Chcę się z wami podzielić swoją "przygodą" ale i też zapytać.
Otóż byłam wczoraj, tj we wtorek u gina no i jak zwykle nie było stałego
lekarza. Za każdym razem kiedy tam przychodzę (szpital) jest inny ginekolog.
Wczoraj był jakiś staruszek, który był przygarbiony, ledwo chodził i na
dodatek chyba miał pierwsze oznaki parkinsona (trzęsła mu się broda, ręce i
czasem głowa)!!! Badanie cytologiczne wykonał koszmarnie- mam dużą nadżerkę,
gostek tak mocno przyciskał tym patyczkiem, że czułam każdy ruch i o mało się
nie popłakałam.. póżniej chciałam z nim porozmawiać, wiadomo,czasem są jakieś
pytania itp a on wstał i powiedział "dziękuję" i prawie mnie wygonił!! byłam
cała szczęśliwa, kiedy od niego wyszłam.
Dziewczyny, zdarzyło wam się coś takiego?? w tym wieku to już chyba
emerytura..aż strach się bać przed wizytą...
Pozdrawiam was wszystkie i życzę, żeby wam się nigdy coś takiego nie
przytrafiło