matheews
23.11.12, 18:07
"Mam problemy z drogami oddechowymi"
Wywód jest dość długi. Może komuś się zechce to czytać. Sorry za brzydkie słowa. Musiałem podkreślić pewne wyrażenia. Wolałem spisać sobie spostrzeżenia i historię choroby bo trwa już dość długo, a pamięć bywa zawodna w takim wypadku. Aha, nie mam "lekkiego pióra" więc może się to czytać dość topornie, ale nie w tym rzecz...
Od początku.
Rok 2008, styczeń, 1 rok. moich studiów, idę z kumplami na piwo, jest zimno (minus 5-10 stopni), bardzo wieje. Oczywiście idę bez czapki...Spacer trwał ze 30 minut. Przychodzę po piwku do domu - praktycznie już chory. No zdarza się, dałem ciała. Szedłem jak debil w takim mrozie i wietrze bez czapki. Jednak nie było to "zwykłe" przeziębienie. Zacząłem smarkać z czymś czerwonym (krwią). Następnego dnia może nie rozłożyło mnie totalnie, ale chyba 1. raz czułem, wraz ze stanem podgorączkowym, ból głowy. Od razu poszedłem do sklepu kupić jakąś czapkę (no debil - wiem, dopiero ją kupuje). Ucisk w głowie wraz ze stanem podgorączkowym trwał ze 2 dni. Jednak domyśliłem się, że to mogą być chore zatoki. Ibuprom o takiej nazwie był już w tamtym czasie dość szeroko reklamowany to poszedłem go kupić i mi pomógł. I było w miarę okej. Czapkę nosiłem już chyba regularnie. Do czasu jak przyszły cieplejsze dni. Chyba pod koniec marca, początku kwietnia było kilka ciepłych dni i podczas prowadzenia samochodu jechałem z otwartą szybą. Następnego dnia - zatoki. Kilka dni później - zatoki. Więc "Ibuprom Zatoki" mnie ratował. Jednak po pewnym czasie wybrałem się do lekarza rodzinnego. Potwierdził to były chore zatoki. Przepisał "Nobaxim". Zajebiście mi pomógł. Czułem się świetnie. Czas mijał. Przyszła jesień. Nobaxim też... W między czasie "Ibuprom Zatoki". Itd. itp. z większymi bądź mniejszymi odstępami czasu.
Nastał rok 2010. Czapkę - jak było zimno nosiłem już stale, a jak było w miarę ciepło to z daszkiem, żeby nie narażać się na przewianie. Pamiętam, że w juwenalia (maj) i wcześniej, krwawiło mi z nosa oraz miałem towarzyszące temu objawy bólu głowy. Brałem też aspirynę (na przeziębienie ogólne), która jak się później dowiedziałem, powodowała właśnie krwawienie (rozrzedzała krew). Ibuprom zatoki ciągle gdzieś w plecaku leżał. Nie zawsze potrzebny, ale zdarzało się, że był mniej lub bardziej potrzebny. W czerwcu poszedłem 1. raz do laryngologa. Powiedział, że mam suchość nosa. Przepisał chyba Alertec (nie wiem po cholerę dał mi coś na katar jak jak kataru nie miałem) i jakąś maść, którą robiona była w aptece, i którą kazał stosować jeśli krwawiłoby mi z nosa. I tyle. Frajer.
Przyszła jesień 2010 (w wakacje jednak też mi czasami krwawiło z nosa i używałem tej maści). Nie chciałem brać już żadnego antybiotyku bo wiedziałem, że zatoki nawracają. Nosiłem czapkę i uważałem. Ibuprom zatoki prawie nie był potrzebny. Ale zdarzało się, że był. Psikałem do nosa różne nawilżacze. Jadłem Cerutin. Jednak jak przychodził sezon zachorowań, ja też byłem chory. W grudniu 2010 roku poszedłem 2. raz do laryngologa. Prywatnie. Zrobiłem zdjęcie zatok. Dostałem Rovamicyne, Avamys i chyba znowu Alertec. Komentarz do zdjęcia pani dr dała mi taki, że są, nazwijmy to, w chu***ym stanie. Ale nie jest najgorzej.
2011 rok. Chyba do końca stycznia brałem co mi pani dr kazała. Oprócz Alertec. Nie chciałem się truć czymś co mi nie pomoże...
Cały czas czapkę nosiłem. W zimne dni na uszy, w cieplejsze - z daszkiem. W upały - nic :). Zatoki z przerwami ciągle mniej lub bardziej bolały. Czytałem na necie trochę o domowych sposobach leczenia. Nagrzewałem sobie łeb lampą, robiłem inhalacje. Uważałem na siebie. Ale...