eewa2005
11.06.05, 18:42
Mam 29 lat. W wieku 24 lat urodziłam w 24 tygodniu ciąży (wady łozyska i
pępowiny),ponoc się zdarza. Nie znaleziono powodu. Dziecko nie przezyło. Parę
tygodni przed zajściem w ciążę miałam praktyki w żłobku, a zaraz po nich
koniec studiów. Ponoc byłam zdrowa, i tak sie zresztą
czułam.Przygotowywalismy sie do ciąży i podstawowe badania były OK. Tuż po
zajściu w ciążę zaczęły sie problemy: ogromne osłabienie, wręcz nie mogłam
wstac z łózka przez kilka dni, osłabienie pozostało do końca ciązy i
własciwie do dzisiaj. Były plamienia, duphaston i inne leki- poronienie
zagrażające. Leżenie. W 20 tyg. zaczęły się znowu plamienia i krwawienie i
wreszcie łożysko nie wytrzymało. Musiała byc cesarka. Po ciąży osłabienie
pozostało, było mi ciężko chodzić, serce pracowało jak oszalałe, były nocne
poty, zaburzenia czucia w palcach u rak, biegunki. Całymi tygodniami nie
miałam siły na wstanie z łóżka. Były rozpoznawane i leczone bez skutku m.in.:
depresja, nerwica, tachycardia. Podejrzenie SM, chorób z autoagresji,
nowotworu nadnerczy, Salmonelli, toxoplazmozy. Wreszcie jedna z neurolożek
stwierdziła, że to może byc hipokaliemiczne porażenie okresowe. Reumatolog-
niezaleznie- tez to podejrzewał. Brałam Kaldyum w bardzo duzych ilościach (6-
8 kapsułek dziennie), do tego propranolol lub Bisocard. Bez żadnej poprawy,
tylko żołądek zaczął odmawiac posłuszeństwa. Przewertowałam internet w
poszukiwaniu info o tym porażeniu i zgadzało sie tylko 1/3 objawów. Nie było
mowy o uzyskaniu skierowania na jakiekolwiek badania, które by to
potwierdziły lub wykluczyły- bo zdaniem neurologa to musi byc to. Po 8
miesiącach przestałam brac potas i betablokery- nie zauwazyłam pogorszenia
ani polepszenia. Zaczęłam zwracać uwage na to, by nie byc głodną, aby nie
jeśc żadnych słodyczy, nie wykonywac wiekszego wysiłku, nie przezywac
stresów. W ten sposób napady osłabienia jakby sie wyciszyły, jednak nie
mogłam nadal np. chodzic po górach czy pływać, bo od razu robiło mi sie
słabo, kręciło mi sie w głowie, serce bardzo szybko pracowało i musiałam
natychmiast połozyc się na kilka godzin będąc jakby w jakims amoku. Moja
pamięc prawie nie istniała, wysłowienie stało sie nie lada wyczynem. Włosy na
głowie wypadly w wiekszości. czasami pobolewała mnie watroba (mimo, ze
żadnych leków nie brałam a odzywiamy sie naprawdę zgodnie ze zdrowymi
zasadami). Według lekarzy nie było żadnych przeszkód, by zachodzic ponownie w
ciążę ( w okresie 5 lat odwiedziłam kilkunastu specjalistów, nie było
miesiąca, bym nie miała jakiejś wizyty). Ja jednak nie czułam sie zdrowa i
jesienią postanowiłam każda wolna chwilę spędzic na przewertowaniu książek w
naszej bibliotece Akademii Medycznej oraz internetu.Moje podejrzenia padły na
WZW C, Hasimoto i cytomegalię. Pod koniec kwietnia zrobiłam prywatnie badania
i wyszlo, że mam cytomegalię: IgG >250 (norma do 3,9), IgM 0,2 (norma do
0,7)...
Dodam tylko, że jednym z pierwszych lekarzy, do których trafiłam ze
skierowaniem od lekarza rodzinnego (nigdy nie potraktował mnie jak
symulantkę!) był lekarz chorób zakaźnych (nie brał jednak cytomegalii pod
uwagę), od którego dostałam zaświadczenie, że wykluczył choroby zakaźne,
które mogłyby powodować takie objawy, jak moje (tj. borelioza, Salmonella i
toxoplazmoza).
Z wynikami udałam sie- tym razem prywatnie-do polecanej, acz bardzo
małomównej lekarki. Dowiedziałam sie, że choroba ma wieloletni przebieg i
prawdopodobnie zaraziłam sie nią podczas wspomnianych praktyk, a przebieg
ciąży i powikłania także o tym świadcza. Dostałam zalecenie, aby przez 2
miesiące brać ECOMER i witaminy CENTRUM,na upały zwolnienie, jak najwięcej
wypoczywać i się nie przemeczać, a 24 czerwca zgłosic sie na wizytę. I
tyle.Przez 5 tygodni właściwie nic sie nie zmieniło. Dokładnie na początku 6.
tygodnia (tydzien temu) byłam na małej uroczystości- zjadłam pare kawałków
ciasta. Dawno tylu słodkosci nie jadłam. Na drugi dzień wzieło mnie
osłabienie, senność, zawroty głowy, a w dodatku znowu pojawiło sie
przelewanie w brzuchu i poranne wypróznienie, nagłe, obrzydliwy, gnilny
zapach (na śniadanie zjadłam sałatke grecką). W nastepnych dniach
samopoczucie sie nie poprawiło, a po każdym posiłku z surowymi warzywami-
znowu przelewania w brzuchu i wypróznienie jak wczesniej (tak było też na
poczatku ciąży i parę miesięcy po). Poczytałam wczesniej o tym, że
cytomegalia bardzo lubi uszkadzać narządy miąższowe, a szczególnie lubi
wysepki Langerhansa. No i zaczęłam podejrzewac, że to nie napady porażenia
hipokaliemicznego, a napady hipoglikemii i może mam insulinooporność (po
ciąży bardzo gwałtownie zaczęłam tyć, mimo przestrzegania diety, i nie mogłam
wrócic do wagi sprzed ciąży). Dlatego we czwartek zrobiłam krzywą cukrowa z
oznaczeniem insuliny podczas każdego pobrania krwi i oznaczeniem potasu (tak
na wszelki wypadek, jako że ponoć u mnie miało nastepowac obniżenie poziomu
potasu przy hipoglikemii i stąd te napady osłabienia). Wyniki poniżej
(insulina bedzie dopiero po wtorku):
GLUKOZA POTAS
na czczo: 72 mg/dl 5.09 mmol/l
1 godz. po 75 g glukozy 126,3 mg/dl 4,03 mmo9l/l
2 godz. po 86 mg/l 4,41 mmol/l
Podane normy dla glukozy 65-105 (niestety- nie wiem, czy to dotyczy tez po
podaniu glukozy), dla potasu 3,5-5.
Moja prośba: czy ktos mógłby odpowiedzieć na moje pytania:
1. Czy wyniki krzywej cukrowej są OK? Mnie niepokoi to, że po 2 godz. glukoza
nie wróciła do normy.
2. Dlaczego potas tak szaleje? Czy to prawidłowo, że poziom zmienia sie w
zalezności od poziomu glukozy? Dodam, ze potas na czczo miałam wczesniej
wykonywany kilkakrotnie , i zawsze był raczej w dolnych granicach normy. Czy
na tej podstawie mozna cos wnioskowac w sprawie rzekomego mojego
hipokaliemicznego porażenia okresowego?
3. Czy objawy typu pojawienie się wiekszego osłabienia, nietolerancja
surowych warzyw,biegunkowe cuchnące wypróznienia i gazy może świadczyc o tym,
ze mój organizm zaczął walczyć z wirusami?
Dodam tylko, że po badaniu zjadłam normalny obiad, a po nim- w ciągu kilku
godzin- ok. 70 dkg truskawek i jakąś godzine po ostatniej truskawce
wylądowałam w łóżku- znowu jak podczas ciąży, bez siły, prawie nie kojarząc,
co się dzieje, z silnymi zawrotami głowy. Powinnam pewnie pędzić do
laboratorium zrobic ponownie poziom glukozy i potasu i insuliny, jednak było
juz po 18-tej i lab był zamkniety, a za kierownicę w takim stanie nie
siadłabym (w portfelu zostało 15 PLN), a mąż daleko- na drugim końcu Polski
:(((
Badania robiłam w centralnym laboratorium przy szpitalu klinicznym i wiem, że
sprzet maja tam najlepszej jakości- o pomyłkach nie ma więc mowy.
Proszę- nie doradzajcie mi interpretacji tych wyników u lekarza- zrobie to
podczas wizyty pod koniec czerwca. Gdybym dalej tak ufała polskim lekarzo, to
pewnie dawno przezywałabym kolejne poronienia, albo wychowywała kalekie
dziecko.
Kto mi pomoże i napisze pare słów? Proszę...