Gość: Artur
IP: *.sdh.ca
07.08.03, 04:30
Nie wierze w te wasze cudaczne teorie pochodzace z dziwnych ksiazek a
propagowane tutaj m.in. przez pania Marie- jak ta o mleku. Sa one przykladem
czegos co sie nazywa junk science (nauka-smiec), do ktorej to grupy takze
nalezy dieta Kwasniewskiego czy Atkinsa. Kiedys po wsiach jezdzili roznego
rodzaju uzdrawiacze by sprzedawac tzw olej z weza. Ci uzdrawiacze-
naciagacze sprzedajacy wezowy olej rychlo wykryli, ze jezeli opowiedza
ciekawa historie, ktora sie trzyma kupy to ludzie chetniej kupia ich produkt.
W obecnych czasach elokwentego obwoznego sprzedawce cudownych leczniczych
metod zastepuje Internetu, a tania ksiazka dociera skutecznej pod strzechy
niz kiedys przekonywujaca mowa obwoznego sprzedawcy wezowego oleju. Te
ksiazki o “zdrowiu”, tak chetnie cytowane przez Marie czy innych uczestnikow
tego forum nie podlegaja rygorom naukowych: nikt ich nie sprawdza pod
wzgledem naukowym bo albo placi za ich wydanie sam autor albo wydawnictowo
placi bo jest pewne, ze znajdzie sie klientela, ktora ksiazke kupi. Autor
moze napisac naprawde co chce, nie musi sie przeciez tlumaczyc i nie musi
pokazywac dowodow. Nie jest wcale az tak trudno wymyslec chwytliwa historie w
oparciu o miliony dostepnych publikacji naukowych poprzez odpowiedni ich
dobor i brak krytycyzmu jezeli chodzi o metodyke naukowa. Niektorzy autorzy,
kiedy spotkaja sie z krytyka oglaszaja, ze sa ofiarami nagonki ze swiata
nauki i medycyny (to jest dla mnie wazny znak, ze takich ksiazek nie nalezy
czytac- nikt nie organizuje takich nagonek a wiem bo przeciez sam pracuje w
nauce i medycynie. Prawie zawsze to badania danego delikwenta sa az tak
watpliwe).
Sam kiedys wymyslilem kilka takich chwytliwych historyjek w czasach gdy bylo
ciezko o prace i musialem (aby zarobic na zycie) sprzedac swoje talenty
pewnej kompanii produkujacej takie dziwne preparaty. Ku mojemu zdziwieniu te
moje historyjki ciagle jeszcze kraza po Internecie i ciagle sprzedaju
produkt a bylo to juz wiele lat temu. Osoby podobne do Marii zachwycaja sie
nimi i sugeruja the watpliwe metody lecznicze na wszystkie mozliwe choroby.
Troche mnie to cieszy – bo zrobilem widocznie wtedy dobra robote, a troche
martwi. Bo bylo w tych historiach przeciez sporo zwyklej sciemy a juz na
pewno wnioski z nich sa zdecydowanie zbyt optymistyczne. Ale dla niektorych -
co tam. Liczy sie dobra historia, ktora chwyta ludzi za serca i motywuje do
dzialania.
Dobra historyjka jak ja rozpropagawac znajdzie poparcie i u niejednego
lekarza i u nie jednego profesora uniewersytetu. Bo wielu ludzi lubi wierzyc
takie prosciutkie bajeczki bez wzgledu na to czy maja niepelne podstawowe czy
wyzsze studia.
Historyjki Marii znajduja tutaj na tym forum bardzo zyczyliwy odbior. Moze
dlatego ze pani Maria ma dar ladnego i przekonywujacego pisania. Teresa nawet
uznala ja za lekarza!!!! Ogromny sukces. Jest to niewatpliwy dar, ktory
znakomicie mozna wykorzystac w sprzedarzy i marketingu, ale teorie nie oparte
na faktach moga byc szkodliwe, chociazby w tym zakresie, ze opozniaja decyzje
chorego o podjeciu skutecznego leczenia. Prawdy lepiej tak nie wykrecac bo to
potrafi sie pozniej mscic.