ixik
24.06.08, 21:53
Dzień dobry, dużo czytam Wasze wypowiedzi i postanowiłam poprosić o radę.
Niedawno zmieniłam szkołę, ze słabej upadającej na renomowaną. Początki były okropne, zwłaszcza że jestem młodą nauczycielką ale mija już drugi rok i mam wrażenie że całkiem się wyrobiłam:) Kosztowało mnie to mnóstwo wysiłku, codziennie przygotowywałam się do lekcji jak uczeń, a i tak co jakiś czas pojawiały się wpadki, a to sama wymyśliłam zadanie nie do rozwiązania, a to czegoś tam nie dopisałam na tablicy, no ewidentny brak doświadczenia. Pewnie byłabym w stanie sobie to wybaczyć, zwłaszcza że dyrekcja też mi nic nie zarzuca (bo nie wierzę żeby nie wiedziała) i byłoby pięknie gdyby nie grono. To cholerne grono gdzie młodzież bezlitośnie opluwa nauczycieli. Powiedzcie, jak my ludzie wykształceni możemy sobie pozwalać na takie rzeczy. W każdej pracy masz okres karencji gdzie się uczysz i gdzie doceniają to że się starasz. Młodzież jest bezlitosna. Co więcej jakieś zarzuty snują dzieci z którymi nie miałam ani jednej lekcji. Możliwe żebym była aż tak beznadziejna, że ta zła sława rozeszła się wszędzie? Ale dlaczego teraz, kiedy już polubiłam pracę w tej szkole?
Wydaje mi się że nie mają powodu kłamać. Może dla ich dobra zmienić pracę. Już zaczęłam szukać. Ale zawsze będę to traktowała jako ucieczkę. I porażkę. Kurcze, mimo ich wrednych wpisów, uważam że to dobra młodzież i zasługuje na dobre nauczanie. Starałam się, i widocznie nie wyszło. Jak na razie mam z tym takiego strasznego doła że cokolwiek wybiorę, będzie źle.