belferka33
07.10.06, 20:46
Czy też jesteście zmuszani do bycia wypranymi z emocji, wiecznie
uśmiechniętymi i uprzejmymi robotami edukacyjnymi? U nas tak jest - chociażby
dziecko czy matka umierały, okradli cię, dowiedziałeś/łaś się o ciężkiej
chorobie - nic to, nie wolno tego pokazać czy o tym mówić. Nie można
powiedzieć młodzieży, że boli głowa, bierze grypa i poprosić o współpracę w
większej ciszy i spokoju. Wszyscy uśmiech nr 13 na twarz - luz i entuzjazm. A
potem zdziwienie u dyrekcji, że ludzie mają wrzody, nadciśnienie i są totalnie
wypaleni.
Zostałam upomniana, bo uświadomiłam młodzieży (ku ich wielkiemu zdziwieniu),
że nauczyciele w przeciwieństwie do nich nie leżą w domu do góry brzuchem, ale
mają obowiązki domowe typu zakupy, pranie, prasowanie, dzieci itp., że są
ludźmi i też chorują czy coś i ch boli - w weekendy również.
Jak sobie radzicie z takim stresem wywołanym "terrorem uśmiechu"?