m_mm
21.12.05, 21:41
...od pól roku moj partner "źle sie czuje"..jest "smutny", stacił wiare w
swoje siły, w innych ludzi, chęc do czegokolwiek...na początku mysleliśmy,ze
to nic takeigo..chwilowe...ze przejdzie..nie przechodzi, mysleliśmyz,e to
nasza wina,ze nie pasujemy do siebie,ze jest coś żle...ostatni jak
zastanawialiśmy sie nad wszystim,doszliśmy do wniasku,ze jednak to nie jest
takie nic...myśłleiśmyz,e to depresja...ale napweno teraz wykluczamy to...a
większość "objawów", "problemów...wskazuje na nerwice...wiem, że to co sobie
ustaliliśmy [ pomógł nam kolega początkujący psycholog ] nie musi być
prawdą,ze do pełnej oceny potrzebna jest wizyta u psychoterapeuty, na którą
pójdziemy... hmmm...w zasadzie pisze,bo chciałabym,zebyście poradzili mi jak
moge mu pomóc? czy wystarczy,ze jestem, czy mam mu to pokazac jakos? nie chcę
zaszkodzić, chcę pomóc.... poradzcie mi co mam robić,jak postępować ???
dzisja tak dużo czytalm na ten temat ze mam strszny mętlik w głowie...musze
sobie to poukładac.. pomocne będa wasze wypowiedzi na temat....