25.02.05, 10:01
przejrzałem posty na tym forum, zwłaszcza te opisujące problemy i właśnie do
nich chciałbym się odnieść:
w dawnych szkołach (tych sprzed lat powiedzmy 20) nauczyciel, jesli uderzył
ucznia, to widocznie ten zasłużył...dziś to sadysta
dawniej nauczyciele mieli powołanie, dziś to ci, którzy nie nadają się do
żadnej innej pracy,
dawniej uczeń miał obowiązki, dzis ma prawa,
dawniej nauczyciel był pierwszym po proboszczu, dzis to popychadło
itd. itp.
te powyżej napisane slogany to oczywiście nieprawda, ale jednak funcjonują w
wielu środowiskach. wiekszośc problemów na linii rodzic-uczeń-nauczyciel
ujawnia sie na poziomie gimnazjum i nieprzypadkowo.... stworzenie osobnych
placówek szkolnych dla młodzieży(dzieci?) w wieku 14-16 lat to chyba
największy błąd w naszej oświacie bowiem gromadzą grupę wiekową w okresie
dojrzewania, a co to oznacza wie każdy rodzić, mający pociechy w tym wieku i
nauczyciel pracujący w gimnazjum. to już nie dzieci, a jeszcze nie młodzież...
w szkole podstawowej niejako z zasady są dzieci, stąd wieksza opieka i nadzór
nauczycieli, w szkołach średnich mamy juz młodzież, która mozna traktować jak
dorosłych, a w gimnazjum?
w gimnazjum pozbawieni ciągłej opieki nauczycieli uczniowie raptem okrywają
nader nęcące perspektywy samodzielności, jedni wobec tego rozwijają własne
zainteresowania udzielając sie w rozmaitych formach zajęc dodatkowych, inni
natomiast w formach niekoniecznie zdrowych i zgodnych z prawem, a chyba nie
musze udowadniać, że równanie w dół jest znacznie łatwiejsze niż w górę...
znakomita wiekszośc tzw. czynów karalnych popełnianych przez nieletnich
dotyczy gimnazjalistów
jak sobie mają poradzić z tym problemem nauczyciele?? niedoinwestowane od lat
szkoły nie moga stworzyc szerokiej oferty zajęć dodatkowych, gdzie uczniowie
mogliby wyładowac swą rozbudzona inwencję? heh! co ja mówie:P przeciez nawet
na kredę nie ma pieniędzy
po drugie: żadne uczelnie kształcące nauczycieli NIE PRZYGOTOWUJĄ do pracy
wychowawczej i mlody nauczyciel rzucony na głęboka wodę ratuje się jak
potrafi- na zasadzie albo sobie poradzi, albo niech zmieni zawód, rzadko,
niestety, dyrektorzy przydzielaja mlodym nauczycielom opikuna spośród
doswiadczonych pedagogów
po trzecie: dyrektorzy obecnie sa urzędnikami samorządowymi, których głównym
zadaniem jest zdobywanie pieniędzy dla szkoły, a nie prowadzenie działań
opiekuńczo-wychowawczych, więc czy mozna się dziwić, że uczniowie pytani o
dyrektora wskazują któregoś z vice?
no dobra ..jak sie rozpedze to miejsca na forum zabraknie:)
konkluzja:
mamy chory system, więc nie dziwmy się niezdrowym relacjom między uczniami,
rodzicami i nauczycielami. najgorsze, że w tym tunelu nie widać swiatełka
nadziei, a wśrod naszych elit polityczno-decydenckich mało kto pamięta, że
TAKIE BĘDĄ RZECZYPOSPOLITE, JAKIE ICH MŁODZIEŻY CHOWANIE
Obserwuj wątek
    • kasiap10 Re: dlaczego uczniowie znęcaja sie nad nauczyciel 25.02.05, 13:35
      Ja zastanawiam się nad inną sprawą. Dlaczego jeśli uczeń jest niewychowany,
      krnąbrny itd to prawdopodobnie ma ADHD ostatecznie jest biednym dzieciaczkiem z
      innym "nad..", jeśli zaś nauczyciel jest sprawiedliwy acz surowy i wymagający to
      raczej określa się go mianem tyrana znęcającego się nad biednymi sierotkami. Ja
      jestem młodym nauczycielem (2lata w zawodzie) ale zauważyłam że wszystkie dzieci
      obecnie to przypadki do leczenia nie zaś wychowania - dziwne prawda? Pozdrawiam
      • bezecnymen Re: dlaczego uczniowie znęcaja sie nad nauczyciel 25.02.05, 14:21
        2 lata w zawodzie?? no to choroby zawodowe jeszcze przed tobą:)
        dlaczego tak się zdarza (tak nie jest zawsze i wszędzie)???
        dostosowujemy sie do zasad edukacji europejskiej nie pamiętając o różnicach
        kulturowych i nie mając odpowiednich narzędzi edukacyjnych i przygotowania
        fachowego
        przykład pierwszy z brzegu:
        w szkołach niemieckich na poziomie naszego gimnazjum nauczyciel przedmiotu lub
        wychowawca, który zauważyl wyraźne obniżenie osiągnięc ucznia czy przypadki
        nieodpowiedniego zachowania, ma obowiązek spotkac sie z rodzicami (obojgiem! a
        nie tylko z mama bo tata pracuje) i nie w godzinach pracy (5 minut na przerwie)
        tylko po południu by wspólnie z uczniem wyjasnic problem i poszukac skutecznego
        środka terapeutycznego
        a u nas? jak jest to juz wiesz:( dlaczego tak jest? a choćby ze wzgledu na
        uposażenie..w naszym społeczeństwie ludzi ocenia sie głównie po zawartości
        kieszeni (wyjątki potwierdzaja regułę) jaki wobec tego prestiż może miec
        człowiek zarabiający poniżej minimum pozwalającego uzupelniac wiedze i
        umiejętności? ktos w innym wątku wspomnial o braku autorytetów...w szkole????
        autorytetem ma byc czlowiek zarabiający 1000 zł netto miesięcznie, gdy
        nastoletni dealer prochów zarabia tyle na jednej operacji?myslisz , że
        uczniowie nie pytali mnie dlaczego pracuję w szkole gdzie tak marnie płacą?
        z innej beczki....
        nasze poradnie rozmaitych typów potrafia wskazać przyczyny rozmaitych szkolnych
        kłopotów i zalecić okreslone środki...spójrzmy do pierwszej z brzegu opinii:
        praca indywidualna, bądź indywidualizowanie pracy z uczniem (wbrew pozorom to
        nie jest to samo)hehehe w klasie liczącej 30 osób prowadzic ucznia
        indywidualnie??? skoro rzecz jest finnsowo nierealna bo gmina nie ma pieniędzy
        na dodatkowe zajęcia, wobec tego łatwiej jest dziecku przypiąć łatkę dys-costam
        i umyć ręce od problemu
        czy mam może jeszcze przytoczyc przykłady ''załatwiania''przez rodziców opinii
        w poradni by w ten sposób ułatwić dziecku ukończenie szkoły, naciski na
        nauczycieli, by ograniczali liczbe ocen niedostatecznych (statystyka!!!)
        obniżali wymagania, mimo, że w programach przedmiotowych sa one wyraxnie
        okreslone? sugestie uczniów czy rodziców typu...a nie boi sie pan/i że ten
        gruchot pod blokiem kiedys zniknie?
    • cytryna76 Re: ad acta.. 25.02.05, 21:37
      żadne uczelnie kształcące nauczycieli NIE PRZYGOTOWUJĄ do pracy
      > wychowawczej i mlody nauczyciel rzucony na głęboka wodę ratuje się jak
      > potrafi- na zasadzie albo sobie poradzi, albo niech zmieni zawód, rzadko,
      > niestety, dyrektorzy przydzielaja mlodym nauczycielom opikuna spośród
      > doswiadczonych pedagogów
      Zgadzam się! Co wiecej powszechną praktyką w gimnazjach jest
      przydzielanie "trudnych klas" młodym nauczycielom po studiach, bez
      doswiadczenia i kompletnie nie przygotownym do tego, co zastaną na tym etapie
      edukacji. Zawsze mozna na nich zwalić odpowiedzialność za wszelkie problemy w
      klasie, obarczyć dodatkowymi obowiazkami, które przy umowie na czas okreslony
      i na etapie awansu zawodowego spełniaja bez szemrania. Sama tego
      doswiadczyłam, po 2 latach pracy byłam kłepkiem nerwów, a pomocy znikąd.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka