Dodaj do ulubionych

feminizm a lewica

31.01.03, 15:49
zastanawiajace jest, ze feminizm jest czesto postrzegany jako prad umyslowy
wpisujacy sie w ideologie szeroko rozumianej lewicy
Obserwuj wątek
    • maly.ksiaze Re: feminizm a lewica 31.01.03, 16:09
      Dlaczego? Jest postrzegany jako lewicowy, bo jest lewicowy (w przeciwienstwie
      do emancypacji; emancypacja jest liberalna).

      Pozdrawiam,

      mk.
    • Gość: Sebastian Re: feminizm a lewica IP: *.tele2.pl 31.01.03, 16:21
      > zastanawiajace jest, ze feminizm jest czesto postrzegany jako prad umyslowy
      > wpisujacy sie w ideologie szeroko rozumianej lewicy

      Istotnie zastanawiające.
      Mniej więcej tak zastanawiające jak to , że nie wiedzieć czemu Volkswagen
      postrzegany jest jako samochód niemiecki.
      • d.ark Re: feminizm a lewica 31.01.03, 17:18
        Gość portalu: Sebastian napisał(a):

        > > zastanawiajace jest, ze feminizm jest czesto postrzegany jako prad umyslow
        > y
        > > wpisujacy sie w ideologie szeroko rozumianej lewicy
        >
        > Istotnie zastanawiające.
        > Mniej więcej tak zastanawiające jak to , że nie wiedzieć czemu Volkswagen
        > postrzegany jest jako samochód niemiecki.

        A jednak jest zastanawiające. Deklaruję się jako feministka i mam poglądy
        liberalne. Jedno z drugim nie koliduje.

        Pozdrawiam
        D.ark
        • Gość: Sebastian Re: feminizm a lewica IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 31.01.03, 18:21
          > A jednak jest zastanawiające. Deklaruję się jako feministka i mam poglądy
          > liberalne. Jedno z drugim nie koliduje.


          Podaj kilka twoich podstawowych postulatów, poglądów które uznajesz za
          liberalne a następnie podaj kilka takich , które uważasz za feministyczne.
          Wtedy będe mógł się wypowiedzieć i ustosunkować
          • uli Re: feminizm a lewica 31.01.03, 18:27
            czy dążenie do równych płac nie jest w duchu liberalizmu?

            liberalna zula
            • Gość: barbinator Re: feminizm a lewica IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.03, 19:26
              uli napisała:

              > czy dążenie do równych płac nie jest w duchu liberalizmu?
              >
              > liberalna zula


              Moim zdaniem tak. Zdaniem forumowych liberałow - nie.
              A w ogóle to dobrze napisał mk - feminizm jest lewicowy a emancypacja liberalna.
              Ja bym do tego jeszcze dodała, że warto rozrózniać "lewicowy"
              od "komunistyczny", zwłaszcza w kraju w którym antykomunizm jest dla wielu osób
              wystarczającą rekomendacją moralną.
              • agrafek Re: feminizm a lewica 03.02.03, 16:14
                To, że jakiś ruch wrzuca do swych postulatów hasło brzmiące liberalnie nie
                czyni jeszcze z niego ruchu liberalnego. Dodam jeszcze, że w momencie gdy ten
                ruch dąży do zorganizowania najdrobniejszych nawet przejawów życia społecznego
                przy pomocy konkretnych przepisów prawnych to liberalizmu mu troszkę daleko.
                Pozdrawiam.
                • maly.ksiaze Emancypacja 03.02.03, 19:20
                  agrafek napisał:

                  > To, że jakiś ruch wrzuca do swych postulatów hasło brzmiące liberalnie nie
                  > czyni jeszcze z niego ruchu liberalnego. Dodam jeszcze, że w momencie gdy ten
                  > ruch dąży do zorganizowania najdrobniejszych nawet przejawów życia
                  społecznego
                  > przy pomocy konkretnych przepisów prawnych to liberalizmu mu troszkę daleko.
                  > Pozdrawiam.
                  Emancypacja to raczej zjawisko, a nie ruch. Zjawisko o zdecydowanie liberalnym
                  wydzwieku:
                  - O, jakie fajne! Jak sie to nazywa? 'Prawa czlowieka i obywatela'? ! Hmmm...
                  Mozemy tez takie miec?

                  Pozdrawiam,

                  mk.
                  • agrafek Re: Emancypacja 04.02.03, 15:34
                    To autorki wspominanej tu manifesty to po prostu emancypantki? O, to dla mnie,
                    a zapewne dla nich także, nowość.
                    Jest różnica między, np. Konstytucją, która określa prawa i obowiązki obywatela
                    a uszczegóławianiem przepisów określając legislacyjnie każdy przejaw życia
                    codziennego. Czy w "Prawach człowieka i obywatela" mieszczą się zdania
                    typu: "Jeżeli pomimo równości wobec prawa niektórzy ludzie nie są w wyniku
                    praktyki społecznej prawdziwie równi, to dla dobra świata zmieńmy prawo tak, by
                    byli wobec niego równiejsi. Przejawem zamachu na tak rozumianą równość jest zaś
                    wszelkie zachowanie sugerujące, że ludzie różnią się między sobą ze względu na:
                    płeć. Dlatego niniejszym wnosimy o wniesienie następujących przepisów:...". Ja
                    dostrzegam różnicę, Ty nie?
                    • maly.ksiaze Aaaaa.... 04.02.03, 15:56
                      To my chyba o czym innym mowimy. Zabawne nieporozumienie. Myslalem, ze odnosisz
                      sie do tego fragmentu postu Barbinator, w ktorym napisala, ze zgadza sie z moim
                      stwierdzeniem, iz feminizm jest lewicowy, a emancypacja - liberalna. Panie od
                      Manify to rzecz jasna, zgodnie z ich wlasnymi deklaracjami, feministki. Na
                      dodatek zawodowe.

                      Pozdrawiam,

                      mk.
                      • agrafek Re: Aaaaa.... 04.02.03, 17:18
                        Nieporozumienie wyjaśnione:)
            • maly.ksiaze Re: feminizm a lewica 31.01.03, 19:30
              uli napisała:

              > czy dążenie do równych płac nie jest w duchu liberalizmu?
              Zalezy. Moje dazenie abym zarabial tyle co np. Roman Kluska jest w duchu
              liberalizmu. Dazenie Urzedu Skarbowego do tego, aby R. Kluska zarabial tyle co
              ja - nie jest.

              Pozdrawiam,

              mk.
            • Gość: Sebastian Re: feminizm a lewica IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 31.01.03, 22:18

              > czy dążenie do równych płac nie jest w duchu liberalizmu?

              W jaki sposób?
              Poprzez namawianie pracodawców do rówmych płac - TAK
              Poprzez zmuszanie pracodawców do równych płac - NIE.


              • uli łiiiiiiiiiiiiiiiiii 01.02.03, 23:29
                no, nie no skąd, to przeciez jest absurd żeby płacić tyle samo za tą samą pracę
                różnym ludziom! liberalizm to przecież coś innego. a konstytucja jest tylko
                taką małą formalnoscią, z którą przecież umowy o pracę, o dzieło itd nie muszą
                się zgadzać. a kodeks pracy to też jakiśtam bzdurny kodeks. przepisy są po to,
                żeby je łamać, jak mawialo się w podstwówce. to jest dopiero wolność:-)
                • bart.q Re: łiiiiiiiiiiiiiiiiii 02.02.03, 11:24
                  uli napisała:

                  > no, nie no skąd, to przeciez jest absurd żeby płacić tyle samo za tą samą
                  > pracę różnym ludziom!

                  Czy to ma jakieś szczególnie feministykologiczne (od feministykologii ;))
                  konotacje?
                  Nierówność płac to norma światowa. :)
                • Gość: Sebastian Re: łiiiiiiiiiiiiiiiiii IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 02.02.03, 11:36
                  > no, nie no skąd, to przeciez jest absurd żeby płacić tyle samo za tą samą
                  pracę
                  Absurdem jest narzucanie osobom trzecim żeby płaciły komus akurat tyle ile się
                  np. feministkom podoba.
                  Natomiast jeśli ktoś dojdzie do wniosku, że będzie w swojej firmie płacił
                  wszystkim po równo to jego sprawa.

                  > różnym ludziom! liberalizm to przecież coś innego.
                  Liberalizm polega między innymi na tym, że wysokośc płacy ustala pracodawca z
                  pracownikiem a nie odgórne przepisy.
                  > a konstytucja jest tylko
                  > taką małą formalnoscią, z którą przecież umowy o pracę, o dzieło itd nie
                  muszą
                  > się zgadzać
                  Aha, czyli zabranianie pracodawcom swobodnego kształtowania płac (w uzgodnieniu
                  z pracownikiem oczywiscie) jest złe bo jest niezgodne z konstytucją?
                  A jakby w konstytucji nie było nic na ten temat to bys uznała, że wszystko jest
                  OK.
                  > a kodeks pracy to też jakiś tam bzdurny kodeks
                  TEN kodeks pracy to jest bzdurny kodeks.
                  > przepisy są po to,
                  > żeby je łamać
                  Właśnie NIE,
                  Są po to , żeby je przestrzegać. Dlatego m. inn. nie należy wprowadzać
                  przepisów, o których z założenia wiadomo, że będą notorycznie łąmane.
                • Gość: Sebastian Re: łiiiiiiiiiiiiiiiiii IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 02.02.03, 11:37
                  > no, nie no skąd, to przeciez jest absurd żeby płacić tyle samo za tą samą
                  pracę
                  Absurdem jest narzucanie osobom trzecim żeby płaciły komus akurat tyle ile się
                  np. feministkom podoba.
                  Natomiast jeśli ktoś dojdzie do wniosku, że będzie w swojej firmie płacił
                  wszystkim po równo to jego sprawa.

                  > różnym ludziom! liberalizm to przecież coś innego.
                  Liberalizm polega między innymi na tym, że wysokośc płacy ustala pracodawca z
                  pracownikiem a nie odgórne przepisy.
                  > a konstytucja jest tylko
                  > taką małą formalnoscią, z którą przecież umowy o pracę, o dzieło itd nie
                  muszą
                  > się zgadzać
                  Aha, czyli zabranianie pracodawcom swobodnego kształtowania płac (w uzgodnieniu
                  z pracownikiem oczywiscie) jest złe bo jest niezgodne z konstytucją?
                  A jakby w konstytucji nie było nic na ten temat to bys uznała, że wszystko jest
                  OK.
                  > a kodeks pracy to też jakiś tam bzdurny kodeks
                  TEN kodeks pracy to jest bzdurny kodeks.
                  > przepisy są po to,
                  > żeby je łamać
                  Właśnie NIE,
                  Są po to , żeby je przestrzegać. Dlatego m. inn. nie należy wprowadzać
                  przepisów, o których z założenia wiadomo, że będą notorycznie łąmane.
                  • Gość: zula Re: łiiiiiiiiiiiiiiiiii IP: *.leased-02.binet.pl 02.02.03, 12:05
                    > Absurdem jest narzucanie osobom trzecim żeby płaciły komus akurat tyle ile
                    się np. feministkom podoba.

                    to jest fakt, zwyczaj, że kobietom płaci się mniej za tą samą pracę, kuknij do
                    roczników statystycznych, zazwyczaj to 70% tego, co w tym samym zawodzie za tą
                    sama pracę zarabia mężczyzna. oczywiście są zawody bardziej egalitarne płacowo:
                    prawnicy i prawniczki, programiści i programistki zarabiają +/- równo. ja sobie
                    cenię moją pracę i nie będę zarabiać mniej od kolegi tylko dlatego, że taki
                    jest ZWYCZAJ.

                    > > różnym ludziom! liberalizm to przecież coś innego.
                    > Liberalizm polega między innymi na tym, że wysokośc płacy ustala pracodawca z
                    > pracownikiem a nie odgórne przepisy.

                    liberalizm to również płace minimialne.

                    > Aha, czyli zabranianie pracodawcom swobodnego kształtowania płac (w
                    uzgodnieniu z pracownikiem oczywiscie) jest złe bo jest niezgodne z konstytucją?

                    to jest wygoda ulegać tym przedziwnym zasadom, o których pisałam na początku-
                    ze kobieta zarabia 30% mniej dlatego, że jest kobietą. to jest jakiś
                    przedpotopowy zwyczaj- męzczyzna musi zarabiac więcej, bo utrzymuje rodzinę, a
                    kobieta mniej, bo wiadomo, że to, ze pracuje jest jej celem sekundarnym.
                    prymarnym, wiadomo, jest rodzina. żaden uczciwy pracodawca tak nie traktuje
                    swoich pracowników. a gdyby pracownik mial chorą babcię, to zarabiałby więcej?
                    to jest etyczny absurd (jeśli spojrzymy na to z punktu widzenia etyki
                    sprawiedliwości, liberalizmu)

                    > A jakby w konstytucji nie było nic na ten temat to bys uznała, że wszystko
                    jest OK.

                    tak się składa, ze zyjemy w tych a nie innych czasach, i mamy taką a nie inna
                    konstytucję, więc nie mogę stwierdzic, "co by było gdyby".

                    > Właśnie NIE,
                    > Są po to , żeby je przestrzegać.

                    nie dostrzegłeś ironii? też tak uważam- są po to, zeby ICH PRZESTRZEGAĆ.

                    Dlatego m. inn. nie należy wprowadzać
                    > przepisów, o których z założenia wiadomo, że będą notorycznie łąmane.

                    no to niech prawo tworzą zdolni prawnicy, a nie nieuki. nie widzę innego
                    rozwiazania(?)
                    • Gość: Sebastian Re: łiiiiiiiiiiiiiiiiii IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 02.02.03, 12:45
                      > to jest fakt, zwyczaj, że kobietom płaci się mniej za tą samą pracę, kuknij
                      do
                      > roczników statystycznych, zazwyczaj to 70% tego, co w tym samym zawodzie za

                      > sama pracę zarabia mężczyzna.
                      Podaj link jeśli masz bo ja pamietam stronę feministyczną na której podano ,że
                      kobiety w Polsce zarabiają średnio 18% mniej niż męzczyzni. Podkreślam, że
                      chodzi o średnią więc różnice moga wynikać zarówno z róznic w zarobkach na tym
                      samym stanowisku jak i faktu, że mężczyzni częsciej zajmują lepiej płatne
                      stanowiska.
                      > > Liberalizm polega między innymi na tym, że wysokośc płacy ustala pracodawc
                      > a z
                      > > pracownikiem a nie odgórne przepisy.

                      > liberalizm to również płace minimialne.
                      No tak. I co w związku z tym?
                      Możesz wyjaśnić co miałas na myśli?

                      > to jest wygoda ulegać tym przedziwnym zasadom, o których pisałam na początku-
                      > ze kobieta zarabia 30% mniej dlatego, że jest kobietą. to jest jakiś
                      > przedpotopowy zwyczaj- męzczyzna musi zarabiac więcej, bo utrzymuje rodzinę.
                      To jest jakiś przedpotopowy zwyczaj, że państwo ma narzucać prywatnemu
                      przedsiębiorcy ile ma płacić pracownikowi.

                      > kobieta mniej, bo wiadomo, że to, ze pracuje jest jej celem sekundarnym.
                      Nie. Kobiety zarabiają mniej nie dlatego, że mają się zajmowac rodziną tylko
                      dlatego że przeważnie otrzymując propozycję danej pracy za daną płacę akceptują
                      ją.
                      Ponadto jak czytałem gdzieś w jakims artykule kobiety statystycznie bardziej
                      cenią sobie stabiność w pracy i poczuci ebezpieczeństwa a co z tym związane
                      rzadziej zmieniaja pracę.
                      > żaden uczciwy pracodawca tak nie traktuje
                      > swoich pracowników.
                      No to jest zasadniczy temat tej i wielu dyskusji na tym forum. Otóż ja i wielu
                      innych forumowiczu twierdzimy, że różnice w wynagradzaniu nie oznaczają
                      nieuczciwiści.
                      > a gdyby pracownik mial chorą babcię, to zarabiałby więcej?
                      O to już się pytaj każdego pracodawcy z osobna.
                      > to jest etyczny absurd (jeśli spojrzymy na to z punktu widzenia etyki
                      > sprawiedliwości, liberalizmu)
                      Etyczny absurd polega na tym, że z punktu widzenia feministek pracodawca, który
                      daje pracę ale za mniejsze pieniądze jest bardziej godny potępienia od
                      pracodawcy, który tej pracy nie daje w ogóle.(bo nawet feministki nie proponują
                      na szczęscie przymusu zatrudniania)

                      > tak się składa, ze zyjemy w tych a nie innych czasach, i mamy taką a nie inna
                      > konstytucję, więc nie mogę stwierdzic, "co by było gdyby".
                      Ale inną konstytucję mieliśmy jeszcze nie tak dawno. Czy wsadzanie do więzienia
                      opozycjionisów było OK bo było zgodne z konstytucją?
                      > no to niech prawo tworzą zdolni prawnicy, a nie nieuki. nie widzę innego
                      > rozwiazania(?)
                      Prawnicy moga co najwyżej redagować i nadawać formę temu co wymyśli parlament.
                      Zaś nieprzestrzeganie tego typu przepisów bierze się w dużym stopniu z ich
                      nieetyczności i sprzeczności ze zdrowym rosądkiem
                      • Gość: zula Re: łiiiiiiiiiiiiiiiiii IP: *.leased-02.binet.pl 02.02.03, 21:56
                        > Podaj link jeśli masz bo ja pamietam stronę feministyczną na której
                        podano ,że kobiety w Polsce zarabiają średnio 18% mniej niż męzczyzni.

                        dane pochodzą z GUSowskiego opracowania "kobieta w polsce", są już trochę stare
                        (sprzed 10 lat) a nowe opracowanie wyjdzie chyba dopiero po opracowaniu wyników
                        spisu powszechnego. a jaki jest link tej strony?


                        > > liberalizm to również płace minimialne.
                        > No tak. I co w związku z tym?

                        chodzi po pierwsze o to, że to właśnie odróżnia liberalizm od anarchii- że
                        panstwo chroni pracownika- akurat w tej kwestii. druga rzecz, to to, że gdyby
                        nie istniała płaca minimalna, to wszystkie pensje poszłyby o 100-200-300% w
                        dół, to niszczyłoby gospodarkę.


                        > zwyczaj- męzczyzna musi zarabiac więcej, bo utrzymuje rodzin
                        > ę.
                        > To jest jakiś przedpotopowy zwyczaj, że państwo ma narzucać prywatnemu
                        > przedsiębiorcy ile ma płacić pracownikowi.

                        to nawet nie panstwo narzuca- to jest tłumaczenie pracodawców!

                        > Nie. Kobiety zarabiają mniej nie dlatego, że mają się zajmowac rodziną tylko
                        > dlatego że przeważnie otrzymując propozycję danej pracy za daną płacę
                        akceptują ją.

                        lepsza taka niż żadna?

                        > Ponadto jak czytałem gdzieś w jakims artykule kobiety statystycznie bardziej
                        > cenią sobie stabiność w pracy i poczuci ebezpieczeństwa a co z tym związane
                        > rzadziej zmieniaja pracę.

                        ale np. również mobbing statystycznie częściej dotyczy kobiet. to są plusy i
                        minusy bycia working girl.

                        > No to jest zasadniczy temat tej i wielu dyskusji na tym forum. Otóż ja i
                        wielu innych forumowiczu twierdzimy, że różnice w wynagradzaniu nie oznaczają
                        > nieuczciwiści.

                        z jednej strony: należy się cenić. z drugiej: gdyby twój kolega po fachu
                        pracował gorzej od ciebie, cały dzień się czymś obżerał, a mimo to zarabiał
                        więcej od ciebie, to uwierz, ne czułbyś się sprawiedliwie potraktowany.

                        > Etyczny absurd polega na tym, że z punktu widzenia feministek pracodawca,
                        który daje pracę ale za mniejsze pieniądze jest bardziej godny potępienia od
                        > pracodawcy, który tej pracy nie daje w ogóle.

                        nie, rozważamy sytuację: kobieta fachowiec- męzczyzna fachowiec, nie praca-brak
                        pracy. żadne takie sciemnianie nie zmienia powagi dylematu. to co piszesz,
                        brzmi tak: cieszcie się, że w ogóle macie pracę, baby.
                        jak kiedyś napisał soso, w dzisiejszych czasach kupuje się pracę, a nie daje
                        komuś pracę. sciślej rzecz biorac kupuje się czas. i to nie jest żadna łaska,
                        żaden ochłap, że za pieniadze zainwestowane w siebie, studia, kursy, staże
                        komuś daje się szansę, żeby popracował, i ten ktoś zarabia mniej pieniędzy
                        TYLKO z powodu płci. popytaj swoje koleżanki o ich doswiadczenia z pracą.
                        polecam menadzerów w województwie śląskim. to jest niesprawiedliwosć. mozesz
                        tego nie słuchać, ale ja tak to odczuwam

                        > Ale inną konstytucję mieliśmy jeszcze nie tak dawno. Czy wsadzanie do
                        więzienia opozycjionisów było OK bo było zgodne z konstytucją?

                        konstytucję zmieniono gdy miałam 10-11 lat, wiec sorry nie mogę powiedzieć ci
                        co myslę o poprzedniej i efektach wprowadzenia jej w życie(to chyba gomułka coś
                        majstrował przy niej? a dlaczego tyle osób poszło na jego pogrzeb? czy był aż
                        takim demonem?). o opozycjonistach w więzieniu oczywiście wypowiadam się
                        potępiająco.
                        ale jakby nie ma to zwiazku z pracą.

                        > Prawnicy moga co najwyżej redagować i nadawać formę temu co wymyśli parlament.
                        > Zaś nieprzestrzeganie tego typu przepisów bierze się w dużym stopniu z ich
                        > nieetyczności i sprzeczności ze zdrowym rosądkiem

                        kodeks pracy może być i super, ale gdy nie bedzie miejsc pracy, a w kraju
                        bedzie 18% bezrobocie- niczego to nie zmieni.
                        • Gość: Sebastian Re: łiiiiiiiiiiiiiiiiii IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 02.02.03, 23:07

                          > > > liberalizm to również płace minimialne.
                          > > No tak. I co w związku z tym?
                          >
                          > chodzi po pierwsze o to, że to właśnie odróżnia liberalizm od anarchii- że
                          > panstwo chroni pracownika- akurat w tej kwestii. druga rzecz, to to, że
                          > gdyby
                          > nie istniała płaca minimalna, to wszystkie pensje poszłyby o 100-200-300% w
                          > dół, to niszczyłoby gospodarkę.
                          Więc czemu większośc pracowników zarabia więcej niż płaca minimalna? (płaca
                          min. to teraz chyba 800 zł brutto)
                          Panstwo narzuca tylko płace minimalną.
                          A skąd sie bierze to , że pracodawcy płacą więcej.
                          Skoro to państwu pracownicy zawdzięczają płace to czemu państwo nie podniesie
                          płacy minimalnej o 200% .
                          Od razu byłoby lepiej, prawda?

                          > > Nie. Kobiety zarabiają mniej nie dlatego, że mają się zajmowac rodziną tyl
                          > ko
                          > > dlatego że przeważnie otrzymując propozycję danej pracy za daną płacę
                          > akceptują ją.
                          > lepsza taka niż żadna?
                          Po prostu akceptują ją.
                          "taka" tzn. jaka?

                          >
                          > > Ponadto jak czytałem gdzieś w jakims artykule kobiety statystycznie bardzi
                          > ej
                          > > cenią sobie stabiność w pracy i poczuci ebezpieczeństwa a co z tym związan
                          > e
                          > > rzadziej zmieniaja pracę.
                          >
                          > ale np. również mobbing statystycznie częściej dotyczy kobiet. to są plusy i
                          > minusy bycia working girl.
                          Co to znaczy "również"?
                          Ja ci poprostu tłumacze dlaczego kobiety zarabiają statystycznie mniej a ty mi
                          ni z gruchy ni z pietruchy o mobbingu.

                          > z jednej strony: należy się cenić. z drugiej: gdyby twój kolega po fachu
                          > pracował gorzej od ciebie, cały dzień się czymś obżerał, a mimo to zarabiał
                          > więcej od ciebie, to uwierz, ne czułbyś się sprawiedliwie potraktowany.
                          Jesli poczułbym sie niesprawiedliwie potraktowany to znaczy że jestem wart
                          więcej n iż mi sie płaci a to z kolei znaczy, że moge się zwolnić bo znajdę
                          lepszą pracę. Po co mam pracować gdzieś, gdzie mnie nie doceniają?


                          > nie, rozważamy sytuację: kobieta fachowiec- męzczyzna fachowiec, nie praca-
                          brak
                          A dlaczego akurat taką?
                          Przecież ten sam pracodawca mógłby w ogóle nie zatrudnić kobiety i mogłabyś
                          mu ... naskoczyć.
                          A jak zatrudnił to uważasz, że jest "be"?

                          > pracy. żadne takie sciemnianie nie zmienia powagi dylematu. to co piszesz,
                          > brzmi tak: cieszcie się, że w ogóle macie pracę, baby.
                          Nie. To oznacza, że przy danej pensji oferta pracodawcy "spotkała się" z oferta
                          pracownika i zawarli dobrowolną umowę.

                          > jak kiedyś napisał soso, w dzisiejszych czasach kupuje się pracę, a nie daje
                          > komuś pracę. sciślej rzecz biorac kupuje się czas.
                          Zgadza się. Kupuje się płącąc tyle na ile się wycenia wartość tej pracy.

                          > > Ale inną konstytucję mieliśmy jeszcze nie tak dawno. Czy wsadzanie do
                          > więzienia opozycjionisów było OK bo było zgodne z konstytucją?
                          >
                          > konstytucję zmieniono gdy miałam 10-11 lat,
                          To wiele wyjaśnia.
                          wiec sorry nie mogę powiedzieć ci
                          > co myslę o poprzedniej i efektach wprowadzenia jej w życie(to chyba gomułka
                          coś
                          >
                          > majstrował przy niej? a dlaczego tyle osób poszło na jego pogrzeb? czy był aż
                          > takim demonem?).
                          Jak mam ci odpowiedzieć zwięźle skoro w jednym zdaniu potrafisz zmieścić tyle
                          błędów merytorycznych.
                          > o opozycjonistach w więzieniu oczywiście wypowiadam się
                          > potępiająco.
                          > ale jakby nie ma to zwiazku z pracą.
                          Ma związek z używaniem argumentów : tak powinno być bo tak jest w konstytucji.
                          Opozycjonistów należalo wsadzać do więzienia bo sprzeciwiali się konstytucji i
                          chcieli obalić ustrój. - tak by można wnioskować po twoim sposobie myślenia.

                          > kodeks pracy może być i super, ale gdy nie bedzie miejsc pracy, a w kraju
                          > bedzie 18% bezrobocie- niczego to nie zmieni.
                          Jak to?
                          To nie państwo i kodeks pracy tworzą miejsca pracy i zapewniają właściwe
                          warunki pracy?
                          • uli Re: łiiiiiiiiiiiiiiiiii 03.02.03, 10:25
                            Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                            >
                            > > > > liberalizm to również płace minimialne.
                            > > > No tak. I co w związku z tym?
                            > >
                            > > chodzi po pierwsze o to, że to właśnie odróżnia liberalizm od anarchii- że
                            >
                            > > panstwo chroni pracownika- akurat w tej kwestii. druga rzecz, to to, że
                            > > gdyby
                            > > nie istniała płaca minimalna, to wszystkie pensje poszłyby o 100-200-300%
                            > w
                            > > dół, to niszczyłoby gospodarkę.
                            > Więc czemu większośc pracowników zarabia więcej niż płaca minimalna? (płaca
                            > min. to teraz chyba 800 zł brutto)
                            > Panstwo narzuca tylko płace minimalną.
                            > A skąd sie bierze to , że pracodawcy płacą więcej.
                            > Skoro to państwu pracownicy zawdzięczają płace to czemu państwo nie podniesie
                            > płacy minimalnej o 200% .
                            > Od razu byłoby lepiej, prawda?
                            >
                            > > > Nie. Kobiety zarabiają mniej nie dlatego, że mają się zajmowac rodzin
                            > ą tyl
                            > > ko
                            > > > dlatego że przeważnie otrzymując propozycję danej pracy za daną płacę
                            >
                            > > akceptują ją.
                            > > lepsza taka niż żadna?
                            > Po prostu akceptują ją.
                            > "taka" tzn. jaka?
                            >
                            > >
                            > > > Ponadto jak czytałem gdzieś w jakims artykule kobiety statystycznie b
                            > ardzi
                            > > ej
                            > > > cenią sobie stabiność w pracy i poczuci ebezpieczeństwa a co z tym zw
                            > iązan
                            > > e
                            > > > rzadziej zmieniaja pracę.
                            > >
                            > > ale np. również mobbing statystycznie częściej dotyczy kobiet. to są plusy
                            > i
                            > > minusy bycia working girl.
                            > Co to znaczy "również"?
                            > Ja ci poprostu tłumacze dlaczego kobiety zarabiają statystycznie mniej a ty
                            mi
                            > ni z gruchy ni z pietruchy o mobbingu.
                            >
                            > > z jednej strony: należy się cenić. z drugiej: gdyby twój kolega po fachu
                            > > pracował gorzej od ciebie, cały dzień się czymś obżerał, a mimo to zarabia
                            > ł
                            > > więcej od ciebie, to uwierz, ne czułbyś się sprawiedliwie potraktowany.
                            > Jesli poczułbym sie niesprawiedliwie potraktowany to znaczy że jestem wart
                            > więcej n iż mi sie płaci a to z kolei znaczy, że moge się zwolnić bo znajdę
                            > lepszą pracę. Po co mam pracować gdzieś, gdzie mnie nie doceniają?
                            >
                            >
                            > > nie, rozważamy sytuację: kobieta fachowiec- męzczyzna fachowiec, nie praca
                            > -
                            > brak
                            > A dlaczego akurat taką?
                            > Przecież ten sam pracodawca mógłby w ogóle nie zatrudnić kobiety i mogłabyś
                            > mu ... naskoczyć.
                            > A jak zatrudnił to uważasz, że jest "be"?
                            >
                            > > pracy. żadne takie sciemnianie nie zmienia powagi dylematu. to co piszesz,
                            >
                            > > brzmi tak: cieszcie się, że w ogóle macie pracę, baby.
                            > Nie. To oznacza, że przy danej pensji oferta pracodawcy "spotkała się" z
                            oferta
                            >
                            > pracownika i zawarli dobrowolną umowę.
                            >
                            > > jak kiedyś napisał soso, w dzisiejszych czasach kupuje się pracę, a nie da
                            > je
                            > > komuś pracę. sciślej rzecz biorac kupuje się czas.
                            > Zgadza się. Kupuje się płącąc tyle na ile się wycenia wartość tej pracy.
                            >
                            > > > Ale inną konstytucję mieliśmy jeszcze nie tak dawno. Czy wsadzanie do
                            >
                            > > więzienia opozycjionisów było OK bo było zgodne z konstytucją?
                            > >
                            > > konstytucję zmieniono gdy miałam 10-11 lat,
                            > To wiele wyjaśnia.
                            > wiec sorry nie mogę powiedzieć ci
                            > > co myslę o poprzedniej i efektach wprowadzenia jej w życie(to chyba gomułk
                            > a
                            > coś
                            > >
                            > > majstrował przy niej? a dlaczego tyle osób poszło na jego pogrzeb? czy był
                            > aż
                            > > takim demonem?).
                            > Jak mam ci odpowiedzieć zwięźle skoro w jednym zdaniu potrafisz zmieścić tyle
                            > błędów merytorycznych.
                            > > o opozycjonistach w więzieniu oczywiście wypowiadam się
                            > > potępiająco.
                            > > ale jakby nie ma to zwiazku z pracą.
                            > Ma związek z używaniem argumentów : tak powinno być bo tak jest w konstytucji.
                            > Opozycjonistów należalo wsadzać do więzienia bo sprzeciwiali się konstytucji
                            i
                            > chcieli obalić ustrój. - tak by można wnioskować po twoim sposobie myślenia.
                            >
                            > > kodeks pracy może być i super, ale gdy nie bedzie miejsc pracy, a w kraju
                            > > bedzie 18% bezrobocie- niczego to nie zmieni.
                            > Jak to?
                            > To nie państwo i kodeks pracy tworzą miejsca pracy i zapewniają właściwe
                            > warunki pracy?
                            • uli wrrr zjadło mi posta, napiszę jak wrócę ze szkoły 03.02.03, 10:27

                          • uli próba nr 2 03.02.03, 19:09
                            > Więc czemu większośc pracowników zarabia więcej niż płaca minimalna? (płaca
                            > min. to teraz chyba 800 zł brutto)

                            bo ich firmy stać na to(bo są dobrze zorganizowane, dobrze zarzadzane, działają
                            sprawnie- czyli skutecznie, korzystnie, ekonomicznie itd)

                            lub: bo wyzej cenią sobie swoją pracę,bo np. ich umiejętności są rzadsze niż
                            np. umiejętność pomywania.

                            > Skoro to państwu pracownicy zawdzięczają płace to czemu państwo nie podniesie
                            > płacy minimalnej o 200%.

                            bo to zabiłoby wiele firm, a w rezultacie byłoby jeszcze gorzej.

                            > Od razu byłoby lepiej, prawda?

                            nie, byłoby znacznie gorzej. studiowałeś na jakimś kierunku eknomicznym? może
                            na zarzadzaniu? a może chociaż czytałeś poradniki menadżera?

                            > > lepsza taka niż żadna?
                            > Po prostu akceptują ją.
                            > "taka" tzn. jaka?

                            gorzej płatna vs żadna

                            > Co to znaczy "również"?
                            > Ja ci poprostu tłumacze dlaczego kobiety zarabiają statystycznie mniej a ty
                            mi ni z gruchy ni z pietruchy o mobbingu.

                            połącz fakty, połacz kropki. skoro kobieta zarabia mniej przy tych samych
                            kwalifikacjach co męzczyzna, to statystycznie częściej jest spostrzegana jako
                            mniej wartościowy pracownik, ergo częściej jest gorzej traktowana (np.
                            mobbing). ewaluacją tego typu mieszania się hierarchii prywatnej(kobieta
                            zdominowana przez męzczyznę) z oficjalną(pracownica zdominowana nie tylko przez
                            przełożonego, ale równiez zarobkowo zdominowana przez współpracowników) jest
                            również molestowanie seksualne.

                            drugą sprawą jest sprawa odmiennych styli komunikowania się. ale o niej tu nie
                            rozmawiamy.

                            > Jesli poczułbym sie niesprawiedliwie potraktowany to znaczy że jestem wart
                            > więcej n iż mi sie płaci a to z kolei znaczy, że moge się zwolnić bo znajdę
                            > lepszą pracę.

                            to jest sytuacja idealna. nie zawsze mamy z taką do czynienia.


                            > Przecież ten sam pracodawca mógłby w ogóle nie zatrudnić kobiety i mogłabyś
                            > mu ... naskoczyć.

                            mógłby, nic mi do tego. jego biznes, jego sprawa, kogo zatrudnia.

                            > A jak zatrudnił to uważasz, że jest "be"?

                            nic nie uważam.

                            > Nie. To oznacza, że przy danej pensji oferta pracodawcy "spotkała się" z
                            oferta pracownika i zawarli dobrowolną umowę.

                            po raz kolejny: idealna sytuacja w kaju, w którym robota lezy na ulicy, równiez
                            dla tych, którzy nie skończyli studiów, nie wiem co jeszcze. za uczciwą pracę
                            należy się godziwa zapłata.

                            > Jak mam ci odpowiedzieć zwięźle skoro w jednym zdaniu potrafisz zmieścić tyle
                            > błędów merytorycznych.

                            jak ja mam odpowiedzieć na to pytanie? najlepiej w ogóle nie odpowiadaj?

                            > Ma związek z używaniem argumentów : tak powinno być bo tak jest w konstytucji.

                            uważam, że konstytucja jest ok, niezaleznie od tego, jaka była ta pareaście lat
                            temu! co ma piernik do wiatraka? ta konstytucja jest lepsza niż zeszła.
                            zamknijmy ten rozdział.

                            > Opozycjonistów należalo wsadzać do więzienia bo sprzeciwiali się konstytucji
                            i chcieli obalić ustrój. - tak by można wnioskować po twoim sposobie myślenia.

                            nie wypowiadam się o zeszłej konstytucji i o tym co było przed rokiem 91.
                            rozmawiamy o sytuacji kobiet na rynku pracy w roku 2003. czy to również muszę
                            uścislać w kazdym poście?

                            > Jak to?
                            > To nie państwo i kodeks pracy tworzą miejsca pracy i zapewniają właściwe
                            > warunki pracy?

                            kodeks tworzy ramy i warunki, jakie musi spełniać miejsce pracy, pracodawca,
                            pracownik, czas pracy, godziny pracy, jakie wymogi musi spełniać wyrób, wymogi
                            ekologiczne itd. to ludzie planują, organizują, pozyskują, kontrolują, kupują i
                            sprzedają pracę na rynku, na zasadach państwa.
                            • Gość: Sebastian Re: próba nr 2 IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 03.02.03, 20:21
                              uli napisała:

                              > > Więc czemu większośc pracowników zarabia więcej niż płaca minimalna? (płac
                              > >a min. to teraz chyba 800 zł brutto)

                              > bo ich firmy stać na to(bo są dobrze zorganizowane, dobrze zarzadzane,
                              działają
                              Aha. A jakby państwo zniosło płace minimalną to wtedy te firmy by obniżyły
                              pansje chociaż już teraz płaca więcej niż pensja minimalna i już teraz by ją
                              mogły obniżyć.
                              Gratuluję logiki.

                              > > Skoro to państwu pracownicy zawdzięczają płace to czemu państwo nie podnie
                              > sie
                              > > płacy minimalnej o 200%.
                              >
                              > bo to zabiłoby wiele firm, a w rezultacie byłoby jeszcze gorzej.
                              Aha. Czyli obniżenie płacy minimalnej byłoby złe i podniesienie też byłoby złe.

                              > > > lepsza taka niż żadna?
                              > > Po prostu akceptują ją.
                              > > "taka" tzn. jaka?
                              >
                              > gorzej płatna vs żadna
                              Każda praca jest gorzej płatna od jakiejś innej. (abstrahuję od płacy np. Billa
                              Gatesa czy tym podobnych przypadków)
                              > połącz fakty, połacz kropki. skoro kobieta zarabia mniej przy tych samych
                              > kwalifikacjach co męzczyzna, to statystycznie częściej jest spostrzegana jako
                              > mniej wartościowy pracownik,
                              Po pierwsze zazwyczaj jeśli pracownik zarabia mniej to znaczy ze jest
                              postrzegany jako mniej wartościowy i nie znaczy to, że należy mu podnieśc
                              pensje.
                              To nie ogranicza się tylko do sytuacji k vs. m.
                              Po drugie pomijając wszystkie inne aspekty przymusowe (nakazane przez państwo)
                              podniesienie płacy pracownikowi postrzeganemu przez pracodawcę jako gorszy nie
                              spowoduje, że zacznie on być postrzegany jako lepszy tylko jako gorszy
                              pracownik ale równie drogi jak ten, który jest postrzegany jak ten lepszy.

                              > > Jesli poczułbym sie niesprawiedliwie potraktowany to znaczy że jestem wart
                              >
                              > > więcej n iż mi sie płaci a to z kolei znaczy, że moge się zwolnić bo znajdę
                              > >lepszą pracę.
                              > to jest sytuacja idealna. nie zawsze mamy z taką do czynienia.
                              Czyli rozumiem, ze chodzi ci o to, że nie mam innych ofert pracy?
                              Otóż jeśli nikt inny nie chce mi zaproponować leszych warunków ani w ogóle
                              żadnej pracy to znaczy, że nawet ten kto mnie teraz zatrudnia płaci mi więcej
                              niż jestem wart.

                              > > Przecież ten sam pracodawca mógłby w ogóle nie zatrudnić kobiety i mogłaby
                              > ś
                              > > mu ... naskoczyć.
                              > mógłby, nic mi do tego. jego biznes, jego sprawa, kogo zatrudnia.
                              Czyli zgadzasz się ze mną, że pracodawca może sobie zatrudnić daną osobę bez
                              tłumaczenia się komuś dlaczego tak zrobił?
                              > > Nie. To oznacza, że przy danej pensji oferta pracodawcy "spotkała się" z
                              > oferta pracownika i zawarli dobrowolną umowę.
                              >
                              > po raz kolejny: idealna sytuacja w kaju, w którym robota lezy na ulicy,
                              równiez
                              Tzn, że w nieidealnej sytuacji pracodawca pracownika zmusza?
                              > dla tych, którzy nie skończyli studiów, nie wiem co jeszcze.
                              > za uczciwą pracę
                              > należy się godziwa zapłata.
                              Godziwa tzn jaka?

                              > nie wypowiadam się o zeszłej konstytucji i o tym co było przed rokiem 91.
                              > rozmawiamy o sytuacji kobiet na rynku pracy w roku 2003.
                              A ty używasz argumentó że coś jest słuszne bo jest w konstytucji. Czy z aktu
                              bycia zapisanym w konstytucji wynika słusznosć danego prawa?

                              > kodeks tworzy ramy i warunki, jakie musi spełniać miejsce pracy, pracodawca,
                              > pracownik, czas pracy, godziny pracy
                              A jak pracownik i pracodawca chcieliby się umówić inaczej niż w kodeksi epracy?
                              • uli Re: próba nr 2 04.02.03, 09:00
                                > Aha. A jakby państwo zniosło płace minimalną to wtedy te firmy by obniżyły
                                > pansje chociaż już teraz płaca więcej niż pensja minimalna i już teraz by ją
                                > mogły obniżyć.
                                > Gratuluję logiki.

                                sorry za pytanie, ale czy w ogóle uczyłeś się na jakiejś uczelni ekonomicznej?

                                > >
                                > > bo to zabiłoby wiele firm, a w rezultacie byłoby jeszcze gorzej.
                                > Aha. Czyli obniżenie płacy minimalnej byłoby złe i podniesienie też byłoby
                                złe.

                                tego się nie robi OT TAK. Z tym jest tak jak z pkb, jest starannie wyliczone.
                                nie można sobie od tak podnieść lub obnizyć płacy minimalnej, o czym ja w ogóle
                                z tobą rozmawiam?

                                > > gorzej płatna vs żadna
                                > Każda praca jest gorzej płatna od jakiejś innej.

                                JEZUS MARIA. PO RAZ KOLEJNY PRZYPOMINAM ROZMÓWCY, że w przypadu ww.
                                słowa "gorzej płatna praca" odnosiły się do sytuacji nierównych zarobków kobiet
                                i mężczyzn. gorzej płatna odnosiła się do kobiet.

                                > Po pierwsze zazwyczaj jeśli pracownik zarabia mniej to znaczy ze jest
                                > postrzegany jako mniej wartościowy

                                POSTRZEGANY, bardzo dobrze to ująłeś. Powiedziałabym: trafiłeś w sedno.

                                i nie znaczy to, że należy mu podnieśc
                                > pensje.

                                Tak, ale oceniamy jego wyniki, a nie to, jak nam się wydaje, że jest. Mówię
                                oczywiście o porządnych firmach, które stać na controlling, na diagnozę stanu
                                firmy, o wykształconych i sprytnych zarządcach.

                                > To nie ogranicza się tylko do sytuacji k vs. m.

                                oczywiście, że nie, ale ta sytuacja bezpośrednio mnie dotyczy, dlatego nią się
                                zajmuję.

                                > Po drugie pomijając wszystkie inne aspekty przymusowe (nakazane przez
                                państwo) podniesienie płacy pracownikowi postrzeganemu przez pracodawcę jako
                                gorszy

                                W dobrze zarzadzanej firmie nie ma miesjaca, na "postrzeganie". ktoś jest albo
                                dobrym pracownikiem, albo złym, wąskim ogniwem. na tej podstawie powinno się
                                ustalać wysokość wynagrodzenia. niestety nie wszędzie tak jest. Ale jak mówił
                                mój prof. z zarządzania- kiedyś robił kurs dla biznasmenów, takich, którzy to
                                już sie dorobili i wogóle, i okazało się że 90% z nich w ogóle nie zna zadnego
                                podręcznika, zadnej ksiązki, niektórzy nawet zmyslali tytuły...pomijając już
                                fakt, że większość z nich nie miała pojęcia o zarządzaniu. Oto polska własnie.
                                specyficzna polska gospodarka rynkowa. w pewnym sensie nie ma się co dziwić, że
                                jest jak jest.

                                > Czyli zgadzasz się ze mną, że pracodawca może sobie zatrudnić daną osobę bez
                                > tłumaczenia się komuś dlaczego tak zrobił?

                                Of course.

                                > Tzn, że w nieidealnej sytuacji pracodawca pracownika zmusza?

                                Bieda zmusza do pozostania na danej posadzie. Nie mówię tu o prawnikach. Matka
                                koleanki jest sprzątaczką, zarabia 600 zł brutto. Ostatnio dowiedziała się, że
                                szefowa nie płaci za nią zusu...ale w tym mieście nie ma innej pracy dla niej,
                                ona cały czas szuka. nie może się przeprowadzić z 1000 powodów. i w tym wypadku
                                jest to przymus. nie zyjemy w holandii, gdzie squoty "bezdomnych artystów"
                                wyglądają lepiej niż nasze hotele.

                                > Godziwa tzn jaka?

                                godziwa znaczy odpowiednia do włozonej w działanie energii, z rozróznieniem na
                                wysiłek fizyczny, intelektualny, inwencję, nowatorstwo itd. tzn proporconalna
                                do zysków, jakie dzięki czyjejs pracy osiągnęliśmy. i mówię tu równiez o dobrym
                                traktowaniu pracowników, bo uznanie też jest ogromną zapłatą.

                                > A ty używasz argumentó że coś jest słuszne bo jest w konstytucji. Czy z aktu
                                > bycia zapisanym w konstytucji wynika słusznosć danego prawa?

                                wyobraź sobie, że tak. tak hipotetyucznie powinno być. znasz chyba zasadę, że
                                wszystkie kodeksy, ustawy, okólniki muszą byc zgodne z dokumentem nr 1-
                                konstytucją?

                                > A jak pracownik i pracodawca chcieliby się umówić inaczej niż w kodeksi
                                epracy?

                                to łamią prawo.
                                • Gość: Sebastian Re: próba nr 2 IP: *.tele2.pl 04.02.03, 09:44
                                  > sorry za pytanie, ale czy w ogóle uczyłeś się na jakiejś uczelni ekonomicznej?
                                  A dlaczego pytasz?
                                  > tego się nie robi OT TAK. Z tym jest tak jak z pkb, jest starannie wyliczone.
                                  > nie można sobie od tak podnieść lub obnizyć płacy minimalnej, o czym ja w
                                  ogóle
                                  A gdzie tam wyliczone. Co ty za bzdury opowiadasz.
                                  PKB się jak najbardzie starannie liczy ale płaca minimalna to poprostu efekt
                                  mniej lub bardziej pobożnych życzeń polityków.
                                  > JEZUS MARIA. PO RAZ KOLEJNY PRZYPOMINAM ROZMÓWCY, że w przypadu ww.
                                  > słowa "gorzej płatna praca" odnosiły się do sytuacji nierównych zarobków
                                  > kobiet
                                  Aha, czyli nierówności w płacach są złe tylko wtedy kiedy dotyczą k i m?

                                  > Tak, ale oceniamy jego wyniki, a nie to, jak nam się wydaje, że jest.
                                  Oceniamy wiele innych czynników. M. inn. to, czy danie pracownikowi niższej
                                  pensji powoduje ryzyko, ze odejdzie do konkurencji a firma straci cennego
                                  pracownika.
                                  > Mówię
                                  > oczywiście o porządnych firmach, które stać na controlling, na diagnozę stanu
                                  > firmy, o wykształconych i sprytnych zarządcach.
                                  Po co diagnozować skoro feministki twierdzą, że kobieta i mężczyzna na tym
                                  samym stanowisku po prostu muszą zarabiac tyle samo.

                                  > > To nie ogranicza się tylko do sytuacji k vs. m.
                                  >
                                  > oczywiście, że nie, ale ta sytuacja bezpośrednio mnie dotyczy, dlatego nią
                                  się
                                  > zajmuję.
                                  Rozumiem.
                                  Moralnośc Kalego.
                                  > W dobrze zarzadzanej firmie nie ma miesjaca, na "postrzeganie".
                                  Więc jak firma jest źle zarządana i źle ocenia przydatnośc pracowników to rynek
                                  zweryfikuje jej błędy i albo padnie albo będzi emusiała poprawić politykę
                                  personalną.
                                  Po co więc państwowe ustawy.

                                  > Ale jak mówił
                                  > mój prof. z zarządzania- kiedyś robił kurs dla biznasmenów, takich, którzy to
                                  > już sie dorobili i wogóle, i okazało się że 90% z nich w ogóle nie zna
                                  zadnego
                                  > podręcznika, zadnej ksiązki, niektórzy nawet zmyslali tytuły...pomijając już
                                  > fakt, że większość z nich nie miała pojęcia o zarządzaniu.
                                  Więc rynek zweryfikuje ich głupote ich firmy padną a na ich mijesce wejdą te
                                  mądre i porządne, które potrafią docenić pracę kobiet.
                                  > > Czyli zgadzasz się ze mną, że pracodawca może sobie zatrudnić daną osobę
                                  > >bez tłumaczenia się komuś dlaczego tak zrobił?
                                  > Of course.
                                  No widzisz. A w projekcie ustawy o równym statusie jest pomysł by musiał się
                                  tłumaczyć dlaczego zatrudnił te a nie inną osobę.
                                  I to jest bzdura.
                                  >
                                  > > Tzn, że w nieidealnej sytuacji pracodawca pracownika zmusza?
                                  >
                                  > Bieda zmusza do pozostania na danej posadzie.
                                  Czyli innymi słowy w danej sytuacji aktualny pracodawca jest tym, który
                                  zaoferował najwyższą cenę za pracę danej osoby.
                                  > Nie mówię tu o prawnikach. Matka
                                  > koleanki jest sprzątaczką, zarabia 600 zł brutto. Ostatnio dowiedziała się,
                                  że
                                  > szefowa nie płaci za nią zusu...ale w tym mieście nie ma innej pracy dla
                                  niej,
                                  > ona cały czas szuka. nie może się przeprowadzić z 1000 powodów. i w tym
                                  > wypadku
                                  > jest to przymus.
                                  Ale nie ze strony pracodawcy.

                                  > > Godziwa tzn jaka?
                                  >
                                  > godziwa znaczy odpowiednia do włozonej w działanie energii, z rozróznieniem
                                  > na wysiłek fizyczny, intelektualny, inwencję, nowatorstwo itd. tzn
                                  > proporconalna
                                  > do zysków, jakie dzięki czyjejs pracy osiągnęliśmy.
                                  Niezły ubaw.
                                  Już widzę jak robisz tabelki wyliczające ile energii włożyła dana osoba w
                                  wykonanie danej pracy.
                                  A w czym mierzymy te energię?
                                  W dżulach?
                                  No a jak zmierzymy wysiłek intelektualny.

                                  > wyobraź sobie, że tak. tak hipotetyucznie powinno być.
                                  No to wystarczy zmienić konstytucję i już bedzie lepiej.
                                  > znasz chyba zasadę, że
                                  > wszystkie kodeksy, ustawy, okólniki muszą byc zgodne z dokumentem nr 1-
                                  > konstytucją?
                                  A konstytucja ze zdrowym rozsądkiem i elementarnym poczuciem sprawiedliwości.
                                  >
                                  > > A jak pracownik i pracodawca chcieliby się umówić inaczej niż w kodeksi
                                  > epracy?
                                  >
                                  > to łamią prawo.
                                  To po co ten kodeks pracy, skoro ogranicza pracodawcy i pracownikowi swobodę
                                  zawierania umów?
                                  Komu służy?
                                  • uli Re: próba nr 2 04.02.03, 13:19
                                    > A dlaczego pytasz?

                                    bo chcę wiedzieć.

                                    > PKB się jak najbardzie starannie liczy ale płaca minimalna to poprostu efekt
                                    > mniej lub bardziej pobożnych życzeń polityków.

                                    nie, nie sądzę. o ile pamiętam, jest to na JAKIEJŚ podstawie ustalane.

                                    > Aha, czyli nierówności w płacach są złe tylko wtedy kiedy dotyczą k i m?

                                    już o tym mówiliśmy

                                    > Po co diagnozować skoro feministki twierdzą, że kobieta i mężczyzna na tym
                                    > samym stanowisku po prostu muszą zarabiac tyle samo.

                                    za tą samą pracę powinni dostwać tyle samo. powinni otrzymać przynajmniej
                                    podobną ofertę wyjściową.

                                    > Rozumiem.
                                    > Moralnośc Kalego.

                                    nie, moje miejsce, mój czas. jezeli jestes taki dobry, to jedź na misję do
                                    afryki. marnujesz się na tym forum rozmawiając z rozrzutnymi polakami.

                                    > Więc jak firma jest źle zarządana i źle ocenia przydatnośc pracowników to
                                    rynek zweryfikuje jej błędy i albo padnie albo będzi emusiała poprawić politykę
                                    > personalną.
                                    > Po co więc państwowe ustawy.

                                    A jak sądzisz? nie chce mi się przepisywać 2 ostatnich dni, bo o ile pamiętam
                                    od tego zesmy wyszli.

                                    > Więc rynek zweryfikuje ich głupote ich firmy padną a na ich mijesce wejdą te
                                    > mądre i porządne, które potrafią docenić pracę kobiet.

                                    ale kiedy to będzie? ja na razie nie mam na łapówki...

                                    > No widzisz. A w projekcie ustawy o równym statusie jest pomysł by musiał się
                                    > tłumaczyć dlaczego zatrudnił te a nie inną osobę.
                                    > I to jest bzdura.

                                    ano. może chodzi o ochronę zawodu? o pracę dla absolwentów tych a nie innych
                                    kierunków?

                                    > Ale nie ze strony pracodawcy.

                                    uważasz, że to uczciwe, zeby wykorzystywać złą sytuację życiową innych ludzi?

                                    > Niezły ubaw.
                                    > Już widzę jak robisz tabelki wyliczające ile energii włożyła dana osoba w
                                    > wykonanie danej pracy.

                                    w zeszłym tygodniu zdawałam z tego egzamin...

                                    > A w czym mierzymy te energię?
                                    > W dżulach?

                                    nie, w kaloriach. za pomoca respiratora, badania tętna, lub ilości wydalonego
                                    potu. oczywiscie jeśli chodzi o pracę fizyczną.

                                    > No a jak zmierzymy wysiłek intelektualny.

                                    powodzeniem projektów, przewidywalnościa efektów itd itp.


                                    > To po co ten kodeks pracy, skoro ogranicza pracodawcy i pracownikowi swobodę
                                    > zawierania umów?
                                    > Komu służy?

                                    obu stronom, babe.
                                    • Gość: Sebastian Re: próba nr 2 IP: *.tele2.pl 04.02.03, 13:49
                                      > za tą samą pracę powinni dostwać tyle samo. powinni otrzymać przynajmniej
                                      > podobną ofertę wyjściową.
                                      A jak pracodawca płaci im dobrze ale jednemu lepiej?

                                      > > Po co więc państwowe ustawy.
                                      >
                                      > A jak sądzisz?
                                      Sądze że po to, żeby pokazać naiwnym, że sie niby cos dla nich robi.

                                      > > Więc rynek zweryfikuje ich głupote ich firmy padną a na ich mijesce wejdą
                                      > te
                                      > > mądre i porządne, które potrafią docenić pracę kobiet.
                                      >
                                      > ale kiedy to będzie?
                                      Powinno to nastąpić dosyc szybko bo przecież nierówności w płacach sa wg.
                                      Ciebie poważnym nieprofesjonalizmem.
                                      No chyba że się okazuje, że taka a nie inna polityka płacowa nie powoduje
                                      gorszego rozwoju i funkcjonowania firmy.
                                      > ja na razie nie mam na łapówki...
                                      Jakie łapówki?
                                      >
                                      > > No widzisz. A w projekcie ustawy o równym statusie jest pomysł by musiał
                                      się tłumaczyć dlaczego zatrudnił te a nie inną osobę.
                                      > > I to jest bzdura.
                                      >
                                      > ano. może chodzi o ochronę zawodu?
                                      Nie chodzi o to, żeby pracodawca nie mógł sam przyjąc swoich kryteriów
                                      zatrudniania.

                                      > > Ale nie ze strony pracodawcy.
                                      >
                                      > uważasz, że to uczciwe, zeby wykorzystywać złą sytuację życiową innych ludzi?
                                      Uważam, ze to lepsze niż brak pracy dla danego pracownika.
                                      > powodzeniem projektów, przewidywalnościa efektów itd itp.
                                      Ale jak mierzymy?
                                      Jakimś miernikiem?

                                      > > To po co ten kodeks pracy, skoro ogranicza pracodawcy i pracownikowi swobo
                                      > dę
                                      > > zawierania umów?
                                      > > Komu służy?
                                      > obu stronom, babe.
                                      Obu stronom wbrew ich woli?
                                      Rozumiem, że ty uważasz ludzi za zbyt głupich żeby sami mogli podejmowac
                                      decyzje o tym na jakich warunkach chcą pracować ale ja niestety się z Toba nie
                                      zgadzam.
                                      Ty też uważasz siebie za zbyt głupią, żeby samemu podjąc decyzję na jakich
                                      warunkach chcesz pracować?
                                      • uli Re: próba nr 2 05.02.03, 10:03
                                        Dostałam ostatnio ankietę do wypełnienia, pierwsze pytanie:

                                        1.Proszę podać najważniejszą w Twojej opinii przeszkodę w osiągnięciu sukcesu
                                        zawodowego, z jaką stykają się kobiety (a nie mężczyźni) na rynku pracy.

                                        Jakbyś ty na nie odpowiedział?

                                        > Obu stronom wbrew ich woli?

                                        Nie, myślę tylko, że interesy pracownika i pracodawcy czasem mogą być
                                        sprzeczne...to się nazywają cele partykularne, gdy np. praacodawca chcę się
                                        tylko bogacić(prawidłowa odpo: rozwijać firmę, inwestować), a pracownik
                                        pracować jak najmniej za jak największe pieniadze. Idealnym rozwiązaniem jest
                                        takie, że i pracownik i pracodawca mają wspólne cele, mogą na sobie polegać,
                                        pracują z zapałem, nie oszukuja się wzajemnie. To jest własnie ta idealna
                                        podręcznikowa wersja. czasem jednak chce mi się śmiać, jak myślę o tym widząc
                                        robotników pod moją uczelnią którzy prawie zawsze jedzą bułki i zaczepiają
                                        studentki. albo jak idę do ojca do pracy. odnoszę wrażenie, ze praca w polsce
                                        to jest jeden wielki biwak. niby, że bezrobocie, a ludzie i tak nie szanują
                                        pracy. kiedyś usłyszałam, że pracownik, który się obija, po prostu okrada
                                        drugiego człowieka. u nas praca to jest ciągle patologia, z obu stron. nie w
                                        kazdym zakładzie pracy, ale ciagle w zbyt wielu.

                                        > Ty też uważasz siebie za zbyt głupią, żeby samemu podjąc decyzję na jakich
                                        > warunkach chcesz pracować?

                                        wolalabym, żeby za moimi warunkami stało jeszcze prawo, tak na wszelki wypadek,
                                        dla mojego bezpieczeństwa.

                                        PS> wyjeżdżam na ferie, i nie wiem, czy tam będzie net. do zobaczenia.
                                        • Gość: Sebastian Re: próba nr 2 IP: *.tele2.pl 05.02.03, 16:27
                                          > 1.Proszę podać najważniejszą w Twojej opinii przeszkodę w osiągnięciu sukcesu
                                          > zawodowego, z jaką stykają się kobiety (a nie mężczyźni) na rynku pracy.
                                          >
                                          > Jakbyś ty na nie odpowiedział?
                                          Różnie w zależności od rodzaju pracy, stanowiska itd.
                                          Ale niektóre z tych przyczyn to: potencjalnie mniejsza dyspozycyjność, mniejsza
                                          siła fizyczna (przy niektórych stanowiskach fizycznych), obawa pracodawcy przed
                                          kłopotami związanymi z przywilejami kobiecymi itd.

                                          > > Ty też uważasz siebie za zbyt głupią, żeby samemu podjąc decyzję na jakich
                                          >
                                          > > warunkach chcesz pracować?
                                          >
                                          > wolalabym, żeby za moimi warunkami stało jeszcze prawo, tak na wszelki
                                          wypadek,
                                          Czyli jak szef przyjdzie do Ciebie i powie: jest duże zamówienia, musi pani
                                          przez miesiąc pracowac po 12 godzin dziennie a w nagrode dostanie pani 200%
                                          premii to Ty wolałabyś żeby w Twojej obronie stanął kodeks pracy i powiedział:
                                          nie wolno Ci zgodzić sie na taka umowę.
                                          Wiesz, chyba doszliśmy do ściany.
                                          SAle skoro nie potrafisza sama podjąć decyzji o sobie to nie uzurpuj sobie
                                          prawa decydowania o tym co jest dobre dla osób trzecich.

                                          >
                                          > dla mojego bezpieczeństwa.
                                          >
                                          > PS> wyjeżdżam na ferie, i nie wiem, czy tam będzie net. do zobaczenia.
                                    • losiu4 Re: próba nr 2 06.02.03, 14:00
                                      uli napisała:



                                      > > PKB się jak najbardzie starannie liczy ale płaca minimalna to poprostu efe
                                      > kt
                                      > > mniej lub bardziej pobożnych życzeń polityków.
                                      >
                                      > nie, nie sądzę. o ile pamiętam, jest to na JAKIEJŚ podstawie ustalane.

                                      tak na JAKIEJS podstawie, ktora wymyslili i zrealizowali politycy.

                                      > za tą samą pracę powinni dostwać tyle samo. powinni otrzymać przynajmniej
                                      > podobną ofertę wyjściową.

                                      absolutnie sie nie zgadzam. Nawet jesli to uderza we mnie - nb. bylem w sytuacji w ktorej zarabialem mniej niz
                                      wspolpracownik na tym samym stanowisku i o tych samych obowiazkach. Poniewaz musialem z czegos zyc,
                                      zgodzilem sie na taka pensje.I nie plakalem przy tym ani nie wnosilem petycji o uchwalenie ustawy, ktora by mi
                                      zapewnila 'rownosc'. Po czym po znalezieniu lepszej pracy rozwiazalismy umowe za porozumieniem stron :))

                                      >
                                      > > Niezły ubaw.
                                      > > Już widzę jak robisz tabelki wyliczające ile energii włożyła dana osoba w
                                      > > wykonanie danej pracy.
                                      >
                                      > w zeszłym tygodniu zdawałam z tego egzamin...

                                      ech teoria... teoria... W normalnej firmie powinno sie placic sie proporcjonalnie do zysku, jaki generuje dany
                                      pracownik, nie liczyc kalorie czy kartki zapisanego jakims mniej lub bardziej sensownym projektem.
                                • Gość: BD Uli, zostań lepiej przy genderze... IP: 195.136.36.* 04.02.03, 10:32

                                  Uli, nie polemizuj tutaj o ekonomii, bo - z całym szacunkiem - piszesz takie
                                  piramidalne bzdury, że włos się na głowie jeży.

                                  Radzę Ci to, bo Cię lubię.

                                  pozdrawiam,

                                  BD
            • Gość: Maciej Re: feminizm a lewica IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.02.03, 01:23
              uli napisała:

              > czy dążenie do równych płac nie jest w duchu liberalizmu?
              >
              > liberalna zula

              To się nazywało "urawniłowka". Zapewniam Cię, że to nie był pomysł liberałów.
              ;-)
              Pozdrawiam -
          • d.ark Re: feminizm a lewica 31.01.03, 19:12
            Gość portalu: Sebastian napisał(a): >
            >
            > Podaj kilka twoich podstawowych postulatów, poglądów które uznajesz za
            > liberalne a następnie podaj kilka takich , które uważasz za feministyczne.
            > Wtedy będe mógł się wypowiedzieć i ustosunkować

            W związku z tym, że chcesz wykazać (prawdopodobnie:), iż feminizm z
            liberalizmem ma się nijak do siebie, łatwiej mi będzie powiedzieć, których
            elementów feminizmu nie akceptuję, a które można by włączyć w lewicowy
            światopogląd.
            1) jestem przeciwna parytetowi
            2) nie widzę nic złego w pytaniu o plany prokreacyjne podczas rozmowy
            kwalifikacyjnej
            3) pracodawca powinien mieć wolną rękę przy zatrudnianiu pracowników i żadne
            regulacje prawne nie powinny w to ingerować

            Pokrótce i z grubsza. :)
            Jeśli masz jakieś wątpliwości i pytania - służę pomocą. :)

            Pozdrawiam
            D.ark
            • Gość: Sebastian Re: feminizm a lewica IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 31.01.03, 22:23

              > W związku z tym, że chcesz wykazać (prawdopodobnie:), iż feminizm z
              > liberalizmem ma się nijak do siebie, łatwiej mi będzie powiedzieć, których
              > elementów feminizmu nie akceptuję, a które można by włączyć w lewicowy
              > światopogląd.
              > 1) jestem przeciwna parytetowi
              > 2) nie widzę nic złego w pytaniu o plany prokreacyjne podczas rozmowy
              > kwalifikacyjnej
              > 3) pracodawca powinien mieć wolną rękę przy zatrudnianiu pracowników i żadne
              > regulacje prawne nie powinny w to ingerować
              >
              > Pokrótce i z grubsza. :)
              > Jeśli masz jakieś wątpliwości i pytania - służę pomocą. :)

              Przy przyjęciu powyższych załozen także jestem feministą (w wielu kwestiach
              większym feministą od niejednej kobiety)

            • pwrzes Re: feminizm a lewica 31.01.03, 23:11
              Chyba jestem feminista :-) A powazniej, w niektorych srodowiskach (ok, wsrod
              tych kobiet deklarujacych sie jako feministki, ktore znam) zostalabys uznana za
              antyfeministke.

              Mors
            • Gość: barbinator Re: feminizm a lewica IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 01.02.03, 17:36
              d.ark napisała:

              > 1) jestem przeciwna parytetowi

              Jak o mnie chodzi to zgoda.

              > 2) nie widzę nic złego w pytaniu o plany prokreacyjne podczas rozmowy
              > kwalifikacyjnej


              Pytanie o plany prokreacyjne jest po prostu głupie i źle śwaidczy o
              inteligencji pracodawcy. Natomiast ciekawi mnie twój stosunek do pójścia przez
              pracodawców o kroczek dalej i żądania podpisywania zobowiązań niezachodzenia w
              ciążę przez, powiedzmy 3 lata. W tej chwili taki papierek ma wartość surowca na
              którym został napisany, ale co powiedziałabyś na prawo, które dopuszcza i
              honoruje takie żądania ze strony pracodawców?



              > 3) pracodawca powinien mieć wolną rękę przy zatrudnianiu pracowników i żadne
              > regulacje prawne nie powinny w to ingerować


              A jak daleko sięga twoja tolerancja w tej kwestii? Czy jeśli np Polak o czarnej
              skórze nie dostanie pracy, gdyż w ogłoszeniu było napisane "czarnych nie
              zatrudniamy" to będzie w porządku?
              A jeśli przyjdzie bez ogłoszenia i usłyszy: "następny proszę, czarnych nie
              zatrudniamy", co ty na to?

              >
              > Pokrótce i z grubsza. :)
              > Jeśli masz jakieś wątpliwości i pytania - służę pomocą. :)
              >
              Ja mam wątpliwości...
              Pojawiły się po tym jak Sebastian stwierdził, że takim feministą to i on jest.
              Ponieważ moim zdaniem Sebastian feministą zdecydowanie nie jest, więc ciekawi
              mnie czy naprawdę w waszych poglądach nie ma różnic, czy to tylko tak ładnie z
              wierzchu wygląda.
              A jaki jest twój stosunek do różnic w pensjach k. i m. za tą samą pracę?
              Bo forumowi liberałowie uważają, że wszystko jest jak być powinno, że skoro
              wolny rynek sobie życzy by kobiety zarabiały mniej, to znaczy że tak ma być...
              (zupełnie jak w tym kawale: ilu liberałów potrzeba do wykręcenia zepsutej
              żarówki? - odp. nie trzeba żadnego. Gdyby to było dobre dla gospodarki, to
              wolny rynek sprawiłby, że żarówka by świeciła...)
              Pozdr. B.
              • bart.q Re: feminizm a lewica 01.02.03, 21:00
                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                > "następny proszę, czarnych nie zatrudniamy", co ty na to?

                Fakt.
                Lepiej powiedzieć: "<pełen uśmiech> Aaa, pan czarny? Taaaak... Zadzwonimy do
                pana i damy znać... </pełen uśmiech>".

                ;))
                • Gość: barbinator Re: feminizm a lewica IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 02.02.03, 11:30
                  bart.q napisał:

                  > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                  >
                  > > "następny proszę, czarnych nie zatrudniamy", co ty na to?
                  >
                  > Fakt.
                  > Lepiej powiedzieć: "<pełen uśmiech> Aaa, pan czarny? Taaaak... Zadzwonimy
                  > do
                  > pana i damy znać... </pełen uśmiech>".
                  >
                  > ;))

                  Tak, lepiej. Dobre wychowanie i szeroko rozumiana kultura osobista muszą
                  zawierać pewną dawkę hipokryzji. Inaczej puszczanie bąków w salonie oraz
                  sisianie do paprotki cioci, jak kogoś przyprze a toaleta zajęta, byłoby na
                  porządku dziennym.
                  Poza tym tylko idiota nie zatrudnia dobrego kandydata tylko dlatego, że jest
                  czarny, rudy, cętkowany albo nie ma siusiaka.
                  Pozdr. B.
                  • Gość: Sebastian Re: feminizm a lewica IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 02.02.03, 11:47
                    > Poza tym tylko idiota nie zatrudnia dobrego kandydata tylko dlatego, że jest
                    > czarny, rudy, cętkowany albo nie ma siusiaka.
                    Pewnie często takie podejście jest idiotyzmem.
                    Tylko, że z tego żadnym sposobem nie powinno wynikać, ze takie podejście
                    powinno byc karan. A o to chodzi feministkom.

                  • pwrzes Re: feminizm a lewica 02.02.03, 13:41
                    Gość portalu: barbinator napisał(a):

                    > Poza tym tylko idiota nie zatrudnia dobrego kandydata tylko dlatego, że jest
                    > czarny, rudy, cętkowany albo nie ma siusiaka.

                    Dlatego rynek go ukarze i idiota zbankrutuje, oby. Glupota i idiotyzm nie sa
                    zakazane. I tez dobrze, kazdy ma takie same prawo byc i madrym jak i glupim.

                    Mors
                    • maciej.k1 wolność do głupich decyzji 03.02.03, 14:47
                      W kapitalizmie przedsiębiorca ma prawo podejmować głupie decyzje (tj. nawet
                      takie, które rząd/kosciół/feministki uważają za głupie). Jeśli nie chce
                      zatrudnić dobrego pracownika, to ma do tego prawo. Nb. to tym lepiej dla
                      pracownika, że nie pracuje u głupiego pracodawcy.

                      Pozdrawiam -
                  • bart.q Re: feminizm a lewica 04.02.03, 17:40
                    Gość portalu: barbinator napisał(a):

                    > Dobre wychowanie i szeroko rozumiana kultura osobista muszą
                    > zawierać pewną dawkę hipokryzji. Inaczej puszczanie bąków w salonie oraz
                    > sisianie do paprotki cioci, jak kogoś przyprze a toaleta zajęta, byłoby na
                    > porządku dziennym.

                    Jawnej dyskryminacji można zakazać. Miłości do bliźniego nakazać się nie da.
                    SD, do paprotek nie siusia się nie ze względu na "dobre wychowanie", tylko ze
                    wględu na paprotki. :)
              • d.ark Re: feminizm a lewica 02.02.03, 15:34
                Gość portalu: barbinator napisał(a):
                >
                > > 2) nie widzę nic złego w pytaniu o plany prokreacyjne podczas rozmowy
                > > kwalifikacyjnej
                >
                > Pytanie o plany prokreacyjne jest po prostu głupie i źle śwaidczy o
                > inteligencji pracodawcy.

                Nie jestem tego taka pewna. Przy obecnym kodeksie Pracy i obowiązkowym urlopie
                macierzyńskim jest to pytanie uzasadnione. Pracownik kosztuje i jeśli nie chcę
                przenieść działalności do szarej strefy, urlop macierzyński i absencja
                pracowniczki biją mnie po kieszeni.
                Zupełnie się nie zgadzam z kobietami, które mówią, że karierę zawodową i życie
                rodzinne można pogodzić. Zwykle albo jedno, albo drugie. W Polsce prawie 80%
                kobiet menedżerów ma rodziny i dzieci, a np. w WB 58%. Nieuchronnie będziemy
                dążyć do tego modelu.
                >
                > > 3) pracodawca powinien mieć wolną rękę przy zatrudnianiu pracowników i żad
                > ne regulacje prawne nie powinny w to ingerować
                >
                > A jak daleko sięga twoja tolerancja w tej kwestii?

                Dość daleko. Jako hipotetyczna pracodawczyni chciałabym móc dobierać
                pracowników na zasadach, które sama ustalam. Jeśli kierowałabym się
                zasadą "sprawiedliwości społecznej" musiałabym zatrudnić po połowie mężczyzn i
                kobiet, do tego pewną ilość osób niepełnosprawnych i np.po jednym
                przedstawicielu mniejszości narodowych. Nie widzę sensu.
                >
                > Ja mam wątpliwości...
                > Pojawiły się po tym jak Sebastian stwierdził, że takim feministą to i on
                jest. Ponieważ moim zdaniem Sebastian feministą zdecydowanie nie jest, więc
                ciekawi mnie czy naprawdę w waszych poglądach nie ma różnic, czy to tylko tak
                ładnie z wierzchu wygląda.

                Po pierwsze, chyba nie udało się ustalić definicji feminizmu. Nie ma zdaje się
                listy przykazan feminizmu. Czy mianem feministki/feministy może siebie określać
                tylko ten, kto optuje za prawnym niwelowaniem różnic między płciami?
                Jestem bardzo ostrożna w kwestiach, w których te relacje chce się normować
                ustawami.
                Po drugie, uważam feminizm za pewien równościowy styl myślenia i bycia, i
                jestem przekonana, że zmieniające się warunki gospodarcze do tego zrównania
                płci doprowadzą (bo już doprowadzają). Żywość i prężność organizacji
                feministycznych w Polsce nie jest według mnie uwarunkowana tym, że kobietom
                jest tak źle, a tym, że jest coraz lepiej i coraz głośniej mogą domagać się one
                pewnych rzeczy.
                Na ile jest nieźle polskim kobietom, świadczą fakty: 30% menedżerów w duzych
                firmach to kobiety. Tak dużym odsetkiem mogą się poszczycić w Europie tylko
                Węgry. Ponadto Polki są właścicielkami 39% firm średniej i małej wielkości, co
                jest rekordem na kontynencie.
                Po 1989 trzykrotnie wzrosła liczba firm załozonych lub zarządzanych przez
                kobiety (liczba firm prowadzonych przez mężczyzn wzrosła dwukrotnie).
                Co na taki stan rzeczy wpływa? Np. to, że coraz więcej kobiet ma wyższe
                wykształcenie; w dużych miastach żyje o 25% więcej kobiet po studiach niż
                mężczyzn.
                ("Wprost" nr 4).
                Jestem zupełnie spokojna o dalsze losy dążeń do równouprawnienia - feminizm
                został zrodzony przez warunki ekonomiczne i one nadal będą wpływać na zmiany
                społeczne. Wzrastająca ilość pracujących kobiet (zwłaszcza na odpowiedzialnych
                stanowiskach) pociągnie (już to się dzieje) również za sobą przemiany ról
                pełnionych przez obie płcie i przemiany w myśleniu.

                > A jaki jest twój stosunek do różnic w pensjach k. i m. za tą samą pracę?

                Powinni zarabiać tyle samo. Pytanie tylko, czy jesli tak nie jest, ma się prawo
                tę zasadę narzucać prawnie? W moim interesie jako pracodawcy jest mieć jak
                najlepszego i jak najtańszego pracownika. Jeśli godzi się na pewne warunki
                płacowe, to dlaczego mam je zmieniać na swoją niekorzyść? Możemy tylko bić
                głową w mur, że gospodarka w Polsce leży i kwiczy, a pracownik nie może
                powiedzieć swemu pracodawcy, że dziękuje za współpracę, ale poszuka sobie
                czegoś za lepsze pieniądze, gdyż umożliwia mu to duża ruchliwość na rynku pracy.
                Niedawno mój znajomy spotkał się z czymś takim - pracował w firmie na tym samym
                stanowisku, co zatrudniony w tym samym czasie inny mężczyzna. Przy zatrudnieniu
                każdy z nich podawał stawkę. Mój znajomy podał kwotę o 1/4 niższą od tej, co ów
                drugi mężczyzna, a pracę otrzymali obaj. Stawki nie podlegały zrównaniu, mimo
                interwencji znajomego. Zwolnił się i znalazł coś innego i tak byc powinno (ma
                to szczęscie, że zajmuje się intratną i ciągle poszukiwaną działką). Dlaczego w
                takiej sytuacji miałby udać się do sądu pracy i na tej drodze dochodzić swych
                praw? Wystarczy, by rynek działał tak, jak powinien.

                Pozdrawiam
                D.ark
                • maciej.k1 Re: feminizm a lewica 03.02.03, 14:53
                  d.ark napisała:


                  > Dość daleko. Jako hipotetyczna pracodawczyni chciałabym móc dobierać
                  > pracowników na zasadach, które sama ustalam. Jeśli kierowałabym się
                  > zasadą "sprawiedliwości społecznej" musiałabym zatrudnić po połowie mężczyzn
                  i
                  > kobiet, do tego pewną ilość osób niepełnosprawnych i np.po jednym
                  > przedstawicielu mniejszości narodowych. Nie widzę sensu.

                  Nie zapominaj jeszcze np. o łysych, brunetach i blondynach, homoseksualistach,
                  chorych psychicznie i upośledzonych umysłowo. Oni też mają prawo do swoich
                  parytetów... :-)

                  > Czy mianem feministki/feministy może siebie określać
                  > tylko ten, kto optuje za prawnym niwelowaniem różnic między płciami?

                  Chyba nie... Żadna ze znanych mi feministek nie chce równości płci wobec ustawy
                  o powszechnym obowiązku obrony. ;-)
                  Pozdrawiam -
              • Gość: BD Re: feminizm a lewica IP: 195.136.36.* 03.02.03, 13:39
                Witam,

                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                > A jaki jest twój stosunek do różnic w pensjach k. i m. za tą samą pracę?
                > Bo forumowi liberałowie uważają, że wszystko jest jak być powinno, że skoro
                > wolny rynek sobie życzy by kobiety zarabiały mniej, to znaczy że tak ma być...

                Po czym poznasz, że praca jest ta sama - zmierzysz ją w przyjętych w fizyce
                jednostkach pracy (dżulach)? Czy uważasz, że dwóch chłopaków murarzy - powinno
                zarabiać tyle samo, jak są tak samo dobrymi fachowcami (układaja tyle samo
                cegieł, tak samo równo etc.), ale np. jeden jest po wojsku, a nad drugim cały
                czas wisi grożba wezwania do WKU.

                Moim zdaniem nie. Pracodawca ma prawo powiedzieć drugiemu "Józek, dobrze
                murujesz - tak jak Stefek, ale w każdej chwili mogą cię zabrać do woja i ja
                nagle mam problem, więc dam ci 10% mniej niż Stefkowi, to taka forma
                ubezpieczenia z mojej strony". Takie postępowanie jest ekonomicznie jak
                najbardziej racjonalne. Pracodawca płaci tyle, ile pracownik jest dla niego
                wart, uwzględniając masę rzeczy - nie tylko jego kwalifikacje, ale potencjalne
                ryzyka (jak wyżej), zdolności produkcyjne zakładu (ze względów
                technologicznych, nie zawsze kolejny pracownik powoduje wzrost produkcji o tę
                samą wielkość), interakcje między pracownikami etc.

                > (zupełnie jak w tym kawale: ilu liberałów potrzeba do wykręcenia zepsutej
                > żarówki? - odp. nie trzeba żadnego. Gdyby to było dobre dla gospodarki, to
                > wolny rynek sprawiłby, że żarówka by świeciła...)

                He, he. Tylko w pierwotnej wersji kawał dotyczył ekonomistów i
                brzmiał: "...Gdyby żarówka była komuś potrzebna, to ktoś by ją wkręcił." I
                wówczas jest on śmieszny tylko dla... no właśnie.

                Przy okazji, wersja dowcipu z żarówką o feministkach:

                pyt. - ile feministek potrzeba do wykręcenia zepsutej żarówki?
                odp. - zzzz, to wcale nie jest śmieszne!!!

                pozdrawiam,

                BD
                • Gość: barbinator Re: feminizm a lewica IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.03, 15:54
                  Gość portalu: BD napisał(a):

                  Pracodawca ma prawo powiedzieć drugiemu "Józek, dobrze
                  > murujesz - tak jak Stefek, ale w każdej chwili mogą cię zabrać do woja i ja
                  > nagle mam problem, więc dam ci 10% mniej niż Stefkowi, to taka forma
                  > ubezpieczenia z mojej strony". Takie postępowanie jest ekonomicznie jak
                  > najbardziej racjonalne. Pracodawca płaci tyle, ile pracownik jest dla niego
                  > wart, uwzględniając masę rzeczy - nie tylko jego kwalifikacje, ale
                  potencjalne
                  > ryzyka (jak wyżej), zdolności produkcyjne zakładu (ze względów
                  > technologicznych, nie zawsze kolejny pracownik powoduje wzrost produkcji o tę
                  > samą wielkość), interakcje między pracownikami etc.


                  Poruszyłeś tutaj bardzo ciekawą sprawę. Dziwię się sobie, że sama wcześniej na
                  to nie wpadłam - faktycznie, porównanie sytuacji kobiet (potencjalnych
                  ciężarnych) i mężczyzn (potencjalnych żołnierzy) jest bardzo sensowne.
                  Twoje rozumowanie, że pracodawca może chcieć obniżyć zarobki chłopakowi przed
                  wojskiem traktując to jako formę ubezpieczenia, jest zupełnie logiczne -
                  analogicznie ma więc prawo to działać w przypadku kobiet nie posiadających
                  dzieci.
                  To rozumowanie ma jednak dwie wady, pierwsza: kobiety które urodziły i
                  odchowały dzieci, nawet mające dzieci już dorosłe i samodzielne, też zarabiają
                  statystycznie mniej niż mężczyźni. Nie mam odpowiednich danych polskich, mam
                  natomiast staystyki norweskie (www.likestilling.no) z których wynika, że jest
                  wręcz odwrotnie - różnice w zarobkach k. i m. rosną wprost proporcjonalnie do
                  ich wieku.


                  A druga wada wynika ze zderzenia teorii z praktyką.
                  W mojej firmie pracują w większości kobiety, ale jest też kilku mężczyzn -
                  najstarszy ma 26 lat. Niektórzy są przed wojskiem, niektórzy po. Czy wiesz, że
                  nigdy nawet nie przyszło mi do głowy różnicować ich zarobki? - i to bynajmniej
                  nie dlatego, że jestem natchniona jakimś duchem sprawiedliwości społecznej
                  tylko dlatego, że nawet o tym nie pomyślałam...
                  Podobnie jak nie pomyślałam, że mogłabym różnicować stawkę dla kobiet w
                  zależności od tego czy mają już dzieci i babcię która się nimi zajmuje (albo
                  bezrobotnego męża, bo taki przypadek też mam), czy są może bezpłodne itp.
                  Naprawdę zaciekawiła mnie ta sprawa, więc obdzwoniłam kilku znajomych
                  prowadzących własne firmy (jeden z nich to właściciel firmy rem.-bud.) i
                  zapytałam o to jak oni widzą sprawę różnicowania zarobków dla pracowników przed
                  i po wojsku.
                  Wszyscy (6 osób, w tym dwie kobiety) byli skonsternowani moim pytaniem, dwie
                  osoby odparły z ociąganiem "no, może i wartałoby się nad tym zastanowić.."
                  (bardzo ich naciskałam twierdząc, że z ekonomicznego punktu widzenia chłopcy
                  przed wojskiem powinni zarabiać mniej) generalnie jednak ich reakcje były
                  podobne i można je wyrazić zdaniem: "skąd ci kobieto taka bzdura przyszła do
                  głowy?"...
                  Dla porządku zaznaczę, że nikt z pytanych nie różnicuje u siebie stawek w
                  podanej sytuacji, znajomy z firmy budowlanej też.
                  Tak więc wada twojego rozumowania polega na tym, że jest poprawne teoretycznie,
                  natomiast nie sprawdza się w praktyce. Natomiast w analogicznej sytuacji
                  kobiet, potencjalnych ciężarnych, jak dobrze wiemy dochodzi jednak do, czasami
                  bardzo wyraźnego zróżnicowania zarobków k. i m.
                  Czy nie uważasz, że przyczyna tych rozbieżności może być taka, że statystycznie
                  niższe pensje kobiet mają jednak źródło gdzie indziej, nie w rachunku
                  ekonomicznym czy "ubezpieczaniu się" pracodawców?



                  >
                  > > (zupełnie jak w tym kawale: ilu liberałów potrzeba do wykręcenia zepsutej
                  > > żarówki? - odp. nie trzeba żadnego. Gdyby to było dobre dla gospodarki, to
                  >
                  > > wolny rynek sprawiłby, że żarówka by świeciła...)
                  >
                  > He, he. Tylko w pierwotnej wersji kawał dotyczył ekonomistów i
                  > brzmiał: "...Gdyby żarówka była komuś potrzebna, to ktoś by ją wkręcił." I
                  > wówczas jest on śmieszny tylko dla... no właśnie.
                  >
                  > Przy okazji, wersja dowcipu z żarówką o feministkach:
                  >
                  > pyt. - ile feministek potrzeba do wykręcenia zepsutej żarówki?
                  > odp. - zzzz, to wcale nie jest śmieszne!!!

                  A może wymyślimy coś w wersji z antyfeministami?
                  Na przykład taka odpowiedź: skoro feministki zepsuły żarówkę, to niech ją sobie
                  same wykręcą...


                  Pozdr. B.

                  PS
                  OT - czy znasz jakieś dobre źródło sieciowe gdzie mogłabym dowiedzieć się
                  czegoś o tym, jak została rozwiązana sprawa np urlopów macierzyńskich w takich
                  krajach jak USA czy Irlandia? Zainteresowała mnie ta sprawa po przeczytaniu
                  danych o małych różnicach w zarobkach k. i m. oraz dużej liczbie kobiet na
                  wysokich stanowiskach w Stanach. Domyślam się, że może chodzić o jakiś system
                  dobrowolnych ubezpieczeń, ale chciałabym to poznać bliżej.
                  • Gość: Sebastian Re: feminizm a lewica IP: *.tele2.pl 04.02.03, 16:58
                    Dwie uwagi:

                    Po pierwsze to nie jest problem czy ty róznicujesz zarobki ze względu na wojsko
                    czy ciąże czy nie różnicujesz bo Ty juz od dawna podkreślasz jaka jestes
                    supersprawiedliwa, uczciwa i przeciwna dyskryminacji i dopisanie do tego, że
                    nie róznicujesz zarobków mężczyznom nic nowego nie wnosi.
                    Problemem jest czy pracodawcy zwracją uwage na stosunek do służby wojskowej i
                    odpowiedz jest oczywista choćby z tego względu na to, ze nie ma zakazu
                    umieszczania warunku o "uregulowanym stosunku do służby wojskowej" więc takie
                    warunki pojawiają się w ogłoszeniach dosyć często i dyskryminacja ma miejsce.


                    Po drugie należy zadać sobie pytanie dlaczego z punktu widzenia pracodawcy
                    służba wojskowa W PRAKTYCE jest mniejszą przeszkoda w zatrudnianiu mężczyzn niż
                    ciąza w przypadku kobiet.
                    Otóż odpowiedz jest prosta:
                    Bo pracodawca i pracownik w obliczu służby wojskowej sa po tej samej stronie
                    barykady: obydwaj chcą aby pracownik wojska uniknął.
                    A tam gdzie jest większa wspólnota interesów łatwiej o porozumienie.



                    • Gość: barbinator Re: feminizm a lewica IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.03, 21:15
                      Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                      > Dwie uwagi:
                      >
                      > Po pierwsze to nie jest problem czy ty róznicujesz zarobki ze względu na
                      wojsko
                      >
                      > czy ciąże czy nie różnicujesz bo Ty juz od dawna podkreślasz jaka jestes
                      > supersprawiedliwa, uczciwa i przeciwna dyskryminacji i dopisanie do tego, że
                      > nie róznicujesz zarobków mężczyznom nic nowego nie wnosi.

                      Nie uważam siebie ani za supersprawiedliwą ani za superuczciwą. Przyznałam się
                      choć nikt mnie do tego nie prowokował, że zatrudniam kilka osób sezonowo na
                      czarno, co niewątpliwie nie jest uczciwe.
                      Przyznałam się też, że mężczyznom płacę więcej (chociaż bynajmniej nie uważam
                      ich pracy za obiektywnie więcej wartą)choć uważam takie postępowanie za
                      nieuczciwe.
                      Nie mam zwyczaju moralizować ani przedstawiać siebie jako ostatniego
                      sprawiedliwego w Gomorze - staram się dochodzić do sedna problemu i jestem w
                      tym szczera, nie wybielam się ani nie idealizuję.
                      Problemem który mnie interesuje są niesprawiedliwe różnice w zarobkach k. i m. -
                      tłumaczenie wszystkiego mechanizmami wolnorynkowymi uważam za dowód płytkości
                      myślenia i niezrozumienia złożoności współczesnego świata. Jestem na forum, bo
                      chcę ZROZUMIEĆ, nie po to by się dowartościować.
                      Twoja ocena mojej osoby jest baaardzo subiektywna i co gorsza nietrafna.


                      Reszty twojej wypowiedzi nie komentuje, bo nie mieści się w temacie mojego
                      wcześniejszego postu i dotyczy spraw, które już wcześniej omawialiśmy.
                      Dla jasności - ja pisałam o różnicach w zarobkach, nie o problemach w
                      zatrudnieniu - to zupełnie inne ujęcie kwestii zatrudnienia kobiet.
                      Pozdr. B
                      • Gość: Sebastian Re: feminizm a lewica IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 04.02.03, 22:54
                        > Problemem który mnie interesuje są niesprawiedliwe różnice w zarobkach k. i m.

                        To sugeruję ci otwarcie się na argumenty drugiej strony.

                        > tłumaczenie wszystkiego mechanizmami wolnorynkowymi uważam za dowód
                        płytkości
                        > myślenia i niezrozumienia złożoności współczesnego świata.
                        Złożoność świata nie wyklucza mechanizmów wolnorynkowych. Prawa popytu i podaży
                        działały nawet za komuny tylko wiele rzeczy było wtedy zaakzanych. Ale prawa
                        były te same.

                        > Twoja ocena mojej osoby jest baaardzo subiektywna i co gorsza nietrafna.
                        Już Ci pisałem , że podobnie jest z Twoja oceną mojej osoby.
                        Jako ciekawostkę podam Ci fakt, że w mojej firmie choć jest mała są 2 osoby
                        pracujące na identycznym stanowisku jedna jest K druga M. Kobieta zarabia 2
                        razy więcej od męzczyzny i ma lepsze pozostałe warunki pozapłacowe (samochód
                        itd)

                        > Reszty twojej wypowiedzi nie komentuje, bo nie mieści się w temacie mojego
                        > wcześniejszego postu i dotyczy spraw, które już wcześniej omawialiśmy.
                        > Dla jasności - ja pisałam o różnicach w zarobkach, nie o problemach w
                        > zatrudnieniu - to zupełnie inne ujęcie kwestii zatrudnienia kobiet.

                        Niechęc do zatrudniania i niższe wynagradzanie to nie są zjawiska tożsame ale
                        na pewno ze sobą powiązane.
                        Potencjalnie, na pierwszy rzut oka służba wojskowa mężczyzn i ciąża kobiet są
                        podobnymi utrudnieniami obnizającymi wartośc jednych i drugich na rynku pracy.
                        Ale tylko potencjalnie.
                        Dyskryminacja mężczyzn jest mniejszym problemem z kilku powodów. Oto kilka z
                        nich:
                        a) pracodawca z dużym prawdopodobieństwem może przypuszczać, że pracownik w
                        obliczu zagrożenia "zaszczytnym obowiązkiem" sam stanie na głowie, żeby go ten
                        zaszczyt ominął
                        b) mężczyznę powołanego do wojska chroni kilka przywilejów (tak, tak, są takie,
                        choc te o których wiem na pewno dotyczą akurat kredytów bankowych a nie pracy)
                        ale w przeciwieństwie do kobiety w ciązy mężczyzna może się tych przywilejów
                        zrzec
                        c) jeśli już dyskryminacja męzczyzn ze względu na wojsko zdarza się to
                        przeciętny mężczyzna jakoś sobie z nią radzi zamiast histeryzować i użalac się
                        nad sobą oraz zamiast domagać się ustawowego zakazu zakazu zadawania pytań o
                        stosunek do służby wojskowej.
                      • d.ark Re: feminizm a lewica 05.02.03, 13:49
                        Gość portalu: barbinator napisał(a):

                        > Przyznałam się też, że mężczyznom płacę więcej (chociaż bynajmniej nie uważam
                        > ich pracy za obiektywnie więcej wartą)choć uważam takie postępowanie za
                        > nieuczciwe.

                        W takim razie ja już nic nie rozumiem. Z jednej strony oburzają Cię niższe
                        zarobki kobiet w porównaniu z mężczyznami za tę samą pracę, a z drugiej strony
                        sama przyznajesz, że tak postępujesz. Piszesz też, że te płacowe kwestie nie są
                        związane z uwarunkowaniami ekonomicznymi, a mają inne, znacznie głębsze źródło.
                        Skoro zauwazasz te głębsze uwarunkowania, dlaczego postępujesz zgodnie z nimi???
                        Jak rozwiązałabyś problem niższych zarobków między K i M? Czy należy to
                        unormować prawnie? Ukarać pracodawców? Ukarałabyś siebie samą?
                        Mówisz o tym, że Ci się to nie podoba, ale co zaproponowałabyś jako rozwiązanie?

                        Pozdrawiam
                        D.ark







                        > Nie mam zwyczaju moralizować ani przedstawiać siebie jako ostatniego
                        > sprawiedliwego w Gomorze - staram się dochodzić do sedna problemu i jestem w
                        > tym szczera, nie wybielam się ani nie idealizuję.
                        > Problemem który mnie interesuje są niesprawiedliwe różnice w zarobkach k. i
                        m.
                        > -
                        > tłumaczenie wszystkiego mechanizmami wolnorynkowymi uważam za dowód
                        płytkości
                        > myślenia i niezrozumienia złożoności współczesnego świata. Jestem na forum,
                        bo
                        > chcę ZROZUMIEĆ, nie po to by się dowartościować.
                        > Twoja ocena mojej osoby jest baaardzo subiektywna i co gorsza nietrafna.
                        >
                        >
                        > Reszty twojej wypowiedzi nie komentuje, bo nie mieści się w temacie mojego
                        > wcześniejszego postu i dotyczy spraw, które już wcześniej omawialiśmy.
                        > Dla jasności - ja pisałam o różnicach w zarobkach, nie o problemach w
                        > zatrudnieniu - to zupełnie inne ujęcie kwestii zatrudnienia kobiet.
                        > Pozdr. B
                        • Gość: barbinator Re: feminizm a lewica IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 05.02.03, 17:24
                          d.ark napisała:

                          >
                          > W takim razie ja już nic nie rozumiem. Z jednej strony oburzają Cię niższe
                          > zarobki kobiet w porównaniu z mężczyznami za tę samą pracę, a z drugiej
                          strony
                          > sama przyznajesz, że tak postępujesz.


                          Są dwa możliwe rozwiązania tej sytuacji: mogę podnieść zarobki kobiet lub
                          obniżyć zarobki mężczyzn. Gdybym zrobiła to pierwsze, wtedy moja firma
                          wypadłaby z rynku ponieważ nie ma szans na to, by inni przedsiębiorcy zachęceni
                          moim przykładem zachowali się równie szlachetnie. Kłania się znajomość natury
                          ludzkiej...
                          Natomiast gdybym chciała obniżyć zarobki mężczyzn, to prędko by się okazało, że
                          nie znajdę pracowników (wiem, bo próbowałam)
                          Tu kłania się znajomość realiów rynkowych...
                          Ponieważ jestem przekonana o tym, że praca kobiet jest niedowartościowana, a
                          zarazem jestem przedsiębiorcą a nie ideologizującą feministką, więc próbuję
                          metody pośredniej: moje kobiety zarabiają nieco lepiej niż gdzie indziej, zaś
                          mężczyznom proponuję stawki możliwie najniższe - w ten sposób różnice w
                          pensjach są zdecydowanie mniejsze niż w innych pokrewnych firmach a ja mimo to
                          nie bankrutuję.


                          Piszesz też, że te płacowe kwestie nie są
                          >
                          > związane z uwarunkowaniami ekonomicznymi, a mają inne, znacznie głębsze
                          źródło.

                          Piszę, że z faktu iż o takich a nie innych proporcjach zarobków decyduje wolny
                          rynek (bo to prawda: kobiety godzą się na niższe zarobki a pracodawcy to
                          wykorzystują, bo tak właśnie działa wolny rynek)nie można wysnuwać wniosku, że
                          tak być musi, bo wolny rynek decyduje o wszystkim i załatwi za nas wszelkie
                          problemy. W moich stronach (bardzo tradycjonistyczny Śląsk) praca kobiet nie
                          jest traktowana na równi z pracą mężczyzn, gdyż to z reguły mąż jest uważany za
                          głowę rodziny, zaś kobieta tylko "trochę sobie dorabia" - to bardzo
                          charakterystyczne określenie, czy wiesz, że kobieta gdy przychodzi do mnie
                          pytać o pracę mówi zawsze o "dorabianiu" zaś mężczyzna nigdy takiego określenia
                          nie użyje? (mimo, że zatrudniam ludzi wyłącznie na pełnych etatach)
                          Takie podejście do pracy kobiet ma wpływ na ich zarobki.
                          I niestety choć wolny rynek jest niewątpliwie najlepszym ustrojem gospodarczym
                          jaki wymyślono, to nie jest tak, by był on remedium na całe zło tego świata.
                          Jeżeli uważasz, że mechanizmy wolnorynkowe samorzutnie sprawią, że m. i k. będą
                          zarabiali tyle samo za pracę tej samej wartości, to bez urazy, ale myślę, że
                          rozumujesz naiwnie. Piszę tak wprost, ponieważ w jednym ze swoich postów
                          napisałaś, że twoim zdaniem k. i m. powinnu zarabiać tyle samo a więc w tej
                          kwestii nie ma miedzy nami rozbieżności.


                          >
                          > > Jak rozwiązałabyś problem niższych zarobków między K i M? Czy należy to
                          > unormować prawnie? Ukarać pracodawców? Ukarałabyś siebie samą?
                          > Mówisz o tym, że Ci się to nie podoba, ale co zaproponowałabyś jako
                          rozwiązanie


                          Już kiedyś pisałam, że gdybym znała odpowiedź na te pytania, to już bym
                          szykowała przemówienie w związku z odbiorem nagrody Nobla z ekonomii...;)
                          Nie wyobrażam sobie prawnego uregulowania tego problemu poprzez jak
                          piszesz "karanie" czy też jakąkolwiek formę bezpośredniego zmuszania
                          pracodawców. Myślę, że największy problem leży w mentalności samych kobiet,
                          które same ustawiają się w pozycji owieczki do oskubania, często same wierzą w
                          to, że ich praca jest mniej warta.
                          Dlatego choć nie jestem feministką, jestem feminizmowi życzliwa, gdyż mówi
                          wiele o samoświadomości kobiety, dowartościowuje ją, pomaga w wyjściu z roli
                          ofiary, w którą wiele kobiet wchodzi nieśwadomie, ale jednak z własnej woli.
                          Druga sprawa to mentalność pracodawców (kobiet i mężczyzn) - dopóki będą
                          wyznawali filozofię, że po co myć nogi skoro można się przyzwyczaić do
                          brudnych, to niewiele się zmieni na lepsze.
                          Pozdr. B.

                          • Gość: Sebastian Re: feminizm a lewica IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 05.02.03, 18:08
                            > Druga sprawa to mentalność pracodawców (kobiet i mężczyzn) - dopóki będą
                            > wyznawali filozofię, że po co myć nogi skoro można się przyzwyczaić do
                            > brudnych, to niewiele się zmieni na lepsze.
                            Raczej odwrotnie. Dopóki pracodawcy mają lepszą sytuację to po co mają ją
                            zmieniac na gorszą?
                            • Gość: barbinator Re: feminizm a lewica IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.02.03, 13:44
                              Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                              > > Druga sprawa to mentalność pracodawców (kobiet i mężczyzn) - dopóki będą
                              > > wyznawali filozofię, że po co myć nogi skoro można się przyzwyczaić do
                              > > brudnych, to niewiele się zmieni na lepsze.
                              > Raczej odwrotnie. Dopóki pracodawcy mają lepszą sytuację to po co mają ją
                              > zmieniac na gorszą?

                              Wyszłam z założenia, że każdy pracodawca nawet jeżeli czuje się przede
                              wszystkim przedsiębiorcą, a dopiero później człowiekiem, to jednak czasami
                              pozwala sobie na pewne ogólniejsze refleksje.
                              I zdarza się tak, że te ogólniejsze refleksje w jakiś sposób, choćby
                              podświadomy oddziałują na jego stosunek do pracowników.
                          • d.ark Re: feminizm a lewica 05.02.03, 21:17
                            Gość portalu: barbinator napisał(a):

                            > Są dwa możliwe rozwiązania tej sytuacji: mogę podnieść zarobki kobiet lub
                            > obniżyć zarobki mężczyzn.
                            > Ponieważ jestem przekonana o tym, że praca kobiet jest niedowartościowana, a
                            > zarazem jestem przedsiębiorcą a nie ideologizującą feministką, więc próbuję
                            > metody pośredniej: moje kobiety zarabiają nieco lepiej niż gdzie indziej, zaś
                            > mężczyznom proponuję stawki możliwie najniższe - w ten sposób różnice w
                            > pensjach są zdecydowanie mniejsze niż w innych pokrewnych firmach a ja mimo
                            to nie bankrutuję.

                            Praca kobiet jest/bywa niedowartościowana, ale jak zauważyłaś w swoim poście,
                            dzieje się tak dlatego, że to same kobiety tak postrzegają swoją pracę. Juz sam
                            fakt "dorobienia" sugeruje, że praca jest czymś dodatkowym, niejako marginesem
                            ich aktywności. Prawdopodobnie wynika to z - jak pisałaś - mocno zakorzenionego
                            tradycyjnego podziału ról, a także z braku wiary w swoją wiedzę i kompetencje.
                            Nie dziwię się pracodawcom, że wykorzystują ten fakt przy zatrudnianiu kobiet.
                            Z drugiej strony wskaźniki informujące o wzroście wykształcenia kobiet, ich
                            gotowości do spędzania w pracy coraz większej ilości godzin, a także chęć
                            podnoszenia swych kwalifikacji, spowodują, iż te różnice płacowe zaczną się
                            zmieniać. Będzie to proces długotrwały, ale nieuchronny i dlatego powtórzę to,
                            co pisałam we wcześniejszych postach - jestem spokojna o losy równouprawnienia
                            w Polsce.
                            >
                            > Jeżeli uważasz, że mechanizmy wolnorynkowe samorzutnie sprawią, że m. i k.
                            będą zarabiali tyle samo za pracę tej samej wartości, to bez urazy, ale myślę,
                            że rozumujesz naiwnie. Piszę tak wprost, ponieważ w jednym ze swoich postów
                            > napisałaś, że twoim zdaniem k. i m. powinnu zarabiać tyle samo a więc w tej
                            > kwestii nie ma miedzy nami rozbieżności.

                            A jakie mechanizmy, inne niż wolny rynek mogą sprawić, iż kobiety i mężczyźni
                            będą zarabiać tyle samo za tę samą pracę? Według mnie to właśnie wzrastająca
                            konkurencja sprawia, iż kobiety coraz chętniej inwestują w swoje wykształcenie
                            (w większym stopniu, niż to czynią mężczyźni), a tym samym zwiększają swoje
                            szanse na lepszą pracę. Dzięki temu zmieniają się ich oczekiwania względem
                            życia, pojawiają się nowe potrzeby, wzrasta poczucie własnej wartości, maleje
                            rola rodziny (dla obecnych dwudziestolatek kariera jest ważniejsza od rodziny).
                            Wszystkie te czynniki powodują, że zmienia się również stosunek do pracy i
                            zarobków - coraz rzadsze będą stwierdzenia, że "chcę tylko dorobić".
                            W związku z tym, że rozmawiamy o kwestiach, które będą wolno rozwijać się w
                            czasie, sporo go upłynie, nim będzie mozna mówić o zauważalnych zmianach, tym
                            bardziej, że odsetek ludzi z wyższym wykształceniem jest w Polsce ciągle niski
                            (a to tej grupy będą w pierwszej kolejności dotyczyć powyższe procesy).

                            > Myślę, że największy problem leży w mentalności samych kobiet,
                            > które same ustawiają się w pozycji owieczki do oskubania, często same wierzą
                            w to, że ich praca jest mniej warta.

                            Mam nadzieję, że z czasem będzie się to zmieniać. :) Powoli, ale jednak.

                            > Dlatego choć nie jestem feministką, jestem feminizmowi życzliwa, gdyż mówi
                            > wiele o samoświadomości kobiety, dowartościowuje ją, pomaga w wyjściu z roli
                            > ofiary, w którą wiele kobiet wchodzi nieśwadomie, ale jednak z własnej woli.

                            Dlatego uważam feminizm za styl życia bardziej, niż ideologię. Dla mnie to
                            kwestia myslenia w pewnych kategoriach, w których nie mieszczą się
                            podziały: "lepszy mężczyzna", "gorsza kobieta".
                            Co ciekawe - przy podobnym zapatrywaniu na feminizm ja mówię o
                            sobie "feministka", Ty natomiast podkreślasz, iż feministką nie jesteś.

                            POzdrawiam serdecznie
                            D.ark
                            • Gość: barbinator Re: feminizm a lewica IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.02.03, 13:34
                              d.ark napisała:

                              > Z drugiej strony wskaźniki informujące o wzroście wykształcenia kobiet, ich
                              > gotowości do spędzania w pracy coraz większej ilości godzin, a także chęć
                              > podnoszenia swych kwalifikacji, spowodują, iż te różnice płacowe zaczną się
                              > zmieniać. Będzie to proces długotrwały, ale nieuchronny i dlatego powtórzę
                              to,
                              > co pisałam we wcześniejszych postach - jestem spokojna o losy
                              równouprawnienia
                              > w Polsce.


                              Ja też jestem spokojna. Ogólna tendencja jest korzystna - osobiście nie mam
                              wątpliwości, że patriarchat cofa się na całej linii (coś jak powrót Napoleona
                              spod Moskwy...:)) Kiedyś nawet myslałam, że wszyscy myślą podobnie jak ja (więc
                              po co w ogóle ten cały feminizm?), ale pobyt na tym forum nieco zmienił moje
                              nadmiernie optymistyczne podejście.
                              Może to paradoks, ale im więcej czytam antyfeministycznych manifestów, tym
                              bardziej utrwalam się w przekonaniu, że feministki są kobietom bardzo
                              potrzebne... a kiedyś naprawdę myślałam inaczej.
                              To zasługa tego forum...


                              > >
                              > A jakie mechanizmy, inne niż wolny rynek mogą sprawić, iż kobiety i mężczyźni
                              > będą zarabiać tyle samo za tę samą pracę? Według mnie to właśnie wzrastająca
                              > konkurencja sprawia, iż kobiety coraz chętniej inwestują w swoje
                              wykształcenie
                              > (w większym stopniu, niż to czynią mężczyźni), a tym samym zwiększają swoje
                              > szanse na lepszą pracę. Dzięki temu zmieniają się ich oczekiwania względem
                              > życia, pojawiają się nowe potrzeby, wzrasta poczucie własnej wartości, maleje
                              > rola rodziny (dla obecnych dwudziestolatek kariera jest ważniejsza od
                              rodziny).


                              Ale to dotyczy tylko kobiet ambitnych i aktywnych życiowo. Ty taka jesteś, ja
                              też więc dla nas wolny rynek jest wystarczającym mechanizmem prowadzącym do
                              sukcesu życiowego. Jednak nie oszukujmy się, większość ludzi (kobiet i
                              mężczyzn) nigdy nie wyjdzie poza prostą pracę odtwórczą w formie pracy najemnej.
                              I takim kobietom jest znacznie trudniej.
                              Poza tym nigdy nie zniknie kwestia odmiennego cyklu fizjologicznego życia k. i
                              m. Reguły wolnorynkowe nie wymuszą na mężczyznach by na równi z kobietami brali
                              chorobowe na dziecko czy urlopy wychowawcze - wręcz przeciwnie: reguła
                              wolnorynkowa mówi, że z pracy powinien zrezygnować ten z rodziców, który gorzej
                              zarabia, zazwyczaj jest to kobieta. Z kolei jeśli kobiety zawsze będą
                              korzystały z przywilejów opiekuńczych, to ich użyteczność ekonomiczna będzie z
                              punktu widzenia ich pracodawców niższa niż mężczyzn, więc pracodawcy będą
                              chcieli im mniej płacić.
                              I tak koło się zamyka...


                              >
                              > Dlatego uważam feminizm za styl życia bardziej, niż ideologię. Dla mnie to
                              > kwestia myslenia w pewnych kategoriach, w których nie mieszczą się
                              > podziały: "lepszy mężczyzna", "gorsza kobieta".
                              > Co ciekawe - przy podobnym zapatrywaniu na feminizm ja mówię o
                              > sobie "feministka", Ty natomiast podkreślasz, iż feministką nie jesteś.


                              Pewno dlatego, że jestem dłużej od ciebie na tym forum i nie raz dostałam po
                              nosie...
                              Żebyś wiedziała co było, jak napisałam, że "feminizm to sposób myślenia
                              dowartościowujący kobiety" - antyf. dopadli mnie jak stado wilków zabłąkaną
                              owieczkę :))
                              Pozdr. B.

                              • d.ark Re: feminizm a lewica 07.02.03, 20:33
                                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                > Ja też jestem spokojna. Ogólna tendencja jest korzystna - osobiście nie mam
                                > wątpliwości, że patriarchat cofa się na całej linii (coś jak powrót Napoleona
                                > spod Moskwy...:))

                                I choćby Tad czy Maciej bronili całą swą waleczną piersią "starego porządku",
                                to i tak są skazani na walkę z wiatrakami. :))

                                Kiedyś nawet myslałam, że wszyscy myślą podobnie jak ja (więc po co w ogóle ten
                                cały feminizm?), ale pobyt na tym forum nieco zmienił moje
                                > nadmiernie optymistyczne podejście.
                                > Może to paradoks, ale im więcej czytam antyfeministycznych manifestów, tym
                                > bardziej utrwalam się w przekonaniu, że feministki są kobietom bardzo
                                > potrzebne... a kiedyś naprawdę myślałam inaczej.
                                > To zasługa tego forum...
                                >
                                Na forum pojawiają się polemiści - kobiety to w większości zwolenniczki
                                feminizmu, mężczyźni - w większości przeciwnicy. Z całą pewnością próba nie
                                jest reprezentatywna. :) Poza tym część męskich forumowiczów nie tyle walczy z
                                samym feminizmem, ile z pewnymi dziwadłami, które wiążą się z działalnością
                                organizacji feministycznych. Tak było np. przy okazji wątku z reklamą radia94
                                czy zapędami tychże organizaji do zamknięcia stacji. I w takich sytuacjach ja
                                się z nimi zgadzam.
                                Być może jest też tak, że - jak pisała kiedyś EWOK, polski feminizm jest
                                jeszcze w fazie "walczącej", a w związku z tym nie jest wolny od demagogii czy
                                postaw - niekiedy - ekstremalnych.
                                I jeszcze jedna kwestia - mężczyźni tracą poczucie pewności siebie, pogarsza
                                się ich poczucie wartości w obliczu postepującej ekspansywności kobiet.
                                Interesująco mówił o tym kiedyś Lew - Starowicz w kontekście klienteli jego
                                gabinetu.
                                Wypowiedzi forumowiczów nieszczególnie zmieniły moje zapatrywania na losy
                                feminizmu. Ponadto pozytywnie mnie zdziwił kulturalny w większości ton
                                wypowiedzi. :) (no, poza efemerydami, którym zdarzają się różne kwiatki).

                                > Ale to dotyczy tylko kobiet ambitnych i aktywnych życiowo.

                                Pisząc do Ciebie ostatniego posta zastanawiałam się nad zawężeniem rozważań na
                                temat zmieniających się postaw kobiet do osób ambitnych, wykształconych,
                                mających spore oczekiwania względem zycia. I zrezygnowałam. Zauważalne są
                                zmiany postępowania kobiet również nie mających dużych oczekiwań czy ambicji.
                                Nawet nie chodzi o kwestie robienia kariery, a styl życia: coraz
                                powszechniejsze są konkubinaty (nawet na wsiach), zmienia się podejście do
                                rodziny i ról w niej pełnionych. Chyba generalnie polepsza się myślenie kobiet
                                o sobie samych.
                                A że są osoby, którym odpowiada tradycyjne pojmowanie tego, jak powinny
                                kształtować się relacje między kobietami i mężczyznami, jak to winno wpływać na
                                sferę zawodową, podział obowiązków itp., to jest nieuniknione. I w sumie
                                dobrze. Ludzie mają swoje wizje życia i nie mozna im narzucać "poprawności
                                politycznej", nawet jeśli niosłoby to za sobą pozytywne wzorce.

                                Jednak nie oszukujmy się, większość ludzi (kobiet i
                                > mężczyzn) nigdy nie wyjdzie poza prostą pracę odtwórczą w formie pracy
                                najemnej

                                I dobrze. Zawsze przecież tych, którzy osiągają sukces jest mniej, niż tych,
                                którzy go nie osiągają. :)
                                >
                                > Pewno dlatego, że jestem dłużej od ciebie na tym forum i nie raz dostałam po
                                > nosie...
                                > Żebyś wiedziała co było, jak napisałam, że "feminizm to sposób myślenia
                                > dowartościowujący kobiety" - antyf. dopadli mnie jak stado wilków zabłąkaną
                                > owieczkę :))

                                Widać zmienia im się pogląd na feminizm, bo mnie się nie czepiają (jeszcze). :)

                                Pozdrawiam
                                D.ark

                  • Gość: BD Re: feminizm a lewica IP: 195.136.36.* 05.02.03, 09:47
                    Witam,

                    Gość portalu: barbinator napisał(a):

                    > Poruszyłeś tutaj bardzo ciekawą sprawę. Dziwię się sobie, że sama wcześniej
                    > na to nie wpadłam - faktycznie, porównanie sytuacji kobiet (potencjalnych
                    > ciężarnych) i mężczyzn (potencjalnych żołnierzy) jest bardzo sensowne.

                    Nie choidzi tu o porównanie sytuacji kobiet ciężarnych z sytuacją mężczyzn
                    poborowych. Pisałem na tej liście kiedyś, że dla mnie akurat sprawa ciąży to
                    drugorzędny powód dawania kobiecie niższego wynagrodzenia. Dałem tylko jeden
                    przykład na to, że pracodawca ma prawo uwzględnić w wynagrodzeniu pracownika
                    inne parametry niż tylko jego kwalifikacje i zakres obowiązków.

                    To tak jak z kupnem mieszkania: masz do wyboru dwa domy o identycznym
                    standardzie, powierzchni, odległości od pracy etc. Różnica sprowadza się do
                    tego, że tylko jeden z nich leży na terenach zagrożonych powodzią (która może
                    oczywiście nadejść równie dobrze za rok, jak i dopiero za sto lat). Oczywiście
                    wielu ludzi płaci tyle samo za oba domy, ale chyba przyznasz, że rozsądniej
                    jest płacić odrobinę mniej za ten drugi.

                    > To rozumowanie ma jednak dwie wady, pierwsza: kobiety które urodziły i
                    > odchowały dzieci, nawet mające dzieci już dorosłe i samodzielne, też
                    > zarabiają statystycznie mniej niż mężczyźni.

                    Przyczyn może być wiele - podawałem np. interakcje między pracownikami. Jeśli
                    kobiety statysycznie więcej plotkują, to pracodawca też może to uwzględnić.

                    > A druga wada wynika ze zderzenia teorii z praktyką.
                    > W mojej firmie pracują w większości kobiety, ale jest też kilku mężczyzn -
                    > najstarszy ma 26 lat. Niektórzy są przed wojskiem, niektórzy po.

                    Przyczyn może być kilka, np.:

                    1. Nie pomyślałaś o tym - znaczy się twój rachunek ekonomiczny był niedokładny.
                    2. Zagrożenie wojskiem obecnie jest tak małe, że można ten czynnik zignorować
                    (tak jak nie ubezpieczamy się w Polsce od trzęsień ziemi).
                    3. Stać Cię na płacenie osobom o różnej atrakcyjności dla firmy tyle samo i
                    czerpiesz z tego przyjemność - nie ma problemu, tylko pogratulować.
                    4. Płacisz facetom tylko płacę minimalną, więc nie ma jak obniżyć ją tym przed
                    wojskiem.

                    etc. etc.

                    > Naprawdę zaciekawiła mnie ta sprawa, więc obdzwoniłam kilku znajomych
                    > prowadzących własne firmy (jeden z nich to właściciel firmy rem.-bud.) i
                    > zapytałam o to jak oni widzą sprawę różnicowania zarobków dla pracowników
                    > przed i po wojsku.

                    Och, doprawdy - ja nigdzie nie twierdziłem, że pracodwaca musi to robić. Jak
                    chce i stać go na to, niech płaci nawet więcej poborowym. Ja tylko chciałem
                    wykazać, że twierdzenie "taka sama płaca za taką samą pracę i kwalifikacje" nie
                    znajduje uzasadnienia ekonomicznego.

                    > Dla porządku zaznaczę, że nikt z pytanych nie różnicuje u siebie stawek w
                    > podanej sytuacji, znajomy z firmy budowlanej też.

                    Są jednak sytuacje, gdy nieuregulowany stosunek do służby wojskowej
                    przeszkadza. Np. w Polsce członek korpusu Służby Cywilnej nie może zostać tzw.
                    urzędnikiem mianowanym (co wiąże się z gwarancją zatrudnienia i wyższymi
                    poborami) bez uregulowanego stosunku do służby wojskowej.

                    > niższe pensje kobiet mają jednak źródło gdzie indziej, nie w rachunku
                    > ekonomicznym czy "ubezpieczaniu się" pracodawców?

                    Rachunek ekonomiczny nie ogranicza się do ubezpieczenia (pisałem o tym wszkaże).

                    A teraz weźmy nieco inną sytuację - fundamentalista protestancki jest
                    zwolennikiem tradycyjnego modelu rodziny, ale też osoba bardzo przedsiębiorczą.
                    Chciałby on zatrudnić legalnie w swojej firmie 100 mężczyzn, płacąc im tyle, by
                    utrzymali swoje tradcyjne żony. Jednak państwo mu na to nie pozwala. Nie chce
                    on zatrudniać kobiet, bo to sprzeczne z jego światopoglądem, więc wynosi się do
                    innego kraju. Efekt:
                    Minusy: państwo traci szansę zmniejszenia bezrobocia o 100 osoób i spadają
                    wpływy podatkowe oraz PKB.
                    Plusy: parę utrzymywanych z podatków feministek jest zadowolonych.

                    Mam pytanie: czy ten pracowdawca kogoś tak naprawdę krzywdził, że spotkał go
                    taki los?

                    > OT - czy znasz jakieś dobre źródło sieciowe gdzie mogłabym dowiedzieć się
                    > czegoś o tym, jak została rozwiązana sprawa np urlopów macierzyńskich w
                    > takich krajach jak USA czy Irlandia?

                    Nie znam, bo nawet nie wiem czy figuruje tam coś takiego jak "urlop
                    macieżyński". Z tego co wiem w USA kobieta po urodzeniu dziecka ma prawo do 12
                    tygodni urlopu bezpłatnego, aczkolwiek może sie z pracodawcą umówić choćby na
                    rok urlopu płatnego...

                    pozdrawiam,

                    BD
                    • Gość: tad szok IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 05.02.03, 20:21
                      Nie mogę dojść do przytomności, odkąd żem przeczytał wyznanie Barbinator, o
                      tym, że swoim pracowniczkom płaci mniej niż pracownikom. O przewrotności
                      niewieścia! Prawdę o was pisali starożytni! Serca macie lisie, a języki
                      jaszczurcze!
                      • Gość: barbinator Re: szok IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.02.03, 11:45
                        Gość portalu: tad napisał(a):

                        > Nie mogę dojść do przytomności, odkąd żem przeczytał wyznanie Barbinator, o
                        > tym, że swoim pracowniczkom płaci mniej niż pracownikom. O przewrotności
                        > niewieścia! Prawdę o was pisali starożytni! Serca macie lisie, a języki
                        > jaszczurcze!


                        Przeczytaja może mój następny post w tej sprawie i odpowiedz konkretnie na czy
                        twój szok polega, bo powoływanie się na starożytnych za wiele do rozmowy o
                        współczesnych problemach nie wnosi.
                        Moikm zdaniem szokujące (i stawiające pod znakiem zapytania moją
                        prawdomówność!!) byłoby raczej zapewnienie, że zrównałam u siebie stawki k. i
                        m. i mimo to wytrzymuję konkurencję firm, które korzystają z tańszej pracy
                        kobiet.
                        A wydaje ci się, że gdyby w Polsce pojawił się zakład z mojej branży
                        zatrudniający niewolników, to inni byliby w stanie sprostać konkurencji?
                        A czy wiesz dlaczego w Polsce są na rynku prawie wyłącznie zabawki pluszowe
                        produkowane w Chinach zaś Polskie firmy zabawkarskie albo już padły albo
                        właśnie padają? A wiesz kto w Chinach produkuje te zabawki?
                        Wiesz co Tad, może lepiej skoncentruj się na dyskusjach historycznych...;))
                        Pozdr, B.
                        • Gość: BD Re: szok IP: 195.136.36.* 06.02.03, 12:23
                          Witam,

                          Gość portalu: barbinator napisał(a):

                          > Moikm zdaniem szokujące (i stawiające pod znakiem zapytania moją
                          > prawdomówność!!) byłoby raczej zapewnienie, że zrównałam u siebie stawki k. i
                          > m. i mimo to wytrzymuję konkurencję firm, które korzystają z tańszej pracy
                          > kobiet.

                          Jeśli w branży pracuje X1 mężczyzn zarabiających P1 i X2 kobiet zarabiających
                          P2, wystarczyłoby przy rozruchu ustalić wspólną płacę na poziomie pomiędzy P2, a
                          (X1*P1+X2*P2)/(X1+X2). Wówczas na taką ofertę przyjdą same kobiety, bo dla nich
                          będzie atrakcyjniejsza. Jeśli kobiety są _naprawdę_ tak samo wydajne jak
                          mężczyźni, wówczas stosując równość płac możesz być efektywniejsza (niższe
                          koszty) od konkurencji, która ponoć korzysta z tańszej pracy kobiet... (wow,
                          czysta magia!)

                          Sama zresztą sugerowałaś podobną strategię w wątku o pomywaczkach w
                          hipermarketach. Dlaczego jej nie zastosowałaś?

                          > A wydaje ci się, że gdyby w Polsce pojawił się zakład z mojej branży
                          > zatrudniający niewolników, to inni byliby w stanie sprostać konkurencji?

                          Jest takie przysłowie "z niewolnika nie ma pracownika".

                          pozdrawiam,

                          BD
                        • maciej.k1 Re: szok 06.02.03, 12:27
                          Gość portalu: barbinator napisał(a):

                          > A wydaje ci się, że gdyby w Polsce pojawił się zakład z mojej branży
                          > zatrudniający niewolników, to inni byliby w stanie sprostać konkurencji?

                          Praca niewolników jest wprawdzie tania, ale ich efektywność jest ograniczona.
                          Przykładem na to jest wyniki wieloletniej rywalizacji ekonomicznej między ZSRR
                          i USA. Wielkie budowy w ZSRR powstawały w dużej mierze dzięki wykorzystaniu
                          niewolników zmuszonych do pracy w gułagach. Ci, którzy nie byli formalnie
                          aresztowani, i tak nie mogli sobie sami wybrać miejsca pracy, lecz jechali
                          pracować tam, gdzie dostali skierowanie do pracy. Choć przez wiele lat ZSRR był
                          w stanie rywalizować tak z USA, to jednak ostatecznie musiał polec.

                          Pozdrawiam -
                        • Gość: Sebastian Re: szok IP: *.tele2.pl 06.02.03, 14:41
                          > A wydaje ci się, że gdyby w Polsce pojawił się zakład z mojej branży
                          > zatrudniający niewolników, to inni byliby w stanie sprostać konkurencji?
                          Problem w tym, że zakąłdy zatrudniające kobiety i płącące im niższe pensje nie
                          zatrudniają niewolników lecz podpisują dobrowolne umowy o pracę.

                          > A czy wiesz dlaczego w Polsce są na rynku prawie wyłącznie zabawki pluszowe
                          > produkowane w Chinach zaś Polskie firmy zabawkarskie albo już padły albo
                          > właśnie padają? A wiesz kto w Chinach produkuje te zabawki?
                          Poczekaj, niech pomyślę.
                          .........
                          Chińczycy?????


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka