Dodaj do ulubionych

nadwiślańczycy w okręgi arłamowskim

10.01.05, 17:13
Ciekawym epizodem historii okolic Arłamowa i bieszczad było stacjonowanie tu
od lat siedemdziesiątych do początku 90-tch - zmotoryzowanego pułku
nadwiślakich wojsk MSW /kryptonim JW2667/.
Ci następcy pacyfikacyjno-karnych wojsl KBW stacjonowali w trzciańcu /blok
koszarowy/, kwaszeninie /baraki stojące na zboczach doliny/ oraz zespół
koszarowy głebiej w Bieszczadach koło Mucznego-Kazimierzowa w Tarnawie Wyżnej.
Wojsko to obsługiwało faktycznie tzw wojskowe gospodarstwo rolne - chodując w
oborach /w Trzciańcu,tarnawie i Kwaszeninie/bydło. Chłopcy ze słuzby
zasadniczej świadczyli tu /w gruncie rzeczy/ niewolniczą pracę. A jedyną
ich "rozrywką" były "dzikie "wypady" do Huwnik czy Makowej /a nie np do
Jureczkowej czy Liskowatego - czy wiecie dlaczego ??. No i służbowe wyjazdy
na pomaganie ZOMO w tłumieniu manifestacji solidarnościowych jak np 13
grudnia 1982 roku w Nowej Hucie.
Innym zbieżny temat to "samodzierżawie" płk Doskoczyńskie - Pana na
Arłamowie :-)
Jak temat "chwyci" mozna by trochę o tym porozmawiać
Obserwuj wątek
    • darino Re: nadwiślańczycy w okręgi arłamowskim 11.01.05, 00:54
      Pamiętam kabewiacy kwaterowali też na lotnisku w Krajnej, w Trójcy i Grąziowej.
      Oprócz pasienia bydła zajmowali się handlem kradzionym sprzętem i wyposażeniem
      wojskowym, oprócz tego oficerowie wysyłali wiosną żołnierzy "na zrzuty" - czyli
      do poszukiwania rogów zrzuconych przez jelenie, a w lecie do zbierania grzybów.
      Co do "dzikich wypadów" to przyjeżdżali czasami do Birczy, ale w ilości co
      najmniej 20. Pamiętam że raz przyjechali w 10-12, to dostali baty na miejscu i
      jeszcze ścigaliśmy ich z Birczy aż pod bramę lotniska w Krajnej (5 km), biegnąc
      cały czas pod górę. To był mój najwiekszy wyczyn sportowy !
      Jesli chodzi o pułkownika Doskoczyńskiego, pamiętam że wzbudzał powszechny
      strach i obawiały się go zarówno władze wojskowe, jak i cywilne na tym terenie !
      • darino plotka o wysiedleniu Birczy 11.01.05, 01:02
        Przypomniałem sobie, że w pierwszej połowie lat 70 - w okresie największego
        rozkwitu Arłamowa, w Birczy wszyscy mówili o tym, że Bircza będzie wysiedlana i
        wszyscy bardzo poważnie traktowali to zagrożenie.
      • upowiec chodzenie "na rogi" 11.01.05, 13:15
        Też co wiosnę jako młody chłopiec chodziłem "na rogi" na teren Ośrodka URM -
        chociaż było to zabronione. Raz nawet zostałem schwytany, bo zapędziłem się
        pomiędzy tyralierę żołnierzy poszukujących rogów, a z drugiej strony na patrol
        strażników leśnych. Dostałem kilka pasów na tyłek, a potem musiałem obierać
        ziemniaki w kuchni w Trójcy. Pod koniec dnia odwieziono mnie do bramy na
        Rebercu i wypuszczono na wolność.
        • piotrzr Re: chodzenie "na rogi" 11.01.05, 18:18
          No tak tamte tereny to marcowe chodzenie za rogami,jesienne rykowiska i
          zbieranie orzechów laskowych i mase dzikich sadód w dlinach Jamnej,Trójcy,
          Arłamowa /w dolinie tuz przy obecnej granicy ukrainskiej/ i Kwaszeniny.
          Ja poznawałem te tereny jako podchorązy rezerwy /po eseprze - czy;i szkole
          podchorążych rezerwy/ w latach 80 tych. Te 8 m-cy w kwaszeninie dały mi niezły
          podgląd na "niewolnicza" pracę szarych zołnierzy, totalne pijaństwo tzw
          oficerów msw i piekną przyrode dookola - wielkie stada jeleni wypasających sie
          na łąkach, liczne dziki i prawdziwe wilcze echa w zimie . Za rogami chodzilismy
          na zbocza gorskich przy drodze na tzw Wilczą karmę - poloninę ciągnącą sie od
          liskowatego w stronę granicy.No a wokresie rykowisk - wyprawy do sadów - na
          pyszne jabłka, orzecy i śliwy. No i dorodne pieczarki na łąkach podlewanych
          gnojówką i rydze oraz ,maslaki.
          Do Makowej sie jeżdzilo na dobre dziewczyny i łatwy bimber /a może odwrotnie
          :-)) ???.
          Przed wyprawami do Jureczkowej i w strone Krościenka zołnierze sie ostrzegali -
          mieszkający tam Grecy /komunistyczni emigranci lat 50 -tych/ byli ponoc bardzo
          czujnymi strózami swoich dziewczyn :)
          A legend o Doskoczyńskim slyszało sie wtedy wiele - częśc z nich znalazłem
          powtórzonych na róznych stronach internetu :)
          • darino Re: chodzenie "na rogi" 12.01.05, 02:10
            Ja na rogi chodziłem w rejony Krajnej, Łomnej, Trójcy, Jamnej i dalej w
            kierunku Leszczawy Górnej.
            Bimbru z Makowej nie piłem, ale muszę pochwalić produkt lokalny z Jasienicy
            Sufczyńskiej, Jawornika Ruskiego i spod Krępaku.
            Natomiast Grecy w większości powyjeżdżali, część z powrotem do Grecji, a część
            do Niemiec, ale trochę ich jeszcze zostało mieszkali głównie w Krościenku i
            częśći Liskowatego.
            Na pieczarki jeździłem z tatą w rejon góry Jaworów (koło Łodzinki Górnej).
      • nina40 Re: nadwiślańczycy w okręgi arłamowskim 12.01.05, 19:50
        Drogi Darino,myślę że teraz nie bardzo jesteś dumny z tego ,że kiedyś scigałeś
        biednych chłopaków,którzy nie wybierali sobie jednostek do odsłużenia wojska.
        Gdyby tam był mój brat albo syn to byłoby mi bardzo przykro. Mimo tego ścigania
        wielu chłopaków ożeniło się w Birczy i okolicy a niektórzy chyba do dziś tam
        mieszkają.
        • piotrzr Re: nadwiślańczycy w okręgu arłamowskim 12.01.05, 21:15
          Ciekawe czy byliście kiedyś w dolinie dawnej wioski Arłamów?
          szło sie tak od strony Kwaszeniny /za tzw parkiem samochodowym już przy samej
          granicy/ w piekną szeroką dolinę ciągnącą się wzdłuz granicy. Pamiętam całe
          szeregi ziemnych piwic pozostalych po nieistniejących gospodarstwach.Masę sadow
          dochodzacych do drogi. Przy drodze stał mocno zjedzony zębem czasu/popekane
          drewno,pogryzione prze korniki/ krzyż drewniany z wiszącym za jedną rękę
          blaszaną sylwetka Chrystusa. Na przerdzewialej sylwetce widac było resztki
          farby i liczne przestrzeliny- otwory po pociskach.
          A maślaki na Wilczej karmie nad liskowatem byly dwa lata temu jak i w ubiegłym
          roku tak samo wspaniale jak w "tamtych" czasach.
          • darino Arłamów 13.01.05, 00:32
            Na tę dolinę mogłem tylko zerknąć z góry, z Ośrodka w latach 80. Bliżej granicy
            nie można było podejść.
        • darino Re: nadwiślańczycy w okręgi arłamowskim 13.01.05, 00:30
          Wiesz Nino, obecnie na pewno nie wdawałbym się w takie awantury, ale wtedy
          drażniło mnie butne zachowanie "nadwiślańskich żołnierzy". Zresztą akurat
          Nadwiślańskich Jednostek MSW nie darzy się w mojej rodzinie sympatią - są
          spadkobiercami tradycji jednostek KBW, które "pomogły" części mojej rodziny
          wyjechać po wojnie na Ukrainę.
          • piotrzr Re: nadwiślańczycy w okręgu arłamowskim 16.01.05, 16:47
            czy mozna miec pretensje do prostych wiejskich chłopaków/ bo takich z reguły
            zsyłano do owych pegeerów bieszczadzkich/,że szukali rozrywki po okolicach??
            Ciekawa wypowiedź Niny wskazuje że mimo trudów słuzby / a w stanie wojennym
            służba zasadnicza była wydłuzona bodaj do 3 albo 4 lat ???/ niektorzy z nich
            związali swe zycie cywilne z Pogórzem :-))
            Słyszałem także o tragediach rozgrywających się na terenie gór arłamowskich -
            np przypadki zamarznięć zołnierzy na tzw "samowolkach" gdy na skroty próbowali
            dotrzeć do "cywilizacji"
            • darino anegdota o ochronie loniska w Krajnej 16.01.05, 17:09
              Przypomniałem sobie pewną anegdotę związaną z lotniskiem w Krajnej. Przez cały
              okres istnienia Ośrodka URM okoliczna ludność kupowała od żołnierzy paliwo,
              części samochodowe oraz części umundurowania i wyposażenia - zresztą w tych
              czasach okolice Birczy wyglądały jak zmobilizowane - wszyscy chodzili w
              elementach wojskowego umundurowania, od butów do czapki.
              Otóż pod koniec lat 80, kiedy już wiadomo było, że Ośrodek zostanie
              zlikwidowany, ochrona lotniska zaczęła sprzedawać wszysko, co stanowiło jakąś
              wartość, między innymi 4 psy - owczarki niemieckie. A ponieważ dalej brakowało
              pieniędzy na rozrywki, a lotnisko było nieużywane i bez kontroli, żołnierze
              sprzedali swoje mundury polowe i służyli w dresach, ewentualnie ubierali
              mundury wyjściowe !
              • piotrzr Re: anegdota o ochronie loniska w Krajnej 16.01.05, 21:55
                A mundury mieli według wzorów odziedziczonych po ubekach-KBW - wysokie "buty-
                szklanki" podkówane zelówkami, ciasne spodnie-rajtki- podobno tak obcisłe że
                ubierane na mokro :) no i bluzy z kołnierzami ze stójką- z owymi
                zygakami "generalskimi". Do szpanu należało łodkawte deformowanie wyjściowych
                czapek- w tym celu pogiete -były w magazynku wciskane do cholew butów.
                Tylko że ci ktorzy niewolniczo harowali na oborach /przy bykach/ na codzień
                ubierali sie w niebieskie drelichy i beretki.
    • darino hodowla "dzikich zwierząt" 17.01.05, 21:20
      Oprócz typowych zajęć hodowlanych żolnierze musieli przygotowywać paszę
      dla "dzikich" zwierząt - głównie dzików, saren i jeleni. Pogłowie tych zwierząt
      na km2 było przekroczone chyba kilkanaście razy. Wielokrotnie widywałem, jak
      zwierzęta słysząc odgłos nadjeżdżającego ciągnika z paszą wychodziły na drogę i
      szły za przyczepą aż do miejsca karmienia (zawsze pod amboną myśliwską).
      Zwierzęta służyły potem za łatwy cel dla partyjnych notabli oraz dewizowych
      myśliwych.
      • piotrzr Re: hodowla "dzikich zwierząt" 18.01.05, 09:48
        Z tymi żwięrzętami i dzikimi i bykami z obór to już całkiem inna historia.
        Tak wielkich stad jelenii jak na podwieczornych łakach kawszeniny i trojcy - to
        nigdy wczesniej ani nigdy później nie widziałem. Stada dzików /po 10 szt. nawet
        z młodymi/ podchodzily wprost pod nogi wartowników na Braniewie /szlaban
        kwaszeniński/. Nie mówiąc już o smietnikach koło żołnierskich stołowek.W zimowe
        wieczory -widok żołnierzy przebiegających w piżamach od baraku do baraku, do
        świetlicy na obowiązkowy "dziennik" a obok nich przebiegające dziki i łomot
        przerwacanych kubłów na smieci - to był totalny surrealizm 'na żywo".
        Jesienne rykowisko w okręgu arłamowskim - to było jedno wielkie echo dzikich
        porykowań, żałuję że nie miałem wtedy godziwe sprzęcicha do nagrań - oj było by
        co posłuchąć -spiewy wielorybie przy tym to nic :-)
        A jeszcze inny temat to dzikie polowania panów oficerów- polowania z uzyciem
        łazika i szperacza -reflektora przy przedniej szybie - to był normalny proceder.
        Do dzisiaj pamiętam totalnie pijanego, grubasa-towarzysza ułkownika ktory
        wsparty o błotnik uaza probowal trafic w lisa znieruchomialego przez swiatło
        szperacza- albo innego "walącego'ze sztucera do jelenia złapanego w światło
        zaparkowanego auta. :(
        • galapago Re: hodowla "dzikich zwierząt" 18.01.05, 13:35
          Sprawa Arłamowa stała sie już publicznie znana - dzięki wydawnictwom KOR - pod
          koniec lat 70-tych, chodziło o straszne szkody rolnicze powodowane przez
          rozmnożoną do absurdu zwierzynę przeznaczoną na łowieckie igry towarzyszy (nie
          tylko chyba polskich). Mieszkańcy pobliskich gospodarstw byli wręcz
          terroryzowani przez watahy dzików, nie mieli prawa się bronić.
          Parze moich znajomych udało się w czasie wyjątkowo ulewnej pogody wśliznac na
          tereny kompleksu, gdzie schronili się w jednej z przygotowanych dla towarzyszy
          ziemianek (albo szałasów, nie pamiętam), wyposażonych w żarcie i napitki, czym
          się raczyli. Wartownicy na widok cywili, pozdrowili ich tytułując "towarzyszu"
          i nie zawracali głowy.

          Arłamów stał się też sławny, co warto przypomnieć, jako miejsce internowania
          Lecha Wałęsy, zwolnionego bodaj na pocz. listopada 1982, tuż pred śmiercią
          Breżniewa, co dało asumpt do licznych żartów, jakoby strach przed Wałęsą był
          bezpośrednim powodem zgonu Leonida Ilicza. Skoro jesteśmy już w tych czasach ,
          to warto przypomnieć, że nie tak daleko były dwa obozy internoqanych, Nowy
          Łupków i Uherce. Od końca stycznia byłem w N. Łupkowie, zanim nie zostałem z
          liczna grupą przetransportowany do Załęża koło Rzeszowa. Ale to już inna
          historia, która oddala nas zbytnio od Arłamowa...
          • darino płoszenie dzików 18.01.05, 14:50
            Witaj Galapago !
            Oczywiscie była to zmora rolników, których grunty sasiadowały z Ośrodkiem, i
            nie tylko tych. Mój dziadek mieszkał w Boguszówce, a więc w dość dużej
            odległości od ogrodzenia, i niestety również musiał w nocy pilnować swojego
            pola przed zwierzyną. Czasem mu w tym pomagałem - na polach spotykaliśmy
            sąsiadów również pilnujących pól. Przy każdym polu rolnicy budowali
            prowizoryczne schronienia przed deszczem oraz oraz "gniazda" na drzewach, aby
            było gdzie uciekać przed dzikami, które do płochliwych nie należały.
            Oprócz dzików duże szkody czyniły też sarny i jelenie, spasając wiosną
            kiełkujące zboża.
            • piotrzr Wałęsa w Arłamowie 18.01.05, 15:54
              Namawiam na lekturę - dośc jednostronną ale...

              http//kiosk.onet.pl/1207480,1,3 ,1292,druk.html

              /.../
              Wałęsa najchętniej relaksował się, grając w ping-ponga, wykazując duży talent w
              tej dziedzinie i coraz większe umiejętności. Ogrywał kierownika Nogę, oficerów,

              a także dopuszczanego do stołu ośrodkowego elektryka. Lubił też warcaby i
              bilard. (...) Lubił nie tylko piwo. Gdy czuł szmerek w głowie, rozwiązywał mu
              się język. Zadręczał ochroniarzy swoją większą gadatliwością. Jego poglądy
              poznali na wylot. (...) Chętnie spacerował, opalał się i...

              lamentował że tyje. (...) Ponoć podczas pobytu w Arłamowie przybrał na wadze

              16 kilogramów. (...) Kolejny oficer MSW dodaje: „Niektórzy mówili potem, że
              dawano Wałęsie środki farmakologiczne, bo bardzo utył. Ale gdzie tam! On po
              prostu lubił jeść i nie żałował sobie. Kiedyś nas pół żartem, pół serio,
              opieprzył, że dajemy mu gruziński koniak, a on poniżej francuskiego nie
              schodzi. Kiedy przedstawiliśmy generałowi Kiszczakowi końcowy rachunek za
              wyżywienie i alkohole dla Wałęsy, to aż złapał się za głowę. Odmówił płacenia
              go z rachunków MSW i kazał iść z tym do szefa URM, generała Janiszewskiego, bo
              on ma więcej pieniędzy”.

              Fragment książki Wiesława Białkowskiego „Arłamów bez kurtyny

              • darino Re: Wałęsa w Arłamowie 18.01.05, 16:21
                O tym, że Wałęsa jest internowany w Arłamowie, wiedzieli wszyscy w okolicy od
                razu - sądzę że z nasłuchu "Wolnej Europy" oraz plotek żołnierzy.
                Co do opisu życia Wałęsy w Arłamowie, to znając jego późniejsze popisy - może
                być prawdziwy.
          • upowiec plotka o polowaniu na rysia 23.01.05, 17:28
            Przypomniałem sobie jeszcze jedną opowieść, o polowaniu na rysia.
            Otóż pewnego dnia któryś z panów J., nie pamiętam czy Jaroszewicz czy
            Jabłóński, postanowił zapolować na rysia. Rysia, a jakże, wytropiono, jednak
            pan J. za nic nie mógł go trafić. Po wielu wysiłkach uśpiono więc rysia, a
            następnie uwiązano do na drucie do drzewa i w końcu po wielu strzałach
            został "upolowany". Jednak miał tak podziurawioną skórę, że nie nadawał się na
            trofeum.
      • darino hodowla "dzikich zwierząt" - film "Rykowisko" 19.01.05, 00:51
        Obejrzałem dziś polski film "Rykowisko" z 1986 roku z Romanem Wilhelmim w roli
        głównej. Film średni, akcja dzieje się "gdzieś w Polsce", na pewno na
        wschodzie - jest tam wiele aluzji do Ośrodka - polowania pijanych dygnitarzy
        partyjnych, dewizowi myśliwi, występuje nawet postać "Desantowca", który
        wszystkim rządzi. Ciekawy przyczynek do historii Ośrodka.
        • galapago Doskoczyński 19.01.05, 15:17
          Według popularnej plotki Doskoczyńskiemu odstrzelili jaja (nie pamiętam
          szczegółów okoliczności), co miało tłumaczyć jego złość i mściwość. Czytałem to
          (gdzie ? - nie pamiętam ) albo w bibule przedsierpniowej, albo w 1981 roku w
          jakiejś solidarnościowej prasie, gdy dość swobodnie pisano na wiele tematów.
          • piotrzr Re: Doskoczyński 19.01.05, 17:23
            O!!! to obrażenie poniósl podobno jako ochraniarz Bieruta - oczywiście według
            jednej z wielu legend wokół tej postaci - niektóre cytuje za linkiem

            region.halicz.pl/person/doskoczy.htm
            W "Worku" przez wiele lat gospodarzył pułkownik Kazimierz Doskoczyński. Na
            trwałe wszedł do panteonu postaci bieszczadzkiego folkoloru. Wieść gminna
            głosi, że fantazję miał iście kawaleryjską. Rozkazał rzekomo kupić pewnego razu
            japoński, kolorowy telewizor, wtedy już za dobrych gierkowskich, czasów trudny
            do zdobycia. Kupiono. Rozkazał przywieźć do "myśliwskiego" szałasu, a raczej
            wspaniałej stylowej willi ukrytej w zapadłym lesie, tuż nad granicą bratniego
            kraju. Przywieziono. Z zainstalowaniem było gorzej. Żaden z podwładnych nie
            bardzo wiedział jak się do tego zabrać,a pułkownik miał w życiu znacznie
            ważniejsze zadania niż studiowanie języków obcych czy instrukcji obsługi
            produkowanych przez imperialistów pudeł. Odbiornik skrzeczał i warczał. Na
            ekranie miotały się kłębowiska różnobarwnych linii i plam. Kręcił wszystkimi
            gałkami. Bezskutecznie. Zmarnował prawie cały dzień. Pod wieczór podjął
            decyzję. Polecił wynieść diabelską maszynę pod najbliższe drzewo. Zdjął
            dubeltówkę ze ściany. Otworzył okno. Już po pierwszym strzale eksplodował
            kineskop. Poprawił z drugiej rury. Nikt nie śmiał mu przeszkodzić. Był
            samowładnym panem na tysiącach hektarów lasów. Jednym skinieniem ręki mógł
            nakazać przesiedlenie niewygodnego osobnika lub spalenie drewnianego szałasu
            skleconego na Caryńskim przez artystę rzeźbiarza, a postawionego bez jego
            zgody. W Ustrzykach Dolnych, Lesku, Sanoku wszyscy wiedzieli z kim mają do
            czynienia. Zwykli ludzie zgrzytali zębami, zaciskali pięści , schodzili
            potulnie z drogi. Lokalni prominenci i decydenci prześcigali się natomiast w
            umizgach, odgadywali w lot życzenia Wielkiego Łowczego. No, niechby który nie
            odgadł. Strach pomyśleć... (W. Michałowski, J. Rygielski "Spór o Bieszczady").
            Pewnego razu pułkownik Doskoczyński wracał swoim LandRoverem z
            Mucznego. W Lutowiskach usiłowała zatrzymać ich milicja. Kierowca otrzymał
            polecenie, aby jechał dalej. Dzielni milicjanci nie wiedzieli z kim mają do
            czynienia. W końcu to oni byli władzą. Dalej więc swoim gazikiem gonić
            nieposłusznego kierowcę. Nie wiadomo co wydarzyło się w LandRoverze, w każdym
            bądź razie gazik cały czas miał wiekie szanse na dogonienie uciekiniera.W
            Kwaszeninie szlaban był już otwarty i oba rozpędzone samochody wpadły na
            tereny, w których udzielnym władcą był Wielki Łowczy. Tutaj on ustanawiał
            prawo. Szybko o tym przekonali się milicjanci. Szlaban został opuszczony, a
            gazik otoczyła grupa żołnierzy. Wyciągnięto ich z samochodu i rozbrojono. Ślad
            po nich zaginął.
            Wkrótce zostali pouczeni z kim mają do czynienia i że nie wolno przeszkadzać w
            podróży panu pułkownikowi. Aby ta nauka lepiej im się utrwaliła, ... przez dwa
            tygodnie rąbali w lesie drzewo:-)))
            Pan pułkownik lubił uczyć i dawać nauczki. Pewnego razu pecha miał
            wilczur, który strzegł rzadowego ośrodka. A było to tak. W Arłamowie
            wypoczywała ówczesna pierwsza dama, Stanisława G. Lecz jej wypoczynek mącił
            swym ujadaniem niesforny pies. Pan pułkownik osobiście udzielił mu reprymendy,
            wykazał niestosowność takiego zachowania. Nieposłuszny owczarek alzacki
            ośmielił się w trakcie tej tyrady merać ogonem i za to zastał ukarany... Przez
            tydzień był o chlebie i wodzie.




            • darino Doskoczyński - zabawne ! 19.01.05, 19:08
              Zabawne opowiastki !
              Z birczańskich plotek słyszałem tylko tę o telewizorze.
              • piotrzr Arłamów 21.01.05, 13:09
                Proponuję ciekawą lekturę :
                www.agh.edu.pl/bip/75/14_75.htm


                ARŁAMÓW - dawna wieś u południowo-wschodniego podnóża Suchego Obycza. Według
                tradycji Arłamów powstał jeszcze w czasach książąt ruskich. Ponoć osiedlono
                tutaj jeńców tatarskich, tzw. arłamanów (włóczęgów), którzy przyyjęli obyczaj i
                mowę ruską. W dokumencie z 1485 roku wymieniany jest Arlamow campus, czyli
                puste miejsce pod założenie wsi. Wojski samborski, Jan Herburt, spowodował pod
                koniec XV wieku ponowną lokację na prawie wołoskim.
                Podczas powstania Chm ielnickiego w 1648 r., gdy zagon kozacki dotarł do ziemi
                przemyskiej, ruscy mieszkańcy Dobromila, połączywszy się z chłopami z Arłamowa
                i kilku sąsiednich wsi, pod wodzą niejakiego Pinczowskiego, napadli na dwory. O
                mało nie padł ich ofiarą późniejszy zna k omity pisarz, Andrzej Maksymilian
                Fredro, którego oblegali cały dzień w arłamowskim dworze. Fredro obronił się
                jednak, a przygodę swoją opisał w zaniesionej do grodu protestacji.
                W 1644 r. w Arłamowie erygowano parafię prawosławną, później grekokatolicką,
                przeniesioną następnie do Kwaszeniny. Ostatnią tutejszą cerkiew pw. Św.
                Mikołaja zbudowano w 1914 r.; uległa zniszczeniu wraz z całą wsią po 1945 r.
                W 1921 r. Arłamów liczył 144 domy i 897 mieszkańców (73 grek., 9 rzym., 15
                mojż.). Większość mieszkańców wywieziono na Ukrainę w 1946 r., ostatnie 216
                osób wysiedlono w akcji "Wisła".
                Ponad trzydzieści lat temu, ówczesny premier rządu PRL Józef Cyrankiewicz,
                podpisał decyzję zorganizowania Ośrodka Wypoczynkowo-Łowieckiego w Arłamowie.
                Dziesięć lat wcześniej powstał taki rządowy ośrodek w Łańsku (woj.
                olsztyńskie). Od tamtego czasu grono partyjnych i państwowych dygnitarzy
                znacznie się powiększyło i Łańsk był już za ciasny. W okolicach Arłamowa
                polował generał Marian Spychalski, wówczas przewodniczący Rady Państ . To on
                upodobał sobie ten zakątek pogórza bieszczadzkiego.
                Teren ośrodka obejmował ponad 30 tys. hektarów (był niemal równy powierzchni
                Malty, wyspy, którą zamieszkuje 350 tys. ludzi). Znaczną część terenu ogrodzono
                dwumetrową siatką, rozpiętą na dębowych słupkach. Długość ogrodzenia wynosiła
                128 km. W ogrodzeniu sporządzono specjalne, jednokierunkowe przejścia dla
                zwierząt, umożliwiające tylko wchodzenie do środka. Ośrodek w Arłamowie
                budowała 350-osobowa ekipa, w tym specjaliści sprowadzeni z Austrii, W łoch i
                Szwajcarii.
                Częstymi gośćmi byli tu Jaroszewicz i Gierek, którzy zazwyczaj mieszkali w tzw.
                domkach myśliwskich w Trójcy, kilka kilometrów od Arłamowa. Każdy ze
                znajdującyych się tam domków ma około 300 metrów powierzchni użytkowej.
                Dla potrzeb Arłamowa wybudowano na wierzchołku Krajnej lotnisko z pasem
                startowym o długości 3 km. Mogły na nim lądować między innymi wojskowe "Migi"
                i "Su".
                Chcąc w pełni wykorzystać znakomite tereny polowań wokół Arłamowa, powołano do
                życia firmę "Polskie Bory". Obsługiwała ona wyłącznie myśliwych dewizowych,
                których było stać na strzał do jelenia za 25 tys. DM. Fermy hodowlane na
                terenie ośrodka, budowane były z rozmachem właściwym epoce gierkowskiej.
                Hodowano np. 6 tys. bukatów, dla których kiszonkę przywożono z odle g łego o 70
                km Trzciańca. Tak prowadzona hodowla, nawet przy darmowej pracy żołnierzy, była
                nieopłacalna. Deficyt pokrywało Ministerstwo Rolnictwa, a zyski przeznaczano na
                dalsze inwestycje. Ze wsi przylegających do ośrodka wysiedlono całkowicie
                ludność mie j scową.
                Podobno zdarzało się, że dowożono do Arłamowa "dziewczynki". Odludne zacisze
                sprzyjało używaniu życia i regenerowaniu się przed kolejnymi zebraniami
                partyjnymi KC. Wiosną 1978 r. wilki i psy rozwłóczyły padlinę dzików, sarn i
                jeleni. Ludzie mówili, że było to po zimowym polowaniu z helikopterów(!). Do
                zwierząt strzelano z broni maszynowej. Zabitych zwierząt było tak dużo, iż nie
                zdążono ich zabrać lub choćby zakopać. Dla nikogo nie było także tajemnicą, iż
                polowano bardzo często z użyciem "szperaczy" - silnych reflektorów punktowych,
                oślepiających nocą zwierzynę. Podobno polowania znakomicie rozładowywały
                agresję przepracowanych prominentów.
                W Arłamowie, na stoku Suchego Obycza, wzniesiono ogromny hotel. /.../ W 1995 r.
                hotel należał do Gminy Ustrzyki Dolne. Na początku 1996 r. kupiła go prywatna
                firma "Kamax" z Kańczugi. Hotel o wysokim sta n dardzie jest dogodnym punktem
                wypadowym wycieczek pieszych i rowerowych w masywie Suchego Obycza oraz
                autokarowych po Pogórzu Przemyskim. Z Przemyśla do hotelu "Arłamów" jest
                niecałe 30 km.
                • darino Ośrodek w Arłamowie 19.05.05, 02:23
                  "GW", Anna Gorczyca, 18-05-2005

                  Bo przyciągają ich sławne nazwiska. Apartament, w którym spędził czas
                  internowania Lech Wałęsa, albo ulubiony apartament Gierka.

                  Takie atrakcje oferuje swoim gościom ośrodek wypoczynkowy w Arłamowie.
                  Luksusowy jak na ówczesne czasy ośrodek powstał na początku lat 70. na Pogórzu
                  Przemyskim jako ośrodek Urzędu Rady Ministrów. Przez długie lata Arłamów nie
                  istniał na mapach, a w kręgach rządowych znany był pod kryptonimem W-2.
                  Przyjeżdżali tu przedstawiciele najwyższych władz. Tu wypoczywał m.in. Edward
                  Gierek, w okolicznych lasach ogrodzonych siatką chętnie polował Piotr
                  Jaroszewicz. W Arłamowie przyjmowano również zagranicznych gości. W 1976 r.
                  prezydent Francji Valery Giscard d'Estaigne wyjechał stąd z wyjątkowo pięknym i
                  dużym porożem upolowanego przez siebie jelenia. Polowali tu również prezydent
                  Jugosławii Josip Broz-Tito, Erich Honecker, kuzyn królowej Anglii Elżbiety II,
                  brat Mohammada Rezy Pahlaviego. W Arłamowie spędził internowanie Lecha Wałęsa.

                  Dziś ośrodek jest dostępny dla wszystkich, a nazwiska znanych gości są
                  dodatkową atrakcją. - Jest wiele osób, które chcą nocować w apartamencie
                  zajmowanym przez Lecha Wałęsę - przyznaje Piotr Korczak, prezes spółki
                  zarządzającej ośrodkiem. Lech Wałęsa przez kilka miesięcy zajmował lokal
                  oznaczony nr 52. Są to dwa pokoje na pierwszym piętrze z łazienką i dużym
                  balkonem. Stoją w nich te same co przed 25 laty rumuńskie meble na wysoki
                  połysk. Z "epoki" są również meble w apartamencie nr 76 na drugim piętrze -
                  trzy pokoje urządzone białymi również rumuńskimi meblami. Przed laty zajmował
                  go Edward Gierek. - Nie brakuje chętnych i na ten apartament - dodaje Korczak.
                  W ośrodku nie analizują, czy gośćmi kieruje ciekawość czy wygoda. W
                  apartamentach jest po prostu sporo miejsca, na co zwracają uwagę rodziny z
                  dziećmi.

                  Apartamenty Wałęsy i Gierka to nie jedyne ciekawostki historyczne w Arłamowie.
                  Na parterze znajduje się salka brydżowa. - Są w niej oryginalne meble z
                  przedwojennego salonu marszałka Józefa Piłsudskiego: stylowy okrągły stół,
                  osiem wygodnych foteli i dwie kanapy - wylicza z dumą Renata Tandyrak,
                  pracownica działu marketingu. A w pobliskiej salce konferencyjnej Myśliwskiej
                  jest tak jak wtedy, gdy do rozmów zasiedli Edward Gierek i Josip Broz-Tito -
                  podłużny stół, jedenaście wyłożonych skórą foteli i biblioteczny regał.

                  Noclegi w historycznych apartamentach nie są tanie - kosztują 390 i 470 zł. -
                  Ale to standardowa cena. Nie doliczamy za to, że jest to apartament Lecha
                  Wałęsy - stwierdza prezes Korczak.
          • mister1 Re: Doskoczyński 24.02.05, 12:56
            ja tez slyszalem, ze pulkownik stracil w jakims wypadku jaja i przez byl taki,
            jaki byl...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka