Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego

    IP: *.adslplus.ch 13.05.13, 21:31
    Jakbym słyszała o swojej karierze przez chwilę.
    Zaczęło się od tego że szefowa sama stosowała mobbing. Potem że "przyjechała taka z innego miasta i swoje rządy zaprowadza", gdzie prawda była taka że pracowałam wcześniej w zespole w którym wszyscy współpracowali i celem był klient a nie gierki personalne. Nie było wyłącznie słodko, ale przy tym co się działo w innym mieście (w domyśle raczej innej firmie) to było sanatorium.
    Odeszłam na zachód, przypadek. I wiecie, zero takich sytuacji. Podobno dyrektorstwo i kierownictwo się wycina jak te wilki, ale do poziomu specjalistów to nie schodzi. Niby ta sama firma, a zupełnie inne standardy. Bawi mnie to, jak tu ludzie narzekają na przełożonych czy współpracowników, wysłać by ich na pół roku do polskiego oddziału i staliby się najszczęśliwszymi ludźmi na świecie.
    Różnica jest w jednym tak naprawdę: tu się w pracy zarabia i żyje po pracy. W Polsce żyje się robieniem kariery i bez wspomnianego genu intryganctwa po prostu pracować się nie da.
    Obserwuj wątek
      • anothergirl1 Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego 14.05.13, 08:09
        wybieranie kozła ofiarnego zaczyna się "od góry" - grupa najczęściej wybiera tę osobę, która najsłabiej dogaduje się z szefem. jeśli są problemy z szefem, na bank będą problemy z grupą. wystarczy podpaść nieodpowiedniej osobie, by być wykluczonym z grupy. działa tu zasada "trzeba trzymać z odpowiednimi osobami"". odejście z pracy w tej sytuacji jest najlepszym wyjściem. nie jest to tchórzostwo, tylko akt odwagi. tchórzostwem jest siedzenie w jednym miejscu kilka lat bez możliwości rozwoju, narzekanie na nią, a mimo to kurczowe trzymanie się jej ze strachu, że nie znajdzie się innej.

        byłam kiedyś w takiej sytuacji kozła, rzuciłam robotę i rok czasu szukałam przenosząc się z jednej pracy do drugiej. było to stresujące, ale znalazłam w końcu miejsce w którym czuję się dobrze, zarządzane przez mądrym ludzi. tu również nie mam rewelacyjnych kontaktów z szefem, nie jestem typem, który łatwo się dostosowuje, ale czuję się akceptowana i to daje mi siłę do chodzenia na ustępstwa a także do dbania o relacje. bo widzę, że firmie zależy na dobrej atmosferze.
        • Gość: uciskany Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.open.pl 14.05.13, 10:20
          A ze mnie od zawsze ludzie starali sie robic kozla ofiarnego wlasnie. Od przedszkola, w ktorym nikt ze mna sie nie bawil, przez szkoly srednie, az do teraz w firmie. Ludzie chca ze mnie zrobic taka osobe, bo widza ze jestem inny. Jestem w pewnym sensie autystyczny bo mam swoj swiat ktory zadzi sie swoimi prawami. I wiecie co? Generalnie mam gdzies to ze ktos podklada mi noge. Jak ktos by mi powiedzial "mielismy pomysl 10 lat temu i okazal sie lipny" to dlaczego mialbym to potraktowac jako najazd na mnie? Trzeba byc pewnym siebie i odpowiedziec "Przeciez pomysl jest dobry. Wszystko zalezy od wykonania." Ludzie nie widza tak na prawde, ze nie da sie stlamsic osob pewnych siebie. Ja jestem pewny siebie, bo nikt nigdy mnie nie chwalil. Nikt nigdy nie powiedzial ze cos dobrze robie. Taka mialem rodzine, ze nie liczyl sie wynik i zawsze byl opier*** ze jest zle zrobione.

          Dzis jestem osoba, ktora nie boi sie opieprzu. To co mi ludzie chca zaserwowac to nic w porownaniu do tego co mialem calymi latami w domu :) Mysli taki ze mi noge podstawi a ja tego nawet nie zauwaze. I wcale nie jestem intrygantem. Po prostu te zagrywki dla mnie sa zartami. Jak rozejrze sie po biurze, to widze mase ludzie, i dokladnie wiem jak kazdego zgasic zeby sie nie podniosl. Tylko po co podkladac nogi innym osobom? Moja wspollokatorka mowi ze ciagle ja krytykuje i wytykam wady. Jest w bledzie, bo to jest jej miara. Jakbym wytykal wady, to by siedziala i plakala jaka jest beznadziejna. Jestem po prostu wymagajacy, ale nie jestem zlosliwy. Nikt mi nie robil przeslug nigdy, to i ja nie robie przyslug innym.
          • Gość: agne Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.mofnet.gov.pl 15.05.13, 14:12
            ja ostatnio mam przemyślenia co do bycia kozłem ofiarnym.. I wściekłość mnie ogarnia bo czuję się bezsilna.. Jestem "zaprogramowana" na bycie kozłem ofiarnym.. Bo tak byłam traktowana w domu.. niechciane, nieprzytulane dziecko. To jeszcze byłoby pół biedy, ale byłam tak traktowana i tak krytykowana że idąc po ulicy czuję ucisk z tyłu głowy bo ludzie są za mną i patrzą się na mnie.. i pewnie mnie skrytykują.. mam ochotę zniknąć.. Nie wspomnę o notorycznym biciu.. Jak nie potrafię radzić sobie w prostych sprawach to nie ruszę i w poważniejszych.. a Tobie "uciskany" zazdroszczę pewności siebie.. wiem, że to jest klucz do wszystkiego, ale nie mam pojęcia jak się zmienić. Ja też niczego nie otrzymałam.. skończyłam liceum i usłyszałam "won z domu darmozjadzie". studia to było moje marzenie.. które sobie sama później spełniłam.. W domu nie interesowali się co będzie ze mną. Tylko Ty "usiskany" jesteś silny.. wspaniale.. Radzisz sobie mimo doznanych krzywd i braku opieki ze strony rodziców. ja jestem słaba.. jak pies co ucieka z podkulonym ogonem, bo się boi..
            Myślałam, że umiejętność poslugiwania się językiem obcym na pewno podniosłaby poczucie własnej wartości ale nie potrafię się go uczyć w grupie.. Mam pustkę w głowie kiedy mam odpowiedziec na proste pytania.. nawet na takie jak "co lubię robić" już nie mówiąc o typu "co sądzę o..". Wpadam w panikę choć na zewnątrz tego nie widać.. Tylko ja wiem jak bardzo marzę wtedy o zniknięciu. Wkurza mnie to, że jestem przegrana.. nie umiałam przez 15lat od kiedy wyprowadziłam się z domu odnaleźć siebie.. Pracuję w koroporacji i ratuje mnie tylko to, że kiedy ktoś bardzo przegina to mu odpysknę. Ale jestem poza społeczeństwem.. jeszcze trochę i rzucę pracę.. a potem to czeka mnie chyba już tylko bezdomność.. Być moze ktoś uzna że to użalanie się.. ale trudno jest używać chińskiego jak nigdy się go nie uczyło.. jak matka wmawiała mi ze będę popychadłem to i taka właśnie się stałam.. Nie mam co liczyć na miłość i ciepło o którym marzyłam.. Faceci wolą pewne siebie kobiety a nie osobę która w każdej grupie jest na uboczu. jak trędowata..
            • Gość: g Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: 212.109.135.* 15.05.13, 15:20
              Dlatego pracujesz w ministerstwie finansów? WIęcej dyskrecji przy używaniu służbowego CPU
              • Gość: agne Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.mofnet.gov.pl 15.05.13, 15:55
                nie pisuję na forach.. nie udzielam się.. wyszło spontanicznie.. emocjonalnie.... od razu jak się post ukazał, zgłosiłam do usunięcia.. na razie nic się nie dzieje..
              • Gość: Mokka Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.13, 16:10
                I co, cieszysz się, że udało ci się kopnąć leżącego? Dziewczyna napisała od serca, co jej leży na wątrobie, ale to widocznie za dużo tekstu do ogarnięcia, ważne, jakie IP, można donosik jakiś złożyć, czy coś. Jesteś tylko potwierdzeniem, że na tym świecie o kanalię łatwiej niż o świeże powietrze.
                • Gość: Tomala Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.teleaudio.pl 15.05.13, 21:00
                  > I co, cieszysz się, że udało ci się kopnąć leżącego?

                  Nie przesadzaj. Napisał tylko, żeby się bardziej zabezpieczała przy wynurzeniach.
              • Gość: gosc Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.dynamic.chello.pl 11.08.13, 16:45
                Na dole w ministerstwie i przy stołówce jets darmowe wifi, nie przesadzaj
            • Gość: b Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.skynet.net.pl 15.05.13, 15:44
              ooo jak bym czytała o sobie. w domu nie czułam nigdy miłości, było bicie, picie i poniżanie. a w firmach w których pracowałam nigdy nie mogłam się odnaleźć.
              nie pracuję, szukam pracy i zastanawiam się nad działalnością ale jestem za słaba i się boję.
            • piotrekzzz Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego 15.05.13, 19:08
              Agne, nie trać nadziei, nie możesz myśleć „nie mam co liczyć na miłość i ciepło o którym marzyłam” – takie myślenie Ci nie pomaga. Zapewniam Cię że ludzi funkcjonujących i czujących jak Ty jest więcej. I wielu z nich chętnie poznałoby osoby podobne do siebie, wśród których czuli by się dobrze lecz zwyczajnie ciężko im się odnaleźć. Prawdopodobnie jesteś introwertyczką, być może silną cechą Twojej osobowości jest neurotyzm – co w żadnym wypadku nie oznacza ze jesteś gorsza od innych! I nie daj sobie tego nikomu wmówić! Jesteś po prostu inna – wszyscy jesteśmy inni, każdy się od siebie czymś różni, jedni mniej inni bardziej. Funkcjonujesz tak a nie inaczej, założę się że masz w sobie dużo ciepła i dużo zalet, których sama nie doceniasz lub nie zauważasz! To że faceci lubią tylko pewne siebie kobiety to bzdura – osobiście uważam ze najważniejsze jest ciepło, bliskość, akceptacja która daje Ci związek z druga osobą. Jeżeli, jak piszesz, ze względu na problemy rodzinne nigdy tego nie doświadczałaś to naprawdę musi być Ci ciężko. Trzymaj się!
              • mafj_mafj moze i masz dobre intencje ale piszesz bzdury 17.05.13, 00:15
                a moze to tylko zabawa w amatorska psychologie (nie zeby profesjonalna byla lepsza)

                jak sie ma podkopana osobowosc to niewiele juz pomaga. Czlowiek jest w cyklu z ktorego sie nie da wyrwac. Brak pewnosci siebie, zaufania do siebie, poczucie nieadekwatnosci, stlumione wyrażanie sie, brak autentycznosci torpedują wszelkie społeczne interakcje, a kolejne niepowodzenia podkopują pewność siebie i mamy cykl.

                Łączenie się z innymi ludżmi, zrozumienie, przyjaźń, miłość itp to oczywiście szalenie ważna sfera... ale, może nieco przeceniona?

                Może lepiej skupić się na czymś co lubisz robić, jakiejś pasji. Niż na sferze powodującej tyle frustracji.
                Kto wie może spotkasz ludzi, z którymi będziesz mogła dzielić swoją pasję, ale nie stawiałbym sobie tego za cel.

                BTW, gdybyś przypadkiem doczekałą się dziecka, koniecznie przeczytaj książki o wychowywaniu dzieci w atmosferze szacunku itp... wyczerpanym samotnym matkom łatwo przychodzi powielanie błędów rodziców, a miłość to czasem za mało.


                ... Agne nie bierz tych diagnoz zbyt serio
            • max-kom Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego 15.05.13, 20:35
              rozumiem doskonale o czym piszesz... Trudno przeszkoczyć "wdrukowane" od dziecka poczucie niepewności, brak własnej wartości i wiarę że cos się potrafi :-(
              Moja matka miała 2 dzieci z pierwszego i dwoje z drugiego małżeństwa. I generalnie te dzieci dzieliły się na starsze i młodsze. Ja i mój brat byliśmy z tych starszych (chociaż mieliśmy innych ojców) i analogicznie dwoje młodszych (tez po innych ojcach). Zawsze było ustąp, jesteś starsza - starszy. Nie przeszkadzaj bo mam mniejsze dzieci. Miałam tego podwójnego pecha że byłam najstarsza z naszej czwórki. Skończyło się tak ze dwójka jej "cudownych" dzieci skończyła studia, mają albo swój biznes albo bardzo dobrą pracę. A my z "pierwszego" rzutu, radzimy sobie finansowo "tak-sobie". I rodzicielka w naszym przypadku nie ma specjalnych powodów do dumy. Ale tylko ona tak myśli i jest głupia, mój brat jest mądrym, lojalnym i oddanym przyjacielem, ja mam superowe dziecko i superowego tatusia do niego :-) Jest moim najlepszym przyjacielem i naprawdę dobrze się czuję w mojej rodzinie.
              Dla mnie motorem napędowym jest MOJA rodzina. Z czasem stałam się bardzo asertywna (mąz twierdzi że bywam chamska) ale zawsze wtedy kiedy walcze o MOJĄ rodzinę, taką jakiej ja jako dziecko nie miałam. Nigdy nie miałam poczucia że mam w rodzinie oparcie.
              A nie ma nic gorszego niż samotne dziecko, które jakby nie patrzeć żyje w porządnej katolickiej rodzinie :-(
              Pozdrawiam i uszy do góry :-)
            • Gość: - Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.05.13, 13:12
              > czuję ucisk z tyłu głowy bo ludzie są za mną i patrzą się na mnie.. i pewnie m
              > nie skrytykują.. mam ochotę zniknąć..

              skąd ja to znam :(
              walczę z tym świadomie od paru lat. jest ciężko, ale można wygrać!
            • czarny222 Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego 16.05.13, 13:36
              Poczytaj Sobie o Prawie Przyciągania, zacznij na Youtube od filmu Sekret (The Secret)full film po polsku. Cały czas przyciągasz to ,o czym myślisz, lub to czego nie chcesz, dajesz temu energię i dostajesz tego więcej.Wiem ,że to działa bo przez 2,5 roku po rozwodzie, myśląc negatywnie stoczyłem się ze szczytu niemal na dno, bez udziału alkoholu na dodatek. Potem inne książki z np Paul McKenna- Grunt to Pewność Siebie z płytą transową (hipnotyczną)-rewelka, a zadziwisz sama Siebie, zadziwią Cię pozytywne zdarzenia i sytuacje jakie przyciągniesz do Siebie.Pozdrawiam-Darek
            • sturm_man Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego 20.05.13, 01:23
              Swietnie w godzinach pracy w srodku tygodnia w ministerstwie czytam sobie artykuly, pisze e-mail na ktorego stworzenia potrzeba z 40 do 60 min. Zaj... pracownik nie ma co, masz pewnie mase zajec i nie wiesz co znimi zrobic. Kariera bedzie nie ma co. Serio i bez sadyzmu.
            • Gość: ankha Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.retsat1.com.pl 21.05.13, 20:30
              agne bardzo mnie poruszył Twój post i bardzo mi przykro że ktoś Ci wytknął że pisałas z pracy, jestes bardzo wrazliwa i delikatna osobą, rozumiem Cie choc ja nie dam sobie w kasze dmuchac jestem tak samo pokręcona jak Ty. Gdybys tu jeszcze zajrzała to pozdrawiam Cie serdecznie i trzymam kciuki za Ciebie! Jestes jednak bardzo silna bo bardzo daleko zaszłaś a nie miałas lekko, to czyni Cie mocną choć wiem ze w swoich wałsnych oczach za mocna sie nie uważasz...ale jestes mocna i twarda!!
          • anothergirl1 Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego 16.05.13, 07:57
            gratuluje dystansu, pewności siebie i poczucia humoru. szkoda, że nie każdy został "zaprawiony w boju" jak Ty. każdy jak piszesz ma swoją miarę i swoją wrażliwość i swoje poczucie humoru. ludzie znajdują się w życiu na różnych etapach, także na takich kiedy nie starcza im dystansu i poczucia humoru (problemy osobiste, depresja itd). ja byłam w takim momencie, kiedy chciałam jedynie mieć święty spokój, nie łapałam żartów, nie potrafiłam walczyć, tym bardziej z grupą. rolą mądrego szefa jest nie dopuszczanie do sytuacji, kiedy jedna osoba w firmie ma robione koło pióra. ja miałam wrażenie że mój nawet to podsycał. był głupi, choć wydawał się sobie strasznie zabawny. wyznawał przekonanie, że jestem tylko trybikiem i mam się dostosować. może w żartach to powiedział a mi nie starczyło poczucia humoru?
          • sonia_siemionowna Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego 16.05.13, 15:21
            Jeśli miałeś trudną sytuację w domu, to to bardzo wiele tłumaczy.

            Dzieci, które doświadczają w domu zaniedbania albo przemocy są często odrzucane przez rówieśników jako 'dziwne'. Chodzi o to, że doświadczenie przemocy w domu rodzinnym bardzo zaburza umiejętność nawiązywania kontaktów interpersonalnych. I dzieci na to reagują w ten sposób, że taka osoba jest dla nich 'dziwna'.

            Sama pochodzę z przemocowego domu, tera, o ironio, zajmuję się przemocą zawodowo. I rzeczywiście, jako dziecko też byłam niejednokrotnie odrzucana przez grupę mimo, że wbrew temu, jak zachowuje się sporo dzieci bitych w domu, nie przejawiałam zachowań agresywnych. Po prostu mój jezyk ciała i sygnały niewerbalne były 'dziwne'.
        • Gość: Marysia Najgorsze są starzejące się babsztyle... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.13, 15:55
          ... świadome, że czas nie jest dla nich łaskawy, tu i ówdzie tłuszcz zalega, gęba pokrywa się powoli zmarszczkami, a zegar biologiczny tyka lub właśnie się zepsuł, klimakterium, mąż rozglądający się za nowszym modelem albo życie po rozwodzie i nie daj Boże dobra pozycja w pracy. W moim przypadku wyjątkową kanalią okazała się być księgowa, którą znałam od kilku lat i nie zapowiadało się na to, że się do mnie przyczepi, ale jak tak się rozejrzeć wstecz, to ona zawsze miała kogoś na tapecie, komu lubiła obrobić tyłek, najchętniej donosząc fałszywie do prezesa. Babsko pracowało ze swoją córeczką, która też była ofiarą, ale jej silne uzależnienie od matki, dzięki której miała samochód służbowy, telefon komórkowy opłacany przez firmę, niebotyczną, jak na tamte czasy pensję oraz finansowane przez firmę studia podyplomowe, nie pozwalało jej na sprzeciw i wstawienie się za kimś, kogo ta akurat gnoiła, zawsze, podkreślam, zawsze, niesłusznie. Córeczka dostała od mamusi mieszkanie, potem dom, ale z drugiej strony matka obrabiała jej tyłek do naszych kontrahentów, nazywając dziewczynę pierdołą i starą panną, która nic nie umie i do niczego się nie nadaje bez wsparcia mamusi. I chyba ta dziewczyna w to uwierzyła, czasem próbowała protestować, ale nie wychodziło jej to, bo widocznie wdała się w ojca, czyli byłego męża tej wrednej małpy, która każdemu potrafiła przypiąć łatkę. Proces niszczenia mojej osoby rozpoczęła, kiedy byłam w ciąży, której z powodu niepohamowanej agresji słownej i obmowy za plecami, ciągłego napięcia i straszenia, o mało nie straciłam. Dopiero, kiedy wylądowałam w szpitalu z krwotokiem, opadły emocje i doszłam do wniosku, że moja przygoda z firmą, w której kiedyś panowała przyjazna atmosfera i nawiązywały się przyjaźnie, właśnie się skończyła. Niestety, w życiu nie jest tak, jak na filmach i babsztyl nie niepokojony przez nikogo dotrwał do emerytury i ma się całkiem nieźle. Córeczka siłą rozpędu pracuje w firmie, ale nie dostała, jak zresztą przewidywała mamusia, stanowiska głównej księgowej, bo ciągnie się za nią opinia biernej, nie posiadającej własnego zdania i kreatywności, zahukanej kobieciny, choć gdzieś po drodze znalazła męża i urodziła dziecko. A współpracownicy? Pamiętam różne sytuacje, zawsze było tak, że aktualnie mobbingowana osoba nie mogła liczyć na wstawiennictwo, a była wręcz obchodzona szerokim łukiem, jak śmierdzące łajno. Pamiętam też mój ostatni dzień w pracy, kiedy po urlopie macierzyńskim przyszłam już tylko po wypowiedzenie, kiedy to na pożegnanie otrzymałam stek wyzwisk od jadowitej żmiji, a koledzy mijający mnie na korytarzu udawali, że mnie nie widzą albo nagle im się zaczynało bardzo spieszyć. Ponieważ nigdy nie godziłam się na poniewieranie moją osobą zapłaciłam najwyższą cenę na poziomie zawodowym, zostałam także wykluczona przez innych pracowników, którzy bali się kojarzenia ich osób ze mną, aby nie stać się kolejnymi ofiarami psychopatki z przerośniętym ego i atakami klimakterium. Chamka i dzierżymorda niszczyła ludzi obmową, zawistna nie wiadomo o co, może o młodość, której w niej mentalnie nigdy nie było? Baba z kilkoma mieszkaniami, domami i górą pieniędzy nie znalazła sobie godnego przeciwnika, tylko czepiała się ludzi, którzy o jej poziomie życia nawet nie śmieli marzyć. W łzawym melodramacie jaszczurka powinna zostać ukarana poprzez jakąś zgrabną intrygę, w życiu niestety do końca swej kariery mogła liczyć na dupowłazów, którzy kadząc jej nie bez wstrętu do samych siebie, uruchamiali w ten sposób system obronny, bo mieli kredyty i rodziny na utrzymaniu. O wyjątkowej perfidii, zawiści i pokładach zła niech świadczy fakt, że ta stara wredna suka na wieść o tym, że nasza koleżanka z pracy wylądowała w szpitalu z poronieniem, skwitowała to złośliwym stwierdzeniem: "no i co, jednak się nie udało". Dla mnie to jakaś odmiana socjopatii, bo jeśli sama "bohaterka" zawsze twierdziła, że jej dobra atmosfera w pracy i przyjazne kontakty ze współpracownikami nie są do niczego potrzebne, to jest to wyjątkowa bezduszność i emocjonalne dno. Tacy ludzie są wśród nas i summa sumarum ich najblźsi często nie płaczą po nich, a nawet odczuwają ulgę, że ich koszmar wspólnego życia z psychopatą i energetycznym wampirem dobiegł wreszcie końca.
          • Gość: a Re: Najgorsze są starzejące się babsztyle... IP: *.skynet.net.pl 15.05.13, 16:13
            czy ta pani pracowała w W-wie?
          • Gość: a Re: Najgorsze są starzejące się babsztyle... IP: *.skynet.net.pl 15.05.13, 17:08
            czy nazwisko tej pani zaczyna się na K.?
            • Gość: Dyrek Re: Najgorsze są starzejące się babsztyle... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.13, 08:45
              Nie zgaduj, tylko napisz, co Ciebie spotkało w tym temacie. A portrety osobowościowe sadystów bywają zaskakująco podobne.
          • Gość: qwas Re: Najgorsze są starzejące się babsztyle... IP: *.4-3.cable.virginmedia.com 15.05.13, 23:44
            To prawda czesto ludzie na wysokich stanowiskach okazuja sie byc dnem mentalnym i emocjonalnym, bez kregoslupa moralnego. Najgorsze jest to, ze nie ma w Polsce sprawnych mechanizmow do zwalczania takich osob i zachowan.
          • Gość: mikka Re: Najgorsze są starzejące się babsztyle... IP: *.adsl.inetia.pl 16.05.13, 18:14
            hm,
            chyba jestem starym babsztylem z cykającym zegarem:) Ciekawe obserwacje Marysiu. Szczerze. Bo z mojej perspektywy widzę to inaczej. Zawsze punkt widzenia - wiadomo - od punktu siedzenia. Tak więc, ja widzę niedoświadczonych za to bardzo pewnych siebie ludzi, z nazwijmy to lekko demonstrowanym lekceważeniem dla doświadczenia. Szybko na dłuższą metę nie oznacza lepiej. Stare babsztyle co im zęby wyszły na nauce tej prawdy pozornie są z tyłu i stają się łatwo źródłem docinek. Zwykle są nieco wyżej w hierarchii, więc dodatkowo irytują zapewne. Czując lekceważenie ze strony młodszej części koleżanek [te zwykle łatwiej dają upust swoim emocjom - panowie wiedzą, że lepiej się podlizać niż kwestionować pozycję starszej koleżanki], starsze Panie może po prostu odpowiadają atakiem na atak?:) Pomyśl.
            Dodam, że nie pracuję w korporacji - prowadzę własną firmę. Mam często kontakt z osobami z korporacji. Na tej podstawie się wypowiadam.
          • artemisia_g Re: Najgorsze są starzejące się babsztyle... 16.05.13, 21:28
            Oj, młode też. Wobec rówieśniczek. Megalomańskie zazdrośnice, pozornie pewne siebie, w środku roztrzęsione galaretki o niskiej (czytaj: adekwatnej). samoocenie, potrafią się zawziąć. :) Zdarzaja się i faceci, pozornie z klasą i "ponad to" co lubią biurowe intrygi. Człowiek względnie zadowolony z siebie bez wysokiego poczucia zagrożenia nie bawi się w takie rzeczy. Ja z paniami i panami nie mam juz kontaktu ale czasu do czasu oglądam dzieła prezentowane w internecie (ekshibicjonizm mocno powyżej normy), które odzwierciedlają stan umysłu tych osób. Bezcenne. :) Śmiech i dystans, to najlepsza broń.
      • saint_just "Prywatne" , dyskretne obicie mordy 14.05.13, 19:06
        ale najczęściej tylko przyjazne poinformowanie o takiej możliwości jednemu , czy drugiemu prowodyrowi bardzo skutecznie poprawia atmosferę.
        Polecam. Zawsze działa, bo ten typ ludzi to zawsze tchórze.
        • Gość: Glapas Re: "Prywatne" , dyskretne obicie mordy IP: *.dynamic.chello.pl 15.05.13, 21:37
          Całkowicie się z Tobą zgadzam. Podczas mojej pracy w korpo miałem taki epizod. Krótka rozmowa połączona z wychowawczym plackiem (byle nie za mocno, odpowiednio żeby delikwent poczuł) na mordzie, załatwiła sprawę raz na zawsze. Koleżka który kopał pode mną dołki od poniedziałku chodził jak w zegarku. Wprawdzie nie został moim kolegą bo to kawał szmaciarza był, to jednak nigdy więcej nie zatruwał mi życia. Argument siły na takich pajaców działa wyjątkowo skutecznie. Niby to prymitywne, godne przedszkolaka, ale działa i to bardzo. Pozdrawiam.
          • Gość: kartacz Re: "Prywatne" , dyskretne obicie mordy IP: *.yolau.net 16.05.13, 07:10
            A propos przedszkolaków, to wspomnijcie znanych sobie karierowiczów
            i sprawdźcie czy kablarskich i intryganckich instynktów nie widać było u nich już
            w dzieciństwie.
        • Gość: kartacz Nic z tym się nie da zrobić. IP: *.yolau.net 16.05.13, 07:03
          Większość ludzkiej populacji to takie małe nikczemne, bezetyczne ch...ki, nastawione na prymitywne przyjemności.

          Podstawą tych różnych "chwytów psychologicznych" jest podwójność standardów.
          Ludzie, którzy operują podwójnymi standardami nigdy nie są tego świadomi.
          Mają to w genach. Gdy im się wytknie podwójny stadard nie są w stanie go dostrzec
          i będą w najgwałtowniejszy sposób zaprzeczać takim zarzutom.
          Będą czytać takie opowieści, w przekonanu, że to nie o nich tylko o kimś innym.
        • Gość: kartacz Re: "Prywatne" , dyskretne obicie mordy IP: *.yolau.net 16.05.13, 07:04
          > Polecam. Zawsze działa, bo ten typ ludzi to zawsze tchórze.

          Przeważnie bardzo płaczliwi, jak skowyczące kundelki
          i gotowi do gonienia "na skargę".
        • gnom_opluwacz Re: "Prywatne" , dyskretne obicie mordy 16.05.13, 10:42
          Tak, tak. Jasne, już wierzę, napinaczu internetowy.
          • Gość: xxxxxxxxxxxxxxxxxx To, że ty jesteś cieniasem, który się boi IP: 89.67.10.* 16.05.13, 17:28
            załatwiać swoje sprawy jak facet, to nie znaczy, że każdy taki jest :)
            • gnom_opluwacz Re: To, że ty jesteś cieniasem, który się boi 16.05.13, 18:45
              Rozczaruję cię - najlepszym dowodem bycia cieniasem jest opowiadanie o tym, jak to by się komuś nie obiło mordy.
        • Gość: ae Re: "Prywatne" , dyskretne obicie mordy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.05.13, 08:27
          > ale najczęściej tylko przyjazne poinformowanie o takiej możliwości jednemu
          > , czy drugiemu prowodyrowi bardzo skutecznie poprawia atmosferę.

          nie mów że babce-intrygantce też byś obił mordę ;)
      • gkulaw Kiedyś pracowałem na długiej delegacji 15.05.13, 11:54
        w Niemczech w branży IT. Moimi współpracownikami byli nie "robole", a ludzie po wyższych studiach. Byliśmy też razem zakwaterowani w mieszkaniach, opłacanych przez firmę, każdy miał do dyspozycji swój pokój.

        Nie dograłem się z grupą, może dlatego, że od większości byłe jakieś 10 lat starszy. Nie lubię np. filmów Tarantino, a kolesie potrafili je oglądać na okrągło. Raz dałem się namówić, ale wyszedłem po 20 minutach jakiegoś filmu Tarantino i od razu zostałem uznany za dziwaka. Potem okazało się, że jeszcze jeden człowiek nie lubi Tarantino, ale nie chciał się wyłamać. Zapytałem także grupę, czy ktoś umie grać w brydża. Patrzyli na mnie jak na stwora z innej planety. Nie lubię szwendać się po nocach po klubach, co tylko zwiększa moje "dziwactwo". Współlokatorowi zwróciłem uwagę (grzecznie), że plastiki i puszki wyrzuca się do odpowiedniego pojemnika, a nie do pojemnika na makulaturę, a także pilnowałem, żeby współlokatorzy raczyli sprzątać wspólną część mieszkania, jak była ich kolej. Ten sam człowiek nie wyrzucił przez tydzień śmieci, jak byłem akurat w domu, wskutek czego w mieszkaniu capiło jak w śmietniku, na co też zwróciłem uwagę.

        W pracy nie bylo wprawdzie większych problemów, ale team leader tolerował błędy innych pracowników bardziej niż moje. Na szczęście, jestem dokładny w tym, co robię, więc okazji miał bardzo niewiele, prawie wcale.

        Nie miałem za to żadnych problemów w dogadywaniu się z Niemcami, z którymi współpracowałem. Oni cenili sobie moją dokładność. Nie mieli problemu z tym, że nie chodziłem na comiesięczne pikniki organizowane przez ich firmę, na które my też byliśmy zapraszani. Niemcy mają inne podejście niż Polacy. Nie wymagają, aby koledzy w pracy byli także kolegami po pracy. Dla nich liczy się to, co robisz w pracy, a po pracy możesz robić to, co chcesz i nie mają z tym problemu, o ile nie szkodzisz drugiemu człowiekowi.

        W pewnym momencie trzeba by ło zredukować zespół Polaków i ja znalazłem się na czele listy, ale spotkało się to z protestem Niemców, którzy powiedzieli, że ktoś inny ma wyjeżdżać do Polski, ale ja mam zostać. Dla nich liczyła się jakość wykonywanej pracy a nie stosunki nieformalne. W Polsce jest czasami, niestety, na odwrót, o czym przekonałem się w dwóch firmach, dla których pracowałem w przeszłości.

        Dziś pracuję w korporacji IT. Nie wiem, czy kierownicy "wycinają" się. Na poziomie specjalistów wszyscy sobie pomagają, liczy się klient i jego zadowolenie. Nie wszyscy się kochają, to oczywiste, ale sympatie zostawia się za bramką wejściową do firmy. Nie ma kozłów ofiarnych, a jak jeden kolega chciał zrobić kozła ofiarnego z jednej dziewczyny, to wyleciał do innego zespołu jak z procy i za ten rok pracy nie dostał premii. Sprawa zrobiła się dość głośna w dziale, nikt więcej nie próbował takich numerów, a jak pojawił się nowy kolega o bardzo dominującej osobowości, który usilował znaleźć sobie kozła ofiarnego, to opowiedziałem mu historię o tym, jak traktuje się w firmie takich ludzi on. Dziewczyna została przeniesiona do innej grupy, gdzie była lubiana.
        • Gość: Były kopro... Re: Kiedyś pracowałem na długiej delegacji IP: *.saint-gobain.com 15.05.13, 15:48
          oj, tak im większa korpo tym więcej korpo szczurków którzy za cel stawiają sobie udowodnic innym że sa Qll, zabawmi, najlepsi i wogóle sa debeściaki na każdym froncie. Ja nie lubię biegać po pracy na piwo cztery razy w tygodniu albo grupowo wybierać sięna malowanie paznokci bo tak wszystkie panny się integrują, cenię sobie prywatność i odpoczynek po pracy dlatego po 1,5 roku serdecznie korpo podziękowalm i zmieniłam na "lepszy model" , mniejsza , cichsza, bardziej poukładana ta moja nowa firma, ale klimat zdrowszy, ludzie uprzejmiejsi i mniej sfiksowani na kasę i zarabianie i projekciki. Ja się z grupą dogadywałam świetnie, tylko doszłam do wniosku że to nie moja bajka jest, inne mam wymagania i oczekiwania a firma ich po prostu spełnić nie może ( lub nie chce, bo i tak też było) a skoro nie spełnia, po co tkwić i poświęcać 90% życia i czasu na coś czego nie chcemy.

          Pozdrawiam :o) Ja/ Jarząbek
          • gkulaw Re: Kiedyś pracowałem na długiej delegacji 15.05.13, 18:14
            Pracuję teraz w innej korporacji i atmosfera jest tu wyśmienita. Nikt nikomu nie próbuje niczego udowadniać.

            > Ja nie lubię biegać po pracy na piwo cztery razy w tygodniu albo grup
            > owo wybierać sięna malowanie paznokci bo tak wszystkie panny się integrują,

            Też nie chodzę na imprezy intergracyjne. Jak ktoś nie zintegruje się w pracy, to zabawy i tak nie pomogą.
          • Gość: Tomala Re: Kiedyś pracowałem na długiej delegacji IP: *.teleaudio.pl 15.05.13, 21:03
            > oj, tak im większa korpo tym więcej korpo szczurków którzy za cel stawiają sobi
            > e udowodnic innym że sa Qll, zabawmi, najlepsi i wogóle sa debeściaki

            To nie kwestia korporacji tylko mieszkania w tej części Europy. Wystarczy przejść się po ulicy, do urzędu, sklepu.
          • mafj_mafj Re: Kiedyś pracowałem na długiej delegacji 17.05.13, 00:58
            Pracowalem w korpo w PL i w kilku na zachodzie.

            W PL nie mialem, nie widzialem zadnych problemow w moim teamie.
            Niestety slyszlem niepokojace opowiesci z teamu sasiedniego (wroce zaraz do tego).

            Na zachodzie nigdy żadnych problemów nie widziałem (ale jestem tylko specjalistą, ktoś wyżej pisał o managemencie - ciężko mi sie donieść).
            Ludzie odnoszą się do siebie z szacunkiem, chętnie pomagają, nie ma w zasadzie obgadywania. Coś się spierniczy (coś spierniczysz) nikt nie szuka winnych, ustala się aktualny status i decyduje o następnych krokach. Palniesz bzdurę, nikt nie rzuca ci się triumfalnie do gardła, spokojnie wytłumaczą ci co i jak.

            A co do problemów w PL o których słyszałem, to wyłączanie juniorów, z team meetingów na których zapadają decyzje i ogólnie kształtowanie nieformalnej hierarchii oraz podziałów.

            Jedną z rzeczy, którą zrozumiałem po latach było ukrywanie w korpo w PL znaczenia levelu, którego zmiana defacto określała promocję (i pewnie jakieś bonusy). Level upy przeznaczone były dla kolegów?

      • Gość: SDC Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.05.13, 15:47
        Niestety to w całej rozciągłości prawda i jest to niestety normą w polskich korporacjach szczególnie państwowych, ze jeżeli pokazujesz swoją praca że jesteś lepszy robisz szybciej i taniej (nie zatrudniając konsultantów za koszmarną kasę, nie dajesz się wkręcać w szemrane interesy szefa) to uwalą cię jak tylko będą mogli. Zaczyna się dokładnie tak jak opisuje autorka:
        dyskusje pierdołach w momencie gdy obok ludzie kładą projekty za miliony złotych.

      • Gość: Adela Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.dynamic.chello.pl 15.05.13, 18:07
        Witam!
        Dokładnie tak właśnie jest teraz ze mną.
        Pracuje w dużej kolportacji - firma windykacyjna- lider na polskim i jak to ostatnio podkreślają europejskim rynku. I zdaje się że stałam się zagrożeniem dla lidera zespołu do którego mnie ostatnio przenieśli. Pracuje w firmie 6 lat przenieśli mnie do młodego zespołu ze Świeżakami by ich cyt ,, podźwignąć'' . Ale po miesiącu okazało się że zamiast być autorytetem jestem kozłem ofiarnym. Wszystko robię źle.
        Ja sie do tego zespołu nie pchałam, niestety pracownik w korpo- nie ma na nic wpływu .
        Jest się tylko daną w Excelu......zbiorem liczb . Miałam dać zespołowi kopa a okazało się że odebrana zostałam jako zagrożenie i kopy zbieram ja . Więc zaczęła się jazda ...... identyczna jak w w/w artykule. Nie informowano mnie o spotkaniach, e-maile nie dochodziły, rozmowy odsłuchiwano i oceniano mi poniżej 40 % na 100% możliwych, podważano moje kompetencje. I tak sie ostatnio zastanawiam gdzie prędzej wyląduje w pośredniaku czy u psychiatry.
      • Gość: hihi jak bylem mlody i glupi... IP: *.ip102.fastwebnet.it 15.05.13, 18:52
        po studiach w mojej pierwszej pracy, ktora z miejsca pokochalem, tak bardzo sie chcialem wykazac, pracowalem za pieciu, zostawalem, w niedziele do biura zagladalem, bo autentycznie sprawialo mi to przyjemnosc - BLAD: nastapilo to, o czym traktuje artykul. po dwoch latach zrezygnowalem.
      • organza26 Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego 15.05.13, 19:17
        Też byłam takim chłopcem do bicia, dla potwornie wulgarnej, sfrustrowanej baby z syndromem 'zamykających się drzwi' i jej takiej samej z charakteru przydupaski. Pracowałam na bardzo małym projekcie (my trzy) i niestety dosyć późno dowiedziałam się, że nienawidzi jej i śmieje się z niej cała firma, ale oczywiście tylko za plecami. W oczy było 'tiu tiu' :).

        Prawie wszystkie zagrywki przedstawione w artykule miałam okazję odczuwać na własnej skórze.
        Trwało to około roku, po czym 'ta pierwsza' poszła na inny projekt, w tej samej firmie niestety:/ Przydupaska została moją nową szefową i teraz uwaga, uwaga: oczekiwała, że będziemy trzymały sztamę, pfffff :D Przyszedł nowy chłopak do pracy i głupia złośliwa pinda chciała odtworzyć tę samą hierarchię w zespole, czyli budząca postrach i pomiatająca szefowa (ona), przydupas czyli ja i chłopiec do bicia czyli nowy chłopak. Ręce mi opadły... Nie dałam się wciągnąć w ten schemat i... uspokoiła się. Tak czy siak po tym co wyprawiała przez rok, nie chciało mi się na agresywną, złośliwą pindę patrzeć i (aż) po kolejnym roku znalazłam pracę w korporacji, która jest jednym z najlepszych pracodawców roku w minionych latach i to się CZUJE. W końcu mam wrażenie, że pracuję z ludźmi a nie z chorymi psychicznie zwierzętami... :)

        Czasami, jak przypominają mi się te ich akcje i to jak byłam gnojona, to żałuję, że to wszystko zabrnęło tak daleko i że nie odeszłam wcześniej. Z drugiej strony dzięki tej pracy dostałam tę nową, 1000 razy lepszą, więc coś za coś...
      • b.bujak Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego 15.05.13, 19:50
        dołączę dyskusji: nie pasuję do grupy z powodu zbytniego zapału i entuzjazmu do pracy, nie umiem tego stłumić, bo to autentyczna pasja...
        mam duże poczucie własnej wartości i dużą pewność siebie i zasadniczo nie dotykają mnie różne docinki - i jak już ktoś powyżej pisał, jeśli umiesz na takie docinki zareagować stanowczo, merytorycznie, obrócić w żart, zignorować (w zależności od okoliczności) to można tym osłabić ataki, bo jednak klasyczny kozioł ofiarny powinien jednak mieć słabą psychikę...
        ale nie umiem sobie poradzić z pewnym zjawiskiem, o którym nie napisano w artykule, a spotkałam się z tym pierwszy raz - chodzi o postawę współpracownika "wiem ale nie powiem"; mam taką "koleżankę", która zapytana o cokolwiek w większości przypadków odpowiada "nie wiem", moim kolejnym pytaniem zazwyczaj jest "skąd mogę taką informację zdobyć" - tu tez często jest odpowiedź, że nie wie, albo coś wymijającego, czyli powiedzieć coś, ale tak, żeby nie wytłumaczyć sedna sprawy... oczywiście zadawane pytania jak najbardziej leżą w kompetencji pytanej osoby (na pewno zna odpowiedź z biegu na 90% z nich a już na pewno zna źródła informacji);
        • Gość: dandar Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.13, 00:04
          Czy wy uważacie że gdzie indziej jest inaczej? Pracowałem w firmach kilku, kilkudziesięcio, kilkuset osobowych lub kilkutysięcznych - polskich i zagranicznych. I co? Ludzie są zawsze ludźmi - są sympatie, antypatie. Każdy chce dobrze zarabiać, utrzymać siebie i rodzinę. Pod pewnymi względami w korporacji jest łatwiej - masz dział HR, masz więcej osób wokół siebie - potencjalnych świadków niewłaściwego zachowania przełożonych czy też kolegów. Oczywiście zdarzają się patologie, ale większość przypadków niedopasowania nie jest tak straszna. Ja w życiu raz rzuciłem papierami ze względu na szefa - akurat w małej firmie. W korporacjach łatwiej jest się wkręcić do ważnych (z punktu widzenia korpo) projektów albo znaleźć dla siebie kawałek kompetencji, które powodują że będziesz oceniany ze względu na swoją pracę a nie popularność i znajomości. Jeśli chcesz żeby cię lubiano - musisz się trochę nagiąć - poszukać wspólnych tematów z innymi, jednocześnie pamiętając że firma to miejsce pracy a nie szukania best friends forever - nie musisz i nie będziesz lubić wszystkich. A w zasadzie, w każdym możesz dostrzec pozytywy i negatywy. Z Iksińskim nie gadaj o niczym osobistym, dla Igreka ważne jest to że może trochę sobie pogadać a Kowalski pod oknem jest bardziej nieśmiały niż ty. Pamiętajcie - poczucie humoru i odrobina wrzucenia na luz, pomagają w życiu. Także w korporacji otaczają was, niespodzianka... ludzie. Z większością można się jakoś dogadać. Oczywiście pozostają prawdziwi psychole - od nich trzeba się uwolnić - albo zmienić dział albo firmę.
          Nie wierzę też w to że samych najlepszych się zwalnia - wierzę natomiast że jeśli spytamy się kogoś, dlaczego przestał gdzieś pracować - stwierdzi że był za dobry dla tej firmy - to pomaga w utrzymaniu samooceny, ale nie realnie rzecz biorąc - prawda często jest inna. I nie wciskajcie mi kitu jak to świetni są zagraniczni szefowie a jak źli polscy - nie ma takiej reguły. Osoby z zachodu są bardziej obyte z korpo, tworzą lepsze wrażenie - i to cała różnica.
          • ostatniniezmanipulowany Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego 16.05.13, 07:15
            "Nie wierzę też w to że samych najlepszych się zwalnia - wierzę natomiast że jeśli spytamy się kogoś, dlaczego przestał gdzieś pracować - stwierdzi że był za dobry dla tej firmy - to pomaga w utrzymaniu samooceny, ale nie realnie rzecz biorąc - prawda często jest inna. "

            Szefowie też chcą utrzymać wysoką samoocenę więc wywalają.
          • gnom_opluwacz Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego 16.05.13, 10:46
            Tak, uważam, że gdzie indziej jest inaczej. To nie jest tylko kwestia "ludzkich cech" ale i jak najbardziej racjonalnych wyborów dokonywanych przez kierownictwo.
          • Gość: K Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.warszawa.vectranet.pl 16.05.13, 12:47
            Sensowna odpowiedź.

            Śmieszy mnie ta cała nagonka na korporacje, gdy większość opisanych praktyk nie jest w żaden sposób charakterystyczna dla korporacji, ale dowolnej organizacji, gdzie współpracują ludzie - czy to szkołą, uniwersytet, urząd, wojsko, cokolwiek, gdzie liczba ludzi wymusza powstanie hierarchii i jednocześnie tworzenie się nieformalnych grup i podgrup.

            Gratuluję prostoty umysłu wszystkim uważającym, że np. korporacja jest "zła" z definicji (bardzo teraz rozpowszechnione i 'modne' wśród młodszego pokolenia. Całość tak naprawdę zależy od pewnej kultury zarządzania i całej organizacji (jakkolwiek podręcznikowo to brzmi) - i poprzez to od poziomu ludzi którzy odpowiadają za zarządzanie.

            A że z tym w Polsce jest kiepsko, to inna sprawa. Chętniej bym przeczytał o tym co można zrobić, żeby to zmienić.
        • antygona72 Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego 16.05.13, 12:10
          sprawa jest prosta :osoba pytana czuje, że jesteś jej zagrożeniem i świadomie pozbawia cie dostępu do pewnych informacji aby w odpowiednim momencie zabłysnąć a przy okazji podkreślić twoja niekompetencję. Czy Ty nie piszesz aby o biurze głównym Tesco Polska bo tam takie zachowania to norma , a w zasadzie to w Tesco poszli nawet dalej bo bywało, że nowi pracownicy nie dostali na czas komputera a byli rozliczani z ilości wprowadzonych dokumentów i to był dopiero czad...
      • Gość: zajechany/a DHL - pracuj, pracuj, a szef Cię doceni... IP: 91.90.160.* 16.05.13, 07:46
        lub będziesz miał/a ochotę skoczyć z mostu, jeśli jesteś choć odrobinę mądrzejszy/a i inteligentniejszy/a od szefa swego. "Kultura" korporacyjna jest tam na bardzo wysokim poziomie, kłamstwa, obłuda, robinie człowieka w "pręta", piekące uszy, to jak opium dla mas. Mądry tam nie wytrzyma, głupcy pną się po szczebelkach. Pozdrawiam zatem wszystkich, którzy wybrali ŻYCIE :)
      • Gość: Ania Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.play-internet.pl 16.05.13, 08:22
        "Wystarczy zaprosić na rozmowę najpierw jedną, potem drugą stronę, a na koniec je skonfrontować. I trudno, niech się jakoś spróbują dogadać."

        Niech spróbują...
        Pełniąc swego czasu p.o. szefa zwróciłam uwagę współpracownikowi, że źle robi to czy tamto.
        Od tego czasu ze mną nie rozmawia, co mi zresztą rybka.

        P.S. zrobił takie coś, że w najgorszym przypadku mógł mieć problemy prawne.
        • Gość: głupia jesteś Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.warszawa.vectranet.pl 17.05.13, 20:17
          Należało takiego wywalić na kopach z dyscyplinarką. a tak będzie dalej intrygował.
      • Gość: gonzo Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.play-internet.pl 16.05.13, 08:43
        dobry artykul, laska jest niezlym obserwatorem. tu jest gen niewolnika i skur.ysynstwa potrzebny (indywidualizm to kula u nogi), jak sie go nie ma a ma sie w miare wysokie iq to trzeba isc na swoje.
        NB nawet jak sie ma gen niewolnika, to i tak jest olbrzymie prawdopodobienstwo, ze corpo cie po 40 wypluje.
      • Gość: gonzo Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.play-internet.pl 16.05.13, 08:52
        obcokrajowcy (tych co znam) w polskich oddzialach chleja na umor... ich sposob na ogarniecie rzeczywistosci. boze jak super, ze zdecydowalem sie na wyjazd z polski.
      • moojcik znajomej o mało nie zagryźli w agencji mediowej 16.05.13, 10:21
        ośmieliła się wyrazić swoje zdanie, że regulacja związków partnerskich jest niepotrzebna, bo jak ktoś chce rejestrować związek to ma małżeństwo. No i się zaczęło.

        Postępowa warszawka pokazała jej czym jest w świecie lemingów tolerancja dla cudzych przekonań. Dziobali ją wszyscy od szefowej do asystentki recepcjonistki, każdy wręcz czuł się zobowiązany by wyrazić pogardę i wyższość wobec "takich" poglądów.

        • Gość: Lucynka A najgorszy jest brak poczucia humoru - IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.13, 14:43
          czytaj: inteligencji. Nie da się też za bardzo porozmawiać na tematy ambitniejsze niż równouprawnienie kobiet, gejów, konkubinatu, shopping, programy TVN-u i nowa kochanka prezesa.
        • Gość: Miki Re: znajomej o mało nie zagryźli w agencji mediow IP: *.net-serwis.pl 19.05.13, 00:02
          zauważyłam, że jakieś 15 lat temu obciachem było być homoseksualistą, a teraz obciachem jest być hetero. Ludzie odwagi, nie dajmy się temu mechanizmowi, jestem za normalnością, nie dopuścmy do tego by uważać że kobieta+mężczyzna to patologia.
      • antygona72 czyżby chodziło o biuro główne Tesco Polska ? :) 16.05.13, 11:58
        artykuł idealnie opisuje zachowania korporacyjnych kobiet lekkich obyczajów z biura głównego Tesco Polska, oficjalnie zatrudnionych na stanowiskach kierowniczych, a w rzeczywistości pełniących rolę więziennego kapo w obozie pracy ... ale myślę, że można wpisać dowolna nazwę zachodniej korporacji i też będzie pasować jak ulał … dodałabym tylko , że już zasadą jest podkradanie cudzych pomysłów oraz dowalanie pracy tak aby ofiara nie była jej w stanie przerobić nawet w 24 godziny.
        • Gość: gość Re: czyżby chodziło o biuro główne Tesco Polska ? IP: *.182.129.150.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 16.05.13, 23:13
          Nie o Opel w Gliwicach dział zakupów - pani kierownik i jej świta, mobbing, zaszczucie pracowitych i awans dla pozostałych pracowniczek z promotorami wyższego szczebla. Rzygać się chce...
      • Gość: olo Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.um.warszawa.pl 16.05.13, 12:09
        Przeczytałam i złe emocje wróciły ponownie..
        Korporacja czy organizacje z sektora publicznego- to nie ma tu żadnego znaczenia... wszędzie jest to samo. Zarządzanie konfliktem zawsze tak wygląda... Wygrasz jak zmienisz środowisko, przegrasz pracę ale odzyskasz spokój psychiczny i może z czasem motywację do pracy.
      • krwawy_krolik Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego 16.05.13, 13:38
        "Tę sytuację świetnie ilustruje przykład o maklerach, którzy ubierali się w niebieskie koszule. Pewnego dnia dołączył do nich "nowy" i na dzień dobry zapytał, czy wszyscy dostają ubranie z przydziału. Od razu był skreślony."

        Nic dziwnego, bo zachowal sie niegrzecznie wobec kolegow.
      • Gość: malami praca w korporacji była koszmarem !!! IP: 217.173.195.* 16.05.13, 14:54
        pracowałam kilka lat temu w znanej firmie kosmetycznej na "A". Byłam regionalnym kierownikiem sprzedaży, miałam pod sobą ok 500 konsultantek, przejęłam po kimś trudny okręg. Na początku było ok - szkolenia, motywacja, obiecywanie gruszek na wierzbie. Pracowałam bardzo ciężko, od rana do późnego wieczora, wiecznie pod telefonem. Nie miałam czasu na rodzinę i przyjaciół, z nerwów nie mogłam jeść ( przy wzroście 170 cm ważyłam po dwóch miesiącach pracy 49 kg). Wyjazdy w teren, organizacja spotkań, wynajmowanie biura w centrum miasta. Oczywiście musiałam założyć działalność gospodarczą. Po 3 miesiącach gdy nie dawałam rady rekrutować kolejnych dziesiątek konsultantek zaczęły się problemy:
        - telefony od szefowej późno wieczorem ( szantaże, porównywania do innych, strasznie utratą pracy itp),
        - na kolejnym firmowym zjeździe szkoleniowym nikt się do mnie nie odzywał, inne regionalne kierowniczki po prostu mnie nie zauważały, traktowały jak powietrze. To było polecenie z góry by mnie tak ukarać i zgnoić.
        - głuche telefony w nocy, intrygi, utrudnianie pracy, podkupywanie konsultantek...
        Nie wytrzymałam i odeszłam po 6 miesiącach. Z tego co wiem po mnie było kolejnych 5 kierowniczek....
        Nie pracujcie dla korporacji - piorą mózgi, wykorzystują do cna i traktują człowieka jak ścierkę. Chrzanię te zarobki. Mój spokój i godność jest bezcenna.

      • sonia_siemionowna psychopaci w korpo 16.05.13, 15:24
        Zainteresowanych tematem odsyłam do, póki co, anglojęzycznych publikacji na temat kultury korporacyjnej. Okazuje się, iż jest to wyjatkowo wdzięczne schronienie dla rozmaitej maści narcyzów i psychopatów (tzw. high-functioning psychopaths). Pisał już o tym Hare, ale są i nowsze badania.
        • Gość: ja Re: psychopaci w korpo IP: *.copit.pl 16.05.13, 23:18
          Hare wyjaśnij to znakomicie... "Psychopaci są wśród nas". To bardzo szkodliwe zjawisko jeżeli kadra zarządzająca nie jest na nie wyczulona. Polecam właścicielom małych firm, bo to Was taki ktoś może puścić z torbami.
      • Gość: el Pe Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.KREDKA.ds.uni.wroc.pl 16.05.13, 16:00
        problemem jest właśnie to, że są ludzie, którzy mają jakieś zasady.
        a homo corporaticus ich nie ma i nie chce wiedzieć, że jeszcze są.
        homo corporaticus chce pić kawę, przeglądać fb i demoty oraz plotkować; chce wynieść z pracy długopisy i cukier, wziąć premię, wkręcić rodzinę do roboty i na lewo załatwić dofinansowanie do wczasów.
        każdy, kto może w tym przeszkodzić i uświadamiać, że nie wypada, ten będzie zniszczony
        tutaj szerzej o tym właśnie mówiłem
        • Gość: coz Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.13, 20:25
          to niestety też taka nasza polska ,ohydna mentalność. Czasem wystarczy się przejść gdzieś kolo biurowcow i słyszy się tylko obgadywanie ,kto kogo ,a kto co zrobil etc.
          inne narodowosci gadaja sobie o rodzinie ,imprezach ,hobby itd.obgadują ale nie w tak stopniu.Straszne!
      • Gość: wix Ludzie są dziwni. IP: *.compower.pl 16.05.13, 22:12
        Dają sobą pomiatać jednocześnie utwierdzając idiotów w przekonaniu że słusznie postępują. Gardzę takimi idiotami. Jedyne co potrafią to swoje żale przelać na klawiaturę. W zasadzie to jesteście i będziecie popychlami przez całe Wasze marne życie:-)
      • Gość: wyjechana Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.cm-7-3d.dynamic.ziggo.nl 16.05.13, 23:28
        pracowałam w korporacjach i mniejszych firmach - mimo, ze jestem ogólnie towarzyska, dość rozmowna i przyjazna - zauwazylam, ze ludzie lubią wykorzystać tę przyjazność, zawsze czegoś zazdroszczą, w wieku 40 lat nie byłam w stanie wytrzymać tych gierek w pracy, wywalania dobrych fachowców i rządzenia przez najbardziej ograniczoncyh osobników. Pracuję teraz w wolnym zawodzie, mam kontakt tylko z klientami i powiem szczerze - wystarcza mi to, kompletnie nie tęsknię za atmosferą biura, pracuję, kiedy chcę i ile chcę. NIe byłąbym w stanie powrócić do korporacji czy innej firmy, bo szkoda mi czasu i energii na zagrywki ludzkie i "stosunki" w pracy. I tyle. I niewazne w jakim kraju. Tak samo jest w Polsce, jak za granicą - te same babska intrygantki i bufonowaci faceci, ktorzy jednak są lepsi we wspólpracy.
      • Gość: Internautka Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.radom.vectranet.pl 17.05.13, 00:25
        Wszystko się zgadza , a najzabawniejsi są tacy , którzy od tak powiedzą do Ciebie nie po imieniu , ale Ty, prawie jak w Ameryce, tyle tylko ,że my żyjemy w Polsce. Zawsze mam na takich kmiotków, jeden wyraz "ależ jesteś żałosny/a/ śmieszny, że tego nie widzisz " Szczerze ? szkoda czasu na pracę dla takich ludzi, prędzej czy później osobiście powiedziałabym co myślę o takim postępowaniu.
      • Gość: Internautka Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.radom.vectranet.pl 17.05.13, 00:30
        Polski styl zarządzania jest marny. Wszyscy Ci dyrektorzy , prezesi to prawie jak czas komunizmu. Rozumiem dlaczego teraz ludzie przyjeżdżający z zagranicy mówią , że nie ma nad Wisłą ludzi , z którymi można rozmawiać, oczywiście o ludziach piastujących w firmach wyższe stanowiska.
      • Gość: :) Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.dynamic.chello.pl 17.05.13, 00:51
        Znam sytuacje opisane w artykule z autopsji. Moment zwolnienia z korporacji był najszczęśliwszym w moim życiu. Zwolniła mnie firma. Mi samemu zabrakło odwagi. Podjęli decyzję za mnie. Mimo że myślałem z niepokojem o kwestiach finansowych, gdzieś tam wiedziałem że to krok w dobrą stronę. Dziś pracuję w zawodzie w jakim zawsze chciałem, ale nigdy nie miałem odwagi - bo trudny rynek, bo konkurencja, bo niepewność, bo potrzeba ciągłego kosztownego dokształcania się. Gdyby nie to trudne doświadczenie zakończone zwolnieniem, nigdy nie znalazłbym odwagi i motywacji do realizacji własnych marzeń i życiowej pasji.
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka