Dodaj do ulubionych

Rak piersi... to już rok...

02.01.06, 22:29
Witam

Właśnie mija rok, kiedy okazało się,że go mam. Byłam wtedy w 8 m-cu ciąży.
Gdyby nie Małgosia, śliczna, zdrowa i kochana, byłby to dla mnie najgorszy
rok mojego życia. Cieszę się, że mała ma już roczek za tydzień, ale
przypomina mi się też wszystko od nowa, całe leczenie, stres...
Czy są jeszcze jakieś dziewczyny, młode mamy, które też mają to za sobą?
Chciałabym popisać, powymieniać się myślami...
Obserwuj wątek
    • korneliap Re: Rak piersi... to już rok... 03.01.06, 07:21
      ja ide w czwartek na usg piersi. Zastanawia mnie dziwna budowa mojego 1
      gruczolu sutkowego jakby podzielony byl na pol. Jakos nie ufam mojemu ginowi ze
      taka moja budowa.

      W koncu podjelam meska decyzje ze trzeba sie zbadać, a wlasnie tak wiele kobiet
      jak ja odwleka to i odwleka

      Podziwiam Cie ze majac malenkie dziecko dalas rade jeszcze leczyc sie. Masz dla
      kogo.
      A czy możesz napisąc jak to sie stalo ze wlasnie w ciazy sie dowiedzialas?
      Wyczulas jakis guzek?
      Ja szczerze mówiac będąc w ciązy nawet nie badałam swoich piersi bo jak to w
      ciązy już pod koniec piersi byly ciągle nabrzmiałe w rozmiarze XXL.

      Piszesz ze chcesz sie wymienić doświadczeniami a szukałaś jakiegoś forum, może
      jest takie dla kobiet z rakie piersi?
      A może zalożysz na gazecie swoje własne?


      Pozdrawiam Cie serdecznie i życzę teraz tylko wspaniałych i bardzo radosnych
      chwil w życiu
      • mamamalgosi Re: Rak piersi... to już rok... 03.01.06, 11:23
        Guz nagle się pojawił, zrobił się naprawdę duży. Znalazlam go jak się myłam pod
        prysznicem. Nie bolał. Najgorsze jest to, ze mój gin. prowadzący ciążę, gdy do
        niego zadzwoniłam, powiedział, że na pewno się uderzyłam i mam sobie ściskać
        pierś bandażem !!! i że obejży to na kolejnej wizycie... za trzy tygodnie !
        Uspokoił mnie dodając, że różne dziwne rzeczy się dzieją w ciąży z piersiami.
        Jak zobaczył to zrobił mi biopsję, ale wynik przetrzymał dwa tygodnie. Aż mi
        się robi niedobrze jak o nim myślę. Dzień przed wigilią 2004 pojechałam do
        Poznania na Garbary i tak się zaczęła moja "przygoda" z rakiem.

        Badaj się badaj. Najlepiej idź do onkologa od razu. Ginekolog nie ma takiego
        doświadczenia, żeby ocenić coś "na oko". Oni najczęściej mówią, że to taka
        budowa, że samo zniknie, że młoda... a ja zachorowałam mając 28 lat i to w
        ciąży, gdzie ciąża niby chroni przed rakiem w pewien sposób. A rzadko który
        gin. w ogóle bada piersi sam z siebie.
        • no1teresa Re: Rak piersi... to już rok... 03.01.06, 14:25
          co do zachorowania "nagle", to czytalam, ze rak rozwija sie na ogol latami i
          dopiero, gdy osiaga wielkosc okolo 1 miliarda komorek, co najczesciej trwa jakie
          8 lat, dopiero w ogole jest mierzalny i wykrywalny przy pomocy aparatury;
          znacznie czulszym mierniiem jest nos psa- specjalnie szkolone psy wykrywaja
          raka(co potwierdza sie po jakims czasie), gdy wszelka inna dostepna diagnostyka
          komorek raka nie stwierdza;
          ja sadze, ze Twoja ciaza tylko ujawnila toczacy sie proces chorobowy
          • mamamalgosi Re: Rak piersi... to już rok... 03.01.06, 14:46
            Zgadza się, że latami. Takie też było zdanie lekarzy. Ale dopiero w ciąży urósł
            tak bardzo i szybko, że był wyczuwalny. Ponoć każdy ma raka... tylko nie zawsze
            się ujawnia...
            Co do psów to jestem raczej sceptyczna, nigdy o tym nie słyszałam ani
            czytałam... a czytam dużo na ten temat.
            • joisana Re: Rak piersi... to już rok... 03.01.06, 15:50
              Po prostu wiele nowotworów łagodnych pod wpływem hormonów, czy to leków, czy
              naturalnego bumu jakim jest ciąża i laktacja wielkokrotnie przyspiesza swój
              rozwój i w wielu przypadkach dochodzi do uzłośliwienia. Np. typ nowotworu który
              ja miałam jest hormonozależny, pod wpływem ciąży lub pigułek anty. może ulec
              uzłośliwieniu, i własnie tak się stało w moim przypadku-brałam Diane35 bez
              badań, na piękne oczy przepisaną przez gina. Ciąża zadziałałaby tak samo-
              stwierdzenie onkologa.

              Dlatego tak ważna jst konsultacja każdej zmiany przez onkologa, ginekolodzy
              doradzają obserwację, leczenie farmakologiczne i nieostrzegają że przy
              łagodnych zmianach w piersiach absolutnie przeciwskazane jest :leczenie
              hormonalne, ciąża i karmienie piersią. Jeśłi chcemy to robić, najpierw guz
              trzeba usunąć, a to i tak nie da gwarancji, niestety sad.
    • joisana Re: Rak piersi... to już rok... 03.01.06, 08:40
      Witaj, ja nie miałam raka, a 2fibroadenomy z niewielkim procentem komórek
      aplastycznych, zdążyłam je usunąć na czas (w ostatniej dosłownie chwili bo guzy
      rosły i złośliwiały w zastraszającym tempie)), obyło się bez leczenia
      towarzyszącego, miałam wtedy 19 lat i lekarze równcześnie zdiagnozowali u mnie
      niepłodność. Szczęśliwym trafem 4 lata później urodziąlm córkę, z pwododu
      nowotworu w wywiadzie nie karmiłam piersią, ale martwiło mnie nie to, a fakt,
      czy guz nie wróci, i czy aby te zakichane aplastyczne komórki nie czają się
      gdzieś we mnie, po pięciu latach od zabiegu wzięłam głębszy oddech, potem
      następne, a dziś moja córka ma prawie pięć la! I już nie przychodzi mi do głowy
      myśł, że pszyszłoby mi ją zostawić. Ale martwię sie na ile była moja choroba
      dziedziczna i czy moją córkę też to czeka sad. Ale matki już tak mają zawsze
      martwią się na zapas wink. Na pewno po moich doświadczeniach moja córka bedzie
      wiedziała, że badać sie należy jak najwcześniej, że kampanie na rzecz walki z
      rakiem piersi pomijają istotną prawdę, że rak dotyka tez całkiem młodych
      dziewczyn, że żadna z nas nie jest bezpieczna.

    • Gość: sara Re: Rak piersi... to już rok... IP: *.pth0601.pth.iprimus.net.au 03.01.06, 10:52
      a jakie badania mieliscie czy tylko usg zdola pokazac ze cos jest nie tak???
      ja mam usg robione co roku i nic nie wykazuje na nim a w piersi jest takie
      ztwardnienie czy jesli by to bylo cos zlego to by wyszlo od razu na usg czy
      potrzbne jest mamogram mam 37 lat
      • mamamalgosi Re: Rak piersi... to już rok... 03.01.06, 11:28
        Jak się bardzo tym niepokoisz to myślę, ze możesz zrobić mammografię. Zawsze
        lepiej zrobić więcej badań, niż o jedno za mało. Ważne, żeby badać piersi co
        miesiąc, by zauważyć nie tyle jakieś grudki, czy guzki, bo te chyba wszystkie
        mamy zwłaszcza przy dużym biuście, ale czy się coś zmieniło, np. czy urosły.
        • Gość: sara Re: Rak piersi... to już rok... IP: *.pth0601.pth.iprimus.net.au 03.01.06, 12:41
          dzieki za szybka odpowiedz wlasnie wrocilam od lekarza i mam skierowanie na usg
          i na mammogram tez i chyba po tym bede spokojniejsza zwlaszcza ze biore
          tabletki anty
    • Gość: Ola Re: Rak piersi... to już rok... IP: *.keypublishers.com 03.01.06, 22:52
      Czesc,
      Ile masz lat?
      Ja tez jestem po operacji, i w trakcie leczenia. Dla mnie to juz 20 miesiecy od
      diagnozy. Mialam 29 lat. Dobrze ze juz mialam dwoje dzieci, wtedy 3 lata i 2
      lata.
      Jakie masz leczenie? mialas chemie? Mi sie udalo i chemie zastapili terapia
      zoladex + tamoxifen. Jakos doszlam do siebie, najgorsza byla mysl ze osieroce
      dzieci... ale teraz juz jestem znow pelna energii, zaczelam pracowac i ciesze
      sie zyciem bardziej chyba niz moje kolezanki.
      Po tym wszystkim teraz jestem szczesliwa ze choc bez piersi (ale po
      rekonstrukcji) jestem zdrowa.
      Pozdrawiam, Ola
      • no1teresa Re: Rak piersi... to już rok... 03.01.06, 23:30
        Olu, ciesze sie, ze kryzys zostal pokonany, ale czy poczynilas jakies zmiany w
        swoim zyciu ? poważna choroba to sygnał, że potrzebne są gruntowne zmiany w
        sposobie życia, zwlaszcza odżywiania, myślenia, nastawienia, rozumienia zdrowia
        - wszystko ma sluzyc optymalnemu dzialaniu systemu immunologicznego; w
        przeciwnym razie wraczasz do tych samych warunkow wyjsciowych i szansa na
        powtórkę jest duża
      • mamamalgosi Re: Rak piersi... to już rok... 04.01.06, 20:15
        Mam do Ciebie pytanie ola, o rekonstrukcję. Zamierzam też zrobić... jeszcze nie
        teraz, bo za wcześnie w moim przypadku.Chciałabym wiedzieć gdzie robiłaś i czy
        jesteś zadowolona, jaką metodą?
    • Gość: sara Re: Rak piersi... to już rok... IP: *.020.dsl.pth.iprimus.net.au 04.01.06, 01:05
      ja mam male pytanko to dziewczyn ktore przeszly ta chorobe czy wasze mamy albo
      babcie tez mialy ?????
      • joisana Re: Rak piersi... to już rok... 04.01.06, 10:11
        U mnie w rodzinie zero nowotworów, za to dziedziczne zaburzenia hormonalne,
        PCO, hiperprolaktynemia, a te mają duży wpływa na rozwój gruczolakowłóniaków,
        które nieleczone i poddane działaniu sprzyjających warunków prawie zawsze
        złośliwieją.
        • sofi84 fibroadenoma? 04.01.06, 10:30
          dziewczyny czy ktos mial cos takiego jak fibroadenoma ktora potem
          przeksztalcila sie w raka? mam guzek w piersi ale lekarz kazal go tylko
          obserwowac
          • joisana Re: fibroadenoma? 04.01.06, 11:14
            Fibroadenoma (gruczolakowłókniak) nie przkształca się w raka tylko złośliwieje,
            rak totylko nazwa jednego z nowotworów złośliwych.
            Jak każdy nowotwór łagodny, pod wpływem sprzyjających czynników. Może to sioę
            stać za kilkadziesiąt lat, albo równie dobrze za kilka miesięcy. Przeczytaj mój
            post wyżej, czynnikami działającymi jako katalizator na nowotwory silnie
            hormonozależne jak fibroadenoma są hormony(lub ich niedobór), czy to w
            procesach naturalnych(ciąża, laktacja, menopauza) lub podawane jako leki. Ale
            proces złośliwienia wyzwolić mogą silne promieniowanie jonizujące, czynniki
            mechaniczne, wirusy, a czasem wystarczy sam czas(odpowiednio długi i starzenie
            się organizmu). Generalnie diagnozować piersi powinni wyłącznie onkolodzy, i
            oni podejmują decyzję co do dalszego postępowania, czasem decydują się na
            obserwację, ale powinni uprzedzić, że pewnych żeczy Ci nie wolno, jeśli tego
            nie zrobią, to niestety źle o nich świadczy. Ponadto prędzej czy później
            konieczny jest zabiegg usunięcia, i nie widzę powodu aby to przeciągać w
            czasie, już nie mówiąć o tym, że ostateczna diagnoza zawsze postawiona być
            dopiero może po badaniu histopatologicznym po zabiegu usunięcia. Biopsja, USG i
            mammografia dają tylko diagnozę prawdopodobną, która może ale nie musi zostać
            ostatecznie potwiedzona.
        • korneliap Re: Rak piersi... to już rok... 04.01.06, 14:40
          hm a ja wlasnie mam za wysoka prolaktyne od zawsze.
          Jutro ide na usg.
    • mamamalgosi Re: Rak piersi... to już rok... 04.01.06, 11:34
      Widzę, że wzbudziłam trochę zainteresowania tym wątkiem. To dobrze... choć
      temat niewdzięczny lecz ważny.

      Ola:
      Mam 29 lat... zachorowalam rok temu. Mój rak jest hormonoNIEzależny.Przeszłam w
      kolejności:
      Wycięcie guza (tylko to bo byłam w ciąży)
      po tygodniu poród przez cesarkę... wszystko ok.
      po pięciu dniach pierwsza chemia - czerwona podawana co 3 tyg. 6 serii
      po czwartej chemmi operacja - wiadomo jaka
      po trzech tygodniach po zakończonej chemioterapii radiorerapia - 20 naświetlań.
      Nie dostaję żadnych leków. Jeżdżę na kontrole. Często mam sprawdzane markery na
      pierś i jajniki.
      Zapisałam się też do poradni genetycznej. Babcia miała raka jajnika. Nie mam
      zmutowanego genu BRCA1. Co mnie cieszy ze względu na córecznę.
      • joisana Re: Rak piersi... to już rok... 04.01.06, 11:43
        I to jest przerażające, nie masz mutacji w genie, a jednak jesteś chora sad.
        Nikt nie jest bezpieczny.
        I bardzo dobrze, że znów na forum mamy w tej kwestii ruch, większość dziewczyn
        nic na ten temat nie wie, myślą, że przed 35 rokiem życia nic im nie grozi,
        kampania w Polsce w tej materii ma wiele niedociągnięć
        • mamamalgosi Re: Rak piersi... to już rok... 04.01.06, 12:17
          Budżet by nie wytrzymał gdyby tak jeszcze młode dziewczyny chciały się badać...
          Polska to taki dziwny kraj, że badania robi się 60-ciolatkom a nie kontroluje
          się młodych. Wydaje mi się ze taniej jest zapobiegać niż leczyć.
          Ja się "cieszę", że zaczęłam leczenie w styczniu, byla jeszcze kasa i nikt mi
          nie żałował na dodatkowe badana.
          A już najbardziej mnie zbulwersowała wiadomość w ubiegłym roku, jesienią jakoś,
          że NFZ nie będzie płaciła na chemioterapię chorych o zbyt dużej powierzchni
          ciala!! tzn. za wysokich i ze zbyt dużą wagą. Jak w ogóle można robić takie
          krytera.
          • joisana Re: Rak piersi... to już rok... 04.01.06, 12:48
            Takie czasy, taki kraj, to smutne, ale przecież sami wybieramy władzę, i
            niczego się jeszcze nie nauczyliśmy jako społeczeństwo.
            Ja sobie narzekam, bo na wyborach byłam, mimo, że moi kandydaci przegrali, ale
            wkurza mnie kiedy komentują i narzekają Ci którzy nawet się do urn nie
            pofatygowali.
            Ponieważ nie można liczyć na państwową opiekę, trzeba liczyć na siebię, samemu
            się badać, i płacić za leczenie, to przerażające, bo to ogromne koszty, a bez
            tego ...strach się bać.
            • mamamalgosi Re: Rak piersi... to już rok... 04.01.06, 14:49
              Tak, dlatego trzeba się interesować swoimi sprawami, dużo czytać, być
              przewrażliwionym, wymuszać na lekarzach wszystko co nam się należy a nie
              wysłuchiwać ich bagatelizowania i odkładania wszystkiego na później.
      • monis84 Re: Rak piersi... to już rok... 05.01.06, 00:25
        <" Babcia miała raka jajnika. "
        Dosyc niedawno mialam zajecia w poradni onkologicznej dotyczace raka
        piersi.Dowiedzialam sie naprawde wielu rzeczy odnosnie tej choroby.Studiuje
        fizjoterapie,wiec glownym celem bylo nauczenie nas wlasciwej rehabilitacji
        kobiet po mastektomii ale nie tylko.Mialam kontakt z pacjentkami,uczestniczylam
        w zajeciach gimnastycznych,masazu itp.Wiele pacjentek opowiadalo o sobie i
        dowiedzialam sie,ze wlasnie....podobno rak jajnika i rak piersi sa bardzo
        powiazane ze soba i jezeli matka badz babcia maja ktorys z tych
        nowotworow,istnieje ryzyko zachorowania rowniez...i to nie koniecznie na ten
        sam.Wiec mysle,ze stad ta Twoja choroba.Trzymaj sie!Cieplutko Cie pozdrawiam i
        gratuluje coreczki!!!smile
      • Gość: Ola Re: Rak piersi... to już rok... IP: *.keypublishers.com 13.01.06, 22:41
        Czesc MamaMalgosi,
        Moj rak byl hormono zalezny, 1 stopien (czyli najlagodniejszy ze zlosliwych),
        dosc duzy bo 3.5 cm jak go wycieli. Niestety mialam juz przezuty do wezlow
        chlonnych, ale bardzo minimalne.
        Zrobilam sobie badania genetyczne - wyszly negatywne, moja mama i mamy ciotka
        mialy raka piersi. (mamy ciotka w wieku 70 lat, mama - 50 lat a ja 29... czyli
        co pokolenie to diagnoza przesuwa sie o 20 lat)

        Chemii uniknelam cudem, po pierwsze juz jako dziecko bylam leczona chemia (rak
        nerek z przezutami na pluca) i radioterapia wiec druga chemia ze wzgledu na moj
        stan zdrowia nie byla wskazana. W ten dzien jak mialam zaczac chemie, moj
        onkolog po konsultacji z innymi lekarzami zastosowal leczenie zoladexem w
        polaczeniu z tamoxifen - ta metoda jest nowa i tylko dla kobiet z
        hormonozaleznym rakiem.
        Zoladex (comiesieczny zastrzyk w brzuch) powoduje menopauze, czyli jajniki
        przestaja produkowac estrogen, no i w wieku 30 lat mam uciazliwe objawy
        menapauzy.... sad ale zawsze to lepsze niz chemia. Leczenie trwa dwa lata, mi
        jeszcze zostalo 6 miesiecy)

        Mamo Malgosi, jak radzilas sobie z malenstwem przechodzac chemie? Dla mnie
        najgorsza byla swiadomosc ze strace wlosy... wtedy zaczelam nowa prace i nie
        chcialam aby wszyscy wiedzieli co mi dolega. Zwierzylam sie tylko najblizszym
        osobom, ale nie chcialam aby caly swiat wiedzial ze mam raka.

        Planujesz wiecej dzieci? Czy cala ta choroba wplynela na twoj stosunek do zycia
        i na twoj zwiazek z mezem?

        Trzymaj sie i zycze zdrowka.

    • Gość: sara Re: Rak piersi... to już rok... IP: *.020.dsl.pth.iprimus.net.au 04.01.06, 13:13
      tak jest ja nie mieszkam w Polsce i tez za wszystko place i mam od razu jak
      panstwowo to trzeba czekac miesiacami a czasami moze byc za pozno
      lekarz mi przepisal hormony nawet mi cisnienia nie zbadal czyli wszedzie jest
      podobnie
    • Gość: Gunia Re: Rak piersi... to już rok... IP: *.chello.pl 04.01.06, 21:56
      Ojj, ja jestem przewrazliwiona na punkcje swoich piersi. Pierwszy raz na usg
      oraz u onkologa bylam w wieku 18 lat, panie sie ze mnie smialy (doslownie),
      teraz na usg chodze co pol roku. Mam 2 torbielki, jedna 4mm, a druga 7,4mm sad
      Dziewczyny, trzymajcie sie! Znam jedna pania, taka serdeczna, usmiechnieta,
      zawsze z dobrym slowem dla kazdego. Ojjj, az milo sie robi gdy sie o niej
      mysli. Ktoz by przypuszczal, ze owa kobieta stracila obie piersisad Bo zawsze z
      glowa do gory, bo zawsze tak...jakby ja wlasnie jakies male szczescie po drodze
      spotkalo.
      • mamamalgosi Re: Rak piersi... to już rok... 04.01.06, 22:03
        Bez piersi można żyć... byleby już nie wróciło diabelstwo.... i zeby tak
        przestać o tym myśleć
        • korneliap Re: Rak piersi... to już rok... 05.01.06, 07:40
          dzis ide na usg piersi Jeszcze wczoraj podchodzilam do tego rutynowo jak do
          kazdego badania a dzis od rana telepie mną paniczny strach.
          Boję się ze nie dam rady tam wejśc albo zwieję spod drzwi gabinetu.
          • mamamalgosi Re: Rak piersi... to już rok... 05.01.06, 10:33
            nie ma się co martwić na zapas, trzeba badania traktować jako upewnienie się,że
            nic nie dolega a nie zakładać z góry, że będzie nie tak.

            Powodzenia... choć już pewnie jesteś po
            • korneliap Re: Rak piersi... to już rok... 05.01.06, 10:55
              ide dopiero na 12 30
              czytam strone www.rakpiersi.pl
              gdzie pisze ze jednym z czynnikow ryzyka jest podawanie sie czestym
              rentgenom,promieniowanie
              a jak w przeslosci mialam mnostwo rtg ze wzgledu na kregoslup sad
              • mamamalgosi Re: Rak piersi... to już rok... 05.01.06, 11:08
                we wszystkim można się doszukać przyczyn... nie dajmy się zwariować... może nie
                czytaj narazie takich stron, spokojnie się zbadaj, na pewno wszystko będzie ok.
              • korneliap Re: Rak piersi... to już rok... 05.01.06, 16:13
                bylam Lekarz powidzial ze jest Ok A ta moja lewa piers co wydaje mi sie ze ten
                gruczol sklada sie z 2 czesci to powiedzial ze taka moja uroda, ze mam
                ziarnista czy cos takiego budowe piersi.

                Ulzylo mi.
                • mamamalgosi Re: Rak piersi... to już rok... 05.01.06, 20:36
                  No to się cieszę razem z Tobą smile Oby wszystkie dziewczyny słyszały dobre
                  diagnozy smile
                  • korneliap Re: Rak piersi... to już rok... 06.01.06, 07:08
                    Oby wszystkie dziewczyny się badały bo zwykle (tak samo jak ja) to odwlekamy!
      • Gość: reksika Re: Rak piersi... to już rok... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.06, 19:57
        Ja w wieku 21 lat miłam wycięte 2 guzy z piersi. Moja mama miała usunięty
        jajnik, a ja brałam tabletki antykoncepcyjne- Diane 35. Mój lekarz ginekolog
        (dodam, że prywatny, żeby nie było, że zrobił to z oszczędności) nawet się nie
        zająknął o możliwości zbadania hormonów przed podaniem mi tabletek. Dzisiaj
        sobie pluję w brodę, bo to niestety przyczyniło się do mojej dzisiejszej
        sytuacji. Niestety mam nowe guzy, następna wizyta u onkologa dopiero za dwa
        miesiące. Mam małe piersi i nawet nie ma mowy o mammografii, tylko usg. Moje
        guzy co prawda nie były złośliwe, ale nie wiem co będzie za kilka lat. Bardzo
        się boję, tak bardzo chciałabym urodzić chociaż jedno dziecko. A jak tu planować
        przyszłość? Wpadłam w niesamowitą depresję, nic mnie nie cieszy, niczym nie
        potrafię się zainteresować. Mam pociętą jedną pierś i blizny - jak mam gorsze
        dni to do tej pory mnie bolą. Przepraszam, że sie rozczulam tutaj nad sobą,
        wiele z Was przeżyło piekło w porównaniu ze mną. Nawet nie mam komu się
        wypłakać. Mój chłopak mnie pociesza, ale twierdzi że histeryzuję. Jak dalej żyć
        czekając tylko na najgorsze? Jak to robicie?
        • mamamalgosi Re: Rak piersi... to już rok... 05.01.06, 20:34
          Nie możesz zamatrwiać się na zapas. Ważne żeby się kontrolować, jak się w porę
          zauważy coś niepokojącego to wtedy szybko działać a na pewno nie będzie za
          późno. Ja na Twoim miejscu poszłabym też do onkologa, tak żeby mieć i jego
          opinię i stałą opiekę.
          Co do tabletek, to jestem przeciwniczką ich brania, wiele się nasłuchałam, że
          one są przyczyną zmian w piersiach. Natomiast ja nigdy nie łykałam hormonów a i
          mnie dopadło i to bardzo złośliwe, więc nie ma reguły.
          Zrób sobie badania genu BRCA1 skoro mama miała coś z jajnikiem.
          Pozdrawiam i głowa do góry, nie rozmyślaj za dużo, bo stres też działa
          niekorzystnie smile
          • Gość: reksika Re: Rak piersi... to już rok... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.06, 19:07
            Dziekuję Ci mamomałgosi za ciepłe słowa. Jestem pod stałą opieką onkologa
            (szkoda że niestety tylko raz na pół roku wizyta, jeśli się uda zapisać, a
            wiadomo jak to jest), tabletek nie biorę od momentu, kiedy dowiedziałam się o
            pierwszych guzach. Bardzo zainteresowały mnie badanie tego genu, poszukam więc
            informacji na ten temat. Szczerze mówiąc pierwszy raz o nim słyszę.
            Pozdrawiam Cię i wszystkie Panie z tego forum.
            • mamamalgosi Re: Rak piersi... to już rok... 06.01.06, 19:27
              Ja robiłam badania w poradni genetycznej w Poznaniu w Wielkopolskim Centrum
              Onkologii na Garbarach. Myślę, że u onkologa uzyskasz info. gdzie możesz takie
              badanie zrobić a może nawet Cię skieruje (tu nie wiem jaka jest procedura
              bezpłatnego badania). Albo poszukaj w inrenecie.
              Powodzenia smile
    • Gość: sara Re: Rak piersi... to już rok... IP: 211.26.46.* 05.01.06, 14:44
      czy was ta piers bolala ?? mnie tak boli jakby z boku u gory ale nic tam nie
      wyczuwam no i jakby mi do reki szlo
      troche sie boje tego mammogramu bo ponoc bardzo boli jak to robia ale nic musze
      isc bo sie bede dreczyc do konca
      • monis84 Re: Rak piersi... to już rok... 05.01.06, 21:36
        Po Twoim opisie,mysle ze to moga byc wezly chlonne.Dobrze by bylo pojsc do
        lekarza,bo z wezlami nie ma zartow.Ale to nie znaczy,ze kazdy bol w okolicy
        wezlow chlonnych oznacza raka!Pozdrawiam
    • Gość: sara Re: Rak piersi... to już rok... IP: 211.26.46.* 06.01.06, 00:52
      no i raz boli raz nie boli i jak dotykam to wiecej
      • monis84 Re: do Sary 06.01.06, 13:37
        Radzilabym jednak pojsc do lekarza
    • mamamalgosi A znacie jakieś kobiety po rekonstrukcji??? 07.01.06, 12:49
      Interesuje mnie wszystko na ten temat. Czy są zadowolone, gdzie robiły, jaką
      metodą, jaki jest koszt dalszych korekt takiego odtworzonego cycka czyli
      brodawka itp.
      Piszcie smile
      • Gość: L Re: A znacie jakieś kobiety po rekonstrukcji??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.06, 20:33
        Też mnie to interesuje. Czy takie piersi wyglądają naturalnie? Czy nie bolą?
    • kaja5013 Re: Rak piersi... to już rok... 07.01.06, 13:41
      W grudniu minal rok jak moja mama stracila piers.Nikt w mojej rodzinie nie
      chorowal na raka,mama w zyciu nie brala zadnych tabletek anty,nie pila,nie
      palila prowadzila zdrowy tryb zycia.Pytanie skad to chorobsko?Troche czytalam
      na ten temat i chyba juz wiemsmirkTRES!33 lata z alkoholikiem moim ojcem.Gdy
      lezala oslabiona po chemii potrafil robic awantury,wyzywac ja i zyczyc jej
      szybkiej smierci.Minal rok i na dzien dzisiejszy wyniki sa dobre.Tylko co z
      tego jesli kazdego dnia znow sa wyzwiska i awantury.Jak ta kobieta ma byc
      zdrowa?
      • monis84 Re: Rak piersi... to już rok... 07.01.06, 15:40
        Bardzo Tobie i Twojej mamie wspolczuje ale rak piersi nie bierze sie ze
        stresu.Ale rozumiem,ze osoba do pelnego wyzdrowienia potrzebuje
        spokoju,bliskosci rodziny i milosci.Na szczescie ma Ciebie.
        • kaja5013 Re: Rak piersi... to już rok... 07.01.06, 19:11
          Jak juz pisalam czytalam duzo na ten temat i wiem ,ze stres to czesta
          przyczyna raka.Sama onkolog mojej mamy stwierdzila,ze musiala ona przezyc w
          zyciu wielki stres.Nie wazne.Wazne,ze zyje i jest dzis ze mna.Usmiecha sie i
          planuje przyszlosc.
      • mamamalgosi Re: Rak piersi... to już rok... 07.01.06, 18:04
        Witaj Kaja.
        Rak nie zawsze musi mieć jakąś przyczynę. Często bierze się z nikad, tzw.
        zachorowanie populacyjne. Raków dziedzicznych jest tylko 10%.
        Współczuję Twojej mamie braku wsparcia ze strony męża. Nie wyobrażam sobie,
        jakbym to zniosła, gdyby nie mój mąż. Na pewno ma oparcie w Tobie i to jej
        pomaga oswoić się z chorobą.
        Pozdrawiam
      • Gość: Teresa Re: Rak piersi... to już rok... IP: *.net-serwis.pl 07.01.06, 18:28
        tak, stres- zwlaszcza dlugotrwaly jak w Waszym przypadku, straszliwie oslabia
        system immunologiczny, zaburza rownowage wewnetrzna i zakloca wszystkie procesy
        (przy sprawnym systemie odpornosciowym zdegenerowane rakowe komorki sa latwo
        wylapywane i niszczone)
    • Gość: baba Zmobilizowałyście mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.06, 20:13
      postanowiłam iśc w tym tygodniu na usg.Zawsze to odkładałam i teraz
      powiedziałam stop!Nie żebym wykryła jakieś zmiany, ale dla kontroli, zwłaszcza,
      że przez 3 lata brałam tabletki anty.
      Wiadomo-nikt nie lubi chodzic na badania podwyzszonego ryzyka jak ja to
      nazywam, bo boimy sie, żeby cos nie wyszło. Ale trzeba się przemóc i juz.
      • mamamalgosi Re: Zmobilizowałyście mnie 07.01.06, 20:46
        Hmmm... oby wszystkie baby tak właśnie myślały i postępowały smile
    • Gość: sara Re: Rak piersi... to już rok... IP: *.027.dsl.pth.iprimus.net.au 08.01.06, 04:10
      wyczytalam ze mammogram wykrywa zniany na 2-4 lata do przodu a bierze 7lat zeby
      guz wyrosl na 1cm
    • mamamalgosi Dziewczyny !!! badajcie się 09.01.06, 10:37
      Podciągam wątek. Chcę Was namawiać do badania piersi. Jak jesteście u
      ginekologa to zawsze proście o badanie piersi - często o tym "zapominają".
      • Gość: Kasia Re: Dziewczyny !!! badajcie się IP: 82.146.225.* 13.01.06, 18:41
        Witam wszystkie Panie mam 35 lat i dwie córeczki 4 i 10 lat w październiku
        stwierdzono u mnie gruczolako-włokniaka , zrobiono biposję która nie wykazała
        iż jest on złośliwy wczoraj robiłam mammografię i nie wykazała żadnego guzka ,
        a pan doktor wczoraj badając mnie powiedział że ma nadzieję iż jesyto zmiana
        banalna i niegrożżźna więć ja mam taką również,zwłaszcza a przede wszystkim
        patrząc na moje dzieci. Pozdrawiam Was wszystkie i życzę wszystkiego co
        najpiękniejsze czyli zdrowia
        • Gość: też Kasia Re: Dziewczyny !!! badajcie się IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.01.06, 21:14
          Błagam, badajcie się!
          Szkoda życia. Warto!
          Zróbmy coś, żeby jeszcze bardziej uczulić kobiety na badanie piersi. Może ktoś mi pomoże. Moja mama jest chora. Wiem co to znaczy.
          Podciągajcie ten wątek.
          BADAJCIE SIĘ KOCHANE!
          Podciągajmy ten wątek, proszę...
        • ela38 Do Kasi 13.02.06, 12:47
          Pislam gdzies wyzej o swoim przypadku. Jestem 3 miesiace po mastektomii, teraz
          na terapii hormonalnej. NIedawno robilam USG pozostalej piersi i pani doktor
          powiedziala mi, ze 10% rakow nie jest widocznych na usg, 12% na mammografii, a
          kolejne 10% ani na mammografii ani na usg. Nie chce Cie straszyc, ale dla
          wlasnego bezpieczenstwa przebadaj sie. Ja po wykryciu guzka bylam u 3 onkologow
          (z wynikami USG i mamm.), wszyscy tweirdzili, ze to zmiany lagodne, jeden
          wspomnial, ze jak mi bardzo przeszkadza, to moge sobie wyciac. Nie
          przeszkadzalo mi, ale wycielam. Po tygodniu byly wyniki histopatologiczne i od
          razu wyladowalam na stole operacyjnym. Tylko usuniety guz mozna zbadac na 100%.
      • anda_anda Re: Dziewczyny !!! badajcie się 14.02.06, 13:08
        dziękuję za ten wątek, dziewczynysmile jest przestraszająco-pocieszający i
        niewątpliwie potrzebnysmile

        melduję się dziś po wizycie u onkologa. Od 3 lat robię usg co pół roku -
        najpier miałam torbiele, potem pojawił się jakiś guzek, zrobiłam biopsję i niby
        wszystko jest ok, nie rośnie, nie zmienia się, ale wolałam to sprawdzić, tym
        bardziej, że moja mama miała w ubiegłym roku mastektomię. Wrazenia z
        dzisiejszej wizyty mam takie sobie - poczułam sie nieco "zbyta", pani doktor
        więcej czasu poswiecała rozmowie z pielęgniarką niż ze mną, ale plusem jest to,
        ze dostałam skierowanie na mammografię, którą zrobiłam od razu po tej wizycie
        (ooo, jak to boli!). "Na oko" pani doktor wszystko wygląda ok, czekam teraz na
        wyniki i liczę na to, że będzie ok. Z tego, co widzę w tym wątku, przeważa
        opinia, żeby wycinać wszystkie paskudztwa z piersi, nawet te łagodne, więc
        psychicznie zaczynam się już nastawiać, że i mnie to czeka. Pewnie część z Was
        leczyła się w warszawskim Centrum Onkologii - może podzielicie się opiniami o
        lekarzach? ja trafiłam dziś do doktor - chyba, bo nie przeczytałam na
        pieczątce, a nie mam żadnych papierów już - Leśniak. Znacie? możecie coś o niej
        powiedzieć? na kontrolne usg chodzę do dr. Iwaszkiwicza

    • kaja5013 Re: Rak piersi... to już rok... 13.01.06, 21:25
      Kobitki badac sie!!!!!!!!!!!!!!!!!Podpisuje sie pod tym.Jade z mama w
      poniedzialek do kontroi i jak zawsze trzymam kciuki.Musi byc dobrze.Najgorszemu
      wrogowi nie zycze biopsji,chemii, radioterapii itd. wiec badac sie dziewczyny
      bez wzgledu na wiek!!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: gosia Re: Rak piersi... to już rok... IP: *.ath23.cas.hol.gr 13.01.06, 22:27
      Oczywiscie tez namawiam wszystkie do badania.Ja sama badam sie co jakis
      czas ,ale nic nie wyczulam.We wtorek bylam na kontrolnym Usg piersi i lekarz
      wykryl guzka hypoechogenicznego o srednicy 11mm o rownych granicach.
      Czy ktoras wie co to znaczy?Kazal zrobic biopsje i ewentualnie wyciac.
      Dzisiaj dzwonilam do swojej ginekolog i ta stwierdzila,zeby zaczekac ok.2
      miesiecy i zobaczyc czy urosnie.Jutro ide do innego lekarza.Sama nie wiem co
      robic.Boje sie okropnie.
      • ela38 do Gosi 13.02.06, 12:49
        Przeczytaj sobie t, co pisalam na gorze. Mi tez jeden onkolog kazal czekac trzy
        miesiace, zeby zobaczyc, czy rosnie. Po tym czasie zrobilam USG, okazalo sie,
        ze nie rosnie, wiec kazal mi przyjsc na USG kontrolne za rok. Pewnie bym go nie
        doczekala. Moja madra ginekolog namowila mnie na wyciecie, wycielam, byl
        zlosliwy.
    • Gość: Ola Po rekonstrukcji IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 14.01.06, 07:30
      Kochane dziewczyny,
      Mysle ze nie nalezy bagatelizowac zadnej zmiany w piersiach. Lekarze jednak nie
      biora powaznie takich zmian u mlodych kobiet... Mieszkam w Kanadzie i nawet tu
      gdy chodzilam na kontrolne USG to traktowali mnie jakbym szukala sobie chorob.
      Po roku okazalo sie ze ten niegrozny guzek jest rakiem, z tym ze wyrosl z 1 cm
      do 3.7 cm... i przezuty do wezlow chlonnych. Mialam mastektomie, od razu z
      rekonstrukcja. Wszczepiono mi tymczasowy implant - tissue expander (tak to sie
      nazywa po angielsku... ) co pare tygodni wstrzykiwano mi tam troche roztworu
      solnego aby skora sie naciagnela. Zwlekalam z wymiana na staly implant rok od
      mastektomii (moglam to zrobic po 4 miesiacach). Dodam ze wstrzykiwanie roztworu
      solnego aby naciagnac skure nie bylo bolesne, i tak stracilam czucie w tej
      piersi i pod pacha.
      Mam wiec implant... czuje sie z tym dobrze i wyglada to naturalnie jak jestem w
      staniku. Teraz musze zabrac sie za rekonstrukcje sutka. Odwlekam to tez, jakos
      nie spieszy mi sie, musi uplynac troche czasu pomiedzy tymi zabiegami - jakos
      tego tak potrzebuje...
      W dotyku piers jest bardzo miekka, troche twardsza od normalnej, ale czuje sie
      dobrze, naturalnie, wcale nie przeszkadza mi ze mam tam implant. Przed operacja
      zastanawialam sie czy powinnam miec rekonstrukcje odrazu czy za jakis czas.
      Postanowilam ze jak to zrobie w tym samym czasie co mastektomia to bedzie mi
      lzej na duszy, no i oszczedze sobie jednej operacji. Nie zaluje. Moge normalnie
      nosic stroj kapielowy, i nie czuje tak bardzo ze mi tej piersi brakuje.
      Czasami tylko jak patrze na ta blizne to jest mi tak przykro... zycie juz nigdy
      nie bedzie takie samo, ta piers jest po prostu "sparalizowana", bez czucia, ...
      Implant mam wszczepiony pod miesen, latwiej jest w ten sposob badac a takze
      implant sie nie przesuwa. Czasami tylko jak napne miesnie czy nawet przedramie
      to piers nabiera nienaturalnego ksztaltu, miesnie sciskaja implant.
      Przedemna rekostrukcja sutka, robia to przy znieczuleniu miejscowym, w planie
      mam pobranie tkanki z warg sromowych (malutki kawaleczek aby uformowac sutek) a
      aureole bede miala tatuowana. Troche sie boje, ale przeszlam juz tyle operacji
      i w dziecinstwie (rak nerek) i teraz, ze jakios przezyje.
      Przed operacja ogladalam rozne medyczne filmy o rekonstrukcji - nie warto bylo
      bo lepiej nie wiedziec co cie czeka, a w tych programach byly glownie starsze
      kobiety a to juz inaczej wyglada, bylam przerazona i zalamana. W rzeczywistosci
      nie jest to takie strasznie. Tak na codzien wcale nie mysle o tym, czuje sie
      zdrowa i normalna ale czasami tylko przychodzi taki moment pelny smutku,
      zalu, ... wtedy mysle ze moglo byc gorzej. Rak piersi przynajmniej chyba
      najlatwiej jest wyleczyc, piersi to nie organ potrzebny do zycia, raczej
      kosmetyczny no i pokarm dla dzieci ale ja juz wykarmilam moje dzieci.
      Mlodsza coreczke karmilam 18 miesiecy... juz wtedy cos sie dzialo ale lekarz mi
      powiedzial ze jestem za mloda, niepalaca, wysportowana...
      No dobra, za dlugi ten post sie robi. Bede w kontakcie. Pisz mamo gosi jak masz
      pytania. Na pewno warto robic rekonstrukcje, sa rozne metody. Jestem szczupla
      wiec nie moglam robic tego ze skory brzucha, wybralam implant.
      W Kanadzie jest to pokrywane przez sluzbe zdrowia, nawet wymiana implantu po
      paru latach. Mysle ze w Polsce tez? Zycze powodzenia i zdrowka. Ola

      • Gość: sara Re: Po rekonstrukcji IP: *.016.dsl.pth.iprimus.net.au 14.01.06, 08:03
        a czy ktoras z was brala tabletki anty nim sie dowiedzialyscie diagnoze??i jak
        sie kapnelyscie ze cos sie dzieje w piersi czy bolala oprocz tego guzka??
    • Gość: Ola Re: Rak piersi... to już rok... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 14.01.06, 07:52
      no1teresa, pytasz o zmiany w zyciu po diagnozie i leczeniu raka piersi...
      Mialam 29 lat jak uslyszalam diagnoze, teraz mam 31. Po pierwsze evaluujesz
      cale swoje zycie i we wszystkim szukasz przyczyny.
      Mam raka piersi w rodzinie wiec moze to byc dziedziczne, mysle ze stres gra
      duza role, jestem bardzo wrazliwa i emocjonalna. 12 lat temu (mialam 19 lat)
      wyemigrowalam do Kanady i to byl ogromny stres i tesknota za domem. Zmiany
      jakie wprowadzilam to staram sie wyeliminowac pewne produkty z mojej diety:
      hydrogynated oil (margaryny, sztuczne masla, etc.), smazone potrawy, miesa z
      grilla, sprawdzam kazde opakowanie zanim cos kupie, jak najmniej sztucznych
      barwnikow i aromatow. Takze przestalam uzywac mikrofalowki, goracych potraw
      stykajacych sie z plastikiem (nawet lopatki do smazenia jajecznicy, elektryczny
      plastikowy czajni na wode etc.) Moja dieta glownie sklada sie z salatek.
      W domu przestalam uzywac srodkow do czyszczenia, najlepszy jest ocet, soda
      oczyszczona i cytryna. Staram sie kupowac organiczne produkty, no i pracuje dla
      wydawnictwa ktore wydaje magazyn "green living" czyli zielone zycie. To
      wszystko w co jestem zaangazowana w pracy, pracujemy nad roznymi ekologicznymi
      projektami, uswiadamia mi jak bardzo wszystko jest toksyczne, probuje to
      minimalizowac, nie przesadzam i jak mam ochote to zjem ciastko, ale juz
      bardziej swiadomie wybieram co jem i co robie.
      W moim zyciu duzo sie zmienilo. Po pierwsze jestem szczesliwa ze zyje, doceniam
      kazdy dzien, kazdego czlowieka w moim zyciu, szczegolnie moje dzieci. Bardzo
      sie balam ze nie bede z nimi jak one beda dorastaly, teraz bardziej cenie nasz
      wspolny czas, poswiecam im wiecej uwagi. Jestem odwazniejsza, to tak jakbym
      wiedziala ze moje zycie moze byc krotsze i chce jak najwiecej przezyc. Kocham
      ludzi, szczegolnie starszych - zazdrosze im ze tyle przezyli. Jestem silniejsza
      i chyba bardziej wrazliwa na cierpienie innych ludzi, jestem szczesliwsza bo
      wiem ze zycie jest darem i ze ja zyje, ze rano budzi mnie slodki usmiech moich
      coreczek.
      Teraz wszystko mnie cieszy bardziej intensywnie, kazdy drobny szczegol. Nie
      zamartwiam sie drobnostkami, moje inne problemy zmalaly, bo najwiekszym
      problemem byla moja choroba, swiadomosc ze moge umrzec.
      Takze mysle ze ta choroba duzo mnie nauczyla i mysle ze przez te doswiadczenia
      bardziej doceniam zycie swoje i moich bliskich.
      Zycze Wam wszystkim zdrowia, nawet niewiecie jakie to szczescie...
      • Gość: AnkaK Re: Rak piersi... to już rok... IP: *.pl / *.lublin.enterpol.pl 14.01.06, 10:55
        Piszecie,żeby się badać.Wszystko o key tylko co zrobić gdy badanie
        mammograficzne nasz "kochany "NFZ refunduje raz na dwa lata.Po 50-ce powinno
        się robić to badanie częściej.Ja np mam zalecenie robić raz do roku.Jestem w
        grupie podwy zszonego ryzyka.Tak to się nazywa.Niestety NFZ ma to w nosie.Raz
        na dwa lata i szlus!A mnie niestety nie stać na takie badanie i muszę czekać aż
        upłyną 2 lata.Cały czas się modlę aby mój guzek siedział cierpliwie i się nie
        powiększał.A jeszcze lepsza paranoja to to,że trzeba czakać co do miesiąca!W tym
        roku we wrześniu mijają 2 lata jak robiłam mammografię.Myślałam,że mogę zrobić
        już na początku tego roku.Zadzwoniłam do przychodni i odpowiedziano mi :nie! Mam
        czelać do września!Bo wtedy upłyną dwa nieszczęsne lata.
        Kto taką nienormalną sytuację wymyślił?Przecież tyle się krzyczy o
        profilaktyce chorób piersi.Dla kogo to?Dla bogatych?
        • mamamalgosi Re: Rak piersi... to już rok... 14.01.06, 23:46
          Witaj AnkaK smile
          Jeżeli masz zalecenia do częstszego badania to nie rozumiem skąd te problemy.
          Kieruje Cię onkolog i idziesz. Nie wiem gdzie chodzisz do lekarza, czy to jest
          jakieś centrum onkologii albo szpital? W tych większych ośrodkach nie ma
          kłopotu z badaniami. Z drugiej strony nie wiem czy jest sens robić mammografię
          co rok. To też nie jest obojętne. Jest jeszcze USG, które wiele obrazuje i w
          przypadku zaobserwowania jakiś zmian warto robić mammografię.
          Pozdrawiam
      • mamamalgosi Rak piersi... to już rok...-Re: Ola 15.01.06, 00:25
        Witaj Olu smile
        Ciszę się, ze pojawiłas się znowu w tym wątku. Parę dni mnie nie było na forum
        a tu tyle nowych postów. Cieszę się, że kobiety czytają i biorą się za siebie.
        Szkoda, że jesteś w Kanadzie smile Liczyłam, że robiłaś rekonstrukcję w Polsce i
        doradzisz mi gdzie, co i jak. Ja jestem zdecydowana. Muszę tylko jeszcze
        odczekać, może rok - zalecenie mojego chirurga, ze względu na złośliwość raka.
        Są kolejki kilkumiesięczne więc myśle koło lata pojechać do Gryfic- polecane
        miejsce na rekonstrukcję- i zobaczyć co i jak, jakie jest zdanie lekarza. Ja
        bym chciała pierś z tkanek własnych - mam trochę brzuszka, więc na pewno się
        przyda ten zapas. Nie wiem właśnie czy potem za odtworzenie sutka trzeba płacić
        czy nie. Boję się też, czy nie będzie dużej różnicy w wyglądzie, mam duży biust
        i myślałam żeby może zmniejszyć od razu... ale to tylko takie moje rozmyślania.
        Muszę jednak pojechać i się dowiedzieć wszystkiego.

        Pytałaś jak sobie radziłam z Małgosią w trakcie leczenia... Nie było łatwo. Ale
        mieszkaliśmy u moich rodziców przez pierwszy miesiąc. Pięć dni po cesarce
        dostałam chemię. Nieciekawie, chociaż pierwsze dwie nie zwaliły mnie z nóg. Za
        to włosy pięknie wyszły do zera, równo 2 tygodnie po chemii. Ryczałam,
        zwłaszcza, że mialam naprawdę piękne, długie, kręcone włosy. Właściwie to to
        mnie złamało całkowicie. Na początku nie czulam się chora. Szybko się wszystko
        działo, potem mała się pojawiłana świecie. Radość i smutek naprzemiennie. Potem
        sobie trochę poczytałam w internecie o raku i to mnie dobiło. Po trzech
        tygodniach odebrałam wyniki histopatologiczne wyciętego guza i okazało się co
        to za dziadostwo. Trzymalam małą na rękach i płakać mi się chciało, jak sobie
        myślałam, że może Małgosia mnie nie będzie pamiętać nawet. Szybko jednak
        doszlam do siebie i żyłam i żyję tylko myślą o córci. Po czwartej chemii
        dowiedziałam się, że trzeba uciąć cycka. Szkoda mi było. Brakuje mi go...
        Mąż mi bardzo pomagał, świetnie się zajmował malutką. Rodzice też mi pomagali.
        Najgorszy był dla mnie okres radioterapii. Mieszkałam w Poznaniu od
        poniedziałku do piątku przez 4 tygodnie. Strasznie tęskniłam za M.
        Ale wszystko już za mną. Włosy rosną jak szalone, kręcą się jeszcze bardziej,
        co mnie nie cieszy. Zapuszczam... znowu chcę mieć długie.
        A Małgosia... jest boska smile Jakby rozumiala wszystko, nie ma żadnych problemów.
        Pięknie mówi mama... chociaż najpierw mówiła tata smile Chodzi za mną krok w
        krok...

        Tak więc przedemną jeszcze ta nieszczęsna rekonstrukcja i... zapominam o
        tej "wpadce" życiowej na tyle, na ile się da smile

        A jak Olu radzisz sobie z ręką bez węzłów chłonnych? Boli? czujesz ją jeszcze
        tak dziwnie obco, zwłaszcza pod pachą? Masujesz się? Mnie starsznie denerwuje
        to, że trzeba się tak codziennie masować i robi to mój ślubny. Chodzę też na
        basen, dobrze się po nim czuję.

        A co do dzieci w przyszłości... to pewnie że bym chciała, ale boję się
        strasznie, przez to że to w ciąży u mnie wyskoczyło. Czas pokaże co się stanie
        w tym temacie.

        Pozdrawiam serdecznie
        • Gość: AnkaK Rak piersi... to już rok...-Re: mamamalgosi IP: *.pl / *.lublin.enterpol.pl 15.01.06, 11:14
          Dzięki za list,ale niestety moja pani onkolog - z przychodni przyszpitalnej - po
          obejrzeniu USG(któregoś z rzędu) kazała zrobić na początku roku mammografię ale
          skierowania na nią nie dała.Do onkologa u nas są duże kolejki.Na pół roku z
          wyprzedzeniem.Nawet gdyby coś złego się działo to "umarł w butach".Zamierzam
          przy końcu stycznia zapisać się na ... pażdziernik.Może będę mieć szczęście i
          się w ogóle na ten rok załapię.We wrześniu zrobię mammografię(jak NFZ
          nakazuje).Najgorsze to to,że mnie pierś zaczęła boleć.Ale mówią,że rak nie
          boli.Jestem po operacji usunięcia macicy z przydatkami(miałam duże mięśniaki)i
          biorę HTZ,co prawdopodobnie nie jest obojętne gdy ma się zmiany w piersi.
          I niestety zostaje mi czekać na to co NFZ łaskawie mi udostępni.Na prywatne
          wizyty mnie nie stać.Na badania niestety też.Pobieram tylko zasiłek przedemerytalny.
          • mamamalgosi Rak piersi... to już rok...-Re: mamamalgosi 15.01.06, 11:28
            Ja bym nie odpuściła na Twoim miejscu. Idż do pani onkolog jezcze raz i wymuś
            skierowanie, powiedz, ze boli i się bardzo denerwujesz. A może warto zacząć się
            leczyć w dużym ośrodku...
            • iziula Rak piersi... to już rok...-Re: mamamalgosi 15.01.06, 18:53
              Cześć Mamomałgosi
              Ja też jestem po raku piersi i całym leczeniu. w kwietniu 13. minie rok od
              operacji, miałam oszczędzającą potem równiez 6 chemii czerwonych i 21
              naświetlań. Mam 28 lat i małą, 3 letnią Marysię.
              Jesli chcesz się dowiedzieć więcej na temat rekonstrukcji piersi wejdź na
              stronę forum.amazonki.net , jest tam kilka dziewczyn co sa po rekonstrukcji jak
              również przed więc napewno Ci pomogą i odpowiedzą na nurtujące pytania.
              Pozdrawiam

              Iza
              • mamamalgosi Rak piersi... to już rok...-Re: mamamalgosi 15.01.06, 19:46
                Witaj Iziula smile
                Niedawno przeglądalam to forum, będę tam też pytać na pewno. Dzięki za
                informację smile

                Pozdrawiam i życzę zdrowia smile
    • Gość: sara Re: Rak piersi... to już rok... IP: *.004.dsl.wa.iprimus.net.au 16.01.06, 01:09
      a czy ktoras z was brala tabletki anty nim sie dowiedzialyscie diagnoze??i jak
      sie kapnelyscie ze cos sie dzieje w piersi czy bolala oprocz tego guzka??
      • iziula Re: Rak piersi... to już rok... 16.01.06, 09:36
        Sara

        Tak, ja brałam tabletki przez 7 lat, potem odstawiłam, urodziłam córkę i w dwa
        lata po porodzie wyczułam sobie sama guzka w piersi.
        Piesi mnie wcześniej nie bolały jakoś szczególnie, tak normalnie jak to przed
        okresem.
        Dodam jeszcze że karmiłam córkę 13 miesięcy,a karmnienie ponoć zapobiega.
      • mamamalgosi Re: Rak piersi... to już rok... 16.01.06, 10:15
        Ja nigdy nie brałam. Rozmawiałam jednak siłą rzeczy z wieloma kobietami chorymi
        i wniosek jaki wyciągnęłam, to taki, że młodsze babki po tabletkach zwykle
        zauważyły guzki w piersiach. Nie znaczy to, że wszystkie guzy są złośliwe-nie
        każdy nowotwór staje się rakiem.
        Dlatego, po pierwsze, namawiam wszystkie dziewczyny, które chcą albo muszą
        brać tabletki aby bezwzględnie SAME badały piersi po każdej miesiączce - żaden
        lekarz nie zna tak Waszych piersi jak Wy same.
        Po drugie jestem przeciwna braniu tabletek anty, są inne sposoby, zeby się
        zabezpieczać, a ten mimo, że najpewniejszy wydaje mi się zbyt ryzykowny dla
        zdrowia. Może przesadzam, ale cóż... mam do tego prawo po tym co przeszłam i co
        widziałam.
        Pozdrawiam
        • alladynka Re: Rak piersi... to już rok... 17.01.06, 13:07
          Witajcie,
          ja wczoraj dowiedziałam się ,że mam guz w piersi. Zrobiłam mammografię tylko tak dla uspokojenia sumienia ,robiłam wszystkie wyniki i postanowiłam zbadać też piersi (w lutym kończę 40 lat i postanowiłam dokładnie się przebadać).Bez problemu dostałam skierowanie na mammografię od mojej gin., chociaż jak ona badała mi piersi to nic nie wyczuwała, ja sama też nie. Ale stwierdziła, że kwalifikuję się wiekowo na bezpłatne badanie więc dała skierowanie. No i wczoraj wynik- guz w lewej piersi wielkości 2 cm, dokładnie wyodrębniony, węzły czyste.
          Do ginekologa idę w poniedziałek. Czy lepiej skontaktować się z onkologiem?
          Czy guz to takie ogólne opisanie zdjęcia rtg, czy miałyście już od razu wyszczególnione "torbiel", "włókniak" czy jakoś inaczej?
          Spadło to na mnie jak grom i nie wiem co mam robić dalej....
          • mamamalgosi Re: Rak piersi... to już rok... 17.01.06, 22:09
            Witaj Alladynka
            Po pierwsze nie denerwuj się na zapas, poczekaj na wizytę, lekarka Ci powie co
            dalej robić. Może zaproponować biopsję cienkoigłową, to nie boli a wynik już
            wiele mówi.
            Po drugie Twoja ginekolog powie czy i kiedy iść z tym do onkologa... na razie
            niech zrobi wszystko, żeby się dowiedzieć co to jest. Może to nic groźnego.
            Pilnuj wizyt i dużo pytaj lekarza.
            Pozdrawiam i życzę powodzenia smile

            Ps.: Napisz proszę jak już będziesz wiedziała co i jak
    • Gość: sara Re: Rak piersi... to już rok... IP: *.004.dsl.wa.iprimus.net.au 16.01.06, 12:21
      tak masz racje ja nie bralam tabletek przedtem a teraz musze bo mam
      endometrioze biore te z najnizsza dawka hormonow ale mimo to sie obawiam ale
      nie mam wyjscia i bede robic badania co roku
      • iziula Re: Rak piersi... to już rok... 16.01.06, 12:50
        Ja sobie sama piersi badałam bardzo często, a w trakcie brania tabletek miałam
        dwa razy robione usg piersi. Po porodzie tez miałam badane przez lekarza i
        wszystko było ok. U mnie ten guzek powstała w przeciągu 2 -3 miesięcy
        maksymalnie.
        Mój rak nie był hormonozlaeżny i lekarze raczej sadzą że nie powstał na skutek
        tabletek. Choc powiem Wam, że jakbym miała ta wiedze co teraz mam to bym się
        grubo zastanowiła czy brać te tabletki jeszcze kiedyś czy nie. Teraz i tak juz
        nigdy nie będe mogła brać żadnych hormonów.
    • Gość: aga Re: Rak piersi... to już rok... IP: *.lublin.mm.pl 17.01.06, 23:33
      moja mama byla na mammografii,zalecili zrobienie USG,czy to oznacza,że coś jest
      nie tak?
      • mamamalgosi Re: Rak piersi... to już rok... 18.01.06, 11:48
        niekoniecznie, te badania się uzupelniają. Dużo kobiet ma "coś" w piersiach,
        jakieś tłuszczaki, grudki. Na mammografie nie zawsze się da określić co to
        jest. Na USG po prostu inaczej widać strukturę tkanek. Jak się zbada to na
        pewno będzie wiadomo więcej co i jak.
        Pozdrawiam
    • Gość: ola Re: Rak piersi... to już rok... IP: *.038.dsl.pth.iprimus.net.au 30.01.06, 14:45
      no i chce powiedzec ze czytajac te posty i na mnie zadzialalo polecialam na
      mammogram i ultrasonde i wyszlo ze mam cyste 6mm ale powiedzieli mi ze to nic
      grozne i tylko mam kontrolowac i przyjsc na mammogram za rok i co to moze
      byc ???
    • alladynka Re: Rak piersi... to już rok... 30.01.06, 15:10
      Witajcie,
      odezwałam się na tym forum 17.01.o6 spanikowana, że mam jakiegoś guza. Obecnie jestem po mammografii, potem usg i zdjęcie celowane powiększone. Okazało się, że jest to torbiel 22mm i dzisiaj miałam robioną biopsję. Zciągnięto mi płyn z torbieli i zalecono kontrolne usg za pół roku. Będzie jeszcze wynik biopsji, ale lekarz powiedział mi, że gołym okiem widać, że powinno być wszystko ok bo płyn jest czyściutki i mam się nie denerwować. Jakoś szybko to u mnie poszło. A tak się bałam.
      Obiecałam , że napiszę jak będę już coś więcej wiedziała, stąd ten mój dzisiejszy wpis.
      Pozdrawiam
      Ala
      • Gość: Iziula Re: Rak piersi... to już rok... IP: *.essystem.com.pl 30.01.06, 16:29
        Alladynka, to super , że wszystko dobrze. Cieszę się bardzo, ale pamiętaj
        pilnuj kontroli, bo nie można tego zaniedbać.

        Ola- skoro lekarz mówi, że to nic to napewno tak jets. Nie każdy guz to coś
        złego, większość to jakieś łagodne torbielki. Więc nie denerwuj się, pamiętaj o
        kontrolach.

        Pozdarwiam
        • Gość: vittoria Re: Rak piersi... to już rok... IP: 81.170.12.* 31.01.06, 23:34
          Wlasnie sie dowiedzialam, ze moja znajoma ma raka piersi. Co roku robi
          mammografie, w tamtym roku wszystko bylo ok, ale teraz lekarze zauwazyli 1 cm
          guzka. Szybka biopsja i diagnoza. Jutro ma operacje wyciecia piersi i od razu
          narzadow rodnych, bo ponoc tam najczesciej wystepuja przerzuty. Kobieta ma 46
          lat, trojke dzieci, pierwsze przed trzydziestka, jest lekarzem, pilnuje
          wszelkich badan kontrolnych... zero raka w rodzinie... i co z tego?
          • rybka789 Ku pokrzepieniu serc 01.02.06, 00:07
            Chciałam cos napisac byśmy wszystkie poczuły sie lepiej....
            Pochodze z rodziny z wysokim ryzykiem zachorowalności na raka piersi.... pewnie
            tez mnie to spotka...
            Babcia, Mama i jej Siostra miały raka piersi. Guza wykryto u mojej siostry
            ciotecznej i go usunieto
            Mama miała dwie operacje na piersi druga powazniejsza, wycięcie guza z węzłami
            chlonnymi i naswietlania.
            Ale zyje.
            Chce powiedzieć ze z rakiem mozna wyrgać... ale tylko czasem... to na niego
            najlepsza bron....czas.. czyli szybka diagnoza
            Badajcie się dziewczyny... dla siebie i dla swoich najblizszych.
            Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka