Witajcie!
Opiszę wam moją historię:
27 lipca miałam pierwszy dzień ostatniej @. 11 sierpnia czyli w 16 dzień cyklu byłam u gin- miałam usg ponieważ od pewnego czasu walczyłam z policystycznymi jajnikami. 11 sierpnia wszystko było z nimi ok. Pani doktor powiedziała, ze widzi pęcherzyk, czyli będzie owulacja, ale ponieważ nie sprawiał wrażenia jakby miał pęknąć dostałam od razu douphaston do brania przez 10 dni. Jak łatwo obliczyć był t0 16 dzień cyklu.
@ się nie pojawiła, a miałam bardzo regularnie co 29 dni- odkąd brałam leki ( bromergon i douphaston) czyli od około pół roku.
Pierwszy test zrobiłam w dzień kiedy miałam dostać @- był negatywny. Kolejny test zrobiłam 28 sierpnia- tym razem dwie kreski, ale ta druga prawie niewidoczna. Kolejny test, 30 sierpnia już dwie wyraźne kreski.
I teraz:
We wtorek, 1 września byłam u gin. Okazało się, że na lewym jajniku zrobiła się wielka cysta- 8 cm! W macicy był pęcherzyk, ale wg pani gin za mały jak na 5 tydzień ciąży i powiedziała, ze to może być ciąża pozamaciczna. Mam zrobić HCG żeby sprawdzić jak przyrasta. W poniedziałek miałam 1201, w środę 3636, kolejne jutro, w piątek i jutro też kolejna wizyta u mojej pani gin.
Ale- nie czuję się źle, nic mnie nie boli, nie mam plamień. Tylko jestem trochę senna i częściej sikam.
No i trochę nabrałam nadziei, ze może jednak... jak myślicie, jest jakaś szansa że to jednak nie pc a pęcherzyk za mały bo np do zapłodnienia doszło jakoś później??
Ja wiem, że najlepiej z takimi pytaniami do lekarza, ale tak strasznie potrzeba mi jakiejś nadziei