Gość: Aśku
IP: *.adslplus.ch
13.05.13, 21:31
Jakbym słyszała o swojej karierze przez chwilę.
Zaczęło się od tego że szefowa sama stosowała mobbing. Potem że "przyjechała taka z innego miasta i swoje rządy zaprowadza", gdzie prawda była taka że pracowałam wcześniej w zespole w którym wszyscy współpracowali i celem był klient a nie gierki personalne. Nie było wyłącznie słodko, ale przy tym co się działo w innym mieście (w domyśle raczej innej firmie) to było sanatorium.
Odeszłam na zachód, przypadek. I wiecie, zero takich sytuacji. Podobno dyrektorstwo i kierownictwo się wycina jak te wilki, ale do poziomu specjalistów to nie schodzi. Niby ta sama firma, a zupełnie inne standardy. Bawi mnie to, jak tu ludzie narzekają na przełożonych czy współpracowników, wysłać by ich na pół roku do polskiego oddziału i staliby się najszczęśliwszymi ludźmi na świecie.
Różnica jest w jednym tak naprawdę: tu się w pracy zarabia i żyje po pracy. W Polsce żyje się robieniem kariery i bez wspomnianego genu intryganctwa po prostu pracować się nie da.