rosomak29
24.03.05, 23:30
Najśmieszniejszym stanowiskiem w banku - moim zdaniem - jest doradca klienta.
Ładnie to się nazywa, a powinno brzmieć sprzedawca, albo akwizytor. W bankach
obecnie jest tendencja, aby na doradcę "wstawiać" młodych ludzi z programów
typu Absolwent. Taki absolwent ma byc doradcą. Najczęściej jest tak, że
klient jest lepiej zorientowany od takiego doradcy. Doradca z reguły coś tam
pieprzy o kartach, funduszach, kredytach hipotecznych itp. w zależności na co
w danym momencie ma plan. Natomiast jesli chodzi o merytoryczną dyskusję i
doradztwo co zrobić np. z okreslona kwota pieniędzy, to już jest problem.
Doradcy jak zauwazyłem nie mają podstawowej wiedzy o tym co dzieje się w
gospodarce i nie potrafią interpretować zdarzeń na rynku. Oni mają tylko
sprzedawać ku zadowoleniu szefostwa banku (zwykle zagranicznego). Nic
dziwnego, że z banków odeszli najlepsi pracownicy i poszli do normalnych
firm, gdzie ich wiedza i doświadczenie mogą być właściwie spożytkowane.
Obecnie banki "łatają" dziury w kadrze naborem absolwentów. Z kolei ci mlodzi
ludzie nie wytrzymują presji i też szybko odchodzą. Cóż, jakośc coraz gorsza.
Mniej więcej rok temu byłem na spotkaniu z udziałem viceprezesa dużego banku
(z udziałem kapitału zagranicznego oczywiście). Pan Prezes był bardzo
zdziwiony, że ludzie nie chcą robić kariery na tak eksponowanych stanowiskach
jak stanowiska sprzedawców i doradców i robią wszystko, żeby z nich uciec.
Natomiast ja dziwiłem się, że Pan Prezes się dziwi....