maciej.k1
04.02.03, 11:45
Niektóre kobiety do perfekcji opanowały sztukę obmowy. Najwyższy stopień
wtajemniczenia w tej dziedzinie, to dać coś rozmówcy niejasno do zrozumienia,
zarazem nie wypowiadając przy tym żadnego konkretnego zarzutu wobec
obmawianej osoby.
Ponieważ miałem okazję wielokrotnie zaobserowować to zjawisko w realu, gdzie
rozwinięte jest najwyżej, opowiem Wam, jak to zazwyczaj wygląda. Jestem
pewien, że umiejętność rozpoznawania tego zjawiska nieraz się Wam przyda.
Osoba obmawiająca nawiązuje bliższy kontakt ze słuchaczem, tak, by stworzyć
wrażenie "dobrego porozumienia" i atmosferę zaufania. To konieczny warunek
wstępny. Następnie opowiada coś neutralnego o osobie, którą zamierza
obmawiać, sondując w ten sposób możliwe reakcje słuchacza. Jeśli reakcja
słuchacza wydaje się być sprzyjająca obmowie (brak entuzjazmu czy wyrazów
sympatii wobec potencjalnej ofiary obmowy) - wiadomo już, że można przystąpić
do akcji. Padają coraz bardziej nieprzychylne słowa. Kumninacyjny moment ma
miejsce, gdy pada np. taka oto wypowiedź:
- "On kiedyś zrobił coś takiego... (zmiany na twarzy)... nie... nie mogę ci
tego powiedzieć... (szloch)."
Tylko uważny słuchacz, w dodatku nieczuły na ból kobiecego serca zauważy, że
żaden konkretny zarzut nie padł! Nadal nie wiadomo, co on takiego zrobił!
Możemy się tego tylko domyślać na podstawie jej reakcji emocjonalnej - tak,
niewątpliwie to musi być coś straszego, skoro jej tak trudno o tym mówić!
Może jakaś zbrodnia? Gdy spotykamy ofiarę obmowy i widzimy sympatycznego
faceta, przyglądamy mu się z podejrzliwością... Co on takiego popełnił? I jak
dobrze się przy tym maskuje, kanalia!
Mistrzostwo w tej dziedzinie polega m.in. na tym, że, ponieważ nie padł żaden
konkretny zarzut, nie możemy go zweryfikować, np. podejść do obmówianego i
zapytać: "Czy to prawda, że...?" Nie możemy go zapytać, bo nie wiadomo - o co!
Ofiara obmowy też nie wniesie pozwu o zniesławienie, bo nie ma o co
oskarżyć...
Wyżyny sztuki obmowy są zarezerwowane wyłącznie dla kobiet. W tej dziedzinie
nie ma równouprawnienia. Kobiecie wybacza się, że jest tak emocjonalnie
rozchwiana, iż nie może jej przejść przez gardło zdanie, w którym wreszcie
jasno powie, o co jej chodzi. Natomiast facet, który próbowałby odegrać coś
podobnego, zostałby potraktowany jak egzaltowany idiota.
Jak już pisałem, ta sztuka najlepiej udaje się w realu i tylko kobietom. Ma
jednak ona swoją, uboższą wersję internetową, np.:
"Weszłam na te strony Ministerstwa Zdrowia, sprawdziłam te dane, które
podawałeś. Wystarczy, czy mam pisać dalej?"
Tu mamy delikatną sugestię, że zostały podane fałszywe dane, aczkolwiek ta
sugestia nigdzie nie jest wyrażona wprost, lecz pozostawiona domyślności
czytelnika. Czyżby facet bezczelnie nakłamał? A może jednak jest to tylko
manipulacja? Gdyby dane zostały podane wybiórczo, należałoby po prostu
rzeczowo wykazać błąd: "Pominąłeś dane takie a takie, które wskazują na coś
przeciwnego".
Stopień niżej w hierarchii manipulacji należałoby zaklasyfikować zdanie:
"[tekst, który cytowałeś]zawierał poważne merytoryczne błędy, które dowodziły
tego, że nie była to publikacja, do której można mieć zaufanie."
Tu przynajmniej zarzut jest jasno sformułowany, brakuje tylko jego
uzasadnienia. Gdy zaś zapytamy o uzasadnienie, odpowiedzią będzie...
milczenie.
Internetowe dyskusje są niepowtarzalną okazją, by manipulantów złapać za
rękę. Specjalistki od obmowy, które w realu wiodą spokojne życie, uprawiając
bez przeszkód swój proceder - w internecie mają ciężko. Tu nie można wyprzeć
się tego, co kiedyś się napisało. Nie można też wmawiać komuś, że powiedział
coś, czego nie powiedział. Wszystko jest na piśmie i zawsze można do tego
wrócić. W realu, gdy manipulantka powie: "On napisal, ze popieram pederastie,
o ile molestujacymi są kobiety :-( " - zawsze można zapytać: "Gdzie to
napisałem?". I znów odpowiedzią będzie milczenie.
Pozdrawiam -