ewazak
19.05.06, 14:18
Witam! Rok temu dowiedziałam się, że mam nerwicę wegetatywną. Zaczęło się to
od kałatania sreca, bólu w klatce piersiowej, uderzeń gorąca, uczucia
słabośći, drżenia rąk i nóg. Gdy rok temu atak był tak silny, że miałam
uczucie, że to już jest koniec(nie śmiejcie się, ale jest to okropne uczucie:
raz gorąco i serce łomoce potem kompletna cisza, zimne poty i wrażenie jakby
miało się zemdleć) pojechałam na pogotowie ratunkowe. Lekarz bez zbadania
mnie powiedział nerwica i dostałam jakiś zastrzyk-zapewne uspokajający. Potem
poszłam do lekarza pierwszego kontaktu. Dostałam skierowanie na badania:
morfologia, ob, cukier, chlesterol i hormony tarczycy. Wyniki były dobre.
Dodam jeszcze,że wtedy byłam pół roku po porodzie i jeszcze intensywnie
karmiłam piersią. Pani doktor zrobiła mi EKG raz normalnie a potem po
godzinie po połknięciu jakiejś tabletki- było ok.,zapisała mi tylko ziołowe
uspokajające tabletki i powiedziała, że jestem zdrowa. Do dnia dzisiejszego
mam podobne objawy. Może nie tak silne ale są. Zdarza się to głównie późnym
wieczorem i w nocy. Biegnę wtedy połknąć moje ziółka ale to niewiele pomaga.
Jest to bardzo uciążliwe..... Do napisania tego postu skłoniło mnie to ,że
dziś w pracy czułam się fatalnie: słabo, byłam blada jak ściana, odczuwałam
kłucie serca, drżenie i drętwienie kończyn. Przeszło szybko (poszłam do
apteki po neospasminę) ale nadal czuję się trochę rozczęsiona. Oprócz tego
mam uczucie przepełnienia w brzuchu-gazy i za 5 dni mam dostać okres. Sama
nie nie wie czy powinnam pójść jeszcze raz do lekarza a może zrobić jeszcze
jakieś badania A może to hormony kobiece- w okresie przekwitania to na pewno
jeszcze nie jestem a tak się właśnie czuję. Jeśli, któraś z was miała
podobnie to proszę o napisanie jak to leczyć i co robić. Proszę o
podpowiedź jakie jesze zrobić badania itp. Na zakończenie dodam, że taka
nerwica-wegetatywna nie ma nic wspólnego z nerwami i ja jestem osobą pogodną
i raczej spokojną więc wizyta u psychologa chyba nic nie pomoże. Jeszcze raz
proszę o pomoc i słowa otuchy. Pozdrawiam Ewa.