Ostatnio zetknąłem się z tym pierwszy raz jako, że kolega z pracy się ubiega (z jednego z krajow "zachodnioeuropejskich").
Labour Market Opinion jest potrzebne aby uzyskać/przedłóżyć "work permit".
Znajomy jest już na takowym ale mija mu 3 rok. Złożył podanie o PR w kategorii "canadian experience". Cały problem polega na tym, że do końca procesu o PR musi mieć ważne pozwolenie na pracę. Może nie zdążyć bo termin sie wydlużył (taki psikus w czasie recesji).
Aby dostać LMO faktycznie firma musi dac ogloszenie o pracę na to stanowisko. LMO dostanie się jak się udowodni, że nie ma Kanadyjczyków/ludzi z PR na dane stanowisko. Więc dali, chętni się zgłosili. Teraz muszą udowadniać, że kumpel jest niezastąpiony. O tyle dobrze, że firma wynająła prawnika coby dobrze sprawę uargumentował.
Piszę to dla osob zainteresowanych, żeby wiedzieli, że to nie takie proste - trzeba mieć na prawdę potrzebny w Kanadzie zawód aby to bez komplikacji przeszło.
Jedyne co wydaję mi się niesprawiedliwe to to, że pozwolono gościowi tu żyć przez 3 lata, złożyć podanie o rezydenturę i teraz takie durne traktowanie...
Kolejna refleksja jest taka, że jak Kanada ma konkurować o dobrych pracowników (ten np. gość jest managerem) jeżeli stawia sie takie durne wymagania.
Dziwić się, że mało ludzi przyjerzdża z krajów rozwiniętych. Pracownicy z Europy Zachodniej, podobnie jak i z Ameryki nie będę się użerać miesiącami o jakieś durne pozwolenia - można zapomnieć (są wyjątki). Zamiast otwożyć rynki pracy między tymi krajami (politycy odpowiednie uzasadnienie "politically correct" by znaleźli

to takie cyrki się dzieją. Wtedy by trochę więcej ludzi z Europy przyjechało.
Pozdr.