Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Syndrom bezrobotnego

    24.09.07, 18:53
    Niektórych objawów tej paskudnej choroby mógłbym się doszukać u siebie. Nie
    przebiegło to według tego schematu, ale trzecia faza to dokładnie to samo, co
    dzieje się od 2 lat ze mną:

    praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,68745,2199866.html

    > (...) Trzecia faza jest nazywana utratą złudzeń.
    > Bezrobotny widzi, że ludzie się od niego odwracają,
    > nikt mu nie pomaga, ludzie izolują się od niego,
    > obawiając się, że ich spotka to samo. Inni traktują go
    > jak pasożyta. Grono znajomych zawęża się, bo pracujący
    > koledzy nie mają dla niego czasu. Spotyka się głównie
    > z innymi bezrobotnymi. Jest poza grupą ludzi aktywnych,
    > czuje się, jakby świat o nim zapomniał.
    _________________________________________________
    Obserwuj wątek
      • Gość: elA Re: Syndrom bezrobotnego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.07, 19:02
        Ja też mam podobne objawy , widzę ,że jestem na ciekawym etapie - co
        raz częściej myslę o samobójstwie. Szukam pracy już rok.
        • Gość: bonbon Re: Syndrom bezrobotnego IP: *.chello.pl 25.09.07, 14:04
          daj spokój z myslami samobojczymi, weź się w garść,po pierwsze co to
          za " przyjaciele" jak sie odwracaja od potrzebującego- olej ich, to
          że nie jestes akurat na wozie tylko pod moze spotkac każdego z nich.
          ja to przerabiałam, zwolniłam sie z pracy bo szefowi przeszkadzało
          to że podnoszę kwalfikacje na własną rękę, i tak mnie chciał wywalić
          więc go ubiegłam żeby wyjść z resztka honoru z sytuacji...najpierw "
          przyjaciele" obiecywali pomoc: " załatwię ci coś tylko poczekaj parę
          tygodni", potem sięw ogole nie odzywali i nawet nie mieli odwagi się
          odezwać żeby powiedziec że nic z tego nie wyszło, potem były imprezy
          ale nie miałam kasy więc nie byłam zapraszana, a potem sama ich
          unikałam bo miałam dośc fałszywyach uśmieszków i gadania o nowych
          samochodach i wczasach za granicą.załamałam się ale jakos się z tego
          podniosłam, zanalazłam pracę, byle jaką, potem lepszą, trwało to
          trochę, przyjaciele Ci którzy sie sprawdzili pozostali a ci którzy
          kontakt trzymają tylko w dobrych czasach zostali odfajkowani na
          dobre, nie odbieram nawet na święta telefonów od nich, nie zarabiam
          kokosów, było ciężko, jest trochę lepiej ale niestety nikt mi nie
          pomógł- umiesz liczyć licz na siebie....przykre ale nie ma co liczyć
          na koleżeństwo, najpierw trzeba samemu się wziąśc w garść, próbowac
          i tak w kółko aż sie uda.
      • zawsze_zuberek Re: Syndrom bezrobotnego 24.09.07, 19:12
        Zgadzam się, ale... od miesiąca jestem bez pracy i mimo to mam swoje życie,
        zajęcia, pasje, a poszukiwanie pracy nie uznaję za jakąś tyrę ponad siły;)
        • Gość: elA Re: Syndrom bezrobotnego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.07, 19:17
          Też ta myślałam na początku, teraz gdy nie mam już z czego żyć, a
          dziecko ma różne potrzeby , ja wpadam w kolejne choroby - zaczynam
          mieć dosyć wszystkiego.
      • zawsze_zuberek Re: Syndrom bezrobotnego 24.09.07, 19:42
        Polski bezrobotny:D

        Nie ma pracy i od razu chce 2,5 tyś. A może by tak trochę skromniej?
        • Gość: elA Re: Syndrom bezrobotnego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.07, 19:57
          Dlaczego tak surowo mnie oceniasz zuberku. Ja chcę te 2500 zł
          uczciwie zarobić, a nie żeby ktoś mi je dał.
          Muszę oddać długi i wykupić co miesiąc lekarstwa dla dziecka
          (b.drogie).
          • Gość: Qua$i$ Re: Syndrom bezrobotnego IP: *.ssp.dialog.net.pl 24.09.07, 20:23
            "O pracę nie jest łatwo, ale przecież są staże czy wolontariaty"

            Śmiech na sali jak dla mnie. Żyć z czegoś trzeba, a nikt nie będzie
            pracował dla idei gdy głód będzie mu o sobie ciągle przypominać.
            Szukam pracy właściwie od poczatku roku, z tym, że startując byłem
            świeżo upieczonym absolwentem socjologii w zasadzie bez żadnych
            praktycznych umiejętności - nawet w zakresie obsługi MS Office (poza
            szybkim pisaniem i edycją tekstu w Wordzie). Teraz jest dużo lepiej -
            pod względem kwalifikacji i propozycji. Ale to są ciągle
            wieloetapowe rektutacje, na których nigdy nie jest podawane
            wynagrodzenie, a na jedno stanowisko aplikuje po kilkanaście osób
            dlatego chcąc sobie zaoszczędzić stresu, złudzeń i nerwów lepiej
            poprosić znajomych o pomoc w szukaniu pracy (znajomości) niż iść na
            kolejną rozmowę, z której i tak nic zapewne nie wyniknie :-).
            • markus.kembi Re: Syndrom bezrobotnego 24.09.07, 20:54
              Gość portalu: Qua$i$ napisał(a):

              > (...) są ciągle
              > wieloetapowe rektutacje, na których nigdy nie jest podawane
              > wynagrodzenie, a na jedno stanowisko aplikuje po kilkanaście osób
              > dlatego chcąc sobie zaoszczędzić stresu, złudzeń i nerwów lepiej
              > poprosić znajomych o pomoc w szukaniu pracy (znajomości) niż iść na
              > kolejną rozmowę, z której i tak nic zapewne nie wyniknie :-).
              _________________________________________________

              Właśnie, pod warunkiem, że ktoś ma znajomych. Najgorzej jest być opuszczonym
              przez wszystkich. Bo "mam dużo pracy, nie mam czasu" i "nie pracujesz, to nie
              zrozumiesz".
              • 0tdr0 Re: Syndrom bezrobotnego 25.09.07, 12:44
                A skad jestes?
        • szarex Re: Syndrom bezrobotnego 24.09.07, 22:22
          Ja nawet nie mażę, że tyle mi zaoferuja na początek (szukam pierwszej pracy). Narazie zaczynam walkę o pracę, gdzie oferują 1200 na początek.
          • szarex Re: Syndrom bezrobotnego 24.09.07, 22:27
            sorki, za ortografa, miało być "marzę" :)
        • markus.kembi Re: Syndrom bezrobotnego 18.02.08, 16:24
          zawsze_zuberek napisał:

          > Polski bezrobotny:D
          >
          > Nie ma pracy i od razu chce 2,5 tyś.
          > A może by tak trochę skromniej?
          ______________________________

          Mnie wystarczyłaby połowa tej kwoty (brutto).
      • Gość: Może sie przydam:) Re: Syndrom bezrobotnego IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 24.09.07, 22:11
        Na pocieche opowiem wam moją historię:
        Jeszcze w marcu zeszłego roku byłem tzw. długotrwałym bezrobotnym i stałem pod
        tzw. budką z piwem na dodatek na utrzymaniu rodziców :) Pracy szukałem
        podświadomie tak aby jej nie znaleźć (to też charakterystyczne dla długotrwale
        bezrobotnych). Niespodziewana pomoc nadeszła ze strony starych znajomych
        (niezbyt lubianych) którzy patrzyli na mnie z wyższością że ten "yntelygent" co
        prawie w ogóle się nie uczył a i tak miał średnią powyżej 4 siedzi z piwem w
        parku , nie ma auta i mieszka z rodzicami... Oczywiście nie omieszkali mi tego z
        satysfakcją wytykać przy okazji... Dodatkowo doznałem otrzeźwienia ze strony
        płci pięknej która traciła zainteresowanie moją osobą jak się tylko dowiedziała
        czym się nie zajmuję ;) :D
        No i eksplodowałem. W sensie " Ja wam ku..wa wszystkim pokaże kto jest ile
        warty!!!" ;) kupiłem poniedziałkową wyborczą , zrobiłem analize rynku , czyli
        czego sie aktualnie poszukuje. W urzędzie pracy znalazłem dofinansowany kurs na
        pewne dosyć poszukiwane uprawnienia zawodowe. Byłem jedyną osobą która zdała
        państwowy egzamin w pierwszym podejściu. Wróciła wiara w moje możliwości. 2
        miesiące póżniej dostałem pierwszą pracę jako operator CNC w znanej firmie za
        1300 brutto na próbnym :D W międzyczasie zapisałem się na kurs angielskiego i
        wróciłem na przerwane studia na polibudzie. Po pół roku awansowałem na
        inspektora kontroli jakości za 2200 brutto. W międzyczasie zrobiłem uprawnienia
        auditora ISO, nauczyłem się biegle metrologii i tworzenia dokumentacji
        technicznej (Autocad itp.) i doszedłem do pełnej komunikatywności w języku
        angielskim. Po roku pracy zostałem specjalistą ds. Jakości za 3500 brutto plus
        premia i trzynastka. nawet nie macie pojęcia jaką mam cholerną satysfakcje z
        tego co zrobiłem przez te 19 miesięcy, totalnie odżyłem i stałem się taki jak
        kilka lat temu - wesoły, pewny siebie, przyjaźnie i optymistycznie nastawiony do
        świata. Jestem cholernie z siebie dumny że wyrwałem się sam z tego gówna w które
        sam się wpakowałem swoim nieróbstwem. Więc moje przesłanie dla młodych ludzi bez
        pracy brzmi: Powiedzcie sobie "Ja wam ku...wa wszystkim pokaże"!!! Na mnie
        zadziałało :)
        • Gość: milo not logged Re: Syndrom bezrobotnego IP: *.pandsl.hu 24.09.07, 22:53
          Jeżeli to co piszesz jest prawdą, to... podziwiam. Szczerze. Niesamowity progres.
        • Gość: ivp Re: Syndrom bezrobotnego IP: *.chello.pl 25.09.07, 11:00
          dzięki stary! to fajna historia i pocieszająca
          • Gość: Qua$i$ Re: Syndrom bezrobotnego IP: *.ssp.dialog.net.pl 25.09.07, 14:19
            Markus.Kembi --> zgadza się. Trzeba te znajomości jeszcze posiadać, ja mam kumpli, którzy pracują fizycznie w Polsce lub fizycznie albo umysłowo w Irlandii (głównie rzeczy typowo praktyczne np. budownictwo czyli coś mocno związanego z socjologią ;-). Znam też człowieka, który zajmuje kierownicze stanowisko w bardzo znanej firmie, a jeżeli chodzi o wykształcenie to może się pochwalić maturą zrobioną w 7 miesięcy (oczywiście pracy nie dostał uczestnicząc w normalnym, wieloetapowym procesie rekrutacji :))). To tak BTW. I faktycznie jest tak, że jeżeli ktoś już pracuje to skupia się tylko na sobie bo fakt, że pracuje w ogóle wcale nie oznacza, że mu się powodzi. Niekórzy pracują ale zarabiają nędzne pieniądze i nie dziwi mnie to, że kombinują. Ja nie szukam takiej pracy. Taką mini pensję to mogę sobie wykreować chociażby grając u bukmachera :-).

            0edr0 --> jeżeli to było pytanie do mnie to szukam pracy we Wrocławiu :-).

        • Gość: mechanik Re: Syndrom bezrobotnego IP: *.chello.pl 25.09.07, 14:14
          cześć. gratuluję . fajna historia, mało tu takich pozytywnych osób i
          wypowiedzi. czy możesz mi powiedzieć gdzie taki kurs można zrobić?
          pracuję w tej branzy i jest mi potrzebny, ale w firmie mają gdzieś
          rozwój pracownika, chcę się sam dokształcić, chodzi mi o Autocad i
          te uprawnienia ISO, języków uczę sie już od roku, idzie mi dobrze,
          też zaczynałem od 1500 brutto, myslałem że się załamie , jest lepiej
          ale chcę sie rozwijać dalej.
      • Gość: sama bez pracy Re: Syndrom bezrobotnego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.07, 14:18
        bez robotni często sami zaczynają stronić od znajomośc bywania w
        towarzystwie... bo
        1. wstydzą się tego bardzo
        2. są bardzo biedni - nie mają dochodów wiec nie mają pieniędzy
        3. często mają poczucie mniejszej wartości bo mimo jakoś bagaży
        doświadczeń zawodowych nie pomogą znaleźć pracy.....jest to
        przyczyną depresji...która prowadzi to tego że wegetują zamiast zyć.
        4. nie mogą zaspokoić potrzeb domowych - dzieci żyją w poczuciu
        wstydu , że ich rodzice są bez pracy ,że nie mogą jechać na
        wycieczki, baseny, chodzić na języki, nie mówiąć już o grach
        rowerach czy innych.....
        Sama jestem bez pracy i żyjemy skromnie moje dziecko jest jeszcze
        małe nie zwraca uwagi na to ze biegamy na ciucholandy i kupyjemy
        tam ubrania- no na jedzeniu nie oszczędzamybo lepiej wydać na
        piekarza niż na lekarza......
        • Gość: Qua$i$ Re: Syndrom bezrobotnego IP: *.ssp.dialog.net.pl 25.09.07, 14:28
          Może sie przydam:) --> ciekawa historia. Bardzo budująca - miło się tego czyta. Ale to jest sama prawda - każdy jest kowalem swojego losu i cholernie dużo zalezy od determinacji, ambicji i pracy nad sobą. Nie mówię o szczęściu bo nie wierzę w przypadki, jestem zwolennikiem pracy nad podświadomością. Po skończeniu studiów calkowicie zmienily mi się poglądy na życie. Nie chce żeby to zabrzmiało jakos arbitralnie bo przeciez każdy inaczej postrzega rzeczywistość ale moim zdaniem zdecydowanie największe sukcesy i szczęsćie osiągają przede wszystkim Ci, którzy ida w życiu pod prąd, którzy kierują się w życiu nie prestiżem tylko własnym systemem wartości, Ci którzy nie stawiają na wykształcenie tylko na umiejętności, zwłaszcza sprzedaży. Gdybym był teraz w klasie maturalnej nauczyłbym się jakiegoś konkretnego fachu (praca fizyczna) wyjechałbym do Irlandii i tak żyłbym sobie olewając system, presję i prestiż :-).... A teraz powrót do rzeczywistości. Ide zmywac naczynia, a potem wracam do nauki pisania makr w Excelu :-).
          • Gość: Qua$i$ Re: Syndrom bezrobotnego IP: *.ssp.dialog.net.pl 25.09.07, 14:35
            sama bez pracy --> im bardziej będziesz się wstydzić swojego bezrobocia tym bardziej będziesz je pogłebiać :-). Ja np. wciąz dużo bardziej czuję się jak magister niż jak bezrobotny :-D i często jak ide z kumplami na kosza to sam przynoszę, kupuję browary tylko po to żeby utwierdzić się w przekonaniu, że na wszystko mnie stać :-). Kiedyś w jakimś programie mówili, że we Włoszech nawet najwiekszy żebrak zgrywa wielce dzianego gościa - nie ma tam miejsca na obniżanie swojej wartości :-). Ja wiem, że mam dużo do zaoferowania jako pracownik i jako człowiek więc jestem człowiekiem bogatym :-).
      • monalaka Re: Syndrom bezrobotnego 25.09.07, 15:27
        Dobrze jej się mądrzyć,przecież jak ktoś nie ma pracy przez ponad rok to
        przecież straszną biedę klepie i jak on ma iść na wolontariat np. w dużym
        mieście,za co bilety,za co ubiór by się lidziom nie wstydzić pokazać,za co
        dobrze się odżywić by nie popaść w anemie i mieć siłę pomagać innym. Przecież to
        błędne koło, przede wszystkim dobra praca później jakiś wolontariusz.
        • markus.kembi Re: Syndrom bezrobotnego 28.05.08, 15:51
          "Wolontariusz" - przecież to kpina. Czy taka osoba byłaby przez inne osoby w pracy traktowana jak pełnoprawny pracownik? Nawet, gdy byłem na stażu, czułem pewien dystans i nie ukrywam, że nie było mi z tym dobrze, ale przynajmniej 400 zł miesięcznie zarabiałem.

          Kiedyś na forum pewna internautka doradziła mi, że powinienem postąpić tak, jak jej znajomy, który udał się na wolontariat, a po 1,5 roku (dobrze, że nie po 15 latach) przyjęto go na stałe.
        • Gość: 71 Re: Syndrom bezrobotnego IP: *.chello.pl 31.05.08, 12:58
          Jak słyszę słowo wolonatariat to mi się wysypka robi. To jest dobre dla kogoś kto nie musi walczyć o byt, tylko dla paniuś będących na utrzymaniu męża lub młodzieńców na garnuszku u rodziców. To jakiś absurd. Wolontariat powinien wypływać z potrzeby pomagania innym, a nie z konieczności wpisania czegokolwiek w CV. Tak na prawdę to bezrobotni powinni być przedmiotem wolontariatu, bo bezrobotny potrzebuje PIENIĘDZY za swoją pracę, a nie dobrego słowa. Elektrownia, gazownia i spółdzielnia mają gdzieś dobre słowo, oczekują PIENIĘDZY.
      • kocurek00 Re: Syndrom bezrobotnego 30.05.08, 22:25
        wiecie,jak dobrze że jest takie forum i tacy wspaniali ludzie którzy potrafią
        sie wspierać-buziaki dla was:*
        Już od pół roku szukam pracy i psycha coraz bardziej mi siada,coraz częściej
        myślę ze coś ze mną jest nie tak bo przecież "wszyscy pracują" tylko ja nie mogę
        sobie pracy znaleźć,zaczęłam unikać znajomych bo mam dość słuchania jak to jedna
        kumpela z drugą były na zakupach i czego to one sobie nie kupiły.
        W dodatku mam też taki objaw syndromu bezrobotnego że mam uczucie że wszyscy
        wokoło traktują mnie jak lenia, któremu po prostu nie chce sie pracować, bo
        przecież "pracy jest teraz mnóstwo"
        w każdym razie,czytając ten wątek, widzę że nie tylko ja tak sie czuje i że nie
        jestem jakaś inna. Miło że są jeszcze ludzie którym potrafią okazać innym
        wsparcie, pozdrawiam WAS WSZYSTKICH
        • markus.kembi Re: Syndrom bezrobotnego 31.05.08, 14:10
          kocurek00 napisała:

          > wiecie,jak dobrze że jest takie forum i tacy wspaniali ludzie którzy potrafią
          > sie wspierać-buziaki dla was:*


          kocurek00 napisała:

          > W dodatku mam też taki objaw syndromu bezrobotnego że mam uczucie że wszyscy
          > wokoło traktują mnie jak lenia, któremu po prostu nie chce sie pracować, bo
          > przecież "pracy jest teraz mnóstwo"


          Poczytaj to forum, a zobaczysz całą masę uwag, że bezrobotni to lenie, nieroby, nieuki, a nawet, jeśli są zarejestrowani, złodzieje.
          • Gość: boba fett Re: Syndrom bezrobotnego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.06.08, 18:29
            "Nie ma takiego wejścia, z którego nie byłoby wyjścia;)" - zawsze jest wyjście.
            Grunt to dobry plan i chłodna głowa. Życzliwość (ale nie pobłażanie),
            inspirujące otoczenie też są wartością.
            Dla ciebie dobra byłaby kuracja wstrząsowa - wyjazd do innego miasta i rzucenie
            się na głęboką wodę. Z Łodzi i okolic nie jest daleko do Wawy lub Krakowa. W
            Kraku jest o tyle prościej, że z twoim wykształceniem i j. angielskim spokojnie
            znalazłbyś pracę w Capgemini, IBM, Electrolux itp. (wątki obok, z pewnością
            czytałeś). Pracując w jednej z tych firm mieliśmy w teamie ludzi z Poznania po
            UAM, Łodzi po UŁ, Wrocka (AE). Jest rozwiązanie. Pensje pewnie też znasz - jest
            ok z utrzymaniem. Mając doświadczenie możesz myśleć o czymś poważniejszym i
            atakować. Są możliwości.
            Nie miej pretensji, że u siebie nie możesz znaleźć pracy, skoro jej tam nie ma.
            Dobrze, że emigranci nie reprezentują twojego toku myślenia, inaczej siedzieliby
            do usr..j śmierci na tyłku w domu, narzekając, że nie ma pracy.
            Pozdrawiam i życzę szybkiego skutecznego działania. It's about time.
            • markus.kembi Re: Syndrom bezrobotnego 01.06.08, 20:56
              Praca "podobno jest" wszędzie. W mieście Łodzi też przecież dziennikarska propaganda trąbi, że "bezrobocia już nie ma". Podejrzewam, że gdziekolwiek indziej bym pojechał, sytuacja byłaby podobna. A wyjeżdżając naraziłbym się na duże ryzyko - pozbawiony byłbym nie tylko komputera i dostępu do internetu (a więc szukać zatrudnienia byłoby znacznie trudniej), ale nawet miejsca do spania, bo przecież na hotel mnie nie stać. Inni łatwiej sobie radzą w takich sytuacjach, ale nie ja. Gdybym kogoś na miejscu znał, gdyby ktoś na mnie czekał, to wyjechałbym może nawet na Wyspy szorować gary, ale sam w pojedynkę jechać "na ślepo" w miejsce, w którym nigdy nie byłem to trochę obawobudzące. Nie mam nic przeciwko zmianom, ale pod warunkiem, że nie są to zmiany rewolucyjne.
              • Gość: boba fett Re: Syndrom bezrobotnego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.06.08, 22:06
                1. "wyjeżdżając naraziłbym się na duże ryzyko - pozbawiony byłbym nie tylko
                komputera i dostępu do internetu (a więc szukać zatrudnienia byłoby znacznie
                trudniej), ale nawet miejsca do spania, bo przecież na hotel mnie nie stać"

                Jeżeli dla ciebie problemem jest posiadanie internetu w 2. największym mieście
                Polski, to masz problem z wyobraźnią.
                Dlaczego wyjeżdżać w ciemno ponosząc koszty i ryzyko? Aplikuj on-line (Cap, IBM
                to pewniaki, Electrolux, Hitachi, Motorola, Shell mogą nie odpowiedzieć, ale
                nigdy nie wiadomo). Jak się odezwą, pojedź do nich na testy, rozmowy. Tu są
                koszty przejazdu, których oni ci nie zwrócą. Trudno, ale jak napisałem szanse
                masz spore już na wstępie (ekonomia, j. ang. - CAE). Po każdej z tych podróży (2
                do 3 max.) będziesz mieć (prawdopodobnie) umowę w ręku. I tu info: możesz
                określić od kiedy zaczniesz pracę. Firma o to zapyta (np. od 1 lipca). I podaj
                powód dlaczego (jak będą pytać). To spora przewaga dla ciebie (zważywszy na to
                co działo się 2-3 lata temu na rynku pracy). Wykorzystaj ją na znalezienie
                mieszkania (co nie będzie trudne zważywszy na wakacje studentów). W ten sposób
                logistycznie zadomowisz się w Kraku.
                W pracy sam fakt pochodzenia z innego województwa i uczelni bliżej wawy, byłby
                przyczynkiem do rozmów, chęci poznania ciebie. Tak można przełamać pierwsze
                lody. I poznać ludzi, wyjść po pubu. Zapewniam, że dobrych klubów i możliwości
                spędzenia wolnego czasu jak lubisz co jak co ale w Krakowie nie brakuje.
                A propo zmian rewolucyjnych: im bardziej rewolucyjny krok zrobisz, tym
                ciekawszym człowiekiem dla innych jesteś a i w swoich oczach zyskujesz pewność
                siebie. Tym chętniej chcą cię poznać. Przetestowałem;).
                Zmień myślenie - tam gdzie, jest zagrożenie, ty widzisz już porażkę, chociaż
                jeszcze jej nie ma.

                Nie mam zamiaru mówić ci o pewnych "oczywistych oczywistościach". Jeżeli
                naprawdę zależy ci na pracy, przemyśl co ci napisałem i działaj. Wbrew pozorom
                jest kilka osób na forum, które mogą pomóc uzyskać ci info (nie pracę) - zapytaj
                np. hm.m w wątku o capgemini.
        • betoniarrka Re: Syndrom bezrobotnego 31.05.08, 14:16
          Czuję, jakbym sama to pisała.Cieszę się, że tu trafiłam. Poczucie wyobcowania
          jest odrobinę mniejsze. Podoba mi się też pomysł "Ja wam ku..wa wszystkim pokaże
          kto jest ile
          warty!!!" ;)Tylko brać przykład.
          Pozdrawiam.
          • markus.kembi Re: Syndrom bezrobotnego 31.05.08, 14:51
            No właśnie, ale komu "pokazać"? Co "pokazać"? Jak "pokazać"? Zatrudnić się na produkcji i zasłynąć jako stachanowiec, który wyrobił 600% normy? Bo przecież nie każdy ma możliwość od zera stworzyć własną działalność, coś takiego nie może się odbyć na zasadzie "a, zajmę się czymś tam" tylko trzeba mieć pomysł, a dobry pomysł może przyjść tylko na zasadzie "objawienia".

            Pisałem już wielokrotnie, że znalazłem się w takiej sytuacji, że ode mnie zależy tak naprawdę niewiele. Sam z tego nie wyjdę, pracodawca musiałby podać mi rękę i dać mi szansę na rozwój. To musi się wreszcie skończyć - ja chciałbym, żeby się skończyło dobrze, ale pracodawcy mojej opinii jak dotychczas nie podzielali.

            Zdarzyło się, co prawda tylko kilka razy, że ewidentnie zasłużyłem na zatrudnienie, miałem niezbędną wiedzę, kwalifikacje, odpowiednie predyspozycje i jestem przekonany, że po przeszkoleniu byłbym lepszy od wielu innych, którzy łaski zatrudnienia tam dostąpili. Ale nie, zdecydowano, że jestem wart tyle samo, co prymityw, który nie ukończył podstawówki, czyli pracować mogę wyłącznie na produkcji, przy taśmie, ewentualnie rozdając ulotki. Dla mnie zgłoszenie się do pracy na produkcji, które wygląda na to, że prędzej czy później nastąpi, będzie równoznaczne z poddaniem się, rezygnacją z dalszych starań, z przyznaniem się przed samym sobą, że przegrałem, że nigdy ponad ten poziom już nie wyjdę. Ludzie lamentują, ze przegrali (np. w karty albo na zakładach sportowych) 100 zł, 1000 zł - a co ma powiedzieć człowiek, który przegrał całe życie?
            • betoniarrka Re: Syndrom bezrobotnego 31.05.08, 17:28
              Może nie jestem odpowiednią osobą, do dawania tzw "dobrych rad" w kwestii
              szukania pracy i kierowania swoją karierą zawodową...ale może dobrze byłoby
              skupić się na przyszłości a nie rozpamiętywać ciągle jak to nas kiedyś
              skrzywdzili- nie zatrudnili, nie docenili. Dać spokój po prostu.
              Sama walczę nad zmianą własnego sposobu myślenia. Nie jest to łatwe w moim
              przypadku. Im dłużej trwa okres, w którym pracodawcy mi "dziękują" tym ciężej o
              optymizm ale staram się. Może pomogłaby Ci książka "Potęga podświadomości".
              Czasami do niej wracam. Pomaga.
            • betoniarrka Re: Syndrom bezrobotnego 31.05.08, 17:35
              No właśnie, ale komu "pokazać"? Co "pokazać"? Jak "pokazać"?

              Udowodnić sobie i innym, że mimo przeszkód, kłód, bagażu czasem niezbyt miłych
              doświadczeń potrafię znaleźć pomysł na siebie. Jak nie w tej branży to w innej.
              Może na początek obniżyć poprzeczkę własnych oczekiwań.Nie próbować ciągle iść
              tą samą ścieżką. Poszukać innej. Może.
              • markus.kembi Re: Syndrom bezrobotnego 31.05.08, 19:21
                betoniarrka napisała:

                > (...)
                > Może na początek obniżyć poprzeczkę własnych oczekiwań.Nie próbować ciągle iść
                > tą samą ścieżką. Poszukać innej. Może.
                _____________________________________

                Czyli co? Na kasę do "Biedronki"? A może jednak do taśmy?



                markus.kembi napisał:

                > (...) Zatrudnić się na produkcji i zasłynąć jako
                > stachanowiec, który wyrobił 600% normy?
                > (...) Dla mnie zgłoszenie się do pracy na produkcji,
                > (...) będzie równoznaczne z poddaniem się,
                > rezygnacją z dalszych starań, z przyznaniem się przed
                > samym sobą, że przegrałem, że nigdy ponad ten poziom
                > już nie wyjdę.
            • Gość: 71 Re: Syndrom bezrobotnego IP: *.chello.pl 01.06.08, 18:08
              Masz rację z tym przyznaniem się do porażki. Dlatego poczucie braku przyszłości można oszukać pracując na taśmie, ale nie w Polsce. Jest bardzo wiele dobrze wykształconych osób, które tak pracują, więc wstydu nie będzie. Taki jest właśnie mój plan B. Widocznie jednak za mało nas wyjechało, skoro pracodawcy jeszcze nie zmądrzeli. Teraz BCC próbuje wpłynąć na rząd żeby wprowadził ułatwienia dla sprowadzania chińczyków. Jeśli na to pozwolą, będzie oznaczało że praktycznie to mają nas głęboko.
              • kinokio81 Re: Syndrom bezrobotnego 13.07.08, 12:54
                No właśnie, a w tej chwili gdybym nawet chciał wyjechać za granicę, nie stać by
                mnie było na bilet. A zresztą - czy tam jest rzeczywiście aż tak pięknie?
                • Gość: unkn Re: Syndrom bezrobotnego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.07.08, 13:36
                  markus?
                  • kinokio81 Re: Syndrom bezrobotnego 13.07.08, 19:10
                    No rzeczywiście, gratuluję spostrzegawczości. Powinieneś pracować w Służbie
                    Kontrwywiadu Wojskowego :-]
      • Gość: TTF Re: Syndrom bezrobotnego IP: *.acn.waw.pl 31.05.08, 17:08
        Jassssne a jedzonko w sklepie dadzą za darmo, fundacje i stowarzyszenia opłacą rachunki :)
        Mnie akurat nie przerażałby brak pracy tylko brak kasy...

        >Bezrobotny powinien się uczyć, pomagać fundacjom, stowarzyszeniom, domom kultury, w lokalnych społecznościach jest wiele miejsc, gdzie można się spełnić
      • Gość: 667. Re: Syndrom bezrobotnego IP: *.toya.net.pl 01.06.08, 12:01
        markus, a o stażu nie pomyślałeś??
        Ja jestem na stażu i moja praca nie polega na parzeniu kawy i
        wynoszeniu śmieci. Moje wynagrodzenie to nie tylko marne 650 pln
        stażowego, mam ok 2x tyle...
        Rozejrzyj sie za jakims porządnym pracodawcą, powodzenia.
        • annajustyna Re: Syndrom bezrobotnego 01.06.08, 12:32
          Przeciez pisal, ze juz byl na stazu...

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka