savage6 06.02.06, 22:53 Najbliższa mszę o.Witko odprawi w Birczy dn. 16 lutego o 17:00 Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
darino Re: O Witko w Birczy 23.02.06, 02:25 "W każdy przedostatni czwartek miesiąca w birczańskim kościele brakuje krzeseł. Choć środek tygodnia, parking, chodniki i jezdnia – wszystko zastawione samochodami. Msza jest o siedemnastej, ale ludzie z okolicznych wsi, czasami oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów, przyjeżdżają znacznie wcześniej. Co dziwne, do kościoła ciągną nie tylko pobożne emerytki. Są wystrojone nastolatki w kusych kurteczkach i butach w szpic, jest miejscowa urzędniczo-biznesowa wierchuszka, są i ci, których spodziewać by się można raczej pod birczańskim barem. Młodzi zwołują się SMS-ami, niektórzy przez internet: tego i tego dnia będzie ojciec Witko, podaj dalej. Ojciec Józef Witko to franciszkanin, pochodzi z niedalekiego Korzeńca. Na stałe związany jest z Krakowem, ale od roku przyjeżdża do Birczy na comiesięczne msze. Msze niczym specjalnym nie różnią się od innych. Ale to, co dzieje się po mszy, trudno opisać. Ojciec Witko mówi, że przed modlitwą o uzdrowienie, o uwolnienie się od zła, trzeba wybaczyć innym. Nie nosić w sobie żalu czy nienawiści. Przestrzega przed szukaniem pomocy w magii czy medycynie niekonwencjonalnej. Mówi, że to zło, które mocno wiąże. Bardzo dużo mówi o miłości, o tym, że kto jej nie zaznał, nie potrafi kochać, a nie kochając – sam cierpi i przysparza cierpień innym. Podkreśla, że tu i teraz jest Bóg, który każdego kocha, każdego dotyka. Nie – że być może jest, że gdzieś tam... Tu i teraz. Ojciec Witko wymienia przeróżne choroby. Modli się, by Bóg uwolnił od nich cierpiących. Chwilami śpiewa w obcym, niezrozumiałym i chyba nieistniejącym języku. Potem prosi, żeby ci, którzy poczuli w swoim ciele ciepło, dotyk, mrowienie, ustąpienie dolegliwości – podeszli bliżej ołtarza." www.zycie.pl/index.php?go=tresc&id=06_08_ty Odpowiedz Link