tisha1
09.01.05, 20:37
Rok... Rok minął od kiedy zaczęłam uczyć w szkole. Strasznie to smutne, ale po
roku jestem ciężko sfrustrowana i z przerażeniem myślę o tym, co będzie.
Szkoła specjalna. Trudne dzieci, trudna praca. Robię staż. Zbieram tony
kretyńskich papierków - ustawy, statuty, konspekty, opinie opisowe,
sprawozdania z wszystkich rad pedaogicznych... Cały czas biegam po jakieś
pieczątki, podpisy. Po co to wszystko???? Żeby sie rozwijać???? Po to, zeby
sie rozwijać, muszę mieć przez dwie osoby (dyrektor szkoły i opiekun stażu)
potwierdzony udział w Radzie Pedagogicznej????
Szkoła społeczna. Etat - 22 godziny. Zarabiam mniej niż koleżanki na podobnych
stanowiskach w innych szkołach. Nie przysługuje mi dodatek motywacyjny ani
trzynastka. Studiowałam dwa kierunki przez sześć lat. Mam kursy, certyfikaty.
Ale to nie ma żadnego znaczenia...
W szkole wszyscy narzekają. Na początku bardzo mnie to dziwiło, teraz już nie.
Wymagania dyrekcji są bardzo wysokie, zarobki - tragicznie niskie. W pewnym
momencie przestaje się chcieć pracować. Nie ma z kim dyskutować - "szkoła
społeczna sama określa zasady" a jak się coś nie podoba, to przecież zawsze
mozna odejść.
Ja pracuję dopiero od roku! Czuję sie niedoceniona, sfrustrowana, wsciekła.
Nie mam motywacji.
Przepraszam, musiałam sie wygadać....
tisha