Dodaj do ulubionych

Laktacja - kocięta

25.05.07, 12:29
Już chyba kiedyś pisałam, że nie lubiłam karmić ale "włącza" mi się mleko w
dziwacznych sytuacjach. Na każdego nowego kota w rodzinie reagowałam laktacją.
Ostatnio podziwiałam dwa znajome noworodki (dzień po dniu) - owszem, kilka
kropel mleka mi pociekło , kiedy dostałam dziecko na ręce. Dziś rano poszłam
na podwórze rozejrzeć się czy znajoma kotka jeszcze w ciąży (3 tygodnie ponad
jej nie widziałam) - no i jest, karmi swoje dzidziusie. A ja mam do tej pory
mokro w staniku.

Cholera, czy to kiedyś przejdzie? Czy w ogóle kiedykolwiek miałyście takie
reakcje na obce potomstwo (ludzkie czy nie, nieważne)?
Obserwuj wątek
    • jagandra Re: Laktacja - kocięta 25.05.07, 19:15
      Nie, nie miałam. U mnie to reakcja wyłącznie na własne potomstwo.
      Ale zanim urodziłam córkę, wielokrotnie śniły mi się właśnie małe kotki symbolizujące dzieci. Kiedyś mi się wręcz przyśniło, że urodziłam kotka i karmiłam go piersią. A w bardzo trudnym momencie mojego życia przyśnił mi się kotek zamarznięty w śniegu.
      Koty mają w sobie coś takiego, że budzą instynkty macierzyńskie :)
      A wiesz, że gdy zginie wilczyca, która ma małe, to inna ze stada potrafi przybyć z ogległości wielu kilometrów i wykarmić cudze małe?
      • sir.vimes Re: Laktacja - kocięta 25.05.07, 19:43
        "A wiesz, że gdy zginie wilczyca, która ma małe, to inna ze stada potrafi
        przybyć z ogległości wielu kilometrów i wykarmić cudze
        małe?"

        To wspaniałe!
        • jottka zaraz 27.05.07, 18:39
          a to info o wilczycach to skąd? nie w sensie, żebym protestowała apriori, tylko
          interesuje mnie, czy to urban legend, czy też fakt dokładniej potwierdzony:)


          wilki są wprawdzie zwierzętami szalenie uspołecznionymi i chowają swoje młode
          wspólnie, ale to polega na tym, że w jednym stadzie prawo do rozmnażania się ma
          tylko para alfa, reszta na co dzień pomaga w opiece nad maluchami. jeśli zginie
          wilczyca alfa, to opiekę nad szczeniętami może przejąć stado, no ale wtedy
          ewentualna matka zastępcza nie musi przemierzać jakichś porażających dystansów,
          bo po prostu jest na miejscu. i też chyba nie o karmienie małych idzie, tylko o
          wychowanie starszych już szczeniąt, które zwykle pozostają pod opieką innych
          członków stada, gdy matka udaje się na polowanie.
          • jagandra Re: zaraz 27.05.07, 18:53
            Oglądałam kiedyś film o wilkach. Kurczę, może faktycznie nie powinnam była z taką pewnością pisać o tych wilczych zwyczajach, bo dawno to było, ale to chyba jednak był film przyrodniczny a nie jakaś bajka. O wilczycy odrzuconej przez stado z jakiegoś powodu, która musiała się oddalić od stada, no i gdy ta wilczyca-matka zginęła, przybyła i wykarmiła małe, dzięki temu została znowu przyjęta do stada. Stąd to przebywanie odległości :)
            • jottka Re: zaraz 27.05.07, 19:18
              hmmm, no wolałabym dokładniejsze info:) w podręcznych książkach zoo nie ma aż
              takich szczegółowych szczegółów, no ale coś tu za dużo podejrzanych danych i to
              bez kontekstu, zwłaszcza ta informacja o 'przyjęciu' wilczycy z powrotem do stada.

              małe może mieć w stadzie zasadniczo tylko samica alfa i ona jest szefową watahy.
              jeśli nagle wygnana samica wraca, to raczej nie dlatego, że taka dobra i chce
              sierotki ratować, tylko dlatego że zwęszyła okazję:) znaczy - dominantkę szlag
              trafił i można bezpiecznie objąć rządy. no bo skoro wcześniej tamta ją
              wyrzuciła, to znaczy, że miała powody. co do odchowywania młodych sie nie
              wypowiadam, bo za mało danych, ale całość nastraja mię sceptycznie

              idę kopać po sieci, rzecz mnie zaintrygowała
              • jagandra Re: zaraz 27.05.07, 19:21
                > jeśli nagle wygnana samica wraca, to raczej nie dlatego, że taka dobra i chce
                > sierotki ratować, tylko dlatego że zwęszyła okazję:)

                A czy ja gdzieś pisałam, że ona taka dobra? ;)

                W ogóle to przepraszam za powtarzanie niepewnych informacji, a jeśli się do czegoś dokopiesz, chętnie poczytam (na lenia :P).
                • jottka Re: zaraz 27.05.07, 19:58
                  jagandra napisała:

                  > A czy ja gdzieś pisałam, że ona taka dobra? ;)

                  no kontekst świadczy o przypisywaniu jej szlachetnych intencji:)


                  natomiast co do lektury, to genialną książką o wilkach jest 'nie taki wilk
                  straszny' farleya mowata, rzecz już może nie najmłodsza, bo bodaj z lat 50., ale
                  świetna. ale tam jest opisana jedna wilcza rodzina, złożona z mamusi, tatusia,
                  maluchów oraz wujka alberta:) czyta siem rewelacyjnie
    • andziulindzia Re: Laktacja - kocięta 27.05.07, 21:29
      Na dzieci reaguję raczej kołysaniem się, jakbym chciała dzieciaczka
      uspokoić/uśpić :) Zauważyłam, że sporo kobiet tak robi. Śmiesznie wygląda jak
      przy jednym noworodku zaczyna się kołysać 5 bab.

      Laktacją nigdy nie reagowałam.
      • andziulindzia Re: Laktacja - kocięta 27.05.07, 21:30
        A właściwie to mój mąż też się kołysze na myśl o naszych dzieciach. Opowiadał
        mi kiedyś, że musiał spory wysiłek włożyć żeby przestać się bujać w pracy :)
        • dagmama Re: Laktacja - kocięta 28.05.07, 00:51
          Lubię takie historie.
          Nie lubie spychania w strefę tabu faktu, że ludzie karmią swoje dzieci tak, jak
          zwierzęta.
          Te historie z Zoo, jak to świnia karmi tygrysa, bo matka go odrzuciła.
          U mojej mamy była wiewiórka wykarmiona przez kotkę, biedne rodzeństwo nie mogło
          się z nią równać w kwestii łażenia po drzewach:-)

          Tego Mowata, "Nie taki straszny wilk" czytałam kilkakrotnie. Facet w ogóle nie
          przejmował się różnicami między ludźmi i zwierzętami. Na przykład znaczył teren
          jak wilki, jadł to, co wilki i nawet był taki zabawny wątek, jak to obserwowana
          przez niego wilczyca była dla niego ideałem kobiety. A potem dowiedział się, że
          ona ma siostrę...
          Super normalnie.
          • jottka Re: Laktacja - kocięta 28.05.07, 09:24
            no co do mowata, to punktem wyjścia książki jest właśnie założenie, że wilk to
            nie tylko krwiożercza bestia, ale i upiór nie z tego świata:) fakt, że to
            założenie prezentowane przez ówczesne władze kanadyjskie z myśliwymi pospołu,
            ale mowat na zasadzie bożego głupka sprawdza na własnej skórze, na ile jest to
            prawdą.

            a jadł myszy (czyli to, co wilki) niezupełnie dlatego, że chciał sprawdzić
            podobieństwa międzygatunkowe, tylko dlatego, że chciał wstępnie udowodnić, że
            podstawą wilczej diety mogą być myszy, a nie rzekomo dziesiątkowane przez nie
            karibu, no a że nie miał odpowiedniego obiektu doświadczalnego pod ręką, to
            doszedł do wniosku, że może eksperyment przeprowadzić na sobie, bo jako ssaki
            jesteśmy summa summarum do siebie podobni.

            no świetna, świetna książka:)
            • dagmama Re: Laktacja - kocięta 28.05.07, 10:50
              Tak, wiem, że jadł myszy, żeby udowodnić, że wilki spokojnie mogą wyżywić się
              myszami, i nie muszą zaraz rzucać się na grubego zwierza.
              Napisałam, że czytałam to parę razy.

              Chodzi mi o to, że nie miał oporów, żeby zachowywać się jak zwierzę (znaczenie
              terenu) i jeść to, co obserwowane przez niego zwierzęta.

              Moją ukochaną książką była jego "Zagubieni w tundrze kanadyjskiej", byłam
              zakochana w tym Indianinie. No i jest jeszcze "Zwariowana łódka":-)
              • jottka Re: Laktacja - kocięta 28.05.07, 12:02
                anienie, mnie nie chodziło o podważanie twojej znajomości książki, tylko o
                zwrócenie uwagi, że on niejako z odwrotnej strony do problemu podchodził:) rzecz
                jasna mowat jako taki nie miał oporów przed traktowaniem wilka, że tak powiem,
                na pełnych prawach.

                natomiast sama postawa afirmująca nasze zwierzęce koneksje nie jest wśród
                zoologów szczególną osobliwością:) no nie tylko zoologów, ale to raczej wpływy
                chrześcijaństwa każą się ostro odcinać od pokrewieństwa ze zwierzętami i
                zaznaczać całkowitą odrębność naszego gatunku, tym niemniej nie jest to dogmat
                obowiązujący.
                • dagmama Re: Laktacja - kocięta 28.05.07, 13:17
                  Niestety, z Biblii wynika, że wszystkie zwierzęta są ludziom podległe (Księga
                  Rodzaju) i możemy z nimi robić co chcemy.

                  Nasze wspólne ze zwierzętami cechy - uprawianie seksu, miesiączka, karmienie
                  piersią (tu mogłabym dodać inne jeszcze cechy fizjologiczne) jest chowane
                  głęboko, ze wstydem.

                  Co do zoologów, ewolucjonistów, UWIELBIAM ich egalitarne podejście:-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka