Dodaj do ulubionych

Moja walka o cud :(

09.01.14, 08:27
Witajcie , chciałabym opisać Wam moją historię. Napiszę od początku. 23 grudnia( poniedziałek) miałam planowaną wizytę u hematologa po receptę na zastrzyki ( mam zespół atnyfosfolipidowy i biorę clexane 0,6 i acard) . W przychodni zrobiło mi się słabo więc lekarz spytał co się stało no to mu mówię że jestem w ciąży. To zrobił na szybko betę z krwi i wyszło 1355. Pogratulował, dał leki mówi że obok jest klinika ginekologii i żebym poszła bo tam jest poradnia patologii ciąży to oni się mną dobrze zajmą. (bo jestem już po 2 stratach). Powiem wam że nogi same mnie tak poniosły i po zarejestrowaniu czekałam na badanie i usg. Na usg okazało się że w macicy nic nie ma a na jajniku jest torbiel, która zasłania jajowód i podejrzewali że właśnie za nią w jajowodzie jest dziecko- diagnoza ciąża pozamaciczna i torbiel jajnika i tak z ulicy trafiłam do szpitala.Ile ja się napłakałam z nerwów. We wtorek powtórzyli usg i dalej nic w macicy nie było a torbiel rosła. lekarz dał czas do piątku i powiedział że jak w piątek nic w macicy nie będzie to po usg porannym na stół do cięcia bo wychodzi na to że ciąża w jajowodzie za jajnikiem z torbielą. .
Od czwartku byłam przygotowywana na operacje w piątek. W czwartek zrobili jeszcze raz betę i wyszła 4 tyś. Tak bardzo się ucieszyłam bo wierzyłam że dzidzia zejdzie do macicy W piątek na usg pokazał się pęcherzyk w macicy ale torbiel się powiększała i była krew w brzuchu. Lekarz jednak odwołał operację ufff i powiedział że czekamy do poniedziałku ( 30 grudnia) i po usg się wszystko okaże.Dziewczyny jaka ja byłam szczęśliwa to wy sobie nawet nie wyobrażacie!!!
W poniedziałek rano po usg okazało się że ten pęcherzyk od piątku nic nie urósł czyli wyszło na to że to krew schodzi z brzucha a torbiel niestety urosła i coraz mocniej lała się do brzucha więc decyzja na stół . Boszzzeee jak ja wyłam!!!! Pocięli mi brzuch jak do cesarki usunęli torbiel która była wielkości mandarynki i się rozlewała do brzucha. Krew z brzuch też usunęli.Lekarz powiedział że lada chwila by pękła, dostałabym krwotok i bym umarła Już wiem jak się czują kobiety po cesarce , masakra ból niesamowity, zresztą te co miały wiedzą. I jeszcze niektóre kobiety za to płacą!!! wariatki Operacja była w poniedziałek o 16tej i trwała 1,5 godziny. Wegetuje we wtorek wieczorem na wyrku (sylwester) i mąż przyjechał z moją kochaną sąsiadką a tu wchodzi dwóch lekarzy z wózkiem i mówią że jedziemy na usg szok!! No to ja do nich że chyba zwariowali bo jestem dobę po operacji nie mam siły wstać do wc a oni chcą mi robić usg, idioci!!!! jadę na tym wózku łzy mi lecą bo myśle jak wleze na ten wysoki stół i jeszcze nogi mam rozkraczyć.Wyje i klne w duchu co ja takiego komu zrobiłam że tak mnie los każe? Robi faceci usg ( dwóch ich było) i się śmieją, to sobie myśle że jest sylwester i pewnie sobie coś chlapnęli już!!! i nagle jeden pyta czy mam dzieci? to mówie że syna i się pyta CZY CHCIAŁABYM DRUGIE????? no to mu mówię że jakoś mi nie po drodze a on to niech pani popatrzy!!!!!!!!!!!!!!! Odwraca monitor a tam MAŁY GROSZEK Z BIJĄCYM SERDUSZKIEM!!!!!!!!!! myślałam że zejdę na zawał!!!! i mówi 5 tydzień, groszek 2mm i serduszko piękne. ( a usg zrobili bo po operacji beta powinna spaść a ona podskoczyła do 7 tyś.!!!) W klinice określili to jako CUD!!!!!!!!!!!! byście musieli zobaczyć minę mojego męża i sąsiadki jak im powiedziałam od razu odstawili wszystkie leki przeciwbólowe tylko paracetamol mogli podawać. Mój dzielny groszek dał radę narkozie, tramalowi, ketonalowi i mnóstwu innego gówna. Wszystko mnie bolało ale wiedziałam że muszę dać radę, walczyć o moje dziecko!!! w czwartek wróciliśmy do domku, miałam leżec i mnóstwo leków na podtrzymanie i we wtorek na ściągniecie szwów i na kontrol. Klinika miała zapewnić mi opiekę do czasu porodu. Jak powiedzieli jestem ewenementem, ich cudem i zrobią wszystko żeby się udało . W czwartek przed wypisem było jeszcze usg i było 10 lekarzy każdy chciał zobaczyć .Powiedzieli że nie będzie lekko ale musimy myśleć pozytywnie ciąża jest bardzo wczesna i wszystko jest możliwe.Słyszałam serduszko, moje dzieciątko tak chciało żyć. W piątek zaczełam krwawić, i zanim dojechałam do kliniki było już po wszystkim sad Nasze dzieciątko umarło razem z nim umarła cząstka mnie Przez operację nie miało siły by walczyc a bez tej operacji ja bym umarła .Pod koniec stycznia mam kontrolne usg . A od kwietnia walczymy o kolejne serduszko,tak bardzo się boję ale muszę dac sobie tą ostatnią szansę cieszę się tylko z jednej rzeczy, że przed operacją nie wiedziałam o dzidzi bo ona i tak by się odbyła a ja musiałabym świadomie podpisać zgodę wiedząc o tym że groszek może nie przeżyć sad .
Lekarz mówi że jest postęp w moim przypadku. Poprzednia ciąża skończyła się w 10 tyg. a dzieciątko przestało się rozwijać w 6 tyg. a kolejna poleciała w 6 tyg. O tą walczyłam 2 lata ale już wiem że leki które biorę są w stanie mi pomóc, bo słyszałam serduszko, którego wcześniej nie było! Tak więc daję sobie tą ostatnią szansę, co ma być to będzie.
Obserwuj wątek
    • marcysia_10 Re: Moja walka o cud :( 09.01.14, 10:41
      julka poryczałam się czytając Twoją historię sad jesteś niesamowicie dzielna!!! Mocno trzymam kciuki za Was aby się udało i wierzę,ze tak będzie!Ja wierzę,że nic nie dzieje się bez przyczyny-po coś to było choć bolesne i przykre sad przytulam Cię bardzo mocno kiss
        • smoru1 Re: Moja walka o cud :( 19.01.14, 17:26
          Boże, Julka, nie wiem co powiedzieć. Upłakałam się strasznie. TAK strasznie mi przykro, że straciłaś dzieciątko... tak strasznie mi przykro, że musiałaś przez to przejść... i nie masz pojęcia jak CI STRASZNIE zazdroszczę, że choć przez chwilę słyszałaś serduszko (tak w pozytywnym sensie znaczenia tego słowa - jeśli w ogóle, jest coś takiego).
          Trzymaj się Kochana. Uda Ci się!!! Mocno w to wierzę!!!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka