tk80
16.08.07, 16:16
Właśnie tak się zastanawiam po tym co ja znowu usłyszałam od psychiatry i obserwując swoje otoczenie,dlaczego dystonia a zwłaszcza szyjna jest traktowana jak taka "laight choroba" ? a przecież tak nie jest no tak nie można się zamknąć w jej kręgu,trzeba zyć normalnie,ale do końca się przecież nie da,ale jak mam zrobić ,żeby traktować ją jak złamaną rękę,albo ból głowy????,bo tak właśnie mam,o nie nie śmiem nawet porównywać tego do migreny,bo też ją mam,ale to zupełnie coś innego,bo ból przejdzie a dystonia nigdy zawsze powraca,albo nie odpuszcza wcale. Nie wspomnę,że już dostać na to zwolnienie lekarskie to tez cud,mam pomału dość,albo te głupie rady znajomych,żeby leczyć to u bioenergoterapeuty ziółkami,litości to poważna choroba i nie mam zamiaru jej traktować jakby mi nic nie było,kiedy się to skończy ja mam już serdecznie dość słuchania,że mam nerwicę, konwersje i diabli wiedzą jaką chorobę psychiczną. A może to ja się mylę? może to rzeczywiście nic poważnego? może to tylko ja pokazałam,że się da żyć normalnie.Czy zdrowi nas kiedykolwiek zrozumieja,bo takie rzeczy to może wypowiedzieć tylko ktoś nie mający o tym pojęcia,pozdrawiam.
"Wszystko widzisz inaczej i lepiej oczyma,które płakały"