Gość: gofcia Re: kijaszek w mrowisko IP: 213.231.13.* 05.11.02, 13:15 Witam, nie wiem czy moje doświadczenia wniosą coś nowego do dyskusji, ale chętnie się nimi podzielę. 7 lat temu zatrudniona zostałam w firmie handlowej - świeżo po liceum, ale z dość dobrą znajomością niemieckiego, szczęśliwa, że mam pracę. Znajomość niemieckiego, warunek zatrudnienia, został sprawdzony gruntownie przez niemieckiego wspólnika. I w jakim celu był potrzebny w firmie pracownik ze znajomością języka niemieckiego - otóż szefostwo 2x w roku wyjeżdża na narty do Szwajcarii i trzeba zarezerwować hotel. Tyle lat nauki... A jakie zdziwienie malowało się na twarzach Zarządu, kiedy postanowiłam zmienić pracę, właśnie ze względu na brak kontaktu z językiem. Obecnie, w nowej pracy, na szczęście mogę doskonalić swoją znajomość języka. A to,że w CV ludzie zawyżają swoje umiejętności wydaje mi się trochę śmieszne, tylko że każdy chce w końcu zaprezentować się jak najlepiej. Ja bym się jednak obawiała tego wstydu podczas rozmowy kwalifikacyjnej ... Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mimi Re: kijaszek w mrowisko IP: *.bielsko.dialog.net.pl 05.11.02, 23:03 gofciu, pewnie dlatego, że z przyzwyczajenia asystentce każą znać język, a w rzeczywistości i tak nie będzie go używała. Ja, z "głupoty" dostałam pracę w małej firmie będącej filą belgijskiego olbrzymka. Oczywiście sprawdzono mój język w czasie rozmowy kwalifikacyjnej (napisałam w CV - j.ang. dobry), ale przyszły szef bardziej podniecał się moją "miłą aparycją". Praca w tej firmie to była najlepsza szkoła językowa jaką miałam w życiu. Przez 10 h dziennie bredziłam w tym języku o sprawach bardzo technicznych. Nie było to bowiem stanowisko asystentki dyrektora, ale szefa produkcji. Na początku było strasznie, a po miesiącu - dwóch, byłam gotowa przejąć stanowisko mojego szefa... (żartuję, za dużo roboty). Po jakimś czasie stwierdziłam, że pora na zmiany, bo oto w GW znalazłam ogłoszenie o pracy dla asystentki prezesa w jednej z większych firm w PL. Bardzo się tym podniecałam, pracę dostałam, i przez 2 lata powiedziałam 2 zdania po angielsku. Ale wymagania były i to jakie. Ale znowu chyba zadziałała ta moja nieszczęsna "miła aparycja". Chociaż nie wiem czemu, bo nie jestem blondynką (tu: utarte powiedzenie, nie chcę obrazić blond pań) i skrzętnie ukrywam moje długie nogi. No i jestem już dosyć wiekowa. Tak więc po wspaniałym początku marny jest mój koniec. Po dwóch latach cofnęłam się i to bardzo. Wiem, że kariery tłumacza to już nie zrobię. Ale, co tam oprócz angielskiego znam jeszcze francuski (też już lekko przykurzony) no i wiem jak zamówić kawę po niemiecku... Czyli, jak niektórzy to robią, mogę śmiało powiedzieć że znam trzy języki - biegle. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ewaa Re: kijaszek w mrowisko IP: 62.233.139.* 05.11.02, 17:33 Droga Jotembi, nie wiem czy już któryś z moich poorzedników poruszał tę kwestię, bo nie mam cierpliowości ani czasu wczytywać sie we wszystkie głosy w tej sprawie....ale do rzeczy.Jestem juz trzeci rok, może czwarty (?) po filologii angielskiej i niestety w Warszawie jestem osobą przyjezdną. Być może z braku siły przebicia, lub też z innych, bliżej nie znanych mi powodów, utknęłam na stanowisku lektorki języka angielskiego i tak tkwię tu bez powołania. Ocknęłam się w tym roku, kiedy drastycznie zmniejszono mi wymiar godzin w jednej z całkiem dobrze płacących szkół i zostałam na tzw. lodzie. Pomyślałam sobie, a co mi tam... mam licencję pilota wycieczek, jestem po kilku kursach komputerowych, no i ten język...poszukam pracy w innej branży! Pełna optymizmu, za jedyne źródło informacji o wolnych stanowiskach mając Gazetę Wyborczą, zaczęłam rozsyłać swoje CV- i co, i nic. Nikt nie chce asystentki bez doświadczenia, nikt w poważnej firmie nie nawiąże współpracy z lektorką języka angielskiego. Konkurencja i tak jest już ogromna, więc po cóż zatrudniać osobę bez doświadczenia... I po co mi ten język??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jan Re: kijaszek w mrowisko IP: *.hispeed.ch 06.11.02, 00:55 Gość portalu: ewaa napisał(a): > I po co mi ten język??? Ewoo, ten język to po to, by móc czytać Kurta Vonneguta, Grahama Greene'a i kogo tam jeszcze bez czekania, że ktoś Ci go przetłumaczy. Tego Ci nikt nie zabierze. To nie jest jakieś tam gadanie. Jestem na tzw. Zachodzie, na który wielu forumowiczów chce się wybrać, by ich wreszcie ktoś docenił. A tu kryzys szaleje, pracy nie ma dla młodych, pracy nie ma dla starych (jak ja), praca jest ewentualnie dla młodych z doświadczeniem (30 lat +-2), więc czuję, że aż przyjdzie wyczekiwany boom, żeby nie ześwirować potrzebna będzie kultura. Być, nie mieć. Wyższe wartości. A wracając - jeżeli Ci język "jako taki" nic nie daje, to może jega nauka była błędem. Syn studiuje informatykę. Miał kolegów, którzy poszli bez zainteresowania, a jedynie, "bo tam się dobrze zarabia". Już ich nie ma. Poza tym już się tak dobrze nie zarabia. I tak pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewaa Re: Jan IP: 62.233.139.* 07.11.02, 16:21 Aktualnie, drogi Janie, czytam "Komediantów" Grahama Greena... po polsku, nie mam czasu na bieganie po bibliotekach, a na oryginalne wersje mnie nie stać, a angielski kocham, dla niego samego, i to tyle... Odpowiedz Link Zgłoś
ka2 Re: kijaszek w mrowisko 06.11.02, 13:36 że też dzisiaj musiałam trafić na ten wątek :( co mnie podkusiło żeby wejść na to forum :((( od lat płacę ciężkie pieniądze za kursy dla córki , która właśnie dzisiaj pisze próbną maturę z angielskiego i okazje się psu to wszystko na budę ( kursy znaczy ) doczytałam do pytania młodego ( chyba ) gniewnego , który został bez odpowiedzi, jak właściwie tego języka się uczyć , żeby móc pisać takie teksty idę sobie zrobić kawę , trochę to trwa, może jakoś doczekam wiadomości od córki Odpowiedz Link Zgłoś
jotembi Re: kijaszek w mrowisko 06.11.02, 14:12 spox ka2, na próbną maturę kursy mogą wystarczyć... a jeśli dziewczyna ma dodatkowo zdolności do języków, to luzik, nawet kursy jej nie zaszkodzą! trzymam kciuki, daj znać jak jej poszło! Odpowiedz Link Zgłoś
forward Re: A miałaś się nie wcinać w nie swoje wątki 06.11.02, 17:13 i nie wypowiadaćna tematy na których się nie znasz. Nie masz jakiś tłumaczeń, czy może zwieracze stwardniały ci od siedzenia na kompie? Forward Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ciekawski Pytanko do forward'a IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 06.11.02, 22:48 hej !!! Wytłumacz proszę dlaczego jesteś taki agresywny i to nie tylko w stosunku do jotembi. Czytając rózne wątki widziałem także inne Twoje wypowiedzi. Wyglądasz na gościa, który ma do wszystkich żal "o coś" - nie wiadomo dokładnie o co. A - i skąd Twój nick? Moim zdaniem niektóre Twoje wypowiedzi (depresyjno-narzekające) jakoś do niego nie pasują. Pozdrowienia Odpowiedz Link Zgłoś
forward Re: Odpowiadanko od forward'a 07.11.02, 19:56 Cieszę się że mam fana, co prawda w necie, ale zawsze to coś. Jest taki przycisk w sprzęcie audio-video FAST FORWARD ( szybkie przewijanie do przodu ), nie zmieściłem FAST został FORWARD przy logowaniu. Jakbyś chciał autograf to pocztę znasz. Forward Odpowiedz Link Zgłoś
ka2 Re: kijaszek w mrowisko 06.11.02, 20:05 hyhy , na moje nerwowe " no i jak " moje dziecko spojrzało na mnie z góry i radośnie stwierdziło cytuję : mamuuuśka , spokojna twoja rozczochrana mówi , pewnie wie :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ewaa Re: kijaszek w mrowisko IP: 62.233.139.* 07.11.02, 16:34 k2, nie przejmuj się zbytnio tym co tu wypisują. Do języków, tak jak np. do jazdy samochodem albo ma się talent , albo nie. Ja, np. od 9 lat jeżdżę autem, a jestem beznadziejna, ale jeszcze się nie zabiłam, a języka nauczyłam się nie wiem kiedy. Twoja Córka, nawet jeśli talentu nie ma, to nie zginie za granicą, jeśli się naprawdę uczy! Także pieniędzy w błoto nie wyrzuciłaś :)) pozdrawiam ps. jestem nauczycielem angielskiego Odpowiedz Link Zgłoś
^rafik^ Re: kijaszek w mrowisko 07.11.02, 15:29 Gość portalu: jotembi napisał(a): > Pracuję sobie od trzech miesięcy - ja, stare babsko, w dodatku postać > liryczna i na ogół niechętnie zatrudniana, bo samotna matka... Dla zabawy > bardziej niż z innych powodów napisałam na kolanie cover letter i resume, > przyniosłam do firmy, która poszukiwała kogoś takiego jak ja (oczywiście za > pośrednictwem ogłoszenia w GW hehe), i następnego dnia zostałam formalnie > przyjęta do pracy. Mozna to powiedziec o szczesciu, ze twoim pracodawca jest obcokrajowiec. Niestety polskie realia sa takie ze samotna matka w wieku ponad 40 lat (jak sie w innym watku przyznalas) ma duzo mniejsze szanse na znalezienie pracy niz ktos mlodszy nie obarczony dzieckiem - tak to niestety wyglada. > A stanowisko, o jakie się > ubiegali, wymagało tej znajomości na poziomie near native, jesli wręcz nie > native proficiency Jak napisalas w innym poscie pracujesz jako tlumacz i na takie stanowisko zeczywiscie potrzeba doskonalej znajomosci jezyka. Ale takiego samej tez znajomosci jezyka (patrzac na tresc ogloszenia) wymagaja inni pracodawcy gdzie jezyk jest potrzebny tylko na poziomie podstawowej komunikacji. Trudno sie dziwic zdesperowanym bezrobotnym ze zawyzaja swoje umiejetnosci, skoro i wymagania w ogloszenia sa mocno przesadzone. Wedle definicji wielu twoich zwolennikow poziom "Biegly" to prawie "native proficiency", tak wiec ja mam taki poziom jezyka angielskiego. Ponad rok temu znalazlem prace z ogloszenia gdzie wymagana byla biegla znajomosc jezyka angielskiego; taka tez wpisalem w CV i prace dostalem. Wiec chyba jestem "Biegly" w tym jezyku > Mój wspomniany sąsiad z pokoju to > ktoś, kogo śmiało zaliczyć można do takich właśnie "młodych". Zapału ma > mnóstwo: od rana do końca dnia pracy wydzwania ze służbowego telefonu po > całym kraju oraz do wszystkich sieci komórkowych, bo załatwia sobie remont > mieszkania. Wykorzystuje rzecz jasna fakt, że trzecia osoba w biurze - szef > za ścianą - nie rozumie ani be ani me po polsku, a ja oczywiście nie > podkabluję... no bo nie podkabluję, niestety, choć skądinąd żal mi tego > biedaka szefa, porządny obcokrajowiec z niego. W pracy liczy sie to wydajnosc. Jezeli twoj wspolpracownik potrafi wypelniac obowiazki i w tym samym czasie "remontowac" sobie mieszkanie, to znaczy ze: a) jest w dobrym fachowcem b) twoj szef jest idiota, ze sie nie poznal kto dla niego pracuje. Mozna jeszcze dodac ze zgodnie z jedna z zasad Dilberta "office supplies" sa skladnikiem wynagrodzenia. Wraz ze spadkiem realnej placy rosnie wykozystywanie do swoich celow zasobow firmy. I jeszcze jedno adresy IP od 195.187.102.0 do 195.187.102.255 sa zajete przez Instytut Budownictwa, Mechanizacji, Elektryfikacji Rolnictwa w Warszawie. Tam przecujesz jako tlumacz z obcokrajowcem szefem, czy tez jestescie od nich niezalezni. Pozdrawiam ^Rafik^ Odpowiedz Link Zgłoś
jotembi Re: kijaszek w mrowisko 07.11.02, 16:59 trudno sobie wyobrazić, żeby szef-obcokrajowiec pracował w takiej firmie, co? skoro już tyle wykryłeś (a swoją drogą mogłeś po prostu zapytać hehe), to pewno wiesz albo domyślasz się, że takie wieeelkie instytuty z poprzedniej epoki dość cienko przędą w nowej rzeczywistości. sporo tzw. office space wynajmują, żeby jakoś przetrwać (głównie do emerytury). aha, podejrzewam, że dla dalszej zabawy (czyżbyś był bezrobotny i aż tak się nudził?) zajmiesz się teraz ustalaniem moich personaliów... ułatwię ci zadanie: jeśli przypadkiem jesteś z wawy, to skocz sobie nad wisłę i popatrz na syrenkę, tą dużą i ostatnio coś mieszaną z błotem. noszę nazwisko dziewczyny, która pozowała Ludwice Nitschowej do tego właśnie pomnika. a żeby było jeszcze zabawniej, dokładnie naprzeciwko instytutu, którego adres IP tak sprytnie ustaliłeś, jest na ścianie domu tablica pamiątkowa, bo tam właśnie ta dziewczyna przed wojną mieszkała. dla twojej informacji: w wawie jest w tej chwili tylko jedna osoba o tym nazwisku, mianowicie ja hehe. jeszcze jakieś informacje? naprawdę, szkoda twojego czasu - no chyba że chcesz się popisywać talentami tropiciela - wystarczy zapytać. tak się składa, że raczej nie miewam tajemnic, nie wstydzę się swojego nazwiska... po prostu absolutna transparency Odpowiedz Link Zgłoś
^rafik^ Re: kijaszek w mrowisko 07.11.02, 19:59 Ja cie nie szpieguje. Napisalem ze "Tam przecujesz jako tlumacz z obcokrajowcem szefem, czy tez jestescie od nich niezalezni". Czyli sie zapytalem jak to jest z ta wasza firma. Wyjasnienia przyjmuje. Nie zmienia to jedankze moich opinii wyrazonych w poprzednim poscie. Pozdrawiam ^Rafik^ Nie jestem bezrobotny Odpowiedz Link Zgłoś
jotembi Re: kijaszek w mrowisko 07.11.02, 21:17 wiem, że nie szpiegujesz - zresztą mało mnie to obchodzi. natomiast dzielenie się tego rodzaju wiedzą z tzw. ogółem jest - delikatnie rzecz ujmując - dwuznaczne etycznie. mnie osobiście akurat to nie przeszkadza, ale fakt pozostaje faktem co do meritum, to oczywiście wiem, że teoretycznie ktoś taki jak ja ma nikłe szanse na rynku pracy - samotna matka po 40tce, no zgroza po prostu. dostałam ten kontrakt z dnia na dzień z dwóch powodów: po pierwsze, szef jest nie- polak, a po drugie - ja jestem naprawdę dobrym fachowcem. amen. o tym, jaki stopień znajomości języka jest potrzebny na jakich stanowiskach, było już tutaj dużo. a ja raz jeszcze powtarzam: kiedy pisałam swojego pierwszego posta, miałam na myśli zupełnie coś innego. chodziło mi o takie jakieś skrajne zadufanie w sobie, które pozwala człowiekowi na jednej kartce papieru chwalić się doskonałą znajomością języka i jednocześnie zupełnie nie zauważać tego, że na drugiej kartce (wkładanej do tej samej koperty) znajdują się boleśnie jasne dowody totalnej nieudolności w posługiwaniu się tymże językiem. i tyle co do mojego kolegi z pokoju (szczerze mówiąc, bardziej mi zależy na jego anonimowości niż na własnej...), otrzymał ostrzeżenie i dwumiesięczny okres próbny. harmonijne łączenie pracy z różnymi rzeczami, które praktycznie każdy robi w godzinach pracy, a które z pracą nie mają nic wspólnego, to szczególna umiejętność... nie każdy ją posiada niestety (a może na szczęście, przynajmniej z punktu widzenia jakże znienawidzonych na tym forum pracodawców). kolega remont załatwił, a jakże, natomiast niestety pozawalał parę spraw służbowych i polecenia wykonywał dość... hmmm... wybiórczo, tzn. o ile nie kolidowały z jego telefonami w sprawie remontu. nie wspomnę już o tym, że w wolnych chwilach miał teoretycznie wspomagać mnie, co jest o tyle niewykonalne, że nie potrafi, choć zapewniał, że potrafi. trudno no to tyle. a z tym rozszyfrowywaniem adresów IP to lepiej uważaj, ludzie tego nie lubią... aha, w końcu jesteś z wawy czy nie? jeśli tak, wybierasz się na czerską 17- ego? i w ogóle wszyscy, przychodzicie? Odpowiedz Link Zgłoś
^rafik^ Re: kijaszek w mrowisko 07.11.02, 22:21 jotembi napisała: > wiem, że nie szpiegujesz - zresztą mało mnie to obchodzi. natomiast dzielenie > się tego rodzaju wiedzą z tzw. ogółem jest - delikatnie rzecz ujmując - > dwuznaczne etycznie. mnie osobiście akurat to nie przeszkadza, ale fakt > pozostaje faktem Rozszyfrowanie IP nie jest nieetyczne. To sa dane publicznie dostepne. Polecam: www.network-tools.com/ > > co do meritum, to oczywiście wiem, że teoretycznie ktoś taki jak ja ma nikłe > szanse na rynku pracy - samotna matka po 40tce, no zgroza po prostu. dostałam > ten kontrakt z dnia na dzień z dwóch powodów: po pierwsze, szef jest nie- > polak, a po drugie - ja jestem naprawdę dobrym fachowcem. amen. > Tak jak napisalem poprzednio - szczescie ze twoj szef nie jest polakiem. Polecam: www2.gazeta.pl/praca/1,22556,540122.html > o tym, jaki stopień znajomości języka jest potrzebny na jakich stanowiskach, > było już tutaj dużo. a ja raz jeszcze powtarzam: kiedy pisałam swojego > pierwszego posta, miałam na myśli zupełnie coś innego. chodziło mi o takie > jakieś skrajne zadufanie w sobie, które pozwala człowiekowi na jednej kartce > papieru chwalić się doskonałą znajomością języka i jednocześnie zupełnie nie > zauważać tego, że na drugiej kartce (wkładanej do tej samej koperty) znajdują > się boleśnie jasne dowody totalnej nieudolności w posługiwaniu się tymże > językiem. i tyle > Tak jak napisalem poprzednio. Poszukujacy prace zawyzaja swoje umiejatnosci poniewaz wymagania nie sa adekwatne do profilu stanowiska. Zgodze sie ze na stanowisko tlumacza trzeba miec biegla znajomosc jezyka obcego i tu sie nie da udawac ze jezyk sie zna. > co do mojego kolegi z pokoju (szczerze mówiąc, bardziej mi zależy na jego > anonimowości niż na własnej...), otrzymał ostrzeżenie i dwumiesięczny okres > próbny. Gratulacje. Nie masz szefa idioty!!! > no to tyle. a z tym rozszyfrowywaniem adresów IP to lepiej uważaj, ludzie tego nie lubią... Jak juz wspomnialem. Dane o IP sa ogolnie dostepnymi danymi Pozdrawiam ^Rafik^ Odpowiedz Link Zgłoś
jotembi Re: kijaszek w mrowisko 07.11.02, 22:45 hehe taa, jasne, ja też to potrafię, i nawet te same adresy znam a jednak... nawet jeśli sprawdzam sobie czyjś IP (choć robię to baaardzo rzadko, jestem wyjątkowo mało ciekawska jak na moją płeć i wiek), to nie po to, żeby wynik tego sprawdzania gdziekolwiek publikować. bo właśnie to jest moim zdaniem dwuznaczne etycznie a poza tym - znów to samo, nie rozumiesz mnie, czy ja się niejasno wyrażam??? w jaki twoim zdaniem sposób zawyża swoje umiejętności ktoś, kto w cv pisze (np) "english - proficient", a do tego cv dołącza cover letter napisany na poziomie językowego przedszkola? rozumiem (choć nie pochwalam), że ktoś sobie trochę dodaje licząc na to, że tak naprawdę język obcy nie będzie mu potrzebny. ale ktoś, kto pisze cover letter fatalną imitacją angielskiego (trzymając się tego przykładu) i jednocześnie wtyka w cv tą "proficiency", najwyraźniej sam nie zauważa własnych braków, sam nie rozumie, że do proficiency jest mu jeszcze baaardzo daleko... czyli - przykład skrajnego zadufania i zawyżone nie tyle umiejętności, co raczej samoocena. a potem oburzenie, że mimo super kwalifikacji pracy nie dali a mój szef faktycznie nie jest idiotą, na szczęście - bardzo mi było niewygodnie siedzieć tak i słuchać tych rozmów telefonicznych o remoncie ze świadomością, że tylko ja wiem, na czym koledze upywają godziny pracy... Odpowiedz Link Zgłoś
^rafik^ Re: kijaszek w mrowisko 07.11.02, 23:24 jotembi napisała: > hehe > taa, jasne, ja też to potrafię, i nawet te same adresy znam > a jednak... nawet jeśli sprawdzam sobie czyjś IP (choć robię to baaardzo > rzadko, jestem wyjątkowo mało ciekawska jak na moją płeć i wiek), to nie po > to, żeby wynik tego sprawdzania gdziekolwiek publikować. bo właśnie to jest > moim zdaniem dwuznaczne etycznie To juz jest opublikowane. Moze masz racje ze powinienem zamiescic link do strony. (choc to tez moze byc kiedyc zakazane) > > a poza tym - znów to samo, nie rozumiesz mnie, czy ja się niejasno wyrażam??? > w jaki twoim zdaniem sposób zawyża swoje umiejętności ktoś, kto w cv pisze > (np) "english - proficient", a do tego cv dołącza cover letter napisany na > poziomie językowego przedszkola? rozumiem (choć nie pochwalam), że ktoś sobie > trochę dodaje licząc na to, że tak naprawdę język obcy nie będzie mu > potrzebny. ale ktoś, kto pisze cover letter fatalną imitacją angielskiego > (trzymając się tego przykładu) i jednocześnie wtyka w cv tą "proficiency", > najwyraźniej sam nie zauważa własnych braków, sam nie rozumie, że do > proficiency jest mu jeszcze baaardzo daleko... czyli - przykład skrajnego > zadufania i zawyżone nie tyle umiejętności, co raczej samoocena. a potem > oburzenie, że mimo super kwalifikacji pracy nie dali > No to widze ze sie zgadzamy. Masz racje ze przesadzanie z samoocena (poziom realny "basic" a w CV "proficiency") jest bez sesu, bo to mozna latwo sprawdzic. Mysle ze lekkie podrasowanie CV nie jest naganne, tym bardziej ze sporne jest jak rozumiany jest termin "dobra"/"biegla" znajomosc jezyka. Pozdrawiam ^Rafik^ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zenobia Re: kijaszek w mrowisko IP: *.interecho.com / 192.168.3.* 08.11.02, 12:43 ^rafik^ napisał: > No to widze ze sie zgadzamy. Masz racje ze przesadzanie z samoocena (poziom > realny "basic" a w CV "proficiency") jest bez sesu, bo to mozna latwo > sprawdzic. Mysle ze lekkie podrasowanie CV nie jest naganne, tym bardziej ze > sporne jest jak rozumiany jest termin "dobra"/"biegla" znajomosc jezyka. > > Pozdrawiam > > ^Rafik^ Hej, hej. Jeśli lekkie podrasowanie oznacza, jak do tego często namawiają "eksperci" różnej maści, to uwypuklenie umiejętności i doświadczeń pod kątem danego pracodawcy, to OK. Ale jak się zupełnie rozjeżdża, to chyba coś nie tak. Wyjdzie, jeśli kwalifikacje są sprawdzane, a jak nie? Kilka tygodni temu była jakaś informacja o pracownicy jakiegoś lokalnego biura tego programu pro rolnego AJAX czy jak to się pisze, a może to był inny program współpracy. Wypadło mi z głowy, przyznaję. Natomiast zapamiętałam główny wątek sprawy. Jednym z kryterów była znajomość języka obcego, co by móc współpracować z Europą i w ogóle. Jakoś okazało się, że pani nic. Niezłe podrasowanie CV. pozdrówka zenobia Odpowiedz Link Zgłoś
jotembi a tak w ogóle... 07.11.02, 19:06 ... właśnie, a tak w ogóle, to miałam ostatnio mnóstwo roboty (wymagającej używania komputera akurat nie do surfowania hehe), a po powrocie do domu padałam na ryj, i przez to parę fajnych, mądrych i ciekawych postów pozostało bez moich wyrazów zachwytu. teraz też zresztą padam na ten ryj (biedny mam ryj, mówię wam), i jeszcze do poniedziałku co najmniej tak będzie, ale chciałam niniejszym serdecznie podziękować paru osobom za mądre słowa. jeśli przeżyję weekend, to postaram się poodpowiadać indywidualnie na poszczególne posty - a jeśli nie przeżyję, to teraz tylko parę słów: bardzo mądrze napisał luzak o tym, że polacy wstydzą się mówić obcymi językami. wydaje mi się, że bardzo często o to dokładnie chodzi. ale za taki stan rzeczy to ja (ceterum censeo...) obwiniam właśnie kursy językowe w polskim wydaniu. aha, luzak: doskonale rozumiem, jak się czułeś, kiedy sobie uświadomiłeś, że o tej kanapce możesz po polsku... w ramach mojej obecnej działalności zdarza mi się podróżować, pół biedy kiedy się jedzie gdzieś w świat, ale ostatnio przyłapałam się na pełnej rozczulenia reakcji na zwykłą polską wiąchę, rzuconą w tłum przechodniów na jednej z głównych ulic jednego z największych miast pl. pomyślałam mianowicie ze wzruszeniem: o, polacy!!! z kolei piki bardzo mądrze podkreśla znaczenie malutkiej bani hehe. akurat po angielsku i niemiecku mogę i bez tej bani, natomiast bania ogromnie mi pomaga przy francuskim, włoskim czy ukraińskim (ten ostatni język znam dzięki rozmaitym gastarbeiterkom, chwała im za to!) i jeszcze słówko na temat akcentu. z tym bywa prawdziwy kłopot i to w obie strony. jeśli chodzi o próby dorównania akcentem tubylcom, to rzeczywiście najczęściej lepiej sobie darować (np. mój w wiedniu hodowany niemiecki skłania samych wiedeńczyków do podejrzeń, że jestem z karyntii hehe, nie mam pojęcia dlaczego, bo akurat tam nigdy nie byłam). zresztą w sumie nie o to chodzi, ten akcent nie musi być super-hiper (choćby dlatego, jak słusznie stwierdza Jan, że w międzynarodowym otoczeniu tych akcentów będzie multum). chodzi o odwagę (raz jeszcze dzięki luzak za trafne spostrzeżenie) i swobodę wypowiedzi. natomiast co do kłopotów z akcentem w drugą stronę (brr, coś mi się dziś słabo po polsku pisze), to mój szef - choć niewątpliwie totalnie obcojęzyczny - akurat angielski zna gorzej ode mnie. angielski jest urzędowym językiem projektu, dla którego pracuję, więc szef - podobnie jak i całe stada ludzi wizytujących pl w ramach tego projektu - zmuszony jest języka tego używać. porozumiewając się z szefem i innymi muszę bardzo uważać, żeby nie mówić za dobrze hehe (ostrożnie z akcentem, nie za szybko - najlepiej taki leniwy drawl - i broń boże za dużo idiomów...). bywa to, nie powiem, irytujące. natomiast jeśli chodzi o teksty, sprawa jest jasna - tutaj biegłość to biegłość i tyle. a co do przypisywania sobie w cv nieistniejących umiejętności, to ja nadal jestem przeciw... choć oczywiście człowiek, który duuużo wie o danej firmie oraz o stanowisku, o jakie się ubiega, może zapewne coś takiego napisać - i tak nikt tego nigdy nie zweryfikuje... zresztą przypominam, że mnie chodziło o bardzo konkretną sytuację: oto mamy dwa dokumenty, cv i cover letter, w cv stoi jak byk, że w angielskim to kandydat jest rany boskie jak bardzo proficient, a cover letter napisany tak, że moje 11-letnie w necie szkolone dziecię chyba by to lepiej napisało... uff chyba tak z grubsza tyle... zanim padnę (na ten nieszczęsny poobijany ryj), dziękuję wszystkim, którzy uznali ten wątek za wart skomentowania! jeśli ktoś tu jeszcze coś dorzuci, to ja oczywiście znowu te swoje trzy grosze wtrącę (wredna ze mnie starowinka hehe) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Czari Dwie kwestie... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.11.02, 14:27 Witajcie! Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem całą dotychczasową dyskusję na temat (czasem przesadzonej w cv) znajomości języków obcych, młodych gniewnych, itp. To było naprawdę wartościowe. Mnie zainteresowały dwie kwestie: a) Jak najlepiej nauczyć się języka b) Interpretacja określenia "biegła znajomość języka" przez "łowców głów". Może krótko opowiem, jak to było (i jest) ze mną. a) NIE MA UNIWERSALNEGO SPOSOBU. Wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji i wiedzy o tym, co nam najlepiej "leży". Niektórzy czytają i oglądają tv, niektórzy otwierają książki i zawzięcie czytają pierwszych kilka stron, żeby potem poczuć "bluesa" (bez zaglądania do słownika), inni muszą spędzić 6 lat w USA, żeby zdać egzamin na CAE. Można by długo wymieniać. Moim zdaniem przede wszystkim trzeba to lubić i znaleźć "swój" sposób. Problemem wielu ludzi jest to, ze np. na kursach trafiają na nauczycieli, którzy źle "wyczuli" predyspozycje uczestników i narzucają swoją metodę, która sprawdziła się wcześniej, ale przecież z innymi osobami! Stąd m.in. podzielone opinie nt. przydatności kursów j.obcych w Polsce. A tu bardzo dużo zależy od nauczyciela (vide communication skills, itd.) i stosowanej metody (w tym akurat przypadku)! Ja np. po trzech latach nauki angielskiego od zera (w szkole średniej w Polsce) zdałem egzamin TOEFL z wynikiem 577 punktów. Rok później potrzebowałem papierka, w którym miało znaleźć się porównanie tego wyniku ze skalą British Council i po telefonie do tejże szacownej instytucji (przy mnie) Pani z centrum lektoratów PW (nie pamiętam dokładnej nazwy) dowiedziała się, że ten wynik odpowiada poziomowi CAE A lub CPE C. Wówczas miałem dość wysokie mniemanie o swojej znajomości angielskiego, ale mimo to chciało mi się śmiać, bo akurat tamtego dnia zrobiłem sobie test przydatności na kurs Proficiency i osiągnąłem fantastyczny wynik (17% dobrych odp.) Minęło od tego czasu 9 lat (uczyłem się samodzielnie stodując metodę, która raz na zawsze wyeliminowała mój ówczesny problem pamiętania słówek raz na zawsze) i wydaje mi się (powtarzam: "wydaje"), że mój angielski powinien być dziś na poziomie CAE A. Mam nadzieję, że w czerwcu 2003 podejdę do Proficiency. Przechodzimy więc do drugiej kwestii - "biegłości" b) Nie ukrywam, że w swoim CV wpisuję poziom znajomości jako "biegły" (domyślacie się, że szukam pracy - właśnie się obroniłem (statystyka i ekonometria) a tymczasem (już od 2 lat) pracuję jako tłumacz informatyczny (języki angielski i niemiecki). Pytanie: Czy to jest nieprawda? Porozumiewam się bardzo swobodnie, mam spory zasób słów, ale na przykład od ręki nie napiszę superlistu o tematyce biznesowej, mimo iż takie listy pisałem pracując rok w firmie informatycznej (zarówno po ang., jak i niem.) Mam odpowiednie materiały, po skorzystaniu z których na pewno takiego listu bym się nie powstydził. Ale to zawsze wymaga trochę pracy. Jaka według Was jest różnica, jeśli wpiszę "fluent", "advanced", "perfect" albo "near-native speaker"? Nie zgodzę się w jednym z inicjatorką tej arcyciekawej dyskusji - ja szukam pracy i orientuję się dość dobrze w "aplikacjach" zagranicznych firm. W formularzach najczęściej jest taka skala: good, very good, fluent, native speaker. Nigdy nie spotkałem określenia "near-native". To tak na marginesie. Ja wiem, że znam ten język bardzo dobrze (ale daleko jeszcze do native'a (baaaardzo :-)), lepiej, niż wielu znajomych, którzy bez mrugnięcia okiem wpisują "fluent" I co ja mam zrobić? Czy to jest kłamstwo (sam uważam się za verygoodowca)? Język niemiecki znam jeszcze lepiej. Zaraz po moim przyjeździe na stypendium do Niemiec (6 m-cy, byłem po dziesięciu latach nauki tego języka w Polsce bez kontaktów z Niemcami, tylko telewizja) Niemcy z zachwytem mówili "Du sprichst ja fast akzentfrei!" Po 3 miesiącach pobytu, w dyskusji polsko-amerykańsko- niemieckiej, prowadzonej po niemiecku oczywiście, Niemiec z kontekstu rozmowy zorientował się dopiero po 20 minutach, że nie jestem Niemcem (nie znał mnie wcześniej). To miłe, prawda? No i znów powstaje problem: w życiu w "formularzu aplikacyjnym" (ładne określenie, prawda? :-) nie wpiszę poziomu znajomości niemieckiego jako "native", bo to nieprawda. Pozostaje "fluent", ale jak to się ma do gorszego, ale koniecznego w moim przypadku "fluenta" dla j.angielskiego? Jak widzisz Jotembi, kwestia ta nie jest taka prosta i jednoznaczna ("nie ma usprawiedliwienia dla kłamstwa, nawet w ciężkich czasach" - to parafraza). Pozdrawiam serdecznie! Młody, niegniewny, kochający języki obce i interesujące rozmowy, szukający pracy, Czari P.S. Gratuluję wrzucenia olbrzymiego kija w bardzo gniewne i wrażliwe mrowisko :-) Odpowiedz Link Zgłoś
jotembi Re: Dwie kwestie... 09.11.02, 15:52 mądrze mówisz, Czari, i chwała ci za to! będę się podpierać cytatami, żeby mi nic nie umknęło: > a) NIE MA UNIWERSALNEGO SPOSOBU. Wszystko zależy od indywidualnych > predyspozycji i wiedzy o tym, co nam najlepiej "leży". ... > Moim zdaniem przede wszystkim trzeba to lubić i znaleźć "swój" sposób. > Problemem wielu ludzi jest to, ze np. na kursach trafiają na nauczycieli, > którzy źle "wyczuli" predyspozycje uczestników i narzucają swoją metodę ... dokładnie tak, oczywiście. dzięki wielkie za to podsumowanie, jak się tak na bieżąco odpowiada na poszczególne posty, to trudno o całościowe spojrzenie, tobie to wyszło fantastycznie, nic dodać nic ująć! a teraz o biegłości, oczywiście istnieją różne "odcienie" tej biegłości czy jak to nazwać, innej biegłości wymaga się od człowieka po ekonometrii (BTW, takiego jednego Wojtka Otto znasz? jedyny znany mi człowiek, który zdołał opanować tą naukę tajemną...) czy tłumacza informatycznego, a zupełnie innej od kandydata na stanowisko asystenta w międzynarodowym koncernie albo np. ode mnie, moja działka to tłumaczenie aktów prawnych i innych tego rodzaju dziwolągów nie podjęłabym się zdefiniować biegłości, przynajmniej nie w kontekście aplikacji (brr) czyli poszukiwania pracy w różnych firmach i przez różne osoby. i naprawdę nie o to mi chodzi, chyba powinnam była skserować którąś z aplikacji wraz z cv i teraz to tutaj wkleić dla zilustrowania problemu... (oczywiście po starannym usunięciu wszelkich danych osobowych hehe) spróbuję wyjaśnić raz jeszcze: oto mamy stanowisko wymagające znajomości języka (tu: angielskiego) w stopniu określanym jako "fluent" (tu akurat było "proficient", zależy od pracodawcy i rejonu świata). mniej więcej wiadomo z ogłoszenia, na czym praca ma polegać - na tłumaczeniu nieskończonej ilości tekstów (specjalistycznych jak jasna i gwałtowna cholera, prawo polskie, unijne i uprzednio przełożone na angielski wewnętrzne przepisy rozmaitych państw europejskich, do tego wszystko to w dość wąskiej dziedzinie) oraz na tłumaczeniu rozmów dotyczących tejże dziedziny, a toczonych przez międzynarodowe towarzycho w oparciu o rzeczone przepisy prawa. poszukiwany jest tłumacz języka angielskiego mogący sprostać takim zadaniom oraz asystent, który w razie potrzeby potrafiłby wesprzeć tłumacza no i przychodzi tak ze 160 odpowiedzi na to ogłoszenie, z czego oczywiście na stanowisko tłumacza mniej we wszystkich cv w odpowiedniej rubryce dotyczącej stopnia znajomości angielskiego widnieje jak byk "proficient", bo to jest jeden z wymogów podstawowych w niektórych (nie wiem jaki procent, obawiam się, że dość spory) listach motywacyjnych (co za kretyńska nazwa...) - więc w niektórych cover letters dołączonych do tych cv są takie byki językowe (styl, słownictwo, wreszcie zwykła ortografia), że aż się przykro robi ale kandydat w cv napisał "proficient" więc jak to jest, uważa siebie za doskonałego i nie widzi byków? czy ma świadomość własnych niedociągnięć, ale nie zauważając byków liczy na to, że jakoś się prześlizgnie? a co do "near-native", to oczywiście nie jest to określenie z ogłoszeń, ale funkcjonuje w świecie. dotyczy osób, które nie mogą się wykazać znajomością języka na poziomie "native" z powodów oczywistych hehe no i twoje pytanie, co masz wpisywać w cv... cóż, właściwie na tych wyższych poziomach opanowania języka moim zdaniem śmiało można zawyżać własne umiejętności (skoro wszystko i tak jest względne hehe) albo stosować skalę porównawczą - skoro znam język o wiele lepiej niż iluś tam znajomych to... tylko chwaląc się tą "fluency" czy "proficiency" trzeba sprawdzić, czy cover letter do tego pasuje... bo jak nie, to > Jak widzisz Jotembi, kwestia ta nie jest taka prosta i jednoznaczna ("nie ma > usprawiedliwienia dla kłamstwa, nawet w ciężkich czasach" - to parafraza). ... bo jak nie, to właśnie kwestia się robi cholernie prosta i jednoznaczna, a pomijając już stronę etyczną tego rodzaju kłamstwa raczej nie pomagają w zdobyciu pracy (gorzej, że spory zapewne odsetek ludzi odrzuconych z takiego właśnie powodu nadal uważa się za pokrzywdzonych - takie świetne cv a tu dooopa... czyli szanse ma tylko siostrzeniec prezesa) > Pozdrawiam serdecznie! > > Młody, niegniewny, kochający języki obce i interesujące rozmowy, szukający > pracy, > > Czari > > P.S. Gratuluję wrzucenia olbrzymiego kija w bardzo gniewne i wrażliwe > mrowisko :-) i ja ciebie pozdrawiam, Czari, niegniewny i niegłupi z ciebie facet! i dzięki za gratulacje, reakcja mrowiska mnie samą nieco zaskoczyła szczerze mówiąc... a kijaszek wcale nie miał być taki olbrzymi, rozrasta się w czasie dyskusji, dziwne hehe Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ox Re: kijaszek w mrowisko IP: *.proxy.aol.com 10.11.02, 17:40 Jezeli chodzi o jezyki, to wyglada mi na to, ze w dalszym ciagu rozroznia sie Polsce trzy ich rodzaje: jezyk od butow, jezyk spustowy i jezyk obcy. Ten ostatni niestety wciaz wiekrzego zastosowania nie posiada. Pzdr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zeeb Re: kijaszek w mrowisko IP: *.58.164.140.Dial1.Princeton1.Level3.net 11.11.02, 03:07 Aaaaaa tam języki ... jak se człowiek jenzykiem nie poradzi od czego ma rence .. no .. ja też opanowałem angielski "nijer nif" jak kazdy ... a co Odpowiedz Link Zgłoś