senseeko
02.08.06, 22:29
Śniło mi się, że skończyły się wakacje i wróciłam do szkoły. NIe była to
szkoła do której chodziłam dotąd, bo przecież odeszłam i mój mózg jakoś nawet
we śnie o tym pamiętał. Przyszłam więc do nowej szkoły i dostałam nowe klasy.
Wchodzę do pierwszej z klas, które miałam tego dnia uczyć, a tu się okazuje,
że ponad 3/4 uczniów stanowią znane twarze. Patrzę, a to moja ubiegłoroczna
klasa II nazwijmy ją X (liceum) z którymi prowadziliśmy regularną wojnę. Nie
żebym chciała być dla nich wredna, ale oni chyba chcieli dla mnie być.
Pytałam koleżankę która miała ich rok wcześniej i stwierdziła, że też
praktycznie 3/4 semestru poświęciła na przekonanie ich, że jednak muszą jej
słuchać i robić co każe i że tego przedmiotu nie da się nie uczyć. Do końca
mieli nadzieję, że może da się jakoś inaczej, sposobem. Do tego koszmarne
trudności z dyscypliną. Brrr... nikomu takiej klasy nie życzę. Aha i jeszcze
paru wyszczekanych prowodyrów, kórzy za byle uchybienie a nawet jego brak
lecą do dyrekcji bądź kuratorium. Na przykład o to, że nauczyciel nie dyktuje
notatki. Albo, że zawsze zapowiadał kartkówkę (w statucie nie ma obowiązku
zapowiadania, ale klasa była tak słaba, ze wolałam zapowiedzieć, zeby nie
nałapali za dużo jedynek. I tak się nie uczyli) a raz nie zapowiedział. No i
różne numery obliczone na wyprowadzenie z równowagi.
Domyślacie się pewnie, że taki sen to z gatunku koszmarów.
Jaka była moja ulga gdy sie obudziłam i uświadomiłam sobie, że dopiero
początek sierpnia, więc jeszcze miesiac wakacji przede mną. A po chwili
kolejna fala radości gdy przyszła refleksja, że przecież do tej szkoły nie
wracam, więc mało prawdopodobne bym tę klasę znów spotkała.
A po chwili w miarę rozbudzania świadomośc, że przecież w ogóle do szkoły nie
wracam i takie klasy mogą mi nagwizdać.
Ufff... co za radość!