markus.kembi
17.07.07, 15:04
Kilka godzin temu przechodziłem obok punktu zakładów bukmacherskich "STS" w
Łodzi przy ulicy Lutomierskiej. Na drzwiach zauważyłem kartkę z napisem
"Oferta pracy". Pomyślałem, że - choć praca to mało ambitna - mógłbym się tam
zatrudnić, bo jestem w trudnej sytuacji materialnej, a mam ostatnio problemy
zdrowotne i może mnie czekać kosztowne leczenie. Poszedłem do domu i wróciłem
już z kopią swojego CV. Od pani tam pracującej dowiedziałem się jednak, że
firma "STS" od pewnego czasu zatrudnia tylko kobiety, bo mężczyzn uważa za
gorszych - mężczyźni kradną, oszukują i przegrywają pieniądze na zakładach
bukmacherskich, "mają żyłkę do hazardu". Poczułem, że zdeptano moją godność
uznając mnie z góry za złodzieja i piszę to głównie po to, żeby przynajmniej
kilkadziesiąt osób dowiedziało się, że firma "STS" łamie prawo dyskryminując
pracowników.
Na moją uwagę, że takie działania to dyskryminacja i są niezgodne z prawem,
owa pani odpowiedziała, że oczywiście mogę CV zostawić, ale nic mi to nie da,
szefostwo jej powiedziało, że przyjmują tylko kobiety, bo "z mężczyznami były
wcześniej przykre doświadczenia".