Dodaj do ulubionych

Eko-szaleńcy

06.04.08, 23:46
Niby nie o feminizmie, ale o zielonych, więc po drodze.

kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,5089392.html
Powyżej link. Interesujący artykuł o ludziach, którzy potrafią i chcą żyć w
zgodzie z ekosystemem. Zanim jeszcze przeczytacie, już wiecie, że są
szaleńcami. I tak mnie zastanowiło, kto w dzisiejszych czasach jest szaleńcem:
czy ten, który zbiera jedzenie po śmietnikach, czy ten, który wyrzuca
kilogramy dobrej i zdatnej do jedzenia żywności. Czy zasilany bateriami
słonecznymi laptop to coś nie teges? A samochód z napędem hybrydowym? Czy bez
lodówki w domu się umiera?
Jedyne, co mnie zdziwiło, to pęd za byciem ekologicznym za wszelką cenę, już
nie dla samej ekologii, a dla prestiżu. Tego rzeczywiście zrozumieć nie mogę.
Za to uważałabym z tą etykietką szaleńca, zwłaszcza w kontekście
społeczeństwa, które przegina w drugą stronę.
My z mężem jesteśmy postrzegani w naszym środowisku jako szaleńcy ponieważ,
uwaga: sortujemy śmieci i sprzątamy odchody po naszym psie. Jutro wyrzucam
lodówkę.
Obserwuj wątek
    • mariusz_bolek Re: Eko-szaleńcy 06.04.08, 23:54
      Bez lodówki w zimie jakoś można dać radę, ale latem jest ciężko.
      • turbomini Re: Eko-szaleńcy 07.04.08, 00:00
        Co, powiało heroizmem, co? Oczywiście z tą lodówką to sobie robię akurat jaja.
        Mieszkałam kiedyś pół roku bez lodówki, jak widać, nadal żyję, ale rzeczywiście
        było to uciążliwe, zwłaszcza w bloku. Natomiast, jeśli się mieszka w domu i ma
        się w domu chłodną spiżarnię, to ta lodówka nie jest aż tak bardzo potrzebna.
        Szczerze, to przez pół roku "niemienia" lodówki najbardziej doskwierało mi to,
        że latem nie mogę napić się naprawdę zimnego napoju.
        W tekście lodówka była szczytem szczytów, co mnie generalnie trochę rozśmieszyło.
        • sir.vimes Eee tam , lodówka 07.04.08, 13:02
          jak moja córka była mała spędzałyśmy sporo czasu na działce - bez lodówki
          (kiedyś była - oddano ją dalej - bo do niczego prócz chłodzenia piwa sie nie
          przydawała a piwo mozna chłodzić w zimnej wodzie lub piwniczce),

          i bez PRALKI.

          I bez ciepłej wody - zimnej ile chcieć:) , ale na kąpiel trzeba sobie zagrzać.

          A także bez pampersów po które nie chciało mi się jeździć.

          Da się tak żyć - ale w odpowiednim klimacie i z odpowiednim podejściem tzn.
          trzeba przyzwyczaić się, że poświęca się 2 godziny na czynności, których
          przywykliśmy nie zauważać (bo pralka pierze , zmywarka zmywa, ciepła woda leci
          ze ściany - nie poświęcamy temu czasu).
          • turbomini Re: Eee tam , lodówka 07.04.08, 14:07
            Bez pralki żyłam 4 lata. Gdyby kazano mi wybierać między pralką a lodówką
            wybrałabym pralkę.
            • sir.vimes Re: Eee tam , lodówka 07.04.08, 14:31
              no jasne, ja tez .

              W lodówce aktualnie mam jagody mrożone, twarożek oraz musztardę i nie wiem czemu
              miód.

              W sumie nie mam pojęcia po co mi lodówka - warzywa kupujemy "na świeżo" , zepsuć
              się nie mają jak; magazynu pożywienia na czarną godzinę nie tworzę...
              • kocia_noga Re: Eee tam , lodówka 07.04.08, 15:24
                sir.vimes napisała:

                i nie wiem czem
                > u
                > miód.
                >
                Wyjmij go szybko , miodu sie nie trzyma w lodówce.Teraz z resztą i
                tak nadaje sie tylko do konfitur z czerwonej cebuli.
                • sir.vimes Re: Eee tam , lodówka 07.04.08, 16:48
                  Do herbaty zużyję.

                  Nie wiem kto i po co go tam wpakował - pewnie dziecię robiło porządek.

                  Kocia, kupujesz miód w sklepie czy z pasieki?
                  • kocia_noga Re: Eee tam , lodówka 07.04.08, 22:19
                    sir.vimes napisała:

                    > Do herbaty zużyję.
                    >
                    > Nie wiem kto i po co go tam wpakował - pewnie dziecię robiło
                    porządek.
                    >
                    > Kocia, kupujesz miód w sklepie czy z pasieki?

                    I taki i taki.Do wypieków i gotowania -najtańszy z marketów typu
                    lidl.
                    Do smakowania mąż załatwia od kolegi.
                  • turbomini Re: Eee tam , lodówka 07.04.08, 22:32
                    Ja kupuję z pasieki i w ogóle mam halo na punkcie miodu. Myślę, że spokojnie
                    mogłabym być pszczelarką :).
                    • sir.vimes Chabrowy 08.04.08, 09:49
                      był kiedys w greenwayu , w żadnej pasiece nie uswiadczyłam.

                      Drogi dość i tylko w wielkich słoikach więc nie mozna kupić mało by skosztować.
                      Może znasz i umiesz opisać smak?
                      • bene_gesserit Re: Chabrowy 08.04.08, 10:31
                        Jest calkiem mozliwe, ze chabrowy zostal osiagniety przez wrzucenie
                        kwiatow chabru do neutralnie smakowego miodu i na tym polegala jego
                        chabrowosc. Mozna to zrobic w warunkach domowych, jesli sie ma pod
                        reka chabry niepryskane i niezaolowione.
                        W ogole mozna to zrobic z kazdymi jadalnymi kwiatami i ziolami.
                      • turbomini Re: Chabrowy 08.04.08, 14:40
                        ??? Pierwsze słyszę. Regularnie chodzę na targi miodu i jakoś nie widziałam.
                        • kocia_noga Re: Chabrowy 08.04.08, 15:56
                          turbomini napisała:

                          > ??? Pierwsze słyszę. Regularnie chodzę na targi miodu i jakoś nie
                          widziałam.

                          Mało prawdopodobne,żebywiększośc nektaru pszczoły pozyskiwały z
                          chabrów, nawet w wędrownych pasiekach.
                          Co do tych ostatnich to bardzo smakował mi miód nawłociowy, też
                          niespotykany na ogół w sklepach.
                          • sir.vimes Re: Chabrowy 08.04.08, 19:27
                            No właśnie.

                            a nazwa kusząca - tylko szkoda płacić za jakiś sztuczny zapach...
              • goblin.girl Re: Eee tam , lodówka 07.04.08, 16:56
                A ja miałabym problem, bo często w lodówce mam większe zapasy żarcia ze wsi albo
                ze sklepów ze zdrową zywnoscia. Nie po wszystko da sie pojechać codziennie, tak
                zeby kupować i zjadać "na świeżo", więc lodówka się przydaje. Pralka też -
                ręcznie można sobie uprać bieliznę i koszulki, upranie dzinsów i swetra to juz
                większy problem. Też mialam okres, kiedy funkcjonowałam bez pralki, prawie ze
                wszystkim sie da życ, ale... poza tym zuzycie wody przy praniu ręcznym jest dużo
                wieksze niż w pralce, więc w warunkach mieszkania w bloku to nie jest znowu tak
                prośrodowiskowe.
                • turbomini Re: Eee tam , lodówka 07.04.08, 22:37
                  Często jest też tak, że ludzie mają lodówkę jak dla dziesięcioosobowej rodziny
                  po to, żeby w środku trzymać margarynę i ketchup. Wiecie jaki miałam duży
                  problem ze znalezieniem niewielkiej lodówki z zamrażarką. Sprzedają to albo
                  osobno albo w wersji XXXL.
                  • dzikowy Re: Eee tam , lodówka 07.04.08, 23:51
                    Moja razem z zamrażarką mieści się pod zlewozmywakiem, czasem tylko miejsca
                    brakuje jak brat chce wałówkę po świętach przechować. Poza tym mnóstwo tam
                    leżakujących poczwarek motyli :P
                    • bri Re: Eee tam , lodówka 08.04.08, 12:10
                      A w piwnicy masz studnię i pracownię krawiecką? ;)
            • kochanica-francuza Re: Eee tam , lodówka 08.04.08, 19:48
              my bez pralki żyjemy permanentnie, ale nie ja piorę. Dawniej prałam, ale teraz
              jak zrobię porządne pranie, to mnie lordoza tak łupie, że zasnąć nie mogę. Gdyby
              nie to, brak pralki nie byłby problemem.
    • bene_gesserit Re: Eko-szaleńcy 07.04.08, 00:08
      Imo motywy tych ludzi (czy dla planety, czy dla ego) nie sa wazne,
      skoro robia dobra rzecz.
      • goblin.girl Re: Eko-szaleńcy 07.04.08, 10:09
        grzebanie po śmietnikach - zacznijmy od tego, że polskie śmietniki, podobnie jak
        śmietniki w większej częsci swiata, to inne realia niż śmietniki na Manhattanie.
        Do grzebania po śmietnikach jest zmuszona również część obywateli naszego kraju,
        ale nie uważam tego za wzniosłe, lecz upadlające i smutne. W tym kontekście w
        pierwszym odbiorze freegan postrzega się jako zblazowanych obywateli
        najbogatszych panstw świata, którym zwyczajnie odp... z nadmiaru i przesytu.
        Inna sprawa, że nie pochwalam nadmiernej konsumpcji; marnowanie żywności i w
        ogóle wszystkiego jest i dla mnie przykre; kiedy spojrzeć z tej strony, to ci
        ludzie spełniają dobrą rolę, pokazując, jak wiele dobra marnujemy. Tyle, ze ma
        to wymiar wyłącznie pokazowy. Cała ludzkość tym torem nie pójdzie, bo kto wtedy
        produkowałby śmietniki, po których mieliby grzebać. Skoro już przy tym jesteśmy
        - tryb życia tych ludzi w dalszym ciągu uzależnia ich od konsumpcji, i to
        nadmiernej konsumpcji - gdyby chcieli naprawdę żyć w oderwaniu od cywilizacji,
        no to - oszczep w dłoń i do lasu. Zatem można im zarzucić, ze kreują się na
        jedynych sprawiedliwych dzięki tym, co robią źle.
        Powrót na czterech do lasu nie wydaje się realny. Cywilizacji nie da sie
        odwrócić, bo nie po to przeszliśmy kilka tysięcy lat rozwoju cywilizacyjnego,
        żeby z tego rezygnować. Bardziej przemawiają do mnie hasła o oszczędzaniu
        energii. Niekoniecznie ze wzgledu na klimat, bo nie bardzo wierzę w
        antropogeniczną genezę zmian klimatu. Ale w rosnące rachunki za prąd i benzynę
        oraz w malejące zasoby nieodnawialnych surowców wierzę jak najbardziej, więc nie
        mamy telewizora, gasimy niepotrzebne światła, rzadko używamy odkurzacza (na co
        dzień miotła i mop ;)), po mieście jeździmy rowerami i MPK, do rodziny jeździmy
        pociągami. Nie sprzatamy po psie, bo go nie mamy, odkładając tę przyjemnosć na
        świetlaną przyszłosć, kiedy to bedziemy mieli dom z ogrodem :) Nie mamy
        instynktu jamochłonów, nie kupujemy w nadmiarze, chętnie kupujemy w
        second-handach i używane rzeczy w internecie (second-handy są w ogóle wspaniałym
        wynalazkiem i oby rozwijały się jeszcze bardziej). Na więcej wyrzeczeń w tej
        chwili mnie nie stać.
        Byłoby jeszcze wspanialej, gdyby w Polsce każdy obywatel mógł sobie zamontować
        na domu baterię słoneczną lub postawić w ogródku wiatrak i wyprodukowana
        energię zużyć we własnym domu - bo z tego, co wiem, musi ją sprzedać zakładowi
        energetycznemu i następnie kupić prąd od nich. chyba, ze coś się zmieniło.
        Jeszcze w kwestii formalnej - przestańcie, do cholery, z tą "ekologią" i
        "ekologami"; można mówić: zieloni, obrońcy przyrody, oszołomy, jak kto chce, ale
        ekologia to nauka, a ekolog to człowiek zajmujący się ekologią. Śmietnik to też
        jest ekosystem, a badanie jego funkcjonowania to ekologia. Ja i mój mąż jesteśmy
        ekologami i nie ma to nic wspólnego z naszym trybem życia. Mało co mnie tak
        wkurza, jak wycieranie sobie gęby terminem "ekologia" i przypinanie go do np.
        proszku do prania.
        • turbomini Re: Eko-szaleńcy 07.04.08, 10:36
          Goblin, i to wszystko prawda co piszesz. Ale termin "szaleniec" oznacza, że ktoś
          dąży do jakiejś rozpaczliwej samozagłady i że nic dobrego z tego nie będzie.
          Można sobie powiedzieć "dziwak", bo nie postępuje tak jak reszta społeczeństwa,
          ale szaleńcem jest dla mnie raczej ten, kto wyrzuca śmieci w lesie, przez co
          giną zwierzęta (np. dławiąc się reklamówką). W artykule opisano również bardzo
          wiele, wcale nie radykalnych działań, które są warte naśladowania. Tak jak
          pisałam: szczytem szczytów było pozbycie się lodówki, a nie zdobywanie
          pożywienia na śmietnikach. I tak jak pisałam, szukanie jedzenia po śmietnikach
          jest dla mnie co najwyżej dziwactwem, szaleństwem jest kupowanie nadmiernej
          ilości jedzenia.
          Nikt nie chce, żeby cała ludność poszła tym torem, jak piszesz. To są odłamy
          radykalne. Ale jeśli ktoś będzie miał z tego powodu chwilę refleksji, to chyba
          raczej jest pozytywny zwrot, prawda? Nikt do lasu nie wraca, przecież oni żyją w
          mieście. A ten radykalizm skądś się bierze.
          Dla wielu ludzi będziesz "szaleńcem" ze swoimi pro-środowiskowymi działaniami.
          Tak Cię opisze pan/i redaktor, a reszta społeczeństwa przeczyta i pomyśli:
          "wariatka chce zmieniać świat".
          Ja też do pracy jeżdżę rowerem, moi koledzy i koleżanki z pracy uważają to za
          fanaberię.
          A co do haseł "ekolog" "ekologia", to dzięki, że zwróciłaś mi uwagę, może tylko
          z tym "do cholery" trochę się dziwnie poczułam.
          • goblin.girl Re: Eko-szaleńcy 07.04.08, 11:00
            turbomini napisała:

            W artykule opisano również bardzo
            > wiele, wcale nie radykalnych działań, które są warte naśladowania.

            Owszem. IMO upowszechnienie tych praktyk w Polsce to co najmniej kwestia 20-30
            lat - o tyle jesteśmy do tyłu za Zachodem. To, ze Polacy mają hopla na punkcie
            konsumpcji, to efekt długich lat siermiężnego socjalizmu, kiedy do kupienia było
            mało. Dobre notabene socjalistyczne praktyki, jak skup surowców wtórnych,
            wielorazowe siaty na zakupy, szklane opakowania poszły w odstawkę i obecnie nie
            bawi się w to nikt, kto nie musi, nie licząc oczywiście zielonych oszołomów,
            którzy konsekwentnie odmawiają, kiedy im się w sklepie wciska kremik opakowany w
            pudełeczko opakowane w folijkę opakowaną w reklamóweczkę. Mam nadzieję, ze sie z
            czasem opamiętamy.
            Im dalej na wschód, tym gorzej z tą mentalnością - u Rosjan wciąż króluje
            przekonanie, że Rosja jest wielka i dla wszystkich starczy, a segregowanie
            śmieci to ujma dla godności.
            W ogóle nie spotkałam się jeszcze z narodem, o którym można powiedzieć, że jest
            OK i w porządku. Może Islandczycy (choć tam też sa kontrowersyjne kwestie), ale
            to kraj wyjątkowy, zarówno "uprzywilejowany" przez naturę, jak i surowo przez
            nią potraktowany. Tam przyrody nie da sie olewać. Za to np. kraje skandynawskie
            - społeczeństwa stawiane za wzór, jeśli chodzi o "zieloną" postawę obywatelską,
            ale swoje lasy tną aż trzeszczy, a czego nie pozyskają u siebie, kupują kosztem
            ciętych lasów w Polsce, na Białorusi, w Rosji. Nikt nie jest doskonały i od
            pewnych zależności nie da sie uciec.

            > A co do haseł "ekolog" "ekologia", to dzięki, że zwróciłaś mi uwagę, może tylko
            > z tym "do cholery" trochę się dziwnie poczułam.

            Przepraszam, to było trochę za ostro i nie z myślą o Tobie, raczej o tych, co te
            hasła dawno temu upowszechnili. Wiem, ze język sie zmienia i znaczenie słów
            również, ale akurat ta zmiana jest dla mnie nie do przyjęcia.
        • bene_gesserit Re: Eko-szaleńcy 07.04.08, 10:45
          Mozemy zrobic milion rzeczy, od kupowania plynow w szklanych
          butelkach tam gdzie sie da, przez wymiane zarowek na
          energooszczedne, po odmawianie 'torebeczki' w sklepie i segregacje
          smieci.
          U nas ze smieci da sie zyc, ale na poziomie nurka - dlatego imo
          niezamykanie smietnika na klucz tez jest dzialaniem ekologicznym.
          Cywilizacji nie da sie odwrocic, ale mozna ograniczyc syf, ktory
          sie produkuje. Cala ludzkosc nie szla tez torem rownouprawnienia
          Czarnych albo dania kobietom prawa glosu - chyba wszystko sie
          gdzies zaczyna?

          A co do znaczenia slowa i odpowiedniego go uzycia, proponuje
          slownik:
          sjp.pwn.pl/lista.php?co=ekologia
          • goblin.girl Re: Eko-szaleńcy 07.04.08, 11:08
            > A co do znaczenia slowa i odpowiedniego go uzycia, proponuje
            > slownik:
            > sjp.pwn.pl/lista.php?co=ekologia

            Bene, wiem, ze język ewoluuje i pierwotne znaczenie słów się zmienia, ale tej
            zmiany nie mogę i nie zamierzam akceptować. Po pierwsze, to prowadzi do
            sprzeczności - jeżeli np. ekolog bada zachowanie zwierząt na dzikim wysypisku
            śmieci, to znaczy, ze bada ekologię czegoś co nie jest "ekologiczne" ;) Po
            drugie, nie pasuje mi, ze działka, którą sie zajmuję, jest utożsamiana z
            używaniem lub nie plastikowych torebek.
            • bene_gesserit Re: Eko-szaleńcy 07.04.08, 11:14
              OK, tobie nie pasuje. Ale uzycie slowa 'ekologia' jest tutaj jak
              najbardziej na miejscu. To sa dwa, jakos kojarzace sie znaczenia
              jenego slowa i tyle, po prostu.
        • lolyta Re: Eko-szaleńcy 07.04.08, 19:58
          > Byłoby jeszcze wspanialej, gdyby w Polsce każdy obywatel mógł
          sobie zamontować
          > na domu baterię słoneczną lub postawić w ogródku wiatrak i
          wyprodukowana
          > energię zużyć we własnym domu - bo z tego, co wiem, musi ją
          sprzedać zakładowi
          > energetycznemu i następnie kupić prąd od nich. chyba, ze coś się
          zmieniło.


          jak to jest w Polsce to nie wiem, ale na ogol to wlasnei raczej
          elektrownia musi Ci skredytowac to co sobie sama wyprodukowalas.
          Przy czym nie licz na to ze rzeczywiscie naprodukujesz tego pradu
          tyle ze wystarczy. Zwlaszcza wiatrokiem. Jesli juz chcesz isc we
          wlasnoreczna energie, to najlepiej grzej sloncem wode.
          • goblin.girl Re: Eko-szaleńcy 08.04.08, 10:00
            lolyta napisała:
            > jak to jest w Polsce to nie wiem, ale na ogol to wlasnei raczej
            > elektrownia musi Ci skredytowac to co sobie sama wyprodukowalas.

            Z dwa lata temu bylam u znajomych, którzy własnie chcieli uruchomić wiatrak i
            zrezygnowali, bo dowedzieli sie, ze musza sprzedać wyprodukowany prad i
            następnie kupić od elektrowni. BTW widział ktoś "Gwiezdny pył" Kondratiuka? Tam
            też bohater postawił sobie wodna turbinkę, po czym się dowiedział, ze to
            nielegalne tak sobie prąd produkować ;) Fakt, ze to był film z 82 r.

            > Przy czym nie licz na to ze rzeczywiscie naprodukujesz tego pradu
            > tyle ze wystarczy.

            No na razie nie licze, bo wiatroka sobie przed blokiem nie postawię, ale kiedyś
            we własnym domu pewnie chciałabym kolektory do grzania wody
    • six_a Re: Eko-szaleńcy 07.04.08, 10:24
      a ja czytałam ten artykuł na papierze i tam nic nie było o
      ekoszaleńcach, to skąd ta etykietka, coś przeoczyłam?
      • turbomini Re: Eko-szaleńcy 07.04.08, 10:38
        Bo nie ma, w wersji elektronicznej też nie ma. Pojawia się natomiast na stronie
        głównej gazety.pl jako nagłówek zachęcający do przeczytania artykułu.
        • six_a Re: Eko-szaleńcy 07.04.08, 10:46
          no to rzeczywiście idiotyzm. taka zachęta w zasadzie marnuje całą
          ideę tego artykułu i sprowadza go do kolejnej sensacyjki.
    • dzikowy Re: Eko-szaleńcy 07.04.08, 23:49
      turbomini napisała:
      Czy zasilany bateriami
      > słonecznymi laptop to coś nie teges? A samochód z napędem hybrydowym? Czy bez
      > lodówki w domu się umiera?

      Droga i skomplikowana hybryda najczęściej pali tyle, co o klasę niższy
      benzyniak. Produkcja też jest energetycznie mniej ekologiczna niż "klasycznych"
      samochodów. Problem w tym, że hybrydy są tak drogie, że stać na nie ludzi,
      którzy małego i prostego (tym samym oszczędnego) samochodu nie kupią.
      Najbardziej ekologiczny pomsł w motoryzacji mieści się w jednym słowie - MNIEJ:
      masy samochodu, gadżetów, pojemności silnika, KM itede. Podobno Ferrari wypuścił
      hybrydę, która ograniczy spalanie o 25%... do 22 litrów/100.

      Laptop słoneczny podobnie - żeby pracował stabilnie kosztowałby cholernie dużo i
      gwarantuję, jak eko-oszołomy stwierdzą, że są gotowi zapłacić, to takie laptopy
      wyjdą.

      > My z mężem jesteśmy postrzegani w naszym środowisku jako szaleńcy ponieważ,
      > uwaga: sortujemy śmieci i sprzątamy odchody po naszym psie. Jutro wyrzucam
      > lodówkę.

      Sprzątanie po psach, to nie ekologia, tylko obowiązek. Podobnie wyprowadzanie na
      smyczy i w kagańcu - kilku właścicieli już płaciło na Ursusie po interwencji
      "życzliwego", więc ostrzegam. Poza tym - do matek szczególnie - pół biedy gdyby
      chodziło o nieestetyczność psich kup. Po prostu tęgoryjca u dzieci leczy się
      długo i kosztownie, i nie zawsze bez konsekwencji. Sortowanie powoli się
      pojawia, nawet u rodziców zauważyłem pierwsze objawy (moi dziadkowie WSZYSTKIE
      organiczne odpadki wyrzucali na kompost odkąd pamiętam). Ja dodatkowo jeszcze
      używam tylko produktów firm, które nie testują na zwierzętach (więc także moje
      ukochane słodycze prod. Nestle odpadają). Trzy moje świnki są wykradzione z
      laboratorium, ale dużo ich tam zostało:(
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka