Dodaj do ulubionych

O sztuce manipulacji

04.02.03, 11:45
Niektóre kobiety do perfekcji opanowały sztukę obmowy. Najwyższy stopień
wtajemniczenia w tej dziedzinie, to dać coś rozmówcy niejasno do zrozumienia,
zarazem nie wypowiadając przy tym żadnego konkretnego zarzutu wobec
obmawianej osoby.

Ponieważ miałem okazję wielokrotnie zaobserowować to zjawisko w realu, gdzie
rozwinięte jest najwyżej, opowiem Wam, jak to zazwyczaj wygląda. Jestem
pewien, że umiejętność rozpoznawania tego zjawiska nieraz się Wam przyda.

Osoba obmawiająca nawiązuje bliższy kontakt ze słuchaczem, tak, by stworzyć
wrażenie "dobrego porozumienia" i atmosferę zaufania. To konieczny warunek
wstępny. Następnie opowiada coś neutralnego o osobie, którą zamierza
obmawiać, sondując w ten sposób możliwe reakcje słuchacza. Jeśli reakcja
słuchacza wydaje się być sprzyjająca obmowie (brak entuzjazmu czy wyrazów
sympatii wobec potencjalnej ofiary obmowy) - wiadomo już, że można przystąpić
do akcji. Padają coraz bardziej nieprzychylne słowa. Kumninacyjny moment ma
miejsce, gdy pada np. taka oto wypowiedź:

- "On kiedyś zrobił coś takiego... (zmiany na twarzy)... nie... nie mogę ci
tego powiedzieć... (szloch)."

Tylko uważny słuchacz, w dodatku nieczuły na ból kobiecego serca zauważy, że
żaden konkretny zarzut nie padł! Nadal nie wiadomo, co on takiego zrobił!
Możemy się tego tylko domyślać na podstawie jej reakcji emocjonalnej - tak,
niewątpliwie to musi być coś straszego, skoro jej tak trudno o tym mówić!
Może jakaś zbrodnia? Gdy spotykamy ofiarę obmowy i widzimy sympatycznego
faceta, przyglądamy mu się z podejrzliwością... Co on takiego popełnił? I jak
dobrze się przy tym maskuje, kanalia!

Mistrzostwo w tej dziedzinie polega m.in. na tym, że, ponieważ nie padł żaden
konkretny zarzut, nie możemy go zweryfikować, np. podejść do obmówianego i
zapytać: "Czy to prawda, że...?" Nie możemy go zapytać, bo nie wiadomo - o co!
Ofiara obmowy też nie wniesie pozwu o zniesławienie, bo nie ma o co
oskarżyć...

Wyżyny sztuki obmowy są zarezerwowane wyłącznie dla kobiet. W tej dziedzinie
nie ma równouprawnienia. Kobiecie wybacza się, że jest tak emocjonalnie
rozchwiana, iż nie może jej przejść przez gardło zdanie, w którym wreszcie
jasno powie, o co jej chodzi. Natomiast facet, który próbowałby odegrać coś
podobnego, zostałby potraktowany jak egzaltowany idiota.

Jak już pisałem, ta sztuka najlepiej udaje się w realu i tylko kobietom. Ma
jednak ona swoją, uboższą wersję internetową, np.:

"Weszłam na te strony Ministerstwa Zdrowia, sprawdziłam te dane, które
podawałeś. Wystarczy, czy mam pisać dalej?"

Tu mamy delikatną sugestię, że zostały podane fałszywe dane, aczkolwiek ta
sugestia nigdzie nie jest wyrażona wprost, lecz pozostawiona domyślności
czytelnika. Czyżby facet bezczelnie nakłamał? A może jednak jest to tylko
manipulacja? Gdyby dane zostały podane wybiórczo, należałoby po prostu
rzeczowo wykazać błąd: "Pominąłeś dane takie a takie, które wskazują na coś
przeciwnego".

Stopień niżej w hierarchii manipulacji należałoby zaklasyfikować zdanie:

"[tekst, który cytowałeś]zawierał poważne merytoryczne błędy, które dowodziły
tego, że nie była to publikacja, do której można mieć zaufanie."

Tu przynajmniej zarzut jest jasno sformułowany, brakuje tylko jego
uzasadnienia. Gdy zaś zapytamy o uzasadnienie, odpowiedzią będzie...
milczenie.

Internetowe dyskusje są niepowtarzalną okazją, by manipulantów złapać za
rękę. Specjalistki od obmowy, które w realu wiodą spokojne życie, uprawiając
bez przeszkód swój proceder - w internecie mają ciężko. Tu nie można wyprzeć
się tego, co kiedyś się napisało. Nie można też wmawiać komuś, że powiedział
coś, czego nie powiedział. Wszystko jest na piśmie i zawsze można do tego
wrócić. W realu, gdy manipulantka powie: "On napisal, ze popieram pederastie,
o ile molestujacymi są kobiety :-( " - zawsze można zapytać: "Gdzie to
napisałem?". I znów odpowiedzią będzie milczenie.

Pozdrawiam -
Obserwuj wątek
    • Gość: soso Re: O sztuce manipulacji IP: 195.41.66.* 04.02.03, 12:29
      Czy masz klopoty ze snem, Maciej?


      pzdrw

      soso
    • Gość: barbinator Re: O sztuce kłamania i nieprzepraszania IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.03, 20:33
      Strasznie się napracowałeś wymyślając absurdalny skądinąd temat tego wątku, a
      przecież dobrze wiemy, że cały ten post mógłby się ograniczyć do tych 3
      przykładów które podajesz na samym końcu a dotyczących mnie i Sagan... nie wiem
      po co zresztą, bo przecież bardzo detalicznie już opisałam ci te sprawy w
      innych wątkach.
      W twoim przypadku mamy do czynienia z manipulacją i z kłamstwem.
      Manipulacja miała miejsce kilka miesięcy temu na innym forum, zwróciłam ci
      wtedy na nią uwagę (zresztą w raczej stonowanej formie) i uznałam sprawę za
      zakończoną (nie mam zwyczaju demonizować kwestii manipulowania rozmówcą, żyjemy
      w czasach gdy manipulacja dosłownie nas otacza, w reklamie, w przemównieniach
      polityków, w mediach itd - są ludzie bardziej skłonni do manipulowania innymi,
      np ty ale ja nie traktuję tego jak występku pierwszego kalibru - po to mamy
      rozum, by wychwytywać próby manipulowania nami )

      Natomiast kłamstwo - o, to już zupełnie inny kaliber. Kłamstwem się brzydzę,
      zwłaszcza jeśli ma na celu ośmieszenie i zdezawuowanie kogoś. Ty zaś kilka dni
      temu skłamałeś na mój temat w bardzo wredny sposób.
      Odwróciłeś sprawę manipulacji danymi o 180 st. stwierdzając, że to JA podałam
      dane, które następnie TY sprawdziłeś i udowodniłeś mi oszustwo.
      Jest to kłamstwo i ty świetnie o tym wiesz - było dokładnie odwrotnie.
      I nawet jeśli do tych dwóch wątków, które wymyśliłeś wyłącznie po to, by
      uniknąć przeproszenia mnie dołożysz jeszcze 20, równie mało sensownych, to nie
      zmieni to faktu, że skłamałeś w zasadniczej sprawie - TO TY PRZYTOCZYŁEŚ DANE O
      KTÓRYCH MOWA, nie ja. Siłą rzeczy więc nie mogłeś TY ich sprawdzić lecz jasne
      jest, że JA to zrobiłam.
      Czy zaprzeczasz, że to nie ja przytoczyłam dane o programach MZ w trakcie
      rozmowy o wysokości składki zdrowotnej tylko ty, ja natomiast je sprawdziłam i
      zwróciłam ci uwagę, że przytoczone liczby nie stanowią argumentu w naszej
      rozmowie, choć postarałeś się, by sprawiały takie wrażenie (to właśnie jest
      manipulacja jakbyś nie wiedział)?
      Odpowiedz konkretnie, dobrze?
      A potem najlepiej byłoby gdybyś przeprosił i przestał się ośmieszać.
      • Gość: KR$ Re: O sztuce kłamania i nieprzepraszania IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 05.02.03, 01:59
        Znowu manipulujesz? Co za przebrzydły babsztyl...
    • sagan2 Re: O sztuce manipulacji 06.02.03, 15:33
      maciej.k1 napisał:

      > Wszystko jest na piśmie i zawsze można do tego wrócić.
      > W realu, gdy manipulantka powie: "On napisal, ze
      > popieram pederastie, o ile molestujacymi są kobiety :-(
      > " - zawsze można zapytać: "Gdzie to
      > napisałem?". I znów odpowiedzią będzie milczenie.

      to byla uwaga do mnie, jak rozumiem.
      jezeli zapytales, a ja nie odpisalam, to tylko dlatego,
      ze od piatku bylam odcieta od internetu, dzis "wrocilam".
      i chetnie odpowiem, gdzie to napisales.
      a Ciebie poprosze, kolejny raz, o przeprosiny za, jak to
      ladnie nazwales, manipulacje i obmowe.
      podaje rowniez linki - wszystko mam na pismie...

      ttp://www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=212&w=4120108&a=4210114

      rozmawiamy o pedofilii, a dokladniej o pelnym stosunku
      osoby doroslej z dzieckiem. Maciej pisze:

      "Autorzy raportu jednak, a Ty z nimi - wykazują
      ^^^^^ (to o mnie)
      zadziwiającą skłonność, by takie przestępstwa kobiet
      wobec chłopców traktować łagodniej, uznając je za
      "wczesną inicjację seksualną"(!).Przypominam - wbrew
      prawu. Jeśli uważacie, że stosunki z chłopcami powinny
      ^^^^^^^^ (to o mnie i autorach art.)
      być legalne - może należałoby je zalegalizować???"


      kolejny post Macieja, znowu do mnie:

      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=212&w=4120108&a=4210534
      cytuje:
      "Autorzy raportu nie dowodzili, że prawo jest złe. Nie
      powoływali się np. na "genetyczne skłonności do
      homoseksualizmu", gdy pisali o mężczyznach - pedofilach,
      sprawcach nadużyć na chłopcach. Ale dla kobiet - znaleźli
      usprawiedliwienie, a Ty je twórczo rozwinęłaś. To nazywam
      ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^ (o mnie)
      hipokryzją."

      jedziemy dalej:

      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=212&w=4120108&a=4212352
      cytat z wypowiedzi Macieja do mnie:

      "Autorzy raportu posłużyli się manipulacją, nazywając
      wykorzystywanie seksualne chłopców eufemistycznie
      "wczesną inicjacją seksualną", czy jakoś podobnie, by
      usprawiedliwić kobiety. Taka manipulacja nazywa się
      ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
      "odwracanie uwagi czytelnika od zasadniczej kwestii".

      [ciach]

      To właśnie zrobili autorzy raportu z faktem, że to
      rzekomo "niewinne" kobiety częsciej mają stosunki z
      nieletnimi niż mężczyźni. Ty, komentujesz ten problem
      ^^^ (to o mnie)
      podejmując dokładnie ten sam wątek, co autorzy raportu a
      nawet go twórczo rozwijasz."

      i jeszcze:

      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=212&w=4120108&a=4212538
      cytat z Macieja do mnie:

      "Autorzy raportu nazywają wykorzystywanie seksualne
      chłopców przez kobiety eufeministycznie "wczesnymi
      doświadczeniami seksualnymi chłopców", a Ty dorobiłaś do
      ^^^ (o mnie)
      tego rozbudowane uzasadnienie.

      Wszyscy zgadzamy się co do tego, że należy karać sprawców
      nadużyć seksualnych.
      A co z osobami, które tylko "pomogły zdobyć chłopcom
      wczesne doświadczenia seksualne"? Te chyba zasługują na
      uznanie za swój dobry uczynek...?"


      starczy, Macieju?
      nie uwazasz, ze przedstawione powyzej *Twoje* opinie (na
      pismie...) da sie strescic moim powyzszysm zdaniem, ktore
      nazwales obmawianiem i manipulacja?

      czekam na przeprosiny.
      • maciej.k1 Re: O sztuce manipulacji 06.02.03, 16:02
        Napisałaś:

        "On napisał, że popieram pederastie, o ile molestujacymi są kobiety :-("

        W żadnym z tych cytatów ze mnie nie ma takiego zdania. Czekam więc na Twoje
        przeprosiny.

        Pozdrawiam -
        • Gość: barbinator Re: O sztuce manipulacji IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.02.03, 16:39
          maciej.k1 napisał:

          > Napisałaś:
          >
          > "On napisał, że popieram pederastie, o ile molestujacymi są kobiety :-("
          >
          > W żadnym z tych cytatów ze mnie nie ma takiego zdania. Czekam więc na Twoje
          > przeprosiny.
          >
          Podobnie jak w żadnym z moich postów nie ma zdania "Maciej podał fałszywe dane
          liczbowe" a ty mimo to obłudnie domagasz się przeprosin (wyłącznie po to, aby
          dodatkowo zagmatwać sprawę licząc na to, że w powodzi tych żądań o przeprosiny
          nikt się nie połapie kto naprawdę zawinił)
          Różnica między tymi wypowiedziami jest jednak taka, że o ile w moim poście nie
          było najmniejszej nawet sugestii, że ty oszukujesz na liczbach (było za to
          prawdziwe stwierdzenie, że manipulujesz danymi) to w twojej rozmowie z Sagan,
          którą dobrze pamiętam, bo to dosyć świeża sprawa, faktycznie cały czas czuło
          się jakieś obleśne aluzyjki z twojej strony.
          Tak więc żądanie Sagan jest uzasadnione.
          • maciej.k1 Re: O sztuce manipulacji 06.02.03, 16:51
            Gość portalu: barbinator napisał(a):

            > w twojej rozmowie z Sagan,
            > którą dobrze pamiętam, bo to dosyć świeża sprawa, faktycznie cały czas czuło
            > się jakieś obleśne aluzyjki z twojej strony.
            > Tak więc żądanie Sagan jest uzasadnione.

            Co myślę o poglądach Sagan, napisałem kilkakrotnie, całkowicie jednoznacznie
            (bez żadnych aluzji). Znajdziesz to np. w cytatach, które Sagan podała. Nadal
            potrzymuję swoją opinię, którą w nich wyraziłem.
            Pozdrawiam -
        • sagan2 Re: O sztuce manipulacji 06.02.03, 16:56
          maciej.k1 napisał:

          > Napisałaś:
          >
          > "On napisał, że popieram pederastie, o ile
          > molestujacymi są kobiety :-("
          >
          > W żadnym z tych cytatów ze mnie nie ma takiego zdania.

          oczywiscie, ze *dokladnie* takiego zdania nie ma!
          przeciez nie podalam go w cudzyslowiu, piszac, ze Ciebie
          cytuje. udajesz idiote?...
          ... to bylo jednozdaniowe streszczenie tego, co
          zacytowalam w poprzednim poscie. nie zgadzasz sie z ta
          interpretacja? ok, w takim razie napisz, ze wszelkie
          Twoje sugestie, ktore cytowalam, sa nieprawdziwe i
          chodzmy na wodke.

          > Czekam więc na Twoje przeprosiny.

          za co? za to, ze moje zdanie nie bylo doslownym cytatem z
          Ciebie? alez ja nie pisalam, ze bylo.
          to bylo *streszczenie*
          za swoja interpretacje Twoich wypowiedzi nie przeprosze,
          poniewaz uwazam ja za wlasiwa i nigdzie nie udowodniles
          mi, ze taka *interpretacja* (NIE CYTAT!!!) jest
          nieprawdziwa.

          jesli uwazasz, ze wyciagniety przeze mnie wniosek jest
          nieprawdziwy, to owszem, moge przeprosic. ale pod
          warunkiem, ze jasno i konkretnie napiszesz, co chciales
          powiedziec przez cytowane przeze mnie swoje wypowiedzi.
          punkt po punkcie. jesli wykazesz, ze nie ma tam nic z
          tego, co strescilam jednym zdaniem - z checia
          przeprosze...
          • maciej.k1 różnica między popieraniem a usprawiedliwianiem 06.02.03, 17:17
            Pisałem o tym kilka razy, także w tych fragmentach, które cytowałaś. Autorzy
            raportu, a Ty razem z nimi, przykładaliście podwójną miarę do pedofilii kobiet
            i mężczyzn, pedofilię kobiet traktując łagodniej. Kiedy mężczyzna wykorzysta
            dziecko, to jest to określane pejoratywnym określeniem - "nadużycie seksualne",
            kiedy to samo zrobi kobieta, to określa się to eufemistycznie "wczesne
            doświadczenia seksualne chłopców".

            Pozdrawiam -
            • sagan2 Re: różnica między popieraniem a usprawiedliwiani 06.02.03, 17:23
              maciej.k1 napisał:

              > Pisałem o tym kilka razy, także w tych fragmentach,
              > które cytowałaś. Autorzy raportu, a Ty razem z nimi,
              > przykładaliście podwójną miarę do pedofilii kobiet
              > i mężczyzn, pedofilię kobiet traktując łagodniej. Kiedy
              > mężczyzna wykorzysta dziecko, to jest to określane
              > pejoratywnym określeniem - "nadużycie seksualne",
              > kiedy to samo zrobi kobieta, to określa się to
              > eufemistycznie "wczesne doświadczenia seksualne
              > chłopców".

              na litosc boska! tlumaczylam juz to tysiac razy!!!
              chodzilo *wylacznie* o *stosunek seksualny*, a nie o
              wykorzystywanie. odpowiedz: CZY STOSUNEK SEKSUALNY
              MEZCZYZNA MOZE ODBYC POD PRZYMUSEM I ABSOLUTNIE WBREW
              WLASNEJ WOLI??? jesli tak (i pisalam juz o tym), to cala
              argumentacja jest, oczywiscie, bez sensu.
              ale prawda jest, ze *raczej* nie, wiec skoro mezczyzna
              (chlopiec) wspolzyje, to najprawdopodobniej z wlasnej
              woli.
              i tylko o to chodzilo. nikt nigdzie (ani ja ani autorzy
              artykulu) nie napisali, ze usprawiedliwiaja kobiety,
              ktore wspolzyja z nieletnimi, a to wlansie probowales
              sugerowac.

              jesli sobie zyczysz, moge zmienic swoje zdanie:
              "a on twierdzi, ze usprawiedliwiam pederastow, jesli sa
              kobietami"
              rozumiem, ze teraz sie nie sprzeciwisz?
              • maciej.k1 Re: różnica między popieraniem a usprawiedliwiani 06.02.03, 17:31
                sagan2 napisała:


                > jesli sobie zyczysz, moge zmienic swoje zdanie:
                > "a on twierdzi, ze usprawiedliwiam pedofilów, jesli sa
                > kobietami"
                > rozumiem, ze teraz sie nie sprzeciwisz?

                Zmieniłem "pederastów" na "pedofilów". Teraz jest dobrze. :-)
                Pozdrawiam -
                • maciej.k1 wracając do pedofilii 06.02.03, 17:34
                  Wracając do pedofilii, uważam, że nie ma znaczenia, czy chłopiec miał erekcję,
                  czy nie, ponieważ nawet gdyby sam bardzo prosił o to, by go wykorzystać
                  seksualnie - to i tak nie wolno traktować go jak osoby odpowiedzialnej za swoje
                  zachowanie.

                  Pozdrawiam -
                • sagan2 Re: różnica między popieraniem a usprawiedliwiani 07.02.03, 08:15
                  maciej.k1 napisał:

                  > sagan2 napisała:
                  >
                  >
                  > > jesli sobie zyczysz, moge zmienic swoje zdanie:
                  > > "a on twierdzi, ze usprawiedliwiam pedofilów, jesli
                  > > sa kobietami"
                  > > rozumiem, ze teraz sie nie sprzeciwisz?
                  >
                  > Zmieniłem "pederastów" na "pedofilów". Teraz jest
                  > dobrze. :-)

                  roznica pomiedzy popieraniem a usprawiedliwianiem jest
                  niewielka...

                  czyli znowu obrzucasz mnie oszczerstwami. w jednym z
                  pierwszych postow "o pedofilii" napisalam:
                  (www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=212&w=4120108&a=4202365)

                  "dlatego logiczny wydaje sie wniosek, ze ci chlopcy
                  dokonywali we wlasnym mniemaniu "inicjacji seksualnej" a
                  nie byli podmiotami gwaltu. ze stosunek byl dobrowolny
                  (co *nie* usprawiedliwia kobiety!!)"

                  i powtorzylam to:
                  (www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=212&w=4120108&a=4210291)

                  "oczywiscie, ze dobrowolnosc czy jej brak *nie* zmienia
                  kwalifikacji czynu! rowniez o tym napisalam! pisalam, ze
                  jakkolwiek opisywac odbywanie stosunkow (dobrowolnie lub
                  nie), to *nie* tlumaczy kobiety!!
                  a Ty napisales, ze chce kobiety traktowac lagodniej!!!"


                  caly czas mowilam *wylacznie* o dobrowolnosci stosunku, a
                  nie o ocenie moralnej tego stosunku!!!

                  wyraznie napisalam, ze *nikogo* nie usprawiedliwiam, wiec
                  jak smiesz twierdzic, ze robie cos innego????
                  oszczerca

                  • Gość: tad uwagi na marginesie IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 07.02.03, 09:58
                    sagan2 napisała:


                    > "dlatego logiczny wydaje sie wniosek, ze ci chlopcy
                    > dokonywali we wlasnym mniemaniu "inicjacji seksualnej" a
                    > nie byli podmiotami gwaltu. ze stosunek byl dobrowolny
                    > (co *nie* usprawiedliwia kobiety!!)"
                    (.....)
                    > caly czas mowilam *wylacznie* o dobrowolnosci stosunku, a
                    > nie o ocenie moralnej tego stosunku!!!
                    >
                    > wyraznie napisalam, ze *nikogo* nie usprawiedliwiam, wiec
                    > jak smiesz twierdzic, ze robie cos innego????
                    > oszczerca


                    A jednak Sagan stosujesz coś w rodzaju podwójnej miary. Bo oto, zakładzasz, że
                    jeśli nastolatek stosunku nie chce, to się od niego wykręci brakiem erekcji,
                    podczas, gdy nastolatka takiej możliwości nie ma, tak więc - siłą rzeczy - nie
                    można stawiać ich na jednym poziomie. Popełnisz tutaj błąd. To co piszesz
                    dałoby się może odnieść do GWAŁTU (a i to nie jest takie pewne), ale nie do
                    UWIEDZENIA. Czemu niby nastolatka we "własnym mniemaniu" nie może być
                    przekonana, że dokonuje "inicjacji seksualnej"? Stosunek nastolatki z dorosłym
                    może być RÓWNIE dobrowolny jak nastolatka, a tego zdajesz się nie dostrzegać.
                    Czynisz kryterium z "dobrowolności", tymczasem nie ona jest tutaj
                    najważniejsza. Jeśli dorosły odbywa stosunek z kimś poniżej (bodajże) lat 15,
                    to jest to przestępstwem, czy było to dobrowolne, czy nie (choć oczywiście to
                    różnica, to jednak nie zmienia ona faktu, że złamano prawo). Podobnie jeśli
                    podasz dziecku alkohol, to w małym stopniu liczy się fakt, że wypiło go
                    dobrowolnie. Pisząc w sposób w jaki to robisz (to znaczy
                    ograniczając "dobrowolność" WYŁĄCZNIE do chłopców)wprowadzasz - czy tego
                    chcesz, czy nie - czynnik różnicujący pedofilów na 2 kategorie: mężczyzn
                    WYMUSZAJĄCYCH stosunki na dziewczynkach i kobiety odbywające DOBROWOLNE (z obu
                    stron) stosunki z chłopcami. Ta druga kategoria(ze względu na
                    element "dobrowolności") nieuchronnie jawić się musi jako ŁAGODNIEJSZA -
                    niezależnie od Twojej woli.
                    • sagan2 Re: uwagi na marginesie 07.02.03, 12:51
                      Gość portalu: tad napisał(a):


                      > Popełnisz tutaj błąd. To co piszesz dałoby się może
                      > odnieść do GWAŁTU (a i to nie jest takie pewne), ale
                      > nie do UWIEDZENIA.

                      tak, masz zupelna racje. dobrze to ujales - z tym
                      uwiedzeniem i gwaltem.
                      jest jedno male ale. nie przytaczalam *calej* dyskusji,
                      tylko fragmenty, w ktorych Maciej mnie "oszczerza".
                      w calej dyskusji stalo wyraznie:
                      chodzi o stosunek i o fakt, czy *bez* pytania ofiary
                      mozna powiedziec, czy byl on dobrowolny czy nie.
                      czy zgodzisz sie, ze dziewczynke *trzeba* zapytac (z
                      faktu, ze stosunek sie odbyl nie wynika jego
                      dobrowolnosc)? a w przypadku chlopca mozna mowic, ze nie
                      bylo przymuszenia, czyli gwaltu.
                      oczywiscie moglo miec miejsce uwiedzenie, ale mi chodzilo
                      *wylacznie* o *fizycznosc* zagadnienia. wyjasnilam to
                      dokladnie w swoich postach do Macieja i Agrafka.

                      > Czemu niby nastolatka we "własnym mniemaniu" nie może
                      > być przekonana, że dokonuje "inicjacji seksualnej"?

                      oczywiscie, ze moze, ale trzeba jej *zapytac*
                      a chlopca (wydaje mi sie) nie trzeba pytac o dobrowolnosc
                      stosunku

                      > Czynisz kryterium z "dobrowolności", tymczasem nie ona
                      > jest tutaj najważniejsza.

                      bzdura. nigdzie nie chce oceniac pedofili na podstawie
                      kryterium dobrowolnosci. kilka razy zastrzegalam, ze *NIC
                      NIKOGO* nie usprawiedliwia.
                      dyskusja dotyczyla jednego malego stwierdzenia, a nie
                      zagadnienia pedofilii!!! trzeba czytac uwaznie.

                      > Jeśli dorosły odbywa stosunek z kimś poniżej (bodajże)
                      > lat 15, to jest to przestępstwem, czy było to
                      > dobrowolne, czy nie (choć oczywiście to różnica, to
                      > jednak nie zmienia ona faktu, że złamano prawo).

                      oczywiscie. to tez napisalam kilka razy.

                      sprawa dityczyla *tylko* stwierdzenia, ze *bez* pytania
                      dziecka, w przypadku *stosunku*, u chlopcow *mozna* (nie
                      trzeba, sama wyrazalam watpliwosci, jak to jest z
                      mozliwoscia wymuszonego stosunku u mezczyzn), nazwac to
                      unicjacja seksualna. natomiast (oczywiscie bez bycia
                      swiadkiem stosunku) dziewczynke *trzeba* zapytac. TYLKO
                      TYLE.
                      czy uwazasz to za usprawiedliwianie pedofili bedacych
                      kobietami? zwlaszcza, ze kilka razy nadmieniam, iz NIC
                      ich nie usprawiedliwia, a dyskusja jest o jeden termin.

                      > Pisząc w sposób w jaki to robisz (to znaczy
                      > ograniczając "dobrowolność" WYŁĄCZNIE do
                      > chłopców)wprowadzasz - czy tego chcesz, czy nie -
                      > czynnik różnicujący pedofilów na 2 kategorie: mężczyzn
                      > WYMUSZAJĄCYCH stosunki na dziewczynkach i kobiety
                      > odbywające DOBROWOLNE (z obu stron) stosunki z
                      > chłopcami. Ta druga kategoria(ze względu na
                      > element "dobrowolności") nieuchronnie jawić się musi
                      > jako ŁAGODNIEJSZA - niezależnie od Twojej woli.

                      Tad, czytaj co pisze, prosze.
                      kilka razy dodawalam, ze dobrowolnosc nie ma nic do
                      rzeczy, a chodzi *wylacznie* o klotnie terminologiczna.
                      to jest totalna nadinterpretacja faktow!

                      napisze wyraznie:
                      DOBROWOLNOSC NIE MA ZNACZENIA, PEDOFILE (KOBIETY I
                      MEZCZYZNI) SA TAK SAMO WINNI, BEZ WZGLEDU, JAK ICH CZYN
                      NAZWAC.

                      mam nadzieje, ze to zakonczy ta glupia dyskusje.

                      • Gość: tad Re: uwagi na marginesie IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 07.02.03, 14:37
                        sagan2 napisała:


                        > tak, masz zupelna racje. dobrze to ujales - z tym
                        > uwiedzeniem i gwaltem.
                        (..........)
                        > mam nadzieje, ze to zakonczy ta glupia dyskusje.

                        Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że o dobrowolność stosunku "dziewczynkę trzeba
                        zapytać a chłopca nie". Dyskusja nie jest głupia, bo jest gorzej niż myślałem.
                        Zastanów się co właśnie napisałaś. Napisałaś oto, że "chłopca nie trzeba
                        pytać", mozna założyć z góry, ze stosunek był dobrowolny - jeśli miał erekcję
                        (skąd ta pewność właściwie?). Z faktu, że stosunek się odbył wnioskujesz o jego
                        dobrowolności. Chłopiec jest więc w jakimś stopniu współwinny. W końcu - sam
                        też chciał. Gdyby nie chciał, to by erekcji nie miał. Przypomina to zupełnie
                        argument, że gdyby kobieta nie chciała być zgwałcona to nie chodziłaby nocą po
                        parku.
                        Nadal trwasz przy swoim rozróżnieniu na pedofilów męskich i żeńskich. Czy nie
                        rozumiesz, że z takiej postawy NIEUCHRONNIE wynika zróżnicowanie stopnia ich
                        odpowiedzialności?
                        • sagan2 Re: uwagi na marginesie 07.02.03, 15:24
                          kilka razy zadalam pytanie, czy mezczyzna moze miec
                          stosunek seksualny, jesli tego nie chce (z kobieta,
                          oczywiscie). czyli czy mozliwy jest gwalt kobiety na
                          mezczyznie.
                          z odpowiedzi wywnioskowalam, ze *raczej* nie jest to
                          mozliwe. jesli jest - cale moje rozumowanie jest bez
                          sensu, i to tez zaznaczylam.

                          napisales: "Z faktu, że stosunek się odbył wnioskujesz o
                          jego dobrowolności." i ja ciagle pytam, czy to prawda?
                          caly czas pisze, ze tak zakladam z wlasnej znajomosci
                          fizjologii, ale moge sie mylic, jesli tak jest, prosze to
                          jasno napisac.
                          a dobrowolnosc faktu nie wplywa na jego ocene.
                          i nie ma znaczenia, czy chlopiec tego chcial czy nie,
                          przestepstwo popelnil dorosly.
                          tak samo jak popelnia je dorosly, gdy molestuje chcaca
                          dziewczynke.
                          przeciez uwiedzenie to tez przestepstwo. tylko ze chlopca
                          nie trzeba pytac, czy zostal uwiedzony, czy zgwalcony, a
                          dziewczynke - tak. to jest *jedyne* rozroznienie, jakie
                          robie. i tyle.

                          • Gość: BD Re: uwagi na marginesie IP: 195.136.36.* 07.02.03, 15:52
                            Witam,

                            sagan2 napisała:

                            > kilka razy zadalam pytanie, czy mezczyzna moze miec
                            > stosunek seksualny, jesli tego nie chce (z kobieta,
                            > oczywiscie). czyli czy mozliwy jest gwalt kobiety na
                            > mezczyznie. z odpowiedzi wywnioskowalam, ze *raczej* nie jest to
                            > mozliwe. jesli jest - cale moje rozumowanie jest bez
                            > sensu, i to tez zaznaczylam.

                            Malinowski, w "Życiu seksualnym dzikich" opisuje praktyki tzw. yausa - bardzo
                            drastycznych zbiorowych gwałtów kobiet na mężczyznach.

                            Mężczyzna oczywiście może być zgwałcony. Z tego co wiem, w Polsce jest
                            przynajmniej jeden przypadek, gdy taki zgwałcony facet musi jeszcze płacić
                            alimenty na dziecko, poczęte się w wyniku tegoż gwałtu...

                            pozdrawiam,

                            BD
                            • sagan2 Re: uwagi na marginesie 07.02.03, 16:02
                              no wreszcie konkretna odpowiedz ;)
                              pytalam o to kilka razy i z odpowiedzi panow
                              wywnioskowalam cos, co pokrywalo sie z moja "wiedza" - ze
                              mezczyzne zgwalcic jest niezwykle trudno.

                              BD, a jak to sie, cholerka, robi?... pewnie odeslesz mnie
                              do ksiazki, co? ;)

                              jeszcze jedno pytanie - jak czeste jest takie zjawisko
                              gwaltow? ile procent, na przyklad?

                              i DODAM:
                              jesli to, co pisze BD to prawda (a zakladam, ze wie co
                              pisze), to rozumowanie o stosunku jako "inicjacji
                              seksualnej" jest bez sensu.
                              albo autorom chodzilo o cos calkiem innego (nie wiem, o
                              co), albo kierowali sie taka sama "wiedza", jak ja...
                              • Gość: BD Re: uwagi na marginesie IP: 195.136.36.* 07.02.03, 16:18
                                Witam,

                                sagan2 napisała:

                                > BD, a jak to sie, cholerka, robi?... pewnie odeslesz mnie
                                > do ksiazki, co? ;)

                                Odeślę do ksiązki, bo ciekawa. Nie będę opisywał szczegółów - jeszcze ktoś mi
                                zarzuci, że serwuje przestępcom instrukcje postępowania ;-)

                                Nota bene: odpowiedź jest bardzo prosta, a o problemie fizjologicznej
                                kontroli... no ten tego... opowie Ci każdy dojrzewający chłopak...

                                > jeszcze jedno pytanie - jak czeste jest takie zjawisko
                                > gwaltow? ile procent, na przyklad?

                                Tego nie wiem. Ciekawe też, jak wiele nie jest nigdy zgłaszanych :-(

                                > jesli to, co pisze BD to prawda (a zakladam, ze wie co pisze), to rozumowanie
                                > o stosunku jako "inicjacji seksualnej" jest bez sensu.

                                Dodam, że u jego podstaw leży femino-seksistowski stereotyp, że facet, który
                                zamiast mózgu ma wiadomo co, nie przepuści żadnej okazji żeby współżyć
                                seksualnie z kobietą (obojętnie jaką), ergo nie może współżyć wbrew woli...

                                pozdrawiam,

                                BD
                                • sagan2 Re: uwagi na marginesie 07.02.03, 17:15
                                  Gość portalu: BD napisał(a):


                                  > Dodam, że u jego podstaw leży femino-seksistowski
                                  > stereotyp, że facet, który zamiast mózgu ma wiadomo co,
                                  > nie przepuści żadnej okazji żeby współżyć seksualnie z
                                  > kobietą (obojętnie jaką), ergo nie może współżyć wbrew
                                  > woli...

                                  ja myslalam o samej fizjologi i, ze tak powiem,
                                  metodologii wspolzycia.
                                  jesli facet moze wspolzyc wbrew woli, to oczywiscie taki
                                  stereotyp jest glupi i trzeba z nim walczyc.

                                  a jak widac, dobrze funkcjonuje. ja nie jestem pania
                                  frania spod budki z piwem, a i tak mu uleglam...
                                • Gość: tad Re: uwagi na marginesie IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.03, 14:42
                                  Gość portalu: BD napisał(a):

                                  do ksiązki, bo ciekawa. Nie będę opisywał szczegółów - jeszcze ktoś mi
                                  > zarzuci, że serwuje przestępcom instrukcje postępowania ;-)

                                  Jeśli chodzi o mnie -ja na złośc - mam wydanie z lat 80-tych, w którym brakuje
                                  ładnych paru stron, i to akurat w rozdziale "Akt płciowy", przez co wygląda to
                                  tak, jakby owi egzotyczni osobnicy znali jedynie stosunek przerywany.


                              • d.ark Re: uwagi na marginesie 08.02.03, 11:40
                                sagan2 napisała:

                                > jeszcze jedno pytanie - jak czeste jest takie zjawisko
                                > gwaltow? ile procent, na przyklad?

                                Nie ma danych na ten temat. Nawet szacunkowe próby określenia skali zjawiska
                                nie mają miejsca, ze względu na znikomą ilość zgłaszanych przypadków gwałtów
                                przez mężczyzn. Jest to zresztą element szerszego zjawiska, jakim jest przemoc
                                względem mężczyzn. Ilość zgłaszanych przypadków nie odzwierciedla skali
                                problemu. Nie wiemy więc, jak w istocie przemoc względem mężczyzn się
                                przedstawia.
                                A swoją drogą myślałam, że wiedza na temat tego, iż można zgwałcić mężczyznę,
                                jest wiedzą powszechną...

                                Pozdrawiam
                                D.ark
                                • sagan2 Re: uwagi na marginesie 10.02.03, 09:10
                                  d.ark napisała:


                                  > A swoją drogą myślałam, że wiedza na temat tego, iż
                                  > można zgwałcić mężczyznę, jest wiedzą powszechną...

                                  wiem o mozliwosci gwaltu na mezczyznie z uzyciem, hmm...
                                  roznego rodzaju "narzedzi". ale chyba nie takie przypadki
                                  omawiamy, dyskutujac o pedofilskicm stosunku kobiety i
                                  chlopca, prawda? chodzilo mi i gwalt z urzyciem przemocy,
                                  ale bez "wspomagania".
                                  moze jestem naiwna, ale trudno mi to sobie wyobrazic.
                                  no ale moja wyobraznia to nie jest moja najmocniejsza
                                  strona...
              • agrafek Re: różnica między popieraniem a usprawiedliwiani 08.02.03, 13:43
                No i znowu się wtrącam, choć już o tym, właśnie z Sagan, dyskutowaliśmy i
                dyskutowaliśmy. Tak więc powtórzę tylko króciutko - chłopcy w okresie
                dojrzewania potrafią mieć erekcję za erekcją i początkowo zpełnie nad nimi nie
                panują. W związku z tym sam fakt zaistnienia - nawet niechcianej - erekcji nie
                jest dowodem na przyzwolenie wykorzystywanego chłopca. Pozwólcie też, że
                zacytuję wypowiedź seksuologa, z którym rozmawiałem na ten temat: "Musimy także
                wziąść pod uwagę, że pozostaja także inne rodzaje stosunku seksualnego, a nie
                tylko genitalia-genitalia." Mówienie o "inicjacji seksualnej" w takim
                kontekście to jakiś obłąkany bełkot. A do tego dochodzi jeszcze nie do końca
                rozwinięta psychika i pojmowanie świata przez dzieci itd. Nie rozumiem w jaki
                sposób osoby potrafiące z takim zaangażowaniem rozmawiać o równouprawnieniu
                dorosłych pozostają ślepe w przypadku dzieci.
                Niepozdrawia wyjątkowo poirytowany agrafek
                • sagan2 Re: różnica między popieraniem a usprawiedliwiani 10.02.03, 09:15
                  agrafek napisał:

                  > Nie rozumiem w jaki sposób osoby potrafiące z takim
                  > zaangażowaniem rozmawiać o równouprawnieniu dorosłych
                  > pozostają ślepe w przypadku dzieci.

                  moze dlatego, ze nigdy nie byly dojrzewajacymi chlopcami,
                  a wiedza na ten temat nie jest ogolnie dostepna na
                  szczeblach normalnej edukacji?
                  w kazdym swoim poscie zastrzegalam, ze moge sie mylic, i
                  oprocz Ciebie (a teraz BD) nikt mi nie powiedzial, ze sie
                  myle, tylko ze usprawiedliwiam kobiety.
                  i za kazdym razem powtarzalam, ze jesli sie myle, to moje
                  rozumowanie nie ma sensu.
                  i znowu nie uslyszalam, ze nie ma sensu, ale ze
                  rozrozniam pedofili i w ogole jest ze mna "jeszcze
                  gorzej".

                  > Niepozdrawia wyjątkowo poirytowany agrafek

                  wybacz, ale ja rowniez moglam byc poirytowana atakami, a
                  potem, w przypadku Macieja, wparciem sie tego, co
                  powiedzial.zasugerowal. i jeszcze wypisywaniu zali na ten
                  temat w tym watku. mi sie wydawalo, ze wyjasnlismy sobie
                  to juz dawno, tutaj tylko przypomnialam "dowody winy"
                  Macieja (ktorych sie zreszta domagal)
    • d.ark Re: O sztuce manipulacji 08.02.03, 12:01
      maciej.k1 napisał:
      >
      > - "On kiedyś zrobił coś takiego... (zmiany na twarzy)... nie... nie mogę ci
      > tego powiedzieć... (szloch)."

      Oglądasz zdecydowanie za dużo seriali wenezuelskich. :)
      >
      > Jak już pisałem, ta sztuka najlepiej udaje się w realu i tylko kobietom. Ma
      > jednak ona swoją, uboższą wersję internetową, np.:
      >
      Sztuka manipulacji udaje się obu płciom z równym powodzeniem. Internet jest
      idealnym polem do obserwacji tego zjawiska, co jest zresztą oczywiste. Przy
      odpowiadaniu na post wybiera się takie fragmenty, z którymi można polemizować
      lub się do nich z jakichś względów przyczepić. Często wiąże się to z po prostu
      wybiórczym wybieraniem zdań, które bez kontekstu mogą brzmieć dziwnie. I wtedy
      rzeczywiście nie mozna zarzucić współrozmówcy, że wkłada nam w usta słowa,
      których się nie powidziało. Można tylko zgrzytać zębami, że pozbawił je
      kontekstu i prowokuje tym samym do powtarzania już wcześniej napisanych
      kwestii.

      Pozdrawiam
      D.ark
      >

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka