d.ark
17.01.03, 21:41
Było dziś spotkanie z Kingą Dunin, dość ciekawe pod paroma względami.
Na jedno z pierwszych pytań, nieodzownych przy takich spotkaniach - "Czy jest
pani feministką", padła odpowiedź: "Jestem feministką...kiedy trzeba". :)
A z innej beczki - wspomniała o czymś, co jest jedną z możliwych
interpretacji współczesnego feminizmu w Polsce. Stwierdziła mianowicie (za
kimś, nie dosłyszałam nazwiska), że dzieli się on na emancypację i feminizm.
Ten pierwszy jest związany z zabiegami o równouprawnienie kobiet, walczeniem
z dyskryminacją (kwestie płac itp.), czyli de facto z tymi kwestiami, co do
których raczej wszyscy się zgadzamy. Natomiast feminizm jest głębszy,
związany z zapatrywaniami na ogólnie pojętą kulturę, przemianami
mentalnościowymi, z odcięciem od tradycjonalizmu i konserwatywnego
zapatrywania się na kwestie płci.Może to i dzielenie włosa na czworo,
grzebanie się w definicjach i semantyce, ale...