opornik4
25.08.07, 02:01
Jestem kobieta,po50-ce,wyk.srednie.
W obecnym zwiazku,ok.11 lat.
Jestem osoba wierzaca i nie bardzo rozumiem dlaczego mialo by mi to
przeszkadzac we wspolzyciu.
Malzenski seks,nie jest przeciez grzechem - a jak uczy moja
katolicka wiara,Bog nie ma nic przeciwko pozyciu wrecz przeciwnie.
Moja kobiecosc nie ma problemu z przezywaniem orgazmu- mimo,iz z
racji wieku kwalifikuje sie do grupy seniorow nie doswiadczam
dyskomfortu przy stosunku.Jest tak jak przed laty,moze nawet lepiej
- gdyz mamy teraz wiecej czasu(dzieci sa dorosle,samodzielne)na to
by zatroszczyc sie o wlasne przyjemnosci.
A, bara-bara raczej do przykrych nie nalezy.
Nie zastanawiamy sie takze nad tym - kto powinien byc inicjatorem,
po prostu ulegamy wzruszen chwili.
Sex-gadzety sa nam zbedne,kochamy sie dostatecznie i nie potrzebujemy
"ekstra wzmacniaczy".Przy tym nie chodzi o pruderie,ale w/w oboje
uwazamy za glupie.Nie mamy checi na obecnosc "trzeciego"(chocby tylko
gumowy)w naszej intymnosci.
My sie naprawde z soba nie nudzimy.
Podobnie jest u naszych bliskich znajomych,cztery malzenstwa zblizone
do nas wiekowo,bez wyzszego wyksztalcenia.
Do jasnej..gdzie przeprowadzaliscie swoje badania?