Dodaj do ulubionych

problem wazniejszy niz zycie:(((

17.11.05, 11:40
O samobójstwie, czyli o zagładzie ludzkiego świata


studia.interia.pl/id/zp/wuj/www/art/wart2&art_id=8773&punkt_startowy_art=0
nie tylko mlodzi ludzie i nie tylko z niespelnionej milosci,
czesto ludzi popycha do tego sytuacja ekonomiczna,
czy to akt odwagi? czy tchorzostwa?
i ucieczki przed odpowiedzialnoscia za zycie

Obserwuj wątek
    • waratu Re: problem wazniejszy niz zycie:((( 17.11.05, 12:13
      Kiedys tak mi sie wydawało, że problem ważniejszy. Wydawało sie, że tak coś
      można udowodnić światu, najbliższemu otoczeniu, sobie.
      To był krytyczny stan psychiczny. Uratowało mnie tchórzostwa. Strach przed
      przekroczeniem tamtego progu.
      Jak dobrze czasem stchórzyć.
      • regine Re: Sam, Samo, Sami... 17.11.05, 12:41
        Są zawsze wśród nas. Chodzą do szkoły, pracują, mieszkają obok. Nikt nie wie,
        jak spędzają wieczory, nie widać ich na imprezach ani w parku. Nie mówią o
        sobie, wymieniają z nami tylko kilka słów o pogodzie, o sprawdzianie z
        matematyki, o nowym filmie. Potem odchodzą do swoich zajęć, a my nie odwracamy
        się za nimi i nie dzwonimy, żeby zaprosić na imprezę, bo przecież nie
        przyjaźnimy się z nim ani z nią. Są może trochę bardziej nieśmiali niż inni i z
        tego powodu dopada ich choroba, która nazywa się samotność. Choroba znana tak
        dobrze z filmów, wierszy i książek, nie zauważana jednak w realnym życiu i nie
        traktowana poważnie, dopóki nie dotknie nas.
        Łatwo się nawiązuje kontakty w młodym wieku, na wakacjach, w dyskotekach,
        pubach. A co, jeśli się nie umie nawiązywać znajomości? O takich ludziach
        właśnie mowa.
        Są różne powody tego, że młody człowiek zostaje nagle sam i powoli zaczyna żyć
        na marginesie roześmianej i zgranej grupy rówieśników. Z początku wszyscy
        stopniowo się odsuwają, zobojętniają, aż wreszcie nie zauważają i osoba samotna
        czuje się jakby była w akwarium za szybką, niewidoczna dla reszty jak po
        drugiej stronie lustra weneckiego.
        Przychodzimy do nowej szkoły lub pracy i na poczatku jest trochę "łyso". Nikogo
        się nie zna, nawet imion jeszcze się nie pamięta. Jednak po pewnym czasie
        wszyscy się zaprzyjaźniają, zaczynają się umawiać na wspólne imprezy, mówić o
        swoim życiu. Ale nie wszyscy. Są jeszcze osoby nieśmiałe, które same nie
        podejdą, nie zaczną rozmowy, czekają na znak od innych, bo się nie mogą
        przełamać. I tak pojawia się samotność.
        Na samotność jak na każdą chorobę jest jednak lekarstwo. Z reguły jednak bywa
        tak, że lek choremu trzeba podać. Tak jak samotnej osobie można podać rękę i
        powiedzieć: chodź z nami. Wtedy zaczynają się w młodej duszy, rozterki,
        dramaty...
        Czy poradzi coś na chorobę zawaną "Samotność" psychoerapeuta i leki???
        A może trzeba, rozerzeć się dookoła siebie i sprawdzić, czy nie można komuś
        podać ręki.
        Dramaty te nie dotyczą tylko młodych ludzi...Dramaty te przeżywają i dorośli,
        odtrąceni,niespełnieni, zamykają się w się w swoim "świecie".
        Trudno do nich dotrzeć, albo po prostu przechodzimy obok, zajęci swim życiem.
        Coraz więcej przybywa osób samotnych...Może to i nasza wina, bo przechodzimy
        nie raz obok i tak ciężko nam wyciągnąć rękę, bo my mamy nasze problemy....




      • malwina52 Re: problem wazniejszy niz zycie:((( 17.11.05, 13:58
        waratu mysle, ze nie stchorzylas
        tylko bylas bardzo odwazna

        • maladanka Re: problem wazniejszy niz zycie:((( 17.11.05, 14:13
          w mojej klatce schodowej 2 młode osoby popełniły samobójstwo,były
          wesołe,kontaktowe, miały znajomych. Dziewczyna miała chłopaka,zdała na kolejny
          rok studiów,zostawiła kartkę z jednym pożegnalnym słowem, był piękny letni
          dzień, nikt nie wie dlaczego to zrobiła, dzien wczesniej była u nas, zapomniała
          kluczy, żartowała,szykowała się do wyjazdu wakacyjnego...
          Chłopak to zapalony sportowiec, też były wakacje,wrócił z dyskoteki i powiesił
          się..to było w odstępie 3 lat, obie rodziny wyprowadziły się z bloku...
          Znajomy technik kryminalny mówi,że uratowane osoby potwierdzają jakby
          niesamowity przymus,który każe im to zrobić,to chyba nagły atak choroby,która
          jest przyczajona...
          • malwina52 Re: problem wazniejszy niz zycie:((( 17.11.05, 14:17
            co potwierdzaloby, ze niekoniecznie
            trzeba miec wielki dol, niechec do zycia, ludzi
            i otoczenia,
            to podstepna i straszna w skutkach choroba
            wyobrazam sobie rozpacz rodzin
        • waratu Re: problem wazniejszy niz zycie:((( 17.11.05, 15:43
          Ja stchórzyłam i dzieki temu żyję już wiele lat od tamtego czasu. Wszystko sie
          ułozyło. Teraz wiem, ze popełniłabym straszliwy bład.
          • mira54 Re: problem wazniejszy niz zycie:((( 17.11.05, 18:35
            Zycie mamy jedno. Odbierac go sobie tylko dlatego, ze nie
            dajemy rady z jakims waznym problemem to wedlug mnie jest
            tchorzostwo.
            • goskaa.l Re: problem wazniejszy niz zycie:((( 18.11.05, 07:36
              Miro, nie mów tak. Sama jestem osobą pogodną i optymistycznie nastawioną do
              życia, ale kiedy mi się waliło małżeństwo i byłam przy tym w ciąży (wiadomo, że
              w tym stanie kobieta ma sporą chwiejność emocjonalną i łatwo ulega nastrojom
              depresyjnym, co ma związek z innym niż zwykle poziomem hormonów), byłam o krok
              od tego. Powstrzymywało mnie właśnie tchórzostwo - a co, jeśli się nie uda i
              tylko zostanę kaleką, a przy tym kaleką może być to maleństwo? W noramlnym
              stanie miałam dokładnie takie samo zdanie jak Ty. A więc nie mów "nigdy", nie
              mów "niemożliwe". Nie oceniaj innych po ich uczynkach, bo nie zawsze są to ich
              uczynki. Dziś uważam, że samobójstwo popełniają ludzie:
              - o destrukcyjnej psychice (znałam taką osobę, czyniła to kilakroć, aż w końcu
              położyła się na trasie pociągu - skutecznie)
              - zapędzone w sytuację bez wyjścia, nie widzące żadnej drogi przed sobą.
              Najbardziej bolesne jest samobójstwo "sprzężone" - kiedy np. matka popełnia
              samobójstwo, zabijając przedtem dzieci.
              Niestety, dzisiejsze czasy nie są normalne i problemy ludzkie przyczynieją się
              do takich kroków.
    • yoanna Re: problem wazniejszy niz zycie:((( 18.11.05, 08:21
      Wędruję od czasu do czasu po sieci,zaglądam w różne przypadkowe miejsca..
      Ostatnio poraża mnie refleksja o wszechobecnej samotności.
      Samotny,samotna, odrzucona, zagubiony, bez celu, bez sensu, bez perspektyw, bez
      chęci...
      Dziesiątki problemów tłumionych,skrywanych...może beznadziejnych,a może
      rozwiązywalnych ...
      Często krzyczą w desperacji...wydaje się ,że brak równowagi między tymi co chcą
      pomóc i wysłuchać...,a tymi co pomocy potrzebują...
      Często nie potrafiąc unieść ciężaru, decydują się na destrukcyjne rozstrzygnięcie...

      Przytaczam poniżej fragment listu znalezionego w sieci...zajrzyjcie w te myśli:

      "Rano otwieram oczy, wstaję i zaczynam swój dzień. Jednak przed oderwaniem
      głowy od poduszki zadaję sobie pytanie "Po co ?" "Jaki jest tego cel ?" Nie
      potrafię na to odpowiedzieć, kiedyś być może było inaczej, ale to było dawno
      i teraz już nie pamiętam jak odpowiedzieć na to pytanie. W ciągu dnia
      rozmawiam z innymi ludźmi. Mówię, że wszystko jest w porządku, że nigdy nie
      było lepiej. Mówiąc to uśmiecham się. Bardzo dobrze wiem, że to tylko
      udawanie. Stwierdzam, że Jy ciągle udaję kogoś innego niż jestem w
      rzeczywistości. Nikt ze spotkanych przez Mnie ludzi nie wie jak jest
      naprawdę. Wszystko co robię jest oparte na uczuciu przygnębienia, smutku i
      samotności. Czasami chce Mi się krzyczeć ! Chcę wykrzyczeć wszystko to co
      jest nie tak w Moim życiu !!! Krzczę !!! Tylko kto to usłyszy ? Na ulicy
      spotykam znajomego, rozmawiam przez chwilę po czym każdy z Was idzie w swoją
      stronę. Myślę, jaki to z niego szczęśliwy człowiek - On ma wszystko czego Ja
      tak bardzo pragnę. Idzię dalej widzię grupę przyjaciół rozmawiających i
      śmiejących się. Pytam siebie "Kiedy ja się tak naprawdę śmiałam ? Idzię
      dalej. Na przejściu widzię jakąś parę trzymającą się za ręce. Moje serce coś
      ukuło. Zadaję sobie pytanie czy kiedykolwiek znajdzię kogoś kto zaakceptuje
      Mnie taką jaką jesteś ? - kolejne trudne pytanie pozostaje bez odpowiedzi.
      Rozglądam się wokoło siebie. Widzię tłum ludzi nieustannie spieszących się.
      Myślę sobie, że może oni spieszą się kochać ludzi bo tak szybko odchodzą ?
      Jestem bardzo wrażliwa dostrzegam rzeczy, których inni ludzie nie zauważają,
      zwłaszcza ludzką krzywdę."

      Trudne to...
      • malwina52 Re: problem wazniejszy niz zycie:((( 18.11.05, 11:39
        Po chorobach psychicznych,
        na drugim miejscu jako przyczynę samobójstw
        wymienia się nieporozumienia rodzinne.
        Od dziesięciu lat do polskich statystyk wprowadza się nową kategorię:
        samobójstwa z powodu złej sytuacji ekonomicznej.
        Co trzeci desperat z tej grupy to bezrobotny.
        Często porywają się na własne życie, zwłaszcza ludzie starsi,
        gdy zbyt mocno doskwiera im przewlekła choroba lub kalectwo.
        Na ten czyn decydują się też osoby,
        które nagle straciły kogoś bliskiego
        i nie mogą pogodzić się z zaistniałą sytuacją.
        Na kolejnych miejscach w ogólnopolskich raportach
        znajdują się nieszczęśliwie zakochani (
        tu przeważają mężczyźni)
        oraz problemy z nauką uczniów czy studentów.
        Od kilku lat policyjne kroniki odnotowują
        też przypadki samobójstw wśród chorych na AIDS.
      • axsa Re: problem wazniejszy niz zycie:((( 18.11.05, 11:43
        Na pewno są ludzie w tak skrajnym stanie psychicznym dlatego,
        ze dopadły ich najprawdziwsze na swiecie ogromne problemy.

        Wszystko byłoby inaczej, gdyby tacy ludzie, jak osoba z listu Yoanny, nie byłi
        tak bardzo nastawieni na siebie. Chocby w tym, że być może ci inni to też
        tylko na zewnątrz prezentuja taką a nie inną postawę, a w rzeczywistości...
        Gdyby tak chwilkę pomyslec o tym czy inni aby na pewno mają tak wspaniale,
        czy... tak samo im źle, ale nie pokazują tego... a moze takie sytuacje nie są
        dla nich powodem do traktowania wszystkiego w kategoriach totalnej klęski.

        Czy aby na pewno wszyscy muszą mieć wszystko?


        Dużo jednak takiego krzyku
        "pępków świata"
        co to uważają,
        że to inni są odpowiedzialni za usłanie im życia różami.
        Sami potrafią z byle powodu rozżalać się nad sobą i pielęgnować te
        swoje "nieszczęścia", nie zwracając uwagi na innych.

        Często, na otrząśnięcie się z takiego stanu,
        dobrze robi rozejrzenie sie dookoła siebie,
        zastanowienie się nad tym,
        ze inni to naprawdę mają problemy.
        Mało to pocieszające, że mają,
        ale taki fakt pozwala uświadomić sobie,
        że własne nie są aż tak wielkie,
        albo takie szczególne.
    • malwina52 Re: problem wazniejszy niz zycie:((( 28.12.05, 08:44
      TAK BYŁO U MNIE:
      Cztery samobójstwa młodych ludzi w ciągu trzech tygodni wstrząsnęły miastem.
      Cztery dramaty, zawsze to samo pytanie: dlaczego?


      TOMEK, 8 listopada - 17-letni Tomek skoczył z bloku przy ul. Pomorskiej. Był
      wtorek. Nastolatek miał pojechać na lekcję angielskiego, ale zamiast na kurs,
      pojechał skuterem na osiedle Widok. Po upadku z dziewiątego piętra jeszcze żył.
      Zmarł podczas reanimacji.

      SEBASTIAN, 21 listopada - powiesił się na boisku przy ul. Przemysłowej. Miał 19
      lat. Odnalazła go nad ranem pracownica pobliskiej szkoły. Wiadomo, że chłopak
      targnął się na życie z powodu zawiedzionej miłości. Znaleziono przy nim
      pożegnalny list.

      ŁUKASZ, 23 listopada - 18 lat, wieczorem wybrał się na spacer nowym mostem. Co
      chwilę zerkał na ulicę. Gdy zobaczył nadjeżdżającego TIR-a, zaciągnął czapkę na
      oczy i skoczył wprost pod ciężarówkę. Miał przy sobie list. Zabił się przez
      zawód miłosny.

      ŁUKASZ, 27 listopada - 24-letni chłopak z podgorzowskiego Ulimia powiesił się
      na drzewie. Dzień wcześniej, podczas nocnego powrotu z dyskoteki, potrącił 14-
      latka i uciekł. Ofiara przeżyła, ale załamany kierowca nie poradził sobie ze
      stresem i wybrał samobójstwo.

      • jolantas1955 Re: problem wazniejszy niz zycie:((( 28.12.05, 11:28
        Chyba jeszcze gorzej jest, gdy nikt nie wie dlaczego!? Ani zawiedziona miłość,
        ani choroba psychiczna, w domu sielanka, właśnie zaczęła się nauka w dobrym
        liceum, nie brakuje kasy, w dodatku przystojny, inteligentny, mozna tak bez
        końca..Aż tu nagle skok z 10 piętra!Mówię to z autopsji, rzecz działa się w
        mojej rodzinie kilka lat temu.Potem szalałam z niepokoju patrząc na mojego syna,
        który bardzo to przeżył, a sam zawsze był romantykiem nie na dzisiejszy dzień,
        skrytym i samotnikiem z wyboru.Chyba przez to trochę go rozpuściłam, ale nie
        żałuję. Teraz chyba już nic mu nie grozi. Zakochał się z wzajemnością i widzę,
        że jest szczęśliwy. Oby tylko nie zawiódł się na niej!
        • fleur1 Re: problem wazniejszy niz zycie:((( 28.12.05, 11:32
          Bardzo pesymistycznie tutaj pod koniec roku,
          co sie dzieje, czy to pogoda tak nastraja?
          • natla Re: problem wazniejszy niz zycie:((( 28.12.05, 11:42
            Bardzo to smutne.....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka