Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    jak bardzo poniżycie się żeby dostać pracę?

    IP: *.chello.pl 18.06.09, 18:05
    Szukam pracy "dopiero" od pół roku, w tym czasie studiuje (podyplomówka),
    zrobiłam kursy i szkolenia na własny koszt, w UP nie było dla mnie żadnej
    pomocy po za "szkoleniem z praw i obowiązków bezrobotnego", odbyłam bezpłatna
    praktykę, którą też bez pomocy UP sobie zorganizowałam.szukałam pracy w
    zawodzie, w obsłudze klienta z powodu doświadczenia w tej dziedzinie, w
    galeriach handlowych i zawsze albo brak doświadczenia jest przeszkodą albo mam
    "zbyt wysokie kwalifikacje", wynika z tego, że najlepiej nie zamieszczać w cv
    podyplomowych studiów które skończę właśnie wsadzić sobie 4 tys na nie wydane
    wiadomo gdzie....znajomości nie posiadam, tatusia dyrektora, cioci w kadrach
    nie mam.moje pytanie brzmi jak bardzo poniżyliście się żeby mieć pracę i
    opłacać rachunki, życie?czy są wśród was osoby, które świadomie wykreśliły
    kwalifikacje i pracują w przysłowiowym mc donaldzie?(nie mam na myśli tego, że
    to wstyd tylko konieczności pracy tam mimo kwalifikacji w innym zawodzie),
    proszę o szczere wypowiedzi, ponieważ odnoszę wrażenie, czytając forum,
    rozmawiając z ludźmi na kursach, że wszyscy gadają o tym a nikt tego na prawdę
    nie robi, nikt nie idzie "sprzątać" albo "smażyć kotletów"tylko czeka ciągle
    na "coś lepszego"....
    Obserwuj wątek
      • Gość: megi Re: jak bardzo poniżycie się żeby dostać pracę? IP: *.dip.t-dialin.net 18.06.09, 18:09
        tylko czekaja? to czego zyją...?, uczysz sie bo masz jeszcze atut "mlodosc"...
        niestety atut "doswiadczenie" ktore jest niezbedne zeby przetrwac starosc nie
        pojawi sie... i co wtedy..., sprzatanie, smazenie nie jest takie zle... skoro
        chce sie zyc czy ma to znaczenie co bedziemy robic?
        • Gość: eva Re: jak bardzo poniżycie się żeby dostać pracę? IP: *.chello.pl 18.06.09, 19:39
          chodziło mi bardziej o opinie osób, które na prawdę to robią-realnie, nie z
          braku doświadczenia tylko dlatego, ze była to jedyna alternatywa, żeby się
          utrzymać." brak doświadczenia" niestety to dla pracodawców zarówno 5 lat w
          zawodzie jak i bycie absolwentem zaraz po studiach...zależy co komu pasuje ....
          • Gość: Rysiu Re: jak bardzo poniżycie się żeby dostać pracę? IP: *.centertel.pl 18.06.09, 19:44
            Nasz rynek pracy i pracodawcy są PORĄBANI!
            Ja z kolei mam wieloletnie doświadczenie zawodowe, ALE jestem za stary. Szukają
            młodych maksymalnie do 40-tki. Czy to nie paranoja?
            • absolwencina Re: jak bardzo poniżycie się żeby dostać pracę? 18.06.09, 22:25
              ja widziałem dziś ogłoszenie, firma poszukuje pracownika biurowego,
              wymagane dwa lata doświadczenia;
              • Gość: fsdsd Re: jak bardzo poniżycie się żeby dostać pracę? IP: *.chello.pl 18.06.09, 22:33
                jakie kierunki pokończyliście , o wielcy niedoceniani ?

                obawiam sie że takie na których wiecej się piło niż uczyło
                • Gość: szef Re: jak bardzo poniżycie się żeby dostać pracę? IP: *.microchip.net.pl 18.06.09, 23:24
                  a co komu po twoim papierku jeśli nic nie potrafisz?
                  • Gość: Rysiu Re: jak bardzo poniżycie się żeby dostać pracę? IP: *.centertel.pl 19.06.09, 08:42
                    Pracodawcy kochają wręcz papierki! Nieważne, że jesteś w swoim fachu the best i
                    masz wieloletnią praktykę, nieważne, że nie jesteś już w wieku prokreacyjnym w
                    związku z tym pracownica nie zaskoczy cię ciążą, chorobami dzieci, chrypkami,
                    grypkami.
                    Masz 40-tkę lub nie daj bóg 50-tkę na karku - jesteś straceńcem na rynku pracy.
                    Z kolei młodzi mają inny problem - za dobre kwalifikacje, za chwilę nam
                    uciekniesz do innej firmy, dziękujemy za ofertę.
                    Tak to działa. Pora umierać!
                    • Gość: eva Re: jak bardzo poniżycie się żeby dostać pracę? IP: *.chello.pl 19.06.09, 09:14
                      czyli nikt tak na prawdę nie pracuje w mc donaldzie czy przy sprzątaniu;)) na
                      moim kierunku zdecydowanie na "picie" czasu nie było, "nie doceniona" też się
                      nie czuję(jeszcze).brak doświadczenia nawet był przeszkodą w podjęciu pracy w
                      sklepie w galerii handlowej, ale gdzie mam iść jak w tej chwili jest "kryzys" i
                      nie ma praktycznie pracy typowo w moim zawodzie?pracodawcy "kochają
                      papierki"-nie powiedziała bym.ja cały czas inwestowałam w kursy, studia, języki,
                      pracowałam już na początku studiów i NIC.nie mam 50lat ale też mogę powtórzyć
                      "pora umierać"-co to za młodość i z czego mam się cieszyć jak mnie na nic nie
                      stać i nie mam żadnych perspektyw ?
      • Gość: nikt ważny. Re: hej eva IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.09, 10:48
        ja jestem z krakowa. wlasnie skonczylem studia (automatyka, AGH), jesli pracy w zawodzie nie znajde do polowy/konca wakacji to wyjezdzam do niemiec/holandii/austrii/uk/irlandii, bo wiem, ze tam inzynier to szanowany zawod - jak lekarz.

        w krakowie natomiast - miescie studentow - o powazna prace inzyniera (a nie dlubacza kodu) praktycznie niemozliwe, zazwyczaj konczy sie na "inzynierze sprzedawcy".

        a tez tak jak ty - ja w siebie zainwestowalem sporo:
        -ze 3 praktyki (oczywiscie bezplatne bo platne jest 2-3% dostepnych) w czasie studiow zwiazane ze studiami
        -kursy jezykowe, dzieki czemu 3 jezyki obce dosc dobrze (cos wiecej, niz "hello, my name is...")
        -tez najrozniejsze dodatkowe prace, ktore nie byly zwiazane z zawodoem po to, aby tylko miec "na zycie" - ich to nawet do CV nie wpisuje.


        zaluje tylko, tego, ze nie poznam tu dziewczyny. znajomy mi powiedzial, ze on za zadne skarby by sie nie ruszyl z kraka, bo tam na 1 faceta przypada 2 kobiety. no... ale coz... albo kasa albo ladna dziewczyna. jak to sie mowi. nie mozna miec wszystkiego.

        oczywiscie bede planowal wrocic za 2-4 lata, ale nie wiem, czy bedzie do czego i jak to sie potoczy :(((
        • dystansownik Re: hej eva 19.06.09, 12:11
          > w krakowie natomiast - miescie studentow - o powazna prace inzyniera (a nie dlu
          > bacza kodu) praktycznie niemozliwe, zazwyczaj konczy sie na "inzynierze sprzeda
          > wcy".

          Praktycznie w większości inżynierskich branż o pracę w Krakowie nie jest łatwo.
          Za duża konkurencja, za mało nowych miejsc pracy, a stare dawno obsadzone.

          > zaluje tylko, tego, ze nie poznam tu dziewczyny. znajomy mi powiedzial, ze on z
          > a zadne skarby by sie nie ruszyl z kraka, bo tam na 1 faceta przypada 2 kobiety
          > . no... ale coz... albo kasa albo ladna dziewczyna. jak to sie mowi. nie mozna
          > miec wszystkiego.

          Heh nie wiem skąd takie statystyki. Ja kiedyś czytałem, że właśnie u nas w
          Krakowie jest ok. 105 kobiet na 100 mężczyzn. Biorąc pod uwagę fakt, że pewnie
          tylko co 10 facet ma stałą kochankę, to podaż i tak jest mniejsza od popytu.
          Dodatkowo trzeba wziąć pod uwagę jakość towaru na rynku. Facet ma naturalnie
          silny popęd, więc tak czy inaczej będzie w jakiś sposób dążył do szukania
          partnerki. W przypadku kobiet praktycznie co najmniej dwie grupy są pozbawione
          wartości rynkowej, czyli maszkarony i królowe śniegu aka lodowce,
          niezainteresowane czymkolwiek poza karierą.
          Inaczej mówiąc, możesz bez obaw wyjeżdżać, bo tu i tak miałbyś marne szansę coś
          wartościowego znaleźć, jak przez okres studiów Ci się nie udało.
          • Gość: nikt ważny. Re: hej eva IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.09, 12:23
            chodzilo mi o to, ze mlodosc ma sie TYLKO raz.

            im czlowiek starszy tym zostaje coraz to mniejszy wybor. czy warto
            poswiecac kariere juz teraz w takim wieku (24-25 lat) ?

            co mi po tej kasie bedzie jak bede SAM i w wieku 27-29 lat wszystkie
            fajne panny daaaaawno beda juz zajete a mnie zostana w moim
            przedziale wiekowym raczej tylko 2 grupy, o ktorych wspomniales.
            • dystansownik Re: hej eva 19.06.09, 12:33
              > co mi po tej kasie bedzie jak bede SAM i w wieku 27-29 lat wszystkie
              > fajne panny daaaaawno beda juz zajete a mnie zostana w moim
              > przedziale wiekowym raczej tylko 2 grupy, o ktorych wspomniales.

              Eh i tu tkwi błąd. Im będziesz starszy i im więcej będziesz miał kasy, tym
              bardziej atrakcyjną partią się staniesz. My faceci mamy o tyle dobrze, że lecą
              na nas młodsze kobiety, a co za tym idzie, nawet po trzydziestce mamy spore
              szanse sobie jakąś fajną 20-stkę znaleźć. :)
              • Gość: Rysiu Re: hej eva IP: *.centertel.pl 19.06.09, 12:53
                He he he, optymiści, marzyciele :-))) Fajnie się czyta Wasze teksty.
                Umyśliłem sobie z moja starą, że ruszymy na próbę na saksy do Anglii bo tam na
                szczęście nie pytają o wiek. Nie ma dyskryminacji ludzi z powodu wieku.
                Nasz rynek pracy jest CHORY. Jeśli nawet młodzi ludzie niezależnie od
                posiadanych kwalifikacji mają problemy ze znalezieniem jakiegokolwiek
                zatrudnienia to co dopiero taki pryk jak ja?
                Na emeryturę za młody, do pracy - za stary. Zwariować można w tym kraju.
              • Gość: nikt ważny. Re: hej eva IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.09, 12:55
                leca na Twoja kase a nie na Ciebie, ani na to, jaki jestes. jesli
                tak ma byc, to ja dziekuje za "takie lecenie" nawet i za te 20, 30
                lat.

                wlasnie o to chyba chodzi, ze jak sie za mlodu ludzie poznaja to
                jeszcze maja szanse sie "dograc" (jako przyklad: chcialbym poznac
                panne i np sprobowac z nia po pewnym czasie wyjechac na te kilka lat
                za granice. jak wyjade sam, to nigdy juz sie nie dowiem, czy bylaby
                taka opcja mozliwa, bo juz sam bede za ta "zagranica"), a potem
                wspolnie dorobic, co raczej tylko wzmacnia wiezi. nie liczy sie, ze
                ktos juz MA kase, tylko ze ma w perspektywie kilku nastepnych lat
                jej zarobienie.

                dochodze do wniosku, ze lepiej dla Polski i mnie by bylo, jakby
                wybral zawod jakiegos sprzedawcy albo malo ambitne studia.
                przynajmniej nie mialbym problemu i dylematow z praca i zostaniem
                tutaj. no ale madry Polak po szkodzie..



                sory za te powyzsze wypociny ale chyba sie nigdy nie zakochalem po
                prostu ze wzajemnoscia jeszcze ;(
                • dystansownik Re: hej eva 19.06.09, 13:19
                  Eh kto by tak nie chciał. Mnie życie już wyleczyło z idealizmu i widzę rzeczy
                  takimi jakimi są.
                • croyance Re: hej eva 22.06.09, 00:33
                  Bzdety. Moj maz jest ode mnie starszy o 14 lat i bardzo kocham, a kasy
                  nie ma zadnej. Ale za to jest bardzo madry i dobry.
            • Gość: tomeczek Re: hej eva IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.06.09, 15:56
              Gość portalu: nikt ważny. napisał(a):

              > chodzilo mi o to, ze mlodosc ma sie TYLKO raz.

              Może pocieszy cię fakt, że starość też ma się tylko raz :)
        • bubocz Radzę mieć trochę więcej realizmu 19.06.09, 13:21
          Ja skończyłem PK, i też pracy w zawodzie nie mam, z tym, ze broniłem się prawie
          rok temu. Fakt, ze pracy dla inżyniera w grodzie kraka nie ma, ale czy myślicie,
          ze za granicą to już na nas czekają , oferujac grubą kasę ? Koledzy i koleżanki
          , trochę realizmu.
          Na pewno rynek pracy jest tam szerszy niż w Polsce, ale mają swoich
          absolwentów, a nawet jak są nieobsadzone miejsca, to zachodnie firmy wola je
          pozostawić nieobsadzone, niż zatrudniać kogoś słabo przygotowanego. Następna
          kwestia to język. Trzeba naprawdę dobrze mówić , żeby myśleć o pracy na
          zachodzie. Większość absolwentów politechnik ledwo co duka po angielsku, być
          może są w stanie kupić cole w sklepie, ale i co do tego nie jestem pewien.
          Proponuję wejść na stronę SHL, zrobić przykładowy numerical i verbal reasoning
          test ( testy takie stusuje np siemens UK). Nie zdziwcie się jak Wam na
          podsumowaniu wyjdzie wynik np: 18% :). Ponadto poziom uczelni w Polsce jest
          tragiczny,wsteczna wiedza, ludzie mentalnie tkwiący w komunie.... . Absolwenci
          kończący zachodzie uczelnie mają zazwyczaj nieporównywalna wiedzę, bo w
          Niemczech czy Francji jest przemysł, i zależy mu na kształceniu młodych kadr,
          nie to co u nas. A jeśłi chodzi np o UK to często firmy wymagają tzw: " IMechE
          accredited degree", nie muszę dodawać, że żąna polska uczelnia nie ma
          akredytacji IMechE. Ponadto na zachodzi nikt tak naprawdę nie rozpoznaje
          polskich uczelni, dla nich politechnika gdańska, warszawska, pk, czy agh to
          pojęcia niejasne, nie wiedzą czy to jakieś technikum, czy high school ;). Tam są
          uznane marki na rynku edukacyjnym. Sam proces rekrutacji jest wieloetapowy,
          trzeba się wykazać zdolnościami pracy w grupie, wiedzą merytoryczną, pokazać
          chęci i potencjał. Acha, i jeszcze co do ocen, w Uk wymagają aby osoba
          ubiegająca się o przyjęcie na Graduate Programm miała ocenę ze studiów 1:1 , lub
          2:1, czyli nasze A lub B, więc tylko osoby co robiły coś na studiach mają szansę
          :)Pozdrawiam.
          • Gość: nikt ważny. Re: Radzę mieć trochę więcej realizmu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.09, 13:54
            o jezyk obcy sie naprawde nie martwie. bo rzeczywiscie 90% studentow
            olewa te dzialke na studiach technicznych ale nie ja. chociaz mam
            tylko FCE zdane dawno temu to jednak staram sie ogladac
            filmy/programy bez subow, czytac manuale o angielsku i wcale zle mi
            nie idzie z nimi.

            widze po Twojej wypowiedzi chodzi Ci tylko o kierunek UK/IRL. wiem,
            ze wiekszosc ludzi sie "rzuca" na angielski zawsze, dlatego trzeba
            znac jeszcze inne jezyki. moze nie na takim poziomie jak ang bo w
            koncu teraz bym Ci nie powiedzial jak jest po niemiecku lub
            hiszpansku "sterowanie ukladami nieliniowymi", ale mysle, ze jak se
            ma podstawy (gramatyka, slownictwo) to nie ma przeszkod by isc dalej
            w slownictwo techniczne, itd. mozna wiec jeszcze uderzac troche
            blizej, np. Austria / Niemcy / Holandia.

            wiadomo, ze na poczatku nikt nie jest alfa i omega, ze akcent sie ma
            wstydliwy, ze od razu widac, ze nie jestes z "ich" kraju. no ale
            co... nie pracowac w zawodzie po 5 latach studiow, bo kraju nie ma
            wiele tego typu stanowisk ? troche mija sie z celem, dlatego trzeba
            probowac poza krajem.


            chodzi mi tez o to, ze za granica o wiele wiecej jest stanowisk typu:
            TRAINEE...czyli stazysta, swiezak, ktos, kto dopiero sie obronil i
            nie ma doswiadczenia duzego, jesli w ogole ma. i firmy robia
            szkolenie, wdrozenie. a w Polsce takie stanowiska to moze 1-2 na
            caly Krakow albo po znajomosci.

            • dystansownik Re: Radzę mieć trochę więcej realizmu 19.06.09, 14:15
              > chodzi mi tez o to, ze za granica o wiele wiecej jest stanowisk typu:
              > TRAINEE...czyli stazysta, swiezak, ktos, kto dopiero sie obronil i
              > nie ma doswiadczenia duzego, jesli w ogole ma. i firmy robia
              > szkolenie, wdrozenie. a w Polsce takie stanowiska to moze 1-2 na
              > caly Krakow albo po znajomosci.

              Brak praktyk i staży u nas to jeden z największych problemów (a narzeka się
              później na brak dobrych inżynierów, choć nikomu nie chce się ich szkolić).
              To jest w sumie standard niezależnie od branży. Dla przykładu w budownictwie
              ledwie kilka firm organizuje programy praktyk. W efekcie jak jedna z
              największych firm miała przyjąć na całą polskę 50 osób, to zgłosiło się ponad 1200.
              • Gość: Absolwent2003 Wyjales mi to z jamy ustnej! IP: *.coopervision.eu.com 19.06.09, 15:33
                > Brak praktyk i staży u nas to jeden z największych problemów (a
                narzeka się
                > później na brak dobrych inżynierów, choć nikomu nie chce się ich
                szkolić).

                Naprawde bardzo sie wczuwam w Wasza sytuacje i solidaryzuje sie z
                Wami, bo bylem w sytuacji identycznej. I tak jak Was czytam, widze,
                ze historia zatacza kolo.
                Kryzys kiedys minie (pomijam dyskutowalnosc tego, czy za rok, 2 czy
                5).
                I znow, zatrudniajac teraz 50 stazystow sposrod 10,000 studentow, za
                kolejne 3 lata bedzie zaskoczenie czemu jest tak malo specjalistow z
                3-letnim doswiadczeniem? Bo potrzeba z 10,000..
                I dlaczego tylu mlodych wybralo Zachod?

                A teraz cofajac sie nieco w czasie; w 2003 bylem swiezym absolwentem
                finansow i bankowosci.
                Bezskutecznie szukalem pracy ja, i rzesza znajomych, zwlaszcza po
                podobnych kierunkach. To co widze jest teraz traktowane jako "akt
                desperacji" czyli "nietypowe" proby szukania pracy jak rozsylanie CV
                w ciemno, albo chodzenie od drzwi do drzwi- to byla wtedy
                oczywistosc - choc tez zwykle bezskuteczna.
                W kazdym razie latwiej bylo w totka wygrac niz dostac sensowna prace
                po studiach (sensowna tj. w zawodzie bez znajomosci, z jakimikolwiek
                perspektywami).

                Na 1000 absolewntow chetnych, gotowych i stosunkowo dobrze
                przygotowanych do rozpoczecia pracy pracodawcy oferowali kilka
                stanowisk; to niewymyslone dane od tych znajomych, ktorzy
                mieli 'wglad' w to co sie dzieje w HR.
                Portale rozpisywaly sie o slabym przygotowaniu absolwentow; ze slabo
                z jezykami, ze niemobilni, ze czesto nie potrafia szukac pracy.

                3 lata pozniej:
                Wszystko w Polsce sie odmienilo, na lepsze - bezapelacyjnie.
                Pojawil sie duzy kapital, zjawisko masowych wyjazdow
                zostalo "recognized" itp.
                A z portali zaczely atakowac inne informacje - wywiady, artykuly i
                raporty, ze Polscy pracodawcy nie potrafia znalezc zadnych
                specjalistow z 3-letnim doswiadczeniem, i ze kandydaci
                sa "nieprzystosowani" do potrzeb pracodawcow :))
                I ze "woleli pracowac na kasie w Tesco w deszczowej Irlandii zamiast
                zdobywac doswiadczenie -zreszta to ostatnie przekonanie do teraz
                jest zywe wsrod niektorych.
                Oczywiscie "wolal pracowac na kasie/zmywaku niz w zawodzie" jest
                tka zgodne z prawda, jak "woli pracowac na kogos niz wygrac 6-tke w
                totka".

                Gdybym zostal na miejscu zupelnie bylo by mi nie do smiechu, ale
                przyznac musze, ze zabawne bylo to narzekanie pracodawcow. Ale wiem,
                ze tylko dlatego, ze czytalem to z pracy, z zagranicy.

                Pozdrawiam wszystkich i nie poddawajcie sie.
      • Gość: Absolwent2003 Re: jak bardzo poniżycie się żeby dostać pracę? IP: *.coopervision.eu.com 19.06.09, 15:48
        "Ponizylem sie" wyjezdzajac na Zachod i znajdujac (w mniej niz
        tydzien) pracy w restauracjo-barze, choc skonczylem Bankowosc i
        Finanse.

        Oczywiscie silnie dyskusyjne jest to, czy mozna to nazwac ponizeniem
        sie - jak zwal tak zwal - jak dla mnie raczej zaakceptowalem fakt,
        ze mam do wyboru
        1) "ponizenie sie" szukajac legalnej pracy niezgodnej z
        wyksztalceniem za granica
        2) podobna prace "godna" ;) w Polsce, z tym, ze po prawie 5 latach
        dorobilbym sie co najwyzej mp3 playera i tostera.

        Zakasalem rekawy, i zrealizowalem 1-ke.

        Nikt nigdy mnie nie przekonal ze byla jakakowliek inna opcja
        uczciwej, legalnej pracy. Jesli ktos chce to nazwac ponizeniem -
        mnie to wsjo ryba.
        Podobnie jak niespecjalnie rusza mnie, ze zmiana pracodawcy na
        lepiej placacego, ktos sobie nazwie "nielojalnoscia".
        • Gość: eva Re: jak bardzo poniżycie się żeby dostać pracę? IP: *.chello.pl 20.06.09, 14:10
          wyjazd za granicę w celu pracy w gastronomii za pieniążki ileś tam razy większe
          niż tu nie jest w żadnym razie poniżeniem;)chodziło mi o prace w kraju, ale nikt
          w ten sposób z tego co widzę nie postępuje, każdy chyba wierzy mimo wszystko, że
          do tego nie dojdzie i znajdzie jednak pomimo beznadziei w Polsce lepsze zajęcie
          niż sprzątanie i smażenie frytek czy kotletów.nie każdy może wyjechać, gdybym
          mogła to by mnie już dawno tu nie było....parę lat temu już.
          • Gość: do evy Re: jak bardzo poniżycie się żeby dostać pracę? IP: *.zone5.bethere.co.uk 20.06.09, 14:16
            .nie każdy może wyjechać, gdybym
            > mogła to by mnie już dawno tu nie było....parę lat temu już.

            To co Cie powstrzymalo?
            "no sarcasm involved", wiem, ze sa takie sytuacje, pytam z autentycznej ciekawosci.
      • Gość: oh yeaa Re: jak bardzo poniżycie się żeby dostać pracę? IP: *.zone5.bethere.co.uk 20.06.09, 14:13
        bardzo bardzo
        boli, ale taka jest prawda niestety
        • Gość: eva Re: jak bardzo poniżycie się żeby dostać pracę? IP: *.chello.pl 20.06.09, 14:59
          choroba bliskiej osoby mnie powstrzymywała i powstrzymuje przed wyjazdem.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka