stephen_s
10.06.06, 13:49
Taka refleksja mi się nasunęła...
Widziałem w kinie już co nieco filmów hollywoodzkich będących adaptacjami
historii wziętych z innych mediów... I tak mnie coraz bardziej uderza, że
często te adaptacje odbywają się kosztem postaci kobiecych.
Po raz pierwszy uderzyło mnie to, gdy oglądałem adaptację "Daredevila" (taki
komiks). W komiksie jedną z postaci drugoplanowych jest niejaka Elektra -
kobieta zamachowiec, niesamowicie twarda i niebezpieczna babka. W filmowym
"Daredevilu" Elektra tez się pojawia... jako słodka babeczka, która ginie w
czasie pierwszej swojej akcji.
Kolejna adaptacja komiksu - "Liga Niezwykłych Dzentelmenów". W komiksie
dowódcą Ligi jest Mina Murray, która wypada jako chyba najbardziej rozsądna i
kompetentna postać z całej ekipy :) W filmowej "Lidze" dowódcą jest... facet,
czyli Alan Quatermain...
Z nowszych przykładów: "Kod da Vinci". W ksiązce jedną z bohaterek jest Sophie
Neveu, która jest kryptologiem, tęgą głową i generalnie uczestniczy na równych
prawach w rozwiązywaniu zagadki. W filmowej adaptacji rola Sophie ogranicza
się do patrzenia zbaraniałym wzrokiem w Toma Hanksa wykładającego jej kolejne
rewelacje...
Czy przesadzam, czy też naprawdę istnieje taka prawidłowość, że w
hollywoodzkim filmie postać kobieca nie może być silna..?