Dodaj do ulubionych

życie w łomiankach

09.02.10, 13:40
Witam!
Od roku mieszkam w Łomiankach (pochodzę z mazur) i zaczynam się niepokoić o
atmosferę panującą w tym mieście. Czy nie macie wrażenia, że ludzie tu
mieszkający są wrogo nastawieni do siebie, nie chcą współdziałać ze sobą,
poznawać sąsiadów, pomagać sobie wzajemnie. Z czego to może wynikać i czy to
dotyczy tylko Łomianek czy też Warszawy i okolic?
Obserwuj wątek
    • otwarty-live Re: życie w łomiankach 09.02.10, 13:58
      Mamy takie wrażenia. W szczególności na linii mieszkańcy
      (niektórzy)-władza. Władza co chwilę się naraża. A to gazetę na
      płocie powiesi, a to jakąś drogę zrobi. Jak już zrobi, podnosi
      się zarzut, że za późno, że nie tak jak trzeba i nie tą co trzeba.
      A poza tym to nie odśnieża. Ale nie sądź wszystkich po tym forum, bo
      w rzeczywistości pomiędzy sąsiadami jest o wiele bardziej spokojnie,
      uprzejmie i życzliwie. Atmosfera poza forumowa jest o wiele
      sympatyczniejsza.
      • 2.megi Re: życie w łomiankach 09.02.10, 14:25
        Mój szanowny przedmówca zapomniał wspomniec o tym że linia frontu
        przebiega na rubierzy pt. wielka rura. Ale pozatym nie wiem z
        czego wnosisz te miedzy-sąsiedzką wojnę. Przeciez my się tu wszyscy
        bardzo lubimy , poza codzienna godzinką nienawiści.
        • krzysiom1 Re: życie w łomiankach 09.02.10, 15:05
          2.megi napisał:

          > Mój szanowny przedmówca zapomniał wspomniec o tym że linia frontu
          > przebiega na rubierzy pt. wielka rura.

          Od razu linia frontu.. Jakiś froncik i to głównie w głowie
          obrażalskiej władzuni.
    • kmsanczia Re: życie w łomiankach 09.02.10, 14:22
      Różnie bywa, faktycznie ciężko ludzi zmobilizować do jakiejś lokalnej aktywności, ale to chyba wina czasów a nie miejsca. Kiedyś przynajmniej na forum było ciekawie.
      Inna sprawa, że ci wrogo nastawieni zawsze głośniej krzyczą. ;)
      Ale nie zrażaj się, im więcej będzie otwartych (nie mylić z live:>), tym większa szansa, że z czasem się rozkręci.
    • esscort spoko 09.02.10, 21:06
      W Łomiankach bardzo fajnie się mieszka. Ludzie są tacy, jak gdzie
      indziej - różni. Ale ktoś pozytywnie nastawiony do świata na pewno
      znajdzie bratnie dusze.
      Forum się nie przejmuj - tu pełno troli i wielonickowców,którzy są tu
      służbowo
      • otwarty-live Re: spoko 10.02.10, 08:29
        esscort napisał:
        > Forum się nie przejmuj - tu pełno troli i wielonickowców,którzy
        są tu > służbowo

        Dodaj, że dyżurnych krytykantów też. Na każdą okazję. Można śmiało
        rzec, że pełnią ostre dyżury.
        • esscort Re: spoko 10.02.10, 08:59
          O, uderz w stół :)))

    • atos55 Re: życie w łomiankach 10.02.10, 09:03
      Wrogości jakoś nie spotykam, zwłaszcza że gros moich kontaktów to kilku
      zaprzyjaźnionych sąsiadów, a o innych niewiele wiem. Obserwacje z forum wydają
      mi się niemiarodajne, bo forum to trochę panopticum, a w każdym razie za wiele
      osób pozuje na osobliwości.

      Natomiast dostrzegam coś, co nazwałbym łomiankowską gruboskórnością. W
      sytuacjach ulicznych, czy miejscach zagęszczeń (sklep, punkt usługowy,
      wydarzenie) rzadko widzi się ludzi uprzejmych, serdecznych, po których widać, ze
      mają kulturowo nabyty lub wyrobiony odruch okazywania innym uprzejmości, czy
      ciepła. Nie mówię tu o tych, którzy są zawodowo zobowiązani do uśmiechu, czyli
      sprzedawcach itp. (tez nie najlepiej u nich to działa!)

      Ostatnio zdarzyło mi się coś co zrobiło na mnie wrażenie. Ja w zasadzie nie
      wychodzę z samochodu, ale był taki dzień, kiedy musiałem go nagle oddać rodzinie
      i miałem perspektywę czekania pół godziny na autobus. Akurat był jeden z tych
      śnieżnych dni stycznia, więc pomyślałem że zamiast tkwić na przystanku złapie
      kogoś, kto mnie podrzuci do Warszawy. O naiwności! Stanąłem na głównej ulicy
      obok sklepu przy wyjeździe z naszego osiedla, na którym jest z 200 domów (nie na
      ulicy przelotowej, czy w innej sytuacji anonimowego autostopu). W ciągu 10 minut
      przejechało 15 samochodów i to co mnie zdziwiło, to nie że nikt mnie nie zabrał,
      ale że wszyscy kierowcy usilnie udawali, że nie widzą mnie i mojego machania!
      Zima, śnieg, sytuacja ewidentnie "sąsiedzka", a nie drogowa, prawie wszyscy jadą
      w jednym kierunku, i zero empatii! No, po prostu Łomianki!. Wreszcie pojawił się
      ktoś kto mnie znał osobiście i pojechaliśmy. Ale czy jako społeczność gdzieś
      "pojedziemy" z takim stanem kultury, jaki mamy, to wątpię.
      • swiet-uana Re: życie w łomiankach 10.02.10, 09:37
        Atos, właśnie o coś takiego mi chodzi. A tą Gruboskórność i chamstwo szczególnie
        uwidacznia się na łomiankowskim bazarku! Teraz to miejsce omijam z daleka. Idąc
        tam mam wrażenie że wszyscy tam się znają i mnie jako "tą nową" traktują mówiąc
        grzecznie, mniej kulturalnie. Zastanawia mnie też fakt, że gdy idę z mężem i
        dzieckiem do restauracji na terenie Łomianek (np w niedziele wieczorem),
        jesteśmy jedynymi klientami. Gdzie się Wszyscy podziewają??"
        • esscort Re: życie w łomiankach 10.02.10, 09:46
          swiet-uana napisała: gdy idę z mężem i
          > dzieckiem do restauracji na terenie Łomianek (np w niedziele
          wieczorem), jesteśmy jedynymi klientami. Gdzie się Wszyscy
          podziewają??"

          Dobre pytanie :)
          Pewnie część siedzi w domu i jakiś taniec z gwiazdami ogląda, a część
          jest w innej restauracji (czasem w Warszawie, gdy chce z kimś z
          Warszawy w knajpie posiedziec ), bo przecież nikt z warszawy nie
          będzie tu do knajpy przyjeżdżał, bo nie bardzo jest do czego (nie
          liczę koncertu)
          A z tym bazarkiem to się nie przejmuj, chyba na czyjś zły dzień
          trafiłaś ;)
          • kmsanczia Re: życie w łomiankach 10.02.10, 10:11
            Akurat z bazarkami to tak jest, jak się często pojawia to się jest swój. Ja tego nie trawię, ale skoro Swiet-uana za tym tęsknisz to wystarczy częściej kupować w tych samych miejscach i zagajać do sprzedawcy po imieniu. ;)
      • esscort Re: życie w łomiankach 10.02.10, 09:37
        Atos, to, o czym piszesz, nie jest jakąś łomoiankowską specyfika. Tak
        jest w zasadzie wszędzie w miastach (a jednak duża część mieszkańców
        łomianek to ludzie jakoś tam związani z warszawą).
        Pewnie że na Mazurach, skąd autor wątku pochodzi, więcej osób by się
        zatrzymało. Być może nawet część tych osób, które w Łomiankach się
        nie zatrzymały, będąc tam, by się zatrzymała. Tak już jest.
        Natomiast nie zauważyłem, żeby tak generalnie mieszkańcy łomianek róz
        nili się od mieszkańców np. warszawy pod względem jakichś
        prospołecznych zachowań i w ogóle takiej ogólnej życzliwości do
        świata. Jest wiele bufonów, frustratów, napuszonych nowobogackich
        itp., ale gdzie ich nie ma. Na szczęście jest dużo osób życzliwych, z
        poczuciem humoru.
        • atos55 Re: życie w łomiankach 10.02.10, 12:50
          Zachowania prospołeczne - to trochę wyższa szkoła jazdy. Ja chciałem zwrócić
          uwagę na niedostatki kultury, a z tym jest gorzej na ulicy łomiankowskiej, niż w
          Warszawie. Znacie na pewno reprezentantów innych społeczności, np. Amerykanow,
          Francuzów czy Anglików, którzy w ogromnej wiekszości nastawieni są z gruntu
          egoistycznie, ale jest to opakowane w uprzejmość, uśmiechy, czasem drobny gest,
          ktory przeciez nic nie kosztuje, a bardzo ulatwia życie. Mnie nie zdziwilo to,
          że nikt mnie nie podwióżł, ale że wszyscy udawali, ze mnie nie widzą. Nikt nie
          pokiwał głową odmownie, nie rozłożyl rąk, nie usmiechnął sie z ubolewaniem, nie
          pokazał że skręca w bok.... To jest właśnie kultura i komunikacja na poziomie
          łomiankowskim.
          • kmsanczia Re: życie w łomiankach 10.02.10, 13:08
            atos55 napisał:
            > Nikt nie pokiwał głową odmownie, nie rozłożyl rąk, nie usmiechnął sie z
            ubolewaniem, nie pokazał że skręca w bok.... To jest właśnie kultura i
            komunikacja na poziomie łomiankowskim.

            No ja bym się nie zgodziła. Co do innych krajów, zwłaszcza południowych to
            owszem jest inaczej, ale w Polsce to raczej norma, nie tylko w Ł. Chyba że masz
            na myśli tylko ludzi, którzy cię znają z widzenia i udają że nie widzą.
          • drabbu Re: życie w łomiankach 10.02.10, 14:15
            Mogę podzielić się bardziej optymistycznym doświadczeniem. Niedawno
            spiesząc się mocno w odwiedziny do szpitala, zagadnąłem młodego
            człowieka (nie sąsiada, ani znajomego) wsiadającego właśnie do
            samochodu, czyby nie podwiózł mnie na Bielany, jeśli tamtędy jedzie.
            "Jadę na Wisłostradę, ale proszę". Odwiózł mnie uprzejmie pod
            szpital, zapłaty przyjąć nie chciał i życzył dobrego dnia. Może po
            prostu lepiej trafiłem :)
            Na bazarku zaś bardzo często widzi się nowe twarze. Jak to na
            bazarku, a więc i zachowania bywają niestety "bazarkowe". Mogę
            jeszcze pochwalić uprzejmość wielu kierowców "Ełki", natomiast mam
            niedobre wrażenia co do "zawodowej" uprzejmości w pewnych
            łomiankowskich przychodniach.
          • esscort Re: życie w łomiankach 10.02.10, 14:16
            A w Warszawie kiedyś próbowałeś tak samochód zatrzymać?
            Też pewnie by się nie udało (poza taxi)
            Nie wierz w to, że jest jakiś jednolity "model" łomiankowicza. To
            bardzo zróżnicowana zbieranina bardzo różnych ludzi. Większości z nich
            nic nie łączy poza okolicą zamieszkania i korkiem do warszawy. Nie mają
            na siebie żadnego wpływu, bo widują się przez szybę samochodu lub przez
            płot. Są z kompletnie różnych grup społecznych, wiekowych, majątkowych
            itp.
    • miu4 Re: życie w łomiankach 10.02.10, 22:47
      Jest dziwnie :-) (ja też z Mazur) Mieszkam na "mojej" ulicy 2 lata, a sąsiadów dopiero na placu zabaw poznałam. Latem tylko ja z dziećmi wychodzę na ulicę na rowerku pojeździć, wózek z lalką poprowadzać, kredą porysować, zimą na sankach miśki powozić... Żywego ducha nie uwidzisz. Po 3 miesiącach uczęszczania dziecka mego do przedszkola okazało się całkiem przypadkiem, że chodzi z nim chłopiec z naszej ulicy. Dalszych (mieszkających 2 posesje dalej) sąsiadów nie znam, nie wiem, jak wyglądają.
      Anonimowość.
      Z widzenia znają się głównie matki/babcie/opiekunki spacerujące z dziećmi :-)

      Może to ma i dobre strony, ale ja, wychowana inaczej, ciągle jeszcze, (po chyba już 12 latach) do tego nie przywykłam.
      • kmsanczia Re: życie w łomiankach 10.02.10, 23:07
        Bo tak jest przy zabudowie jednorodzinnej, na osiedlach gdzie jest wspólny teren
        łatwiej. Dobrze, że te place zabaw powstają, przynajmniej dzieciaki nie będą
        anonimowe. ;)
      • esscort Re: życie w łomiankach 10.02.10, 23:23
        Ale tak z twz. ręką na sercu powiedz Miu, co zrobiłaś, żeby tych
        sąsiadów poznać? No i przyznaj, że gdy już ich poznasz, to się okazuje
        często, że to fajni ludzie
        • miu4 Re: życie w łomiankach 12.02.10, 09:35
          esscort napisał:

          > Ale tak z twz. ręką na sercu powiedz Miu, co zrobiłaś, żeby tych
          > sąsiadów poznać? No i przyznaj, że gdy już ich poznasz, to się okazuje
          > często, że to fajni ludzie

          Fakt, okazują się całkiem fajni :-)
          Tak samo, jak mnie, jest im niezręcznie zaczepiać obcych, zaburzać ich prawo do odpoczynku w samotności ;-)

          Ja dostrzegam jeszcze pewien podział na "miejscowych", którzy wszystko wiedzą, wszystkich znają i "obcych", przybyłych nie wiadomo skąd... Ja z tych obcych i długo byłam testowana przez miejscowych, czy równa ze mnie babka :-)
          • esscort Re: życie w łomiankach 12.02.10, 10:00
            Coś czuję, ze równa :)

            A nawiasem mówiąc, ciekawe, od jakiego stażu zamieszkania w
            łomiankach zaczyna się być miejscowym? Może trzeba się tu urodzić?
            Ale tak bardziej serio, to myslę, że to bardziej ci nowi mieszkańcy
            czuja się obcy niż ci starzy ich za obcych uważają. Gdy człowiek
            mieszkał przez wiele lat w innym miejscu to siłą rzeczy w tym miejscu
            jakos mentalnie tkwi dosyć długo. Łomianki z podwarszawskiej wioski
            rozwinęły się w miasteczko (ponad 20 tys.), więc tych, którzy
            mieszkają tu stosunkowo krótko jest pewnie większość. Trzeba próbować
            się aklimatyzować i skoro się tu mieszka, traktować to miejsce jak
            swoje, próbować je zmieniać, unowocześniać.


      • esscort Re: życie w łomiankach 10.02.10, 23:59
        I będzie śmiesznie, gdy sie okaże, że Miu i swietłana są z jednej
        okolicy na Mazurach :)
      • krzysiom1 Re: życie w łomiankach 11.02.10, 07:01
        miu4 napisała:

        > Z widzenia znają się głównie matki/babcie/opiekunki spacerujące z
        > dziećmi

        Posiadanie psa ( pod warunkiem wychodzenia z nim na spacery),
        również znacząco poszerza krąg znajomych w okolicy.
    • jojcorz Re: życie w łomiankach 11.02.10, 07:42
      Po przeczytaniu tego wątku zachodzę w głowę, jak uzasadniacie entuzjastyczne
      podobno opinie o naszej nacji, tak często powielane w komunikatorach:

      - a to przysłowiowa polska gościnność
      - a to serdeczność ludzi
      - a to otwartość na drugiego człowieka
      - i jeszcze wiele wiele innych, o których nie będę pisał z tej racji że są
      stekiem bzdur i kłamstw.

      No Polaki. Mea culpa?
      • esscort Re: życie w łomiankach 11.02.10, 08:45
        Jojcorz, nie wyciągaj zbyt daleko idących wniosków. Nie jest z nami tak
        źle. Jedź np. do Norewegii, tam dwóch facetów może siedzieć 150 m obok
        siebie na rybach przez kilka dni i nawet słowem się do siebie nie
        odezwą, bo każdy z nich uważa, że drugi ma prawo do prywatności podczas
        odpoczynku.
        • jojcorz Re: życie w łomiankach 11.02.10, 11:51
          Szanowny esscort'cie

          Ja kocham takie postawy takich Norewegów ;)
          Ja też często w tłumie (mającym "zwirtualizować" moją samotność na plaży, nad jeziorem, w lesie, na szlaku) chcę POMILCZEĆ i od innych tego wymagam.

          Rzecz jednak w tym, że opisujesz DIAMETRALNIE inną sytuację. Ja odnoszę się do wcześniejszej wypowiedzi atos'a.

          A tutaj, Twoja teza że ... nie jest z nami tak źle. nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością.

          Polaki. Mea culpa?
        • randolff Re: życie w łomiankach 12.02.10, 10:29
          Ani w Polsce nie jest tak gościnnie ani w Norwegii tak obco i zimno.
          Moim zdaniem stereotypy są dosyć stare i dziś mocno się
          zdeaktualizowały. Zresztą jakiś pogląd zanim stanie sie
          ogólnonarodowym stereotypem musi dojrzewać z kilkadziesiąt lat.
          Pogląd o gościnnym Polaku tak samo jak o skytym i nielubiących
          obcych Norwegu pochodzi pewnie z przed wojny, dziś i Polak i Norewg
          są trochę inni. Szczególnie tej polskiej serdeczności,
          bezinteresowności coraz mniej widać. Została ona bardziej na użytek
          rodziny, znajmomych. Wystarczy popatrzeć na stantardową minę Polaka
          w sklepie czy autobusie :) Ale nim ktoś "Znajmomym" się stanie to
          dla Polaka jest raczej wrogiem a najlepszym wypadku obojętnym obcym,
          niestety.

          A co do aklimatyzacji w Łomiankach - ja widzę dwa tryby. Można się
          aklimatyzować biernie, przyjmując naturalny bieg czasu i wnikania w
          środowisko przez dzieci, sklep, kościół itp co potrwać może z 5-10
          lat. Ale znam osoby, które już po 1-2 latach czynnego wniknięcia w
          społeczność czują się zaaklimatyzowani i "u siebie". Wystarczy
          "tylko" otworzyć się na innych, wyjść na bazar, do Jazzu, festyn,
          impreza w Domu Kultury, zagadać sąsiada, spacerowicza na wale czy w
          KPNie...

          Kwestia wyboru - zresztą kto powiedział że wszyscy muszą być
          zitegrowani z sąsiedztwem. W dzisiejszych czasach kiedy świat się
          kurczy można wieść bogate towarzyskie życie mają najbliższych
          znajmomych 20, 50 czy 100 km od domu, widywać się z nimi częścieciej
          niż z innymi którzy są po nosem.
          • esscort Re: życie w łomiankach 12.02.10, 10:48
            No i trzeba pamiętać, że są ludzie, którzy nie mają potrzeby
            nawiązywania kontaktów, poznawania okolicy i ludzi mieszkających
            wokół. Tacy są i już. Mają swój świat i już. Znam osobę, której do
            głowy by nie przyszło zobaczyć, co jest na drugim końcu jej ulicy
            (jeżdzi do domu zawsze od jednej strony). Gdy się zdziwiłem, ze nigdy
            tam nie była i nawet nie wie, co tam jest, odpowiedziała: a co mnie
            to obchodzi, pewnie tam jakieś krzaki.
            Taka jest i już.
            • kmsanczia Re: życie w łomiankach 12.02.10, 10:55
              Ludzie szukają znajomości tam, gdzie mają jakieś wspólne sprawy. Mnie np nigdy
              nie kręciły rozmowy na placu zabaw o pieluchach. ;) Ale jak coś można zrobić dla
              wsi to się chętnie włączam.
              • kundziuk Re: życie w łomiankach 12.02.10, 18:34
                Czytam sobie wątek i przemyślenia mam następujące. Przez prawie całe
                życie mieszkałam na Starym Żoliborzu - to ponoć ta najlepsza część
                Warszawy. Do Łomianek przeprowadziłam się cztery lata temu i z
                perspektywy czasu muszę przyznać, że z ludzmi z pewnością żyje się
                tu lepiej. Myślę, że to, jak się w danym miejscu czujemy zależy
                wyłącznie od tego, skąd się do niego przenosimy - ludziom z małych
                miejscowości w Łomiankach jest i tak z pewnością łatwiej niż w
                Warszawie. Ci z kolei, którzy się tu przenoszą z Warszawy widzą, że
                anonimowość pod Wawą jest znacznie mniejsza.
    • roberto19633 Re: życie w łomiankach 13.02.10, 14:46
      Trochę mnie to dziwi,jestem jednym z ostatnich uprawiających
      ziemię. Uważam że człowiek tyle dostaje , ile sam daję. Pani
      odczucia są raczej subiektywne, u nas na wsi/Rolnicza i okolice/
      większość ludzi sobie pomaga.Może Pani akurat trafiła na takich
      sąsiadów.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka