imienniczkama
01.03.20, 15:27
Kochani forumowicze, błagam Was o poradę bo już nie mam sił do tej sytuacji. Nie wiem czy podejmę wątek w odpowiedniej kategorii ale spróbuję. Otóż obecnie mieszkam z chłopakiem na stancji. Jestem z nim 1.5 roku. Mieszka nam się świetnie, dogadujemy się, pomagamy sobie w domowych obowiązkach, generalnie wszystko cacy. Mój ojciec sprzedał starą nieruchomość i kupił mi mieszkanie. Większość za gotówkę, część kredyt. Mieszkanie jest nie do zamieszkania obecnie. Potrzeba zrobić wszystko. Elektrykę, ściany, drzwi, podłogi. wszystko. Plany były takie że mój ojciec kupi to mieszkanie z zapisem ze jest to moje, mój facet weźmie kredyt bo sam tak się zadeklarował i wyremontujemy tak jak byśmy chcieli i byłoby wszystko cacy. Mój ojciec jednak, zawalił sprawę z pewnym dokumentem i mieszkanie jest na niego prawnie. Choć mówi że co by się nie działo i tak i tak będzie to moje i koniec kropka. Tu zaczęły się schody. Chłopak powiedział, że nie będzie brał kredytu i remontował czegoś co nie jest moje chocby w części..że mój ojciec jest dla niego obcym człowiekiem i on nie bedzie robił mu remontów. Mój tato nie rozumie jego podejścia bo wychodzi z założenia ze jesli facet mnie kocha i zamierza ze mną przyszłość wiązać to powinien poczuwać sie do obowiązu łozyc na to mieszkanie. Dla mojego ojca wszystko jest banalnie proste. Dodatkowo tato obraził się na niego i stwierdził że skoro chłopak traktuje go jak obcego to mój ojciec potraktuje go tak samo i jesli on miłaby ze mną mieszkać tam to ma płacić odstępne. Chłopak znwou sie upiera ze nie bedzie płacił bo nie ma tam warunków to zamieszkania. Wygląda to tak, że ojciec każe mi tam mieszkać skoro bedzie czynsz płacony za niedługo..ale wychodzi na to że mój chłopak wróci do rodziców swoich bo on nie ma mieszkania. Nie widzę żadnego rozwiązania tej chorej sytuacji..jak to zrobić aby mieszkać razem...Mój tato ogólnie zarzekał się że nie będzie się wtrącał w kwestie remontu żebym robiła po swojemu..ale jak pyta mnie jak zrobię to mówi ze napewno tak nie będzie..stawia całą masę warunków że ma być tak i siak..mam dość. serdecznie dość. mam takie mysli żeby wgl nie przyjąc od niego tego mieszakania i niech robi sobie z nim co zechce ...a ja dalej z chłopakiem bede na stancji..tylko boli mnie ten fakt..ze zamiast płacic 400 za czynsz tam..będziemy siedzieć u obcych na stancji mając swoje mieszkanie. to chore...błagam doradzcie coś..:(