Gość: Greg Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.09, 18:07 Taaa... Prowadzę firmę komputerową, płacę dobrze, żadnych nadgodzin, atmosfera super, nikt nie odchodzi z pracy, bo szanuję ludzi. Ale firma jest mała, więc kandydaci wolą iść do korporacji za pięć stówek więcej, niż pracować u mnie. Biorąc pod uwagę premie, u mnie zarabia się nawet więcej, ale korporacja to jest to! I potem wszyscy chodzą na terapie, łykają prochy i leczą się na różne choroby wywołane stresem. I tylko narzekacie na takich forach jak to, że jest beznadziejnie. A kandydaci nie oddzwaniają, walą dziwnymi tekstami na rozmowach, nie mogą się zdecydować itp. A potem przychodzą po 2 tygodniach jak stanowisko jest już obsadzone. Może nauczcie się rozpoznawać gdzie warto pracować, pogadajcie nie tylko z paniusią z HR, ale z normalnymi pracownikami. Każda normalna firma Wam to umożliwi, a tam gdzie nie pozwolą lepiej nie pracować. Każdy kandydat u mnie może - jeśli zechce - pogadać z pracownikami (oczywiście nawet bez mojej obecności). A wiadomo, że HR kandydatowi może obiecać cokolwiek, a potem niewiele z tego zostaje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zz Re: Paradoksy rynku pracy... IP: 94.254.165.* 14.01.09, 19:15 > Pracę po studiach technicznych znalazłem dość szybko ... Zauważam taką prawidłowość: żalący się na brak pracy w zawodach technicznych - czy to po studiach czy z doświadczeniem - zwykle nie podają, czym dokładnie się zajmują i co potrafią robić. Zastanawiające. Tamci inni jeszcze zawsze pisali coś o tym, że ten kraj czegoś tam im nie daje. Tutaj tego nie widzę i chwała Autorowi choć za to. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cachotterie Re: Paradoksy rynku pracy... IP: 91.107.20.* 14.01.09, 23:05 90% czytających ten wątek i tak by nie miała pojęcia o czym mowa, więc po co ? Żeby iluś mądralów się odezwało "a ja też mam certyfikat X i Y lat doświadczenia w Z i zarabiam paręnaście tys." ? Kto to zweryfikuje, i co to może wnieść, tak szczerze? Problem jest chyba bardziej ogólny - czego by nie robił autor wątku, założę się żę w większości innych branż występuje podobny problem - polskie firmy (polscy menadżerowie) wolą zatrudnić 5 tanich (i totalnie zielonych...) studentów niż 1 gościa który ma 10 lat doświadczenia i łeb jak hipermarket. Też mnie fascynuje z czego to wynika - obstawiam, że jest to po prostu myślenie krótkoterminowe. Wciąż nie potrafią pojąć, że naprawdę bardziej się opłaca mieć lojalnego, dobrze przeszkolonego pracownika sensownie mu płacąc i dając godne warunki pracy (a nie jakiś morderczy wyścig) niż mieć rotację kadry na poziomie 30-40% i robić (pozorne) oszczędności na pensjach i zatrudnianiu ludzi najtańszych, którzy najlepiej naściemniają rekruterom. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mix Re: Paradoksy rynku pracy... IP: 79.191.35.* 14.01.09, 20:39 Dla rozluźnienia atmosfery, scena rozmowy kwalifikacyjnej z pewnego filmu: www.youtube.com/watch?v=aeuK305FkPA&feature=related Wszyscy tu co najmniej jeden język obcy znają więc ze zrozumieniem nie będzie problemu :D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cathal idea paradoksu polskiego rynku pracy została w ... IP: *.centertel.pl 14.01.09, 20:46 ...tym przykładzie mgliście zarysowana o wiele lepiej pasowałby tu temat w rodzaju "Znam niewiele pięknych Polek, które pozostają bez pracy ale i zarazem znam niewiele pięknych Polek, które są inteligentne";D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mz_ Re: idea paradoksu polskiego rynku pracy została IP: *.globalconnect.pl 14.01.09, 21:30 Paradoks polskiego rynku pracy to płaca 6zł za godzinę w Szczecinie (nie każdy jest programistą czy menadżerem) na którą zawsze jest multum chętnych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: apsik Re: idea paradoksu polskiego rynku pracy została IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.01.09, 07:45 i do tego podobno jeszce przyjada ludzie z londynu i ustawia sie w kolejce po te prace ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sssss Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.subscribers.sferia.net 14.01.09, 22:33 Cóż, przypomnij sobie za kim byłeś w wyborach w 1989. Pewnie za Solidarnością i wolnym rynkiem. No to teraz masz wolny rynek,więc nie rozumiem czemu się dziwisz. Osób z wyższym wykształceniem jest coraz więcej(prównaj sobie dane sprzed 10 lat), a jak to bywa w gospodarce rynkowej, jeśli towaru jest duuuużo to jego cena jest niska. Dlatego teraz musisz żebrać o godziwa pensję. Skończyło się że po studiach dostawali kierownicze stanowisko, samochód i telefon służbowy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cachotterie Re: Paradoksy rynku pracy... IP: 91.107.20.* 14.01.09, 22:37 Smutne dość co piszesz, ale chyba niespecjalnie szokujące... Ja jestem wprawdzie z tych "młodych wilczków" ale i tak trochę obserwacji mam. Rekruterzy to piekiełko które przyszło do nas z Zachodu chyba. Mieszkam w Londynie i tutaj bez pośrednictwa agencji pracy praktycznie się nie znajduje (przynajmniej nie w mojej branży - IT). Nie tak dawno temu zmieniałam pracę, więc obiłam się o sporą liczbę rekruterów. Na palcach jednej ręki mogę policzyć tych sensownych, reszta to po prostu totalna beznadzieja. Wisiało CV w portalu, Londyn jest duży, jasno określilam więc jaka lokalizacja nowej firmy mnie interesuje. Nic to, 50% telefonów od tych ciapków to oferty na drugim końcu miasta. Na drzewo. Pozostałe 50% pyta o informacje które jak wół mają w CV (ile lat doświadczenia, w jakich technologiach itd.). Po prostu nie czytają, tylko zapuszczają chyba wyszukiwanie po słowach kluczowych, a potem biorą peirwszych X CVek z brzegu. Przy czym pytania są porównywalne do "to prowadzi pani samochód od 3 lat?" "tak" "a przez te trzy lata, w jakim stopniu musiała pani obsługiwać pedał gazu". Ratunku. No dobrze, przebrnęliśmy przez etap "co pani robiła", następuje przełomowa chwila "to jaka jest ta oferta pracy" i pan(i) serwuje mi a) coś do czego trzeba 3 lata więcej doświadczenia niż mam b) coś gdzie klient oczekuje technologii której praktycznie nie dotykałam c) coś ze znaczącą zmianą mojej roli (np. z czysto praktycznej w bardziej kierowniczą/menadżerską). Jedyny plus, czego pewnie w Polsce nie ma, przynajmniej kwestie finansowe są klarowne od początku. Zdarzają się sensowne wyjątki - rekruterzy którzy jak mówią że zadzwonią to dzwonią, faktycznie potrafią dopasować ofertę do CV i generalnie mają pojęcie kogo firma potrzebuje - ale to kropla w morzu. Ogromna, ogromna większość powinna wylecieć z hukiem, bo po prostu tracą czas pracodawcy i potencjalnego pracownika. Wracając do Ciebie zaś, piszesz że pracowałeś w Siemensie, więc zgaduję że siedzisz w bardzo szeroko rozumianym IT/telekomunikacji ? Przyznam że trochę mnie zaskakujesz, ale i podłamujesz (bo to oznacza że nie ma po co wracać) że nawet w tej branży bardziej ceni się "tanio" niż "dobrze". Faktem jest, że np. w Poznaniu skąd pochodzę pracy jest (było? nie wiem jak teraz) w bród - ale jak mówisz, głównie tej dla początkujących. Był to zresztą jeden z powodów dla których wyjechałam - widziałam że góra 2-3 lata i będzie szklany sufit, zarówno finansowo, jak i "karierowo". A skoro się ruszać z miasta rodzinnego, to lepiej do Londynu niż Warszawy... Na ile dla Ciebie wchodzi w grę przeprowadzka? Nie możesz pracy znaleźć tam gdzie mieszkasz, czy w zasadzie nigdzie w Polsce, nawet Warszawie,Wrocku, Krakowie? A jeśli przeprowadzka, to może nie tylko Polska? Wiem że media trąbią o kryzysie, ale nie jest aż tak tragicznie jak to malują. Fakt, dużo mniej firm rekrutuje, a przede wszystkim jest koszmarny "szum" na rynku (masa ludzi szuka pracy, więc trudniej się przebić przez sito bydl... przepraszam, rekruterów). Poza tym akurat Wielką Brytanię trafiło chyba najmocniej - znasz tyle języków, świat stoi otworem... Mimo wszystko, tutaj specjalistów rzeczywiście się ceni. W mojej firmie, mimo że IT to w końcu jedna z działek w których teoretycznie najbardziej się idzie w "młode wilczki", średnia jest wieku jest spoooro wyższa niż to ile ja mam lat. Nie wiem nawet czy nie jestem najmłodsza. Poczucie szacunku, sensownej współpracy itd. - całkowicie niesamowite. Fakt że uważam że jestem fuksiarą i trafiłam do rzeczywiście fantastycznej firmy, ale i "średnia rynkowa" jest całkiem niezła. Natomiast jeśli - z różnych powodów - nie chcesz/nie możesz wyjechać, to życzę Ci zwyczajnie dużo szczęścia. Mam nadzieję, że wciąż jakieś sensowniejsze firmy i w Polsce się trafiają (no i w końcu zachodnie też mają swoje oddziały), czasem tylko ciężko je znaleźć. A najciemniej jest ponoć tuż przed wschodem słońca, więc nie trać nadziei. :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MU Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 14.01.09, 22:55 > Rekruterzy to piekiełko które przyszło do nas z Zachodu chyba. Mieszkam w Londy > nie i tutaj bez pośrednictwa agencji pracy praktycznie się nie znajduje Bo kazdy pracodawca choc raz zaliczyl wpadke z roszczeniowo nastawionym pracownikiem i nie ma sie ochoty wiecej naciac. U nas tez tak bedzie, przyzwyczajcie sie. >Pozostałe 50% pyta o informacje które jak wół mają w CV (ile lat doświadczenia, w jakich technologiach itd.). Po prostu nie czytają, tylko zapuszczają chy > ba wyszukiwanie po słowach kluczowych, a potem biorą peirwszych X CVek z brzegu > . Przy czym pytania są porównywalne do "to prowadzi pani samochód od 3 lat?" "t > ak" "a przez te trzy lata, w jakim stopniu musiała pani obsługiwać pedał gazu". Nie bylo by tych zenujacych pytan gdyby ludzie tak nalogowo nie klamali w cv-kach, ustnie wypytując z doswiadczenia zawodowego i wypytujac co do technologii używanych latwiej kogos zlapac na klamstwie. Zreszta, co ja sie bede produkowac, prawda jest taka ze jak ktos jest dobry to prace znajdzie szybko, z pomoca agencji lub nie. A jezeli ktos jest smierdzacym leniem, alkoholikiem,lub ma mniemanie o sobie wziete z sufitu, to bedzie sie plul na otoczenie winiac wszystkich za swoja porazke. Jak to sie mowi, zlej baletnicy przeszkadza rabek u spodnicy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cachotterie Re: Paradoksy rynku pracy... IP: 91.107.20.* 14.01.09, 23:21 > Bo kazdy pracodawca choc raz zaliczyl wpadke z roszczeniowo nastawionym pracownikiem i nie ma sie ochoty wiecej naciac. U nas tez tak bedzie, przyzwyczajcie sie. A wiesz, to bardzo ciekawe, bo akurat pojedyncze przypadki najlepszych firm jakie tutaj trafiłam właśnie zaczęły się przestawiać ze współpracy z agencjami na samodzielną rekrutację, bo taka im się bardziej opłaca - nie płacą kosmicznych opłat za to, że ktoś odwali robotę którą może zrobić program z odrobiną sztucznej inteligencji (wyszukiwanie słów kluczowych w dokumentach tekstowych... normalnie odlot). Dziwny zbieg okoliczności. OK, zgoda, są z pewnością pewne branże (o wysokim stopniu kontaktu z klientem) gdzie agencja będzie pomocna bo faktycznie istotna jest osobowość pracownika, jego otwartość/uprzejmość/charakter/whatever. Natomiast jest też spora liczba branż, gdzie agencja która nie ma wiedzy dziedzinowej jest po prostu chybionym pomysłem. Dane mi było pracować z ludźmi szalenie sympatycznymi i totalnie niekompetentnymi i takimi o cięższym charakterze, ale niesamowicie otrzaskanymi z tematem. Druga opcja - a już szczególnie z punktu widzenia pracodawcy - jest zdecydowanie korzystniejsza. To ludzie kompetentni, a nie mili, dostarczają rezultaty. I uwierz mi, potrafię rozpoznać pytanie które rekruter zadaje żeby mnie zweryfikować od takiego, które zadaje bo nie ma bladego pojęcia o temacie. A jeśli to Cię nie przekonuje, to może w momencie kiedy taki rekruter proponuje pracę totalnie nieprzystającą do kwalifikacji, powinno? Są branże gdzie po temacie można się poślizgać. Akurat - pech dla rekruterów - informatyka taką nie jest. Albo wiesz o czym rozmawiasz, albo nie - i to naprawdę błyskawicznie wychodzi. W obie strony (pech również dla kiepskich kandydatów, jeśli trafią na dobrego rekrutera). I tak, znalazłam pracę w 2 tygodnie (bezpośrednio w obecnej firmie, heh...) , miałam też mocno posunięte rozmowy w innej więc to naprawdę nie jest obwinianie kogokolwiek, bo nie mam o co - wszystko co sobie zamierzyłam osiągnęłam, a nawet więcej. Nie zmienia to faktu, że 90% rekruterów na których trafiłam w międzyczasie (a dzwonili średnio co 15-20 minut, więc trochę ich było...) była więcej niż żenująca. No może miałam pecha. :] Większość moich znajomych widać też. A może to jednak statystyka. Nie bierz tego do siebie i nie walcz jak lwica. Może za jakiś czas - czego Ci nie życzę - staniesz po drugiej stronie barykady i zrozumiesz, że naprawdę większość (nie wszyscy, chwała bogu) tych ludzi jest beznadziejna. A to, jak szybko znajdziesz pracę naprawdę nie zmienia opinii... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MU Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 14.01.09, 22:41 Zabawne jest jak wiele osob sadzi ze pracodawca powinnien calowac ich po d... tylko za to ze laskawie przyszli zlozyc cv. Nie zdajecie sobie sprawy ze takich jak wy sa setki lub tysiace, uczelnie wypuszczaja setki absolwentow ktorzy sa gotowi robic za przyslowiowa miske ryzu BO NIE MAJA WYBORU ( za co maja zyc? mieszkac?), a wy sie spinacie na ludzi od HR, tak jak by to ich wina byla ze nikt was zatrudnic nie chce. Papier to nie wszystko, liczy sie tez podejscie. A podejscie wiekszosci tu wypowiadajacych sie jest co najmniej zle. Jeszcze raz powtorze, nikt nie zatrudni pracownika z podejsciem NALEZY MI SIE WIECEJ. Nie zaleznie jaki papier macie. Pracodawca korzysta z agencji wlasnie po to by takich ludzi jak "zdesperowany" nie zatrudnic. Bo to czlowiek z roszczeniowa postawa, z nieadekwatnym mniemaniem o sobie, taki pracownik to sam problem, a do tego predzej czy pozniej opuscil firme, wieszajac jeszcze na niej psy. Takich ludzi sie omija szerokim lukiem. Pan zdesperowany powinien zrewidowac swoje podejscie, byc zwyczajnie ludzko uprzejmy wobec "panienek z HR" to moze znajdzie prace. Moze tez sie zacietrzewić, wypiac na te "zlodziejskie" agencje w ktorych same "glupie pipy nic nie umiejace i nic nie robiace caly dzien" pracuja i sie zglosic do PUP (ktory swoja droga jeszcze nikomu chyba pracy nie znalazl) albo na wlasna reke wciskac swoje cv roznym pracodawcom - przy czym takich pracodawcow jest coraz mniej, poniewaz wiekszosc z nich naciela sie juz na takich "fachowcow" i wola wiecej nie ryzykowac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lorcia Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.arreks.com.pl 14.01.09, 23:25 Skoro rzeczywiście pracodawcy wolą te młode wilczki, bez większego doświadczenia, to czemu ja od pół roku nie mogę znaleźć pracy? (w lipcu broniłam swoją pracę mgr) Ukończyłam dobrą ekonomiczną uczelnię, kierunek też miał być przyszłościowy (związany z zarządzaniem jakością), i dla kogo się liczy, że mam na dyplomie ocenę bdb? Wysyłałam mnóstwo cv do różnych firm, właściwie najczęściej robiłam to osobiście, byłam na wielu rozmowach i do dziś nic. Jedna z takich pań psycholożek wymaglowała mnie przez dwie godziny z rzeczy, które nie miały kompletnie znaczenia w odniesieniu do obowiązków na danym stanowisku (jak już dobrze poznałam zakres obowiązków na następnym etapie rekrutacji-z kierownikiem działu, do którego byłam rekrutowana). I co, że praca była za 1500 zł? Dobre tyle, przynajmniej na jakiś czas. A przynajmniej lepsze niż te pół roku siedzenia w domu, przez które utraciłam więcej zdrowia psychicznego niż straciłabym pracując za te 1500 zł. I jak tu myśleć o uwijaniu gniazdka dla siebie i drugiej osoby, gdy brakuje tak podstawowych rzeczy... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cachotterie Re: Paradoksy rynku pracy... IP: 91.107.20.* 14.01.09, 23:56 Heh, to druga strona barykady... Myślę że najbardziej pracodawcom odpowiadają tacy z rok po studiach - coś tam już umieją, ale jeszcze sie na tyle nie odbili żeby mieć bardziej wygórowane wymagania finansowe. Chore, ale cóż zrobić. Generalnie to chyba jedynym rozwiązaniem jest łapanie jakichkolwiek praktyk jeszcze na studiach, potem przynajmniej to wyróżnia Twoją CVkę z setek innych z dyplomem na bdb. A jak na to już za późno - może bardziej z Ciebie młody kotek, nie wilczek i w tym problem ;) Mówisz że byłaś na rozmowach ale nic - mówili Ci dlaczego nie? Pewnie 3/4 z tego to ściemnianie, ale może chociaż coś uda Ci się wyciągnąć i poprawić. Dużo wiary w siebie życzę i jeszcze więcej szczęścia. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lorcia Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.arreks.com.pl 15.01.09, 12:40 Wiesz, z tymi odmowami to różnie. W jednej firmie w ogóle się nie mogłam doczekać odpowiedzi (a taka miała być, bez względu na to czy mnie zatrudnią czy nie), więc po pewnym czasie sama tam zadzwoniłam i czego się dowiedziałam? Skoro do mnie nie dzwonili to znaczy, że przeszłam do dalszego etapu rekrutacji(!!!), a dzwonili tylko do tych, którym podziękowali (niesamowita filozofia) i pani powiedziała, że wkrótce do mnie zadzwonią. I zadzwonili, po tygodniu, poszłam na następny etap i też mieli się odezwać bez względu na wynik rekrutacji. Nie zadzwonili, więc może idąc za tokiem ich postepowania - może mnie już przyjęli i o tym nie wiem? ;) w innej firmie (tu muszę wstawić małą dygresję, rozmowę prowadziła młoda pani psycholog, i wierzcie mi, ta rozmowa była najlepiej przeprowadzoną, spośród tych na których byłam - rzeczowo, w odniesieniu do danego stanowiska, bez zbędnych testów, które i tak nie miałyby znaczenia) natomiast mi powiedziano, że mam za wysokie kwalifikacje (mam zrobione pewne certyfikaty, odbyłam szkolenia w dobrej jednostce). Chętnie by mnie pan kierownik widział na innym stanowisku, ale na niego będą rekrutować za jakieś 1,5 roku ;/ Z początkowych rozmów, jakie odbyłam, rzeczywiście jestem najmniej zadowolona, bo wiem, że mogłam pokazać się z lepszej strony - ale to były moje pierwsze rozmowy i człowiek uczy się na swoich błędach... Praktyki... owszem, byłam na jednych, trwały 6 tygodni, w jednej z czołowych firm na polskim rynku. Szkoda tylko, że cały czas odczuwałam, że jestem tam osobą zbędną... I nie wyniosłam stamtąd kompletnie nic, nie dowiedziałam się jak wyuczona przeze mnie teoria wygląda w praktyce. No, jedyne co wyniosłam (dostałam) to materiały do pracy magisterskiej... A tej praktyki żąda się niemal w każdym ogłoszeniu o pracę. To dlaczego firmy niechętnie przyjmują na douczenie, a jak już wezmą to po to, by odhaczyć sprawę? Teraz pluję sobie w brodę, że zamiast przykładać się do nauki na uczelni i dążyć do uzyskania wysokiego stypendium, mogłam chociaż na piątym roku próbować gdziekolwiek się zaczepić... ale czasu już nie cofnę. Tylko z drugiej strony, patrzę po swoich znajomych z roku i oni też mają ogromny problem z pracą - i to bez względu na to, czy gdzieś pracowali czy nie. Zawoziłam też swoje papiery tak bez ogłoszeń, czasem przecież firmy robią nabór na podstawie podań spontanicznych, niekoniecznie takich z odpowiedzi na ofertę. Rozmawiałam czasem z osobami na najwyższym szczeblu i jeden pan był zainteresowany, bo spółka jego rusza po nowym roku i wtedy poprosił o telefon. Dzwonię i się dowiaduję, że spółka nie ruszyła i nie wie czy w ogóle ruszy, bo teraz taka niepewna sytuacja. Poszłam również na rozmowę z panią prezes jednego z banków, w mojej mieścinie. Jak zobaczyła mój kierunek studiów to powiedziała "Niby uczelnia ekonomiczna, dobra, ale ten kierunke jakiiiiś dziiiiwny". A jak się dowiedziałam, pani tak naprawdę pochodzi z tej mojej małej mieściny (ja od niedawna tu mieszkam) i prawdopodobnie żadnych studiów nie ma (nie wiem czy to możliwe, skoro zajmuje tak odpowiedzialne stanowisko). I przeglądając oferty, szukając firm, gdzie ewentualnie moge jeszcze złożyć podania myślę tysiąc razy dziennie: "Błagam, niech ktoś da mi szansę..." Wiem, że niektórzy w kraju mają gorzej, ale powoli przestaję już w siebie wierzyć. I naprawdę chciałabym już pracować, nawet za te 1500 zł miesięcznie, chociaż tyle na początek i byłabym zadowolona. A już najbardziej, gdybym trafiła na miejsce, gdzie mogę się uczyć od kogoś kto wie więcej jak ja. I rozumiem też autora wątku - na jego miejscu też znałabym swoją wartość, masz wykształcenie, masz doświadczenie - to trzeba się cenić. Osobom, które szukają pracy, naprawdę szczezrze życze powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: fox Re: Paradoksy rynku pracy... IP: 212.160.172.* 15.01.09, 13:52 Gość portalu: lorcia napisał(a): > Skoro rzeczywiście pracodawcy wolą te młode wilczki, bez większego > doświadczenia, to czemu ja od pół roku nie mogę znaleźć pracy? Masz w 100% rację, jestem w podobnej sytuacji, po studiach, wynagrodzenie 1200zł, nie było nic innego, a za coś żyć trzeba... smutne, ale prawdziwe... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cvuj Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.adsl.inetia.pl 20.01.09, 19:33 a co to jest zarządzanie jakością ? Ile małych (przede wszystkim) firm REALNIE tego potrzebuje ? To jest Polska :) Trzeba mieć konkret - ja po prywatnej ekonomicznej (pół roku do mgr) na brak ofert nie narzekam - ale kończę rachunkowość.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.gprs.plus.pl 20.01.09, 22:40 No to w dechę normalnie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lorcia Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.arreks.com.pl 21.01.09, 13:18 No to zorientuj się ile firm ma takie systemy związane z jakością i jakie ma to dobre strony, bo to nie jest miejsce na moje wyliczanie zalet posiadania takiego systemu ;) A swoją drogą, rachunkowość i finanse chyba się jakoś jeszcze bronią na obecnym rynku... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cvuj Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.adsl.inetia.pl 21.01.09, 16:29 Bronią, bronią - właśnie znalazłem pierwszą robotę - księgowość - pozdrawiam. Może zbyt ostro napisałem :) Chodziło mi o to czy pl firmy na to realnie stać ? Bo wiesz jak jest.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.gprs.plus.pl 21.01.09, 19:00 Uważam, że kwestie płacy należy rozpatrywać w większości przypadków pod kątem etyki, a nie finansów. Przyjrzyjmy się na przykład dużym koncernom, które pobudowały swoje fabryki w SSE - Flex, Dell, Sharp. Nie dość, że państwo zwolniło ich z wielu obciążeń fiskalnych, to pozwoliło jeszcze dymać swoich obywateli, którzy na to państwo dotują. To dla mnie nie jest oznaka wolnego rynku, to jest po prostu zaniedbanie. Legendami już obrosły łapanki w powiatowych urzędach pracy. I wcale nie chodzi o to, że bronię sidzących na zasiłku, ale w pewnym momencie powinny pojawić się przemyślenia - "No tak - podatków nie płacą (koncerny), siano wędruje za granicę i tam jest konsumowany ten zysk, a ludzie z........ za tysiaka w systemie trzyzmianowym, czterobrygadowym i wiecznie będą siedzieć na głowie starym (dopóki nie zemrą), bo swojego eM nie kupią." I wcale nie chodzi tu o socjalizm... No tak, znowu wróciliśmy do montowni im. Balcerowicza :/ fuck... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lorcia Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.arreks.com.pl 22.01.09, 23:10 Zgadzam się, zdesperowany. Nie dość, że w takich strefach mają specjalne udogodnienia, to jeszcze takie płace proponują. I niech nikt nie mówi, że np. na stanowiska produkcyjne. W jednym we wcześniejszych postów pisałam o jednej z moich rekrutacji (gdzie mnie bardzo przemaglowali) - była to właśnie rekrutacja do jednej z takich firm ze specjalnej strefy (u mnie na wsi takowa jest). I pracownik produkcyjny rzeczywiście ma te grosze, choć się narobi przeokropnie. Ja akurat startowałam na stanowisko biurowe, ale płaca była niemal taka sama (nieco wyższa). Ale szczerze Ci powiem, że nawet na pół roku bym tam poszła za te grosze, byleby móc jeszcze coś wpisać do doświadczenia w cv (praca była dość odpowiedzialna). Myślę, że wiele osób podchodzi do pracy tam z takim założeniem, bo np. w tej konkretnej firmie u mnie jest ogromna rotacja. Zresztą wcale się nie dziwię, bo zachrzaniają jak mróweczki, a kasy tyle co kot napłakał. SSE chyba miała w założeniu co innego, ups - chyba znowu coś wyszło nie tak, jak miało. Kolejny raz w tym kraju. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 23.01.09, 08:45 Kolega opowiadał mi, jak wygląda to z drugiej strony (przygotowywał grunt pod jedną z fabryk w SSE). Przychodzi do Polski taka powiedzmy firma S, z gotowymi tabelkami - założone zatrudnienie, przewidywany zysk, moce produkcyjne. No i w tabelce jest, że Stefan na produkcji zarobi tysiaka. No i szukają Stefanów do skutku, nie modyfikując tabelek, bo mają głowę pełną stereotypów. I tak nas dymają... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lorcia Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.arreks.com.pl 23.01.09, 13:50 Nie znam wszystkich SSE w kraju (;>), ale w pobliżu mojego zamieszkania są dwie takie strefy. Owszem, są może i ze dwa miasta o wielkości 50 tyś i 60 tyś, ale wokół sporo małych miejscowości i myślę, że nie bez powodu lokalizacja jest w pobliżu właśnie takich małych wiosek, gdzie może łatwiej znaleźć osoby na produkcję. Dlatego Stefanów ci dostatek, nawet przy sporej rotacji... Zresztą, tak jak pisałam wcześniej, przechodziłam rekrutację na stanowisko biurowe w jednej z takich firm (tłumaczenie dokumentacji z ang na pol, obsługa klienta międzynarodowego) i płaca była bardzo zbliżona do tej, którą ma Stefan... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lorcia Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.arreks.com.pl 22.01.09, 22:59 Pracy szczerze Ci gratuluję :) I w pewnym sensie żałuję do dziś, że nie zdecydowałam się na finanse i bankowość, na które też się dostałam. Ale wybrałam wg mnie studia ciekawsze, szkoda tylko, że pracy brak, eh. Wiesz, każde zmiany w firmach (szczególnie czasem znaczące zmiany)wiążą się z ponoszeniem pewnych wydatków, nie przeczę. Często małe firmy wynajmują konsultantów od wdrażania takiego systemu-wtedy wiadomo, że system zostanie od razu wprowadzony przez osobę kompetentną, a co za tym idzie - koszty mniejsze niż metoda prób i błędów. Powiem Ci tak, np. w urzędzie gminy w mojej miejscowości mają zatrudnioną osobę na umowę zlecenie, na wykonywanie auditów i przeglądów systemu, nie mają samodzielnego stanowiska tak na stałe. Czasem jednak firmy, które szczególnie zajmują się produkcją, dostawami tworzą takie stanowiska w swoich firmach dla osób od jakości. Na pewno na początku ponosi się koszty w związku z wdrożeniem systemu, szkoleniami czy przystosowaniem procedur, ale przynosi to efekty. Np. w związku ze stosowaniem pewnych ujednoliconych zasad ułatwia to współprace na linii dostawca-odbiorca, co wpływa na liczbę reklamacji. Ponadto wśród wymogów systemu jest prowadzenie badan nt. satysfakcji klienta, co tak bardziej mobilizuje do przystosowywania się do oczekiwań klienta, a nawet wyprzedzanie ich. Ważna w systemie jest np. identyfikacja procesów i badanie ich przebiegu, co umożliwia wyłapanie niezgodności we wczesnym stadium, kiedy straty nie są jeszcze takie największe - największe są już w przypadku reklamacji. Zresztą, miałam nie robić wykładu ;) Chciałam tyko napisać, że na pewno są to pewne koszty dla firm, ale z tego co miałam okazję się dowiedzieć - warto iść w tym kierunku. Ale nie mówię, że każda firma traktuje taki system poważnie, często jest to wyłącznie zabieg marketingowy. Kiedyś wczytywałam się w sytuację np. oddziałów szpitalnych czy prywatnych klinik stosujących standardy jakości, i aż człowiekowi się źle robiło... ale tak już w naszym kraju niestety jest :( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mz_ Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.globalconnect.pl 14.01.09, 23:29 Postawa roszczeniowa to dobra rzecz, tylko ci sie ubzdurało, że pracownik to przedmiot który ma tylko przytakiwać, ale cóż, wierzą że są częścią planu, jak stado baranów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: LasVegasgirl Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.lv.lv.cox.net 15.01.09, 05:00 Pan zdesperowany powinien zrewidowac swoje podejscie, byc zwyczajnie ludzko upr > zejmy wobec "panienek z HR" to moze znajdzie prace. Pani MU, a w ktorej to agencji daja prace, jak sie jest uprzejmym dla panienki z HR? Miala pani na mysli agencje z panienkami? Super rada dla "zdesperowanego" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: akuku Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.01.09, 07:50 takich jak ty sa tysiace, wesolo bedzie jak cie twoja firma zwolni. bedziesz z pewnoscia przebierac w ofertach... :] Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ja Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.acn.waw.pl 15.01.09, 00:17 "(...) 2. W/w agencje, przepraszam Agencje, służą tylko i wyłącznie dymaniu innych (tak, jak te prawdziwe), a powtarzane jak mantra słowo ałtsorsing jest jedynym, które w/w Panie Psycholożki zapamiętały ze swoich szkółek. (...) 5. (...) teraz muszę żebrać o trzy na rękę. Tak, żebrać... (...)" -- Ad.2 - Outsorcing - załóż sp. z o.o. z 5k PLN wkładu; Ad.5 - było: trzy na rękę z żebraniem; po realizacji pktu 2 masz 6k bez żebrania; IMHO jakoś źle szukasz albo źle trafiasz... Odpowiedz Link Zgłoś
0-gramma Re: Paradoksy rynku pracy... 15.01.09, 00:26 Masz rację. Ta dyskusja uświadomiła mi parę nowych właściwości krajowego rynku pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: atakitam proces rekrutacji IP: *.aster.pl 15.01.09, 03:08 No i zamiast wymiany poglądów rozpoczęły sie wycieczki osobiste. Bez sensu. Kończąc temat head hunterów warto zauważyć, że czasami proces rekrutacyjny staje sie parodią i przerostem formy nad treścią. Moge zrozumieć wyznaczanie dokładnego profilu psychologicznego kandydata na wysokie stanowisko kierownicze, pilota odrzutowca pasażerskiego albo ministra. Natomiast nie mogę pojąć po co kadrowcy organizują psychologiczne rebusy sekretarkom, kierowcom albo akwizytorom. Przecież wystarczy krótki test językowy, prośba o wysłanie faksu albo sprawdzenie umiejętności zrobienia ksero. Ludzie, opamiętajcie sie, to co sie wyprawia to paranoja!!! Wymagania są bardzo wysokie nawet dla kandydatów na podrzędne stanowska. Po co sekretarce dyplom? Pracodawcy podniecają sie dyplomami a zapominają, że inżynier niemiecki po trzech latach studiów zaprojektowal BMW, amerykanie po trzech latach studiów projektują promy kosmiczne a polski inżynier po pięciu latach politechniki musi kupować w Chinach licencje na kuchenkę mikrofalową.... A zaprojektowanie najprostszej maszyny zajmuje lata... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: PolkaZby Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.telecom.by 15.01.09, 08:34 Polske kocham,ale polski rynek pracy mnie NIE ...Po kierunku humanistycnzym juz w ogole nie ma czego szukac,moze umow zlecen z pocalowaniem w reke pracodawcy.DLatego wyjechalam.Tesknie za Polska,ale mieszkam i pracuje... na Bialorusi. Tutaj mam prace i to bez laski. Odpowiedz Link Zgłoś
mojekontolalala Re: Paradoksy rynku pracy... 15.01.09, 09:09 pierwszy i podstawowy paradoks polskiego rynku pracy (w przeciwieństwie do krajów europy i ameryki), że tu kończąc studia nawet najlepszych uczelni technicznych jak Politechnika Warszawska, kończąc SGH można zarabiać mniej niż robotnik wykonujący proste rzeczy na zachodzie, świecie nie mieściło by sie w głowie coś co widziałem i co powtarzam tu nieraz, 2 przykładowe ogłoszenia z GW: - pracownik biura w firmie usługowo-handlowej, ma sie znać oczywiście na kompie, ma czytać dokumentacje techniczną po angielsku do urządzeń, ma mieć wyższe techniczne i... 1600 brutto a 1500-1800 netto ma sprzedawca w sklepie czy to z ubraniem, jedzeniem czy w media markt i drugie ogłoszenie : - sprzątanie hurtowni w nocy, 1800 netto to jest paradoks, że np. osoba po studiach ma oferowane mniej niż niektóre firmy dają sprzątaczkom!!! że człowiek kończy politechnike, zna języki i czekają na niego oferty.. za mniej niż jego kolegów co zamiast sie uczyć pili piwo i siedzieli pod blokiem na ławce nie robiąc nic kilku moich znajomych po politechnice zmieniało prace z umysłowej na fizyczną i to jest paradoks, że kolega z dyrekcji koleji poszedł montować windy, że kolega pracujący w firmie transportowej jako logistyk poszedł jeździć tramwajem paranoja jest to, że nauczyciel w szkole ma podobnie jak sprzątaczki w firmie obok Odpowiedz Link Zgłoś
panistrusia Re: Paradoksy rynku pracy... 15.01.09, 10:09 Ależ za sam fakt skończenia studiów nic się nie należy! Studiowałeś, bo chciałeś (no chyba że tylko dla domniemanej przyszłej pensji, wtedy przepraszam), a koledzy 'studiowali' w tym czasie kładzenie płytek. Wszyscy jesteście takimi samymi fachowcami, tyle że od różnych rzeczy. Pretensje miej do tych wszystkich, którzy studiowali razem z Tobą - gdyby nie oni, to byłbyś jedyny w swoim rodzaju i zarabiałbyś miliony... No i dlaczego sprzątaczka ma z założenia zarabiać mniej? Kara za siedzenie na ławce pod blokiem? Nie uważasz że jednak taka praca jest cięższa niż siedzenie w domu i programowanie? Do tego sprzątaczka ma mniej czasu na wypracowanie sobie emerytury ze względu na fizyczne ograniczenia organizmu, a taki informatyk nawet po wylewie i na wózku inwalidzkim może sobie pracować... Odpowiedz Link Zgłoś
mojekontolalala Re: Paradoksy rynku pracy... 15.01.09, 15:17 bo jedni coś tworzą i sprawiają że gospdarka sie rozwija a inni nie na całym świecie wiedze sie ceni, tylko nie tu Odpowiedz Link Zgłoś
mojekontolalala Re: Paradoksy rynku pracy... 15.01.09, 09:13 no i największy paradoks polskiego rynku pracy "cv bez zdjęcia jest odrzucane" przecież to paranoja, że nie szuka sie fachowca, ale modelek to jest chore, że pracodawcy odrzucają ludzi bo "nie ten kolor włosów, bo ma wąsy, bo ma brode, bo ma piegi, bo nie taki krawat" nie dziwne że ten kraj to ruina, jak zamiast fachowości haerki patrzą tylko na zdjęcie Odpowiedz Link Zgłoś
aagulha Re: Paradoksy rynku pracy... 15.01.09, 10:30 Mam podobne odczucia, choc jestem trochę starsza. Dla mnie cezurą był moment, w którym firmy zagraniczne (w tym moja była) zaczęły redukowac koszty różnych expatów i zatrudniać Polaków na stanowiska menadżerskie. W tym momencie przepraszam uprzejmie wszystkich kulturalnych polskich menadżerów - w moim odczuciu to wtedy właśnie weszły do firm chamstwo, kolesiostwo, nieliczenie sie z prawem i wyrosłe z tego bałagan i fatalna atmosfera. Zwłaszcza chamstwo, niestety. I typowo polskie przekonanie "ja-wiem-najlepiej". Ja odczułam to na własnej skórze - kiedy Anglika zastapił Polak, przestałam byc traktowana jak jednostka ludzka. Co do agencji - mam niewielkie doświadczenia i wszystkie raczej złe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 15.01.09, 10:46 Podsumujmy, bo dyskusja trochę wymknęła się spod kontroli... 1. Nie mam żalu do nikogo, że nie chce mnie zatrudnić, może brak mi fachowości, może jestem chamem, może rzeczywiście mam roszczeniową postawę. Nie wiem! W...... mnie fakt, że psycholożki zawracają mi dupę, trwonią mój czas, na rzeczy które można wyczytać wprost lub wywnioskować z dokumentów. I o to mam pretensje! Bo mogę oczekiwać, że ktoś, kto mnie rekrutuje przynajmniej dorównuje mi poziomem intelektualnym. Ba, potrafi ze zrozumieniem przeczytać sześć kartek tekstu. Chociaż to, nic więcej... 2. Fakt, że kiedyś zarabiałem sporo nie jest przyczynkiem do tego, żeby teraz pokutować. Pokuta występuje wtedy, kiedy było się złym człowiekiem, a nie godnie wynagradzanym pracownikiem. To dwa różne bieguny! A zarabiałem sporo, bo z............ po kilkanaście godzin dziennie, z czego firma miała zysk, no i tym zyskiem dzieliła się ze mną. Normalnie, po ludzku... Teraz kilku kretynów wymyśliło "zadaniowy czas pracy". Co to w ogóle jest? Przychodzi szef projektu do programisty: "- Tu masz wytyczne, za miesiąc ma to być gotowe" "- Ale szefie, to zajmie dwa miesiące!?" "- To będziesz siedział, aż zrobisz, przecież masz zadaniowy czas pracy. Do roboty, bo klient czeka?!" No i koleś śpi pod biurkiem. I co? Po zakończeniu będzie miał poczucie sprawiedliwości i dobrze wykonanego zadania??? (pytanie retoryczne). Mailem chodziło kiedyś opowiadanko "Przychodzi klient do firmy programistycznej..." To już widzę oczyma wyobraźni niszczarkę połykającą moje CV, które trafiło do zwolennika tego poglądu. 3. Kwestii politycznych się nie tykam, to stajnia i nie ma bata, żeby się w stajni nie u..... gnojem, lub chociaż przejść jej odorem. Politycy z założenia są dla mnie szujami i nie znajduje na polskiej scenie politycznej jakichkolwiek autorytetów. Ostatni zmarł w trzydziestym piątym zeszłego wieku. To więc na kogo głosowałem nie ma znaczenia. Głosowałem na ludzi, a niestety wybrałem partie, bo mamy chory system. Może czas to zmienić? 4. Co do młodych wilków (czy wilczków), to oczywiście pogląd dotyczący ich bezwzględności nie odnosi się do wszystkich. 5. Nie napisałem, że nie próbuję "na własny rachunek". Przecież jestem cool, rynek jest pełen nisz, a co rano się budzę z dyńką pełną pomysłów... Trochę statystyki - około 150 wysłanych podań (do pracodawców i psycholożek), kilkanaście kretyńskich spotkań powielających to, co w dokumentach, jedna konstruktywna rozmowa, ale bez rezultatu. I! Uwaga! Jedna przesympatycznie zakończona rozmowa z psycholożką, która przedstawiła OBIEKTYWNY widok rynku. Nie wiem, może napiszę nawet, jak się nazywała. Wszak dobre przykłady trzeba promować. Chociaż nie wiem, czy w ogólnym beczeniu jest głos byłby słyszalny :/ I sprawa ostatnia (ale tu się już czepiam!) - chcąc podejmować dyskusję, należy przyswoić wpierw zasady polskiej ortografii, gramatyki i interpunkcji. Wiem, że "pokemony" są wyrazem luzactwa, ale w poważnej dyskusji wyglądają śmiesznie. To teraz czekam na tropicieli moich ortów :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
panna_holly Re: Paradoksy rynku pracy... 16.01.09, 14:03 Dawaj tę psycholożkę przynajmniej z inicjałów. I koniecznie podaj firmę. I przedstaw ten obiektywny obraz rynku pracy, proszę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 16.01.09, 14:41 Te inicjały to przekompiluję, jak się zdecyduję to napiszę. Co do jej trzeźwego poglądu na rynek pracy to: 1. Jest to rynek owszem pracownika, ale tego najniżej wykwalifikowanego i najmniej opłacanego - ochroniarza, sprzątaczki, pracownika robót ziemnych i to wcale nie kryzys, tak jest od 2-3 lat, wbrew temu co piszą portale i podaje reżimowa TiWi. 2. Pracodawcom p........... się w głowie na max'a i najczęściej sami nie wiedzą, kogo szukają i czy w ogóle szukają. 3. Wzrasta mobbing w firmach. 4. W wielu firmach kryzys jest wymyślony i służy tylko obcięciu płac i maksymalizacji zysków. ... Odpowiedz Link Zgłoś
panna_holly Re: Paradoksy rynku pracy... 16.01.09, 17:58 No wiem czy jest tak do końca... Z pkt. pierwszym sie zgadzam w 100%. Tak było przynajmniej do września. Operator koparki zarabiał więcej ode mnie. Pracodawcy, rzeczywiście nie maja pojęcia kogo szukają, poza tym, ze nie może być to kobieta w wieku rozrodczym. To tyle do drugiej pozycji. Ad.3. Nie mam o tym pojęcia, bo pracuję w maleńkiej, niemal rodzinnej firemce. Natomiast doświadczenie korporacyjne mówi mi, że atmosfera się w firmie psuje, jak zaczyna brakować kasy i należy robić jakieś cięcia, a nie daj Bóg kogoś zwolnić. 4. W wielu firmach nie jest wymyślony, ale dzięki niemu można się pozbyć nielubianych pracowników. akie jest moje zdanie na ten temat i takie poczynałam obserwacje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 19.01.09, 11:48 W sumie, to w punkcie czwartym możesz mieć rację. To dobry sposób. Odpowiedz Link Zgłoś
0tdr0 Re: Paradoksy rynku pracy... 20.01.09, 13:49 Nieco sie nie zgodze. Sytuacja na rynku (w kazdym razie w moim regionie) znacznie zmienila sie w ciagu ostatnich 3-4 miesiecy. > 1. Jest to rynek owszem pracownika, ale tego najniżej > wykwalifikowanego i najmniej opłacanego - ochroniarza, sprzątaczki, > pracownika robót ziemnych i to wcale nie kryzys, tak jest od 2-3 > lat, wbrew temu co piszą portale i podaje reżimowa TiWi. Owszem jeszcze niedawno nie bylo niemal problemow ze znalezieniem pracy (tak do poznej jesieni) pod warunkiem, ze slowo "praca" rozumiemy jako "jakakolwiek praca". Ofert bylo sporo, ale konkurencja "cenowa" dopiero sie zapowiadala. Dominowalo bezplacie- praca jest, ale za zenujace kwoty. Najbardziej skape firmy mialy problemy ze znalezieniem pracownikow, co powodowalo maly, ale jednak ruch w placach. Zanim wiekszy sie zaczal- przyszedl kryzys i powroty do Polski czesci emigracji. > 4. W wielu firmach kryzys jest wymyślony i służy tylko obcięciu płac i maksymalizacji zysków. Tak bylo zawsze- kazdy pretekst jest dobry, zeby postraszyc pracownika. Jednak sa branze, ktore rzeczywiscie obejmuje kryzys: w szczegonosci przemysl samochodowy (czyli cale regiony, w ktorych on ma duze znaczenie- dostawcow, firmy obslugujace zaklady, handel, elektronika itd itp), handel w swieta kwitl, teraz natomiast jest duzo gorzej niz np. rok temu w tej same porze roku. Banki i firmy finansowe tez robia lub zapowiadaja redukcje- owszem przez ostatni okresbyla to strasznie napompowana branza, ale zwalniani ludzi uderza w inne segmenty rynku- szukajac pracy nie tylko w bankowosci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.gprs.plus.pl 20.01.09, 15:41 * Nieco sie nie zgodze. Sytuacja na rynku (w kazdym razie w moim regionie) znacznie zmienila sie w ciagu ostatnich 3-4 miesiecy. W moim wcale, a mówię o Gdańsku, jak dziadostwo było, tak jest. Zabita dechami wiocha, karmiąca się wiecznie legendą Solidarności (ile k.... można?), której jedynym osiągnięciem jest gó...ana komunikacja, r...........e drogi i Baltic Arena, którą nie wiadomo kto będzie utrzymywał po Euro 2012. Najbliższa cywilizacja to 35km dalej, w Gdyni. * Jednak sa branze, ktore rzeczywiscie obejmuje kryzys: w szczegonosci przemysl samochodowy (czyli cale regiony, w ktorych on ma duze znaczenie- dostawcow, firmy obslugujace zaklady, handel, elektronika itd itp), Tak, to prawda, skoro zrobiliśmy z naszego kraju, jak ktoś napisał wcześniej "montownie im. Balcerowicza" (super neologizm!). Odpowiedz Link Zgłoś
izunia_milo Re: Paradoksy rynku pracy... 22.01.09, 13:20 Gość portalu: zdesperowany napisał(a): Najbliższa cywilizacja to 35km > dalej, w Gdyni. > Znów przyznaję rację! Gdynia rulez :D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.gprs.plus.pl 22.01.09, 14:42 To ile już tych plusów? Trop właściwy? Jestem już po dwóch starciach, natarcie było druzgocące, ale strategiczne efekty bitew będą znane za miesiąc. Nie wiem jak będzie - przeciwnik dysponował odpowiednio dwu- i trzykrotną przewagą liczebną :/ Odpowiedz Link Zgłoś
izunia_milo Re: Paradoksy rynku pracy... 22.01.09, 18:40 Gość portalu: zdesperowany napisał(a): > To ile już tych plusów? Czy ja wiem, że to można zaliczyć do plusów... ;-) > Trop właściwy? Się okaże... > > Jestem już po dwóch starciach, natarcie było druzgocące, ale > strategiczne efekty bitew będą znane za miesiąc. > Nie wiem jak będzie - przeciwnik dysponował odpowiednio dwu- i > trzykrotną przewagą liczebną :/ Nie ilość, ale jakość... Ciekawa jestem efektów. Wspieram duchowo. Wlezałam tutaj, bo jestem (że tak to może ciut niefortunnie nazwę) po drugiej stronie barykady i analizuję pod innym kątem. Nie, nie jestem headhunterką, ani rekrutatorką, ani nawet w najśmielszych myślach nie użyłabym określenia psycholożka bo ani wykształcenie zupełnie nie w tym kierunku, ani zainteresowania. Może w tym przypadku lepiej analizatorka :D? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 23.01.09, 09:00 * Czy ja wiem, że to można zaliczyć do plusów... ;-) Nie ma to jak zaliczyć blamaż, jak się j...e to wszystko :/ * Się okaże... Na pewno właściwy, łebska jesteś. * Nie ilość, ale jakość... Gorzej, jak nie ma, ani ilości, ani jakości. Zresztą zdrowy rozsądek nakazał mi zejść z jakości na ilość. Niestety nawet już to szwankuje. * Ciekawa jestem efektów. Efekty, hm, w pierwszym przypadku szanse oceniam na około 15-20%, w drugim 25-30%, czyli za mało, żeby poimprezować, a za dużo, by nadzieję tracić. Oczywiście w jednym przypadku nie obyło się bez wtopy, tych, po drugiej stronie, ale nie będę na razie wchodził w szczegóły. Nigdy nie wiadomo, kto to czyta. * Wspieram duchowo. Thx, doceniam! * Wlezałam tutaj, bo jestem (że tak to może ciut niefortunnie nazwę) po drugiej stronie barykady i analizuję pod innym kątem. Nie, nie jestem headhunterką, ani rekrutatorką, ani nawet w najśmielszych myślach nie użyłabym określenia psycholożka bo ani wykształcenie zupełnie nie w tym kierunku, ani zainteresowania. Może w tym przypadku lepiej analizatorka :D? Też lubię obserwować i analizować :D Odpowiedz Link Zgłoś
izunia_milo Re: Paradoksy rynku pracy... 23.01.09, 10:22 Gość portalu: zdesperowany napisał(a): > Nie ma to jak zaliczyć blamaż, jak się j...e to wszystko :/ Czy to blamaż? Niekoniecznie. Obstawiałabym bardziej optymistyczną wersję: prawo serii ;-P > Na pewno właściwy, łebska jesteś. To miał być komplement???? > Gorzej, jak nie ma, ani ilości, ani jakości. Zresztą zdrowy rozsądek > nakazał mi zejść z jakości na ilość. Niestety nawet już to szwankuje. Szczerze ciekawa jestem tego zdrowego rozsądku. > Efekty, hm, w pierwszym przypadku szanse oceniam na około 15-20%, w > drugim 25-30%, czyli za mało, żeby poimprezować, a za dużo, by > nadzieję tracić. > Oczywiście w jednym przypadku nie obyło się bez wtopy, tych, po > drugiej stronie, ale nie będę na razie wchodził w szczegóły. > Nigdy nie wiadomo, kto to czyta. Oby szanse wzrosły, żeby poimprezować :-0 Kto nic nie robi - nie może zrobić źle, mylić się jest rzeczą ludzką - aczkolwiek wtopy większego kalibru w pewnych sytuacjach są raczej niedopuszczalne... > Też lubię obserwować i analizować :D Co też niniejszym czynimy! Kilka lat temu przechodziłam podobną drogę, baaardzo podobną pod wieloma względami. Mi się udało... TFU TFU (nie jestem przesądna ;-))) czego i Tobie życzę. Bo fachurka z Ciebie na bank. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 23.01.09, 11:11 * Czy to blamaż? Niekoniecznie. Obstawiałabym bardziej optymistyczną wersję: prawo serii ;-P Niech będzie prawo serii :-P * To miał być komplement???? Hm, myślę, że tak można przyjąć. Chociaż na koniec języka ciśnie się słowo "bystra". Jest na luzie i bardzo pozytywnie brzmi. * Szczerze ciekawa jestem tego zdrowego rozsądku. Oj sporo go, sporo! Jest niezbędny, absolutnie niezbędny! * Oby szanse wzrosły, żeby poimprezować :-0 OBY! * Kto nic nie robi - nie może zrobić źle, mylić się jest rzeczą ludzką - aczkolwiek wtopy większego kalibru w pewnych sytuacjach są raczej niedopuszczalne... Fakt, ale na szczęśnie to nie był mój poślizg. Od zawodowców można wymagać więcej... * Też lubię obserwować i analizować :D Co też niniejszym czynimy! :-))) * Kilka lat temu przechodziłam podobną drogę, baaardzo podobną pod wieloma względami. Mi się udało... TFU TFU (nie jestem przesądna ;- ))) czego i Tobie życzę. Bo fachurka z Ciebie na bank. To był komplement???? ;-) Na razie przygotowuję plany awaryjne, kilka na raz. Wszystkich scenariuszy nie da się przewidzieć, ale odrzucając najbardziej nieprawdopodobne można się zabezpieczyć. Odpowiedz Link Zgłoś
izunia_milo Re: Paradoksy rynku pracy... 23.01.09, 12:21 Gość portalu: zdesperowany napisał(a): > * Szczerze ciekawa jestem tego zdrowego rozsądku. > > Oj sporo go, sporo! Jest niezbędny, absolutnie niezbędny! Co za dużo to niezdrowo... > OBY! No ale w sumie brak okazji też okazja ;-P > Fakt, ale na szczęśnie to nie był mój poślizg. > Od zawodowców można wymagać więcej... Zastanawiałam sie właśnie... Czasem trzeba zejść niżej, żeby wyżej się wspiąć... Hm. Nie potrafię na tą chwilę wyartykułować moich myśli, przekazać toku analizy, ale może niebawem. Postaram się w każdym razie. > :-))) :-))) > To był komplement???? Hm, myślę, że tak można przyjąć. Chociaż na koniec języka ciśnie się słowo "lotny", tudzież jeszcze jedno - BADAWCZY.. > Na razie przygotowuję plany awaryjne, kilka na raz. Wszystkich > scenariuszy nie da się przewidzieć, ale odrzucając najbardziej > nieprawdopodobne można się zabezpieczyć. Postaraj nie rozmienić się na drobne w tym wszystkim... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 23.01.09, 12:40 * Co za dużo to niezdrowo... Nie zgodzę się, zdrowego rozsądku nigdy za wiele. Nigdy. On wcale nie wyklucza luzu. Raczej go wspomaga. * No ale w sumie brak okazji też okazja ;-P Czasem i owszem, tym bardziej, że Karnawał trwa :-) ale no money no fun :/ * Zastanawiałam sie właśnie... Czasem trzeba zejść niżej, żeby wyżej się wspiąć.. Byle nie za nisko, bo można nie wrócić. * Hm. Nie potrafię na tą chwilę wyartykułować moich myśli, przekazać toku analizy ,ale może niebawem. Postaram się w każdym razie. Będę czekał. * Hm, myślę, że tak można przyjąć. Chociaż na koniec języka ciśnie się słowo "lotny", tudzież jeszcze jedno - BADAWCZY.. Wolę lotny, również w sensie dosłownym... * Postaraj nie rozmienić się na drobne w tym wszystkim... Łączę przyjemne z pożytecznym, rozwijam pasje, które, myślę, że mogą przynieść sianko. Wszak finansowo społeczeństwo się polaryzuje, i, o ile jedni szukają pracy, to inni ją mają z calkiem niezłymi cyferkami więc na horyzoncie widzę jakieś zarysy. Dorzucając jeszcze do tego dywersyfikację (jak ja lubię to słowo :-) myślę, że coś ugram. Będzie dobrze, zawsze jest! Saluti! Odpowiedz Link Zgłoś
izunia_milo Re: Paradoksy rynku pracy... 23.01.09, 13:18 Miłego weenekdu, LECĘ odpoczywać ;-) Pa! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 23.01.09, 13:22 To ja też... Saluto! Odpowiedz Link Zgłoś
izunia_milo Re: Paradoksy rynku pracy... 28.01.09, 08:45 Weekend Ci się przedłużył ;-))) Czy następne natarcia opracowujesz tudzież realizujesz? Z mojej strony kciukasiki! Ja muszę od dziś trochę zwolnić... Co niniejszym czynię :D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 28.01.09, 09:28 Ciao! * Weekend Ci się przedłużył ;-))) Zapiłem, coby większą skuteczność mieć w kolejnych starciach, niczym Clint w Unforgiven. Joke, wiem, dość ciężki :/ * Czy następne natarcia opracowujesz tudzież realizujesz? Z mojej strony kciukasiki! Rozwijam pasje, wysyłam, jeżdżę, rozmawiam, przechodzę tessssty dla kretynów. Normalny żywot na bezrobociu. Tracę werwę :/ chyba pojadę sobie po jakieś auto (znaczy się zmienię) - to zawsze poprawia mi humor. Kilka dni wśród Włochów i już człowiek przekonuje się, że niewiele rzeczy tak naprawdę zmienia jego życie... Wyniki zeszłotygodniowych starć będą znane za 3 tygodnie, z tym, że podjęcie pracy w jednym z tych miejsc dopiero za pół roku, po przejściu czterech etapów. Ale podobno nie szczędzą zwycięzcy honorów. Thx! * Ja muszę od dziś trochę zwolnić... Co niniejszym czynię :D Zbyt wiele znaczeń, rozjaśnij proszę! Odpowiedz Link Zgłoś
izunia_milo Re: Paradoksy rynku pracy... 28.01.09, 11:14 Gość portalu: zdesperowany napisał(a): *Zapiłem, coby większą skuteczność mieć w kolejnych starciach, niczym > Clint w Unforgiven. > Joke, wiem, dość ciężki :/ Piłeś chociaż coś dobrego?? ;-))))) Bo po ostatnim NO MONEY NO FUN, różne myśli do głowy przychodzą ;-P *Rozwijam pasje, wysyłam, jeżdżę, rozmawiam, przechodzę tessssty dla > kretynów. Normalny żywot na bezrobociu. Nooooo, nie każdy bezrobotny ma taki żywot... Coniektórzy poprzestają na tym pierwszym... *Tracę werwę :/ Jeszcze nie pora! *chyba pojadę > sobie po jakieś auto (znaczy się zmienię) - to zawsze poprawia mi > humor. Kilka dni wśród Włochów i już człowiek przekonuje się, że > niewiele rzeczy tak naprawdę zmienia jego życie... Tylko nie bierz leasingu w Pekao... Chociaż ponoć to już nie Uni Credito... Ale włoskiego konika "M" będę zazdraszczać, oj mocno :D * Wyniki zeszłotygodniowych starć będą znane za 3 tygodnie, z tym, że > podjęcie pracy w jednym z tych miejsc dopiero za pół roku, po > przejściu czterech etapów. Ale podobno nie szczędzą zwycięzcy > honorów. > Thx! Honory honorami, a $?? *Zbyt wiele znaczeń, rozjaśnij proszę! TEMPO ZWALNIAM!! Po 2 dobach x 16 h w pracy padam po prostu na pysk. Za stara już jestem na takie ekstrawagancje ;-))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 28.01.09, 11:52 * Piłeś chociaż coś dobrego?? ;-))))) Nie oślepłem więc chyba nie było najgorzej ;-) w szczegóły nie będę wchodził na forum publicznym, bo nie ma się czym chwalić :/ * Bo po ostatnim NO MONEY NO FUN, różne myśli do głowy przychodzą ;-P To akurat kwestia skali jaką się posługujemy ;-) * Nooooo, nie każdy bezrobotny ma taki żywot... Coniektórzy poprzestają na tym pierwszym... Fakt, niestety... * Jeszcze nie pora! Wiem, ale ile razy mozna padać na ryj i mówić, że jest OK? * Tylko nie bierz leasingu w Pekao... Chociaż ponoć to już nie Uni Credito... Ale włoskiego konika "M" będę zazdraszczać, oj mocno :D Kupuję tylko za gotówkę w dość prostym układzie - szukam czegoś fajnego, sprzedaję poprzedni, wsiadam w dżeta, no i po dwóch tygodniach jestem wypoczęty i mam fun na jakiś czas. Na bezrobociu jest na to czas. Na razie poprzestaję na nieco mniej znamienitym kuzynie tridenta, a dla tridenta buduję dopiero grunt. Druga sprawa, to ze względu na niewielkie wyprodukowane ilości, podaż Mase jest niewielka i ciężko znaleźć odpowiedni egzemplarz pożądanej wersji. Ale czekanie jest najlepsze :-) * Honory honorami, a $?? Jeszcze niedawno umieszczałem stosowną informację w CV, ale ostatnio rura mi zmiękła i odpuściłem. Pytam tylko binarnie - mniej, czy wiecej niż piątak na łapkę. Ci od honorów powiedzieli, że w ch.. więcej. W sumie, to się nie dziwię, cztery etapy pierwszy raz będę przechodził. Każdy etap w innym języku :-))) myślę, że z dwóch dych powinienem nie schodzić ;D plus opcja na akcje... Ale to i tak pikuś, kolegę na jednej z rekrutacji badali wariografem! * TEMPO ZWALNIAM!! Po 2 dobach x 16 h w pracy padam po prostu na pysk. Za stara już jestem na takie ekstrawagancje ;-))) No, 16h to dobry wynik, ale stara raczej nie jesteś, gdzieś w połowie za trzema dychami bym Cię postawił. Tok myślenia i słownictwo wskazują, że możemy być rówieśnikami z podstawówki. Odpowiedz Link Zgłoś
izunia_milo Re: Paradoksy rynku pracy... 28.01.09, 12:18 Gość portalu: zdesperowany napisał(a): > Nie oślepłem więc chyba nie było najgorzej ;-) w szczegóły nie będę > wchodził na forum publicznym, bo nie ma się czym chwalić :/ No tak, są fora zamknięte, ale forum alkoholum też ciekawe ;-) > Wiem, ale ile razy mozna padać na ryj i mówić, że jest OK? Oj, wiele. Naprawdę bez końca! > Na razie poprzestaję na nieco mniej znamienitym kuzynie tridenta, a > dla tridenta buduję dopiero grunt. Tego tridenta to niezajarzyłam... >Druga sprawa, to ze względu na > niewielkie wyprodukowane ilości, podaż Mase jest niewielka i ciężko > znaleźć odpowiedni egzemplarz pożądanej wersji. Ale czekanie jest > najlepsze :-) > Uhm!! Na zasadzie łapania króliczka :D > > Jeszcze niedawno umieszczałem stosowną informację w CV, ale ostatnio > rura mi zmiękła i odpuściłem. Pytam tylko binarnie - mniej, czy > wiecej niż piątak na łapkę. To jest ok. Ci od honorów powiedzieli, że w ch.. > więcej. W sumie, to się nie dziwię, cztery etapy pierwszy raz będę > przechodził. Każdy etap w innym języku :-))) W tym jeden etap PL?? Niezłe! myślę, że z dwóch dych > powinienem nie schodzić ;D plus opcja na akcje... Napisz mi na PW co to, może też się zwerbuję :-0 > Ale to i tak pikuś, kolegę na jednej z rekrutacji badali wariografem! > Poległam... > No, 16h to dobry wynik, ale stara raczej nie jesteś, gdzieś w > połowie za trzema dychami bym Cię postawił. Nigdzie nie napisałam, że jestem stara, tylko ZA STARA na takie ekstrawagancje ;-). Ale daję radę. > Tok myślenia i słownictwo wskazują, że możemy być rówieśnikami z > podstawówki. Hm, też mam wrażenie, że się znamy ;-P Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 28.01.09, 12:59 * No tak, są fora zamknięte, ale forum alkoholum też ciekawe ;-) Nie, no aż tak źle to nie jest. Poza tym na nie jestem lwem salonowym na forach. Tu jest raczej incydentalny przypadek. Chyba szkoda mi czasu? * Oj, wiele. Naprawdę bez końca! Ale żeby mówić przy tym OK? * Tego tridenta to niezajarzyłam... Trident to znak. * Uhm!! Na zasadzie łapania króliczka :D Hm, w sumie. Chociaż króliczek ma ściśle określone zabarwienie. * To jest ok. Nie powala, ale dałbym radę ;-) * W tym jeden etap PL?? Niezłe! Mieszane, PL-EN. * Napisz mi na PW co to, może też się zwerbuję :-0 Hm, muszę to przekompilować. * Poległam... To bardzo ciekawa historia. * Nigdzie nie napisałam, że jestem stara, tylko ZA STARA na takie ekstrawagancje ;-). Ale daję radę. Sorki! * Hm, też mam wrażenie, że się znamy ;-P To akurat nie jest wykluczone. Odpowiedz Link Zgłoś
izunia_milo Re: Paradoksy rynku pracy... 28.01.09, 14:44 Gość portalu: zdesperowany napisał(a): > Nie, no aż tak źle to nie jest. Poza tym na nie jestem lwem > salonowym na forach. Tu jest raczej incydentalny przypadek. > Chyba szkoda mi czasu? I od razu przyszalałeś z paradoksami ;-) > Ale żeby mówić przy tym OK? Różne można mieć khem... preferencje. Chociaż można się pokusić o przytoczenie tutaj niedawno zasłyszanego (przeze mnie) zwrotu: autokognitywizm ;-P. Można ująć to tak: Autokognitywizm dośmiertny... > Trident to znak. No błyskotliwością tym razem się nie popisałam ;-P > Nie powala, ale dałbym radę ;-) Może nie powala, ale jest OK. > Hm, muszę to przekompilować. Nie bądź egoistą, też chcę nie schodzić poniżej 20 patoli ;-P > Sorki! Wybaczam! ;-) Trafiony. > To akurat nie jest wykluczone. Świat jest mały... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 28.01.09, 15:07 * I od razu przyszalałeś z paradoksami ;-) Chciałem poznać szerokie spektrum opinii, żeby wyrobić sobie własną. Ponadto chciałem wiedzieć, czy tylko ja spotykam na swej drodze takie paradoksy, czy może inni również się z nimi stykają. I przyznam, że na wiele rzeczy patrzę inaczej, ale lepiej wcale się z tym nie czuję :/ Myślę, że sporo zrozumiałem. * Różne można mieć khem... preferencje. Chociaż można się pokusić o przytoczenie tutaj niedawno zasłyszanego (przeze mnie) zwrotu: autokognitywizm ;-P. Można ująć to tak: Autokognitywizm dośmiertny... Nie znałem tego słowa :/, no, ale Pan Google podpowiedział, że zapewne chodzi Ci o akognitywizm? To słowo nie brzmi dobrze jak dla mnie. * No błyskotliwością tym razem się nie popisałam ;-P Zagadka nie była łatwa. To dlatego. * Może nie powala, ale jest OK. Myślę, że nawet i za to bym pierścień pocałował ;-) * Nie bądź egoistą, też chcę nie schodzić poniżej 20 patoli ;-P Nie chodzi o kwestie konkurencji, ale egoistą czasem bywam. Każdy nim bywa! W każdym razie to kwestia do bardzo głębokiego przemyślenia. * Wybaczam! ;-) Trafiony. 0_0 * Świat jest mały... I owszem! Dobra, muszę zmykać! Parę namacalnych rzeczy zrobić. !Hasta luego! Odpowiedz Link Zgłoś
izunia_milo Re: Paradoksy rynku pracy... 28.01.09, 21:15 Gość portalu: zdesperowany napisał(a): > Chciałem poznać szerokie spektrum opinii, żeby wyrobić sobie własną. > Ponadto chciałem wiedzieć, czy tylko ja spotykam na swej drodze > takie paradoksy, czy może inni również się z nimi stykają. > I przyznam, że na wiele rzeczy patrzę inaczej, ale lepiej wcale się > z tym nie czuję :/ Myślę, że sporo zrozumiałem. To bardzo dobre i ważne spostrzeżenia i wnioski, jak mniemam. > Nie znałem tego słowa :/, no, ale Pan Google podpowiedział, że > zapewne chodzi Ci o akognitywizm? > To słowo nie brzmi dobrze jak dla mnie. Ja też nie znałam, a poznałam :D. Sens brzmienia niech każdy sam dla siebie oceni... > Zagadka nie była łatwa. To dlatego. Hm, Niełatwe zagadki nie powinny być aż tak trudne! Usprawiedliwiam się: przepracowanie!! Dlatego weekend może nad morze!! > Myślę, że nawet i za to bym pierścień pocałował ;-) Zmiękła rura... Nasz majster w takich sytuacjach mówił: I CH*J na kaczych łapach! > Nie chodzi o kwestie konkurencji, ale egoistą czasem bywam. Każdy > nim bywa! > W każdym razie to kwestia do bardzo głębokiego przemyślenia. Przemyśliwaj, ponoć myślenie nie boli ;-P > 0_0 Coooo, chyba nie zaskoczony zbytnio?? > Dobra, muszę zmykać! Parę namacalnych rzeczy zrobić. > !Hasta luego! Myk! Do futra wieczorka! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 29.01.09, 08:17 * To bardzo dobre i ważne spostrzeżenia i wnioski, jak mniemam. Dobre, ważne, przydatne, zaskakujące, dołujące - można znaleźć wiele przymiotników je określających. Niestety przyczyny wciąż nieznane. * Ja też nie znałam, a poznałam :D. Sens brzmienia niech każdy sam dla siebie oceni... No, ilu ludzi, tyle interpretacji. * Hm, Niełatwe zagadki nie powinny być aż tak trudne! Usprawiedliwiam się: przepracowanie!! Dlatego weekend może nad morze!! Nie, no aż tak trudne nie było. No, ale dzięki temu jako ?fanka? będziesz to teraz wiedziała :-P Oczywiście tłumaczenie z przepracowaniem przyjmuję ;-) Tak, morze jest fajne, szkoda tylko, że jeszcze takie zimne. No, ale do początku sezonu już blisko :-))) Przygotowania trwają!!! * Zmiękła rura... Nasz majster w takich sytuacjach mówił: I CH*J na kaczych łapach! Hehe, dobre, dobre! Mój dowódca wyrażał się w mniej wyrafinowany sposób więc nie będę tego przytaczał. * Przemyśliwaj, ponoć myślenie nie boli ;-P ;-P To naprawdę ważka kwestia. * Coooo, chyba nie zaskoczony zbytnio?? No, dość! * Myk! Do futra wieczorka! Bym to poetycko przestawił Do futerka Myk wieczorka Odpowiedz Link Zgłoś
izunia_milo Re: Paradoksy rynku pracy... 29.01.09, 18:31 Gość portalu: zdesperowany napisał(a): > Niestety przyczyny wciąż nieznane. Dla mnie coraz bardziej zrozumiałe, po tej lekturze > Nie, no aż tak trudne nie było. No, ale dzięki temu jako ?fanka? > będziesz to teraz wiedziała :-P A tymczasem zaszalałam z szerwonami... > Oczywiście tłumaczenie z przepracowaniem przyjmuję ;-) Thx! > Tak, morze jest fajne, szkoda tylko, że jeszcze takie zimne. No, ale > do początku sezonu już blisko :-))) Przygotowania trwają!!! Są też ciepłe morza o tej porze roku! > Bym to poetycko przestawił > > Do futerka > Myk wieczorka A ja lekko skorygowała: Do futerka Myk z wieczorka... Jak natarcia, ataki i kretyńskie testy? Są jakieś dalsze, godne opisania zdarzenia? Odpowiedz Link Zgłoś
izunia_milo Re: Paradoksy rynku pracy... 29.01.09, 18:33 izunia_milo napisała: > A tymczasem zaszalałam z szerwonami... Oczywiście z SZEWRONAMI... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 29.01.09, 22:14 * Dla mnie coraz bardziej zrozumiałe, po tej lekturze Hm, chyba jesteśmy głupim narodem po prostu, ale nie ma się co dziwić - wojny i zabory wybijały nam konsekwentnie inteligencję, a komuna dopełniła zniszczeń :/ Tylko to mi przychodzi na myśl. * A tymczasem zaszalałam z szerwonami... No Bogu dzięki, że to nie Aygo lub Yaris ;-) * Thx! !De nada! * Są też ciepłe morza o tej porze roku! No są, ale: - raz postawiłem na egzotykę i to była porażka; - ciężko zabrać do samolotu dechę/kajta. * A ja lekko skorygowała: Do futerka Myk z wieczorka... Niezłe, niezłe! * Jak natarcia, ataki i kretyńskie testy? Są jakieś dalsze, godne opisania zdarzenia? Są, są, ale nie będę tego przedstawiał na forum publicznym, bo nie wiadomo, kto to czyta, a pewne fakty skojarzyć nie jest trudno. Nie, żebym się bał, po prostu szczególny rodzaj zdrowego rozsądku ;-) Ale będzie dobrze (biorytm rośnie), zawsze jest! No to myk, myk... Odpowiedz Link Zgłoś
izunia_milo Re: Paradoksy rynku pracy... 30.01.09, 08:05 Gość portalu: zdesperowany napisał(a): > No Bogu dzięki, że to nie Aygo lub Yaris ;-) Nie potrafię jeździć takimi wynalazkami jak wyżej wspomniane. Moje auto musi mieć powyżej 4 m długości, nie lubię małych ;-P > Są, są, ale nie będę tego przedstawiał na forum publicznym, bo nie wiadomo, kto > to czyta, a pewne fakty skojarzyć nie jest trudno. > Nie, żebym się bał, po prostu szczególny rodzaj zdrowego rozsądku ;-) Rozumiem, aczkolwiek ciekawa jestem procedur :-) > Ale będzie dobrze (biorytm rośnie), zawsze jest! Super :-) > No to myk, myk... Miłego weekendu! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.09, 09:50 * Nie potrafię jeździć takimi wynalazkami jak wyżej wspomniane. Moje auto musi mieć powyżej 4 m długości, nie lubię małych ;-P :-))) no to mieszczę się ze sporym zapasem ;-) * Rozumiem, aczkolwiek ciekawa jestem procedur :-) Może kiedyś przy lepszej okazji puszczę trochę pary. Ale słowo procedura nie pasuje do większości tych procesów. Raczej "wydaje mi się, że to procedura" :-), albo "zgodnie z naszym bełkotem korporacyjnym..." * Super :-) Będzie super! * Miłego weekendu! Dzięki! Wzajemnie! Ten raczej nie będzie obfitował w fajerwerki. Ale następne, to już niewykluczone. Muszę się przygotować merytorycznie do poniedziałkowego starcia. Może nawet finałowego... Będzie dobrze, z tarczą wrócę! Odpowiedz Link Zgłoś
izunia_milo Re: Paradoksy rynku pracy... 30.01.09, 10:27 Gość portalu: zdesperowany napisał(a): > Dzięki! Wzajemnie! Ten raczej nie będzie obfitował w fajerwerki. Ale > następne, to już niewykluczone. > Muszę się przygotować merytorycznie do poniedziałkowego starcia. > Może nawet finałowego... <ok>, kciukasiki trzymane! > Będzie dobrze, z tarczą wrócę! Wtedy będzie okazja do "odkapslowania", że pozwolę sobie zażyć profanacji :D, czegoś od P. Ricarda!?!?! Spadam ujeżdżać szewrona :D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 30.01.09, 16:17 * <ok>, kciukasiki trzymane! Ino mocno tam! * Wtedy będzie okazja do "odkapslowania", że pozwolę sobie zażyć profanacji :D, czegoś od P. Ricarda!?!?! Bym stawiał na Kapitana Morgana lub Bacardi?! * Spadam ujeżdżać szewrona :D To ile on ma CV? Odpowiedz Link Zgłoś
izunia_milo Re: Paradoksy rynku pracy... 30.01.09, 21:18 Gość portalu: zdesperowany napisał(a): > Ino mocno tam! Nie puszczam :D > Bym stawiał na Kapitana Morgana lub Bacardi?! Ja też wolę na B... Ba... Bal... No! Balusia :D >To ile on ma CV? CV?? A produkują jeszcze???? <szok> Mój ma 110 KM :D Zjechałam... Jutro "stety" od rana cd. Tym razem blisko fal... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 31.01.09, 14:32 * Nie puszczam :D Do środy przynajmniej, bo szykują się grubsze starcia. Poniedziałek, chyba wtorek i środa. *Ja też wolę na B... Ba... Bal... No! Balusia :D Tego kolesia nie znam ;-) * CV?? A produkują jeszcze???? <szok> Mój ma 110 KM :D O to mi chodziło właśnie! * Zjechałam... Jutro "stety" od rana cd. Tym razem blisko fal... A gdzie konkretnie? Odpowiedz Link Zgłoś
izunia_milo Re: Paradoksy rynku pracy... 01.02.09, 22:36 Gość portalu: zdesperowany napisał(a): > Do środy przynajmniej, bo szykują się grubsze starcia. Poniedziałek, > chyba wtorek i środa. Nadal nie puszczam. Na wrażenia, tzn opis, mogę liczyć? > Tego kolesia nie znam ;-) Baluś szlachcic... Finest! > O to mi chodziło właśnie! Hie, hie. > A gdzie konkretnie? Neptun i ucha w Latającym Holendrze, Motława... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: atakitam wypowiedzi nie na nie na temat... IP: *.aster.pl 01.02.09, 22:43 zdesperowany, jako autorowi wątku powinno zależeć Ci, by dyskusja była merytoryczna. Twoja wymiana zdań z izunią jest urocza ale lepszym miejscem na to byłaby kawiarnia a nie publiczne forum...Wymieńcie maile i....żyjcie długo i szczęśliwie...A na forum proponuje powrot do tematu, który sam zainicjowałeś. Dziekuje za zrozumienie w tej sprawie. ;-)) Odpowiedz Link Zgłoś
flamashab Re: wypowiedzi nie na nie na temat... 02.02.09, 09:54 Wreszcie ktoś to napisał! :) Właśnie czytam ten wątek i myślę sobie, o co tu chodzi :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: wypowiedzi nie na nie na temat... IP: *.chello.pl 02.02.09, 14:33 No dobra, dobra! Macie rację, trochę zeszliśmy z tematu, ale trzeba czasem lajtowo, żeby nie ześwirować. Poszukiwanie pracy nie musi być drętwe... Ale OK - najnowsze spostrzeżenia - zaczęli dzwonić intensywniej, po tym jak usunąłem wymagania finansowe (podawałem widełki ~6500-9200 brutto). Wnioski mogą być dwa - albo widełki były za wysokie, albo, co bardziej prawdopodobne, pracodawców zrażało bezpośrednie podejście do tematu. To wkrótce wyjdzie, bo jadę na spotkanie między innymi na stanowisko kierownika projektu strategicznego do sporej spółki informatycznej (czyli teoretycznie spokojnie widełki się wpasowują). Jeżeli okaże się, że proponują poniżej 6500 brutto, to pewnie by nie zadzwonili, gdybym umieścił kwotę minimalną. To tylko gdybanie, ale pociągnę ten trop. Swoją drogą polecam tekst o absolwentce SGH z dzisiejszego Metra, realny, aż do bólu. Podobnie komentarze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 02.02.09, 14:45 * Nadal nie puszczam. Na wrażenia, tzn opis, mogę liczyć? Dobrze, dobrze! Poszło OK. Jutro w Warsaw spotkanie z capo di tutti capi, chyba będzie ciężkie starcie, bo mam się przygotować na dwa dni! Ale trzecia część Polski czeka więc nie może być łatwo. Poza tym kolejni się już zapowiedzieli, ale chyba tylko dlatego, że nie znają realnych stawek :-) Na wrażenia zawsze możesz liczyć ;-) Bankowo! * Baluś szlachcic... Finest! Tak, tak, nie skumałem. Co za obciach :/ * Hie, hie. 226CV, 275 Nm :-))) * Neptun i ucha w Latającym Holendrze, Motława... No tak, ja zakuwałem, a Ty balowałaś. Chociaż w sumie, ktoś musi pracować, by balować mógł Ktoś... Odbiję sobie, soon... Odpowiedz Link Zgłoś
izunia_milo Re: Paradoksy rynku pracy... 02.02.09, 19:05 Gość portalu: zdesperowany napisał(a): > Dobrze, dobrze! > > Poszło OK. > Jutro w Warsaw spotkanie z capo di tutti capi, chyba będzie ciężkie > starcie, bo mam się przygotować na dwa dni! Ale trzecia część Polski > czeka więc nie może być łatwo. A czy ktoś mówił, że będzie?? Wnioskuję, że to nie typ "burdlu" korporacyjnego?? > Poza tym kolejni się już zapowiedzieli, ale chyba tylko dlatego, że > nie znają realnych stawek :-) Wiesz, zawsze jest coś za coś. Jak to się mówi: kto smaruje ten jedzie... > Na wrażenia zawsze możesz liczyć ;-) > Bankowo! <ok> > Tak, tak, nie skumałem. Co za obciach :/ Nadmiar kucia w weekend ;P >226CV, 275 Nm :-))) Niestety, nie. Z tym to już by mi prawko dziabas - i zawinęli, a do pracy bardzo potrzebne... Stópka ołowiana :-/ > No tak, ja zakuwałem, a Ty balowałaś. > Chociaż w sumie, ktoś musi pracować, by balować mógł Ktoś... > Odbiję sobie, soon... Aj łysz ju! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.multimedia.pl 05.02.09, 10:02 * A czy ktoś mówił, że będzie?? Wnioskuję, że to nie typ "burdlu" korporacyjnego?? Fakt, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Wygląda, na to, że to nie burdel... ale pozory mylą :/ * Wiesz, zawsze jest coś za coś. Jak to się mówi: kto smaruje ten jedzie... Niestety nie wszyscy mają tego świadomość :/ * > <ok> Obiecuję! * Nadmiar kucia w weekend ;P No chyba... * Niestety, nie. Z tym to już by mi prawko dziabas - i zawinęli, a do pracy bardzo potrzebne... Stópka ołowiana :-/ Kwestia samodyscypliny, można to w sobie wyrobić ;-) * Aj łysz ju! Thx! Odpowiedz Link Zgłoś
0tdr0 Re: Paradoksy rynku pracy... 15.01.09, 15:05 Moje doswiadczenie zawodowe to w znacznej mierze praca na stanowisku zwiazanym z HR. Pozwole wiec sobie przedstawic swoje luzne opinie. MIEDZY MLOTEM A KOWADLEM HR to specyficzna branza. Z jednej strony jest kosztem dla pracodawcow (czy to jako outsourcing czy tez jako czesc firmy), a zaden pracodawca nie lubi kosztow, wiec je zwalcza. Musi wiec kogos zatrudniac i bynajmniej osob od zarzadzania zasobami ludzkimi nie rozpieszcza. W firmach (z wyjatkiem duzych i bogatych) z reguly dzial kadr odpowiada nie tylko za rekrutacje, ale tez za rozliczenia czasu pracy/urlopy/szkolenia a bywa, ze i za ksiegowosc. Pracodawca od dzialu HR/agencji wymaga czasami cudow (znalezienia dobrego pracownika lub wielu pracownikow za miske ryzu/znalezienie specjalisty za pieniadze pozwalajace zatrudnic ledwo absolwenta bez doswiadczenia). Z drugiej strony potencjalni pracownicy takze potrafia wyprowadzic z rownowagi, a w szczegolnosci duza ich ilosc. Podobnie jak ma to miejsce z klientami w sklepie ludzie sa rozni- trafi sie wlasciwa osoba, a trafi sie ktos z "kosmosu". Czesto dochodzi do dylematow: przedstawic kierownictwu swietnego kandydata, ktory nie zaakceptuje warunkow finansowych i w efekcie narazic sie szefostwu czy tez moze odeslac z kwitkiem dobrego kandydata. Jesli ktos decydujacy o tym ma dobra pozycje w firmie i odwage- moze probowac cos wskorac. Jednak wiekszosc woli nie narazac sie osobom decydujacym/klientom. W przypadku agencji i urzedow pracy (w kazdym razie tych z nich, ktore prowadza posrednictwo) tym bardziej scieraja sie 2 strony: pracodawca/poszukujacy pracy . Czesto ich racje niemozliwe sa do pogodzenia, a ze obie strony nie zetknely sie osoboscie- obrywa posrednik. Zasluzenie lub nie- taki jego zawod i takie ryzyko zawodowe. Inna sprawa, ze bycie "rekruterem" stalo sie modne. Do zawodu tego trzeba jednak pewnej dozy madrosci zyciowej, a znaczna czesc mlodych HaeRowcow zasatapila ja studiami podyplomowymi. Efektem jest bezmyslne powtarzanie ksiazkowych wzorcow czesto oderwanych od polskiej rzeczywistosci. Nie kazdy nadaje sie na psychologa, ale studia z pewna doza uporu ukonczyc moze kazdy. Agencje same popsuly rynek posrednictwa naciagajac mlodych, nierzadko wartosciowych ludzi na prace za darmo (staze w agencji), albo za zenujaco niskie pensje. W efekcie osoby najlepiej rozumiejace specyfike rynku pracy rzadko kiedy w agencjach pracuja, a jesli juz to nie na dlugo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dix W kwestii nazewnictwa: "head hunter" a "rekruter" IP: 205.228.82.* 15.01.09, 18:25 Sorry, ze to pod Twoim postem, ale takie spostrzezenie mi sie nasunelo: Sporo pracownikow agencji rekrutacyjnych szumnie mówi o sobie "head hunterzy", a jak wielu z Was tu zauwazylo, czesto sa to panienki od: - wkladania CVs do segregatorow - wpisywania slow kluczowych w bazy danych - ah pardon : rowniez od sprawdzania "czy nie masz defektow fizycznych mogacych utrudniac lub wrecz uniemozliwiac wykonywanie danej pracy" ((C) MU, forum.gazeta.pl/forum/72,2.html? f=23&w=89742733&a=89802224 ) ... i jak dla mnie, sa to co najwyzej rekruterzy, starajacy sie dopasowac proste klocki. Tymczasem head hunter, jak rozumiem, to osoba "do zadan specjalnych" - wyszukania specjalistow o (czesto) unikalnych kwalifikacjach, przekonania goscia do zmiany pracy, negocjacji etc. Wierze, ze head hunterzy sa profesjonalistami w tym co robia i znaja branze (chocby po to, zeby wiedziec, gdzie potencjalnych pracownikow szukac). Nazywanie panienki od rozrywania kopert z CVs "head hunterem" to jak nazwanie sprzatacza "managerem d/s konserwacji powierzchni poziomych". Prawie to samo, ale jak wiadomo "prawie" robi duza roznice. I tak, co do profesjonalizmu wielu agencji rekrutacyjncyh mam duze watpliwosci. Ale to niekoniecznie sa prawdziwi lowcy glow. My ze znajomymi polecamy sobie tych sprawdzonych HH tak jak poleca sie dobrego dentyste. Z gosciem "pierwszym lepszym z brzegu" boje sie rozmawiac. Pozdrawiam i zycze powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: W kwestii nazewnictwa: "head hunter" a "rekru IP: *.chello.pl 16.01.09, 10:13 Otóż to! Szczególnie podoba mi się sentencja "czy nie masz defektow fizycznych mogacych utrudniac lub wrecz uniemozliwiac wykonywanie danej pracy". Chyba k.... koleś bez ręki nie zgłosi się na kierowcę ciężarówki? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mike Re: W kwestii nazewnictwa: "head hunter" a "rekru IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.01.09, 21:33 Ok, Ja tez szukam instensywnie pracy i nie winie psycholożek z Agencji. No moze tak jak co niektórzy pracodawcy nie dają krótkich informacji ze otrzymali cv ale nie ma pracy lub po rozmowie kwalifikacyjnej "przykro nam bardzo ale..." kurcze czy wysłanie maila jest takie czasochłonne i kosztowne? Z innej beczki Wielu pracodawców preferuje resume w formie application form, Dlaczego w takich formularzach pojawia sie pytanie o wyznanie czy przynależność etniczną? Czy to naprawde robi różnicę? Odpowiedz Link Zgłoś
parowkowa Re: W kwestii nazewnictwa: "head hunter" a "rekru 19.01.09, 16:31 Zdziwilbys sie jakie ludzie maja pomysly Odpowiedz Link Zgłoś
0tdr0 Re: W kwestii nazewnictwa: "head hunter" a "rekru 20.01.09, 11:34 > Chyba k.... koleś bez ręki nie zgłosi się na kierowcę ciężarówki? Oj zdziwilbys sie. Na stanowiska produkcyjne wymagajace precyzji zglaszaja sie osoby z niedowladami rak, albo alkoholicy z trzesacymi sie rekami. O defektach psychicznych to juz nawet nie ma potrzeby wspominac- nawet na tak niskie stanowiska jak ekspedient zglaszaja sie osoby, ktore zupelnie sie na nie nie nadaja: brak kultury osobistej, nadpobudliwosci, przesadne reakcje, czasami niemal autystyczne zamkniecie przy kontakcie z innymi ludzmi, wychodzaca w trakcie pracy agresywnosc. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 16.01.09, 10:10 Twoje doświadczenia bardzo dużo wnoszą i przyznam, że wszystko zaczyna się układać w całość. Pytanie tylko, jak zmienić ten patologiczny, stworzony przez nas samych zaklęty krąg? No jak? Odpowiedz Link Zgłoś
hipopotam_w_kaluzy Re: Paradoksy rynku pracy... 16.01.09, 15:36 Zmieniac nalezy wlasnie tak jak ty to robisz. Jestes wykwalifikowanym specjalista i naturalne jest, ze bedziesz oczekiwal wynagrodzenia wprost proporocjonalnego do twojej wiedzy. To jest oczywiste. Tylko niestety nie wszedzie w Polsce. Gdyby w ten sposob postepowaloby wiekszosc pracownikow, nie byloby razacego zanizania plac. Cenisz sie, i tak tez nalezy postepowac. Zycze duzo szczescia. Z wiedza, ktora posiadasz z pewnoscia znajdziesz cos dla siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.chello.pl 16.01.09, 15:49 Będzie dobrze! Zawsze jest! Thx! Dam znać o efektach, jak tylko się pojawią. Odpowiedz Link Zgłoś
0tdr0 Re: Paradoksy rynku pracy... 20.01.09, 12:03 Ciezko powiedziec, co by mozna zmienic. Zyjemy w kraju, gdzie tani "pracownik sie nalezy". O ile wiekszosc pracownikow juz od 20 lat bolesnie pozbywa sie roszczeniowego podejscia, o tyle wiele firm zyje jeszcze w dawnym swiecie, a za wszelkie problemy zarzadzjacy firmami obarczaja wredny rzad/pracownikow/zwiazki zawodowe/konsumentow. Bo im sie nalezy, bo "daja prace". W normalnych krajach czyjas prace sie kupuje (prawie jak umowa kupna-sprzedazy), u nas mentalnosc jest nieco inna. Rzeczywista konkurencja o pracownika na pewno by pomogla- nie tylko poprzez odpowiednie pensje, ale tez "wartosci dodane" typu dobra atmosfera w pracy, HR zajmujacy sie nie tylko pewnym minimum, ale dbającym o dobre reprezentowanie firmy na zewnatrz. Dziwi mnie, ze niemal wszystkie wieksze firmy wydaja kupe pieniedzy na reklame, a niszcza sobie opinie np. poprzez przepracowane/niewyksztalocne dzialy HR i ich kiepski kontakt z osobami z zewnatrz (nawet jesli nie przyszlymi pracownikami, to moze kooperantami albo przyszlymi pracownikami firm wspolpracujacych/odbiorcami produktow itd.). Takze lojalnosc pracownikow bylaby wyzsza. Wiadomo, ze malych firm na to nieraz nie stac, ale duze tez ignoruja pewne sprawy. Strategie dlugofalowe rodza koszty. Natomiast nasz rynek i pracownik jest tylko latwym lupem i miejscem do maksymalnej eksploatacji. Bedzie tak jeszcze dlugo - spoleczenstwo obywatelskie u nas nie istnieje. Politykow i ustawy mozna kupic, a jesli jakas grupa zawodowa/zwiazek zacznie walczyc (nie zawsze majac racje), to cala reszta spoleczenstwa jest na niego szczuta, z zasady, ze "dlaczego on ma miec lepiej niz ja", "ja zarabiam tyle samo i jestem tak samo podle traktowana- nie popre go wiec, a nawet podloze noge". Ksiazki moznaby pisac. Co do Twojej sytuacji: sam nie mam jeszcze trzydziestki, ale juz mysle o zalozeniu czegos wlasnego. Dla osoby powyzej czterdziestego roku zycia z bagazem doswiadczen, oszczednosciami (nawet kilkunastu-kilkudziesieciu tys. zl) i pewna operatywnoscia najlepszym wyjsciem jest zalozenie wlasnej dzialalnosci. Najlepiej w branzy, w ktorej ma sie doswiadczenie i kontakty. Nie zawsze jednak jest to mozliwe, ale probowac warto. Odpowiedz Link Zgłoś
sylw-ia1 Re: Paradoksy rynku pracy... 16.01.09, 19:46 Bezplatne przystapienie!!! Zarzadzajacy Systemem Web posiada wolne miejsca na prace w domu w pelnym lub niepelnym wymiarze czasu dla pracownikow do obslugi komputera i prowadzenia marketingu.W celu pozyskania pelnych informacji skontaktuj sie biuro5@autograf.pl Odpowiedz Link Zgłoś
losiu4 Re: Paradoksy rynku pracy... 20.01.09, 12:28 Gość portalu: zdesperowany napisał(a): > Na początku (koniec lat 90-tych) było cool. Hm, może nie cool, > normalnie było. Po ludzku, uczciwie. tu Cię mszę rozczarować. nie było ani po ludzku, ani uczciwie. I nadal nie jest. I nadal nie będzie, bo socjalistyczny postęp w całą Europe. wkroczył. Pozdrawiam Losiu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pacjent Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.01.09, 16:45 HR to nie psychologia, więc hrówy to nie psycholożki, nie mylcie uwłaczając psychologii, tej skomplikowanej analitycznej nauce. Zgadzam się z tym, że w firmach są cwaniaki które uważają, że można zamydlić pracowników na zniżki pensji, żeby sobie opłacić nową brykę na raty. Zgadzam się też z tym (a ktoś tak powiedział/napisał?), że hr służy między innymi od od=bsługi niszczarki. Odpowiedz Link Zgłoś
losiu4 Re: Paradoksy rynku pracy... 21.01.09, 14:43 Gość portalu: pacjent napisał(a): > HR to nie psychologia, więc hrówy to nie psycholożki, nie mylcie > uwłaczając psychologii, tej skomplikowanej analitycznej nauce. psychologia nie jest nauką. Co i widać po występowaniu "szkół" poszczególnych guru. Pozdrawiam Losiu Odpowiedz Link Zgłoś
0tdr0 Re: Paradoksy rynku pracy... 22.01.09, 16:27 Psychologia jest nauka ( pl.wikipedia.org/wiki/Psychologia ). To, ze jest modna spowodowalo, ze te okreslenie jest bardzo czesto naduzywane. Tak swoja droga wiekszosc znanych mi pracownikow HR nie jest psychologami. Odpowiedz Link Zgłoś
losiu4 Re: Paradoksy rynku pracy... 28.01.09, 08:17 0tdr0 napisał: > Psychologia jest nauka ( pl.wikipedia.org/wiki/Psychologia owszem, dostała taką nalepke, że jest "nauką". Ale nie spełnia kryteriów tego, co zwykło zwać sie nauką. Pozdrawiam Losiu Odpowiedz Link Zgłoś
0tdr0 Re: Paradoksy rynku pracy... 28.01.09, 08:37 Rozumiem, ze swoja opinie (podobnie jak czesc innych, ktore na forum przedstawiales) wziales z "sufitu"? Rozczaruje Cie wiec- psychologia ma swoja metodologie badan, ma falsyfikowalne hipotezy i teorie. Jej stosowanie daje efekty- zarowno w sferze spolecznej, medycznej, komercyjnej i wielu innych. Odpowiedz Link Zgłoś
losiu4 Re: Paradoksy rynku pracy... 28.01.09, 20:46 0tdr0 napisał: > Rozumiem, ze swoja opinie (podobnie jak czesc innych, ktore na > forum przedstawiales) wziales z "sufitu"? nie tylko, z autopsji i rozmów z - i niewykluczone że tu tkwi problem - "psycholożkami". To, co chciałbyś i one chciałyby nazwać nauką jest po prostu wiarą w daną szkołę, tudzież "tryndy" aktualnie panujące. Nic na to nie poradze, ale tak mi sie ta "nauka" przedstawia. Po różnych podpuchach w "psychologicznych" wpływowych pismach gdzie wykazano ich miałkość jakoś mi przeszło uważanie psychologii i różnych podobnych wynalazków za naukę. > Rozczaruje Cie wiec- psychologia ma swoja metodologie badan, ma > falsyfikowalne hipotezy i teorie. a figę ma. Metodologia badania, hipotezy i falsyfikowalność rzędu rozkładania kart i wyciagania z ich układu wniosków. Tak to i Cyganka na rynku w miasteczku nieopodal rozkładając karty miała i metodologię badań, i falsyfikowalność i inne teorie. A pomagała ludziom lepiej niż niejeden psycholog. > Jej stosowanie daje efekty- zarowno w sferze spolecznej, > medycznej, komercyjnej i wielu innych. ano ma. Jak się odpowiedniej grupie lemingów wmówi to i owo. Wtedy zadziała efekt masy. Podobnie jak za czasów szamanizmu :) Pozdrawiam Losiu Odpowiedz Link Zgłoś
0tdr0 Re: Paradoksy rynku pracy... 01.02.09, 23:15 Czyli Twoje opinie sa z sufitu wziete lub oparte na oderwanych przypadkach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.gprs.plus.pl 21.01.09, 19:16 Pomijam ewidentne ściemy (ustawa pod import wódy) na których rosły fortuny bardziej przedsiębiorczych. Może to i dobrze, bo Ci przedsiębiorczy zalegalizowali interesesy i może mamy dzięki temu niższe bezrobocie (a może wcale nie). Nie jestem fanem dotowania tego Państwa, ba, im dłużej w tym kraju żyję, tym większym anarchistą jestem. A początki były takie chwalebne :/ jak teraz słyszę, że polska racja stanu wymaga ofiar w Afganistanie, to normalnie mi się żygać chce. Blackwater robi to samo, siana dostaje 10 razy tyle i o wizy żebrać nie musi. Dobra, odpuszczam, na politykę zjechałem... Odpowiedz Link Zgłoś
losiu4 Re: Paradoksy rynku pracy... 22.01.09, 16:12 Gość portalu: zdesperowany napisał(a): ba, im dłużej w tym kraju żyję, tym większym > anarchistą jestem. to zbyt mało czytasz z tego co się dzieje w świecie. Tam już etap wczesnego postępu i anarchii przeszli, teraz wdraza sie w końcu ostateczny postęp i socjalizm. Jeszcze zatęsknisz za "dzikim kapitalizmem". Tyle ze już nie będziesz miał nic do gadania, bo jak fikniesz, to obozy reedukacyjne... przepraszam więzienia dla przestępców bluźniących przeciw politpoprawnosci. Pozdrawiam Losiu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ghiuui Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 21.01.09, 23:34 tak Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: 3latabezpracy Re: Paradoksy rynku pracy... IP: 217.153.81.* 02.02.09, 18:37 taki kram jaki pan ...plbisrumunia i nic nigdy tu więcej nie będzie amen Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdesperowany Re: Paradoksy rynku pracy... IP: *.multimedia.pl 05.02.09, 10:03 Oj amen, amen! Odpowiedz Link Zgłoś
zdesperowany_po_40 Re: Paradoksy rynku pracy... 07.02.17, 16:05 W związku z tym, że nie lubię niedokończonych historii, to pociągnę temat dalej. Ostatni trop z 2009 roku okazał się szczęśliwy - stanęło na 7200 brutto, ale b2b więc po optymalizacji podatkowej zostawał niecały piątak. Niech będzie, bo robota była spoko, a bezpośredni przełożony rewelacyjny. Dyrektor pionu trochę spięty, ale cenił uczelnie państwowe więc miałem jakąś estymę. Po roku awansowałem i zostałem szefem sekcji (8 osób). Podwyżki nie dostałem, bo dyrektor pionu miał węża w kieszeni i nie dotarł jeszcze do punktu, w którym człowiek rozumie zasadę: "co ty zaoszczędzisz, to inni wydadzą". Robota była jeszcze ciekawsza więc i to przełknąłem. Niestety, wszystko co piękne nie trwa wiecznie. A trwało jakieś 3 lata. Dyrektor pionu zadarł, całkiem przypadkiem, przydupasowi starego, który był cieniasem pod każdym względem, ale przypadkiem był siostrzeńcem starego. No i wycięli dyrektora pionu, na wszelki wypadek kierownika mojego działu (tego fajnego) a ja k... jeszcze dostałem rykoszetem. Moim szefem został mój podwładny, szczyl bez wykształcenia, za to też spokrewniony ze starym. Wreszcie mnie wypchnęli na jakieś zadupie, obcięli kasę o 2000 zł i totalnie zdegradowali. Cały czas mówimy o spółce giełdowej zatrudniającej kilka tysięcy osób. Trudno, znalazłem się w nieodpowiednim miejscu i czasie, byłem nowy w firmie, może zbyt szybko się uczyłem. Ale mój kierownik - pracował tam 10 lat, od ukończenia studiów, przesympatyczny (do teraz mamy ze sobą kontakt), do bólu uczciwy, może zbyt pedantyczny. Dyrektor pionu - staż też koło 10 lat, stara wyga, skuteczny manager i kumaty inżynier. I co k... Wycięły ich jakieś korpo-cipy z układami. Po 6 latach odpuściłem, bo nie będę się kopał z koniem. O kolejnych rozmowach i poziomie rekrutacji to mogę książkę napisać. I nie będzie to pozycja o profesjonalistach. Chociaż znalezienie kolejnej pracy poszło szybciej, to stawka, na jakiej stanęło była jeszcze niższa - ledwo dobijałem do 3 kafli na rękę, ale miała inne zalety więc się zdecydowałem. Otworzyła mi przede wszystkim drogę do edukacji za granicą, którą właśnie ukończyłem. Wróciłem i zabawa zaczęła się od nowa. I teraz widzę dopiero patologię w całej okazałości. Stanowiska executive, na które rekrutację prowadzą panny po hotelarstwie, wychowaniu fizycznym, w porywach po licencjacie z psychologii (dzięki Ci Panie Zuckerberg!). Jak się tam znalazły? Zrobiły laskę pod stołem? Czy jak? To jest k... PATOLOGIA, kiedy kretynka bardziej zainteresowana fuckbookiem próbuje przeprowadzić jakąkolwiek rozmowę z kandydatem na stanowisko dyrektora technicznego. I pytanie zasadnicze - kto im za to płaci? Który prezes pozwala, żeby pieniądze płynęły na tak denną usługę. Może mi to ktoś wyjaśni, kto jest w temacie? Odpowiedz Link Zgłoś