającym kursie owocuje natychmiastowym
                            zwolnieniem" (Jacek Kwieciński, Patrz w podłogę). Zwracam uwagę, że sama
                            do "molestowania" zaliczyłaś .... "zaglądanie w dekolt" (sic!!). Wybacz -ale
                            jak ktoś nie chce żeby mu nie zaglądać w dekolt, to niech chodzi zapięty pod
                            szyję.


                            > A co w niej było kontrowersyjnego, bo nie pamiętam? Jakaś definicja być musi,
                            > jednak raczej nie daje się w jednym zdaniu rozwiać wszystkich wątpliwości,
                            > dlatego "goła" definicja nie wystarczy.


                            Ponawiam pytanie - czy zaakceptowałabyś taką definicję jaką podałem. Czy to
                            zbyt trudne pytanie?

                            > Wskazuje na to praktyka sądownicza.

                            To znaczy na co KONKRETNIE wskazuje?



                            > Pozdr.
                            • Gość: barbinator Re: XII - nie gadaj głupstw IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 14.01.03, 20:36
                              Gość portalu: tad napisał(a):

                              wtedy procent kobiet twierdzących, że "spotykają się
                              > >tym często" byłby duuuużo wyższy, nie sądzisz?
                              >
                              > Nie nie sądzę.


                              A dlaczego tak nie sądzisz - to dosyć logiczny wniosek, wypływa on nawet z tego
                              co sam wcześniej napisałeś?


                              > Problem "molestowania" ma wiele wspólnego z ideologią. Mój sprzeciw jest
                              > merytoryczny - uważam definicję molestowania za "gumową".


                              Krytykować zawsze jest najłatwiej - podaj lepszą definicję. A poza tym nie
                              udawaj, że nie rozumiesz, że ustawa będzie zawierała szczegóły uściślające
                              definicję, więc nie ma się o co czepiać...no chyba że krytykuje się z pozycji
                              ideologicznych, a nie merytorycznych - wtedy "wszelkie chwyty dozwolone"...
                              >
                              >
                              >
                              > Czy naprawdę nie rozumiesz, że tak "mgliste" badanie nie ma ŻADNEJ wartości
                              > poznawczej? Poza tym - jeśli przyjąć te 3% - to BARDZO mało. Trudno nazwać
                              > to "problemem społecznym".


                              W sumie 28% kobiet zetknęło się z problemem molestowania. To wystarczy do
                              wniesienia propozycji ustawy - jeśli Sejm będzie przeciwny i większość uzna, że
                              ustawa jest niepotrzebna, to jej nie uchwalą, prawda?
                              Nie rozumiem w czym problem? - no chyba że chodzi o ideologię, wtedy
                              rozumiem....Z tą ustawą to jest tak samo jak z urzędem Jarugi-Nowackiej - sam
                              urząd i sama ustawa są wrogie ideologicznie, więc trzeba je krytykować...;))
                              nawet jak się nie wie dokładnie za co...

                              >
                              I to właśnie ilustruje
                              > najlepiej "jakość" tego "badania", oraz Twoje podejście do problemu.


                              Nie wiemy jaka jest jakość tego badania, bo nie znamy jego metodologii.
                              Dlaczego z góry zakładasz, że OBOP nie oparł się "naciskom ideologicznym" i
                              jego praca jest "niewiarygodna"?
                              Może przedstaw inne wyniuki badań, bardziej twoim zdaniem wiarygodne, które
                              stwierdzają, że problem molestowania nie istnieje?


                              > > > Bzdura nie poparta żadnymi faktami. To jest właśnie ideologizowanie proble
                              > mu,
                              > > który z ideologią nie powinien się NIKOMU łączyć.
                              > > Nie powinien - a feministkom się łączy.


                              Nieprawda. Łączy się antyfeministom - nie widzą w tym praktycznego problemu,
                              który trzeba rozwiązać, tylko zamach na uświęcony tradycją sposób bycia
                              polegający na tym, że pan dyrektor klepie sekretarkę po tyłku, a ona wdzięcznie
                              chichocze. A pan dyrektor czuje się wtedy TAAAKI MĘSKI...i taaaki
                              mądry....zwłaszcza w porównaniu z tymi głupio chichoczącymi kobietkami...

                              >
                              >
                              >
                              > Owszem - jest histeria: "Na wydziale jednej z uczelni zdjęto wiszącą obok
                              > innych obrazów reprodukcję, arcydzieła Goi, jako "naruszającą godność
                              kobiety".


                              Oj, żebym ci nie przypomniała co u nas się wyprawiało w galeriach i jakie
                              dzieła usuwano jako "obrażające wartości"...


                              >
                              > Gdzie indziej profesor został ukarany, bo jedna ze studentek doniosła, że w
                              > czasie wykładu za często na nią patrzył (tak to subiektywnie odebrała). 7
                              latka
                              > chciano wyrzucić ze szkoły, za "molestowanie seksualne", bo musnął ustami
                              włosy
                              > rówieśniczki.(...).


                              Wiesz Tad, przeglądałam dzisiaj jak codziennie New York Timesa, norweski
                              Dagbladet i szwedzki Aftonposten. Nie znalazłam ANI JEDNEJ informacji tego
                              rodzaju. Ani wczoraj, ani przedwczoraj zresztą też. Wnioskuję z tego, że jednak
                              sprawa nie jest postrzegana na zachodzie jako jakiś poważny problem społeczny,
                              a ty przesadzasz...no, sam wiesz z jakich powodów.



                              Oskarżony o "brak wrażliwości wobec kobiet" (co ma być
                              > formą "molestowania") kierowany jest na przymusowe "kursy reedukacyjne",
                              które
                              > prowadzą operujące prostacką antymęską propagandą feministki.
                              (...)Wybacz -ale
                              > jak ktoś nie chce żeby mu nie zaglądać w dekolt, to niech chodzi zapięty pod
                              > szyję.

                              Czy uważasz, że normalny mężczyzna MUSI zaglądać w dekolt, podczas rozmowy
                              patrzeć na nogi zamiast w oczy, cmokać na widok dziewczyny w mini, mieć na
                              służbowym kompie gołą panienkę, rzucać dwuznaczne komplementy - wszystko to nie
                              w pubie czy na ulicy (bo tam to jest oki) tylko podczas służbowej rozmowy w
                              pracy?
                              Jeśli odpowiedź brzmi "tak" to obawiam się, że dla własnego dobra powinieneś
                              sam się zgłosić na taki "kurs wrażliwości", bo po wejściu do UE możessz mieć
                              kłopoty. Na zachodzie tacy mężczyźni naprawdę już dawno wyszli z użycia...
                              >
                              >
                              >
                              > Ponawiam pytanie - czy zaakceptowałabyś taką definicję jaką podałem. Czy to
                              > zbyt trudne pytanie?


                              Tak, zbyt trudne. Szczegóły definicji znajdą się w ustawie której treści nie
                              znamy, do "gołej definicji" zawsze można się przyczepić jak ktoś chce, a ty
                              chcesz i to bardzo.


                              >
                              > > Wskazuje na to praktyka sądownicza.
                              >
                              > To znaczy na co KONKRETNIE wskazuje?

                              Na to o czym pisałam.
                              Pozdr. B.
                              • Gość: maly.k NYT kontra Reader's Digest IP: *.BrockU.CA 14.01.03, 21:43
                                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                >
                                > Wiesz Tad, przeglądałam dzisiaj jak codziennie New York Timesa, norweski
                                > Dagbladet i szwedzki Aftonposten. Nie znalazłam ANI JEDNEJ informacji tego
                                > rodzaju. Ani wczoraj, ani przedwczoraj zresztą też. Wnioskuję z tego, że
                                jednak
                                >
                                > sprawa nie jest postrzegana na zachodzie jako jakiś poważny problem
                                społeczny,
                                > a ty przesadzasz...no, sam wiesz z jakich powodów.

                                Gratuluje dlugiej listy gazet codziennych. Hmmm... tez musze cos
                                zaprenumerowac. Teraz do rzeczy:
                                Mam wrazenie, ze fala 'antydyskryminacyjnej' histerii na Zachodzie juz
                                przycichla. Rzecz miala najwieksze natezenie (w USA i w Kanadzie) w polowie lat
                                90. Teraz juz wszyscy nauczyli sie chyba wokol tego chodzic.
                                Nie bez znaczenia jest tez kilka glosnych procesow, ktore wytoczono pracodawcom
                                nadgorliwym w wyrzucaniu 'molestatorow'.
                                Przeczytalem o tym niegdys w Reader's Digest (z 97 roku), czekajac na swoja
                                kolejke u dentysty. Jesli jakis problem trafia do RD, to znaczy zwykle, ze
                                rzecz jest juz przebrzmiala. Ale i to, ze miala spory zasieg. Na tyle spory,
                                aby zainteresowac czekajacych w kolejce u lekarza.

                                Ale w Polsce, z urocza moda na urzednicze zabranianie i pozwalanie, cala sprawa
                                moze przebiegac zupelnie inaczej.

                                Pozdrawiam,

                                mk.
                              • b.u.zz Re: XII - nie gadaj głupstw 14.01.03, 21:49
                                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                >
                                > Krytykować zawsze jest najłatwiej - podaj lepszą definicję. A poza tym nie
                                > udawaj, że nie rozumiesz, że ustawa będzie zawierała szczegóły uściślające
                                > definicję, więc nie ma się o co czepiać...no chyba że krytykuje się z pozycji
                                > ideologicznych, a nie merytorycznych - wtedy "wszelkie chwyty dozwolone"...

                                jakiej by nie przyjeto ustawy, nie myslisz chyba, ze nie da sie jej naciagnac -
                                patrz wczesniej podawane przyklady.


                                > Nie rozumiem w czym problem? - no chyba że chodzi o ideologię, wtedy
                                > rozumiem....Z tą ustawą to jest tak samo jak z urzędem Jarugi-Nowackiej - sam
                                > urząd i sama ustawa są wrogie ideologicznie, więc trzeba je krytykować...;))
                                > nawet jak się nie wie dokładnie za co...

                                nie chce wracac do poprzedniego tematu, wiec moze ktos ma tekst tej ustawy, to
                                wtedy sie okaze czarno na bialym co i jak.

                                >
                                > Nieprawda. Łączy się antyfeministom - nie widzą w tym praktycznego problemu,
                                > który trzeba rozwiązać, tylko zamach na uświęcony tradycją sposób bycia
                                > polegający na tym, że pan dyrektor klepie sekretarkę po tyłku, a ona
                                wdzięcznie
                                >
                                > chichocze. A pan dyrektor czuje się wtedy TAAAKI MĘSKI...i taaaki
                                > mądry....zwłaszcza w porównaniu z tymi głupio chichoczącymi kobietkami...

                                bla, bla, bla. NIKT tu nie pisal, ze ma prawo do klepania kobiet tam i owdzie.
                                NIKT. natomiast niektorzy protestuja przeciw tworzeniu prawa, ktore az sie
                                prosi, zeby je glupio stosowac. ale rozumiem, ze to z kolei twoja uswiecona
                                tradycja..

                                >
                                > Oj, żebym ci nie przypomniała co u nas się wyprawiało w galeriach i jakie
                                > dzieła usuwano jako "obrażające wartości"...

                                i robili to czesto idioci. wszystko sie zgadza, tych nigdzie nie brakuje.

                                >
                                > Czy uważasz, że normalny mężczyzna MUSI zaglądać w dekolt,

                                czy uwazasz, ze normalny mezczyzna NIE MOZE zagladac w dekolt? na tym polega
                                problem. nie mowimy o dobrym wychowaniu, tylko o kodeksie (cywilnym, mam
                                nadzieje!).


                                podczas rozmowy
                                > patrzeć na nogi zamiast w oczy, cmokać na widok dziewczyny w mini, mieć na
                                > służbowym kompie gołą panienkę, rzucać dwuznaczne komplementy - wszystko to
                                nie
                                >
                                > w pubie czy na ulicy (bo tam to jest oki) tylko podczas służbowej rozmowy w
                                > pracy?
                                > Jeśli odpowiedź brzmi "tak" to obawiam się, że dla własnego dobra powinieneś
                                > sam się zgłosić na taki "kurs wrażliwości", bo po wejściu do UE możessz mieć
                                > kłopoty. Na zachodzie tacy mężczyźni naprawdę już dawno wyszli z użycia...

                                he, he, nie jedz w takim razie na zachod, bo twoje zludzenia prysna jak banka
                                mydlana. "natury sie nie da oszukac".. :)

                                pozdrawiam
                                b.
                              • Gość: tad Re: XII - nie gadaj głupstw IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 14.01.03, 21:58
                                Gość portalu: barbinator napisał(a):


                                > A dlaczego tak nie sądzisz - to dosyć logiczny wniosek, wypływa on nawet z
                                >tego co sam wcześniej napisałeś?

                                Z tego co wcześniej napisałem nic takiego nie wynika. Dziwiłem się, że przy tak
                                przeprowadzonym "badaniu" wskaźnik "molestowanych" jest tak mały, ale z tego
                                nie wynika WIEDZA, że powinien być większy. Po prostu - badanie jest nędzne i
                                KAŻDY wynik, czy to będzie 25% czy 100% jest NIC nie wart.


                                > Krytykować zawsze jest najłatwiej - podaj lepszą definicję. A poza tym nie
                                > udawaj, że nie rozumiesz, że ustawa będzie zawierała szczegóły uściślające
                                > definicję, więc nie ma się o co czepiać...no chyba że krytykuje się z pozycji
                                > ideologicznych, a nie merytorycznych - wtedy "wszelkie chwyty dozwolone"...


                                A czemu mam wymyślać jakieś definicje? Tobie też nie każę tego robić. Proszę
                                tylko o ocenę definicji z projektu ustawy.

                                > W sumie 28% kobiet zetknęło się z problemem molestowania.

                                Nie! Przecież z tego "badania" WCALE to nie wynika. Czy tak trudno to
                                zrozumieć? Sama piszesz nieco niżej, że "nie wiemy jaka jest jakość tego
                                badania" (w istocie wiemy - jest MARNA)


                                >To wystarczy do
                                > wniesienia propozycji ustawy - jeśli Sejm będzie przeciwny i większość uzna,
                                >że ustawa jest niepotrzebna, to jej nie uchwalą, prawda?

                                Naprawdę myślisz, że jak ustawa jest niepotrzebna to jej nie uchwalą? Co za
                                naiwność!!


                                > Nie rozumiem w czym problem? - no chyba że chodzi o ideologię, wtedy
                                > rozumiem....Z tą ustawą to jest tak samo jak z urzędem Jarugi-Nowackiej - sam
                                > urząd i sama ustawa są wrogie ideologicznie, więc trzeba je krytykować...;))
                                > nawet jak się nie wie dokładnie za co...

                                Trafiłaś w sedno - ustawa jest tak samo potrzebna jak urząd Jarugi! O ile
                                pamiętam niewiele miałaś do powiedzenia o owym urzędzie ....



                                > Nie wiemy jaka jest jakość tego badania, bo nie znamy jego metodologii.
                                > Dlaczego z góry zakładasz, że OBOP nie oparł się "naciskom ideologicznym" i
                                > jego praca jest "niewiarygodna"?

                                Skoro nie znamy jakości badania to jak możesz się nim posługiwać?!?


                                > Może przedstaw inne wyniuki badań, bardziej twoim zdaniem wiarygodne, które
                                > stwierdzają, że problem molestowania nie istnieje?

                                Nie znam takich wyników. Nie znam też wyników wskazujących, że jest to
                                palący "problem społeczny".


                                > A pan dyrektor czuje się wtedy TAAAKI MĘSKI...i taaaki
                                > mądry....zwłaszcza w porównaniu z tymi głupio chichoczącymi kobietkami...

                                Tu zaznaczę, że bardzo często ma solidne podstawy, by czuć się taaki mądry, w
                                TAKIM towarzystwie. Kto owe kobietki zmusza do takich zachowń?


                                > Oj, żebym ci nie przypomniała co u nas się wyprawiało w galeriach i jakie
                                > dzieła usuwano jako "obrażające wartości"...

                                To nie jest ŻADEN argument, i wiesz o tym doskonale.

                                > Wiesz Tad, przeglądałam dzisiaj jak codziennie New York Timesa, norweski
                                > Dagbladet i szwedzki Aftonposten. Nie znalazłam ANI JEDNEJ informacji tego
                                > rodzaju. Ani wczoraj, ani przedwczoraj zresztą też. Wnioskuję z tego, że
                                >jednaksprawa nie jest postrzegana na zachodzie jako jakiś poważny problem
                                >społeczny, a ty przesadzasz...no, sam wiesz z jakich powodów.

                                A ja słuchając codziennie serwisów informacyjnych przez ostatnich kilka dni,
                                nie słyszałem, by mówiono w nich coś na temat problemu "molestowania" w Polsce.
                                Wnioskuję, że nie jest to więc jakiś poważny problem. Co powiesz na taki
                                argument?



                                > Czy uważasz, że normalny mężczyzna MUSI zaglądać w dekolt, podczas rozmowy
                                > patrzeć na nogi zamiast w oczy, cmokać na widok dziewczyny w mini, mieć na
                                > służbowym kompie gołą panienkę, rzucać dwuznaczne komplementy - wszystko to
                                >nie w pubie czy na ulicy (bo tam to jest oki) tylko podczas służbowej rozmowy
                                >w pracy?

                                A czy Ty uważasz to wszystko aż za "molestowanie seksualne". A czy pracowniczka
                                musi zakładać mini i mieć dekolt do pasa? Czy taki strój też jest
                                rodzajem "molestowania"?


                                > Tak, zbyt trudne. Szczegóły definicji znajdą się w ustawie której treści nie
                                > znamy, do "gołej definicji" zawsze można się przyczepić jak ktoś chce, a ty
                                > chcesz i to bardzo.

                                Z tego kołowania wnoszę, że zdajesz sobie sprawę z tego, że definicja jest do
                                niczego. To ciekawe, jak bardzo unikasz konkretów.


                                > > To znaczy na co KONKRETNIE wskazuje?
                                >
                                > Na to o czym pisałam.

                                Opisz mi to bardziej szczegółowo. Na razie stosujesz tylko ogólniki.

                                > Pozdr.
                                • Gość: sagan do Tada i Buzza (Sebastiana tez) IP: *.desy.de / *.desy.de 15.01.03, 09:26
                                  Gość portalu: tad napisał(a):


                                  > A czemu mam wymyślać jakieś definicje? Tobie też nie
                                  > każę tego robić. Proszę tylko o ocenę definicji z
                                  > projektu ustawy.

                                  czemu? poniewaz rozmawiamy o molestowaniu.
                                  ja osobiscie chcialabym wiedziec, czy Wy sie
                                  sprzeciwiacie ustawie, bo jest zla ustawa, czy dlatego,
                                  ze nie uwazacie problemu molestowania za istotny. w
                                  ocenie tego bardzo pomoze, gdy napiszecie, Tad i Buzz, co
                                  dla was oznacza termin "molestowanie"

                                  > Sama piszesz nieco niżej, że "nie wiemy jaka jest
                                  > jakość tego badania" (w istocie wiemy - jest MARNA)

                                  a skad to wiemy? obop przyznal sie do marnej jakosci
                                  sadazu? zrobiono inne badania wykazujace marnosc tego
                                  wlasnie? czy tez jest to Twoje osobiste zdanie, podane
                                  pieknie na tacy jako "niewatpliwa i oczywista prawda"?
                                  tez bardzo prosze o odpowiedz.

                                  i mam jeszcze jedno pytanie, ktore juz 2 razy zadalam i
                                  czekam na odpowiedz. ja zwyczajnie nie wiem i mam
                                  nadzieje, ze ktorys z Was wie:
                                  jakie sa przepisy prawne, gdy, w miejscu pracy i w
                                  godzinach pracy, jeden pracownik pobije drugiego? jaka
                                  jest roznica, gdy szef pobije podwladnego?
                                  chetnie bym sie dowiedziala.

                                  z gory dziekuje Panom za odpowiedz na powyzsze pytania.

                                  • Gość: tad Re: do Tada i Buzza (Sebastiana tez) IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 15.01.03, 16:03
                                    Gość portalu: sagan napisał(a):

                                    > czemu? poniewaz rozmawiamy o molestowaniu.
                                    > ja osobiscie chcialabym wiedziec, czy Wy sie
                                    > sprzeciwiacie ustawie, bo jest zla ustawa, czy dlatego,
                                    > ze nie uwazacie problemu molestowania za istotny. w
                                    > ocenie tego bardzo pomoze, gdy napiszecie, Tad i Buzz, co
                                    > dla was oznacza termin "molestowanie".

                                    Sprzeciwiam się definicji, którą podałem w jednym z początkowych watków.
                                    Sprzeciwiam się, paranoi prawniczej, ktora objawia się w żądzy regulowania
                                    wszystkiego przy pomocy coraz bardziej drobiazgowych przepisów. Nie
                                    uwazam "molestowania" za palący problem społeczny. Nie potrafię podać teraz
                                    zgrabnej definicji "molestowania", ale pewnym jest, że ta proponowana przez
                                    Sejm jest do niczego.

                                    > a skad to wiemy? obop przyznal sie do marnej jakosci
                                    > sadazu? zrobiono inne badania wykazujace marnosc tego
                                    > wlasnie? czy tez jest to Twoje osobiste zdanie, podane
                                    > pieknie na tacy jako "niewatpliwa i oczywista prawda"?
                                    > tez bardzo prosze o odpowiedz.

                                    Bo - jak wynika z tego co pisała B. - były tam szalenie nieprecyzyjne
                                    kryteria. Jeśli w jakimś badaniu "zaczepka seksualna" (i jak to rozumieć? To
                                    może być np."zaglądanie w dekolt", jak i propozycja stosunku) i gwał (bo czemu
                                    nie?) traktowane są tak samo, to nie jest to badanie wiele warte.


                                    > i mam jeszcze jedno pytanie, ktore juz 2 razy zadalam i
                                    > czekam na odpowiedz. ja zwyczajnie nie wiem i mam
                                    > nadzieje, ze ktorys z Was wie:
                                    > jakie sa przepisy prawne, gdy, w miejscu pracy i w
                                    > godzinach pracy, jeden pracownik pobije drugiego? jaka
                                    > jest roznica, gdy szef pobije podwladnego?
                                    > chetnie bym sie dowiedziala.

                                    Jeśli tak - sprawdź przepisy.


                                    • sagan2 Re: do Tada i Buzza (Sebastiana tez) 15.01.03, 16:53
                                      Gość portalu: tad napisał(a):


                                      > Sprzeciwiam się definicji, którą podałem w jednym z
                                      > początkowych watków. [ciach]

                                      > Nie potrafię podać teraz zgrabnej definicji
                                      > "molestowania", ale pewnym jest, że ta proponowana
                                      > przez Sejm jest do niczego.

                                      oczywiscie. sprzeciwiac sie kazdy moze, troche lepiej lub
                                      troche gorzej...
                                      gorzej, gdy jest proszony o *cokolwiek* konstruktywnego
                                      (w tym wypadku wlasna definicje).
                                      zdaje sie, ze o takie wlasnie "sprzeciwianie sie bez
                                      projektow konkretnych dzialan" uwielbiasz oskarzac
                                      feministki...
                                      ... a sam jaka wykazujesz postawe? pelne konkretow
                                      krytykanctwo i mnostwo wlasnych rozwiazan/przemyslen?...
                                      hm... witaj w klubie (feministek)


                                      > Bo - jak wynika z tego co pisała B. - były tam
                                      > szalenie nieprecyzyjne kryteria.

                                      zagladnales do tego raportu? czy tez uwierzykles relacji
                                      Barbi, bo potwierdza cos, co wiedziales od poczatku -
                                      badania, ktore pokazuja, ze istnieje problem molestowania
                                      w pracy *nie moga byc* (z definicji) wiarygodne?...
                                      sceptycyzm "tam gdzie mi to pasuje" nie jest duzo wart.


                                      > Jeśli tak - sprawdź przepisy.

                                      zapamietam ta odpowiedz i udziele nastepnym razem, gdzy
                                      bedziesz sie o cos pytal.
                                      • Gość: tad Re: do Tada i Buzza (Sebastiana tez) IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 15.01.03, 21:02
                                        sagan2 napisała:


                                        > oczywiscie. sprzeciwiac sie kazdy moze, troche lepiej lub
                                        > troche gorzej...
                                        (........)

                                        Zwracam uwagę, że ja nie reprezentuję żadnego "izmu", który twierdzi, że ma
                                        sposób na zbawienie świata, więc mogę sobie pozwolić na krytykę, bez
                                        podawania "konstruktywnych rozwiązań". Nie muszę podawać
                                        definicji "molestowania", bo to nie ja uważam, że wogóle trzeba ją tworzyć. Od
                                        Ciebie również nie wymagam definicji "molestowania". Odnoszę się do projektu
                                        sejmowego.

                                        > zagladnales do tego raportu? czy tez uwierzykles relacji
                                        > Barbi, bo potwierdza cos, co wiedziales od poczatku -
                                        > badania, ktore pokazuja, ze istnieje problem molestowania
                                        > w pracy *nie moga byc* (z definicji) wiarygodne?...
                                        > sceptycyzm "tam gdzie mi to pasuje" nie jest duzo wart.

                                        Czemu nie zadasz tych pytań Barbinator? To ona wyciągnęła ten raport.


                                        > zapamietam ta odpowiedz i udziele nastepnym razem, gdzy
                                        > bedziesz sie o cos pytal.


                                        Jeśli będę pytał, o coś, o czym nie mówiłaś - możesz odpowiedzieć w dokładnie
                                        ten sam sposób. Możesz mi wytłumaczyć dlaczego miałbym odnosić się, ni stąd ni
                                        z owąd do prawnej strony pobicia pracownika przez innego pracownika, skoro
                                        WCALE na ten temat się tutaj nie wypowiadałem?
                                        • sagan2 Re: do Tada i Buzza (Sebastiana tez) 16.01.03, 09:51
                                          Gość portalu: tad napisał(a):


                                          > Zwracam uwagę, że ja nie reprezentuję żadnego "izmu",
                                          > który twierdzi, że ma sposób na zbawienie świata, więc
                                          > mogę sobie pozwolić na krytykę, bez podawania
                                          > "konstruktywnych rozwiązań".

                                          oczywiscie, to jst najlatwiejsze - krytyka bez
                                          jakichkolwiek konstruktywnych rozwiazan.
                                          az sie cisnie na usta ta krowa, co duzo muczy...

                                          mucz sobie mucz, tylko sie nie dziw, ze nie jestes brany
                                          zbyt powaznie. krytykanctwo i malkontenctwo nie sprzedaja
                                          sie najlepiej

                                          > Nie muszę podawać definicji "molestowania", bo to nie
                                          > ja uważam, że wogóle trzeba ją tworzyć.

                                          BD wskazal na badania (wg niego sumienne), ktore
                                          pokazuja, ze problem molestowania istnieje. ale Ty wiesz
                                          lepiej, czyz nie?
                                          a wiec krytykuj sobie do woli, dla mnie EOT.


                                          > Czemu nie zadasz tych pytań Barbinator? To ona
                                          > wyciągnęła ten raport.

                                          poniewaz *TY* autorytatywnie stwierdziles, ze sa do
                                          niczego, nawet ich nie ogladajac. takie stwierdzenie wg
                                          mnie jest nic nie warte.
                                          gdybym *ja* chciala sie przekonac o jakosci badan, lub
                                          Barbi twierdzila "jakie wiarygodne badania!", zapytalabym
                                          Barbi. ale poniewaz *TY* deklarujesz, ze wiesz iz one sa
                                          do kitu, to na *TOBIE* spoczywa udowodnienie swojej tezy.
                                          zrzucanie dowodu swoich wlasnych pogladow na innych jest
                                          doprawdy smieszne...


                                          > Jeśli będę pytał, o coś, o czym nie mówiłaś - możesz
                                          > odpowiedzieć w dokładnie ten sam sposób. Możesz mi
                                          > wytłumaczyć dlaczego miałbym odnosić się, ni stąd ni
                                          > z owąd do prawnej strony pobicia pracownika przez
                                          > innego pracownika, skoro WCALE na ten temat się tutaj
                                          > nie wypowiadałem?

                                          ale wg mnie tematy sa powiazane, dlatego chcialam o nich
                                          porozmawiac. gdybym mogla sobie sama zagladnac do
                                          przepisow, to bym nie pytala. jesli nie znasz odpowiedzi,
                                          to zwyczajnie zmilcz i juz.
                                          • Gość: tad Re: do Tada i Buzza (Sebastiana tez) IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 16.01.03, 19:43
                                            sagan2 napisała:


                                            > oczywiscie, to jst najlatwiejsze - krytyka bez
                                            > jakichkolwiek konstruktywnych rozwiazan.
                                            > az sie cisnie na usta ta krowa, co duzo muczy...


                                            Zdajesz się nie rozumieć sytuacji. Ja stoję na stanowisku zachowania status
                                            quo, skoro zadowala mnie stan OBECNY, więc nie widzę powodu, dla ktorego
                                            miałbym zajmować się projektowaniem jego zmiany. Czy tak trudno to pojąć?


                                            > BD wskazal na badania (wg niego sumienne), ktore
                                            > pokazuja, ze problem molestowania istnieje. ale Ty wiesz
                                            > lepiej, czyz nie? a wiec krytykuj sobie do woli, dla mnie EOT.

                                            Przecież nie twierdziłem nigdzie, że molestowanie nie istnieje. Twierdziłem, że
                                            NIE stanowi palącego problemu społecznego. Tak samo nie twierdzę, że nie
                                            istnieją ludzie twierdzący, że porwało ich UFO, ale twiedzę, że problem
                                            społeczny to nie jest.

                                            > poniewaz *TY* autorytatywnie stwierdziles, ze sa do
                                            > niczego, nawet ich nie ogladajac. takie stwierdzenie wg
                                            > mnie jest nic nie warte. (......).


                                            B stwierdziła, że "nie wiemy jaka jest wartość tych badań". Takie stwierdzenie
                                            mi zupełnie wystarczy. Sprawę tych badań uważam za zamkniętą.


                                            > ale wg mnie tematy sa powiazane, dlatego chcialam o nich
                                            > porozmawiac. gdybym mogla sobie sama zagladnac do
                                            > przepisow, to bym nie pytala. jesli nie znasz odpowiedzi,
                                            > to zwyczajnie zmilcz i juz.

                                            ...............................................
                                            • Gość: sagan Re: do Tada i Buzza (Sebastiana tez) IP: *.desy.de 17.01.03, 10:05
                                              Gość portalu: tad napisał(a):


                                              > Przecież nie twierdziłem nigdzie, że molestowanie nie
                                              > istnieje. Twierdziłem, że NIE stanowi palącego problemu
                                              > społecznego.

                                              a moze nie stanowi, bo *nie moze* stanowic?...
                                              cytat za
                                              profit.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=2054
                                              "Dlaczego (molestowane) kobiety z trudem dochodzą swoich
                                              praw?
                                              Psycholog Andrzej Dominiczak twierdzi, że policjanci i
                                              prokuratorzy bronią męskich popędów zamiast obywatelek. W
                                              2000 r. Centrum Promocji Kobiet przeprowadziło ankietę.
                                              Zbadano 135 policjantów i 32 prokuratorów. Okazało się,
                                              że wielu z nich nie uznaje za molestowanie (20 proc.
                                              prokuratorów i blisko 40 proc. policjantów) "wymuszonych
                                              pocałunków i dotykania intymnych części ciała wbrew woli
                                              osoby poszkodowanej".
                                              Jeszcze mniej badanych poważnie traktuje "żarty, aluzje
                                              szyderstwa seksualne" lub "nakłanianie do oglądania
                                              materiałów o treści pornograficznej", na świecie uważane
                                              za molestowanie.
                                              - Przyczyną jest ignorancja i niski profesjonalizm ludzi
                                              prawa - uważa Dominiczak. - Oraz przesądy, przypisujące
                                              molestowanym kobietom odpowiedzialność za zadane im
                                              cierpienie. Powszechnie sądzi się, że erotyczne zaczepki
                                              to dla kobiet źródło poczucia własnej wartości, że są
                                              przez nie w pełni akceptowane."

                                              czy rowniez ta ankiete uwazasz za zle przeprowadzona (ze
                                              wzgledu na pytania)? czy pytania sa zbyt gumowe?
                                              odpowiedz, czy wg Ciebie opisane powyzej zachowania sa
                                              czy nie molestowaniem?
                                              • Gość: tad Re: do Tada i Buzza (Sebastiana tez) IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.03, 11:20
                                                Gość portalu: sagan napisał(a):


                                                > a moze nie stanowi, bo *nie moze* stanowic?...

                                                To samo mogę powiedzieć o "problemie" UFO. Nie istnieje, bo nie może. Po prostu
                                                zbyt wiele osób nie traktuje go poważnie, a do tego potężne siły są
                                                zainteresowane tym, by problem nie istniał. Każdy ufolog Ci to powie, i
                                                przedstawi dowody.


                                                > "Dlaczego (molestowane) kobiety z trudem dochodzą swoich
                                                > praw?

                                                To pytanie zawiera tezę: "molestowane kobiety z trudem dochodzą swoich praw".
                                                Tę tezę należałoby wpierw udowodnić. Badania o których mówisz niżej, nie
                                                dotyczą tej sprawy, ale kwestii stosunku do problemu "molestowania" policji i
                                                prokuratury. Z takiego stosunku, MOŻE, ale nie musi wynikać trudność w
                                                dochodzeniu swoich spraw. Ile było przykładów takich "trudności"?

                                                > Psycholog Andrzej Dominiczak twierdzi, że policjanci i
                                                > prokuratorzy bronią męskich popędów zamiast obywatelek. W
                                                > 2000 r. Centrum Promocji Kobiet przeprowadziło ankietę.
                                                > Zbadano 135 policjantów i 32 prokuratorów. Okazało się,
                                                > że wielu z nich nie uznaje za molestowanie (20 proc.
                                                > prokuratorów i blisko 40 proc. policjantów) "wymuszonych
                                                > pocałunków i dotykania intymnych części ciała wbrew woli
                                                > osoby poszkodowanej".

                                                To wszystko może i mówi coś o policjantach i o prokuratorach (choć do badań
                                                przeprowadzanych przez stronę zainteresowaną ideologicznie w wynikach, nalezy
                                                podchodzić ostrożnie), ale nie mówi wiele o skali problemu "molestowania
                                                seksualnego". Nawet jeśli przyjmiemy, ze -ekstrapolując wyniki sondy - 20%
                                                WSZYSTKICH prokuratorów i 40% WSZYSTKICH policjantów zajmuje takie stanowisko,
                                                to i tak przecież nadal nie wiemy jak często molestowanie się zdarza.

                                                > Jeszcze mniej badanych poważnie traktuje "żarty, aluzje
                                                > szyderstwa seksualne" lub "nakłanianie do oglądania
                                                > materiałów o treści pornograficznej", na świecie uważane
                                                > za molestowanie.

                                                I całkiem słusznie. Nie dajmy się zwariować! Trudno nazwać molestowaniem
                                                seksualnym "żarty i aluzje". Pod hasłem "nakłanianie do oglądania materiałów o
                                                treści pornograficznej", kryją się najprawdopodobniej ... kalendarze z
                                                roznegliżowanymi modelkami. Taki język wiele mówi o tym "badaniu". Czy punkty
                                                produkcji i sprzedaży takiej "pornografii" też powinny być zlikwidowane?


                                                > - Przyczyną jest ignorancja i niski profesjonalizm ludzi
                                                > prawa - uważa Dominiczak. - Oraz przesądy, przypisujące
                                                > molestowanym kobietom odpowiedzialność za zadane im
                                                > cierpienie. Powszechnie sądzi się, że erotyczne zaczepki
                                                > to dla kobiet źródło poczucia własnej wartości, że są
                                                > przez nie w pełni akceptowane."

                                                Przyczyną jest też biurokracja, i fakt, ze policja i prokuratura są zawalone
                                                znacznie bardziej poważnymi sprawami. Wybacz, ale gdybym miał na głowie
                                                kilkanaście poważnych spraw, to też nie przejąłbym się za mocno jakąś
                                                przewrażliwioną panienką, która skarży się na kalendarz biurowy z gołą babą,
                                                czy na kolegę, który "zrobił uwagę o jej biuście".


                                                > czy rowniez ta ankiete uwazasz za zle przeprowadzona (ze
                                                > wzgledu na pytania)? czy pytania sa zbyt gumowe?
                                                > odpowiedz, czy wg Ciebie opisane powyzej zachowania sa
                                                > czy nie molestowaniem?

                                                Być może ankieta była przeprowadzona źle - nie wiem tego, ale język wskazuje na
                                                silną ideologiczność badania. "wymuszone pocałunki i dotykanie części ciała" -
                                                można nazwać molestowaniem, "żarty, aluzje, szyderstwa na tle seksualnym" - są
                                                molestowaniem takim samym jak każde inne "żarty aluzje i szyderstwa". Jeśli
                                                uznamy je za "molestowanie", to nie widzę powodu, by nie rozciągnąć tej
                                                kategorii na KAŻDY przypadek niewłaściwego zachowania.

                                • Gość: barbinator Re: XII - nie gadaj głupstw IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 15.01.03, 12:41
                                  Gość portalu: tad napisał(a):

                                  >
                                  > Trafiłaś w sedno - ustawa jest tak samo potrzebna jak urząd Jarugi! O ile
                                  > pamiętam niewiele miałaś do powiedzenia o owym urzędzie ....


                                  W sprawie Jarugi dałam przykład z sernikiem, który tutaj powtórzę, bo pasuje
                                  jak ulał.
                                  Załóżmy, że spotykamy się celem upieczenia sernika na święta. Zanim wybierzemy
                                  najlepszy przepis należałoby najpierw ustalić, czy zainteresowani w ogóle lubią
                                  sernik i uważają, że powinien zostać upieczony, prawda?
                                  Ponieważ wygląda na to, że ty nie widzisz żadnego problemu molestowania, więc
                                  wyjaśnij mi jaki sens ma rozmowa z tobą o szczegółach proponowanej ustawy?
                                  Przecież z góry wiadomo, że odrzucisz KAŻDY PROJEKT...
                                  Podobnie jak odrzucisz KAŻDĄ inicjatywę min. Jarugi, gdyż twoim zdaniem jej
                                  urząd jest niepotrzebny, jako że w Polsce nie istnieje problem dyskryminacji
                                  kobiet.

                                  >
                                  >
                                  > Nie znam takich wyników. Nie znam też wyników wskazujących, że jest to
                                  > palący "problem społeczny".

                                  Naprawdę uważasz, że kanapowe ugrupowanie feministek, nie mające żadnego
                                  poparcia, mogłoby przeprowadzić skuteczny lobbing na rzecz ustawy, której
                                  sensowność jest kwestionowana przez większość społeczeństwa??


                                  > > A pan dyrektor czuje się wtedy TAAAKI MĘSKI...i taaaki
                                  > > mądry....zwłaszcza w porównaniu z tymi głupio chichoczącymi kobietkami...
                                  >
                                  > Tu zaznaczę, że bardzo często ma solidne podstawy, by czuć się taaki mądry, w
                                  > TAKIM towarzystwie. Kto owe kobietki zmusza do takich zachowń?


                                  Zmusza je do tego ciągle aktualny stereotyp "małej, słodkiej kobietki", któremu
                                  wielu z nas ciągle ulega. Pan dyrektor z kolei też wcale nie musi być paskudnym
                                  typem o obscenicznych myślach, lecz może ulegać innemu stereotypowi: "męskiego,
                                  władczego mężczyzny". Może on ją klepie po tej pupie, bo wydaje mu się, że ona
                                  tego od niego oczekuje i że bez tego poczuje niedowartościowana jako
                                  kobieta? ;))
                                  W rezultacie wszyscy wchodzą w jakieś głupie role w których czują się źle i nie
                                  na miejscu.

                                  BTW, coś mi przyszło do głowy....gdy byłam dzieckiem wszystkie dziewczynki
                                  piszczały na widok myszy czy żaby. One w ogóle strasznie często piszczały z
                                  różnych powodów (ja nie piszczałam, ale ja zawsze byłam jakaś dziwna...)
                                  A koleżanki mojej córki nie piszczą...
                                  Ciekawe dlaczego - czy to współczesne żaby są mniej potworne niż były za moich
                                  czasów?
                                  Czy też może zmienia się stereotyp kobiet jako małych, słodkich kobieciątek
                                  które bez silnego mężczyzny zginą (żaby je zeżrą)?
                                  Czy chichocząca sekretarka nie jest reliktem takiego sposobu postrzegania
                                  kobiet?
                                  >
                                  >
                                  > > Czy uważasz, że normalny mężczyzna MUSI zaglądać w dekolt, podczas rozmowy
                                  >
                                  > > patrzeć na nogi zamiast w oczy, cmokać na widok dziewczyny w mini, mieć na
                                  >
                                  > > służbowym kompie gołą panienkę, rzucać dwuznaczne komplementy - wszystko t
                                  > o
                                  > >nie w pubie czy na ulicy (bo tam to jest oki) tylko podczas służbowej rozmo
                                  > wy
                                  > >w pracy?
                                  >
                                  > A czy Ty uważasz to wszystko aż za "molestowanie seksualne". A czy
                                  pracowniczka
                                  >
                                  > musi zakładać mini i mieć dekolt do pasa? Czy taki strój też jest
                                  > rodzajem "molestowania"?


                                  Taki strój (IMHO nieodpowiedni zresztą)jest dowodem na uleganie przez część
                                  kobiet presji otoczenia na "atrakcyjny wygląd". Jeśli nie rozumiesz na czym
                                  taka presja polega to radzę poczytać wątek "brzydka k. w Brukseli", swłaszcza
                                  swoje własne posty w tym wątku.
                                  >
                                  >
                                  > > > To znaczy na co KONKRETNIE wskazuje?
                                  > >
                                  > > Na to o czym pisałam.
                                  >
                                  > Opisz mi to bardziej szczegółowo. Na razie stosujesz tylko ogólniki.
                                  >
                                  Prawnicy-praktycy (czyli nie teoretycy prawa) są zdania, że dokładne
                                  zdefiniowanie molestowania w miejscu pracy oraz zebranie dotychczasowych
                                  przepisów rozrzuconych pomiędzy KP, KK i KC ułatwi pracę sędziom, a zarazem
                                  ułatwi poszkodowanym dochodzenie swoich praw przed sądem.
                                  Nie jestem prawnikiem i nie powiem w tej sprawie nic więcej, bo nie wiem -
                                  zreferowałam tylko to co napisano w artykule Wyborczej.
                                  Ty też na prawie się nie znasz, więc zapewne nawet gdyby ktoś podał szczegóły
                                  pewnych procedur jakie należałoby usprawnić to niewiele byś z tego zrozumiał,
                                  prawda?
                                  Pozdr. B.
                                  • Gość: tad Re: XII - nie gadaj głupstw IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 15.01.03, 15:54
                                    Gość portalu: barbinator napisał(a):


                                    > W sprawie Jarugi dałam przykład z sernikiem, który tutaj powtórzę, bo pasuje
                                    > jak ulał.
                                    > Załóżmy, że spotykamy się celem upieczenia sernika na święta. Zanim
                                    >wybierzemy najlepszy przepis należałoby najpierw ustalić, czy zainteresowani w
                                    >ogóle lubią sernik i uważają, że powinien zostać upieczony, prawda?

                                    Nieprwada. Przykład ma się dokładnie NIJAK do tego o czym mówimy tutaj, i o czy
                                    mówliśmy w tamtym atku. Nie umawiamy się tutaj na żadne wspólne "pieczenie
                                    sernika". Po prostu pytam Cię co sądzisz (czy wogóle coś wiesz) o przepisach na
                                    sernik pani Jarugii. To wszystko. To czy mi będzie się ten przepis podobał, czy
                                    nie, czy będziemy potem wspólnie coś piec, czy nie będziemy, to zupełnie INNA
                                    sprawa.

                                    > Ponieważ wygląda na to, że ty nie widzisz żadnego problemu molestowania, więc
                                    > wyjaśnij mi jaki sens ma rozmowa z tobą o szczegółach proponowanej ustawy?
                                    > Przecież z góry wiadomo, że odrzucisz KAŻDY PROJEKT...

                                    Skąd to niby wiadomo? Twierdzę, tylko, że nie uważam "molestowania" za palący
                                    problem społeczny, i że definicja jaką proponuje się w projekcie jest do
                                    niczego. To wszystko.


                                    > Podobnie jak odrzucisz KAŻDĄ inicjatywę min. Jarugi, gdyż twoim zdaniem jej
                                    > urząd jest niepotrzebny, jako że w Polsce nie istnieje problem dyskryminacji
                                    > kobiet.

                                    Ale - jaką inicjatywę? Podaj jakiś przykład (konkretny) takiej inicjatywy -
                                    wtedy się do niej odniosę.


                                    > Naprawdę uważasz, że kanapowe ugrupowanie feministek, nie mające żadnego
                                    > poparcia, mogłoby przeprowadzić skuteczny lobbing na rzecz ustawy, której
                                    > sensowność jest kwestionowana przez większość społeczeństwa??

                                    Tak, ponieważ jest to sprzężone z tzw. "dążeniem do Europy". Z tego powodu mamy
                                    szansę na skopiowanie tamtejszych szaleństw w tej dziedzinie.


                                    > Zmusza je do tego ciągle aktualny stereotyp "małej, słodkiej kobietki",
                                    >któremu wielu z nas ciągle ulega.

                                    Jeśli stereotyp "zmusza je", by udawały idiotki, to znaczy, że NAPRAWDĘ są
                                    skończonymi idiotkami, i dyrektor traktuje je dokładnie tak, jak na to
                                    zasługują.

                                    >Może on ją klepie po tej pupie, bo wydaje mu się, że ona
                                    > tego od niego oczekuje i że bez tego poczuje niedowartościowana jako
                                    > kobieta? ;))

                                    Powiedzmy sobie szczerze - wiele oczekuje. Nie oszukujmy się, że tak nie jest.


                                    > BTW, coś mi przyszło do głowy....gdy byłam dzieckiem wszystkie dziewczynki
                                    > piszczały na widok myszy czy żaby. One w ogóle strasznie często piszczały z
                                    > różnych powodów (ja nie piszczałam, ale ja zawsze byłam jakaś dziwna...)
                                    > A koleżanki mojej córki nie piszczą...

                                    Wygląda więc na to, że wychowywałaś się w specyficznym środowisku. Gdy ja
                                    byłem dzieckiem, pewna moja kuzynka miała zwyczaj łapania wszelkiego paskudztwa
                                    jakie pełza po ziemi, i nie przypominam sobie, by ktoś narzcał jej
                                    jakiś "stereotyp". Nie wyrosła na feministkę.


                                    > Czy też może zmienia się stereotyp kobiet jako małych, słodkich kobieciątek
                                    > które bez silnego mężczyzny zginą (żaby je zeżrą)?
                                    > Czy chichocząca sekretarka nie jest reliktem takiego sposobu postrzegania
                                    > kobiet?

                                    Nie. Nie wszystko da się zrzucić na te okropne "stereotypy".


                                    > Taki strój (IMHO nieodpowiedni zresztą)jest dowodem na uleganie przez część
                                    > kobiet presji otoczenia na "atrakcyjny wygląd". Jeśli nie rozumiesz na czym
                                    > taka presja polega to radzę poczytać wątek "brzydka k. w Brukseli", swłaszcza
                                    > swoje własne posty w tym wątku.

                                    Czy zdajesz sobie sprawę, ile razy w tym poscie pisałaś o "uleganiu" przez
                                    kobiety różnym "stereotypom". Cóż to za uległe istoty! Skoro tak łatwo ulegają
                                    wszelkim wpływom, to nie dziwię się, że nie mogą skutecznie rywalizować z
                                    mężczyznami, i potrzebują "parytetów" wszelkiego rodzaju.


                                    > Prawnicy-praktycy (czyli nie teoretycy prawa) są zdania, że dokładne
                                    > zdefiniowanie molestowania w miejscu pracy oraz zebranie dotychczasowych
                                    > przepisów rozrzuconych pomiędzy KP, KK i KC ułatwi pracę sędziom, a zarazem
                                    > ułatwi poszkodowanym dochodzenie swoich praw przed sądem.


                                    No właśnie - DOKŁADNEGO. O definicji z projektu można powiedzieć WSZYSTKO,
                                    tylko nie to, że jest dokładna.
                                    • sagan2 XIII - klep po pupie idiotki 15.01.03, 16:40
                                      Gość portalu: tad napisał(a):


                                      > Jeśli stereotyp "zmusza je", by udawały idiotki, to
                                      > znaczy, że NAPRAWDĘ są skończonymi idiotkami, i
                                      > dyrektor traktuje je dokładnie tak, jak na t zasługują.

                                      czyli rozumiem, ze szef ma prawo klepac po pupie idiotki,
                                      bo sa idiotkami??? wlasnie sie dla mnie zdefiniowales
                                      jako czlowiek.

                                      skad taka pogarda dla ludzi "ponizej sredniej"?
                                      pragne przypomniec, ze tak okolo polowy spoleczenstwa ma
                                      inteligencje ponizej sredniej, wiec nie nalezy zbytnio
                                      szafowac pogarda dla "maluczkich w rozumie", gdzym mamy
                                      ok 50% szans znalezienia sie w grupie przez siebie
                                      pogardzanej...
                                      o czym oczywiscie rozkosznie zapominamy, gdyz jak
                                      pokazaly badania naukowe, ludzie pytani o ocene wlasnej
                                      inteligencji prawie nigdy nie "umiejscowiali" samych
                                      siebie lub znajomych ponizej 100 IQ (srednia). a przeciez
                                      wiadomo, ze z *definicji* dla 50% spoleczenstwa IQ < 100
                                      • Gość: tad Re: XIII - klep po pupie idiotki IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 15.01.03, 21:01
                                        sagan2 napisała:


                                        > czyli rozumiem, ze szef ma prawo klepac po pupie idiotki,
                                        > bo sa idiotkami???

                                        Jeśli tego chcą? Cóż w tym złego? Obie strony są zadowolone.


                                        > wlasnie sie dla mnie zdefiniowales
                                        > jako czlowiek.

                                        To znaczy?

                                        > skad taka pogarda dla ludzi "ponizej sredniej"?

                                        Czemu pogarda? To nie ja rysuję tutaj obrazki idiotek klepanych po pupie, tylko
                                        Barbibnator. Ja tylko wyciągam konsekwencje z jej pomysłów. Nie uważasz, że
                                        obraz kobiet jaki wyłania się z tego co ona pisze, jest znacznie bardziej dla
                                        nich krzywdzący, niż moja pisanina?


                                        • Gość: barbinator Re: XIII - klep po pupie idiotki IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.01.03, 09:29
                                          Gość portalu: tad napisał(a):

                                          > Czemu pogarda? To nie ja rysuję tutaj obrazki idiotek klepanych po pupie,
                                          tylko
                                          >
                                          > Barbibnator. Ja tylko wyciągam konsekwencje z jej pomysłów. Nie uważasz, że
                                          > obraz kobiet jaki wyłania się z tego co ona pisze, jest znacznie bardziej dla
                                          > nich krzywdzący, niż moja pisanina?

                                          Nie, nie jest. Ty napisałeś, że część kobiet oczekuje od mężczyzn, by
                                          traktowali je jak idiotki, bo w przeciwnym razie poczułyby się
                                          niedowartościowane jako kobiety. Naprawdę ręce opadają...
                                          Pozdr. B.
                                          >
                                          >
                                        • sagan2 Re: XIII - klep po pupie idiotki 16.01.03, 09:42
                                          Gość portalu: tad napisał(a):


                                          > > czyli rozumiem, ze szef ma prawo klepac po pupie
                                          > > idiotki, bo sa idiotkami???
                                          >
                                          > Jeśli tego chcą? Cóż w tym złego? Obie strony są
                                          > zadowolone.

                                          jesli sekretarka ma w umowie o prace zapisane klepanie,
                                          to niech szef sobie klepie do woli.
                                          inaczej - wara od tylka i do roboty
                                          • Gość: tad Re: XIII - klep po pupie idiotki IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 16.01.03, 15:40
                                            sagan2 napisała:


                                            > jesli sekretarka ma w umowie o prace zapisane klepanie,
                                            > to niech szef sobie klepie do woli.
                                            > inaczej - wara od tylka i do roboty

                                            Jeśli dwoje dorosłych ludzi dobrowolnie uznaje, że jedno będzie drugie klepać
                                            po pupie, to po co tutaj mieszać "umowę o pracę"?
                                            • sagan2 Re: XIII - klep po pupie idiotki 16.01.03, 15:53
                                              w pracy sie pracuje, a nie klepie (o ile wiem)
                                              • Gość: tad Re: XIII - klep po pupie idiotki IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 16.01.03, 19:46
                                                sagan2 napisała:

                                                > w pracy sie pracuje, a nie klepie (o ile wiem)

                                                Bez wątpienia - przez 8 godzin się nie klepie, na szczęcie klepnięcie zajmuje
                                                niewiele czasu, zawsze można wygospodarować tę chwilę.
                                                • Gość: sagan kompromitujesz sie. EOT. n/txt IP: *.desy.de 17.01.03, 08:33
                                                  • Gość: tad Ale czemu "kompromitujesz sie"? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.03, 16:14
                                                    Ale czemu aż "kompromitujesz się"? Przecież mówię o 2 dorosłych osobach, które
                                                    zgodziły się DOBROWOLNIE, że jedna drugą czasem poklepie. Cóż w tym strasznego?
                                                    Możesz wyjaśnić na czym polega moja "kompromitacja"?
                                        • aga_11 Re: XIII - klep po pupie idiotki 16.01.03, 15:03
                                          Gość portalu: tad napisał(a):

                                          > sagan2 napisała:
                                          >
                                          >
                                          > > czyli rozumiem, ze szef ma prawo klepac po pupie idiotki,
                                          > > bo sa idiotkami???
                                          >
                                          > Jeśli tego chcą? Cóż w tym złego? Obie strony są zadowolone.

                                          Ano właśnie o molestowaniu mówimy wtedy, kiedy nie chcą.
                                          I nie są zadowolone...
                                          >
                                          >


                                    • Gość: barbinator porozmawiajmy o definicji... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.01.03, 10:40
                                      Gość portalu: tad napisał(a):

                                      >
                                      > Skąd to niby wiadomo? Twierdzę, tylko, że nie uważam "molestowania" za palący
                                      > problem społeczny, i że definicja jaką proponuje się w projekcie jest do
                                      > niczego. To wszystko.

                                      Wiesz co Tad, zaczyna mnie intewresować sprawa tej nieszczęsnej definicji.
                                      Skoro twierdzisz, że nie odrzucasz a priori samego pomysłu ustawy o
                                      molestowaniu, więc musisz przyznać, że stworzenie definicji jest pierwszym
                                      krokiem jaki należy w tej sprawie zrobić.
                                      Załóżmy, że ja zgadzam się z definicją "rządową" czyli:

                                      "Jakiekolwiek zachowanie, z podtekstem seksualnym, którego celem, albo skutkiem
                                      jest naruszenie godności pracownika"

                                      Twoim zdaniem ta definicja jest zbyt "gumowa", to już wiem. Uważasz, że mogłaby
                                      zostać wykorzystywana w celu...nie bardzo wiem w jakim, ale to akurat nieważne.
                                      Jakie zmiany w tej definicji proponujesz?
                                      KONKRETNIE, jeśli można prosić...

                                      Dla ułatwienia ;) wklejam jeden z postów z tego wątku, autorkę przepraszam ale
                                      nie zapamiętałam jej nicka:

                                      "Jeden z panow, z ktorymi pracowalam sypal mi dowcipami na tematy damsko-
                                      meskie, komentowal wielkosc mojego biustu, i jako zart powiedzial "ja to bym
                                      sobie z toba pogrzeszyl". To bylo molestowanie wedlug mnie, wedlug kobiet, z
                                      ktorymi na ten temat rozmawialam - roznie: jedne mowily ze tak, drugie ze nie.
                                      Dlatego trzeba jasno okreslic granice molestowania."


                                      > No właśnie - DOKŁADNEGO. O definicji z projektu można powiedzieć WSZYSTKO,
                                      > tylko nie to, że jest dokładna.


                                      Liczę na to, że definicja którą TY zaproponujesz będzie dokładna i będzie
                                      rozwiewała wszelkie wątpliwości w tej kwestii.
                                      Pozdr. B.
                                      • Gość: soso alez, alez! IP: 195.41.66.* 16.01.03, 11:25
                                        Przeciez definicja molestowanie nie lezy w 'jakich zlow uzyto' ale w tym, czy
                                        ktos odbiera takie czy inne zachowanie za molestowanie czy nie. Jedna kobieta
                                        bedzie sluchala sprosnych dowcipow bez zazenowania a dla inne bedzie to
                                        klopotliwe i niesmaczne. I guzik mnie obchodzi intencja czy 'lokalna kultura'.
                                        Liczy sie tylko odczucie.

                                        Jak maz poklepie po pupie zone to mysle, ze nie jest to nigdy molestowanie :-)

                                        pzdrw

                                        soso
                                      • Gość: tad Re: porozmawiajmy o definicji... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 16.01.03, 15:39
                                        Gość portalu: barbinator napisał(a):


                                        > Wiesz co Tad, zaczyna mnie intewresować sprawa tej nieszczęsnej definicji.
                                        > Skoro twierdzisz, że nie odrzucasz a priori samego pomysłu ustawy o
                                        > molestowaniu, więc musisz przyznać, że stworzenie definicji jest pierwszym
                                        > krokiem jaki należy w tej sprawie zrobić.


                                        W obecnym prawie jest paragraf, który umozliwia walczenie z nadużyciami
                                        seksualnymi w pracy. Niestety nie pamiętam już jego brzmienia.


                                        > Załóżmy, że ja zgadzam się z definicją "rządową" czyli:
                                        >"Jakiekolwiek zachowanie, z podtekstem seksualnym, którego celem, albo skutkiem
                                        >jest naruszenie godności pracownika"

                                        Możesz uzasadnić swoją zgodę na tą definicję?

                                        > Twoim zdaniem ta definicja jest zbyt "gumowa", to już wiem. Uważasz, że
                                        >mogłaby zostać wykorzystywana w celu...nie bardzo wiem w jakim, ale to akurat
                                        >nieważne.


                                        Chętnie powiem w jakim celu może być wykorzystana: jako przykład złej
                                        definicji, podawany np. studentom prawa, ku przestrodze.


                                        > Jakie zmiany w tej definicji proponujesz?
                                        > KONKRETNIE, jeśli można prosić...

                                        Tą definicję proponuję wyrzucić do kosza. Poza tym - nigdy nie obiecywałem, że
                                        będę tworzył tu jakieś definicje w zamian. Mogę - co niżej czynię - mówić o
                                        pewnych warunkach molestowania, ale nie twierdzę, że stworzę tu jakąś definicję.


                                        > Dla ułatwienia ;) wklejam jeden z postów z tego wątku, autorkę przepraszam
                                        >ale nie zapamiętałam jej nicka:

                                        > "Jeden z panow, z ktorymi pracowalam sypal mi dowcipami na tematy damsko-
                                        > meskie, komentowal wielkosc mojego biustu, i jako zart powiedzial "ja to bym
                                        > sobie z toba pogrzeszyl". To bylo molestowanie wedlug mnie, wedlug kobiet, z
                                        > ktorymi na ten temat rozmawialam - roznie: jedne mowily ze tak, drugie ze
                                        >nie. Dlatego trzeba jasno okreslic granice molestowania."

                                        No widzisz - same kobiety nie wiedzą, czy to było, czy nie było molestowanie, a
                                        wg. definicji sejmowej, bez wątpienia było. Wg. mnie - nie było
                                        to "molestowanie seksualne", ale przekroczenie granic dobrego wychowania. Czemu
                                        nie "molestowanie"? Po prostu zgadzam się w tej sprawie z Doku - "molestowanie"
                                        powinno zawierać element szantażu.

                                        > Liczę na to, że definicja którą TY zaproponujesz będzie dokładna i będzie
                                        > rozwiewała wszelkie wątpliwości w tej kwestii.

                                        Mogę zaraz stworzyć definicję tak "dokładną" jak Twój plan dla min. Jarugi.

                                        > Pozdr.
                                        • Gość: barbinator Re: porozmawiajmy o definicji... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.03, 10:10
                                          Gość portalu: tad napisał(a):

                                          > W obecnym prawie jest paragraf, który umozliwia walczenie z nadużyciami
                                          > seksualnymi w pracy. Niestety nie pamiętam już jego brzmienia.
                                          >
                                          > Chodzi ci prawdopodobnie o art. 11.1 k.p., który nakłada na pracodawcę
                                          obowiązek poszanowania godności i innych dóbr osobistych pracownika, oraz
                                          artykuły 11.2 i 11.3 k.p. zakazujące dyskryminacji. W żadnym z tych przepisów
                                          nie pada słowo "molestowanie", nie wspominając już o jego ścisłej definicji.
                                          Wykładnia prawna tych przepsów podana przez Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 10
                                          września 1997 roku. (IPKN 246/97) jest następująca:
                                          "Dyskryminacją w rozumieniu art. 11.3 k.p. jest bezprawne pozbawienie lub
                                          ograniczenie praw wynikających ze stosunku pracy albo nierównomierne
                                          traktowanie pracowników ze względu na płeć, wiek, niepełnosprawność,
                                          narodowość, rasę, przekonania, zwłaszcza polityczne lub religijne, oraz
                                          przynależność związkową, a także przyznanie z tych względów niektórym
                                          pracownikom mniejszych praw niż te, z których korzystają inni pracownicy
                                          znajdujący się w takiej samej sytuacji faktycznej i prawnej".
                                          Dyskryminacja oznacza tu przede wszystkim mniej korzystne kształtowanie
                                          sytuacji jednego pracownika w porównaniu z innymi. Zastosowanie przepisu o
                                          zapobieganiu dyskryminacji w wypadku molestowania seksualnego jest w zasadzie
                                          ograniczone do tzw. szantażu seksualnego; trudno byłoby posłużyć się tym
                                          przepisem wobec kolegów z pracy - w podanym przeze mnie przykładzie, tym z
                                          biustem i kolegą który chciał sobie pogrzeszyć byłoby to niemożliwe.
                                          Inne istniejące przepisy są jeszcze bardziej enigmatyczne:

                                          - pkt. 4 art. 94 i art. 15 kodeksu pracy (chodzi o przepisy zobowiązujące
                                          pracodawcę do zapewnienia pracownikom "bezpiecznych i higienicznych warunków
                                          pracy")
                                          - art. 23 i 24 kodeksu cywilnego, dotyczący ochrony godności i dóbr
                                          osobistych.
                                          - art. 199 kodeksu karnego: nadużycie stosunku zależności lub wykorzystanie
                                          krytycznego położenia, które doprowadza inną osobę do obcowania płciowego lub
                                          poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności.

                                          Reasumując: w polskim prawie nie ma przepisu jednoznacznie definiującego
                                          molestowanie w miejscu pracy.
                                          Niezależnie od tego jaki jest twój stosunek do ustawy, JAKAŚ definicja jest
                                          konieczna

                                          >
                                          Poza tym - nigdy nie obiecywałem, że
                                          > będę tworzył tu jakieś definicje w zamian. Mogę - co niżej czynię - mówić o
                                          > pewnych warunkach molestowania, ale nie twierdzę, że stworzę tu jakąś
                                          definicję

                                          Przecież nikt ci nie zarzuca, że obiecywałeś a teraz się migasz. Po prostu
                                          chciałabym poznać twoją definicję, bo na tej podstawie możnaby rozmawiać. Chyba
                                          przyznasz, że jeśli molestowanie ma być wykroczeniem w sensie prawnym, to musi
                                          zostać wstępnie zdefiniowane?


                                          > No widzisz - same kobiety nie wiedzą, czy to było, czy nie było molestowanie,
                                          a
                                          > wg. definicji sejmowej, bez wątpienia było. Wg. mnie - nie było
                                          > to "molestowanie seksualne", ale przekroczenie granic dobrego wychowania.

                                          Bez urazy, ale to co piszesz o "złym wychowaniu" jest strasznie naiwniutkie.
                                          Jest mnóstwo wykroczeń, które można by określić jako "dowód złego wychowania"
                                          (!!) - od hałasowania po nocy, poprzez puszczanie psa bez smyczy i kagańca aż
                                          do wysyłania obscenicznych SMS-ów.
                                          Co bynajmniej nie przeszkadza by takie zachowania były zagrożone karą w sensie
                                          prawnym. Współczesny świat staje się coraz bardziej skomplikowany i pewne
                                          zachowania, które kiedyś określano jako "brak kultury osobistej" stają się
                                          wykroczeniami w sensie prawnym, zaś inne przestają nimi być. Jeszcze nie tak
                                          dawno temu nie istniało pojęcie "znęcania się nad rodziną", byli tylko mało
                                          delikatni mężowie...;)
                                          Wracając do molestowania - jeżeli delikwent nie reaguje na zwróconą mu uwagę i
                                          nie przestaje "niegrzecznie się zachowywać" ;)) to należy zwiększyć formę
                                          nacisku, np poprzez zgłoszenie sprawy do przełożonego. I tutaj pojawia się
                                          problem, bo jeśli przełożony ma podobne poglądy do ciebie (bardzo egoistyczne
                                          poglądy należy dodać) to musi istnieć jakiaś forma nacisku także i na niego. Tą
                                          formą nacisku powinna stać się ustawa o molestowaniu.


                                          Czemu
                                          > nie "molestowanie"? Po prostu zgadzam się w tej sprawie z Doku -
                                          "molestowanie"
                                          >
                                          > powinno zawierać element szantażu.

                                          Doku się myli, ty też. Wiesz, zrozumienie tego problemu wymaga pewnej zdolności
                                          do empatii której ty najwyraźniej nie posiadasz. Bardzo podobnie jest z
                                          mobbingiem. To, że sam nie jesteś ofiarą molestowania ani mobbingu, to wcale
                                          nie znaczy, że innym się to nie przytrafia oraz że subiektywne odczuwanie
                                          dyskomfortu z tym związanego jest różne u różnych osób.

                                          Gdyby za molestowanie groziło dożywocie, to rozumiałabym twój sprzeciw, ale na
                                          miłość boską Tad - tutaj chodzi tylko o to, by te kobiety, które nie lubią być
                                          molestowane mogły oczekiwać poważnego potraktiowaniu ich skargi przez
                                          przełożonego!
                                          Czy słyszałeś, by ktoś trafił do więzienia za choćby i najbardziej
                                          seksistowskie zaczepki???
                                          Pozdr. B.


                                          • Gość: tad Re: porozmawiajmy o definicji... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.03, 20:03
                                            Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                            > > Chodzi ci prawdopodobnie o art. 11.1 k.p., który nakłada na pracodawcę
                                            > obowiązek poszanowania godności i innych dóbr osobistych pracownika, oraz
                                            > artykuły 11.2 i 11.3 k.p. zakazujące dyskryminacji. W żadnym z tych przepisów
                                            > nie pada słowo "molestowanie", nie wspominając już o jego ścisłej definicji.

                                            A czy termin "molestowanie" musi tam padać? Jeśli brak jest tutaj ścisłej
                                            definicji, to wracamy do punktu wyjścia - definicja proponowana przez Sejm też
                                            NIE jest ścisła.


                                            > Wykładnia prawna tych przepsów podana przez Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 10
                                            > września 1997 roku. (.......) Zastosowanie przepisu o
                                            > zapobieganiu dyskryminacji w wypadku molestowania seksualnego jest w zasadzie
                                            > ograniczone do tzw. szantażu seksualnego; trudno byłoby posłużyć się tym
                                            > przepisem wobec kolegów z pracy - w podanym przeze mnie przykładzie, tym z
                                            > biustem i kolegą który chciał sobie pogrzeszyć byłoby to niemożliwe.

                                            I CAŁE szczęscie, że byłoby niemozliwe, bo opisany przykład NIE
                                            był "molestowaniem seksualnym". Na czym niby polegać miało to "molestowanie"?
                                            Na uwagach? Ale czemu w takim razie ograniczać się do uwag o podtekście
                                            seksulanym? Czy uwagi na inne teamty nie mogą być także nieprzyjemne? Każda
                                            nieprzyjemna uwaga byłaby jakimś "molestowaniem", choć nie każda "seksualnym".
                                            Czy możesz wyjaśnić czemu opisaną sytuację uważasz za "molestowanie seksualne"?

                                            > - art. 23 i 24 kodeksu cywilnego, dotyczący ochrony godności i dóbr
                                            > osobistych.

                                            Ten artykuł może być ciekawy.

                                            > - art. 199 kodeksu karnego: nadużycie stosunku zależności lub wykorzystanie
                                            > krytycznego położenia, które doprowadza inną osobę do obcowania płciowego lub
                                            > poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności.

                                            Czy możesz wykazać wyższość proponowanej definicji nad tym przepisem?

                                            > Reasumując: w polskim prawie nie ma przepisu jednoznacznie definiującego
                                            > molestowanie w miejscu pracy.

                                            A jeszcze niedawno twierdziłaś, że przepisy takie są, tyle, że "rozproszone".
                                            Jak to w końcu jest?

                                            > Chyba przyznasz, że jeśli molestowanie ma być wykroczeniem w sensie prawnym,
                                            to musi zostać wstępnie zdefiniowane?

                                            Stan obecny wydaje mi się wcale nie gorszy (a nawet lepszy) niż propozycje
                                            sejmowe. Jeśli już mamy definiować "molestowanie", definicja powinna być BARDZO
                                            dokładna. Tyle, że wcale nie jest pewne, czy tej definicji potrzebujemy. Może
                                            zupełnie wystarczy stan obecny?

                                            > Bez urazy, ale to co piszesz o "złym wychowaniu" jest strasznie naiwniutkie.
                                            > Jest mnóstwo wykroczeń, które można by określić jako "dowód złego wychowania"
                                            > (!!) - od hałasowania po nocy, poprzez puszczanie psa bez smyczy i kagańca aż
                                            do wysyłania obscenicznych SMS-ów. Co bynajmniej nie przeszkadza by takie
                                            zachowania były zagrożone karą w sensie prawnym.

                                            Więc proszę zacytować mi przepis mówiący KONKRETNIE, że nie można "puszczać
                                            obscenicznych SMS-ów". Czy aby nie jest to ujęte bardziej ogólnie?


                                            >Współczesny świat staje się coraz bardziej skomplikowany i pewne
                                            > zachowania, które kiedyś określano jako "brak kultury osobistej" stają się
                                            > wykroczeniami w sensie prawnym, zaś inne przestają nimi być. Jeszcze nie tak
                                            > dawno temu nie istniało pojęcie "znęcania się nad rodziną", byli tylko mało
                                            > delikatni mężowie...;)

                                            Czyżby? A kiedyż to pojawił się przepis o "maltretowaniu"? Z tego co piszesz
                                            wynika że całkiem niedawno. Co do naiwności - naiwniutkie jest przekonanie, ze
                                            całą złożoność życia, da się opisać i uregulować paragrafami. Bądźmy
                                            konsekwentni - jeśli zastępujemy "dobre wychowanie" paragrafami, to czmu
                                            ograniczać się do dobrego wychowania związanego z seksem? Przecież godzić w
                                            godność można nie tylko na tle seksualnym. Prawda?



                                            > Wracając do molestowania - jeżeli delikwent nie reaguje na zwróconą mu uwagę
                                            >i nie przestaje "niegrzecznie się zachowywać" ;)) (....)

                                            Ponawiam pytanie - czemu ograniczać się do seksu?

                                            > Doku się myli, ty też. Wiesz, zrozumienie tego problemu wymaga pewnej
                                            zdolnośc do empatii (......).

                                            To nie jest ŻADEN argument - do czasu aż nie wyjaśnisz dokładniej na czym
                                            polega owo "poczucie empatii".


                                            > Gdyby za molestowanie groziło dożywocie, to rozumiałabym twój sprzeciw, ale
                                            >na miłość boską Tad - tutaj chodzi tylko o to, by te kobiety, które nie lubią
                                            >być molestowane mogły oczekiwać poważnego potraktiowaniu ich skargi przez
                                            > przełożonego!

                                            Ależ mogą oczekiwać tego i teraz! Dlaczego nie?



                                            > Pozdr.
                          • Gość: BD Re: XII - nie gadaj głupstw IP: 195.136.36.* 15.01.03, 10:49
                            Witam,

                            Gość portalu: barbinator napisał(a):

                            > Na zachodzie nie ma histerii molestowania, za to w Polsce ciągle problem nie
                            > jest oceniany właściwie (twoje słowa najlepszym tego dowodem), chociaż
                            > poprawa jest widoczna.

                            To ciekawe. Wrzuć sobie w wyszukiwarkę "sexual abuse hysteria" - jest tego co
                            nieco, acz większość dotyczy co głównie molestowania seksualnego dzieci
                            (fałszywe oskarżenie o molestowania to bardzo poważny problem na Zachodzie).

                            I co do molestowania - przypomnę, że wg badania o uznanej w świecie
                            metodologii, które tu kiedyś cytowałem ze dwa razy, to więcej mężczyzn niż
                            kobiet w Polsce deklaruje się jako ofiary molestowania. Ot i problem dla
                            feministek ;-)

                            pozdrawiam,

                            BD
                            • sagan2 Re: XII - nie gadaj głupstw 15.01.03, 11:07
                              Gość portalu: BD napisał(a):


                              > To ciekawe. Wrzuć sobie w wyszukiwarkę "sexual abuse
                              > hysteria" - jest tego co nieco, acz większość dotyczy
                              > co głównie molestowania seksualnego dzieci

                              ale chyba nie o tym mowila Barbinator?
                              jak wiele jest "histerii" w sprawach o molestowanie w
                              pracy?


                              > I co do molestowania - przypomnę, że wg badania o
                              > uznanej w świecie metodologii, które tu kiedyś
                              > cytowałem ze dwa razy, to więcej mężczyzn niż kobiet w
                              > Polsce deklaruje się jako ofiary molestowania.

                              ale czy oni podejmuja jakies kroki prawne? to jest
                              ciekawe. wg mnie (a i Sebastiana, jak mysle), facetowi
                              jest "glupio" przyznac sie, ze byl molestowany przez
                              kobiete ;) a moze to sa glownie sprawy molestowania
                              homoseksualnego?

                              moglbys napisac cos wiecej, albo podac link do tych
                              badan? nie, zebym cokolwiek kwestionowala, ale chetnie
                              dowiedzialabym sie szczegolow. np jakie formy
                              molestowania panowie zglaszaja.
                              o ile potrafie sobie wyobrazic szefa poklepujacego po
                              pupie sekretarke, lub kolege mowiacego co rano "jakas ty
                              piekna, chodz ze mna do lozka", to sytuacje odwrotne
                              wydaja mi sie nieprawdopodone...
                              ... ale moze bardzo sie myle? ;)

                              z drugiej strony, w moim srodowisku pracy, rzadko w ogole
                              zauwaza sie plec spolracownika, nie wspominajac o
                              zawracaniu sobie glowy wyglupami typu molestowanie... ;)
                              • Gość: BD Re: XII - nie gadaj głupstw IP: 195.136.36.* 15.01.03, 13:03
                                Witam,

                                sagan2 napisała:

                                > ale chyba nie o tym mowila Barbinator?
                                > jak wiele jest "histerii" w sprawach o molestowanie w pracy?

                                Nie wiem, nie zgłębiałem się, nie ma selektywnego histeriometru, a jak dotrzeć
                                do źródeł do podawałem.

                                [molestowanie facetów]
                                > ale czy oni podejmuja jakies kroki prawne? to jest
                                > ciekawe. wg mnie (a i Sebastiana, jak mysle), facetowi
                                > jest "glupio" przyznac sie, ze byl molestowany przez
                                > kobiete ;)

                                Zgodziłbym się z tym, że głupio - przy czym wiele tu winy ideologii
                                feministycznej - gdyby jakiś facet chciał się skarżyć, że jest molestowany
                                (albo maltretowany) od razu rozległby się wrzask feministek, że ktoś odwraca
                                kota ogenem, chce problem molestowania doprowadzić do absurdu, jaja sobie robi,
                                przeczy faktom... - czyż nie?

                                > moglbys napisac cos wiecej, albo podac link do tych
                                > badan? nie, zebym cokolwiek kwestionowala, ale chetnie
                                > dowiedzialabym sie szczegolow.

                                Ech, już chyba trzeci raz. H. Domański "Zadowolony niewolnik idzie do pracy",
                                Wyd. IFiS 1997, książka ta referuje badania robione w przekroju
                                międzynarodowym, tj. wg tej samej metody uzyskano dane dla Polski i grupy
                                innych krajów. Sporo tam ciekawych rzeczy, np. empiryczna polemika z poglądami
                                radykalnych feministek, że kobiety stanowią odrębną klasę społeczną - też tu o
                                tym pisałem.

                                > pupie sekretarke, lub kolege mowiacego co rano "jakas ty
                                > piekna, chodz ze mna do lozka", to sytuacje odwrotne
                                > wydaja mi sie nieprawdopodone... ... ale moze bardzo sie myle? ;)

                                Niewiele widziałaś. Nie wiesz jak się potrafi zachowywać wredna szefowa.

                                > z drugiej strony, w moim srodowisku pracy, rzadko w ogole
                                > zauwaza sie plec spolracownika, nie wspominajac o
                                > zawracaniu sobie glowy wyglupami typu molestowanie... ;)

                                Pracujecie w jakichś ciężkich kombinezonach, że płci nie da się zauważyć?
                                (wtedy i molestowanie utrudnione) ;-)

                                pozdrawiam,

                                BD
                                • sagan2 Re: XII - nie gadaj głupstw 15.01.03, 14:15
                                  Gość portalu: BD napisał(a):


                                  > Zgodziłbym się z tym, że głupio - przy czym wiele tu
                                  > winy ideologii feministycznej - gdyby jakiś facet
                                  > chciał się skarżyć, że jest molestowany (albo
                                  > maltretowany) od razu rozległby się wrzask feministek,
                                  > że ktoś odwraca kota ogenem, chce problem molestowania
                                  > doprowadzić do absurdu, jaja sobie robi, przeczy
                                  > faktom... - czyż nie?

                                  a masz przyklady, zeby cos takiego robily? jesli nie, to
                                  Twoje "czyz nie?" wyraznie wskazuje na uprzedzenia...
                                  natomiast gdyby (hipotetycznie) cos takiego robily, a
                                  molestowanie mezczyzny przez kobiete bylo faktem, to
                                  pierwsza bym im powiedziala, ze sa idiotki i ze gadaja
                                  glupstwa.
                                  ale tylko tym, ktore by tak postapily, nie potepialabym w
                                  czambul od razu calego feminizmu (dlatego, ze jakies
                                  feministki gadaja glupoty).



                                  > Ech, już chyba trzeci raz.

                                  no nie zlij sie... :)


                                  > Niewiele widziałaś. Nie wiesz jak się potrafi
                                  > zachowywać wredna szefowa.

                                  to prawda, do tej pory mialam do czynienia z szefami...
                                  ... mam nadzieje, ze uznajesz za prawdziwe rowniez
                                  zdanie:
                                  "Niewiele widziałaś. Nie wiesz jak się potrafi zachowywać
                                  wredny szef"...


                                  > Pracujecie w jakichś ciężkich kombinezonach, że płci
                                  > nie da się zauważyć? (wtedy i molestowanie utrudnione)
                                  > ;-)

                                  nie, po prostu sa to szczegoly "niewarte zachodu"... ;)
                                  a kombinezony nosi sie baaaaardzo rzadko (ja raz).
                                  • Gość: BD Re: XII - nie gadaj głupstw IP: 195.136.36.* 15.01.03, 16:31
                                    Witam,

                                    sagan2 napisała:

                                    > > doprowadzić do absurdu, jaja sobie robi, przeczy
                                    > > faktom... - czyż nie?

                                    > a masz przyklady, zeby cos takiego robily? jesli nie, to
                                    > Twoje "czyz nie?" wyraznie wskazuje na uprzedzenia...

                                    Przyznam się, że z głowy przykładu nie przytoczę, ale jestem przekonany, na
                                    podstawie mojej analizy stylu prowadzenia debat przez feministki (te prawdziwe,
                                    nie forumowe), że tak byłoby. Miałem do czynienia z prawdziwymi feministkami
                                    osobiście, wiesz w końcu gdzie studiuję, a tam jest też najbardziej prestiżowy
                                    ośrodek gender studies w Polsce.

                                    Co do uprzedzeń - rónież nie są niczym złym same w sobie, np. tzw. filosemityzm
                                    to również uprzedzenie, tyle że pozytywne.

                                    > "Niewiele widziałaś. Nie wiesz jak się potrafi zachowywać
                                    > wredny szef"...

                                    Miałem jedną szefową (feministkę, dzięki niej mogłem czytać "Ośkę", chciała
                                    mnie ze dwa razy z pracy wyrzucać, ale ostatecznie sama odeszła) i czterech
                                    szefów, nie wszyscy symaptyczni, acz wredna była tylko pierwsza szefowa ;-)

                                    pozdrawiam,

                                    BD
                                    • sagan2 Re: XII - nie gadaj głupstw 15.01.03, 17:01
                                      Gość portalu: BD napisał(a):


                                      > Przyznam się, że z głowy przykładu nie przytoczę, ale
                                      > jestem przekonany, na podstawie mojej analizy stylu
                                      > prowadzenia debat przez feministki (te prawdziwe,
                                      > nie forumowe), że tak byłoby. Miałem do czynienia z
                                      > prawdziwymi feministkami osobiście, wiesz w końcu gdzie
                                      > studiuję, a tam jest też najbardziej prestiżowy ośrodek
                                      > gender studies w Polsce.

                                      to sie nazywa przewidywanie przyszlosci, a nie opisywanie
                                      czyjegos zachowania (dokonanego).
                                      jesli taki przypadek nastapi, to sama powiem tym paniom,
                                      ze sa idiotkami, jesli chca kogos przekonac, ze
                                      molestowanie dotyczy tylko kobiet.
                                      ale dopiero wtedy. a nie przed faktem, wyciagajac wnioski
                                      z Twoich doswiadczen...


                                      > > "Niewiele widziałaś. Nie wiesz jak się potrafi
                                      > > zachowywać wredny szef"...
                                      >
                                      > Miałem jedną szefową (feministkę, dzięki niej mogłem
                                      > czytać "Ośkę", chciała mnie ze dwa razy z pracy
                                      > wyrzucać, ale ostatecznie sama odeszła) i czterech
                                      > szefów, nie wszyscy symaptyczni, acz wredna była tylko
                                      > pierwsza szefowa ;-)

                                      mialam jednego szefa z prawdziwego zdarzenia (bylam od
                                      niego i jego humrow zalezna) i byl... coz, zwyczajnie
                                      glupi.
                                      "po sasiedzku" ludzie mieli szefowa, ktora "dla swoich"
                                      dalaby sie na kawalki pociac.

                                      licytujemy sie dalej?...

                                      na podstwie wlasnych doswiadczen, moge powiedziec, ze sa
                                      paskudni szefowie (a Ty, ze szefowe).
                                      na podstawie rozumowania, mozna powiedziec, ze istnieja
                                      zarowno zle szefowe, jak i szefowie.

                                      widze, ze Ty wolisz ta pierwsza opcje... ;)
                      • Gość: Anahella Re: XII - nie gadaj głupstw IP: *.fornet.waw.pl / 192.168.2.* 15.01.03, 19:40
                        Gość portalu: barbinator napisał(a):

                        > można założyć, że kolejne
                        > badania w następnych latach będą dawały wyższy procent kobiet deklarujących
                        > doświadczenie molestowania niż obecne 28%, gdyż zmienia się świadomość w tej
                        > kwestii

                        Jeden z panow, z ktorymi pracowalam sypal mi dowcipami na tematy damsko-meskie,
                        komentowal wielkosc mojego biustu, i jako zart powiedzial "ja to bym sobie z
                        toba pogrzeszyl". To bylo molestowanie wedlug mnie, wedlug kobiet, z ktorymi na
                        ten temat rozmawialam - roznie: jedne mowily ze tak, drugie ze nie. Dlatego
                        trzeba jasno okreslic granice molestowania. Pozdrawiam
            • Gość: sagan molestowanie w kodeksie pracy IP: *.dip0.t-ipconnect.de 12.01.03, 15:13
              wydaje mi sie, ze jesli nie ma zadnej zaleznosci
              sluzbowej pomiedzy molestujacym i molestowanym, to nie ma
              zadnego powodu, zeby firma miala ponosic jakiekolwiek
              konsekwencje.
              oczywiscie, gdy molestowany zglasza ten fakt do swojego
              przelozonego i nic nie jest robione, by to sie nie
              powtorzylo, to firma jest winna jakiego "zaniedbania w
              wykonywania swoich obowiazkow" i za to powinna
              odpowiedziec, ale ciagle nie ma nic wspolnego z
              molestowaniem.

              gdy natomiast ktos wykorzystuje zaleznosc sluzbowa do
              molestowania, to sprawa jest troche inna. oczywiscie
              nadal nie widze powodu, aby firma miala odpowiadac
              finansowo za cos takiego, ale powinna zastosowac
              postepowanie dyscyplinarne w stosunku to takiego pracownika.

              jesli chodzi o zapis w kodeksie pracy (taki jak opisalam
              powyzej), to mysle, ze skoro moze on pomoc w pozwaniu do
              sadu molestujacego (nie zakladu pracy!!), to dlaczego
              nie? jaka, na przyklad, ma realna szanse pozwac cywilnie
              do sadu za molestowanie swojego szefa robotnica z
              fabryki? bardzo niewielka, poczynajac od pieniedzy
              potrzebnych na koszta sadowe a skonczywszy wynajeciu
              dobrego adwokata (szef wynajmie najlepszego...)

              na marginesie, jak to jest, gdy jeden z pracownikow
              pobije drugiego w godzinach pracy? co mowia przepisy?
              pytam, bo nie wiem, a w pewnym sensie sytuacja ma sie
              podobnie z molestowaniem w pracy.
    • Gość: marijka1 Re: Molestowanie a flirt IP: 130.94.106.* 13.01.03, 14:10
      Jesli bedziesz kiedys molestowany bedziesz wiedzial.
    • Gość: doku Kluczowym pojęciem jest szantaż IP: proxy / *.mofnet.gov.pl 13.01.03, 16:33
      Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

      > Gdzie kończy się flirt a zaczyna molestowanie?

      Molestowanie implikuje szantaż. Gdzie nie ma szantażu, tam nie może być mowy o
      molestowaniu. Szantaż nie musi być popełniony wprost. Wystarcza samo
      domniemanie groźby, np. kiedy szef usiłuje flirtować z podwładnym, ksiądz z
      ministrantem, policjant z zatrzymanym czy nauczyciel z uczniem. W innych
      sytuacjach groźba musi być jakoś sformułowana, czy chociaż zasugerowana, aby
      osoba uwodzona poczuła się molestowaną.

      Nie należy mylić molestowania z prostytuowaniem. Jeżeli uwodzenie jest poparte
      jakąś obietnicą korzyści, wtedy nie ma molestowania, nawet jeśli osoba uwodzona
      jest w sytuacji podbramkowej. Jeżeli np. jest jasne, że studentka wyleci, jeśli
      nie ulegnie swojemu wykładowcy, to jest molestowanie. Jeśli jednak inny
      wykładowca, który jej nie uczy, obiecuje jej porozmawiać z wykładowcą i wstawić
      się za nią skutecznie, to nie jest molestowanie. Ta interpretacja może
      oczywiście ulec zmianie, jeśli okaże się, że taką samą propozycję dostała od
      tamtego wykładowcy studentka tego, bo wtedy oni w zmowie stwarzają groźbę dla
      swoich studentek.
      • Gość: soso Re: Kluczowym pojęciem jest szantaż IP: 195.41.66.* 14.01.03, 10:44



        Dziwne rzeczy opowiadacie. Po pierwsze, molestowanie to pewne zachowanie i
        laczenie wykorzystywania stanowiska w hirerchii takiej czy innej z
        molestowaniem to mylenie pojec. Molestowac moze pan sprzatajacy pania dyrektor
        tak jak i dyrektor sekretarke.
        Naduzywac stanowiska mozna takze w rozmaity sposob i molestowanie moze byc
        tylko jednym z przejawow, wcale nie dominujacym.

        Przepisy o molestowaniu sa jak najbardziej do rzeczy. Mysle, ze tworzy to pewna
        kulture firmy/spoleczenstwa i osadza w swiadomosci pewne zachowania jako
        niedopuszczalne. Poniewaz w pracy jestesmy poddani pewnemu rezymowi latwiej
        takze przyswajamy sobie pozadane zachowania poprzez wlasnie nakazy czy zakazy.
        W Polsce popularne sa w firmach 'seksowne' wygaszacze ekranow czy rozebrane
        tapety w komputerach. W mojej firmie jest to oficjalnie zabronione. Mysle, ze
        znakomicie hamuje to tego typu zapedy jak i daje argument do reki tym, ktorym
        by cos takiego przeszkadzalo. No i dobrze.

        Przyklady takie czy inne ze studentkami sa proste do interpretacji i nie wiem,
        po co takie czy inne konteksty. Propozycja seksualna odebrana jako wulgarne
        zachowanie jest molestowaniem chocby byla ubrana w najpiekniejsza poezje. Czy
        tego chcemy czy nie ale molestowana osoba o tym decyduje i mysle, ze mozna jej
        znakomicie zaufac. Dlaczego? Ano dlatego, ze potrzeba wyjatkowego tupetu i
        glupoty by wdawac sie w afery tego typu nie majac w reku zadnych argumentow czy
        dowodow. Szkoda nerwow i czasu.
        Jakimz problemem jest oferowanie egazminu z lozko? Czy jedynym rozwiazaniem
        jest popadanie w nerwice rozwazajac serio takiej propozycji? Troche wyobrazni.
        Egzaminujacy ryzykuje zbyt wiele by studentki braly takie oferty serio a
        wyciaganie na swiatlo dzienne brudnych zachowan nikomu nie zaszkodzi.

        pzdrw

        soso


        PS

        Moja zona uczeszcza w tej chwili na pewien kurs. Pan wykladowca zadajac takie
        czy inne zadania czesciej niz do innych przysiadal sie wlasnie do niej by
        pomagac/obserwowac/co tam sobie chcecie. W pierwszej reakcji powiedziala mu
        ona, ze to ja rozprasza i woli pracowac sama. Jak nie pomoglo zwyczajnie
        powiedziala glosno i przy calej sali, ze nie zyczy sobie jego nadmiernego
        zainteresowania jej osoba bo odbiera to jako natrectwo. Skutek: jak reka odjal!
        Pan pilnuje sie i awanse sie skonczyly.
        Oczywiscie, do tego potrzeba osob trzecich by przeprowadzic cos takiego ale o
        ile sa takie mozliwosci to mozna z nich korzystac.
        • Gość: doku Pisałem o pojęciu molestowania, w rozumieniu ... IP: proxy / *.mofnet.gov.pl 14.01.03, 12:53
          Gość portalu: soso napisał(a):

          > molestowanie to pewne zachowanie i
          > laczenie wykorzystywania stanowiska w hirerchii takiej czy innej z
          > molestowaniem to mylenie pojec. Molestowac moze pan sprzatajacy
          > pania dyrektor tak jak i dyrektor sekretarke.

          W USA tak tego nie traktują. A ja chciałem dokonać pewnego precyzyjnego
          rozróżnienia w intencji takiej, aby słowo molestowanie zarezerwować do takich
          przypadków uwodzenia, które mają określone znamiona przestępstwa. Tak jak
          termin "gwałcić" ma inne znaczenie przenośne, inne potoczne, inne polityczne
          (pogwałcenie suwerenności) a nieco inne jeszcze prawne.

          Tak jak gwałt ma ścisłe znaczenie w prawie, jako seks wymuszony przemocą lub
          groźbą bezpośrednią, tak też kształtuje się pojęcie molestowania w krajach
          cywilizowanych, jako seks wymuszony groźbą niebezpośrednią. Takie molestowanie,
          które nie jest karane przez prawo, nie jest warte uwagi w tym wątku. To tak
          jakbyś o dyskusji na temat gwałtu zaczął wtrącać wywody o gwałceniu własnego
          sumienia.

          > powiedziala glosno i przy calej sali, ze nie zyczy sobie jego nadmiernego
          > zainteresowania jej osoba bo odbiera to jako natrectwo.

          Natręctwo, ale nie molestowanie w sensie takim, że możnaby go o molestowanie
          oskarżyć.
          • Gość: soso Re: Pisałem o pojęciu molestowania, w rozumieniu IP: 195.41.66.* 15.01.03, 07:28


            Dla mnie molestowanie to takze rzucanie uwag slownych, ktore kobiety deprymuja
            lub sa zwyczajnie niemile. Rodzaj agresji slownej. I mysle, ze to takze podpada
            pod paragraf.
            Nie wydaje mi sie, ze kolega z pracy witajac koleznake slowami: 'Ladnie wyglada
            dzis twoja dupeczka w tej kiecce' powinien czuc sie bezkarnie jezeli jest to
            dla tej kobiety zwyczajnym chamstwem. Nie chodzi mi o jakies wsadzanie do
            wiezienia ale powinna byc droga prawna, ktora pomaga ukrocac takie zachowania i
            zapewne taka droga istnieje takze w usa i zapewne takze jest to nazywane
            molestowaniem.

            Molestowanie to nie tylko wymuszanie seksu! To kazde zachowanie majace w
            podtekscie seksualnosc a bedace niemile dla drugiej strony. Oczywiscie, jest
            kwestia dyskusji, jak daleko posuniete by podchodzilo pod to miano ale na pewno
            nie jest to tylko 'wymuszanie seksu'. To juz skrajny przypadek.

            Poza tym jeszcze potrafimy, tak sadze, rozrozniac uzywanie slow w przenosni od
            slow uzywanych w podstawowym znaczeniu. Jezeli ktos Ci zgwalcil mozg, doku, to
            nie jest to samo, jak ktos zgwalcil Ci corke.

            pzdrw

            soso
            • Gość: doku Cieszę się, że się rozumiemy. IP: proxy / *.mofnet.gov.pl 15.01.03, 15:04
              Gość portalu: soso napisał(a):

              > Poza tym jeszcze potrafimy, tak sadze, rozrozniac uzywanie slow w przenosni
              od
              > slow uzywanych w podstawowym znaczeniu. Jezeli ktos Ci zgwalcil mozg, doku,
              to
              >
              > nie jest to samo, jak ktos zgwalcil Ci corke.

              O to właśnie mi chodziło. Upewnij się jeszcze, czy rozumiesz to też na własnym
              przykładzie - to ostateczny test na rozumienie, gdyż człowiekowi najtrudniej
              właśnie rozumieć to, co dotyczy jego samego.
            • b.u.zz Re: Pisałem o pojęciu molestowania, w rozumieniu 15.01.03, 21:26
              brawo, nie mozna byc niemilym, jesli sie zahacza o seks. przeczytaj sobie post
              tada z poczatku tej dyskusji.
              b.
              • Gość: soso teoria 'wysylania sygnalow' IP: 195.41.66.* 16.01.03, 07:19

                Molestowanie czesto mi sie kojarzy z pewna ksiazka zawierajaca porady dotyczace
                zycia spolecznego, w tym takze sztuki nawiazywania kontaktow.
                Cytuje z pamieci wiec probuje tylko oddac sens teorii 'wysylania sygnalow'.
                Chcemy kogos poznac lub nawiazac kontakt. Poniewaz rozmawiamy o molestowaniu,
                zalozmy, ze z osoba plci przeciwnej. Otoz teoria 'wysylania sygnalow' mowi, ze
                doskonalym sposobem nawiazywania znajomosci jest pokazanie na wstepie jakiejs
                drobnej czesci samego siebie, czegos, co nas wyrozni od reszty, moze i
                zainteresuje ta druga osobe, czegos takze, co oddaje jakos nasza osobowosc czy
                zainteresowania.
                Przyklad: Jestesmy na spotkaniu w pracy i jest jakas przerwa a wiec i okazja by
                nawiazac kontakt z interesujaca nas a nieznana nam osoba. Taktyka polega na
                tym, ze np. podchodzimy i mowimy cos w rodzaju: 'Dobra/zla dzis pogoda na
                lowienie ryb' lub 'Wolalbym teraz siedziec w domu i czytac jakas porzadna
                ksiazke' lub 'Tesknie juz za wakacjami. Bylo by dobrze troche pomeczyc organizm
                w gorach lub nad morzem'. Itd. itp. Teraz druga strona ma okazje sie wykazac
                mowiac cos w rodzaju 'To ty lowisz ryby?' lub 'A co teraz czytasz?' lub 'Masz
                jakis ulubiony sposob aktywnego wypoczynku?' itd. itp. Jezeli kogos zagajajaca
                osoba nie interesuje to w odpowiedzi spotkamy sie z chlodna uprzejmoscia lub
                czyms, co pokaze, ze nie mamy wspolnych zainteresowan czy pogladow. Brak
                chemii, nic nie zaiskrzy.
                Taktyka 'wysylania sygnalow' ma spora zalete. Poniewaz nie powinna absolutnie
                tykac spraw i kontekstow seksualnych bo na to jest miejsce i czas kiedy ludzie
                sa juz zaznajomieni i wiedza, czego moga sie spodziewac po drugiej stronie i na
                jakie oczekiwania lub postawy moga liczyc, stad jest seksualnie neutralna.

                Molestowanie to przeskoczenie fazy 'wysylania sygnalow'. W takich przypadkach
                bierze gore naturalna potrzeba obrony przed domniemana agresja. Mamy to w
                genach i wlasnie molestowanie jest odbierane jako cos tak nieprzyjemnego bo
                narusza nasza nietykalnosc, nasze poczucie posiadanie 'prywatnego' terytorium
                dookola nas i wreszcie te wszystkie atawizmy zwiazane z doborem wlasciwego
                partnera, o ktorym zawsze powinny decydowac obie strony. Oczywisce,
                molestowanie jest czesto wyrazone tylko przy pomocy slow ale te slowa maja
                przelozenie na okazywane postawy wobec drugiego czlowieka wiec nie dziwi, ze sa
                tak silnie i emocjonalnie odbierane.

                Prawo zabraniajace molestowania jest scisle zwiazane z podstawowymi prawami
                czlowieka i jako ich szczegolny przypadek moze i powinno byc artykulowane
                wprost. Podoba mi sie prawo zabraniajace molestowania!

                pzdrw

                soso


                PS

                Ktos pisze, ze jezeli nie bedziemy sie zajmowac 1% kobiet takich czy innych to
                cos nam umknie. Hm... A co by niby mialo znaczyc jak jakas Ania/Hania
                napisalaby na priva do jakiegos tada/maciusia, ze z rozkosza przynosila by mu
                kapcie w zebach wijac sie u jego nog bo rzeczony tad/macius ma tak fantastyczna
                osobowosc? Dla mnie nie powod do uogolnien :-)
                Zostawmy seryjnych mordercow w spokoju i te kilka kobiet piszacych do nich bo
                przeczytaly jakis artykul w rozchodzacym sie w milionach egzemplarzy
                szmatlawcu. Zajmijmy sie raczej tymi milionami co przeczytaly i nie napisaly.



                ¨ ~ ¨¨^^
    • Gość: kora Re: Molestowanie a flirt IP: *.op.net.pl 16.01.03, 17:43
      Bardzo ciekawe pytanie. W czasach kiedy postępowanie mężczyzn uważane jest
      za zgodne z naturą samca, wszelkie zchowania nękające kobietę są tłumaczone
      jako właściwe .Ja jednak uważam , że kultura doskonale poradziła sobie z
      tematem molestowania , a więc wystarczy stosować proste zasady dobrego
      wychowania żeby odróżniń molestowanie od flirtu.
      • Gość: tad Re: Molestowanie a flirt IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 16.01.03, 19:47
        Gość portalu: kora napisał(a):

        > Bardzo ciekawe pytanie. W czasach kiedy postępowanie mężczyzn uważane jest
        > za zgodne z naturą samca, wszelkie zchowania nękające kobietę są tłumaczone
        > jako właściwe .Ja jednak uważam , że kultura doskonale poradziła sobie z
        > tematem molestowania , a więc wystarczy stosować proste zasady dobrego
        > wychowania żeby odróżniń molestowanie od flirtu.


        Słusznie
        • Gość: soso bzdet! IP: 195.41.66.* 17.01.03, 06:37

          Kultura takze doskonale poradzila sobie z kradzieza, zabojstwem i co tam
          chcecie ale mimo to potrzebny jest paragraf dla tych, co nie czuja bluesa.

          Molestowanie wbrew pozorom to nie bulka z maslem.

          pzdrw

          soso
        • Gość: barbinator Re: Molestowanie a flirt IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.03, 10:23
          Gość portalu: tad napisał(a):

          > Gość portalu: kora napisał(a):
          >
          > > Bardzo ciekawe pytanie. W czasach kiedy postępowanie mężczyzn uważane jes
          > t
          > > za zgodne z naturą samca, wszelkie zchowania nękające kobietę są tłumaczon
          > e
          > > jako właściwe .Ja jednak uważam , że kultura doskonale poradziła sobie z
          > > tematem molestowania , a więc wystarczy stosować proste zasady dobrego
          > > wychowania żeby odróżniń molestowanie od flirtu.
          >
          >
          > Słusznie

          A jeśli ktoś nadal jest niegrzecznym chłopczykiem to co proponujesz?
          Bo w jednym z postów krytykowałeś pomysł obowiązkowego uczestnictwa w "kursach
          dla źle wychowanych"
          Mnie też się kursy nie podobają, ale chciałabym wiedzieć, jak zamierzasz
          rozwiązać problem osób, którym molestowanie przeszkadza w pracy i które
          dokładnie wiedzą, czym różni się molestowanie od flirtu.
          Pozdr. B.
          • b.u.zz Re: Molestowanie a flirt 17.01.03, 14:17
            a co robisz, kiedy ktos jest niemily? notorycznie nie odpowiada na dzien dobry,
            opowiada dowcipy o ksiezach i zlosliwie mowi o innych wydzialach twojego biura?
            tez go do sadu? litosci, nie da sie prawnie zaprowadzic milosci miedzy ludzmi.
            pozdrawiam
            b.
            • sagan2 Re: Molestowanie a flirt 17.01.03, 14:46
              b.u.zz napisał:

              > a co robisz, kiedy ktos jest niemily? notorycznie nie
              > odpowiada na dzien dobry, opowiada dowcipy o ksiezach i
              > zlosliwie mowi o innych wydzialach twojego biura?
              > tez go do sadu? litosci, nie da sie prawnie zaprowadzic
              > milosci miedzy ludzmi.

              czy Ty utozsamiasz "bycie niemilym" z molestowaniem
              seksualnym???
              w sumie pobicie kogos, to tez "bycie niemily", co?...
              moge dawac w twarz komu mi sie podoba bez
              konsekwencji?... za to "klepanie w pupe" to "bycie
              niemilym"?... hmmm...

              molestowanie seksualne godzi bardzo wyraznie w godnosc
              czlowieka. "bycie niemilym" tylko uprzykrza zycie.

              czy podobaloby Ci sie, gdyby Twoja szefowa (na ktora
              *wcale* nie masz ochoty), codziennie rano szczypala Cie w
              tyleczek przy kazdej okazji z niewuznacznym
              usmieszkiem?... czy zwyczajnie uznalbys, ze jest niemila
              i nie ma sie co rozdrabniac?...
              ... a gdyby te same awanse czyni szef-mezczyzna? przeciez
              molestowanie obejmuje rowniez takie sprawy...
              • b.u.zz Re: Molestowanie a flirt 17.01.03, 15:22
                na pewno nie poszedlbym z tym do sadu. jestem sobie w stanie wyobrazic tylko
                jedna sytuacje, w ktorej bym to ewentualnie rozwazyl. gdyby mi powiedziano, ze
                albo daje dupy, albo tu juz nie pracuje. i tez tylko w firmie panstwowej, gdzie
                szef nie jest wlascicielem. ale wtedy pewnie wystarczy odwolac sie do jeszcze
                wyzszego przelozonego, jesli go nie ma, to do prasy. natomiast tekst, ze nalezy
                odroznic flirt od chamskich uwag o niezlym tylku, czy wspolnym grzeszeniu -
                brednie. to brak wychowania,a nie - sprawa dla sadu.
                pozdrawiam
                b.
                • sagan2 Re: Molestowanie a flirt 17.01.03, 15:31
                  ale przeciez nie zawsze trzeba isc do sadu!
                  wystarczy (wg mnie), zeby sytuacja znikla, tzn. zeby
                  klepanie czy uwagi sie nie powtorzyly. tez uwazam za
                  idiotyzm pozywanie firm za ciezkie pieniadze, ale nie o
                  tym rozmawiamy.

                  i powinno byc rozroznienie chamskich uwag od wszelkich
                  spraw zwiazanych z dotykaniem. nikt nie ma prawa mnie
                  dotykac w "intymny sposob", jesli sobie tego nie zycze.
                  nie wyobrazam sobie, zeby ktokolwiek klepal mnie
                  regularnie pp pupie (gdy tego nie chce)

                  to powiedz, Buzz, co bys zrobil z taka szefowa?
                  moze i nie mowi, ze jak nie dasz d... to won, ale na
                  przyklad - bez podszczypywania nie won...
                  naprawde ciekawa jestem, jak bys rozwiazal taka sytuacje.
                  • Gość: tad Kobieta - istota specjalnej troski? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.03, 16:13
                    Doprawdy serce me napełnia się smutkiem, gdy widzę, jakie zdanie o kobietach
                    mają feministki. Przecież one traktują kobiety jak duże, niezbyt rozgarnięte
                    dzieci, które bez przerwy wymagają opieki. W złotych czasach patriarchatu,
                    panowało przekonanie, że kobieta musi mieć zapewnioną opiekę ze strony
                    mężczyzny, czy to ojca, czy męża, w przeciwnym bowiem razie narażona byłaby na
                    liczne niebezpieczeństwa. To przekonanie było przynajmniej uzasadnione - świat
                    był znacznie bardziej niebezpieczny, niż dziś. Feministki, zdają się podzielać,
                    stare patriarchalne przekonanie, że kobieta bez specjalnej ochrony nie da sobie
                    rady. Feministki po prostu przeniosły funkcje opiekuńcze z mężczyzn - bo
                    mężczyzna to dla nich wróg, czychający na kobiety - na państwo. Uważają więc
                    kobiety za istoty specjalnej troski, tyle że inaczej definiują opiekuna, i
                    nazywają to "kobiecą samodzielnością". Samodzielność? Wolne żarty! Przecież -
                    wg. feministek - bez opieki, kobieta będzie popełniać same głupstwa i niczego
                    nie osiągnie. Jesli państwo nie będzie jej pilnować, ulegnie każdemu wpływowi,
                    da się poniżać i wykorzystywać Jesli państwo nie usunie z jej drogi wszelkich
                    przeszkód - z niczym nie da sobie rady. Jeśli nie będzie miała gdzieś
                    zagwarantowanego miejsca - nie będzie w stanie dostać się tam samodzielnie.
                    Feministki widzą kobiety jako wieczne DZIECI, a siebie jako troskliwe mamusie,
                    zawsze wiedzące co jest najlepsze dla ich pociech! ZGROZA!
                    • Gość: sagan Re: Kobieta - istota specjalnej troski? IP: *.desy.de 17.01.03, 16:24
                      rozumiem, ze panstwo w zaden sposob nie pomaga
                      mezczyznom. nic, tylko pogratulowac samodzielnosci.
                      • Gość: t Re: Kobieta - istota specjalnej troski? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.03, 16:52
                        Gość portalu: sagan napisał(a):

                        > rozumiem, ze panstwo w zaden sposob nie pomaga
                        > mezczyznom. nic, tylko pogratulowac samodzielnosci.

                        A w jaki sposób "pomaga" im jako mężczyznom?
                      • Gość: Sebastian Re: Kobieta - istota specjalnej troski? IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 17.01.03, 19:52
                        Gość portalu: sagan napisał(a):

                        > rozumiem, ze panstwo w zaden sposob nie pomaga
                        > mezczyznom. nic, tylko pogratulowac samodzielnosci.
                        Mężczyznom?
                        Z samego tytułu bycia mężczyznom państwo nie pomaga.
                        Jeśli przeoczyłem jakiś przepis lub regulację systemową, preferencję pomagająca
                        mężczyznom to powiedz mi jaką.
                        • Gość: barbinator Re: Kobieta - istota specjalnej troski? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.03, 20:41
                          Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                          > Gość portalu: sagan napisał(a):
                          >
                          > > rozumiem, ze panstwo w zaden sposob nie pomaga
                          > > mezczyznom. nic, tylko pogratulowac samodzielnosci.
                          > Mężczyznom?
                          > Z samego tytułu bycia mężczyznom państwo nie pomaga.
                          > Jeśli przeoczyłem jakiś przepis lub regulację systemową, preferencję
                          pomagająca
                          >
                          > mężczyznom to powiedz mi jaką.


                          Przepisy dające tzw "przywileje" kobietom (w cudzysłowie) są stopniowo
                          likwidowane, z pełnym błogosławieństwem feministek - mam tu na myśli tzw pracę
                          chronioną kobiet. Natomiast to co nazywa się tutaj "przywilejami kobiet", to
                          nie są przywileje kobiet tylko przywileje macierzyństwa (ewt. przywileje
                          rodzinne) do którego siłą rzeczy potrzeba dwojga ludzi różnej płci.
                          Jeśli chcesz mówić o prawnych przywilejach kobiet, to podaj przykłady
                          abstrahujące od prokreacji.
                          Ja wiem tylko o jednym i to bardzo dyskusyjnym - wcześniejszych emeryturach.
                          Jak wszyscy chyba na tym forum wiedzą feministki były i są przeciwne temu
                          rozwiązaniu, natomiast opór ze strony środowisk konserwatywnych, także
                          kobiecych był tak duży, że niestety ten niby-przywilej, bardzo dla k.
                          niekorzystny nie został zniesiony.
                          Skoro mówimy jednak o męskich przywilejach, to ostatnio znalazłam coś co mnie
                          zdziwiło - do przejścia na wcześniejszą (o 5 lat) emeryturę oprócz złego stanu
                          zdrowia, należy mieć 25 lat przepracowanych dla mężczyzn a 30 dla kobiet. To
                          chyba jest pewne uprzywilejowanie mężczyzn?
                          No i te wszystkie dużo wcześniejsze emerytury w zawodach typowo męskich -
                          górnicy, wojskowi...
                          Tylko proszę mi nie mówić, że kobiety też mogą być górnikami, bo jeszcze do
                          niedawna nie mogły, bo to było zakazane, zaś teraz też w praktyce nie mogą z
                          grubsza z tych samych powodów z których mężczyźni nie mogą rodzić dzieci -
                          biologia po prostu.
                          Pozdr. B.

                          PS
                          Tak mi się wpisało pod postem Sebastiana, ale to właściwie jest taka uwaga
                          ogólna - reakcja na tą "kobietę specjalnej troski".
                          • Gość: tad Re: Kobieta - istota specjalnej troski? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.03, 21:20
                            Gość portalu: barbinator napisał(a):

                            > Przepisy dające tzw "przywileje" kobietom (w cudzysłowie) są stopniowo
                            > likwidowane, z pełnym błogosławieństwem feministek - mam tu na myśli tzw
                            >pracę chronioną kobiet.

                            "Stopniowo likwidowane" - to znaczy CIĄGLE jakieś istnieją. Prawda? Jesli
                            są "stopniowo likwidowane" z błogosławieństwem feministek - to znaczy, ze
                            nalezy CHRONIĆ kobiety głównie przed feministkami.



                            >Natomiast to co nazywa się tutaj "przywilejami kobiet", to
                            > nie są przywileje kobiet tylko przywileje macierzyństwa (ewt. przywileje
                            > rodzinne) do którego siłą rzeczy potrzeba dwojga ludzi różnej płci.

                            A więc to zarówno ojciec jak i matka w czasie ciąży obięci są ową ochroną?

                            > Jeśli chcesz mówić o prawnych przywilejach kobiet, to podaj przykłady
                            > abstrahujące od prokreacji.

                            Zasadnicza służba wojskowa - dla mężczyzn to obowiązek. A poza tym -czemu niby
                            mamy abstrachować od prokreacji. Nie widzę ku temu powodów. Zresztą - jeśli
                            można mówić o przywilejach "w stanie likwidacji", to można też mówić o
                            przywilejach planowanych - np. parytety. Co Ty na to?

                            > Ja wiem tylko o jednym i to bardzo dyskusyjnym - wcześniejszych emeryturach.
                            > Jak wszyscy chyba na tym forum wiedzą feministki były i są przeciwne temu
                            > rozwiązaniu, natomiast opór ze strony środowisk konserwatywnych, także
                            > kobiecych był tak duży, że niestety ten niby-przywilej, bardzo dla k.
                            > niekorzystny nie został zniesiony.

                            Dla jakich kobiet niekorzystny? Dla tej garstki, która pracuje w zawodach
                            łatwych, lekkich i przyjemnych, które lubi? A co z robotnicami? Dla nich
                            wcześniejsza emerytura to często MARZENIE. I tak właśnie wychodzi na jaw
                            feministyczny EGOIZM.


                            > Skoro mówimy jednak o męskich przywilejach, to ostatnio znalazłam coś co mnie
                            > zdziwiło - do przejścia na wcześniejszą (o 5 lat) emeryturę oprócz złego
                            >stanu zdrowia, należy mieć 25 lat przepracowanych dla mężczyzn a 30 dla
                            >kobiet.

                            Ile wynosi wiek emerytalny kobiet a ile mężczyzn?

                            >To
                            > chyba jest pewne uprzywilejowanie mężczyzn?
                            > No i te wszystkie dużo wcześniejsze emerytury w zawodach typowo męskich -
                            > górnicy, wojskowi...
                            > Tylko proszę mi nie mówić, że kobiety też mogą być górnikami, bo jeszcze do
                            > niedawna nie mogły, bo to było zakazane, zaś teraz też w praktyce nie mogą z
                            > grubsza z tych samych powodów z których mężczyźni nie mogą rodzić dzieci -
                            > biologia po prostu.

                            Jeśli to "biologia po prostu", to stosujmy analogię do "przywilejów
                            macierzyństwa", a to znaczy, że nie są to "przywileje mężczyzn",
                            ale "przywileje siły fizycznej". To raz.
                            Dwa - sama piszesz, że kobiety nie mogły pracować w tych zawodach DO NIEDAWNA.
                            Wniosek - dziś mogą. Mamy tu więc RÓWNOUPRAWNIENIE, a jeśli kobiety są zbyt
                            słabe, by z niego korzystać - ich sprawa.



                            • Gość: barbinator Re: Kobieta - istota specjalnej troski? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 18.01.03, 23:21
                              Gość portalu: tad napisał(a):

                              > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                              >
                              > > Przepisy dające tzw "przywileje" kobietom (w cudzysłowie) są stopniowo
                              > > likwidowane, z pełnym błogosławieństwem feministek - mam tu na myśli tzw
                              > >pracę chronioną kobiet.
                              >
                              > "Stopniowo likwidowane" - to znaczy CIĄGLE jakieś istnieją. Prawda? Jesli
                              > są "stopniowo likwidowane" z błogosławieństwem feministek - to znaczy, ze
                              > nalezy CHRONIĆ kobiety głównie przed feministkami.
                              >

                              > "Obowiązujące do września 1996 roku rozporządzenie zakazywało kobietom
                              wykonywania ponad 90 zawodów, w tym zawodu kierowcy ciężarówki i autobusu oraz
                              zawodu nurka. Zmienione w 1996 roku rozporządzenie zliberalizowało wprawdzie
                              ograniczenia kobiet w dostępie do wielu zawodów, nie wyeliminowało
                              jednak "ochronnego" podejścia do ich pracy.
                              Ustawodawca - ograniczając prawo kobiet do wolnego wyboru pracy - traktuje je
                              jako osoby niezdolne do podejmowania autonomicznych decyzji dotyczących ich
                              własnego życia. Coraz więcej kobiet zaczyna postrzegać owe zakazy jako przejaw
                              dyskryminacji i ograniczania ich możliwości zawodowych. Przepisy ograniczające
                              prawo kobiet do pracy są sprzeczne z prawem międzynarodowym, w tym ze
                              standardami obowiązującymi w Unii Europejskiej."
                              free.ngo.pl/temida/rappraca1.htm

                              ...a mówiąc po ludzku - nikt nie chce być uszczęśliwiany na siłę. Kobiety mają
                              wystarczająco dużo rozsądku by nie garnąć się do pracy w kamieniołomach i
                              niepotrzebne nam są przepisy które tego zabraniają. Wcale nie chodzi tutaj o
                              feminizm, tylko o zdrowy rozsądek.

                              >
                              > >Natomiast to co nazywa się tutaj "przywilejami kobiet", to
                              > > nie są przywileje kobiet tylko przywileje macierzyństwa (ewt. przywileje
                              > > rodzinne) do którego siłą rzeczy potrzeba dwojga ludzi różnej płci.
                              >
                              > A więc to zarówno ojciec jak i matka w czasie ciąży obięci są ową ochroną?


                              Ochroną objęte jest dziecko. Idea ochrony prawnej dziecka poczętego chyba nie
                              jest ci obca?


                              >
                              > > Jeśli chcesz mówić o prawnych przywilejach kobiet, to podaj przykłady
                              > > abstrahujące od prokreacji.
                              >
                              > Zasadnicza służba wojskowa - dla mężczyzn to obowiązek.


                              Powtórzę po raz setny - zgłoś projekt takiej ustawy o powsz. obowiązku dla
                              kobiet (przez swojego posła) i spokojnie poczekajmy kto będzie protestował.
                              Mogę postawić wszystko co mam na to, że największy krzyk podniosą kręgi
                              konserwatywne, nie feministki.
                              A ty jak sądzisz?



                              A poza tym -czemu niby
                              > mamy abstrachować od prokreacji. Nie widzę ku temu powodów.


                              Pisałam dlaczego. Do prokreacji trzeba dwojga, każdy dzidziuś ma tatusia i
                              mamusię...
                              Przywileje macierzyńskie w większym stopniu dotyczą mężczyzny-ojca niż kobiety
                              która dzieci mieć nie chce lub nie może.


                              Zresztą - jeśli
                              > można mówić o przywilejach "w stanie likwidacji", to można też mówić o
                              > przywilejach planowanych - np. parytety. Co Ty na to?


                              W tym wątku raczej mówimy o przywilejach po prostu istniejących, a parytety
                              będą albo ich nie będzie, przy czym to drugie bardziej mi odpowiada i jest
                              chyba bardziej prawdopodobne.

                              >
                              > > Ja wiem tylko o jednym i to bardzo dyskusyjnym - wcześniejszych emeryturac
                              > h.
                              > > Jak wszyscy chyba na tym forum wiedzą feministki były i są przeciwne temu
                              > > rozwiązaniu, natomiast opór ze strony środowisk konserwatywnych, także
                              > > kobiecych był tak duży, że niestety ten niby-przywilej, bardzo dla k.
                              > > niekorzystny nie został zniesiony.
                              >
                              > Dla jakich kobiet niekorzystny? Dla tej garstki, która pracuje w zawodach
                              > łatwych, lekkich i przyjemnych, które lubi? A co z robotnicami? Dla nich
                              > wcześniejsza emerytura to często MARZENIE. I tak właśnie wychodzi na jaw
                              > feministyczny EGOIZM.


                              Bzdura. Ten "przywilej" sprawia, że kobiety mają średnio o ok. 60% niższe
                              emerytury niż m. Konserwa mąci tym niewykształconym w głowach i tyle.
                              ...ubrał się Tad w ornat i ogonem na mszę dzwoni...;))
                              >
                              >
                              > > Skoro mówimy jednak o męskich przywilejach, to ostatnio znalazłam coś co m
                              > nie
                              > > zdziwiło - do przejścia na wcześniejszą (o 5 lat) emeryturę oprócz złego
                              > >stanu zdrowia, należy mieć 25 lat przepracowanych dla mężczyzn a 30 dla
                              > >kobiet.
                              >
                              > Ile wynosi wiek emerytalny kobiet a ile mężczyzn?


                              A co, nie wiesz? :)))
                              A poważnie: na tym forum stale trąbi się o tym, że k. są uprzywilejowane bo
                              mogą iść 5 lat wcześniej na emerytturę. Wydaje mi się, że warto zwrócić uwagę
                              szanownych dyskutantów, że istnieje przepis który jakby niweluje znaczenie tego
                              wątpliwego zresztą "uprzywilejowania".
                              Po prostu dla uczciwości dyskusji...
                              >
                              >
                              > Jeśli to "biologia po prostu", to stosujmy analogię do "przywilejów
                              > macierzyństwa", a to znaczy, że nie są to "przywileje mężczyzn",
                              > ale "przywileje siły fizycznej". To raz.
                              > Dwa - sama piszesz, że kobiety nie mogły pracować w tych zawodach DO
                              NIEDAWNA.
                              > Wniosek - dziś mogą. Mamy tu więc RÓWNOUPRAWNIENIE, a jeśli kobiety są zbyt
                              > słabe, by z niego korzystać - ich sprawa.


                              Widzisz Tad, jak ktoś walczy demagogią, to od demagogii ginie...
                              Jeżeli to wyłącznie biologia przeszkadza k. korzystać z przywilejów jakimi
                              cieszą się typowo męskie zawody (a o odprawach dla górników jescze nie
                              wspomniałam..)to cóż innego jak biologia nie pozwala m. korzystać z przywolejów
                              macierzyńskich - z przerwami na karmienie piersią włącznie...
                              A jeśli m. są zbyt słabi by z nich korzystać - ich sprawa :))
                              >
                              > >
                              • Gość: tad Re: Kobieta - istota specjalnej troski? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.03, 10:31
                                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                > "Obowiązujące do września 1996 roku rozporządzenie zakazywało kobietom
                                > wykonywania ponad 90 zawodów, w tym zawodu kierowcy ciężarówki i autobusu
                                >oraz zawodu nurka. Zmienione w 1996 roku rozporządzenie zliberalizowało
                                >wprawdzie ograniczenia kobiet w dostępie do wielu zawodów, nie wyeliminowało
                                > jednak "ochronnego" podejścia do ich pracy.

                                Na czym polega to "ochronne podejście"?

                                > Ochroną objęte jest dziecko. Idea ochrony prawnej dziecka poczętego chyba nie
                                > jest ci obca?

                                Bądźże poważna! Ochroną obięte są i matka i dziecko. Swoją drogą to
                                ciekawostka - jeśli tak istotnie wygląda feministyczna interpretacja tego
                                przepisu. Jak to jest z tym dzieckiem? Większość feministek popiera aborcję "z
                                przyczyn społecznych" do 3 miesiąca ciąży. Według nich zresztą nie chodzi tu
                                wcale o usunięcie "dziecka", tylko o "płód" (stosują też inne nazwy). Graff w
                                swojej ksiązce oburza się na ładnych paru stronach, w związku z nazywaniem
                                płodu "dzieckiem poczętym", a tu nagle okazuje się, że przepisy dotyczące
                                pracujące kobiet w ciąży wcale nie chronią matki, tylko ... dziecko? Czy te
                                przepisy "uruchamiają się" dopiero po 3 miesiącu ciąży?


                                > Powtórzę po raz setny - zgłoś projekt takiej ustawy o powsz. obowiązku dla
                                > kobiet (przez swojego posła) i spokojnie poczekajmy kto będzie protestował.
                                > Mogę postawić wszystko co mam na to, że największy krzyk podniosą kręgi
                                > konserwatywne, nie feministki. A ty jak sądzisz?

                                Feministki może i nie, kobiety raczej tak. Tak wskazuje przynajmniej
                                doświadczenie historyczne.

                                > Pisałam dlaczego. Do prokreacji trzeba dwojga, każdy dzidziuś ma tatusia i
                                > mamusię...

                                Ale to mamusia zachodzi w ciążę. To nie tatuś nie może np. z tego powodu
                                pracować w pełnym wymiarze przed komputerem, o pracach fizycznych już nie
                                wspominając.

                                > Przywileje macierzyńskie w większym stopniu dotyczą mężczyzny-ojca niż
                                >kobiety która dzieci mieć nie chce lub nie może.

                                Bzdura. W jaki to sposób przywileje macierzyńskie dotyczyć mogą bezdzietnego
                                ojca? Bo skoro, kobieta dziecka nie chce, lub mieć nie może, to mężczyzna nie
                                może zostać ojcem - jak sama pisałaś, do tego trzeba 2. A jeśli kobieta nie
                                chce, ale w ciążę zajdzie - przywileje macierzyńskie dotyczą jej w takim samym
                                stopniu, jak każdą inną kobietę. Dlaczego miałyby tutaj bardziej dotyczyć ojca?
                                Mówisz o kobiecie samotnej, która nie ma dzieci? - przywileje dotyczą jej jak
                                każdej innej kobiety, tyle, ze z nich nie korzysta. To jak z prawem do
                                głosowania. Masz je, a czy będziesz chodzić na wybory, czy nie - to już inna
                                rzecz.

                                > W tym wątku raczej mówimy o przywilejach po prostu istniejących, a parytety
                                > będą albo ich nie będzie, przy czym to drugie bardziej mi odpowiada i jest
                                > chyba bardziej prawdopodobne.

                                Mylisz się. Parytety najprawdopodobniej będą. W dniu ich wprowadzenia ogłoszę
                                tutaj mój triumf, jako, że nie ma lepszego potwierdzenia tezy, iż kobiety nie
                                są w stanie rywalizować z mężczyznami na równych zasadach.


                                > Bzdura. Ten "przywilej" sprawia, że kobiety mają średnio o ok. 60% niższe
                                > emerytury niż m. Konserwa mąci tym niewykształconym w głowach i tyle.
                                > ...ubrał się Tad w ornat i ogonem na mszę dzwoni...;))

                                Jaka praca - taka płaca (czy to wystarczająco seksistowska uwaga?). Poza tym,
                                o ile mi wiadomo, kobiety nie muszą korzystać z przywileju wcześniejszej
                                emerytury.


                                > Widzisz Tad, jak ktoś walczy demagogią, to od demagogii ginie...
                                > Jeżeli to wyłącznie biologia przeszkadza k. korzystać z przywilejów jakimi
                                > cieszą się typowo męskie zawody (a o odprawach dla górników jescze nie
                                > wspomniałam..)to cóż innego jak biologia nie pozwala m. korzystać z
                                >przywolejówmacierzyńskich - z przerwami na karmienie piersią włącznie...
                                > A jeśli m. są zbyt słabi by z nich korzystać - ich sprawa :))


                                Masz tutaj w pewien sposób rację (choć nie do końca, bo czym innym jest siła
                                fizyczna, a czym innym posiadanie macicy. Może się zdarzyć b. silna kobieta i
                                b. słaby mężczyzna, mężczyzna zdolny do urodzenia dziecka natomiast to byłaby
                                ciekawostka). Biologia nas ogranicza. Problem polega na tym, że feministki nie
                                chcą tego przyjąć do wiadomości. Myślę, że nie rozumiemy się do końca. Ja NIE
                                występuję przeciw przepisom dotyczącym kobiet w ciąży, czy przeciw różnemu
                                traktowaniu kobiet i mężczyzn. Jest idiotyzmem równe traktowanie istot
                                różniących się. Występuję przeciw feministycznej hipokryzji. Kobiety i
                                mężczyzni różnią się, i odbija się to także w pracy. Feministki jakoś nie mogą
                                tego pojąć. Post o kobietach specjalnej troski został błędnie zinterpretowany.
                                Chodzi mi TYLKO o sposób w jaki feministki traktują kobiety - jak zupełne
                                IDIOTKI. Sama to robisz -np. kreśląc wizję pracownicy, która nie chce ale daje
                                się klepać, ze względu na "stereotyp".
                                • Gość: barbinator Re: Kobieta - istota specjalnej troski? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.03, 14:00
                                  Gość portalu: tad napisał(a):

                                  >
                                  > Na czym polega to "ochronne podejście"?


                                  Na traktowaniu kobiet jak istot niepełnosprawnych intelektualnie, które nie
                                  potrafią same podejmować świadomych decyzji odnośnie swojego życia.
                                  W krajach UE obowiązuje zasada, że pracodawca jest zobowiązany poinformować
                                  ewentualnego pracownika o zagrożeniach zdrowotnych jakie powoduje np praca w
                                  galwanizerni, ale decyzję o tym czy chce narażać swoje zdrowie podejmuje sama
                                  zainteresowana, podobnie jak to jest w przypadku mężczyzn.
                                  Istnienie długich rejestrów "prac zakazanych dla kobiet" było zawsze przez
                                  jednych, głównie mężczyzn, odbierane jako przywilej, zaś przez kobiety jako
                                  dyskryninacja, więc bardzo dobrze, że się od tego odchodzi.
                                  Przecież wszyscy jesteśmy za równością, prawda? ;))


                                  >
                                  > > Ochroną objęte jest dziecko. Idea ochrony prawnej dziecka poczętego chyba
                                  > nie
                                  > > jest ci obca?
                                  >
                                  > Bądźże poważna! Ochroną obięte są i matka i dziecko.

                                  Ja bym to ujęła tak: ochrania się kobietę, jednak nie w jej własnym interesie
                                  lecz w interesie dziecka. Udowodnij proszę, że np długotrwałe siedzenie przed
                                  komputerem odbija się na stanie zdrowia kobiety ciężarnej (w stopniu większym
                                  niż m.) a nie na stanie zdrowia jej nienarodzonego dziecka. Kogo więc przepis
                                  chroni - kobietę czy dziecko?


                                  > > Powtórzę po raz setny - zgłoś projekt takiej ustawy o powsz. obowiązku dla
                                  > > kobiet (przez swojego posła) i spokojnie poczekajmy kto będzie protestował
                                  > > Mogę postawić wszystko co mam na to, że największy krzyk podniosą kręgi
                                  > > konserwatywne, nie feministki. A ty jak sądzisz?
                                  >
                                  > Feministki może i nie, kobiety raczej tak. Tak wskazuje przynajmniej
                                  > doświadczenie historyczne.


                                  Nie wiem o jakim doświadczeniu historycznym mówisz. Praktyka dowodzi, że
                                  kobiety bardzo chętnie podejmują pracę w wojsku zawodowym zaś w nowoczesnej
                                  armii jest dla nich miejsce. Fakt, że nie ma obowiązkowego zaciągu dla k. jest
                                  niewątpliwym przywilejem, mającym swoje źródło w tradycji i myślowych
                                  schematach.
                                  Jest dla mnie oczywiste, że ani feministki ani liberałowie nie protestowali by
                                  przeciwko obowiązkowej służbie dla k. i m. - protestowali by wyłącznie
                                  konserwatyści płci obojga, w imię obrony tradycji.
                                  Dlatego ciągłe podnoszenie tego argumentu w formie zarzutu wobec feministek
                                  uważam za chybione i niesłuszne.

                                  >
                                  > > Przywileje macierzyńskie w większym stopniu dotyczą mężczyzny-ojca niż
                                  > >kobiety która dzieci mieć nie chce lub nie może.
                                  >
                                  > Bzdura. W jaki to sposób przywileje macierzyńskie dotyczyć mogą bezdzietnego
                                  > ojca?

                                  Wyraźnie pisałam o ojcu "dzietnym" - abstrahując nawet od jego prawa do urlopu
                                  wychowawczego, czy chorobowego na dziecko, które jest oczywistością, to ochrona
                                  ciąży matki jego dziecka leży w jego interesie na równi z interesem matki
                                  dziecka (oboje chcą by ich dziecko urodziło się zdrowe, dlatego oboje dbają, by
                                  kobieta np nie nosiła w ciąży ciężarów)
                                  Kobieta bezpłodna natomoast nie korzysta w ZADEN SPOSÓB z "przywilejów
                                  macierzyństwa"

                                  >
                                  > Mylisz się. Parytety najprawdopodobniej będą. W dniu ich wprowadzenia ogłoszę
                                  > tutaj mój triumf, jako, że nie ma lepszego potwierdzenia tezy, iż kobiety nie
                                  > są w stanie rywalizować z mężczyznami na równych zasadach.

                                  Dlaczego uwazasz, że będą na pewno - wiele krajów nie wprowadziło parytetów,
                                  gdyż jest to sprzeczne z ich tradycją polityczną a równouprawnienie ma się u
                                  nich świetnie. Oczywiście myślę o Norwegii, choć to nie jedyny przykład...
                                  Natomiast we Francji parytety są, a równouprawnienie wcale nie wygląda tam zbyt
                                  ciekawie, i to nawet w porównaniu z Polską.

                                  > >
                                  > Chodzi mi TYLKO o sposób w jaki feministki traktują kobiety - jak zupełne
                                  > IDIOTKI.

                                  Jak idiotki traktują kobiety zwolennicy przepisów "ochronnych" (tych nie
                                  mających związku z macierzyństwem)


                                  Sama to robisz -np. kreśląc wizję pracownicy, która nie chce ale daje
                                  > się klepać, ze względu na "stereotyp".

                                  Niezupełnie tak. Stereotyp sprawia, że klepiący i klepana uważają, że taka
                                  sytuacja jest normalna a nawet wskazana (dla zdrowia psychicznego
                                  kobiety...;)). Natomiast kobieta nie protestuje nawet gdy odczuwa podświadomy
                                  dyskomfort takiej sytuacji, gdyż boi się utracić pracę lub nie chce by mówiono
                                  o niej "ta feministka"
                                  Pozdr. B.
                                  • Gość: tad Re: Kobieta - istota specjalnej troski? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.03, 15:14
                                    Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                    > Na traktowaniu kobiet jak istot niepełnosprawnych intelektualnie, które nie
                                    > potrafią same podejmować świadomych decyzji odnośnie swojego życia.

                                    Jest w tym sporo racji. W DOKŁADNIE ten sam sposób taktują kobiety feministki.

                                    > Przecież wszyscy jesteśmy za równością, prawda? ;))

                                    To zależy o jakiej równości mówimy.

                                    > Ja bym to ujęła tak: ochrania się kobietę, jednak nie w jej własnym interesie
                                    > lecz w interesie dziecka. Udowodnij proszę, że np długotrwałe siedzenie przed
                                    > komputerem odbija się na stanie zdrowia kobiety ciężarnej (w stopniu większym
                                    > niż m.) a nie na stanie zdrowia jej nienarodzonego dziecka. Kogo więc przepis
                                    > chroni - kobietę czy dziecko?

                                    Chroni też kobietę, ponieważ ewentualne powikłania ciąży odbijają się nie tylko
                                    na zdrowiu dziecka, ale też na zdrowiu kobiety. Nie broń stanowiska nie do
                                    obrony.

                                    > Nie wiem o jakim doświadczeniu historycznym mówisz.

                                    Mówię o losach tzw. "ERA" w USA. Nie słyszałaś o tej historii? Nie dziwię się,
                                    nawet p. Graff pisząc tyle o amerykańskich feministkach, tę sprawę w dziwny
                                    sposób przemilczała.


                                    >Praktyka dowodzi, że kobiety bardzo chętnie podejmują pracę w wojsku zawodowym
                                    >zaś w nowoczesnej armii jest dla nich miejsce.

                                    Mówimy o OBOWIĄZKOWEJ słuzbie wojskowej. Miejsce dla kobiet w armii było
                                    zawsze - dla pielęgniarek czy markietanek.

                                    >Fakt, że nie ma obowiązkowego zaciągu dla k. jest
                                    > niewątpliwym przywilejem, mającym swoje źródło w tradycji i myślowych
                                    > schematach.

                                    Oczywiście - i to te schematy powodują, że w uczelniach wojskowych trzeba
                                    obniżać standardy testów sprawnościowych, by kobiety dały sobie z nimi radę.


                                    > Jest dla mnie oczywiste, że ani feministki ani liberałowie nie protestowali
                                    >by przeciwko obowiązkowej służbie dla k. i m. - protestowali by wyłącznie
                                    > konserwatyści płci obojga, w imię obrony tradycji.

                                    W USA, gdy perspektywa równouprawnienia robiła się zupełnie realna przeraziły
                                    się ZWYKŁE kobiety, a nie "konserwatyści płci obojga".


                                    > Dlatego ciągłe podnoszenie tego argumentu w formie zarzutu wobec feministek
                                    > uważam za chybione i niesłuszne.

                                    Przykład USA pokazuje, że takie nie jest.


                                    > Kobieta bezpłodna natomoast nie korzysta w ZADEN SPOSÓB z "przywilejów
                                    > macierzyństwa"

                                    No wiesz - bezpłodny mężczyzna też miałby z tym problem. Uprawiasz tu
                                    sofistykę.


                                    > Dlaczego uwazasz, że będą na pewno - wiele krajów nie wprowadziło parytetów,
                                    > gdyż jest to sprzeczne z ich tradycją polityczną a równouprawnienie ma się u
                                    > nich świetnie. Oczywiście myślę o Norwegii, choć to nie jedyny przykład...
                                    > Natomiast we Francji parytety są, a równouprawnienie wcale nie wygląda tam
                                    >zbyt ciekawie, i to nawet w porównaniu z Polską.

                                    Jakie jeszcze kraje masz na myśli poza Norwegią?
                                    Czyż w Norwegii nie prowadzi się akcji promowania kobiet, choć nie przy pomocy
                                    parytetów?


                                    > Jak idiotki traktują kobiety zwolennicy przepisów "ochronnych" (tych nie
                                    > mających związku z macierzyństwem)

                                    i feministki.

                                    > Niezupełnie tak. Stereotyp sprawia, że klepiący i klepana uważają, że taka
                                    > sytuacja jest normalna a nawet wskazana (dla zdrowia psychicznego
                                    > kobiety...;)). Natomiast kobieta nie protestuje nawet gdy odczuwa podświadomy
                                    > dyskomfort takiej sytuacji, gdyż boi się utracić pracę lub nie chce by
                                    mówiono o niej "ta feministka"

                                    A cóż to jest "podświadomy dyskomfort"? A więc dwie dorosłe osoby uważają, że
                                    wszystko jest OK, ale nie mają racji, bo są zaczadzeni stereotypem? W ten
                                    sposób mogę udowodnić WSZYSTKO.


                                    > Pozdr.
                                    • Gość: barbinator Re: Kobieta - istota specjalnej troski? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.03, 19:13
                                      Gość portalu: tad napisał(a):

                                      > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                                      >
                                      > > Na traktowaniu kobiet jak istot niepełnosprawnych intelektualnie, które ni
                                      > e
                                      > > potrafią same podejmować świadomych decyzji odnośnie swojego życia.
                                      >
                                      > Jest w tym sporo racji. W DOKŁADNIE ten sam sposób taktują kobiety
                                      feministki.

                                      To proszę o podanie przykładu propozycji ustawodawczej feministek, w której
                                      postuluje się narzucanie kobietom czegokolwiek wbrew ich woli. Chodzi mi o
                                      konkretne przykłady a nie o improwizacje luźno się trzymające tematu.
                                      Bo propozycji ustawodawczych ze strony konserwatystów w których k. traktowane
                                      są jak osoby niesamodzielne i niezdolne do decydowania o sobie trochę by się
                                      znalazło...


                                      > > Ja bym to ujęła tak: ochrania się kobietę, jednak nie w jej własnym intere
                                      > sie
                                      > > lecz w interesie dziecka. Udowodnij proszę, że np długotrwałe siedzenie pr
                                      > zed
                                      > > komputerem odbija się na stanie zdrowia kobiety ciężarnej (w stopniu więks
                                      > zym
                                      > > niż m.) a nie na stanie zdrowia jej nienarodzonego dziecka. Kogo więc prze
                                      > pis
                                      > > chroni - kobietę czy dziecko?
                                      >
                                      > Chroni też kobietę, ponieważ ewentualne powikłania ciąży odbijają się nie
                                      tylko
                                      >
                                      > na zdrowiu dziecka, ale też na zdrowiu kobiety. Nie broń stanowiska nie do
                                      > obrony.


                                      Nie zamierzam. Natomiast bardzo bym chciała by moi rozmówcy wykazali nieco
                                      bardziej zniuansowany stosunek do problemów wiążących się z prokreacją. Nie
                                      można traktować przywilejów macierzyńskich jako wyłącznego przywileju kobiet,
                                      ba wręcz jako jakiejś zachcianki z ich strony. Prokreacja jest tak samo ważna
                                      dla wszystkich i nie można zakładać, że wszelkie jej konsekwencje powinny
                                      ponosić wyłącznie kobiety, zaś przywileje macierzyńskie to jakś "łaska" którą
                                      obdarzają je szlachetni mężczyźni - jakiś przywilej, który pogłębia
                                      rzekome "uprzywilejowanie kobiet" czy "nierówności prawne".
                                      Taka postawa aż ocieka hipokryzją, w dodatku nastąpiło tutaj jakieś dziwne
                                      połączenie postaw konserwatywnych i "wolnorynkowych".
                                      Z której strony nie patrzeć - hipokryzja i egoizm aż bije w oczy...



                                      > > Nie wiem o jakim doświadczeniu historycznym mówisz.
                                      >
                                      > Mówię o losach tzw. "ERA" w USA. Nie słyszałaś o tej historii? Nie dziwię
                                      się,
                                      > nawet p. Graff pisząc tyle o amerykańskich feministkach, tę sprawę w dziwny
                                      > sposób przemilczała.

                                      Faktycznie nie znam tej sprawy.
                                      >
                                      >
                                      > >Praktyka dowodzi, że kobiety bardzo chętnie podejmują pracę w wojsku zawodo
                                      > wym
                                      > >zaś w nowoczesnej armii jest dla nich miejsce.
                                      >
                                      > Mówimy o OBOWIĄZKOWEJ słuzbie wojskowej. Miejsce dla kobiet w armii było
                                      > zawsze - dla pielęgniarek czy markietanek.

                                      Nie żartuj, naprawdę wydaje cie się, że w nowoczesnej armii np amerykańskiej
                                      kobiety są wyłącznie pielęgniarkami i hmmm "markietankami"?
                                      Chyba nie jesteś na bieżąco...


                                      > >Fakt, że nie ma obowiązkowego zaciągu dla k. jest
                                      > > niewątpliwym przywilejem, mającym swoje źródło w tradycji i myślowych
                                      > > schematach.
                                      >
                                      > Oczywiście - i to te schematy powodują, że w uczelniach wojskowych trzeba
                                      > obniżać standardy testów sprawnościowych, by kobiety dały sobie z nimi radę.


                                      Zauważ tylko, że ja wcale nie uważam aby każdą tradycję należało likwidować.
                                      Choinkę, zajączka i parę innych można zostawić...
                                      Co do obniżania standardów, to wcale nie jestrem pewna czy się nie mylisz.
                                      Czytałam kiedyś artykuł o dziewczynach w WSMW (marynarka wojenna)i wydaje mi
                                      się, że napisano tam, że min. warunki dla k. i m. są identyczne, w związku z
                                      czym dużo mniej chętnych dziewcząt niż chłopców dostaje się do tej szkoły.
                                      >
                                      >
                                      >
                                      > W USA, gdy perspektywa równouprawnienia robiła się zupełnie realna przeraziły
                                      > się ZWYKŁE kobiety, a nie "konserwatyści płci obojga".

                                      Dobrze, zwykłe kobiety o konserwatywnych poglądach.

                                      >
                                      >
                                      > > Dlatego ciągłe podnoszenie tego argumentu w formie zarzutu wobec feministe
                                      > k
                                      > > uważam za chybione i niesłuszne.
                                      >
                                      > Przykład USA pokazuje, że takie nie jest.

                                      To w USA feministki były przeciwne służbie kobiet?
                                      A które to były - te nieistotne i marginesowe liberal-feminists czy te istotne
                                      i przodujące socjalist-feminists?
                                      >
                                      >
                                      > > Kobieta bezpłodna natomoast nie korzysta w ZADEN SPOSÓB z "przywilejów
                                      > > macierzyństwa"
                                      >
                                      > No wiesz - bezpłodny mężczyzna też miałby z tym problem. Uprawiasz tu
                                      > sofistykę.

                                      Nieprawda, bo porównywałam tylko niepłodną kobietę i dzieciatego mężczyznę.
                                      Które z tych dwojga bardziej korzysta z wszelkich przywilejów macierzyńskich,
                                      wychowawczych i opiekuńczych? Gdzie tu niby sofistyka - samo życie...
                                      Pozdr. B.
                          • Gość: Sebastian Re: Kobieta - istota specjalnej troski? IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 17.01.03, 23:49

                            > Jeśli chcesz mówić o prawnych przywilejach kobiet, to podaj przykłady
                            > abstrahujące od prokreacji.
                            Dlaczego?
                            > Skoro mówimy jednak o męskich przywilejach, to ostatnio znalazłam coś co mnie
                            > zdziwiło - do przejścia na wcześniejszą (o 5 lat) emeryturę oprócz złego
                            stanu
                            > zdrowia, należy mieć 25 lat przepracowanych dla mężczyzn a 30 dla kobiet. To
                            > chyba jest pewne uprzywilejowanie mężczyzn?
                            Jeśli tak jest to istotnie. Należy to zlikwidować.

                            > No i te wszystkie dużo wcześniejsze emerytury w zawodach typowo męskich -
                            > górnicy, wojskowi...
                            > Tylko proszę mi nie mówić, że kobiety też mogą być górnikami, bo jeszcze do
                            > niedawna nie mogły, bo to było zakazane, zaś teraz też w praktyce nie mogą z
                            > grubsza z tych samych powodów z których mężczyźni nie mogą rodzić dzieci -
                            > biologia po prostu.
                            Niejedna "prawdziwa" feministka oczy by Ci wydrapała za takie teksty.

                            Kobiety moga być takimi samymi zołnierzami jak mężczyzni.
                            Dyskryminacja w tej kwestii to skandal.
                            (dla twojego wyjaśnienia: powyższy tekst to ironia. Po tym jak zasugerowałaś ze
                            jestem zwolennikiem ulg budowlanych wolę to zastrzec)
                  • b.u.zz Re: Molestowanie a flirt 17.01.03, 17:38
                    sagan2 napisała:

                    > naprawde ciekawa jestem, jak bys rozwiazal taka sytuacje.

                    ja tez, bo nigdy sie w takiej nie znalazlem. cos bym wymyslil. tylko znowu - co
                    sad i prawo maja do tego?
                    pozdrawiam
                    b.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka