Dodaj do ulubionych

Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia ciąży?

02.03.04, 16:11
Chcę mieć dziecko ale przekroczyłam już magiczny próg 35 lat.
Pytałm ostatnio ginekologa o badania prenatalne i ew. dalszy sposób
postępowania w przypadku wykrycia ewentualnych upośledzeń. Badania owszem,
jak najbardziej są w moim wieku wskazane, ale nie wszystkie wady rozwojowe są
podstawą do wykonania aborcji.
I tak w Poznaniu w jednej z większych klinik w Polsce nie wykonuje się
aborcji ze względu na zespół Downa. I w ogóle w Polsce się nie wykonuje!!!!
No i jestem PRZERAŻONA.
Jak to jest w praktyce? Jakie wady genetyczne, rozwojowe mogą być podstawą
usunięcia ciąży. Czy i gdzie można znaleźć ośrodki, które mogą pomóc w takiej
sytuacji? I czy można wykonać jakieś badania przed zajściem w ciążę żeby
uniknąć ryzyka?
Obserwuj wątek
    • lilith76 Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 02.03.04, 16:35
      nie jestem pewna czy zespół Downa nie jest wskazaniem do aborcji. nie jest to
      ciężka wada płodu - jak by się nie wydawało - która uniemożliwia jego
      egzystencję. jakiś czas temu czytałam artykuł o kobiecie, która wywalczyła
      aborcję z tego powodu, ale sporo nerwów ją to kosztowało.
      to też zależy jak dawno przekroczyłaś granicę 35 lat. po 40 ryzyko jest już
      większe, a w dzisiejszych czasach sporo kobiet szczęśliwie rodzi dzieci po 35
      roku życia. obawiam się, że ja też dopiero wtedy zostane matką. nie zakładaj od
      razu najgorszego.
      jeżeli w twojej rodzinie nie było wad genetycznych, to bodajże badania możesz
      zrobić na własny koszt. co do zespołu Downa, to nie masz żadnej pewności, czy
      akurat to jajeczko nie będzie miało mutacji w 21 chromosomie. w każdym wieku
      kobieta jej nie ma (takie dzieci rodzą się i młodym kobietom). jedna teoria
      mówi, że urodziłysmy się z zamkniętą liczbą jajeczek, wśród których jest
      podobno pewna pula tych z mutacją. w późniejszym wieku wzrasta pewność, że te
      zdrowe jajeczka już zostały wykorzystane, a wśród tych które zostały większość
      mogą stanowić te zmutowane.
      w czasie ciąży badania na pewno wykażą, czy z dzieckiem wszystko w porządku.
      zawsze zostaje podziemie aborcyjne.

      nie zakładaj od razu najgorszego smile))
      • aankaa1 Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 03.03.04, 10:46
        Dzięki Lilith.
        Gdybym się zdecydowała na dziecko to urodziłabym je w wieku 37-38 lat. To jest
        już dosyć późno. Wiem, że 95% ciąż jest zdrowych ale ktoś musi wyrabiać te
        pozostałe 5%. A ja chciałabym wiedzieć jakie jest ewentualne "wyjście awaryjne"
        gdyby było coś nie tak. Wydawało mi się, że z. Downa jest właśnie wadą
        genetyczną umożliwiającą aborcję. Czytałam czasem posty dziewczyn, które stały
        przed decyzją co dalej, że mają taką możliwość, że na oddziałach
        znowu "indukowali Downa". A mój lekarz twierdzi, że właściwie usuwane są
        jedynie ciąże obumarłe albo z dziećmi, które nie byłyby w stanie przeżyć same,
        które umrą po porodzie!! A wady genetyczne nie są wg niego tragedią (tego
        lekarza chyba powinnam zmienić).
        A we mnie jest strasznie dużo strachu i obaw przed takim ubezwłasnowolnieniem.
        W ogóle zastanawiam się po co są w takim razie badania prenatalne. Chyba tylko
        po to by uspokoić te 95% procent kobiet i ewentualnie inkubator przysunąć
        bliżej łóżka porodowego.
        A boję sie przede wszystkim przyszłości takiego dziecka gdy zabraknie rodziców.
        Nie będzie w stanie samo o siebie zadbać, zapracować, skazane byłoby zawsze na
        czyjąś łaskę, na lepszy lub gorsz dom opieki. Raczej gorszy. I nie ma co się
        łudzić, nikt by takiego dziecka nie przygarnął i nie traktował jako swojego.
        Zawsze dla obcych będzie gorsze i z ulgą przyjmą wiadomość o jego odejściu.
        Mimo iż wszyscy jesteśmy tak pełni współczucia, dobrych rad, to raczej mało kto
        z tych dobrych rad udzielających zrobił cokolwiek więcej poza datkiem na tacę w
        kościele. I to jest w sumie normalne. Ale bałabym się tej wiecznej udręki co
        dalej gdy mnie zabraknie.
        Jeszcze raz dzieki Lilith za rozsądne uwagi. Pozdrawiam
        • dwa-razy-mama Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 03.03.04, 22:47
          Droga aanko,
          czy pomyślałaś, że narodzone dziecko może ciężko zachorować i wymagać stałej opieki. Tragiczny wypadek w pierwszych latach życia może również spowodować Twoje "ubezwłasnowolnienie".
          Chyba powinnaś sobie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego chcę mieć dziecko?

          Moja teściowa w 3 miesiącu pierwszej ciąży miała usuwane guzy z macicy (miała wówczas 38 lat)lekarze sugerowali usunięcie dziecka, twierdząc, że na 95% będzie upośledzone. Mój mąż urodził się w terminie zdrowy - 10 pkt. w skali Apgar.
          W mojej drugiej ciąży odkleiło się łożysko - dzidziuś był karmiony przez ok. 30% jego powierzchni - miały być problemy. Synek urodził się zdrowy jak ryba, dotleniony itd. A proponowano mi usunięcie tak ryzykownej ciąży.
          Przypadki można mnożyć. Ale raczej zachodząc w ciążę nie powinno się zastanawiać czy będzie możliwa aborcja, choćby z uwagi na jej psychiczne konsekwencje dla zdrowia kobiety. Poczytaj: www.life.net.pl
          • hanna26 Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 03.03.04, 23:23
            Aanko, badania prenatalne nie są robione wyłącznie w celu usunięcia z tego
            świata wszystkich nieuleczalnie chorych, upośledzonych, kalekich itp. Badania
            prenatalne wykonuje się również po to, aby móc pomóc choremu dziecku
            najszybciej, jak to tylko mozliwe, nawet jeszcze w brzuszku mamy. Czy słyszałaś
            o operacjach na nienarodzonych jeszcze maluchach? A w ogóle to więcej
            optymizmu, nie martw się, na pewno wszystko będzie dobrze.
    • magda010 Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 03.03.04, 15:15
      Jest jeszcze pewien problem - aborcja jest dopuszczalna tylko do 12 tygodnia
      ciazy. Do tego czasu nie wszystkie wady sa ujawniane w badaniach prenatalnych,
      a wiele wynikow wymaga potwierdzenia w pozniejszym czasie. Takze moze byc
      podejrzenie jakiejs wady, a potem okaze sie ze jednak dziecko jest zdrowe. Ale
      w Twoim wieku rodzi bardzo wiele kobiet, ja tez bym sie zdecydowala na dziecko.
      No wiec powodzenia i na pewno bedzie zdrowy bobas!
    • martulinek Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 04.03.04, 21:10
      Tak, Twoja wypowiedź mówi mi, że nie odpowiedziałaś sobie na pytanie, dlaczego
      chcesz mieć dziecko... Skoro tak bardzo zależy Ci na dziecku bez wad
      genetycznych, to dlaczego dopiero teraz podejmujesz starania? Chcieć dziecka,
      to znaczy pogodzić się ze wszystkim tego konsekwencjami... Z chorobą, która
      przyjśc może juz włonie matki albo i później już po urodzeniu. To ryzyko
      pojawia się zawsze!
      Osobiście nie sądzę jednak, żebyś miała się czego obawiać - oczywiście jeśli
      przypadkiem nie będziesz miała problemów z zajściem w ciążę. Co mnie by raczej
      bardziej przerażało...
      Pozdrawiam, życzę bardziej optymistycznego podejścia no i oczywiście zdrowego
      malucha smile
      • aankaa1 Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 05.03.04, 11:37
        "Skoro tak bardzo zależy Ci na dziecku bez wad
        genetycznych, to dlaczego dopiero teraz podejmujesz starania?
        Cóż, chyba życie po prostu. Praca, mieszkanie, kredyt. U mnie parę rzeczy
        przyszło kilka lat później. Utopione pieniądze w jednej nieuczciwej
        spółdzielni; mieszkanie, które było prawie całe zapłacone zamiast po roku
        przyszło po 5 latach. Kosztowało już parę razy drożej. Problem z pracą,
        koniecznością znalezienia kolejnych pieniędzy na następne lokum, wieczne
        wynajmowanie, co też kosztowało, przeprowadzki, sprzątanie tych cudzych brudów,
        kredyt, pożyczka, życie na kartonach bo nie mieliśmy kompletnie niczego oprócz
        komputera i pralki. I to jest jakieś obciążenie. Nie, nie było najgorzej,
        wspomnienia są miłe ale też dla mnie to nie były warunki na dziecko. Jakoś to
        trzeba było spłacić, urządzić i ktoś na to musiał zarobić. A poza tym w sumie
        gdyby nie lustro i jakieś tam dodatkowe przypadłości organizmu to chyba nie
        zdajemy sobie sprawy z tego, że się starzejemy. To głupie, ale ciągle mam
        wrażenie że jestem młoda i mnie upływ czasu aż tak bardzo nie dotyczy.
        I chyba przy tym wszystkim jednak ciągle ta obawa przed ciążą, porodem i
        ogólnie pojętymi komplikacjami, odsuwanie tej decyzji.
        Ja mam faktycznie problem.
        I to jest bardzo dobre pytanie: "dlaczego chcę mieć dziecko".
        Bo tak wyobrażam sobie rodzinę; bo uwielbiam wszystkie spotykane dzieci, bo
        wzrusza mnie świadomość, że noszę w sobie małą fasolkę, bo czuję potrzebę
        opiekowania się kimś, bo dookoła wszyscy pytają czemu nie mamy dzieci, bo boję
        się samotności, bo chcę podreperować związek, bo na starość zostaniemy sami, bo
        chcę po sobie coś zostawić, jakiś ślad? Ale też boję się, że będę złą matką,
        że to właśnie rozbije mój związek, że koniec z wyjazdami, fajnymi wakacjami,
        swobodą i nieskrępowaniem. Tak naprawdę chyba to taka kobieca potrzeba, urodzić
        i wychować dziecko.
        Tylko przed tymi wszystkimi pytaniami jest strach przed ciążą, porodem, obawa
        przed jakimiś wadami dziecka. Przecież ja to dziecko skrzywdzę już podczas
        ciąży tymi moimi koszmarnymi wyobrażeniami, nerwami. Już zdążyłam się
        zdenerwować kiedy lekarz przepisał mi możliwie najmniejszą dawkę kwasu
        foliowego. W moim wieku. To co będzie dalej? Perspektywa umartwiania się przez
        rok żeby maleństwu jeszcze bardziej nie zaszkodzić, wieczne wątpliwości.
        Lekarze, ta ich niekompetencja i bezduszność czasami. No niestety to też jest
        przypadłość wieku takie martwienie się na zapas sad
        I ja zdaję sobie powoli sprawę, że w tej sytuacji nie powinnam mieć dziecka bo
        nie wiem jakbym się mogła zachować i ile znieść. Ale uświadomienie sobie tego
        też jest b. trudne i .... przykre.
        Prawdą jest też, że chyba nie pragnę dziecka aż tak bardzo. Nie wiem tylko co
        jest wytłumaczeniem czego. Tak się boję, że wmówiłam wszystkim w tym i sobie,
        że nie pragnę być matką lub odwrotnie - nie ciągnie mnie do bycia mamusią i
        sobie wynajduję różne traumatyczne wyjaśnienia.
        Faktem jest, że powinnam podjąć decyzję możliwie szybko. Nie chciałabym nikogo
        skrzywdzić i chyba się nie zdecyduję na dziecko. Ale nie wiem czy to też będzie
        dobra decyzja. Czy nie pożałuję jej kiedyś jak niczego w życiu?
        Na pewno mam problem i samej trudno mi go w sobie rozwiązać. Bo też jestem
        sama w tym moim gdybaniu o nieszczęściu i z tym trudno mi się pogodzić. Mój
        mężczyzna doskonale zna pojęcie zegar biologiczny kobiety ale sam odsuwa
        podjęcie decyzji. Chyba widzi co się ze mną dzieje i boi co to będzie. I ja to
        nawet rozumiem. Gdy budzę się w nocy to mi się te głupie myśli kołatają po
        głowie, a moje szczęście mówi: "pomyśl o czymś pozytywnym". No i niestety
        dołuje mnie to jeszcze bardziej. On mnie samą zostawia z tym problemem. Nie
        roztoczy przede mną obrazu, że będzie dobrze, nie rozładuje napięcia. Jest obok
        ale milczy, sama nie wiem czy to zrozumienie czy zniechęcenie. A może nie chcę
        mieć dziecka z tym facetem, bo nie do końca czuję się przy nim bezpiecznie. Ale
        kocham go, lubię, nie nudzę się z nim i chyba jest najlepszą rzeczą jaką
        dostałam od życia. On mnie na to dziecko powinien namówić, w ogóle pomówić ze
        mną, ale to taki typ milczącego faceta, który nie lubi się powtarzać i jest
        bezradny, i zły wobec kobiecych nastrojów, i się po prostu zamyka w sobie.
        Przypuszczam, że on się też boi i jest nastawiony przez mnie.
        Odpowiedź nie jest jednoznaczna a ja za dużo myślę i potrafię pokomplikować.

        Niektórzy po prostu powinni wpadać i już! I myślę, że dużo ludzi właśnie
        dlatego ma dzieci. I drobna manipulacja którejś ze stron czasami nie zaszkodzi.

        Wiem, że decyzja o usunięciu ciąży też może być raną, która się nie zagoi i
        będzie wracała, i śniła się po nocach. Ale nie wiemy i się nie dowiemy co śni
        się po nocach rodzicom, którzy mają nieuleczalnie chore dzieci, które cierpią,
        rodzicom, którzy kiedyś mogli zadecydować inaczej. Podziwiam kobiety, które
        mimo namów lekarzy decydują się jednak na urodzenie dziecka. To jest ogromna
        odwaga i wiara.

        I jeszcze jedno, za co dziękuję, bardzo dobrym argumentem jest zwrócenie uwagi,
        że ukochane dziecko też może spotkać nieszczęście gdy już będzie na świecie i
        trzeba się z tym zmierzyć i normalnie żyć, i nie da się zrobić aborcji. To
        jednak bardzo uświadamia jaki jest właściwy ciężar gatunkowy takiej decyzji i
        zniechęca do samopobłażania. Mam nadzieję, że nie będę musiała podejmować
        takiej decyzji, nikomu nie życzę tego rodzaju wątpliwości i dzięki za słowa
        optymizmu. Pozdrawiam.
        • fenka Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 05.03.04, 12:08
          Aniu,
          polecam Twojej uwadze wątek:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=10654297
          Myślę, że podniesie Cię na duchu smile
          I pamiętaj: mamy tyle lat, na ile się czujemy...
    • neronka Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 05.03.04, 16:15
      Badania prenatalne wykonuje się w Szpitalu Klinicznym w Gdańsku na ul.
      Klinicznej. Podlega on pod Akademię Medyczną.
      Jest tam dr Preiss, który zajmuje się diagnostyką prenatalną i z testów
      przesiewowych krwi ustala prawdopodobieństwo Zespołu Downa.
      Mnie mówił iż ta choroba jest wskazaniem do legalnej aborcji.
      Możesz tam przedzwonić i zapytać się.
      Tak naprawdę to wszystko zależy od lekarza.
      Pozdrawiam i życze pięknego i zdrowego dziecka, nie czekaj dłużej
    • lgosia1 Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 05.03.04, 16:38
      aankaa1 - JAK JA CIĘ DOBRZE ROZUMIEM! i jak mnie podniosło na duchu, że jest
      też ktoś kto tak myśli. Chociaz między nami jest różnica, mi właśnie dziś
      stuknęło 29 lat, no i jestem w 30 tygodniu ciąży...smile Ale zapewniam cię, że to
      myślenie nie jest raczej sprawą wieku... Ja po prostu sobie wmówiłam "co ma być
      to będzie" i "odważyłam" się zajść w ciążę zakładając, że jeśli ma mnie spotkać
      jakieś nieszczęście to i tak mnie spotka niezależnie od rodzaju nieszczęść. Na
      razie wszystko się układa ok i mam nadzieję, że tak pozostaniesmile. Moja fobia
      aktualnie objawia się tym, że dmucham na zimne, studiuję literaturę i forum,
      jednym słowem robię wszystko (w moim mniemaniu) by zminimalizować ryzyko, żeby
      mieć pewność, że robię wszystko co w mojej mocy by było dobrze.

      Boże... to chyba wynika z nadmiernego perfekcjonizmu no i chyba pesymizmu - a
      może realizmu, ten strach i to poczucie ciężaru odpowiedzialności za - nawet-
      zdrowe dziecko. I jeszcze to poczucie odrzucenia przez wszystkie mamusie
      optymistkismile. W stosunku do siebie, ciągle zbieram się na wizyty u psychologasmile
      Pozdrawiam
      • aankaa1 Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 09.03.04, 14:02
        No w końcu jakaś konkretna informacja! Aż odetchnełam. To jak z tabletkami
        nasennymi. Normalnie ich się nie używa ale trzeba mieć w zapasie. Wiedzieć, że
        są.
        A może coś z Poznania? A przy okazji czy możecie polecić jakiegoś sprawdzonego
        lekarza, który ma czas by wytłumaczyć, uspokoić itd a nie "co pani się tak boi,
        kobiety zawsze rodziły". Brrrrrrrrrrrrrrrrrr.
        Poszukam zresztą na ciąży.
        Szkoda, że lekarze nawet nie raczą powiedzieć jak to faktycznie jest. Aż mi
        się niedobrze robi od nawiedzonych nadgorliwców. Zwykła ludzka przyzwoitość
        wymagałaby uczciwego postawienia sprawy. Jak rzadko wśród lekarzy brak mądrych,
        myślących, rozumiejących ludzi. Choćby takich jak tutaj dziewczyny. Ciepłe,
        rozsądne optymistki. Zwłaszcza takich. No trudno, świata nie zmienię.

        Małgosia, zrobiłaś najmądrzejszą rzecz jaką mogłaś zrobić.
        I nie mogłaś "wmówić " sobie niczego lepszego smile)
        Psycholog pewnie kierował by rozmowę w kierunku "co ma być to będzie". Chociaż
        sama nie wiem. Ale wizyta u psychologa by się przydała. I Tobie i mnie. Żeby
        uwierzyć w siebie, wygadać się. Bo to racja z tym, że takie moje/Twoje obawy
        nie są na porządku dziennym i ciężko je innym zrozumieć. To jest taka inna
        wrażliwość, może nadwrażliwość. No trudno, ten typ tak ma! Aha, ja urodziny
        miałam wczoraj. Może Ryby tak mają?
        Dbajcie o siebie smile) Pozdrawiam
    • sula25 Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 06.03.04, 20:01
      Nie wiem jak to powiedzieć! Jestem pedagogiem specjalnym i uważam,że dzieci z
      downem są cudowne! Wiem,że nie mogę nikogo oceniać i rozumiem Twój
      niepokój ...ale mając wybór : dziecko z zespołem downa lub jego
      brak...wybrałabym zdecydowanie pierwszy wariant.Pozdrawiam
    • aluc Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 09.03.04, 16:16
      test potrójny wykazał u mnie znacznie zwiększone ryzyko ZD, miałam kordocentezę
      w 20 tygodniu... rozmawiałam z kilkoma ginami i genetykiem w Poradni
      Genetycznej, żaden z nich nie miał wątpliwości, że ZD JEST wskazaniem do
      usunięcia ciąży

      przy okazji - w takich wypadkach można ciążę usnąć tak długo, jak płód nie jest
      zdolny do samodzielnego życia, czyli do 22, a nawet do 24 tygodnia
      • aankaa1 Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 09.03.04, 17:42
        Aluc, napisz jeszcze gdzie to było.

        Przypadkiem rozmawiałam z internistą. Też jest zdziwiony takim przedstawieniem
        sprawy przez położnika. Facet pracuje na patologii podobno jednej z
        nowocześniejszych klinik AM w Polsce i poraził mnie stwierdzeniem, że na Polnej
        nie dokonuje się terminacji ciąż z ZD. Ale to już pisałam. Strach się bać
        takich. Pracują pewnie nawiedzeni, pod presją kolegów i szefów, bez rodzin,
        pochłonięci pracą naukową, wyścig do stopnia naukowego itd.

        Ten mój internista to już starszy lekarz. Powiedział, że na pewne rzeczy trzeba
        się zdecydować. I jaka by to nie była decyzja to nie ma co jej rozpamiętywać.
        I koniec i już. Została podjęta i jest dobra. Jaka by nie była. Stało się. I
        takie jest życie, i trzeba się z tym pogodzić.
        I to jest dla mnie lekarz. Ale on nie jest oderwany od rzeczywistości, jeździ w
        pogotowiu do różnych przypadków i widzi jak ludzie żyją i jak sobie radzą z
        chorobą.
        Cóż, w głębi duszy mam mocne wewnętrzne przekonanie, że gdyby lekarze byli tacy
        wrażliwi to w ogóle nimi by nie byli (laboratoria na żywych zwierzętach,
        krwotoki....) i coś mi tu b. nie pasuje. To jest w końcu zawód wymagający i
        szybkiej decyzj, i odporności psychicznej, a lekarz nie powinien mieć dylematów
        moralnych ani tendencji do narzucania swojego światopoglądu stronie w tym
        układzie słabszej - pacjentowi. Jak ma, to popełnił błąd w wyborze zawodu i
        czasem może wyrządzić krzywdę. Mnie akurat ta z nim rozmowa kosztowała niby
        niewiele, ot, strach przed podjęciem decyzji o ciąży, trochę głupiej może
        nieuzasadnionej histerii, pewnie parę siwych włosów i ciężkie uprzedzenie wobec
        położników. Ja mam takie szczęście do głupków czasami wink. Vivat internet!
        • aluc Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 09.03.04, 22:22
          aankaa1 napisała:

          > Aluc, napisz jeszcze gdzie to było.

          w Warszawie, w Poradni Genetycznej na Sobieskiego, w Medicover, w Novuum, w
          prywatnym gabinecie baaardzo renomowanego lekarza pracującego w jednym z
          wiodących szpitali... każdy był gotów wystawić skierowanie na zabieg, gdyby
          wynik okazał się niepomyślny, mimo, że byłam już wtedy nastawiona na utrzymanie
          ciąży, a na informacji zależało mi tylko po to, żeby się spokojnie przez parę
          miesięcy przygotować

          na szczęście wszystko dobrze się skończyło pod każdym względem, mój dwulatek
          jest bardzo żywiołowym okazem zdrowia smile
          • aluc Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 09.03.04, 22:27
            jeszcze jedno - na zgniłym Zachodzie, zwłaszcza w Stanach, odchodzi się od
            traktowania ZD jako wskazania do aborcji z przyczyn zdrowotnych... tyle że tam
            w ogóle nieco inaczej wygląda dostępność antykoncepcji, poradnictwa
            genetycznego i aborcji jako takiej
            • reszka2 Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 10.03.04, 08:37
              Qrcze, aluc.
              Po raz kolejny przywróciłas mi wiarę w ludzi.
              To dobry początek dnia.
    • lgosia1 Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 09.03.04, 17:17
      aankaa1 !!!! Jak dobrze, że napisałaś kiedy masz urodziny! Bo ja miałam 5
      marca. Może to faktycznie wina znaku zodiaku a nie mojego porąbanego umysłu? O
      rany jak mnie na duchu podniosłaś!
      • happymay Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 09.03.04, 22:02
        Dziewczyny jestescie Kochane! wlasnie szperam dzis kilka godzin w poszukiwaniu
        tego co tutaj piszecie. Mam 30 lat, palnuje dziecko juz od roku. Po 8 latach
        brania pigulek, zdecydowalam ze czas je juz przerwac. Mielismy zaczac "tworzyc"
        nasze malenstwo w VI zeszlego roku, ale ciagle cos mi nie pasowalo, a to jakis
        smieszny awans zawodowy, a to brak umowy na stale, a to wyjazd na narty -
        przeciez nie moge szusowac z brzuszkiem..., i takie inne bzdury!!! Poza tym
        sprawa najwazniejsza, pracuje z dziecmi uposledzonymi umyslowo, w tym z ZD,...
        nie wiem moze ja jestem slaba psychicznie, moze jestem skrzywiona pesymistka,
        moze wredna egoistka, ale uwierzcie mi, ze boje sie bardzo... boje sie wlasnie
        tego co Ty Aniu, ze dziecko moze byc chore... i co wtedy??? od roku mysle o tym
        tak intensywnie, ze zaczyna mi to przeszkadzac i odczuwam to jako juz
        przerastajacy ma psychike dyskomfort. Boje sie ze tymi czarnymi myslami sama
        sobie to wmowie i w koncu moze przytrafic mi sie to, czego tak barrdzo sie boje
        i chcialabym uniknac. Boje sie bardzo! Nie wiem jak rozmawiac z lekarzami nt
        temat, powiedza ze jestem walnieta...
        Jutro jestem umowiona do pani ginekolog, chcialabym zeby zrobila mi wszystkie
        badania, ktore powinna zrobic przyszla matka. Nie wiem czy od razu mowic jej o
        moich rozterkach zwiazanych z tym o czym tu sobie piszemy... ?

        A co do foliku, to wydaje mi sie ze on chyba nie szkodzi, a nawet powinno sie go
        brac przed planowaniem ciazy, poniewaz ulatwia szybsze zajscie, poza tym
        zapobiega rozszczepowi. Na zachodzie ponoc folik przed palnowaniem dziecka to
        norma. Ja biore, bo sie boje...
        • lilith76 Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 10.03.04, 10:06
          happymay, miałam coś podobnego! przez kilka miesięcy pracowałam na infolinii
          dla osób niepełnosprawnych. często dzwoniły tam matki dzieci upośledzonych
          fizycznie, umysłowo. rozmawiałam z nimi i wiedziałam, że one kochają swoje
          dzieci z całego serca, ale dały by wszystko by odwrócić czas i coś zrobić aby
          dziecko było takie jak jego rówieśnicy. kiedy natykało się na tyle takich
          historii przeświadczenie, że mnie to także się przytrafi było niemal 100%-owe.
          gdybym wtedy miała możliwość zajścia w ciążę nie zrobiłabym tego. ze strachu. z
          czasem to minęło. 30 rok życia to nie głęboka starość - masz ogromne szanse na
          zdrowe dziecko.
          kiedyś rozmawiałam z jedną z kobiet pracujących w przedszkolu dla dzieci
          upośledzonych - ona także była przekonana, że gdyby badania wykazały ciężkie
          wady u jej nienarodzonego dziecka, zdecydowałaby się na aborcję. nie z braku
          szacunku, tylko dlatego, że wie ile siły fizycznej, psychicznej, odporności i
          pracy niesie za sobą takie dziecko.
    • sea25 Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 09.03.04, 22:44
      Myślę, że lekarz ginekolog na 100% Ci pomoże i powie gdzie można takie badania
      wykonać. Ja nie wahalabym sie przed takim zabiegiem gdyby wyszły jakies wady
      genetyczne. Mam coreczke 8 lat. Dzieciece porazenie mozgowe+ epilepsja.
      Dziewczyny ile moja Kasia w swoim krotkim życiu sie wycierpała! ciagle
      szpitale, ciagle klucia igla. Ja juz nie mowie o sobie. Był czas kiedy mialam
      naprawde czarne myśli. W tej chwili mam 26 lat, daję sobie rade z Kasia, ale
      ona naprawde cierpi. Nie chodzi, nie widzi, nie mowi, nie je sama, jest
      karmiona sondą. Od osmiu lat nie przespalam calej nocy. leżałam z nią na
      oddzialach neurologicznych, byly tez dzieci z zespolem Downa. Dzieci z zespołem
      downa sa mniej lub wiecej uposledzone, ale wiekszośc ma wade serca. Są osoby
      które nie rozumieją tego ze matka chce usunąć ciąze. Ja wiem z wlasnych
      przezyć , że to jest najlepsze wyjście dla nas, ale przede wszystkim dla
      dziecka!!! Niewazne w jakim stopniu dziecko jest uposledzone.Takim dzieckiem
      trzeba sie opiekowac przez całe zycie, a co by się stało jakby nas zabrakło..?
      Np. u mnie w rodzinie nikt nie potrafi zająć sie Kasia, wtedy dziecko trafia do
      specjalnej placówki, a tam to juz tylko wegetacja i cierpienie dziecka. Kocham
      Kasię z całego serca,lecz nie moge patrzec jak cierpi.
      aankaa1- mam nadzieje, że wszystko będzie u Ciebie dobrze, tego Ci z calego
      serca życze! Moim zdaniem badania trzeba koniecznie zrobić! Ja o tym nie
      wiedzialam, nie pytalam ginekologa. Byłam młoda, zdrowa...
      • pureangel Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 10.03.04, 06:06
        sea25 napisała:

        Moim zdaniem badania trzeba koniecznie zrobić! Ja o tym nie
        > wiedzialam, nie pytalam ginekologa. Byłam młoda, zdrowa...

        Porazenie mozgowe to nie choroba genetyczna, wiec badania i tak nic by ci nie
        daly.
    • monika.antepowicz Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 10.03.04, 08:31
      tak naprawde to zależy od interpretacji- trawałe upośledzenie jest wskazaniem,
      ale nie wszystkie szpitale to respektują- w razie wątpliwosci czy kłopotów
      najlepiej zwrócic się do Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.
      • anjad Przestan! 10.03.04, 16:50
        Droga Anko, ja w wieku 30 lat zaszlam w ciaze,od poczatku bylo super, latwa
        ciaza, dobry porod, bardzo ladny syn. To taka mentalosc Polakow, tragizowac i
        sie tym podniecac.
        • aankaa1 Re: Przestan! 10.03.04, 20:45
          Właśnie pisałam, że spodziewałam się nagonki i uwag: że nie dorosłam do roli
          matki, że aborcja, że przesadzam itpd. I że fajnie jest się wygadać, spotkać ze
          zrozumieniem, spojrzeć na coś może ciut inaczej, że w ogóle pełna kultura /bo
          mam wrażenie, że z czasem kontakty towarzyskie stają się tak ułożone i
          lukrowane, że aż mdło. Wszyscy są bezwzględnie poprawni, unikają trudnych
          tematów i ogólnie sielanka. Wyrośliśmy z czasów akademickich dysput, musimy
          zarabiać na życie i iść spać przed 23.00 bo trzeba się obudzić o 7-ej. Wakacje,
          trochę ploteczek by nikogo nie urazić, enigmatycznie o zdrowiu... Smakowało?
          Pyszne, daj mi przepis?/.

          No i masz, odświeżyłam „zdrowie kobiety” i widzę: „Anjad: przestań”.

          Anjad, Ty nie rozumiesz.
          Nie będę dociekała powodów dlaczego. Brak doświadczeń życiowych, prosta,
          nieskomplikowana osobowość czy co?
          Podniecam się malkontenctwem? Obrażasz mnie. Uważaj.
          Ty uważasz że jak mam 37 lat to nie powinnam się niczego bać bo Ty miałaś 30 i
          urodziłaś zdrowe cudowne dziecko? Uważasz, że takie uwagi uspokajają?
          Upraszczasz. Nieuważna jesteś. Przeczytaj więc uważnie:
          Dziękuj opatrzności, że nie masz problemów ze zdrowiem swoim i bliskich
          ukochanych, żadnych dylematów moralnych. Życzę byś ich nie miała. Byśmy ich
          wszyscy nie mieli i podejmowali salomonowe decyzje, i czuli się bezpiecznie
          zawsze i wszędzie, i mieli jakieś oparcie. Wiesz, problemów kiedyś: czy
          umieścić chorą zniedołężniałą matkę w ośrodku pomocy; byś sama się taką matką
          nie stała, która umieszczenia w jakimś kiepskim przybytku się boi i stara się
          opiekować wnukami, i za wszelką cenę okazać przydatną; niepokojących wyników
          badań itd. Wystarczy mieć oczy wokół głowy i trochę myśleć, że nam też może
          się coś przydarzyć. Możliwości jest masa. I Ty, Anjad sobie to przypomnij
          kiedyś. Bez przesady oczywiście, ale chwila refleksji nie zaszkodzi. To uczy
          szacunku, wyrozumiałości i tolerancji wobec innych. Nie osądzaj nikogo. Trudno,
          nie masz w sobie ciepła i obiektywizmu to daruj sobie kąśliwe uwagi. Bo
          niepokoje zżerają czasem zdrowy rozsądek niestety. A opinie wszystkowiedzących
          mentorsko-nauczycielsko-pseudo-katolickich typów niektórych wrażliwszych mogą
          zepchnąć na margines, wzmóc poczucie wyobcowania. No przecież nie chcesz tego,
          prawda? Nie wiem, może ja za dużo wymagam, ale wydaje mi się, że fakultetu z
          psychologii by to zrozumieć mieć nie trzeba. Byśmy zdrowi i bogaci, i
          bezproblemowi byli, i żyli w cudownym bogatym państwie, które zapewniłoby nam
          dobrą opiekę socjalną i uszanowanie godności ludzkiej od narodzin do śmierci.
          Ja cię, Anjad, nie chcę obrażać i chciałabym myśleć, że ty również nie miałaś
          nic złego na myśli (NAPRAWDĘ) ale można by uważnie przeczytać posty Sea,
          Małgosi, Lilith, Happymay. Czasem istnieją ludzie wrażliwsi, bardziej
          przewidujący, myślący, mający więcej doświadczeń życiowych, którzy są ciut
          bardziej skomplikowani niż „instrukcja cepa”.
          Głupotą jest przyłożyć do nich miarkę narzekającego Polaka-malkontenta. To jest
          zupełnie coś innego. Bliższe bardziej niepokojom i mądrościom poetów chociażby,
          cudownej ciepłej Szymborskiej (piękny ale niebywale przejmujący „Tego nie robi
          się kotu”, Anjad powinna przeczytać, może zyska na wrażliwości), Stachury,
          Cohelio, Goethego, Byrona, wszystkich romantycznych i wielu wielu innych. Ale
          to dzięki takim m.in. jesteśmy ludźmi, a nie marionetkami praca-dom-teścowa-
          prasowanie.
          Ale żeby skojarzyć to z mentalnością narzekających Polaków. Nieźle!! To skąd
          u licha jest tylu psychoanalityków na Zachodzie. Widzisz, łatwo przypiąć łatkę
          śmieszności. A czasem wystarczy znalezienie paru bratnich dusz, konkretna
          uczciwa informacja, może psycholog, czasem coś na uspokojenie, rozmowa z
          przyjaciółmi czy kieliszek czerwonego wina dla odprężenia. Jesteśmy tylko
          ludźmi.
          I nie wiem czy to przypadek, ale w Twoim nicku Anjad w oczy mi się rzuciło:
          jad. To tak na marginesiewink
          A tak w ogóle u mnie może nie być tematu, bo mam ciągle jakieś krwawienia
          międzymiesiączkowe i prawdopodobnie będą trudności z utrzymaniem ciąży. A na
          leczenie nie będę miała za dużo czasu. Więc mi nie dowalaj, ok.? I tak mi
          trudno.

          Ja się w ogóle ostatnio zaczęłam bać katolików (wiem, wiem, wychodzi, że coraz
          więcej rzeczy się boję i wyziera ze mnie neurotyk), ale bardzo ciężko z kimś
          porozmawiać o tego rodzaju obawach. Tak łatwo być zaszufladkowanym, mieć
          przypiętą łatkę. Sama wierzę, ale jestem tzw. niepraktykującym katolikiem. Nie
          mogę się często pogodzić z rodzajem indoktrynacji stosowanej przez kościół, ze
          zgodą na niegodziwość (bliskie mi bo Poznań –centrum pedofilii – choćby
          molestowanie kleryków przez biskupa Paetza - wszyscy o tym wiedzieli, wszyscy
          uczestniczyli w jego mszach, akceptowali zło). A w imię wiary potrafią
          człowieka czasem zniszczyć.

          A na dzieci trzeba się decydować. Bez względu na kredyt czy awans w pracy.
          Można dać sobie ze wszystkim radę. Nabiera się dystansu i właściwej „optyki”
          rzeczy ważnych i nieistotnych. Mówi się, że „po dziecku” nabiera się też
          jakiegoś wewnętrznego spokoju i pewności siebie. Mam nadzieję , że tak jest. Bo
          potem może się okazać że za późno, a wtedy nagle się chce spróbować za wszelką
          cenę. I dotykam brzucha i myślę, że dobrze byłoby czuś w sobie dziecko, ruchy
          maleństwa. I mieć w sobie dużo spokoju. Pozdrowienia.
          • lgosia1 Re: Przestan! 10.03.04, 21:51
            aanjaa1 - właściwie to nie mój wątek.... ale cieszę się, że jest i że napisałaś
            to co napisałaś. I z całego serca popieram Twoje zdanie.

            A co do krwawień międzymiesiączkowych.... Ja od lat miałam plamienia na ok 7-12
            dni przed miesiączką. Lekarze nie mieli pojęcia dlaczego. Teraz jestem w
            zdrowej ciąży!
            • spainq Re: decyzja... 11.03.04, 09:09
              A ja Aankaa, dziękuję Ci za taki szczery post o wahaniach: czy w ogóle mieć
              dziecko.. Ja zastanawiałam się bardzo długo, bywałam w różnych fazach... Mam 32
              lata i już chyba zrezygnowałam.. Ale rzeczywiście, jest to decyzja-DECYZJA.
              Moje starsze współpracowniczki ujmują to tak: gdyby kobieta decydowała się na
              dziecko W PEŁNI świadomie, zastanawiając się nad wszelkimi konsekwencjami, to
              pewnie nigdy by się na nie nie zdecydowała. Jest w tym trochę racji. Ogromna
              odpowiedzialność i słynny koniec "beztroskich" chwil...
              Dlatego w "decyzji" o dziecku powinien być taki "nieprzemyślany", emocjonalny
              element...
              • joanna_poz Re: decyzja... 11.03.04, 12:20
                Spainq,
                Dobrze to napisałas - musi w tym być emocjonalny element...
                Mam 32 lata i jestem w ciązy. Długo to odwlekałam kierując się podobnymi
                przesłankami co Aankaa - bo studia, bo nie ten partner, bo mieszkania
                wynajmowane i brak stabilizacji materialnej, wreszcie wlasne mieszkanie, ale
                duzy kredyt, malo stabilna praca itp A czas mijał. Do tego mnóstwo tego
                opisywanego przez Was strachu - o kłopoty z ciążą, powiklania, choroby dziecka,
                okropnosc porodu,zmiany zyciowe. Nie jestem tez typem osoby,którą dzieci
                nadmiernie rozczulają, tak, żeby nad nimi szczebiotać i zachwycac się. Zaczęłam
                nawet myśleć, żeby nie mieć dzieci.
                Tyle że przyszedł moment, kiedy wiedzialam, ze dalsze spychanie tej ewentualnej
                decyzji w czasie może okazać się nieodwołalne - że będzie juz za późno, że będę
                już za "stara", że ryzyko będzie tylko rosło.. I przyszedł strach, ze mogłabym
                tego - braku dziecka - potem w zyciu żałować.
                Zadziałał ten emocjonalny element - i juz przy pierwszej próbie udało siesmile
                jestem w 22 tygodniu ciązy, obawy są dalej, ale jestem pełna nadziei, że
                wszystko będzie w porządku. Przepełniają mnie uczucia, o które sama siebie nie
                nie podejrzewałam. No i czekamy na naszego małego chłopczyka, który coraz
                energiczniej przypomina o swoim istnieniu..
                Spainq - nie próbuję Cie przekonać do zmiany decyzji. Aankoo, wiem tez że nie
                jestem w stanie rozwiać Twoich strachów. Na razie wiem tylko tyle, że nie
                żałuję tego co sie stało. I ufam, że wszystko sie dobrze ułozy.
                Pozdrawiam,
                Joanna
            • aankaa1 Re: Przestan! 11.03.04, 11:55
              Uff!! Gosia! Dobrze, że mi tak napisałaś, bo miałam trochę wyrzuty, że
              niepotrzebnie zaniżam poziom rozmowy! Fakt, trochę sobie odbiłam za to częste
              upraszczanie tematu przez Anjady.

              W ogóle często jest chyba taki antagonizm między mamami a, jeszcze czy w
              ogóle, "niemamami". Jedne uważają, że te drugie im zazdroszczą i stąd to
              upieranie się przy swoim. Że taka nie ma dziecka i nie jest w pełni kobietą.
              Lekceważenie, że nie dorosła do roli matki. Druga strona: że takie mamusie od
              ładnych paru lat nie mogą się choćby porządnie wyspać, wyjechać na wakacje, że
              seks na pewno nie jest już taki sam. Wiecie. I to nawet naturalne, bo co by
              było gdybyśmy nie akceptowali własnego życia i rozpamiętywali bez końca. Trzeba
              sobie dobudować jakąś ideologię, coś wmówić, uwierzyć w to. Ale pewne rzeczy
              stają się chyba w jakimś momencie mniej istotne. Jedne przyjemności i radości
              zastępowane są drugimi.

              A ja ostatnio staram się trochę popracować nad własnymi uprzedzeniami.
              Jak Gosia, wmówić sobie, że będzie dobrze. I jeszcze, jakby to powiedzieć,
              zrozumieć własną kobiecość, całą tą fizjologię kobiety związaną z bólem,
              porodem, wstydem, niepokojami. Wyobrazić, że wszystko będzie dobrze, że z
              niemowlakiem też można żyć, nie rezygnować ze wszystkiego. Bo myślenie, że
              będzie źle kompletnie do niczego nie prowadzi. Nawet mój facet patrzy na mnie
              ciut inaczej. Ciekawe na jak długo mi starczy?

              Kiedyś, spóźniał mi się okres, zła, myślałam, że zaszłam. Okres wrócił i
              poczułam (poczuliśmy oboje), że żal, że szkoda, strata, pustka. Poczułam coś co
              bardzo ładnie nauczyłam się od siebie odsuwać. Jeden jedyny raz w życiu takie
              spokojne ciepło. Trzeba się nastawić, że dzieci się ma. Ale na tą zmianę
              nastawiania i uspokojenie niewątpliwie ma wpływ fakt, że gdyby coś się miało
              dziać niedobrego będę mogła podjąć decyzję. I że ma się oparcie w kimś, w
              każdej decyzji jaką się podejmie.
              Kobiety, w ogóle powinny robić badania prenatalne. Te młodsze też. Zapłacić za
              specjalistyczne USG, jakiś test. Wiem, że nie wszystko jest wykrywalne, ale
              chyba warto mieć szansę podjęcia decyzji.

              Gosia, mi też się b.b. miło zrobiło gdy napisałaś, że masz właśnie urodziny.
              Rybki są chyba trochę niespokojne z natury i potrzebują być często zapewniane,
              że wszystko będzie dobrze. Po tysiąckroć! Absolutnie nic Ci nie odbija!!
              Czytałam w Przekroju wywiad z Kmilem Durczokeim o jego chorobie. Mówił jak
              ważne było zapewnianie, że wszystko będzie dobrze. Powtarzane po sto razy. Ty
              też się o nic nie bójsmile Sea, jeszcze się wszystko ułoży.
              Jest taki krótki wątek na ciąży o depresji
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=11251265&v=2&s=0. To się więc
              zdarza i można to przewalczyć.
              I dodałaś mi otuchy, że niekoniecznie te jakieś plamienia muszą oznaczać
              problemy z zajściem.

              A dla równowagi czasem warto zajrzeć na Forum Humorum smile. Nastrój poprawia mi
              się zawsze. Dobry humor to podstawa. Pozdrowienia.
              • kamaoka Re: Przestan! 11.03.04, 14:37
                Aankaa1, dziekuje ci po stokroc za twoj post... Mimo iz mam dopiero 19 lat (a
                tak na marginesie mialam wczoraj, tj. 10 marca urodzinytongue_out), biore pigulki i
                mysl ze moge teraz zajsc w ciaze jest dla mnie tragiczna, to czasai sie
                zastanawiam kiedy ja wlasciwie chce miec dziecko... ryby juz chyba takie sa -
                za duzo mysla, a do tego mam tendencje widzenia szklanki w polowie pustejsmile.
                Jasne dla mnie jest ze dziecko po studiach, gdy znajde prace, jakos ustabiizuja
                swoja kariere zawodowa, ale tak naparwde to kiedy to moze nastapic??? juz nie
                ma szybkich karier, szybkich pieniedzy i szybkiej samodzielnosci mlodych. Tak
                naparwde szacujac ten wlasciwy moment moze wlasnie nadejsc w wieku 30kilku lat.
                Moja mam rodzila mnie (pierwsze dziecko) w wieku 28 lat - urodzilam sie zdrowa,
                porod byl smiesznie lekki, mama ma mile wspomnienia jesli chodzi o moj okres
                niemowlectwa (pozniej bylo gorzej - nenawidzilam przedszkola, codzienny placz w
                drodze do, czeste wymiotowanie w przedszkolu - bylam niejadkiem, a wtedy w
                przedszkolu nalezalo jesc wszystko, nawet jesli sie nie mialo ochoty),
                natomiast moj brat urodzil sie gdy mama miala 34 lata... 3 wczesniejsze proby
                skonczyly sie poronieniem, przy czym przy tej trzeceij bylo juz wiadomo, ze est
                to ciaza nieprawidlowa... Moj brat urodzil sie z komplikacjami - brak oddechu
                (nawet nie powiedziano prawdy mamie przez ile czasu nie oddychal - wtedy
                poweidziano o kilku minutach, teraz po 13 latach przypadkiem dowiedziala sie ze
                to jednak bylo o wiele wiecej niz kilka minut... moj brat jest dyslektykiem, co
                jest wlasnie konsekwencja takiego "niedotlenienia"). Moja nauczycielka
                angielksiego... tez ma juz ponad 30 lat, pierwsze dziecko normalne, drugie (w
                drugim malzenstwie) urodzilo sie z zespolem downa i ciezko wada serca, dziecko
                zmarlo podczas operacji... Mama mojego chlopaka (prawdopodbnie mojego
                przyszlego mezatongue_out) tez miala kilka poronien...
                w zwiazku z tym ja sie boje, boje sie ze moje dziecko bedzie chore, ze bede zla
                matka, ze moj zwiazek straci... mimo iz to wszytsko przede mna (mma nadzieje ze
                jeszce dlugo, bo w tym roku matura, potem mam nadzieje wymarzone studia) ja gdy
                mysle o tym to sie boje, czasami mysle czy ja jestem stworzona do dzieci, mimo
                iz sa momenty (przed okresem hehesmile kiedy wszystkie male dzieci powoduja moje
                roztkliwienie, to kiedy indziej juz tak nie jest....
                takze nawet sobie nie wyobrazasz jak dobrze cie rozumiem, choc jestem mimo
                wszystko jak na razie w innej sytuacji, still mam czas na zastanaiwnaie sie...
                trzymaj sie!
                Kama
              • lgosia1 Jeśli już o szukaniu pozytywów mowa... 11.03.04, 14:46
                Jeśli już o poszukiwaniu pozytywów mowa... to ja znalazłam kilka.
                Zdecydowałam się na ciążę... na zasadzie "czas przestać się zadręczać strachem,
                w końcu kiedyś pewnie "trzeba się zdecydować", lepiej zacznę teraz, bo jak będą
                kłopoty to trochę czasu na leczenie pozostanie". No i udało się za pierwszym
                razem. Wiadomość o ciąży skwitowałam przepłakanym dniem - z przerażenia i ze
                strachu. Później kilka tygodni przyzwyczajania się do myśli, walka z
                nudnościami, z rzyganiem, z przyzwyczajaniem się do sytuacji, że ktoś w pracy
                musi mnie zastąpić, że czas zwolnić tempo życia, że pewne sprawy firmowe
                zaczynają kuleć, bo ja nie mogę ich dopilnować; nieustanna obrona przed
                krytycznymi uwagami otoczenia, że jak ja mogę mówić, że "rzygać mi się chce"
                jak "taaakieee szczęęęście mnie spotkało!"
                Żal, że cholera... po co ja kupowałam, ten ekwipunek nurka, jak sobie nie za
                szybko ponurkuję...no i rozwalił się wyjazd do Egiptu na nurkowanie, no i narty
                mnie ominą a w tym roku (jutro właśnie mąż wyjeżdża i to w najlepsze miejsce w
                Dolomitach...), no i miałam od wiosny zacząć naukę latania na motolotni (na
                złość mężowi, że pierwszy kurs nurkowy zrobił beze mnie).

                A później się denerwowałam... że dlaczego mam unieszczęśliwiać swoje dziecko
                taką porąbaną psychicznie matką (nawet mój mąż wykazywał obawy, że oby to nie
                była dziewczynka... pewnie bał się, że wda się w matkę i już z
                dwiema "psychicznymi" to on - twardo stojący na ziemi - już w ogóle sobie w
                życiu nie poradzi).

                A jeszcze później nagle przyszły te pozytywy!!!! Zabrzmi to przekornie i
                niestosownie, ale... mój ukochany ojciec zachorował - bardzo nagle, bardzo
                poważnie... i ... i ja się trzymam! Lekarze jednak do końca ciąży kazali mi
                leżeć - sprawy w firmie leżą niepozałatwiane - ja leżę w obawie o donoszenie
                ciąży, ale .... ale się trzymam! Jutro mąż wyjeżdża na te narty i.. ja się
                trzymam. Nie rozpaczam, nie biorę relanium i robię to dla dziecka. A może nie
                tyle dla dziecka, co przez dziecko. Jeśli już bawić się w szczerość do bólu to
                trzymam się z własnego egoizmu, by swoimi stresami nie zaszkodzić dziecku czyli
                w praktyce sobie...
                Gdzie ten pozytyw? Staję się silna, dla dziecka, przez dziecko, wszystko jedno.
                Ale radzę sobie. Nabieram pewności, że poradzę sobie też później. No i właśnie
                może to jest ten sens życia? Dochodzimy do zgody z sobą, z życiem, widzimy sens
                istnienia, działania dla jakiejś małej istotki całkowicie od nas zależnej.
                Normalnieję chyba...

                A kwestia ograniczeń i ubezwłasnowolnienia? Jakoś same z siebie obawy
                przeszły... Plan nurkowania opracowany - najpierw ja, później mąż, a wózek
                kupiony z przeznaczeniem na leśno- jeziorne wertepy - łóżeczko? koniecznie
                turystyczne - bo można zabrać i tam i tam - samochód? dobrze że mamy duży. A na
                nartach to już małe szkraby jeżdżą i jaki to szpan z takim maluchem zasuwać.
                Dobrze, że przestawiłam szafę w firmie, to będę miała gdzie się schować na
                karmienie. No i fajnie że zatrudniamy aż 6 pracowników, bo zawsze znajdzie się
                ktoś wolny, żeby mi wtargać wózek do firmy.
                Boże... ta siła pozytywnego myślenia... muszę myśleć pozytywnie mimo choroby
                ojca... mimo zagrożenia porodem przedwczesnym... dla dziecka czy przez
                dziecko... obojętnie. I pomyśleć, że teraz nie potrzebuję relanium. W końcu co
                ma być to będzie, ważne, że robię wszystko by było dobrze.
                • kicia_80 Re: Jeśli już o szukaniu pozytywów mowa... 11.03.04, 15:45
                  pozdrawiam was wszystkie serdecznie.
                  ogromny dylemat - dziecko w pozniejszym czasie. i ogromna odpowiedzialnosc i
                  strach czy wszystko bedzie ok..
                  nie jestem w takiej sytuacji i moze dlatego..jednego nie rozumiem. Czy chec
                  posiadania dziecka jest tak olbrzymia u kobiet - ze mimo przeciwskazan,
                  zagrozen jakich niesie ze soba wiek - nadal mimo wszystko sie decyduja?
                  Moze moje myslenie wyplywa z tego, ze moja kolezanka wlasnie urodzila - w wieku
                  35 lat dziecko z zespolem downa...ona-lekarka - z doskonala opieka, nic nie
                  wykazalo w ciazy, nawet po porodzie obcy ludzie mogli sie nie poznac, jednak
                  jej jedno spojrzenie na coreczke i od razu wiedziala..Jest ogromnie zalamana, w
                  depresji, kocha dziecko, ale ..
                  Ja mysle, ze sa jakies powody-wazne powody- dla ktorych kobiety nie zdecydowaly
                  sie na dzidziusia majac 20+ - i te powody sa na tyle nadal wazne w ich zyciu,
                  ze po prostu nie ma ..sensu?..zmieniac tego w pozniejszym wieku. Nie wszyscy
                  musza miec dzieci - mozna byc ogromnie szczesliwym i spelnionym bez nich..tak
                  mysle- moze sie myle..
                  Ja bym nie zdecydowala sie nigdy na dziecko, bedac w pozniejszym wieku i majac
                  iles tam % pewnosci, ze moze byc uposledzone..
                  • lilith76 Re: Jeśli już o szukaniu pozytywów mowa... 11.03.04, 16:03
                    trochę ciśnienie mi skoczyło smile
                    nie mieści ci się w głowie, że nie każda kobieta spotyka miłość swojego życia w
                    wieku 20 lat??? niektóre to objawienie dotyka dopiero dekadę później. nie
                    uważam, że należy "zaciążać", kiedy związek jest jeszcze świeży i w fazie
                    formowania, dwoje ludzie musi nacieszyć się wspólnym byciem ze sobą. moje
                    koleżanki, które zaszły w ciążę w pierwszym roku związku dziś nie są
                    szczęśliwymi mężatkami.

                    jest jeszcze coś takiego jak emocjonalna gotowość do bycia matką. wiele kobiet
                    staje się nimi zbyt młodo. lepsza matka po 20 - stce ale sfrustrowana,
                    zaganiana, podrzucająca dzieciaka komu popadnie, czy taka po 30 kiedy może
                    swoje macierzyństwo smakować?

                    nie będę pisac tu o studiach, bezrobociu itp, bo dla ciebie zapewne bzdety nie
                    poważne powody.
                    • kicia_80 Re: Jeśli już o szukaniu pozytywów mowa... 11.03.04, 16:22
                      czy to do mnie lilith??? bo jesli tak, to zupelnie nie zrozumialas tego o czym
                      napisalam
                      • lilith76 Re: Jeśli już o szukaniu pozytywów mowa... 11.03.04, 16:32
                        to była odpowiedź na część twojej wypowiedzi - pewne lepsze lub gorsze
                        czynniki - zmieniające się w czasie - sprawiają, że niektóre kobiety myślą o
                        macierzyństwie późno.
                        ani ty, ani ja nie mamy 100% pewności, że urodzimy zdrowe dziecko. Zespół Downa
                        zdarza się i młodym matkom. moja znajoma ma lekko autystycznego syna - nie
                        wiadomo czy to dzięki lekom na podtrzymanie ciąży, czy przedłużanej akcji
                        porodowej. urodziła go młodo. to spada jak w loterii losowej. gdyby zbyt nad
                        tym rozmyślać, żadna kobieta nie zaszłaby w ciążę.
                        ja wiem, że jeśli moje życie ułoży się tak niefortunnie, że dopiero mając np.
                        37 lat będę mogła urodzić dziecko, to zdecyduje się na to. wiedząc o ryzyku.
                        najprfidniejsze jest to, że ZD przysparza cierpień nie osobie, która go "nosi"
                        (to często pogodne, szczęśliwe, zadowolone z życia osoby), tylko jego otoczeniu.
                        • kicia_80 Re: Jeśli już o szukaniu pozytywów mowa... 11.03.04, 16:43
                          ech - nadal nie widze zwiazku z tym co ja napisalam i tym co ty piszesz -
                          kompletnie nic nie zrozumialas - jedynie w czym sie roznimy to w pogladzie, ze
                          ty zdecydujesz sie w przyszlosci majac 37 lat na dziecko (zakladajac
                          oczywiscie) - a ja nie. Ale to jest moje zdanie, i dziwne jest ze az "podnioslo
                          ci cisnienie"
                          Ja nikogo nie oceniam, nie potepiam - wrecz przeciwnie - jestem pod wrazeniem i
                          podziwem nad takimi wyborami
                          • lilith76 Re: Jeśli już o szukaniu pozytywów mowa... 11.03.04, 16:55
                            nie starałam się ciebie atakować. zadałaś pytania, więc starałam się
                            przedstawić punkt widzenia, próbę odpowiedzi. może odpowiedzi nie szukałaś.
                            może ją znałaś i jest taka sama.
                            niech ci będzie - nic nie zrozumiałam.
                            pozdrawiam.
                            • spainq Re: Jeśli już o szukaniu pozytywów mowa... 11.03.04, 17:22
                              Kicia_80 - a jeśli Twój partner nie będzie chciał mieć dziecka do 30, albo tego
                              partnera (tzn. ojca dziecka) nie będzie, a miłośc swojego życia znajdziesz w
                              wieku lat 37, to znaczy, że w ogóle nie będziesz mieć dziecka?
                              Bo chyba o to chodziło lilith76. Czy dobrze zrozumiałam?
                              • aankaa1 Re: Jeśli już o szukaniu pozytywów mowa... 11.03.04, 20:09
                                Bo to się wszystko zmienia.
                                Jeszcze miesiąc temu w ogóle się nad tematem nie zastanawiałam. Wizyta u
                                lekarza, jego pytanie czy jeszcze planuję dzieci bo od tego zależałoby leczenie
                                nadżerki. Tych drzwi świadomie nie zatrzasnę. Nie powiem beztrosko i
                                kategorycznie, że nie. Poproszę o nieinwazyjną metodę leczenia. Właściwie
                                przygotowałam się już psychicznie do tego, że dobrze mi bez dziecka. Tylko nie
                                mam pewności czy sobie tego mojego strachu nie nakręciłam. Podświadomie dążyłam
                                do tego by czas zadecydował, by w końcu okazało się za późno. Ale może warto
                                zastanowić się nad decyzją. A nie żałować kiedyś, że to błąd z przeoczenia.
                                Ale sama nie wiem. Lekarzowi w końcu powiedziałam, gdy dopytywał po raz któryś
                                (tą nadżerkę leczy się kilkakrotnym smarowaniem i już skończę u niego tę
                                kurację), że skoro do tej pory nie zaszłam to widocznie są tego dosyć ważne
                                powody. No bo faktycznie, jak się na zdrowy rozum zastanowić?
                                Jeszcze nie wiem, czy mu będę wdzięczna za włożenie kija w mrowisko czy wprost
                                przeciwnie.

                                Generalnie nie narzekam, ale też widzę, że nie mam aż tak pasjonującej pracy
                                czy zainteresowań, które starczą mi do późnej starości. Nie wiem, przychodzi mi
                                do głowy jakaś praca naukowa czy co. Może gdybym taką miała, nie miałabym
                                żadnych wątpliwości by na dziecko się nie decydować. Nie, nie chcę sobie
                                zabezpieczyć starości bo to dla mnie nie jest akurat powód „na dziecko”. Może
                                jednak chciałabym czuć się komuś potrzebna. Tak po prostu.

                                A tego wieku jako spóźnionego na samo macierzyństwo aż tak strasznie nie
                                odbieram. Wiecie, jak czas szybko leci? Niewiarygodnie! Mówią, że takie
                                macierzyństwo odmładza. No, co jak co ale stara się nie czuję. I do cholery,
                                wyglądam dzisiaj lepiej niż 5 lat temu (mocno schudłam i b. pilnuję wagi).

                                W ogóle to podobno b. dużo dzieci z ZD to dzieci młodych matek. Bo te starsze
                                po prostu często wykonują badania prenatalne.
                  • aluc Re: Jeśli już o szukaniu pozytywów mowa... 12.03.04, 11:11
                    kicia, zachodząc w ciążę w wieku 35 lat masz takie samo ryzyko na urodzenie
                    upośledzonego dziecka jak na poronienie w I trymestrze w wieku lat 20 wink
                    urodzenie dziecka to nie jest zadanie do wykonania w określonym czasie, to
                    powinna być decyzja przemyślana i dojrzała
                    wybacz, ale nie wyobrażam sobie samej siebie rodzącej dziecko w dwudziestej
                    wiośnie życia ani nawet pięć lat później - po prostu sama wtedy byłam dzieckiem
                    a chęć posiadania biologicznego potomka jest olbrzymia i nic na to nie
                    poradzisz, i zdecydowanie z wiekiem rośnie
                    naprawdę nie lubię używać tego argumentu - ale pogadajmy za dziesięć lat smile
                    kiedy ty będziesz w tym wieku, co ja teraz, a ja być może po raz kolejny będę
                    świeżo upieczoną mamą smile)))
    • saabena Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 14.03.04, 22:24

      "Dzień Dobry
      Nazywam się Andrea Halder i jestem z Niemiec. Reprezentuję Europejskie
      Stowarzyszenie Osób z zespołem Downa. Obecnie w Europie jest około 300 tys.
      osób z tym syndromem.

      W tej chwili możliwe jest ustalenie przed urodzeniem, czy dziecko będzie miało
      zespół Downa. Zwykle dzieje się tak, że rodzice dowiedziawszy się o tym,
      decydują się na aborcję. Dlaczego panuje tak wielki strach przed ludźmi z
      zespołem Downa?

      Mogę powiedzieć, że ludzie z zespołem Downa mogliby prowadzić szczęśliwe życie.
      Kwestia nie tkwi w samej chorobie, ale w tym, jak ludzie nas traktują. To czyni
      nasze życie tak trudnym, również nasz rozwój w społeczeństwie.

      Nie zabijajcie dzieci z zespołem Downa, ale zmieńcie negatywny obraz ludzi z
      tym syndromem. To może się stać pod warunkiem, że choroba stanie się bardziej
      znana. To jedyny sposób, abyśmy mogli walczyć z naszymi obawami.

      Prawo ludzi do życia nie powinno być kwestionowane na podstawie
      niepełnosprawności. Musimy stworzyć warunki do prowadzenia normalnego życia
      przez ludzi z zespołem Downa.

      Nie powinniśmy być zmuszeni do tłumaczenia się oraz błagania o prawo do życia.

      To coś, co trzeba zrobić w mediach, które powinny przedstawiać nas w bardziej
      pozytywnym świetle. Dotyczy to także polityków.
      Proszę, weźcie pod rozwagę potrzeby oraz troski ludzi z zespołem Downa w
      Europie na wszystkich płaszczyznach.
      Bardzo dziękuję.
      Przemówienie to zostało wygłoszone przez kobietę z zespołem Downa na forum
      Parlamentu europejskiego. 10-11.11.03

      No właśnie- dlaczego tak bardzo boisz się urodzenia dziecka z ZD? Dlaczego to
      koniec świata dla ciebie?
      Tak naprawdę, bo tłumaczenie że boisz się o jego starość jest nieprzekonujące –
      wiele dzieci z ZD nie przeżywa swoich rodziców, wiele zyskuje samodzielność
      gwarantującą im samoobsługę, dla części rodzice – zamiast wpłacać na
      mieszkanie – wpłaca na wspólnoty mieszkaniowe niepełnosprawnych – ośrodki gdzie
      znajdą przystań gdy rodziców zabraknie, czasem nawet – o zgrozo – zakładają
      rodziny (to dopiero obraza Boska tongue_out), czasem nawet z „normalnymi”.
      No więc - dlaczego? Bo te oczy, bo język, bo wszyscy widzą, bo z matką coś
      nie tak, bo etykietka – że upośledzony, że gruby, głupi, niesamodzielny? Bo
      taki... nieelegancki. Taki schemat którym myślisz i ty? Etykietka którą
      nalepiono niepełnosprawnym z ZD dawno temu i nie została zweryfikowana pomimo
      tego że nauka poszła do przodu? Bez wiary w zmianę, w możliwość rozwoju która
      istnieje? Owszem okupiona ciężka pracą rodziców i dziecka, ale jest.
      Nikt nie będzie namawiał cię do urodzenia dziecka z ZD, zresztą - do urodzenia
      jakiegokolwiek dziecka. Ale może warto przewietrzyć szuflady umysłu i z lekka
      przepakować pojęcia. Może nawet coś poczytać nowego?
      Nikt ci nie obieca różanego ogrodu. W żadnym wypadku. Ale może warto próbować
      rozgraniczyć gdzie kończy się odpowiedzialność a zaczyna wygodnictwo. Nie
      przemawia do mnie opinia owego starszego internisty – rozumiem że szukasz
      sojuszników w myśleniu i łatwo ich znajdziesz.
      Załóżmy taka sytuację. Dobrze, dokonasz aborcji dziecka z Downem. Za parę lat
      pokaże się możliwość prenatalnego wykrywania choroby która ujawni się w wieku,
      np. 10-12 lat, np. skłonność do zachorowania na podostre zapalenie mózgu (które
      może sprowadzić dziecko do takiego poziomu, przy którym dzieci z ZD to
      geniusze), ale dziecko rodzi się zdrowiusieńkie, nie ma ani fałdy nad oczami,
      ani owej strasznej płetwistej szyi, jest normalne, ale wiadomo że na taka
      chorobę może zapaść. I co wtedy zrobisz – też aborcja? Bo jeżeli nie – to w
      takim razie ta pierwsza aborcja byłaby eksterminacją ze względu na odmienność
      chromosomalną.
      Mam nadzieję że nie poczujesz się zaatakowana personalnie, ani nie będziesz
      podejrzewać mnie o fanatyzm katolicki, bo tak zazwyczaj bywa jeżeli pisze się
      cos takiego(oba mnie nie dotyczą).
      Natomiast nadal nie mogę słuchać jakimi stereotypami wokół operują ludzie. Mam
      już dość że od profesorów medycyny nie sposób wydębić jakiejs nowej wiedzy o
      ZD, ich wiedza zatrzymała się na latach 60-tych. I twoja też, z całym
      szacunkiem.
      Bo problem nie jest w tym że ten Down, a tamta Turner. Problem tkwi w tobie, a
      nie w nich.

      Pozdrawiam – saabena – przyrodnia siostra Staśka z ZD.
      • lilith76 Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 15.03.04, 10:44
        to co napisałaś było piękne. dziekuję.
        sama się zastanawiałam, co bym zrobiła gdyby badanie wykazało, że noszę dziecko
        z ZD? z jednej strony to upośledzenie, współczucie w oczach sąsiadów i
        znajomych, dziecko które nie będzie ślicznie mówić wierszyków na przyjęciach
        rodzinnych i nie będę dumna i blada chwalić się, że dostało świadectwo
        z "czerwonym paskiem" i mówi już w trzech językach, obawa, że kiedy mnie
        zabraknie ktoś wykorzysta jego naiwność i wiarę w świat. z drugiej strony -
        moje zdrowe i sprawne dziecko, które potencjalnie urodzę może skończyć jako
        niewykształcony bezdomny, spędzając dnie na piciu i braniu narkotyków.
        pisałam już wcześniej w tym wątku, że najbardziej cierpi wtedy nie dziecko
        które się takie urodziło, ale nasze ego. to smutne.
    • aankaa1 Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 15.03.04, 18:47
      Nie, nie napisałaś tego w sposób fanatycznie katolicki. To mądre i rozsądne.
      Ja się z tym zgadzam przecież.
      Nigdy nie mówiłam, że to są gorsze dzieci czy ludzie. Nigdy. Nigdy tego bym nie
      powiedziała, nie pomyślała.
      Nie chodzi mi o to jak chore dzieci są odbierane i jak powinny być odbierane
      przez przez „ogół”. Przecież widzę i wiem, że jest możliwe życie dziecka,
      dorosłej osoby z ZD. I to są kochane dzieciaki. Te bardziej chore też przecież.
      Wiem, że ludzie często są pełni uprzedzeń. Brakuje nam normalności w obcowaniu
      z nieszczęściem. Nie umiemy / nie nauczono nas naturalności i przyjmowania za
      normalne takich czy innych „odrębności”. Jakichkolwiek, mniej czy bardziej
      poważnych. Możliwe, że gdybym już taką sytuację obok zastała umiałabym się w
      niej znaleźć. Broniłabym bliskiej osoby jak lwica, wychowując całe otoczenie i
      ucząc normalnego podejścia.
      To jest oddzielna kwestia ten nasz stosunek do jakichkolwiek inności w szerokim
      znaczeniu tego słowa. Nawet b. błahych inności.
      Masz rację, problem dotyczy mnie samej. Może to brzmi samolubnie i możesz mnie
      oskarżyć o brak dorosłości, i odpowiedzialności ale nie wiem jakbym się mogła
      zachować. Nie napiszę, że będę dzielna, poradzę sobie, spróbuję powstrzymać się
      od histerii. Mogę niestety przypuszczać, że nie zachowałabym się na poziomie.
      Jakieś mocne leki, może parę tygodni w szpitalu w zamknięciu. Oszalałabym od
      złych myśli i może czym prędzej starałabym się czmychnąć z tego świata,
      zniszczyłabym męża moim przerażeniem i rozpamiętywaniem. Zakończyłabym
      wszystkie znajomości i ucięła kontakty w przekonaniu, że jestem sama, samotna,
      niezrozumiała w swoich obawach, bólu. Odcięła się wietrząc we wszystkim litość,
      szepty, obmowy.
      Ale ja nie wiem, może byłabym mocna, pogodna i godna podziwu.
      Wiem, to brzmi okropnie i nie ja w tym wszystkim jestem istotna. Nie wiem na
      ile w sobie znalazłabym sił i oparcia w najbliższych. Nie wiem jak bym się
      zachowała. Nie ukrywam, że możliwość zrobienia badań prenatalnych i aborcji
      wpływa przynajmniej odrobinę uspokajająco. Mogę jedynie przyznać, że jestem
      słaba i nie zdecydować się ostatecznie. I nic nie poradzę, że prześladują mnie
      koszmarne sny, koszmarne myśli. I to b. ciężko opanować.

      Rozumiem ludzi, którzy decydują się na taki krok. Rozumiem tych, którzy na taki
      krok by się nie zdecydowali. Ani jednym ani drugim nie umiałabym wypominać, że
      zrobili źle. To nie jest aluzja do Ciebie czy kogokolwiek.

      Pozdrowienia.

      „Na pytanie, co pacjentka zrobiłaby, gdyby wynik świadczył o ciężkiej i
      nieuleczalnej chorobie, w Zakładzie Genetyki Instytutu Psychiatrii i Neurologii
      w Warszawie uzyskano następujące odpowiedzi: "przerwałabym ciążę" - 57,7%, "nie
      wiem" lub "nie myślałam o tym dotąd" - 36,7%, "urodziłabym chore dziecko" - 5%.
      Pytanie to zadano kobietom, u których wynik badania był prawidłowy. Na
      szczególną uwagę zasługuje fakt, że na 1124 ankietowanych kobiet, które poddały
      się diagnostyce prenatalnej, 810 (72%) oświadczyło, że zrezygnowałoby z planów
      prokreacyjnych bez możliwości wykonania tych badań; 214 (28%) - nie
      zrezygnowałoby lub nie miało zdania.”
      RAPORT: Badania prenatalne
      opracowanie: Justyna Hofman-Wiśniewska
    • saabena Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 15.03.04, 21:43

      Nie, anko, nie oskarżyłabym ciebie o brak dojrzałości, brak refleksji, może
      nawet refleksji to ty masz aż za dużo. Może za bardzo rozdrabniasz się w
      szczegółach, może nie docenisz wsparcia które możesz dostać z otoczenia – nie
      wiem jak to może być u ciebie. Nikt tego nie wie i nikt tego nie jest w stanie
      oszacować dopóki nie znajdzie się w takiej sytuacji, gdzie wszystkie
      dotychczasowe wyobrażenia – jakie by nie były – leżą w gruzach. Kiedy po
      urodzeniu tego upragnionego dziecka, które okazało się mieć ten nieszczęsny
      dodatkowy chromosom – odchodzi partner i zostaje się samemu, a w jędzy –
      sąsiadce z naprzeciwka znajduje się troskliwa przyszywana babcia i opiekunka. I
      trzeba budować od początku, coś co będzie nie takie jakie sobie wyobrażaliśmy,
      będzie inne, co nie znaczy złe. Nie jestem wrogiem badań prenatalnych. Badania
      prenatalne są po to, aby je wykonywać i należy to robić. Jedni wynik
      wykorzystają aby przez pozostałą część ciąży przygotować się na przyjęcie
      odmiennego malucha, inni – wręcz przeciwnie. Ja dodam – niestety, bo uważam to
      za niesprawiedliwe, ale to mój prywatny pogląd, nie osąd. Drażni mnie to, że
      matki na rozdrożu nie są w stanie uzyskać sensownej informacji od osób –
      zdałoby się – najbardziej do tego predystynowanych – od lekarzy. W środowiskach
      lekarskich nadal funkcjonuje równoważnik : Down = debil. I taka informację
      pewnie do kobiet dociera. Bo jaka ma docierać. Przekazują to, czego się nie
      nauczyli. I inne kwiatuszki z tej grządki - wspomnę np. o powszechnie
      panującej opinii że dziewczynki z zespołem Turnera są upośledzone (nieprawda,
      IQ mają podobne jak dzieci które mają komplet chromosomów, mogą uczyć się,
      studiować, zakładać rodziny, adoptować dzieci lub w niektórych przypadkach
      urodzić, ale tej informacji nie wydębisz od większości lekarzy, nawet stojąc
      przed plutonem egzekucyjnym. Nie wiedzą?). Skoro lekarze nie wiedza, to co maja
      zrobić osoby spoza środowiska, które to i owo słyszały, cos tam zadzwoniło w
      jakimś kościele, z reguły był to dzwon pogrzebowy. Bo skoro powszechne jest
      mniemanie że „te Downy” to debile, i i tak z nich nic nie będzie, to właściwie
      po co się wysilać – wkładać tyle sil i zaangażowania w trudy ciąży i porodu? Bo
      gdyby zobaczyć że „ten Down” to tez człowiek, owszem, bardziej wymagający, ale
      mogący dać tyle samo radości co „normalni” to co decydowałoby o stanięciu w
      kolejce do gabinetu z szyldem „Ginekologia – wszystko”? Bo wypada na to że
      chyba wymagania które stawia. No ale każdy ma jakieś wymagania, których
      nastąpienia czasem nie sposób przewidzieć (w przeciwieństwie do rozpoznania
      prenatalnego ZD, skoro szukałyśmy pozytywów)
      Chyba tez na wynik ankiety która zacytowałaś wpłynął dobór kobiet – nie
      trafiły tu z przypadku, jak sądzę.
      Chyba zrozumiałam że twoje rozterki dotyczą urodzenia dziecka w ogóle.
      Koszmarne sny zdarzają się chyba wszystkim, ale maja to do siebie, że rzadko
      się spełniają. Życzę ci szczęśliwego życia bez zapętleń Rybom właściwym, oraz
      jeśli się zdecydujesz – spokojnej ciąży i ślicznego, zdrowego malucha.
      • b-bis Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 16.03.04, 23:38
        Właściwie trudno jest mi dodać cokolwiek do tego co powyżej napisała saabena -
        wyraziła dokładnie to co ja myślę i czuję. Skoro jednak uważnie prześledziłam
        cały ten długi wątek, pozwolę sobie na trochę własnej refleksji skierowanej do
        Autorki tematu...
        aankaa1 - napisałaś nam o sobie sporo i ja też starałam się z empatią rozważyć
        te wszystkie informacje. Było mi może i łatwiej wczuć się w Twoją sytuację, bo
        sama jestem niewiele młodsza od Ciebie i oczekuję pierwszego dziecka. Nie
        planowałam wcześniej swojego macierzyństwa ale i ja i moj mąż czekamy teraz z
        radością na to dziecko. Problemów z zajściem w ciąże nie miałam żadnych a teraz
        czuję się znakomice. Mam nadzieję, że moje dzieciątko też jest zdrowe, mimo to
        zdecydowałam się ( na własne życzenie ) przejść badania prenatalne, bo
        słyszałam wiele o dobrodziejstwach takiej wczesnej diagnostyki w leczeniu
        noworodków a czasem nawet dzieci jeszcze przed ich narodzeniem. Oczywiście, jak
        każdy człowiek boję się złych informacji i pewnie wiadomość o takiej czy innej
        chorobie mojego dziecka byłaby dla mnie ciężkim doświadczeniem, jednakże ani
        przez moment nie zastanawiałam się nad możliwością przerwania ciąży. Z góry
        odeprę wszelkie spekulacje na temat mojej przynależnoście do jakichkolwiek
        wojujących z aborcją grup religijnych, czy ideowych. Myślę, że to nie jest
        kwestia światopoglądu, a raczej sumienia i osobistej wrażliwości.
        Niniejsza dyskusja się toczy, Ty wpadasz w euforię jak tylko ktoś popiera Twoje
        zdanie i pisze, że ma podobne problemy, biada natomiast temu kto sądzi inaczej
        i nie głaszcze Cię po głowie. Tak właściwie to z Twoich postów wynika, że Ty
        masz już ugruntowany punkt widzenia, więc wątek ten powinien się ograniczyć do
        wymiany informacji o miejscach gdzie dokonuje się legalnych aborcji w przypadku
        wykrycia trwałej wady płodu. Odniosłam nieodparte wrażenie, że ta cała rozmowa
        jest po to żebyś Ty poczuła się usprawiedliwiona i miała komfort psychiczny
        domagając się swoich prawa do zlikwidowania "wybrakowanego" dziecka. Podajesz
        zestawienie statystyczne, ile kobiet jest za aborcją w takch okolicznościach a
        ile przeciw - ja wierzę, że tak jest ale nie zawsze większość ma rację i
        stanowi o wartościach tego świata. Kiedyś na Krakowskich Plantach była taka
        ścieżka na sktóty biegnąca przez trawnik do przystanku tramwajowego. Często
        chodziłam tym skrótem, aż pewnego wiosennego dnia natrafiłam tam na starszego
        pana, który w bardzo elegancki i serdeczny sposób zwrócił mi uwagę, że ja
        przecież depczę trawnik... Strasznie mnie to zawstydziło i nie miało już
        znaczenia, że większość ludzi chodzi tą drogą... To nie był dobry skrót a
        dziadek miał rację ! Wiele rzeczy można w życiu tak "obejść na skróty" - bo
        większość tak robi, to czemu nie ja... "Skoro dziecko jest wybrakowane, to
        najprościej będzie je zlikwidować - mam do tego prawo, bo wikszość kobiet tak
        by postąpiła na moim miejscu"... Myślę, że przy takich właśnie wyborach
        decyduje nasza osobista wrażliwość. Moja i Twoja jest widać zupełnie inna, choć
        czytamy tych samych poetów ! Niepotrzebnie wpadasz w egzaltację, piszesz o
        swojej nadwrażliwości, innym zarzucasz bezduszność, nieskomplikowaną
        osobowość... doszukujesz się nawet "jadu" w czyimś loginie ! Czy każdy wrażliwy
        człowiek musi podzielać Twoje poglądy i popierać bezkrytycznie motywy Twojego
        działania. Wydaje mi się, że większość wypowiadających się na tym wątku osób
        bardzo dobrze rozumie Twoje obawy i lęki. Ty jednak potrzebujesz grona wiernych
        popleczników i lekarza, który powie Ci jasno: "Pani się nie martwi, jak coś się
        nie uda to się wytnie i po sprawie". No dobra, a co z Tobą, z Twoją
        odpowiedzialnością za życie swoje i dziecka. W każdym z nas jest trochę egoisty
        i trochę tchórza. Oczywiście, że nikt nie chce być męczennikiem, ale są
        sytuacje życiowe którym trzeba z godnością stawić czoła. Piszesz, że boisz się
        ubezwłasnowolnienia. Ja też, ale dla mnie ubezwłasnowolnieniem jest ucieczka i
        chowanie głowy w piasek w obliczu losowych doświadczeń. Teraz, kiedy jestem w
        ciąży, nie wyobrażam sobie jak mogłabym pozwolić na to żeby w świetle prawa
        jakiś lekarz zabił moje dziecko - nawet gdyby badania wykazały, że urodzę
        potwora... To nie jest kwestia instynktu macierzyńskiego a raczej potrzeby
        poczucia własnej wolności, siły i godności w każdej sytuacji...
        Wiem, strasznie moralizuję, mam jednak nadzieję że przyjmiesz to jako jeszcze
        jeden jakiś tam głos w dyskusji a nie jak osobistą nagonkę na Twoją Osobę.
        Zastanowić się nad tym zawsze możesz, a zgadzać się ze mną nie musisz...
        Mogłabym rozmawiać godzinami na temat dylematów jakie nękają bezdzietne kobiety
        po trzydziestce. Narastająca presja społeczna, kąśliwe pytania sąsiadek i
        koleżanek dla których macierzyństwo jest jedynym osiagnięciem w ich życiu,
        wreszcie życzliwa troska rodziny... Z uśmiechem czytam "młode głosy" na tym
        wątku. Ja w zasadzie myślałam kiedyś podobnie. Moje życie potoczyło się jednak
        nie tak jak to sobie w młodzieńczych latach wyobrażałam - i całe szczęście !!!
        Wbrew pozorom, moja ciąża nie jest wynikiem desperackiej próby nadrobienia
        czegoś co wcześniej mnie ominęło. To co przeżywałam dotychczas uważam za
        fascynujące (choć nie zawsze łatwe) i jakoś kwestia bycia lub nie bycia matką
        nie spędzała mi do tej pory snu z powiek. Świat kobiety nie musi kręcić się
        wokół dziecka ! Wiem, że najprościej jest przywołać obraz sflustrowanej
        trzydziestoparolatki, której się w życiu widocznie nic nie udało skoro nie ma
        jeszcze potomstwa - ale ja taka nie jestem i wiele moich rówieśnic też nie !
        Mnie jest może łatwiej, bo mieszkam obecnie w Niemczech gdzie jak mi się
        zdaje "późne macierzyństwo" jest społecznie lepiej akceptowane niż w Polsce.
        Mam swoje życie, w nim swoje sukcesy, swoje kłopoty i swój najlepszy czas na
        dziecko. Nikt mi nie będzie dzielił życia jakąś "magiczną granicą 35-iu lat",
        a dziecka nie da się wkalkulować w swój życiorys tak jak się planuje lata
        nauki, lata pracy, osiąganie sukcesów, budowę domu itp. Dziecko to nie jest
        żadne osiągnięcie..."O, zobaczcie jakie zdrowe, śliczne, mądre - to moje !"...
        To jest odrębny człowiek, który żyje własnym życiem a nie zarabia na nasz
        sukces. Jak można zrobić dziecko "na próbę" i zniszczyć bo się nam nie udało ?
        Myślę, że do własnego losu należy podchodzić z większą pokorą...
        Nie wszystko da się zaaranżować... Taka ciągła kontrola i asekuracja prowadzi
        właśnie do ubezwłasnowolnienia. Dobrze, że się zastanawiasz nad własnym życiem
        i chcesz nim mądrze pokierować, ale i tak nigdy nie będziesz wiedzieć co jest
        na końcu wybranej drogi. Wnioskuję z tego co piszesz, że jesteś na etapie
        poszukiwań, chcesz czymś zapełnić pustkę jaką zauważasz w swoim życiu - ale czy
        to na pewno ma być dziecko, nowy człowiek !? Sama tego nie wiesz a nikt za
        Ciebie nie zdecyduje ! Skoro tyle w Tobie obaw i strachu to może posłuchaj
        swojej intuicji. Nie każda kobieta chodzi po tym świecie w celach
        prokreacyjnych - nie musisz być matką, żeby być szczęśliwym człowiekiem !
        Żyć można pięknie na różne sposoby... Rób cokolwiek, ale rób to z pasją,
        radością, bez lęku i obaw, że coś się nie uda...
        Życzę Ci wszystkiego najlepszego na "nowej drodze życia"...
    • aankaa1 Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 17.03.04, 16:41
      Cóż.....
      Wątek założyłam bo chciałam się po prostu , najnormalniej na świecie dowiedzieć
      jak jest naprawdę z możliwością usunięcia ciąży. Pomijając moje dobre
      samopoczucie należy mi się prawdziwa informacja.
      Mogę przeprosić Saabenę. Mogła się zirytować widząc sam tytuł tego wątku. Nie
      pomyślałam, że mogę obrazić. Przepraszam. Kierowałam to pytanie do osób, które
      już takie pytanie komuś zadały wcześniej i dostały inną niż ja odpowiedź.
      Saabena, jesteś mądrym, kochanym i ciepłym człowiekiem.
      Ale b-bis, jeżeli Ty tego pytania nie zdałaś swojemu lekarzowi położnikowi,
      genetykowi przed czy przy badaniach prenatalnych, jeżeli nie byłaś w ogóle
      ciekawa odpowiedzi bądź od razu uprzedziłaś jaka byłaby Twoja decyzja to mogę
      zrozumieć i uszanować Twoje zdanie. Natomiast jeżeli było inaczej to nie
      powinnaś mnie potępiać.
      Owszem, pozwoliłam sobie na szczerość. Może niepotrzebnie. Zrobiła się dyskusja
      wielowątkowa i światopoglądowa. Ale tak przy okazji to jest bardzo dobre
      pytanie czemu mamy dzieci, i który powód jest tak naprawdę ważny. Nie czuję,
      żeby w moim przypadku była to pustka czy chęć zapewnienia sobie spokojnej
      starości. Nie miałam do tej pory dylematów bezdzietnej kobiety po
      trzydziestce. A „magiczna granica 35 lat” to jest granica po której wzrasta
      ryzyko wad genetycznych.
      Tylko, jak pisałam, boję się że uznam kiedyś, że był to największy błąd mojego
      życia. I mieści się w tym WSZYSTKO. Bez rozdrabniania się.. . Wcale nie w
      kategorii "osiągnięcia do odhaczenia" i sprostania wyobrażeniu otoczenia o
      mnie.
      Nie wiem czy bym powiedziała, że wpadam w euforię i egzaltację. Czy tak bym to
      nazwała? Może i to jest usprawiedliwianie takich decyzji w ogóle. Trudno, żeby
      było inaczej. Nie wiem co bym zrobiła i nie wiem co kryje w sobie taka
      odpowiedź ankietowanych kobiet. Ale czy mam się potępić za samo dopuszczenie
      myśli do siebie?
      Widzisz, gdy Aluc pisała, że test potrójny wykazał u niej zwiększone ryzyko ZD
      nie wiedziałam co było dalej. Nie dopytywałam natarczywie co zrobiła.
      Szczęśliwie było dobrze, ale gdyby było inaczej mogło zaboleć i dopytywanie
      się, i komentarz. Jakoś uznałam za słuszne napisać, że są wybory w życiu
      człowieka, z którymi trzeba żyć. Pomyślałam, że gdyby usunęła ciążę to może
      dodałoby jej trochę otuchy to co napisałam. Bo tak po prostu myślę. I dotyczy
      to także tych kobiet, które chore dzieci urodziły. Może to dziecinne. Na
      szczęście było inaczej.
      Owszem, przytoczyłam pewną statystykę. Nie myślałam konkretnie o
      usprawiedliwianiu swojego światopoglądu ale o stwierdzeniu faktu, że mimo tego,
      iż tak wielu ludzi stoi w obronie życia to jednak procent tych którzy naprawdę
      mogą je obronić jest tak niewielki i nijak się ma do statystyki: 99% Polaków to
      praktykujący katolicy (czy jakoś tak). Owszem, grupa może nie jest tak do końca
      reprezentatywna, ale to też coś znaczy. Saabena ma rację, że gdyby ludzie mieli
      więcej informacji na temat ZD ta statystyka mogłaby wyglądać inaczej. Mogę
      dodać jeszcze, że gdyby opieka socjalna i medyczna u nas była na wyższym
      poziomie to również mogłoby coś zmienić. Ludzie poczuliby się bezpieczniej.
      Zapewnienie odpowiedniej pomocy finansowej - żeby można było pozwolić sobie na
      opiekunkę, na kolorowe ubranka i odrobinę luksusu by nie wzbudzać litości nie
      dość, że chorobą to jeszcze biedą. Bo tak to często wygląda na szarej biednej
      polskiej ulicy. Świadomość, że człowiek nie jest zdany tylko i wyłącznie na
      siebie. Pewnie głupie co piszę.
      Myślę też, że nie można się wypowiadać kategorycznie o decyzjach innych osób
      jeżeli się czegoś nie przeżyło bądź nie pomaga się ludziom w jakiś sposób
      doświadczonym. I nie myślę o datku na rogu ulicy. Jeżeli jest się z nimi, nie
      unika kontaktu, konkretnie zaofiaruje pomoc, pomaga coś załatwić, zawieźć,
      pomaga materialnie. Inaczej jest to nieuczciwe. Dla mnie.

      A wydeptana trawa na skwerze, myślę, że nie wynika z tego, że ludzie są źli i
      idą na ławtwiznę, ale architekt, który źle alejki wyrysował i nie wziął pod
      uwagę ich potrzeb. Takie rzeczy powinno się zmieniać. Bo jeżeli się ludziom
      utrudnia to nie ma co się dziwić, że robią to co dla nich jest najlepsze. Tu,
      w Poznaniu jest taki śmieszny problem. Dotyczy pięknego trawnika w bardzo
      reprezentacyjnym miejscu. Z fontanną, teatrem, uczelniami. I zawsze na tym
      trawniku wylegiwali się studenci. To ma swój urok i klimat. W tylu miejscach na
      świecie można siedzieć na trawie. Wystarczy posiać jakąś odporną „piłkarską”
      odmianę. Ale nie. Ostatnio ogrodzili to płotkami. Można siedzieć tylko na
      ławkach. Chodzi straż – poucza i zgania. Czemu to ludziom odbierać? Ale w
      gruncie rzeczy rozumiem starszego pana. Ja lubię starszych ludzi. Czasem może
      bardziej niż dzieci. Bo dzieciom wszyscy chcą pomagać a starszym ludziom już
      niechętnie. Bo jak mały nie może się doliczyć reszty to jest słodki i wszyscy
      się zachwycają, a stara kobieta to już jest niedołężna, a przecież kolejka stoi
      i czeka.

      Mogę się jedynie przyznać do chorobliwego lęku i uznać, że powinnam prosić o
      wsparcie psychologa czy w ogóle o jakąś pomoc farmakologiczną. I niech to
      będzie usprawiedliwianie się czy egzaltacja, ale posty, że kobiety w ciąży też
      mogą mieć depresję mnie pocieszają. Mogę przyznać, że nie mam dość wsparcia ze
      strony bliskich, którzy też uważają: czemu ma być źle; kobiety przecież rodzą
      lub, że może i faktycznie na mamę się nie nadaję. Do tego mogę się przyznać. I
      w tym kontekście można o mnie powiedzieć, że jestem nieodpowiedzialna i
      niedorosła, i dopuszczam się bluźnierstwa. Do tego też można to sprowadzić.

      Cała ta dyskusja trochę się zapętliła. Mam nadzieję, że dała chociaż niektórym
      możliwość wygadania się, wyżalenia..... Mi dodały wcześniejsze posty otuchy
      zwykłym: będzie dobrze.
      A Anjad się prosił. Możliwe, że nieco przesadziłam i chciałam sobie za coś tam
      odbić. Może jest to i małe, ale naprawdę sama to sprowokowała, a ja poczułam
      się lepiej.
      Życzę braku sytuacji, w których można mieć wątpliwości. I zdrowych dzieci,
      zdrowych bliskich i zdrowia dla nas samych oczywiście. Pozdrawiam.
      • lgosia1 Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 17.03.04, 19:38
        miarą odpowiedzialności jest właśnie poczucie swoich słabości. I właśnie to
        jest przejaw dorosłości - przynajmniej ja to tak odbieram. I nie sztuka być
        dobrym - potencjalnie dobrym w hipotetycznej sytuacji. Sztuką jest właśnie
        mówić głośno o swoich wątpliwościach, które budzą grozę wśród moralnie
        poprawnych, które zdecydowana większość "dobrych" potępi. Z moich skromnych
        obserwacji wynika, że często ci "źli" jednak sprawdzają się w prawdziwych
        trudnych sytuacjach. Mieli odwagę do samokrytyki, mieli odwagę
        roztrząsać "niewygodne" tematy więc też mieli siłę radzić sobie w rzeczywistych
        tragediach. Nie wiem niestety czy to prawidłowość. Wydaje mi się, że każdy ma
        prawo do strachu i wątpliwości i do wypowiadania swoich obaw na głos.
        Tak naprawdę oceniać osobę można dopiero po jej decyzjach i wyborach w obliczu
        rzeczywistych zdarzeń. A my tu sobie gdybamy. Cały ten wątek przypomniał mi
        paradoksalnie moją ostatnią spowiedź.... Nie dostałam rozgrzeszenia. Nie
        dlatego, że jestem zła. Nie różnię się od większości społeczności katolickiej.
        Po prostu byłam za szczera, po prostu zbyt filozofowałam, zadawałam za dużo
        pytań, za dużo roztrząsałam... trzeba było odklepać formułkę, bla bla bla,
        więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie żałuję i - rozgrzeszenie miałabym w
        kieszeni. A ja sobie pozwoliłam ujawnić prawdziwe myśli. No ale w naszym
        poprawnym świecie nie wypada myśleć inaczej niż dobrze...

        - to że dopuszczamy niepopularne moralnie myśli do głosu - jeszcze nie
        przesądza o naszym zachowaniu w rzeczywistej sytuacji - tak mi się przynajmniej
        wydaje. Akurat w moim przypadku to działa trochę jak szczepionka. Pozwala mi
        się przygotować, nastawić, nabrać sił i wyjść ze wszystkiego z twarzą -
        moralnie poprawnie. I pokora wobec własnych słabości, niemożność przewidzenia
        swoich zachowań ekstremalnych nie pozwala mi potępiać nikogo, kto ma tyle
        odwagi, by narazić się na słowa krytyki. Ja zaczęłam przyjmować wygodnicką
        postawę obserwatora... stąd mój podziw dla aanki1. Nie daj sobie wmówić, że nie
        masz prawa do jakichkolwiek wątpliwości.
      • b-bis Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 18.03.04, 01:35
        aankaa1 - tracę wiarę w sens dyskusji... sad
        Napisałam szczerze i otwarcie co myślę na powyższy temat a Ty w tym widzisz
        krytykę a nawet potępienie Twojej Osoby... Qrcze gdzie... !!!
        No, gdzie i kogo ja krytykuję ?!? Uważam, że w życiu nie warto chodzić na
        skróty ale jak Ty wybierzesz drogę "przez trawnik", to nic mi do tego. To jest
        Twoje życie i Twoja decyzja. Jak będę miała tyle lat co ten dziadeczek na
        plantach to może ośmielę się komuś wskazywać właściwą drogę. Teraz wiem tylko
        tyle, że nie warto niszczyć zielonych trawników by robić sobie wygodne skróty,
        tak jak nie warto przerywać czyjegoś życia dla komfortu życia własnego... A co
        Twoim zdaniem jest warto zrobić...? To już Ty sama musisz sobie odpowiedzieć,
        jak przyjdzie co do czego... Tej ścieżki na plantach na szczęście nie
        zalegalizowano, bo wcześniej architekt wpadł na genialny pomysł i przesunął
        przystanek tramwajowy o parę metrów w bok, bliżej "legalnego" chodnika...
        ...Słowo daję, nie wiem czemu architekt tego świata nie ułatwia nam życia i od
        wieków każe się ludziom zastanawiać nad aborcją, eutanazją i tysiącem różnych
        problemów które napotykają na swojej drodze...
        W moim domu rodzinnym wszystko było podporządkowane potrzebom mojego brata.
        Adaś w wieku trzech lat miał poważny wypadek i resztę swojego życia spędził na
        wózku inwalidzkim - z nami a nie w ośrodku dla niepełnosprawnych. Samodzielnie
        niczego nie potrafił zrobić, nie mówił i prawdopodobnie nie miał pełnej
        świadomości tego co się z nim dzieje. Jako dziecko nie raz się buntowałam, bo
        nie było mi łatwo mieć takiego brata, ale teraz, kiedy Adama już z nami nie ma,
        strasznie mi go brakuje. I tak myślę sobie, jak to dobrze że moi rodzice przez
        te wszystkie lata nie wybrali żadnego skrótu... A czy wątpili w sens swojej
        drogi - pewnie tysiąc razy !
        Wątpliwości można mieć zawsze... I bardzo dobrze, że Ty je masz choć na
        początku zdawałaś się ich nie mieć... Jak sama piszesz: "Wątek założyłam bo
        chciałam się po prostu , najnormalniej na świecie dowiedzieć jak jest naprawdę
        z możliwością usunięcia ciąży".
        Idę spać, bo mój mąż grozi mi odstawieniem od łoża jak zaraz do niego nie
        przyjdę...

        Serdeczności przesyłam !



    • aankaa1 Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 17.03.04, 22:14
      Powoli zaczynam mieć serce na ramieniu gdy otwieram ten wątek.
      Gosiu, nie ujęłabym tego lepiej. Myślę bardzo podobnie. Ba, dokładnie tak
      samo. Nie wiem czy to jest aż euforia ale w każdym razie poprawia mi się.
      Mi też kiedyś spowiednik nie udzielił rozgrzeszenia. Było mi ciężko, nic złego
      nie zrobiłam, pragnęłam się zwierzyć, usłyszeć coś budującego. Tak jak sobie
      wyobrażamy rolę księdza - pasterza dusz. Usłyszałam: „po coś tu przyszła?”.
      Kościół woli prostych nieskomplikowanych wiernych, którzy wiedzą jaka jest
      prawda prawdziwa albo nauczyli się tak jak piszesz odklepywać formułkę.
      Wszyscy są zadowoleni. Czytałam niedawno: ten co zamordował człowieka dostał
      rozgrzeszenie, kobieta która zdecydowała się na aborcję już nie. Ja tu
      sprawiedliwości nie widzę. Takie i podobne zachowania budzą agresję i opór.
      Jak Ty nie wierzę ludziom, którzy wiedzą jak się zachowają w sytuacjach
      ekstremalnych. Budzą moją niechęć bo również „z moich skromnych obserwacji”
      wynika co innego. Im bardziej towar jest reklamowany tym mniej ma wspólnego
      reklama z rzeczywistością.
      Naprawdę nie ujęłabym tego lepiej.
      Wczoraj w Ekspresie Reporterów był reportaż o małej Zuzi. Mała urodziła się z
      poważną wadą, czasem trzeba ją reanimować kilka razy dziennie.... To śliczna
      dziewczynka, niesamowicie radosna, rumiane słoneczko i skarb. Jej Mama to dla
      mnie Bohaterka. Tak jak Sea. I tyko tacy ludzie, którzy zmagają się z ciężkimi
      doświadczeniami mają moralne prawo udzielać rad, potępiać czy rozgrzeszać.
      Reszta to właśnie takie sobie gdybanie. Dzięki.
      Wspierajcie zawsze swoich bliskich. Wszyscy tego potrzebujemy, zwłaszcza gdy
      niczego złego jeszcze nie popełniliśmy a targają nami jedynie wątpliwości.
      Dobranoc. Słodkich snów.
      • anatewka Re: Czy z. Downa jest wskazaniem do usunięcia cią 24.03.04, 23:34
        Saabena dziękuję za to co napisałaś- za "obronę" dzieci z ZD. Czytając ten
        wątek byłam przerażona że tak wiele dziewczyn tak przedmiotowo traktuje dzieci
        z Downem sad
        Jejku, przecież te dzieci są cudowne, co wam zrobiły ze uważacie iż prawo
        powinno zezwalać na zabicie ich?
        Mój starszy synek miał Zespół Downa i b. poważną wadę serca. Żył tylko 9 dni.
        Zrobiłabym wszystko żeby żył, był z nami. Zespół Downa to był najmniejszy
        problem.
        Gwoli wyjaśnienia: nikogo nie potępiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka